IP: *.miks.uj.edu.pl 22.05.03, 17:34
Pewnie już setki tu było takich postów. Przepraszam, jeśli przynudzam.
Moim pierwszym facetem był żonaty. Mój pierwszy raz był w ich małżeńskim
łożu pod nieobecność żony i synka. Ten facet rzeczywiście mnie kochał. To
pierwszy, któremu powiedziałam, że kocham.
I ten facet zadzwonił do mnie z telefonu żony, słyszałam ją w słuchawce, i
powiedział, że mnie już nie kocha i nie chce być ze mną.
Kiedy porozmawialiśmy sami, powiedział, że chce spokoju. Rozwodzi się i tak.
Jezu! Taka jestem nieszczęśliwa!!!
Obserwuj wątek
    • anahella Re: mam dola 22.05.03, 17:41
      Czyli juz wiesz, dlaczego nie warto zadawac sie z
      zonatymi:(
      • Gość: inka Re: mam dola IP: *.miks.uj.edu.pl 22.05.03, 17:46
        Cholera, ale on się i tak rozwodzi! Boli mnie to, że on mógł jeszcze pare dni
        temu nazywać mnie Skarbem, etc, a teraz nie chce być ze mną. Chociaż chyba
        najbardziej to chciałby mieć świety spokój. I jeszcze mówi, że ze mną jest
        wszystko ok, tylko on nie spełnia moich najmniejszych nawet oczekiwań! Mam
        mętlik w głowie.
        • daffne Re: mam dola 22.05.03, 18:01
          Gość portalu: inka napisał(a):

          > Cholera, ale on się i tak rozwodzi! Boli mnie to, że on mógł jeszcze pare dni
          > temu nazywać mnie Skarbem, etc, a teraz nie chce być ze mną. Chociaż chyba
          > najbardziej to chciałby mieć świety spokój. I jeszcze mówi, że ze mną jest
          > wszystko ok, tylko on nie spełnia moich najmniejszych nawet oczekiwań! Mam
          > mętlik w głowie.
          ------------------
          Poprostu ów mezczyzna nie wytrzymal....Ma dosc wszystkiego.Wyglada na to , ze musi odpoczac od kobiet..
          Pozdrowionka:)
          • Gość: inka Re: mam dola IP: *.miks.uj.edu.pl 22.05.03, 18:06
            daffne napisała:

            > Poprostu ów mezczyzna nie wytrzymal....Ma dosc wszystkiego.Wyglada na to ,
            ze m
            > usi odpoczac od kobiet..
            > Pozdrowionka:)

            Tylko dlaczego ja się tak za to obwiniam? I jaka jest szansa, że to tylko
            chwilowy kryzys? Może dać mu trochę odpocząć? Ale wtedy czułabym się zerem -
            facet który musie ode mnie (m.in. co prawda) odpocząć:(((
            • daffne Re: mam dola 22.05.03, 18:09
              Gość portalu: inka napisał(a):

              > daffne napisała:
              >
              > > Poprostu ów mezczyzna nie wytrzymal....Ma dosc wszystkiego.Wyglada na to ,
              >
              > ze m
              > > usi odpoczac od kobiet..
              > > Pozdrowionka:)
              >
              > Tylko dlaczego ja się tak za to obwiniam? I jaka jest szansa, że to tylko
              > chwilowy kryzys? Może dać mu trochę odpocząć? Ale wtedy czułabym się zerem -
              > facet który musie ode mnie (m.in. co prawda) odpocząć:(((
              ----------------
              Gwarancji na to , ze to przejsciowe nikt na to nie da..
              Na pewno warto jest dac mu odpoczac , nie narzucac sie swoja osoba.....
              Mam takie troszke inne pytanie ...skad ta pewnosc , ze na pewno sie rozwodzi ?
              • Gość: inka Re: mam dola IP: *.miks.uj.edu.pl 22.05.03, 18:18
                daffne napisała:

                > Gwarancji na to , ze to przejsciowe nikt na to nie da..
                > Na pewno warto jest dac mu odpoczac , nie narzucac sie swoja osoba.....
                > Mam takie troszke inne pytanie ...skad ta pewnosc , ze na pewno sie
                rozwodzi ?

                Zdefiniuj "nie narzucac"? Chwilowo nie dzwonie do niego, nie smsuje, nie pisze
                maili (on jest z innego miasta, wiec sie nie widujemy czesto i tak). Ale
                rozmawiamy codziennie jesli sie trafimy na GG. O pierdolach, nie to co kiedys.
                Ale on sie dalej mna interesuje, pyta o egzaminy, mowi ze zadzwoni jak
                znajdzie czas. Poza tym na dwa miesiace lece za granice. No juz wiecej mu dac
                odpoczac sie chyba nie da.
                Rozwodzi sie. Wiesz, jak sie kocha to mu sie nie szpera w paierach, tym
                bardziej nie domaga sie zobaczenia pozwu o rozwod faceta. Powiedzial, ze
                zlozyl pozew (pare dni przed Wielkanoca) i czeka na wezwanie. A wiesz moze ile
                na takie cos trzeba czekac?
                Dziekuje, ze masz czas na rozmowe ze mna:)
                • daffne Re: mam dola 22.05.03, 18:32
                  Gość portalu: inka napisał(a):

                  > daffne napisała:
                  >
                  > > Gwarancji na to , ze to przejsciowe nikt na to nie da..
                  > > Na pewno warto jest dac mu odpoczac , nie narzucac sie swoja osoba.....
                  > > Mam takie troszke inne pytanie ...skad ta pewnosc , ze na pewno sie
                  > rozwodzi ?
                  >
                  > Zdefiniuj "nie narzucac"? Chwilowo nie dzwonie do niego, nie smsuje, nie pisze
                  > maili (on jest z innego miasta, wiec sie nie widujemy czesto i tak). Ale
                  > rozmawiamy codziennie jesli sie trafimy na GG. O pierdolach, nie to co kiedys.
                  > Ale on sie dalej mna interesuje, pyta o egzaminy, mowi ze zadzwoni jak
                  > znajdzie czas. Poza tym na dwa miesiace lece za granice. No juz wiecej mu dac
                  > odpoczac sie chyba nie da.
                  > Rozwodzi sie. Wiesz, jak sie kocha to mu sie nie szpera w paierach, tym
                  > bardziej nie domaga sie zobaczenia pozwu o rozwod faceta. Powiedzial, ze
                  > zlozyl pozew (pare dni przed Wielkanoca) i czeka na wezwanie. A wiesz moze ile
                  > na takie cos trzeba czekac?
                  > Dziekuje, ze masz czas na rozmowe ze mna:)
                  ---------------
                  No wlasnie juz napisalas co to znaczy nie narzucac sie .Widze , ze tego nie robisz...Mowisz , ze wyjezdzasz , ze wiecej czasu nie masz...Chyba dobrze zrozumialam ? Niestety jesli cos ma z tego byc nie mozesz pod azdnym pozorem dzwonic , sms'owac nic kompletnie.Inicjatywa musi wyjsc od Niego.Jesli nie bedzie dawal o sobie znac coz...nie byl wart....Powiedzialas , ze gdy do Ciebie dzwonil powiedzial , ze chce wszystko zakonczyc i ze ta rozmowa byla przy Jego zonie.A gdy mowil Ci o rozwodzie nie bylo przy tym zony ??? No wlasnie nie wiem skad masz ta pewnosc , ze On na pewno sie rozwiedzie.Nie wiem jak to jest dokladnie ile czasu trzeba odczekac od zlozenia pozwu zanim dostanie sie odpowiedz jakakolwiek z sadu .Wiem , ze pierwsza sprawa rozwodowa jest ugodowa.I duzo zalezy od tego czy sa dzieci w zwiazku...
                  • Gość: inka Re: mam dola IP: *.miks.uj.edu.pl 22.05.03, 18:40
                    daffne napisała:

                    > ---------------
                    > No wlasnie juz napisalas co to znaczy nie narzucac sie .Widze , ze tego nie
                    rob
                    > isz...Mowisz , ze wyjezdzasz , ze wiecej czasu nie masz...Chyba dobrze
                    zrozumia
                    > lam ? Niestety jesli cos ma z tego byc nie mozesz pod azdnym pozorem
                    dzwonic ,
                    > sms'owac nic kompletnie.Inicjatywa musi wyjsc od Niego.Jesli nie bedzie
                    dawal o
                    > sobie znac coz...nie byl wart....Powiedzialas , ze gdy do Ciebie dzwonil
                    powie
                    > dzial , ze chce wszystko zakonczyc i ze ta rozmowa byla przy Jego zonie.A
                    gdy m
                    > owil Ci o rozwodzie nie bylo przy tym zony ??? No wlasnie nie wiem skad masz
                    ta
                    > pewnosc , ze On na pewno sie rozwiedzie.Nie wiem jak to jest dokladnie ile
                    cza
                    > su trzeba odczekac od zlozenia pozwu zanim dostanie sie odpowiedz
                    jakakolwiek z
                    > sadu .Wiem , ze pierwsza sprawa rozwodowa jest ugodowa.I duzo zalezy od
                    tego c
                    > zy sa dzieci w zwiazku..
                    Kiedy z nim bylam, to nie mialam powodow, zeby mu nie ufac. Dlatego nie
                    wymagalam, zeby mi pokazal ten cholerny pozew. Zona wie o mnie (wysylala mi
                    nawet jakies smsy), wie o rozwodzie. Zobaczymy.
                    Bardzo trudna taktyke mi radzisz. Ryzykowna. Ale wiem, ze tak powinno byc,
                    dlatego tez, m.in. pisze tutaj, zeby nie do niego. To jest wszystko cholernie
                    trudne. Tym bardziej, ze to moj pierwszy facet. Dlatego zajrze tu jeszcze.
                    Pozdrawiam i dziekuje za rady.
        • anahella Re: mam dola 22.05.03, 18:03
          Gość portalu: inka napisał(a):

          > Cholera, ale on się i tak rozwodzi! Boli mnie to, że on mógł jeszcze pare dni
          > temu nazywać mnie Skarbem, etc, a teraz nie chce być ze mną. Chociaż chyba
          > najbardziej to chciałby mieć świety spokój.

          Albo kolejna kandydatke. Przeprasza, jestem ostra w tym
          watku ale szlag mnie jasny trafia bo na 100 zwiazkow z
          zonatym facetem tylko kilka konczy sie dobrze. O takich
          sytuacjach nie mowi sie szeptem juz od paru ladnych lat.
          Jak ci faceci to robia ze nabieraja kobiety na TE SAME
          bajeczki? Albo czemu kobiety pozwalaja sie nabierac?

          > I jeszcze mówi, że ze mną jest
          > wszystko ok, tylko on nie spełnia moich najmniejszych
          > nawet oczekiwań! Mam
          > mętlik w głowie.

          Wiesz co? Duren ten twoj facet. Jakby nie wiedzial ze
          takie tlumaczenie jest do bani. Nie chce (nie ma odwagi?)
          o czyms ci powiedziec i dlatego wali takie farmazony.

          Jedyne co mozesz wyniesc z tego zwiazku to wnioski. I nie
          placz juz za nim. On skrzywdzil zone, ciebie i pewnie
          skrzywdzi jeszcze niejedna.
      • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re:posłuchaj KUR " polovirus" -stare-jare 27.05.03, 17:31
        a szczególnie pioseneczki- JESIENNA ( wiosenna ? ) DEPRECHA
        depreha??? - sory, mam dysgrafię/dysleksję
    • straszzz Miłość 22.05.03, 17:43
      na pewno jesteś młodą osobą
      zostało Ci przynajmniej 50 lat życia
      to jest 18252 dni
      438000 godzin
      26280000 minut

      czyli 1576800000 szans na to zeby powiedzieć "Kocham Cię" komuś innemu
      • Gość: inka Re: Miłość IP: *.miks.uj.edu.pl 22.05.03, 17:48
        straszzz napisał:

        >
        > czyli 1576800000 szans na to zeby powiedzieć "Kocham Cię" komuś innemu

        powiedzieć mogę, ale czy dla jeszcze kogoś to będzie przedstawiałao
        jakąkolwiek wartość? a jak żadna szansa się nie spełni?
        Klasyczny dół mam.
        • Gość: lolyta Re: Miłość IP: *.mia.bellsouth.net 22.05.03, 18:47
          Dolki maja to do siebie ze sie z nich wychodzi. A od zonatych sie trzymaj jak
          najdalej, naogladalam sie i nasluchalam o niejednym facecie co "sie rozwodzil"
          bo "zona go nie rozumie i od dawna ze soba nie sypiaja". Mowisz ze nie dal Ci
          zadnego powodu zeby mu nie ufac? Ja Ci dam: oszukuje zone i dziecko. Naprawde
          uwazasz ze to typ godny zaufania?
          • Gość: inka Re: Miłość IP: *.miks.uj.edu.pl 23.05.03, 11:06
            Gość portalu: lolyta napisał(a):

            > Dolki maja to do siebie ze sie z nich wychodzi. A od zonatych sie trzymaj
            jak
            > najdalej, naogladalam sie i nasluchalam o niejednym facecie co "sie
            rozwodzil"
            > bo "zona go nie rozumie i od dawna ze soba nie sypiaja". Mowisz ze nie dal
            Ci
            > zadnego powodu zeby mu nie ufac? Ja Ci dam: oszukuje zone i dziecko.
            Naprawde
            > uwazasz ze to typ godny zaufania?

            Dlaczego uważam, że jest (był?) godny zaufania? Bo jego żona wiedziała o mnie.
            Bo przedstawiał mnie swoim znajomym i kolegom z pracy, gdy ich spotkaliśmy,
            nawet u niego w domu. Bo rozmawiał z paroma osobami z mojej rodziny. Bo nie
            krył tego, że jesteśmy razem. Tylko przed żoną sie wypierał, twierdził, że
            chcę mieć jak najwięcej opieki nad dzieckiem. Dlatego.
    • helaraja Mam trochę więcej lat 22.05.03, 18:49
      • helaraja Re: Mam trochę więcej lat 22.05.03, 18:58
        Przepraszam, coś mi przeskoczyło.
        Mam też więcej doświadczenia. Nie chcę truć jak stara ciotka, ale to klasyczna
        sytuacja. Związek z żonatym nie może się skończyć dobrze. Jeśli nie Ty miałabyś
        doła, miałaby go żona tego faceta, miałby go jego synek.
        Mówił, że kocha... gdyby kochał naprawdę, uregulowałby swoje sprawy, zanim by
        Cię rozdziewiczył. Bądż pewna, że tak samo mówił i mówi, że kocha swojej żonie!
        A tekst o rozwodzie jest z powodu strachu przed komplikacjami: boi się Twoich
        łez, nikt nie lubi mieć poczucia winy.
        Ale jeśli chcesz żyć złudzeniami, to posłuchaj: w W-wie na pierwszą,
        pojednawczą sprawę czeka się ok.1,5 miesiąca, potem mniej więcej tyle samo na
        drugą, kończącą (o ile nie ma komplikacji i wszyscy są zgodni).
        Mam jednak nadzieję, że ta lekcja, choć bolesna, będzie dla Ciebie nauką na
        długo. Ktoś, kto oszukuje jedną kobietę, spokojnie oszuka i pięć następnych:(
        Dlatego unikaj żonatych, na szczęście jeszcze masz przed sobą wiele lat i wiele
        związków, oby szczęśliwszych. Pozdrawiam
        • Gość: inka Re: Mam trochę więcej lat IP: *.miks.uj.edu.pl 23.05.03, 11:15


          Strasznie brutalnie piszesz. Ale kto wie, może tego potrzebuję...
    • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: mam dola permanentnego 22.05.03, 19:41
      Gość portalu: inka napisał(a):

      > Pewnie już setki tu było takich postów. Przepraszam, jeśli przynudzam.
      > Moim pierwszym facetem był żonaty. Mój pierwszy raz był w ich małżeńskim
      > łożu pod nieobecność żony i synka. Ten facet rzeczywiście mnie kochał. To
      > pierwszy, któremu powiedziałam, że kocham.
      > I ten facet zadzwonił do mnie z telefonu żony, słyszałam ją w słuchawce, i
      > powiedział, że mnie już nie kocha i nie chce być ze mną.
      > Kiedy porozmawialiśmy sami, powiedział, że chce spokoju. Rozwodzi się i tak.
      > Jezu! Taka jestem nieszczęśliwa!!!
      **************************
      MOZE POSŁUCHAJ PIOSENKI ZESPOŁU KURY z krążka "polovirus" p.t. " Mam znowu
      doła.." - pomaga.
      • Gość: inka Re: mam dola permanentnego IP: *.miks.uj.edu.pl 23.05.03, 11:01
        p.a.d.a.l.c.o.w.a napisała:

        > **************************
        > MOZE POSŁUCHAJ PIOSENKI ZESPOŁU KURY z krążka "polovirus" p.t. " Mam znowu
        > doła.." - pomaga.

        Niestety, on tego zespołu też słuchał. I Stinga, Myslovitz i Kaczmarskiego też
        mi obrzydził. Ale może to przejdzie?
        Poza tym nowy dzień nastał. Wczoraj się poryczałam wieczorem i mi jakoś
        pomogło.
        Dziękuje za radę:)
        • Gość: inka Re: mam dola permanentnego IP: *.bj.uj.edu.pl 26.05.03, 13:38
          Akcja idzie dalej. On zaczyna do mnie dzwonić, dopytuje się jak moje egzaminy,
          itd. O nas powiedział, że pożyjemy zobaczymy.
          Kuźwa. To ja już prawię nie płaczę, a nawet zaczynam żałować, że z nim w ogóle
          byłam (mimo niewątpliwie mnóstwa miłych rzeczy), a ten mi tu teraz znów zaczyna
          okazywać zainteresowanie.
          Niech mi ktoś powie - to prawda, że to drań, oszust i mam mu nie ufać? A może
          zaczął coś rozumieć i jednak chce być ze mną?
          Co robić?
          • Gość: Kasia Re: mam dola permanentnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.03, 13:45
            Moja prababcia (a była mądrą osobą) mawiała: połóż się na fali i czekaj, samo
            się rozwiąże. A na razie nie rób nic traktuj go jak zwykłego znajomego.
            • Gość: inka Re: mam dola permanentnego IP: *.bj.uj.edu.pl 26.05.03, 13:52
              Gość portalu: Kasia napisał(a):

              > Moja prababcia (a była mądrą osobą) mawiała: połóż się na fali i czekaj, samo
              > się rozwiąże. A na razie nie rób nic traktuj go jak zwykłego znajomego.

              To rzeczywiście bardzo mądre i w "normalnej sytucji" na pewno bym tak zrobiła.
              Ale to nie jest normalan sytuacja. On mi zrobił dużą krzywdę i ja chiałabym mu
              wybaczyć, ale nie wiem czy warto. Po co robić sobie nadzieję, a potem płakać? A
              może trzeba zaryzykować, a raczej zaufać?
              Jakoś nie umiem go traktować jak normalnego znajomgo.
              • Gość: viola2 Re: mam dola permanentnego IP: *.imp.gda.pl 26.05.03, 15:00
                moim zdaniem nie warto, a to ze dzwoni moze wynikac z tego, ze poczul sie teraz
                olewany, moze wolalby zebys za nim latała i plakala, i mowila jak strasznie Ci
                go brakuje. Wiesz ja tez sie rozwodzilam, i w tym czasie mowilam swojemu
                facetowi o wszystkim, kiedy wnioslam pozew, jak postepuje cala sprawa,
                dzwonilam do sadu, dowiadywalam sie i o wszytskim mu mowilam, bo chcialam by
                mial pewnosc ze niczego nie krece. Zalezalo mi na tym, by mi ufal, robilam
                wszytsko. ( nie rozwodzialm sie dla niego, zanim go poznaalam, postanowilam
                zrobic to, wiec tym bardziej jemu powinno zalezec, bys miala tę pewnosc, ze Cie
                nie oszukuje. )
                Jeszcze tala zaleznosc, jaką zauwazylam w swoich, powiedzmy związkach: im
                bardziej pokazujesz facetowi ze go kochasz, im bardziej sie starasz, tym mniej
                on Cie docenia, ( mnie rzucili) a pozniej jak ja pokazalam ze mi na nich nie
                zalezy, jak olalam totalnie,, to zaczely sie telefony i inne proby kontaktu.
                Oczywiscie byly to dwa zwiazki w roznym czasie. Jednak szczere bylo to wszytsko
                u jednego z facetow,ktory na prawde zrozumial... drugi poczul sie tylko chyba
                niedowartosciowany bo nie plakalam i nie latalam za nim strasznie. Sorki za ten
                chaos, ale mam tak wiele mysli, sprawy sa jjeszcze dosc swierze:( powodzenia i
                dobrego wyboru. jeszcze jedno - NIE BĄDZ NAIWNA
                • Gość: inka Re: mam dola permanentnego IP: *.miks.uj.edu.pl 26.05.03, 15:20
                  Gość portalu: viola2 napisał(a):

                  > moim zdaniem nie warto, a to ze dzwoni moze wynikac z tego, ze poczul sie
                  teraz
                  >
                  > olewany, moze wolalby zebys za nim latała i plakala, i mowila jak strasznie
                  Ci
                  > go brakuje.

                  płaczę za nim i on chyba o tym wie. To raczej trudno ukryć - jak się kogoś
                  kocha, to oczywiste, że się za nim będzie płakać. Utrzymujemy kontakt jak
                  widzisz i choć nie mówię mu tego wprost - on wie, że chciałabym by było jak
                  sobie obiecywaliśmy

                  Wiesz ja tez sie rozwodzilam, i w tym czasie mowilam swojemu
                  > facetowi o wszystkim, kiedy wnioslam pozew, jak postepuje cala sprawa,
                  > dzwonilam do sadu, dowiadywalam sie i o wszytskim mu mowilam, bo chcialam by
                  > mial pewnosc ze niczego nie krece. Zalezalo mi na tym, by mi ufal, robilam
                  > wszytsko. ( nie rozwodzialm sie dla niego, zanim go poznaalam, postanowilam
                  > zrobic to, wiec tym bardziej jemu powinno zalezec, bys miala tę pewnosc, ze
                  Cie
                  >
                  > nie oszukuje. )

                  On też się nie rozwodzi dla mnie. Przynajmniej tak twierdzi. Jego żona ma się
                  wyprowadzić od lipca do swojej matki w innym mieście - z nim lub bez niego.
                  Ale czy wszyscy muszą miec taki charakter, żeby opowiadać o tym co się dzieje
                  w sądzie? On uważa - i ja sie z nim trochę zgadzam - że to sprawa między nim a
                  żoną. Zaufanie budował chyba na czymś innym, ale teraz sobie nie przypominam
                  na czym :-/

                  > Jeszcze tala zaleznosc, jaką zauwazylam w swoich, powiedzmy związkach: im
                  > bardziej pokazujesz facetowi ze go kochasz, im bardziej sie starasz, tym
                  mniej
                  > on Cie docenia, ( mnie rzucili) a pozniej jak ja pokazalam ze mi na nich nie
                  > zalezy, jak olalam totalnie,, to zaczely sie telefony i inne proby kontaktu.
                  > Oczywiscie byly to dwa zwiazki w roznym czasie. Jednak szczere bylo to
                  wszytsko
                  >
                  > u jednego z facetow,ktory na prawde zrozumial... drugi poczul sie tylko
                  chyba
                  > niedowartosciowany bo nie plakalam i nie latalam za nim strasznie. Sorki za
                  ten
                  >
                  > chaos, ale mam tak wiele mysli, sprawy sa jjeszcze dosc swierze:( powodzenia
                  i
                  > dobrego wyboru. jeszcze jedno - NIE BĄDZ NAIWNA
                  Nie przepraszaj za chaos, chyba Cię rozumiem. Ja też mam bałagan w głowie i
                  sercu, bo to się dzieje teraz.
                  Nie chcę być naiwna, ale chcę moć zaufać.
                  • ja_nek Re: mam dola permanentnego 26.05.03, 15:49
                    Jeśli wiedziałaś, że facet jest żonaty, a zdecydowałaś się na związek, to czego
                    oczekiwałaś? Kiedyś musiało się rozpaść i kiedyś musiały się polać łzy.
                    Skoro usłyszałaś żonę w słuchawce, to może ona o wszystkim wie i zażądała
                    rozstania jego z Tobą, a gadanie o rozwodzie, to jedna wielka bajka rzucana
                    przez takowych?
                    Gadanie, że on nie spełnia oczekiwań – stary trick.
                    Ale obym się mylił.

                    Pozdrawiam
                    janek
                    • Gość: inka widziałam, że ma żonę IP: *.miks.uj.edu.pl 26.05.03, 16:15
                      ja_nek napisał:

                      > Jeśli wiedziałaś, że facet jest żonaty, a zdecydowałaś się na związek, to
                      czego
                      >
                      > oczekiwałaś? Kiedyś musiało się rozpaść i kiedyś musiały się polać łzy.
                      > Skoro usłyszałaś żonę w słuchawce, to może ona o wszystkim wie i zażądała
                      > rozstania jego z Tobą, a gadanie o rozwodzie, to jedna wielka bajka rzucana
                      > przez takowych?
                      > Gadanie, że on nie spełnia oczekiwań – stary trick.
                      > Ale obym się mylił.
                      >
                      > Pozdrawiam
                      > janek

                      Wiedziałam, że ma żonę, nie ukrywał tego nigdy przede mną. Ale mówił, że się
                      rozwodzi, że nie przeze mnie, tylko musi to tak rozegrać, żeby mieć jak
                      najwięcej opieki nad synkiem. Wierzyłam, że będzie dobrze, planowaliśmy razem
                      przyszłość, znałam już część jego bliskich...
                      Jego żona wiedziała o wszystkim dużo wcześniej, pytała go, co u mnie słychać.
                      I nagle - pokłócili się, czy co - stało się. Tak jak mówiłam. były kryzysy,
                      ale jakoś sobie radziliśmy. Miałam się do niego wprowadzać w lipcu!
                      Gadanie, że on nie spełnia oczekiwań to stary trick? Naprawdę? Dzięki za ten
                      męski głos. Też pozdrawiam i dziękuję.
                      • viola2 Re: widziałam, że ma żonę 27.05.03, 08:29
                        Gość portalu: inka napisał(a):
                        >
                        > Wiedziałam, że ma żonę, nie ukrywał tego nigdy przede mną. Ale mówił, że się
                        > rozwodzi, że nie przeze mnie, tylko musi to tak rozegrać, żeby mieć jak
                        > najwięcej opieki nad synkiem. Wierzyłam, że będzie dobrze, planowaliśmy razem
                        > przyszłość, znałam już część jego bliskich...
                        Szczerosc jest bardzo wazna, ale mi przychodzi do glowy, ze moze on chcial miec
                        Ciebie "legalnie" Tzn. żona wie, Ty wiesz o zonie, czyli nie musi sie
                        tlumaczyc, nie musi kombinowac, a o rozwodzie moze mowi tylko dlatego, zebys Ty
                        w to wierzyla, a on miałby sobie dwie kobiety.

                        > Jego żona wiedziała o wszystkim dużo wcześniej, pytała go, co u mnie słychać.
                        > I nagle - pokłócili się, czy co - stało się. Tak jak mówiłam. były kryzysy,
                        > ale jakoś sobie radziliśmy. Miałam się do niego wprowadzać w lipcu!
                        > Gadanie, że on nie spełnia oczekiwań to stary trick? Naprawdę? Dzięki za ten
                        > męski głos. Też pozdrawiam i dziękuję.

                        Z doswiadczenia wlasnego wiem, ze te słowka to tylko bajeczki. Jeszcze teksty
                        typu: " jesteś cudowna, to ze mną cos nie tak", "potrzebuje czasu", "nie jestem
                        gotowy", i mase takich, ktore tylko wszytsko odwlekają, ew. konczą związek, ale
                        mają Cie utwierdzic w tym, ze jak najbardziej mozesz mu ufac, ze jemu bardzo
                        zalezy ale jemu tak strasznie ciezko, biedni chlopcy...

                        Nie znam go , ale z tego co piszesz, to wyglada na sytuacje typową. Te teksty,
                        i cala otoczka, ze jestes "legalnie" z nim związana, i plany na przyszlosc...
                        Mysle ze powinnac dac sobie z nim spokój. Ale to Ty decydujesz. jednak
                        pamietaj, ze facet potrafi zrobic wiele, uzyc najpiekniejszych słow a potem
                        odchodzi jakgdyby nigdy nic, i doda: przeciez mowilem, ze nie jestem gotowy,
                        czy ze potrzebowalem czesu, ale teraz wszystko przemyslalem, i czar pryska jak
                        banka mydlana.
                        Jeszcze jedna sugestia - moze tak bardzo go pociągasz fizycznie, ze nie potrafi
                        z Ciebie zrezygnowac? Pomysl o tym pod kazdym kątem, czemu z Toba jest
                  • viola2 Re: mam dola permanentnego 27.05.03, 08:18
                    Gość portalu: inka napisał(a):

                    >> płaczę za nim i on chyba o tym wie. To raczej trudno ukryć - jak się kogoś
                    > kocha, to oczywiste, że się za nim będzie płakać. Utrzymujemy kontakt jak
                    > widzisz i choć nie mówię mu tego wprost - on wie, że chciałabym by było jak
                    > sobie obiecywaliśmy
                    to jasne ze placzesz, ale chodzi o to by widział, ze dajesz sobie rade bez
                    niego. To moje zdanie ale jesli facet widzi ze kobieta jest silna, to chyba
                    godzi w jego meskie "ego",mysli ze nie jest jej potrzebny.
                    >

                    > Ale czy wszyscy muszą miec taki charakter, żeby opowiadać o tym co się dzieje
                    > w sądzie? On uważa - i ja sie z nim trochę zgadzam - że to sprawa między nim
                    a
                    > żoną. Zaufanie budował chyba na czymś innym, ale teraz sobie nie przypominam
                    > na czym :-/

                    Ja tez dokladnie nie opowiadalam o sprawie, bo nie chcialam sprawiac mu
                    przykrosci, ale opowiadalam, ze bylam w sadzie, ze musialam doniesc jakis
                    papierwk, ze dotalam wezwanie, ze chcieli skierowac nas do poradni a ja sie nie
                    zgodzilam - mowilam o takich rzeczach, by go upewnic ze cos sie dzieje a nie ze
                    wnioslam pozew, lub nie i czekam na niewiadomo co.
                    >
                    > Nie chcę być naiwna, ale chcę moć zaufać.
                    Wg mnie za bardzo go tlumaczysz. Ja to rozumiem, bo tez tak robilam , szukalam
                    wszystkich pozytywów i kurczowo sie ich chwytalam. A to co złe, wolalam nie
                    widziec. Ale badz realistką. Ja tez chcialam zaufac, i co? zaufalam, ale to
                    bardziej dlatego ze tego chcialam a nie, ze mialalm ku temu powody.Po prostu
                    pragniesz by wszystko sie dobrze ulozyło, jak ja kiedys, wlasnie dlatego
                    uwazaj.
                    Pozdrawiam i bądz dzielna
                • capa_negra Re: mam dola permanentnego 27.05.03, 14:35
                  Z tą zaleznościa to prawada.
                  bardzo długo zyłam w jakimś takim irracjonalnym strachu, ze jak sie postawie to
                  moja miłość mnie zostawi - zbiegałam, dogadzałam , a on sprawdzał ile jeszcze
                  wytrzymam ... jak zaczełam pogrywac inaczej sytuacja sie odwróciła o 180 stopni
    • Gość: do inki Re: mam dola do inki IP: 157.25.119.* 27.05.03, 08:37
      nie gniewaj sie, ale czy nie wpadlo ci do glowy, ze jego zona bardzo go kocha
      tak samo jak ty i to ona ma wieksze prawo do niego. wcale ci nie wspolczuje bo
      uwazam takie kobiety, ktore swiadomie wchodza do lozka na trzeciego na wstretne
      s...i. nie mowie, ze to twoja i tylko twoja wina, ale ja nigdy bym sie nie
      zdecydowala na taki zwizek, bo sama mam meza i moge sobie wypbrazic jak czuje
      sie jego zona.
      nie potepiam cie, ale prosze nie rob z siebie cierpietnicy i pomysl, ze twoja
      osoba mogla przyczynic sie do tego, ze komus innemu zawalil sie swiat na glowe.
      • Gość: inka Re: mam dola do inki IP: *.ds.uj.edu.pl / 192.168.16.* 27.05.03, 11:06
        Gość portalu: do inki napisał(a):

        > nie gniewaj sie, ale czy nie wpadlo ci do glowy, ze jego zona bardzo go kocha
        > tak samo jak ty i to ona ma wieksze prawo do niego.
        Wiesz, przyszła mi do głowy taka opcja, ale on mi ją szybko stamtąd wybił.
        Powiedział, że i tak się rozwodzą, że gdyby miał wszystko w porządku to
        przecież nie szukałby niczego innego. Oczywiście, że ona ma do niego większe
        prawo. pod warunkiem, że chce być z nim.

        wcale ci nie wspolczuje bo
        > uwazam takie kobiety, ktore swiadomie wchodza do lozka na trzeciego na
        wstretne
        >
        > s...i. nie mowie, ze to twoja i tylko twoja wina, ale ja nigdy bym sie nie
        > zdecydowala na taki zwizek, bo sama mam meza i moge sobie wypbrazic jak czuje
        > sie jego zona.
        skąd wiesz, że jego żona go nie zdradziła?

        > nie potepiam cie, ale prosze nie rob z siebie cierpietnicy i pomysl, ze twoja
        > osoba mogla przyczynic sie do tego, ze komus innemu zawalil sie swiat na
        glowe.
        Zdaję sobie z tego sprawę. Teraz się czuje jak k... i może robię z siebie
        cierpiętnice, bo zaufałam, pokochałam, a teraz jest jak widać. Ale przecież ten
        rozwód nie jest z mojej winy - o ile jemu wierzyć.
        • Gość: bas Re: mam dola do inki IP: 157.25.119.* 27.05.03, 12:12
          > wcale ci nie wspolczuje bo
          > > uwazam takie kobiety, ktore swiadomie wchodza do lozka na trzeciego na
          > wstretne
          > >
          > > s...i. nie mowie, ze to twoja i tylko twoja wina, ale ja nigdy bym sie nie
          >
          > > zdecydowala na taki zwizek, bo sama mam meza i moge sobie wypbrazic jak cz
          > uje
          > > sie jego zona.
          > skąd wiesz, że jego żona go nie zdradziła?

          Ty chyba jeszcze nie doroslas ... nie chodzi o to czy ona go zdradzila tylko o
          to, ze ty zabralas ojca jej dziecku a jej meza - partnera zyciowego jakby nie
          bylo, zanim poznal ciebie znaczyla z pewnoscia dla niej bardzo wiele.
    • Gość: małgosia Re: mam dola IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 27.05.03, 11:17
      Myślę, że wdając się w romans z żonatym z góry można założyć cierpienie. W
      pewnym sensie jesteś więc sobie sama winna, no ale teraz to trzeba jakoś z tego
      wyjść. Dasz rade na pewno
      • Gość: inka Re: mam dola IP: *.ds.uj.edu.pl / 192.168.16.* 27.05.03, 11:57
        Gość portalu: małgosia napisał(a):

        > Myślę, że wdając się w romans z żonatym z góry można założyć cierpienie. W
        > pewnym sensie jesteś więc sobie sama winna, no ale teraz to trzeba jakoś z
        tego
        >
        > wyjść. Dasz rade na pewno

        Dziękuję. Też tak myślę. Za miesiąc jadę za granicę na dwa miesiące, więc i tak
        sytuacja się wyjaśni. I albo będzie dobrze, albo pozostanie mi tylko żal, że
        mój pierszy facet okazał się draniem. Na pewno mam nauczkę.
        • Gość: bas Re: mam dola IP: 157.25.119.* 27.05.03, 12:15
          dlaczego piszesz, ze on okazal sie draniem. myslalas, ze jak sie zwiazesz z
          facetem, ktory ma rodzine: zone i dzieci to zostawi to wszystko dla ciebie?
          owszem zdarza sie tak, ale pakujac sie w taki zwiazek trzeba byc swiadoma tego,
          ze to nie jest zwiazek na cale zycie, chocby z tego powodu, ze ideac tokiem
          myslenia takiego faceta, to wiecej by mial do stracenia zostawiajac rodzine niz
          gdubu zostawil ciebie.
          • Gość: inka Re: mam dola IP: *.ds.uj.edu.pl / 192.168.16.* 27.05.03, 12:28
            Gość portalu: bas napisał(a):

            > dlaczego piszesz, ze on okazal sie draniem. myslalas, ze jak sie zwiazesz z
            > facetem, ktory ma rodzine: zone i dzieci to zostawi to wszystko dla ciebie?
            > owszem zdarza sie tak, ale pakujac sie w taki zwiazek trzeba byc swiadoma
            tego,
            >
            > ze to nie jest zwiazek na cale zycie, chocby z tego powodu, ze ideac tokiem
            > myslenia takiego faceta, to wiecej by mial do stracenia zostawiajac rodzine
            niz
            >
            > gdubu zostawil ciebie.

            No właśnie nie wiem, czy on jest draniem, ale lepiej mi tak egoistycznie po
            prostu, mówić sobie, że taki jest i nie robić sobie juz teraz rzadnych nadziei.
            Wisz jak trudno jest wybić sobie faceta z głowy?
            Dlaczego miałam nie myśleć, że to na całe życie? Gdybym tak nie myślała, nie
            pakowałabym się w żaden związek.
            Powtarzam, nie zostawiał rodziny dla mnie.
      • Gość: panna_z_odzysku Re: mam dola IP: 62.229.40.* 27.05.03, 12:21
        witaj Inko! Pierwszy raz wypowiadam się na tym formum, choć już od dluższego
        czasu zabawiam się w "podglądacza". Pilnie przesledziłam ten wątek bo....Sama
        jestem po rowodzie, uczucie wygasło, oddalilismy się od siebie. On szybko
        znalazł sobie kobietę (i mówię to bez zawiści). Jest teraz szczęśliwym ojcem no
        i może trochę mniej szczęśliwym partnerem....to nieważne. Mamy ze soba kontakt
        i wiele rozmawiamy, ot, takie zaufanie eksmałżeńskie :-) Kiedy się
        rozstawaliśmy ja niczego do niego już nie czułam prócz symaptii, takiej zwykłej
        i ludzkiej. I właśnie tak może czuć żona Twojego mężczyzny. Próbują się rozstać
        w sposób cywilizowany, bez kłótni i niepotrzebnych utarczek . A najepwniej nie
        chcą doprowadzić do stanu kiedy dziecko mogłoby się stać kartą przetargową.
        Teraz ja żyję z facetem żonatym, bo jeszcze nie po rozwodzie, który ma dwójkę
        dzieci. Poznałam problem z drugiej strony...Wiem ile ta sytuacja go kosztuje
        tym bardziej, że ponad wszystko kocha swoje dzieci i nie chce dopóścić do
        utraty z nimi kontaktu. I nie mowię tu o częstotliwości spotykania tylko o roli
        ojca w ich zyciu. Ponadto ciężko mu zapomnieć o 9 latach małżeństwa. Wiem z
        pewnością, że nie kocha swojej żony, jesteśmy ze soba szczęśliwi. Ale kocha
        wspomnienia o tym kiedy było dobrze między nimi bo tego za nic nie da się
        zapomnieć. Z czasem uczucia płowieją, zarówno te zle jak i dobre.
        W Twoim przypadku sprawa jest świeża i musisz wziąć pod uwagę, że on
        niekoniecznie jest twardzielem, który potrafi wskoczyć z jednego związku w
        drugi pomimo, że bardzo tego chce i pomiomo calego uczucia którym może Cię
        darzyć. Weź pod uwagę fakt, że on może zaczął się poprostu bać. Z jednej strony
        kończy małżeństwo, które nie trwało zapene rok czy dwa a z drugiej już
        zaangażował się w następny związek. Pomyśl o tym, bo może wcale nie chodzi o
        prawdziwość uczuć co o brak sił aby to wszyatko unieść.
        Moja rada - daj mu trochę czasu, ciepła i wyrozumialości. Nie dzwoń, nie pisz a
        gwarantuję, że jeśli jesteś dla niego ważną to sam się odezwie szybciej niż
        myslisz. Wiesz jaki jest najlepszy sposób na doły i wlasne problemy? Pomyśleć o
        innych, którzy mogą mieć większe. Pomysl o nim....może to pomóc i tobie i jemu.
        Życzę powodzenia i tego abym niebawem przeczytała na formum tekst od Inki:
        Jestem szczęśliwa !!!!
        Pozdrawiam serdecznie
        • Gość: inka Re: mam dola IP: *.ds.uj.edu.pl / 192.168.16.* 27.05.03, 13:04

          Tak się składa, że i ja po raz pierwszy odezwałam się tutaj właśnie w tej mojej
          sprawie. Człowiek czasem jest tak skołowany i zdołowany, że potrzbuje chyba
          opini zupełnie obcych ludzi, bo są one szczere. Na to liczyłam.

          Z tym rozwodem, jest właśnie tak jak mówisz. Oni nie chcą się kłócić, nie
          mieszkają jeszcze osobno, bo po prostu ich na to nie stać. Ale ona od wakacji
          przenosi się do innego miasta. On mówi, że spali ze sobą w osobnych łóżkach,
          jeszcze zanim my się poznaliśmy, kochali się ostatnio w wakacje. To wszystko
          działo się, zanim zaczęliśmy być ze sobą. Oczywiście, tu wciąż można rozważać,
          na ile mu wierzyć...:(

          Rozumiem, że dla niego najważniejszy jest synek i wiedziałam o tym, kiedy
          postanowiliśmy być razem. I też miałam tę pewność, że on jej nie kocha. Inaczej
          przecież nie pakowałabym się w to.

          Wiesz, ja właśnie tak myślę, że on ma teraz ciężki okres. Nie tylko sytuacja
          domowa, ale też w pracy ma ostatnio duże problemy. Ja to wszystko rozumiem,
          tylko zastanawiam się na ile może to usprawiedliwić jego zachowanie. Czy ma
          prawo tak stwierdzić nagle, że mnie nie kocha i nie chce być ze mną, a tak
          naprawdę ukrywać się ze swoimi problemami? Przecież dlatego ludzie sa razem,
          żeby sobie pomagać, na siebie liczyć. Ja chcę mu dodac sił,zeby to wszystko
          unieść. Kiedyś nazywał mnie swoim "azylem", a teraz tak nagle mówi (co prawda
          twierdzi że się nad tym dwa tygodnie zastanawiał, ale ten jego telefon to wynik
          awantury, a więc działania impulsywnego), że nie kocha?

          Daje mu czas. Rozmawiamy trochę via Internet, czasem on zadzwoni, wiem jaki e
          ma kłopoty. Tylko zadstanawiam się, czy mu jeszcze wierzyć. Nie chcę znowu
          płakać, a jednocześnie boję się samotności. I tego, że może rzeczywiście to
          wszystko nie powinno się zdarzyć.

          Dziękuję za Twój list i także życze dużo szczęscia.

          Naprawdę dziękuję
          • Gość: bas Re: mam dola IP: 157.25.119.* 27.05.03, 13:36
            moze trzeba bylo zaczac ten watek od tego listu. bo po wczesniejszych nie
            najlepiej wypadlas, przynajmniej w moich oczach. jesli na prawde jest tak jak
            piszesz, czyli rozpad ich malzenstwa nastapial duzo wczesniej zanim ty go
            poznalas i rzeczywiscie nie bylo juz miedzy nimi nawet jednej iskierki, a tylko
            wspomnienia i swiadomosc, ze sa rodzicami, maja wspolne dziecko, to mozesz miec
            prawo do ogromnego bolu.
            jednak z wlasnego doswiadczenie wiem (ten zwrot jest bardzo samolubny), ze
            jesli mezczyzna mowi szczerze, ze potrzebuje czasu na przemyslenia i
            nabraniesily to pewnie tak jaet i nie nalezy go zmuszac do wyznan i ponaglac.
            czekas spokojnie, a dla zabicia czasu moze pojedz soebie na jakies egzotyczne
            wakacje z najlepsza kolezanka - to pomaga - sprawdzony sposób.
            pozdrawiam
            • Gość: inka Re: mam dola IP: *.ds.uj.edu.pl / 192.168.16.* 27.05.03, 13:46
              Gość portalu: bas napisał(a):

              jesli na prawde jest tak jak

              I tu się wszystko gmatwa. JEŚLI. No bo czy w miłości można żądać okazywania
              dowodów, jak chociażby tego pozwu? Kochałam to i ufałam - to mi się wydaje
              najnaturalniejsze na świecie.
              Wiesz, uspokoiłam się już nieco. Myślę o tym wyjeździe, planuję go, tratuję go
              właśnie jako próbę. I cieszę się, że on nie rezygnuje z kontaktu ze mną.
          • drzazga1 Re: mam dola 27.05.03, 17:16
            Gość portalu: inka napisał(a):

            Oczywiście, tu wciąż można rozważać, na ile mu wierzyć...:(

            Z tego wynika, że raczej nie masz do niego zaufania i chyba słusznie.

            > Wiesz, ja właśnie tak myślę, że on ma teraz ciężki okres. Nie tylko sytuacja
            > domowa, ale też w pracy ma ostatnio duże problemy. Ja to wszystko rozumiem,
            > tylko zastanawiam się na ile może to usprawiedliwić jego zachowanie. Czy ma
            > prawo tak stwierdzić nagle, że mnie nie kocha i nie chce być ze mną, a tak
            > naprawdę ukrywać się ze swoimi problemami? Przecież dlatego ludzie sa razem,
            > żeby sobie pomagać, na siebie liczyć.

            Tak... to taka piękna teoria. Praktyka często jest zupełnie inna :-(
            "Ludzie są razem"... cóż może on wcale nie uważa, że "jesteście razem"?


            Ja chcę mu dodac sił,zeby to wszystko
            > unieść. Kiedyś nazywał mnie swoim "azylem",

            Bo kiedys byłas dla niego odskocznią. Kiedy tego akurat potrzebował. Potrzeby
            się zmieniają i teraz on może uważać Cię za, przykro mi to pisać, obciążenie.
            Większość facetów boi się mówić takie rzeczy wprost (bo możesz się popłakać,
            zrobić awanturę, zacząć wydzwaniać do jego żony itd.), więc tak powolutku się
            wykręcają - nie mam czasu, teraz przechodzę trudny okres, muszę to przemysleć,
            bla, bla, bla... zresztą - pewnie jemu jest całkiem wygodnie teraz - ma przed
            kim się wygadać, poużalać, a ponieważ się asekuruje ("Przecież jej nie
            oszukuję, nie mówię , że kocham") uważa, ze sumienie ma czyste.
            Wyjątkowo parszywe uczucie dla drugiej strony. Wrogowi życzyć.


            a teraz tak nagle mówi (co prawda
            > twierdzi że się nad tym dwa tygodnie zastanawiał, ale ten jego telefon to
            wynik awantury, a więc działania impulsywnego), że nie kocha?
            >
            > Daje mu czas. Rozmawiamy trochę via Internet, czasem on zadzwoni, wiem jaki e
            > ma kłopoty. Tylko zadstanawiam się, czy mu jeszcze wierzyć. Nie chcę znowu
            > płakać, a jednocześnie boję się samotności.

            Nie możesz zakładać, że zawsze będziesz samotna, tego nigdy nie wie się z góry.


            I tego, że może rzeczywiście to
            > wszystko nie powinno się zdarzyć.

            To już sie zdarzyło i nie cofniesz czasu. Ten układ jest dla Ciebie dosyć
            niszczący, przynajmniej taki wniosek wyciągnęłam z postów.

            Przyznam, że jak przeczytałam Twój pierwszy wpis, to pomyślałam, że sama jesteś
            sobie winna. Po części to prawda, ale wiem, jak się teraz czujesz, bo był czas,
            że czułam to samo, choć sytuacja odmienna (nie miał żony ani dziecka). Wiem jak
            to boli :-(((. To zabrzmi strasznie banalnie, ale czas naprawdę leczy rany.
            Życzę Ci, żebyś nabrała dystansu do całej sprawy - ten wyjazd to świetny pomysł.

            Pozdrawiam D.
    • Gość: panna_z_odzysku Re: mam dola IP: 62.229.40.* 27.05.03, 13:33
      A może jeszcze nie zdążył Ci pokochać? Nie jesteście długo razem i jest to
      związek na odległość....Z doświadczenia wiem, że kolejny raz kocha się już
      inaczej, inaczej bo uczucie, to pełne i prawdziwe przychodzi dopiero po czasie.
      Musisz zrozumieć, że dla niego milość nie będzie już skokiem w dół z
      rozłożonymi ramionami, ale jeśli już przyjdzie będzie równie silna jak ta
      pierwsza, może tylko mniej ślepa....
      Śmierdzi mi trochę ten telefon wykonany z aparatu zony, wspominalaś też, że
      kilkakrotnie wysyłała do Ciebie smsy o niezbyt zachwycjącej treści. Może
      wymogła na nim decyzję o zerwaniu związku z Tobą i próbie odbudowania ich
      małżeństwa? Mógł się zgodzić po wzięciu go na dziecko...wiesz, taka typowa
      babska zagrywka...tonący brzydko się trzyma.
      Bądź dzielna, mądra i potraktuj swój wyjazd za granicę jako okres próbny dla
      niego no i siebie. Wiem, że jest ci ciężko ale czlowiek naprawdę wiele potrafi
      znieść. Zajmij się przede wszystkim sobą, szperaj w swoim sercu i rób plany na
      przyszłość ale tylko takie w których Twoja osoba będzie na pierwszym planie.
      Zrób solidny rachunek sumienia, zastanów się czego od niego oczekujesz i co On
      ci dał czy też może dać. Tylko do tego potrzebna jest bewzględna szczerość
      wobec samej siebie a ona czasem jest zaskakująca i bolesna...
      • Gość: inka Re: mam dola IP: *.ds.uj.edu.pl / 192.168.16.* 27.05.03, 13:55
        Gość portalu: panna_z_odzysku napisał(a):

        > A może jeszcze nie zdążył Ci pokochać? Nie jesteście długo razem i jest to
        > związek na odległość....Z doświadczenia wiem, że kolejny raz kocha się już
        > inaczej, inaczej bo uczucie, to pełne i prawdziwe przychodzi dopiero po
        czasie.
        >
        > Musisz zrozumieć, że dla niego milość nie będzie już skokiem w dół z
        > rozłożonymi ramionami, ale jeśli już przyjdzie będzie równie silna jak ta
        > pierwsza, może tylko mniej ślepa....

        Chyba jednak zdążył. Chociaz ja już nic nie wiem...:(

        > Śmierdzi mi trochę ten telefon wykonany z aparatu zony, wspominalaś też, że
        > kilkakrotnie wysyłała do Ciebie smsy o niezbyt zachwycjącej treści.

        Zdziwiłabym się gdyby nazywała mnie inaczej:( A parę godzin po tym telefonie,
        zadzwoniła jakaś kobieta. Powiedziała, ze jest dobrą koleżanką tej żony, ale
        nie chiała się przedstawić (to mogła być ta żona). Powiedziała, że on mnie
        oszukuje, że mówi to samo mnie i żonie. Dlaczego mam pani ufać? spytałam. Nie
        odpowiedziała, powiedziała, czy wiesz, że on ma dziecko, będziesz tego
        żałowała, jeśli nie teraz, to za 10 lat. No i co ja mam o tym myśleć? Zaczęłam
        wątpić. Może ona rzeczywiście go kocha? Bo jeśli tak, to ja nie mam do niego
        żadnych praw. Niezależnie od tego jak mocno go kocham. Po prostu nie mogę.

        > Zrób solidny rachunek sumienia, zastanów się czego od niego oczekujesz i co
        On
        > ci dał czy też może dać. Tylko do tego potrzebna jest bewzględna szczerość
        > wobec samej siebie a ona czasem jest zaskakująca i bolesna...

        Boję się, że jak zrobię taki rachunek, to może mi wyjść, że to wszystko to
        jeden wielki błąd, a nie miłość. Że tak go znienawidzę (bo mogę to sobie
        wmówić, jeśli rzeczywiście mi kłamał).
        Pożyjemy zobaczymy.
        • Gość: bas Re: mam dola IP: 157.25.119.* 27.05.03, 14:01
          wiesz mi sie wydaje,ze powinnas sie usunac z ich zycie, to jest oczywiscie moje
          zdanie. tak bedzie lepiej dla ciebie i dla nich.
        • Gość: panna_z_odzysku Re: mam dola IP: 62.229.40.* 27.05.03, 14:30
          po uzupełnieniu faktów z Twojej strony przychylam się do wypowiedzi bas
          (a).....wylecz się póki jeszcze na to czas i mniej boli. Nie uciekaj się do
          nienawiści bo zawsze będziesz odczuwała niesmak a najgorsze, że do samej
          siebie, nie do niego....Spróbuj spojrzeć na to jak na kolejną lekcję z życia,
          przecież nie aż tak nieprzyjemną bo były piękne chwile. Weź z niej naukę na
          przyszłość...
          Dasz radę, jak nie Ty to kto? :-)
        • bim-bom-bum Re: mam dola 27.05.03, 17:31
          Inka. Jesteś oszukiwana. Ten facet zresztą pewnie i sam siebie oszukuje, po
          prostu chciałby być w porządku wobec wszystkich nie bedąc tak naprawdę w
          porządku wobec nikogo. To przykre, ale trafiłaś na "małego chłopca", który ma
          nadzieję, że wszystko ujdzie mu płazem ale w taki jakiś cudowny sposób, że nikt
          nie będzie miał do niego żalu a nawet wszyscy będą szczęśliwi. A to jego
          tłumaczenie to standart. Szkoda, że to Twój pierwszy.
          Mówię z przekonaniem, bo trochę go przypominam.
          pozdrawiam.
    • Gość: Pijak Re: mam dola IP: *.acn.waw.pl 27.05.03, 14:08
      Idź się upić!!!
      • ja_nek Re: mam dola 27.05.03, 14:41
        Zastanawia mnie brak instynktu Inki. Z tego co zrozumiałem, jest młoda, a ten
        facet jest jej pierwszym, którego pokochała. Ale gdzie zdrowy rozsądek?

        Problem w tym, ze nigdy nie wiadomo, kiedy ma się do czynienia z draniem.
        Ten facet może należeć to tego ułamka procent uczciwych, którzy próbują
        wszystko załatwić w miarę normalnie. Tylko, że prawdopodobieństwo jest małe.

        Te telefony świadczą jednak o tym, że żona nie powiedziała ostatniego słowa...

        A Panna z odzysku ma dużo racji

        Pozdrawiam
        janek
        • Gość: Panna_z_odzysku Re: mam dola IP: 62.229.40.* 27.05.03, 15:11
          Janku, nie powinien Cię dziwić bark instynktu u Inki, bo pierwsza miłość czy
          zauroczenie sprawia, że mamy klapki na oczach i wcale nie jest nam z tym źle :-
          ) Znacznie lepiej jest kiedy się samo wypali aniżeli dostajemy nagle w łeb
          (albo serce) co Inka doświadcza na własnej skorze....Niemniej jednak za jakiś
          czas sama dojdzie do tego, że to doświdczenie było jej potrzebne. Potrzebne nie
          po to aby nie wiązać się już nigdy z żonatym mężczyzną, bo życie płata różne
          figle, ale po to aby do następnego związku wejść w sposób bardziej dojrzały. A
          wiek nie ma tu wielkiego znaczenia, tak sądzę...
          • anahella Re: mam dola 27.05.03, 17:18
            Gość portalu: Panna_z_odzysku napisał(a):

            > Janku, nie powinien Cię dziwić bark instynktu u Inki, bo pierwsza miłość czy
            > zauroczenie sprawia, że mamy klapki na oczach i wcale nie jest nam z tym źle


            Oj, nie tylko pierwsza:))) Ja co prawda bledow nie
            powtarzam ale mam za kazdym razem takie bielmo na oczach,
            ze ciagle to wpadam w inne tarapaty:)))))))))
            • Gość: inka konczymy...? IP: *.miks.uj.edu.pl 29.05.03, 15:12
              Czytam te Wasze wpisy i zastanawia mnie, że tak zwykły post – „mam doła” –
              spotkał się z takim zainteresowaniem. To naprawdę krzepiące, że można tu
              zwierzyć się z jakiegoś problemu i liczyć na Waszą odpowiedź. Być może trzeba
              ten wątek już kończyć, bo ile można przejmować się kłopotami obcej osoby.
              Jednak chciałabym odpowiedzieć na kilka rzeczy.

              A propos pakowania się mu do łóżka. Tak jak pisałam – to mój pierwszy raz.
              Zrobiłam to mając 20 lat. Nie wcześniej nie dlatego, że nie miałam z kim,
              tylko dlatego, że nie chciałam. Bo zawsze twierdziłam, że będę się KOCHAĆ z
              mężczyzną, którego właśnie będę kochać. Nie wiem jak wyglądały Wasze „pierwsze
              razy”, ale w moim przypadku to nie było rzucenie się na niego, rozdarcie
              ubrania i przygwożdżenie do łóżka. Zrobiłam to, bo wierzyłam, że to Ten.

              Dlaczego wierzyłam? Nie umiałam posądzić mężczyznę, który (nie wspominając już
              o tym, że wciąż podkreślał, że prócz synka nic go już z żoną nie łączy) robił
              dla mnie tyle rzeczy. Od najprostszych – dziesiątek smsów z wierszami,
              telefonów. Studiuję w innym mieście, dzieli nas 600km. On był w stanie tłuc
              się 10 godzin pociągiem, żeby przyjechać do mnie na śniadanie, pobyć ze mną i
              tego samego dnia wieczorem wracać do siebie. Robił to zanim zaczęliśmy się
              kochać, więc nie chodziło tu o seks, ale o chęć bycia razem. Wierzyłam, bo nie
              ukrywał, że jesteśmy razem – koledzy, sąsiedzi, część rodziny – oni wiedzieli.

              Czy nie mam instynktu? Możliwe. Nigdy przed nim nikomu nie
              powiedziałam „kocham Cię”. Jemu powiedziałam to dwa miesiące temu. Strasznie
              czekał na te słowa, ja dawałam mu odczuć, że tak jest, ale chciałam je
              wypowiedzieć z całą mocą. I może rzeczywiście nie mam instynktu, że to jednak
              powiedziałam.

              Co do znikania z jego życia – niemożliwe. We wrześniu znów na miesiąc
              przychodzę pracować w to samo z nim miejsce, a za rok mam zamiar pracować tam
              już na dobre. Nie zniknę. A teraz? Rozmawiamy czasem telefonicznie, via
              Internet. Nie zmuszam go, żeby utrzymywał ze mną kontakt, ale też mu tego nie
              utrudniam. Nie potrafię jeszcze odciąć się od niego całkowicie.

              Myślę, że łatwiej byłoby mi kiedyś wybaczyć sobie, że nie odeszłam dumnie, że
              nie pokazałam, że jestem silna, że wiedział, że mnie skrzywdził. Ale nigdy nie
              wybaczyłabym sobie, że lekkomyślnie odwróciłam się od miłości.

              I na tym mogłyby skończyć się te moje rozważania, gdyby to był samotny facet.
              Ale jest żona i synek. Rozwodzą się (taką wersję uznaję za prawdziwą), już
              wcześniej nie było im dobrze razem. Ona wyjeżdża do rodzinnego miasteczka „z
              nim lub bez niego”, on nie może rzucić pracy i na pewno zostaje. Ale ja mam
              jedna wątpliwość. CZY ONA JESZCZE GO KOCHA? Jeśli tak, to nie ma tu miejsca
              dla mnie, nawet gdyby on wolałby mnie, nie mam zamiaru zabrać jej szansy na
              dobre małżeństwo. Jeśli jednak nie, a tak cały czas myślałam, to mam chyba
              prawo przeczekać i spokojnie zobaczyć co się będzie działo. Tylko skąd ja mam
              wiedzieć, że ona go kocha? Jak ja mogę to sprawdzić?

              On mówi mi, że rzeczywiście mnie kochał, że wierzył, że będziemy razem gdy to
              mówił. Tylko teraz przemyślał to sobie w dwa tygodnie i uznał, że jednak będę
              się z nim męczyła. Dzień-dwa przed tym telefonem rozmawialiśmy jeszcze
              normalnie, jak dwoje kochających się i wspierających się ludzi. Rozumiałam, że
              ma teraz problemy w pracy, dużo stresów i że dlatego nie bywa czasami taki
              czuły jak kiedyś. Jednak cały czas planowaliśmy, że już za miesiąc się do
              niego wprowadzam. Dlatego uważam, że ten telefon to było działanie impulsywne.
              I zastanawiam się, czy można tak szybko stwierdzić, że już się nie kocha. A
              może on mnie nigdy nie kochał? To chciałabym wiedzieć. Bo teraz mówi, że może
              jeszcze będziemy razem. Ale czy ja mam mu wierzyć? Nie mogę przecież żyć w
              takim zawieszeniu, bo oszaleję.

              A teraz wyjazd, zobaczymy co się będzie działo. Dziękuję jeszcze raz za Wasze
              rady. Naprawdę bardzo mi pomogliście. Cierpiętnicy z wyrzutami sumienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka