Dodaj do ulubionych

Jak ja widzę wstąpienie do klasztoru

01.06.03, 13:22
W moim odczuciu jest to wyraz tchórzostwa, skrajnego tchórzostwa. Ktoś musi
sie bardzo bac życia, świata, odpowiedzialności, trudu, żeby iść do
klasztoru. Za takimi murami nie trzeba już o nic się martwić, zapewniony
masię wikt i dach nad głową, przebywa się wśród podobnych sobie, omijają cie
takie stresy jak poszkiwanie pracy, walka z konkurencją, dążenie do awansu,
ból porażki w miłości, odpowiedzialnośc za drugiego człowieka, na przykład
za dziecko, konieczność radzenia sobie z brakiem powodzenia u mężczyzn, no
masa róznych nierzyjemnych i wymagających hartu ducha składowych życia
takiego jakim ono jest naprawdę. Taka siostra zakonna nie musi nawet
przejmować się swoją figura, kondycją, tym jak się ubrac, jak się umalować.
Osoby o bardzo niskim poczuciu własnej wartosci wyżej cenią sobie uniknięcie
konfrontacji z problemami i porażkami, jakie funduje świat, niż to,ze tracą
możliwość cieszenia się świata i życia pięknymi aspektami jak miłość,
sukces, rozrywka. I tak zazwyczaj nie porafiłyby z tego korzystać. Chowają
się zatem przed światem, życiem, odpowiedzialnoscią i pod prykrywką
powołania przez Boga do akiego stylu życia spokojnie trwają sobie w stadzie
podobnych ofiar losu. (nomen omen:)). Prosze mnie wyprowadzić z błędu jesli
się mylę. Miałam raz bardzo zaufaną siostrę zaoknną, można powiedzieć
przyjaciółkę, ale była to siostra ze zgromadzenia bezhabitowego, z klasztoru
otwartego, pracowała jako pedagog w skole dla dzieci specjalnej troski i
brała udział w normalnym życiu robiąc coś konkretnego, wymiernego dla
drugich, nie rzucając sie w oczy zadnym habitem. Natomiast zgromadzenia
zamkniete, za murami w odciąciu od swiata to dla mnie właśnie takie azyle
dla skrajnie zakompleksionych nieudaczników życiowych. Przykro mi, ale tak
to widzę.
Obserwuj wątek
    • Gość: Lena Re: Jak ja widzę wstąpienie do klasztoru IP: 213.216.82.* 01.06.03, 13:37
      Myślę, że wypowiadasz się na temat którego nie znasz i nie rozumiesz. Klasztory
      sióstr w większości nie są klasztorami zamkniętymi, pracują one dla ludzi z
      Bogiem w sercu. To, że dane im jest coś czego nie potrafimy często do końca
      zrozumieć nie oznacza, że możemy mierzyć je naszą prywatną miarką. Nie można
      oceniać spraw o których nie ma się pojęcia. Nawet ta siostra bezhabitowa, która
      deklaruje życie w cnocie może dla wielu być odbierana jako UFO. A ona pewnie
      jest ze swoją miłością do ludzi w sercu i pełnym zaufaniem do Boga szczęśliwsza
      od wszystkich zakochanych dziwczyn świata.
      • ofiaralosu Re: Jak ja widzę wstąpienie do klasztoru 01.06.03, 13:49
        ależ dlatego właśnie poprosiłam o wyjaśnienie mi istoty sprawy, bo przyjmuję
        so wiadomości,że mogę się mylić. A że nie wszystkie klasztory są zamknięte to
        wiem doskonale. Mówiłam głównie o tych zamkniętych, w sąsiedztwie jednego
        żyję. Poza tym co to znaczy "z Bogiem w sercu". Uważam, że nie ma zadnego Boga
        i jesteśmy na tym świecie sami jak palec, a nawet jeśli jest Bóg to w jaki
        sposób sprawdzić, czy ma się go w sercu.
        • Gość: Lena Re: Jak ja widzę wstąpienie do klasztoru IP: 213.216.82.* 01.06.03, 14:03
          To tak jakbyś - sama nie kochając - uważała, że nie ma miłości i nie rozumiała
          dlaczego ludzie są ze sobą i jeszcze do tego biorą śluby jak mogą być stale z
          kimś innym. Gdybyś nie czuła potrzeby posiadania dziecka i uważała,
          że "bachory" w życiu wyłącznie przeszkadzają. Masz prawo do własnego
          przekonania, nie musisz wychodzić za mąż, mieć dzieci, iść do klasztoru. Na
          pewno zdarzają się i tu i tu ludzie /sostry i księża albo małżonkowie/ którzy
          postępują z rozmysłu, wyrachowania ale generalnie bywają siły kierujące
          człowiekiem tak, że on czuje swoje przeznaczenie. I czymś takim na pewno jest
          decyzja o poświęceniu własnego życia innym. Takim zaufaniem często jakim
          obdarowują Jezusa siostry nie obdaruje nigdy kobieta innego mężczyzny. Moze
          dlatego jedne związki /tesą trwałe a inne /te świecikie/ nie.
          Sama nigdy nie miałam aż tyle zaufania, nie potrafiłabym żyć w tylu
          ograniczeniach ... ale rozumiem, że można.
        • Gość: beemka Re: Jak ja widzę wstąpienie do klasztoru IP: *.acn.waw.pl 01.06.03, 15:43
          Skoro uwazasz, ze nie ma Boga, to jak chcesz zrozumiec chce wstapienia do
          klasztoru??? Zycie zakonne to po prostu powolanie. Mnie bardzie przeraza
          swiadomosc, ze mialabym przez cale zycie siedziec zamknieta niz wyscig
          szczurow, wyjscie za maz, urodzenie i wychowanie dzieci. Ja mam powolanie do
          zycie w rodzinie, siostra zakonna realizuje sie w modlitwie i to daje jej
          radosc. Ja lubie lody czekoladowe, inni bananowe (bleee...). Jasniej juz nie
          potrafie...
    • Gość: t Re: Jak ja widzę wstąpienie do klasztoru IP: *.bydgoska.ds.uj.edu.pl 01.06.03, 14:48
      skakanie na główke w mętną, kamienistą wodę.
      to, co nowicjuszki przeżywaja w klasztorach przypomina falę w armii rosyjskiej.
      Trzeba ogromnego hartu ducha by to przejść, odwaga to mało:(
      • ofiaralosu Re: Jak ja widzę wstąpienie do klasztoru 01.06.03, 14:57
        Gość portalu: t napisał(a):

        > skakanie na główke w mętną, kamienistą wodę.
        > to, co nowicjuszki przeżywaja w klasztorach przypomina falę w armii
        rosyjskiej.
        >
        > Trzeba ogromnego hartu ducha by to przejść, odwaga to mało:(
        Brzmi to bardzo zagadkowo. Czy mógłbyś/ mogłabyś powiedzieć coś wiecej? Jakieś
        konkretne przykłady tych mąk i katorg? I skąd o tym wiesz?
        • Gość: t Re: Jak ja widzę wstąpienie do klasztoru IP: *.bydgoska.ds.uj.edu.pl 02.06.03, 01:17
          raz: internat sióstr w czasie liceum
          dwa: siostry zakonne w rodzinie ( dalszej)
          trzy : znajomość z wspaniałą, pełną poświęcena sistrą w szpitalu
          cztery - nie bezpośrednio - opowiadanie dziewczyny, która uciekła z nowicjatu,
          opowiadania wysłuchał mój mąż, mam do nego zaufaie w takich sprawach, wiem, ze
          nie ma skłonności do zmyślania.

          Ostry "trening" psychologicznyi fizyczny jest cześcią "formacji duchowej" w
          niektórych klasztorach. Eksploatacja fizyczna, dręczenie psychiczne, odmowa
          wezwania pomocy lekarskiej w przypadku ataku b. bolesnej choroby,
          niepoinfirmowanie o zgonie członka rodziny, min. matki - o takim postępowaniu
          starszych czy też przełożonych sióstr wobec nowicjuszek i młodych zakonnic
          słyszałam trzykrotnie, więc nawet zakładając, ze połowa z tego jest prawdą,
          można się nieźle przestraszyć. Osoby opowiadające mi o tym mówiły bez cienia
          pretensji w głosie, więc chyba zostały "uformowane" skutecznie.
          Poniżanie w obecnosci osób postronnych i rękoczyny widziałam sama ( internat).
          dziewczyna, która uciekła z nowicjatu (jeszcze sporo przed ślubami
          wieczystymi), twierdziła, że większość nowicjuszek (a mało ich było) zjawiło
          się tam z powodu niepowodzeń miłosnych i generalnie nieprzystosowania do
          świata, ona sama nie widziała nikogo z autentycznym powołaniem. Po jakimś
          czasie wszystkie chciały odejść, i wszystkie przekonywano na wszelkie możliwe
          sposoby, by zostały, włącznie z szantazem w stylu" twoja wieś się dowie, ze się
          z ..... puściłaś i wyrzucono cie z nowicjatu...". Dziewczyna nocą w pizamie
          uciekła przez mur. słyszała potem o jeszcze jedne, której rodzice pomogli
          odejśc z nowicjatu.
          To wszystko dotyczy jednego zakonu, zgromadzenia są w trzech różnych miastach.
          Być może inne zgromadzenia postepują inaczej, ale z tego, co opowiadają mi
          czaasem koleżanki mieszkające np w bursie dla studentek prowadzonej przez
          zakonnice mam postawy w to wątpić.
          W zyciu nie chciałabym, by moja córka poszła do szkoły zakonnej lub, Broń
          Boże , do zakonu.









          ofiaralosu napisała:

          > Gość portalu: t napisał(a):
          >
          > > skakanie na główke w mętną, kamienistą wodę.
          > > to, co nowicjuszki przeżywaja w klasztorach przypomina falę w armii
          > rosyjskiej.
          > >
          > > Trzeba ogromnego hartu ducha by to przejść, odwaga to mało:(
          > Brzmi to bardzo zagadkowo. Czy mógłbyś/ mogłabyś powiedzieć coś wiecej?
          Jakieś
          > konkretne przykłady tych mąk i katorg? I skąd o tym wiesz?
    • anahella Re: Jak ja widzę wstąpienie do klasztoru 02.06.03, 01:46
      Odcienie zycia sa rozne. Nie podjelabym sie oceniania czegos czego nie znam i
      tobie to polecam.
      • ofiaralosu Re: Jak ja widzę wstąpienie do klasztoru 02.06.03, 08:07
        anahella napisała:

        > Odcienie zycia sa rozne. Nie podjelabym sie oceniania czegos czego nie znam
        i
        > tobie to polecam.
        >
        Napisałam ten post (czy wątek nie jestem pewna co jest co) pod wpływem tematów
        zakładanych przez jakieś zakonnice i zatytułowanych "czy zakonnice sa
        komukolwiek potrzebne". Tak ogólnie to jest mi obojetne życie zakonnic i nie
        mam zamiaru jakoś szczególnie sie nim przejmować, ale sądząc po wspomnianych
        przeze mnie tematach one same nie widza sensu własnego istnienia a
        przynjamniej ta która takie pytanie zadała . Zwróć uwagę na rozpaczliwy
        wydźwięk słowa "komukolwiek". Mozna tylko współczuć, bo zdaje się ze w którymś
        momencie nie ma już odwrotu i nie można uciec tak jak ta dziewczyna z
        nowicjatu. Zresztą przeczytaj co napisała osoba o nicku "t" - wynika z tego,
        że do zakonu idą właśnie osoby, które życie przerosło i chcą przed nim gdzieś
        uciec. I jeszcze jedno - cały czas mam na mysli zakony zamknięte, których
        mieszkanki nie wychodza poza mur klasztorny i żyją w odosobnieniu od świata.
        Zupełnie inaczej jest jesli chodzi o zakony, które czynnie biorą udział w
        życiu społeczeństw i pomagają najbiedniejszym -znam zakon bezchabitowy Sługi
        Jezusa, które tak własnie żyją i zetknęłam się tez ze zgromadzeniem Matki
        Teresy z Kalkuty . To zupełnie inna sprawa i ogromnie szanuję ich trud pracę i
        poświęcenie. Robią bardzo dużo dobrego dla ludzi. I takich zakonów jest pewnie
        większosć, nie orientuje się w tematyce. Ale zamknięcie w murach i nie
        wychodzenie z nich latami to dla mnie niepojęte.
        • anahella Re: Jak ja widzę wstąpienie do klasztoru 02.06.03, 08:18
          ofiaralosu napisała:

          > Napisałam ten post (czy wątek nie jestem pewna co jest co) pod wpływem
          tematów
          > zakładanych przez jakieś zakonnice

          Naprawde wierzysz, ze pisza to zakonnice? A jak ja sie zaloguje
          jolanta_kwasniewska, to uwierzysz, ze pani prezydentowa do forum usiadla?

          > Ale zamknięcie w murach i nie
          > wychodzenie z nich latami to dla mnie niepojęte.

          Czyli dalas sie zlapac w typowa pulapke: "nie znam, wiec oceniam negatywnie".
          • ofiaralosu Re: Jak ja widzę wstąpienie do klasztoru 02.06.03, 09:24
            anahella napisała:

            > ofiaralosu napisała:
            >
            > > Napisałam ten post (czy wątek nie jestem pewna co jest co) pod wpływem
            > tematów
            > > zakładanych przez jakieś zakonnice
            >
            > Naprawde wierzysz, ze pisza to zakonnice?
            Nie wiem, przyjmuje, że jest to możliwe. A jak ja sie zaloguje
            > jolanta_kwasniewska, to uwierzysz, ze pani prezydentowa do forum usiadla?
            No to zależy czy będziesz wiarygodna. Przyjmuję, że mogła to napisać
            zakonnica - chyba mam prawo?
            >
            > > Ale zamknięcie w murach i nie
            > > wychodzenie z nich latami to dla mnie niepojęte.
            >
            > Czyli dalas sie zlapac w typowa pulapke: "nie znam, wiec oceniam
            negatywnie".
            > Niekoniecznie. życia na początku 20 stulecia w cichej spokojnej wiosce
            Norwegii też nie znam, ale wyobrazając je sobie oceniam pozytywnie i
            zdecydowanie chciałabym wtedy i tam życ bardziej niż teraz i tutaj. Życie w
            klasztorze sobie wyobrażam i oceniam tak jak oceniam. To nie jest tak, że
            wszystko czego nie znam oceniam negatywnie. Nie masz racji.
            • Gość: Anahella Re: Jak ja widze˛ wsta˛pienie do klasztoru IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.03, 16:44
              ofiaralosu napisa?a:

              > rzyjmuje˛, z˙e mog?a to napisac´
              > zakonnica - chyba mam prawo?

              No wiadomo! Oczywiscie nie mam zamiaru odbierac ci tego prawa, tylko w ten sposob
              zadalam pytanie. Ja osobiscie nie wierze, ze to zakonnice, bo przeczytalam kilka watkow
              i dla mnie wygladaja niewiarygodnie. Wedlug mnie to jakis glupi kawal, bo rzekome
              zakonnice pisza tylko w swoich watkach - a przeciez zakonnice nie zyja tylko Bogiem i
              zakonem!!!!

              > > To nie jest tak, z˙e
              > wszystko czego nie znam oceniam negatywnie. Nie masz racji.

              Ok., koncze temat:)
    • summa Re: Jak ja widzę wstąpienie do klasztoru 02.06.03, 09:40
      ofiaralosu napisała:

      > W moim odczuciu jest to wyraz tchórzostwa, skrajnego tchórzostwa. Ktoś musi
      > sie bardzo bac życia, świata, odpowiedzialności, trudu, żeby iść do
      > klasztoru. Za takimi murami nie trzeba już o nic się martwić, zapewniony
      > masię wikt i dach nad głową, przebywa się wśród podobnych sobie, omijają cie
      > takie stresy jak poszkiwanie pracy, walka z konkurencją, dążenie do awansu,
      > ból porażki w miłości, odpowiedzialnośc za drugiego człowieka, na przykład
      > za dziecko, konieczność radzenia sobie z brakiem powodzenia u mężczyzn, no
      > masa róznych nierzyjemnych i wymagających hartu ducha składowych życia
      > takiego jakim ono jest naprawdę. Taka siostra zakonna nie musi nawet
      > przejmować się swoją figura, kondycją, tym jak się ubrac, jak się umalować.
      > Osoby o bardzo niskim poczuciu własnej wartosci wyżej cenią sobie uniknięcie
      > konfrontacji z problemami i porażkami, jakie funduje świat, niż to,ze tracą
      > możliwość cieszenia się świata i życia pięknymi aspektami jak miłość,
      > sukces, rozrywka. I tak zazwyczaj nie porafiłyby z tego korzystać.

      Osoby o takich cechach, jak opisujesz, częściej popełniają samobójstwo niż idą
      do klasztoru. Z dwojga złego (?), chyba ten klasztor jest lepszy.
      • summa P.S. 02.06.03, 09:47
        Wybranko losu (nie uważasz, że to dobra propozycja nicka?;)). nie przejmuj sie
        watkami rzekomych zakonnic, to tylko naszej Negruni sie nudzi.
    • wiktoria21 Re: ofiarolosu 02.06.03, 11:03
      Kim Ty jesteś,żeby w ten sposób wypowiadać się na ten temat,to,że nie rozumiesz
      takich ludzi nie znaczy,że są oni tchórzami.
    • Gość: małgosia Re: Jak ja widzę wstąpienie do klasztoru IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 02.06.03, 11:39
      Zupełnie nie wzięłaś pod uwagę powołania,a to przecież podstawa.
      Idąc Twoim torem myslenia:
      - lekarz to tchórz. Boi sie leczyć u innych, więc woli sam zostać lekarzem. To
      bardzo wygodne, poza tym nie musi się martwić, w co się ubrać do pracy, bo i
      tak ubiera fartuch
      - wyrazem tchórzostwa jest też uczenie w szkołach. Nauczyciele boją się 40
      godzin tygodniowo, dlatego idą pracować do szkoły, gdzie tych godzin jest
      mniej, no i mają wakacje.
    • pajdeczka To nie tak, Ofiaro. 02.06.03, 14:07
      Myślę, że świadome skazanie się na odosobnienie w bardzo młodym wieku (bo tylko
      w takim przyjmują do klasztoru), to, albo nie przemyślana przez młodego
      czlowieka decyzja, albo chęć ukrycia się przed światem, ale nie z tchórzostwa
      czy wygodnictwa tylko z braku odporności na jego brutalność. Miałam coś takiego
      w wieku 16 lat. Myślałam o tym zupełnie poważnie. Nawet rodzice o tym się nie
      dowiedzieli. Na szczęście, tak jak inny pomysł, aby zdawać do szkoły
      aktorskiej, tamten nie wypalił (a ten drugi to trochę żałuję, bo byłam już
      zapisana na egzaminy).
      Nie powiem, żeby moim powołaniem było bycie matką i żoną (jedno dziecko to nie
      jest osiągnięcie, a jeszcze nie wiadomo co niego wyrośnie), ale w sumie nieźle
      się czuję będąc tym, kim jestem. Bardziej ubolewam nad rezygnacją z tego
      drugiego pomysłu.
      Zostając zakonnicą na pewno byłabym o wiele spokojniejsza, wyciszona, mniej
      znerwicowana, ale czy habit dałby mi gwarancję, że trafię do nieba? A tak,
      zawsze mogę się jeszcze postarać...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka