Dodaj do ulubionych

Miłość i ból...

IP: 195.92.39.* 03.06.03, 13:54
Stałem sobie pod drzewkiem i mówię do kumpla "wiesz istnieją dwie rzeczy;
miłość i ból". Kumpel patrzy na mnie i mówi "wiesz, dzisiaj jadłem obiad i
stwierdziłem, że istnieją też kotlety schabowe"... może miał rację :)) Jednak
człowiek składa się tylko z tych dwóch rzeczy. Mówi "a nienawiść, litość,
strach, odraza, czym są" nie wspomniał o kotletach... Wszystko to pochodne
tych dwóch rzeczy. Nienawiść to cierpienie, a czasem nawet miłość z domieszką
bólu, litość to pochodna miłości, strach to czysty ból, odraza to strach, a
ten jak już powiedziałem to ból itd. Hmmm...?
Obserwuj wątek
    • Gość: EWOK Re: Miłość i ból... IP: 213.241.18.* 03.06.03, 14:03
      To bzdura. Sprowadzanie wszystkiego do kategorii "czarne - białe" jest sporą
      pokusą, ale na dłuższą metę do niczego. Samo uczucie miłości jest bardzo
      niejednorodne, strach to coś innego niż lęk, a trwoga to jeszcze inna bajka.
      Wystarczy poczytać choćby Fromma. Człowiek to nie system komputerowy - ten
      opiera się na kodzie zero - jedynkowym i więcej cyfr mu do szczęścia nie
      potrzeba, a doskonali się niemalże na naszych oczach. Człowiek jest znacznie
      bardziej skomplikowanym tworem - awaryjnym i niedoskonałym, ale ciekawym.
      • Gość: Xanatos Re: Miłość i ból... IP: 195.92.39.* 03.06.03, 14:09
        Gość portalu: EWOK napisał(a):

        > To bzdura. Sprowadzanie wszystkiego do kategorii "czarne - białe" jest sporą
        > pokusą, ale na dłuższą metę do niczego. Samo uczucie miłości jest bardzo
        > niejednorodne, strach to coś innego niż lęk, a trwoga to jeszcze inna bajka.
        > Wystarczy poczytać choćby Fromma. Człowiek to nie system komputerowy - ten
        > opiera się na kodzie zero - jedynkowym i więcej cyfr mu do szczęścia nie
        > potrzeba, a doskonali się niemalże na naszych oczach. Człowiek jest znacznie
        > bardziej skomplikowanym tworem - awaryjnym i niedoskonałym, ale ciekawym.


        Przeczytałem wszystko Fromma... to pochodne są ciekawe, ale wszystko wypływa z
        jednego źródła. To pochodne czynią nas szarymi, bo cierpienie z miłością miesza
        się w różnych proporcjach + świat nas otaczający.
        Lęk osiąga się gdy nie można poradzić sobie z jakąś sytuacją.
        Strach pojawia się w sytuacjach dla nas nieznanych, lub w stanach zagrożenia.
        • Gość: EWOK Re: Miłość i ból... IP: 213.241.18.* 03.06.03, 14:31
          Uczucia nazywamy po to, żeby wyrazić siebie. Ty próbujesz arbitralnie zapakować
          je w słuszne wedle Ciebie foremki. "Nie" zapędom totalitarnym w sferze
          uczuć ! :)
          I jeśli będę miała ochotę nazywać któreś z moich uczuć kotletomanią lub
          kotletowstrętem to nie po to aby ktokolwiek tłumaczył mi ile w tym uczuciu jest
          miłości a ile bólu. Twoja koncepcja przypomina mi (jedynie przez analogię)
          graniczącą z objawieniem radość socjobiologa - amatora po przeczytaniu "Płci
          mózgu" - o rany, jakie to wszystko proste, siedzimy na drzewach, a ogony nam
          się dyndają - tak, tak, to wszystko wyjaśnia. Tyle, że to wyjaśnia tylko, że
          ktoś wziął z biologii to, co mu do koncepcji pasuje, a resztę ładnie zmiótł i
          przykrył serwetką, żeby nie było widać, że są elementy, które do układanki w
          żaden sposób nie pasują. Tak właśnie traktuję wszelkie nagłe objawiania.
          • Gość: Xanatos Re: Miłość i ból... IP: 195.92.39.* 03.06.03, 14:39

            > Uczucia nazywamy po to, żeby wyrazić siebie. Ty próbujesz arbitralnie
            zapakować
            >
            > je w słuszne wedle Ciebie foremki. "Nie" zapędom totalitarnym w sferze
            > uczuć ! :)


            Nigdy nie miałem skłonności totalitarnych... :)) Ale czy generalizowanie nie
            jest główną podstawą myślenia? Pakowanie w torebki?


            > I jeśli będę miała ochotę nazywać któreś z moich uczuć kotletomanią lub
            > kotletowstrętem to nie po to aby ktokolwiek tłumaczył mi ile w tym uczuciu
            jest
            >
            > miłości a ile bólu.


            To nie zmienia faktu, że w kotletomani jest tyle miłości, a tyle bólu. A w
            kotletowstręcie tyle, a tyle gramów... :))



            Twoja koncepcja przypomina mi (jedynie przez analogię)
            > graniczącą z objawieniem radość socjobiologa - amatora po przeczytaniu "Płci
            > mózgu" - o rany, jakie to wszystko proste, siedzimy na drzewach, a ogony nam
            > się dyndają - tak, tak, to wszystko wyjaśnia. Tyle, że to wyjaśnia tylko, że
            > ktoś wziął z biologii to, co mu do koncepcji pasuje, a resztę ładnie zmiótł i
            > przykrył serwetką, żeby nie było widać, że są elementy, które do układanki w
            > żaden sposób nie pasują. Tak właśnie traktuję wszelkie nagłe objawiania.


            Które elementy nie pasują do koncepcji? Jeśli mi je wskazesz chętnie je zamiotę
            pod dywan. A może tam nieczego nie ma? :)) Dlaczego uważasz, że wszelkie nasze
            uczucia nie mają jednego źródła?
            • Gość: EWOK Re: Miłość i ból... IP: 213.241.18.* 03.06.03, 15:11
              Gość portalu: Xanatos napisał(a):

              >
              >
              >
              > Dlaczego uważasz, że wszelkie nasze
              > uczucia nie mają jednego źródła?


              Ponieważ wtedy miałyby jedną wspólną nazwę. Ludzie stworzyli tyle nazw dla
              emocji bynajmniej nie kierowani pierwotnym pędem do słowotwórstwa ani wrodzoną
              skłonnością do grafomanii tylko ponieważ uznali to za potrzebne. Żyją na
              świecie ludzie dotknięci chorobą gentyczną, która powoduje, że nie odczuwają
              oni w ogóle bólu. Wychodząc z Twojego założenia należałoby przyjąć, że takie
              uczucia jak strach, lęk, odraza są im obce - jakże mogliby je odczuwać, skoro
              pojęcie bólu jest dla nich czystą abstrakcją?
              • Gość: Xanatos Re: Miłość i ból... IP: 195.92.39.* 03.06.03, 15:18

                > Ponieważ wtedy miałyby jedną wspólną nazwę. Ludzie stworzyli tyle nazw dla
                > emocji bynajmniej nie kierowani pierwotnym pędem do słowotwórstwa ani
                wrodzoną
                > skłonnością do grafomanii tylko ponieważ uznali to za potrzebne.


                Wszyspólnotę nazywasz zwierzętami, ale przecież jest wielę gatunków co nie
                zmienia faktu, że nadal pozostają zwierzętami. Różne gatunki, ale pień ten sam.


                Żyją na
                > świecie ludzie dotknięci chorobą gentyczną, która powoduje, że nie odczuwają
                > oni w ogóle bólu. Wychodząc z Twojego założenia należałoby przyjąć, że takie
                > uczucia jak strach, lęk, odraza są im obce - jakże mogliby je odczuwać, skoro
                > pojęcie bólu jest dla nich czystą abstrakcją?


                Jaka to choroba? Jakiego bólu? Bólu duszy?
                • Gość: EWOK Re: Miłość i ból... IP: 213.241.18.* 03.06.03, 16:35
                  Gość portalu: Xanatos napisał(a):

                  >
                  > >
                  >
                  > Wszyspólnotę nazywasz zwierzętami, ale przecież jest wielę gatunków co nie
                  > zmienia faktu, że nadal pozostają zwierzętami. Różne gatunki, ale pień ten
                  sam.
                  >
                  Jasne, ale w przypadku uczuć ten jedyny pień nazywa się "emocje" (albo
                  uczucia), a nie miłośc czy lęk czy coś tam jeszcze. Podobnie, jak wszystkie
                  zwierzęta nazywają się zwierzętami, a nie na przykład ssakami albo gadami.
                  POnieważ zależność jest następująca - każdy gad jest zwierzęciem, ale nie każde
                  zwierzę jest gadem. Miłośc jest uczuciem, ale nie każde uczucie jest miłością.
                  > >
                  >
                  > Jaka to choroba? Jakiego bólu? Bólu duszy?

                  Nie, bólu fizycznego. Człowiek wkłada rękę w ogień i nie czuje, że go boli.
                  Krótko żyją tacy ludzie, bo ból jest alarmem dla właściciela organizmu, żeby
                  sprawdził co jest nie tak, jeśli się bólu nie czuje - nie wiadomo, co
                  sprawdzać. Dla takiego człowieka ból jest taką abstrakcją, jak dla Ciebie brak
                  bólu.
    • wierzba_b Re: Miłość i ból... 03.06.03, 14:09
      A kotlety to są z miłości czy z bólu? ;)
      • Gość: Xanatos Re: Miłość i ból... IP: 195.92.39.* 03.06.03, 14:10
        wierzba_b napisała:

        > A kotlety to są z miłości czy z bólu? ;)


        Zależy kto je robi... :))
        • Gość: suri Re: Miłość i ból... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.03, 14:37
          Gość portalu: Xanatos napisał(a):

          > wierzba_b napisała:
          >
          > > A kotlety to są z miłości czy z bólu? ;)
          >
          >
          > Zależy kto je robi... :))

          taaaa, bo to wszystkie takie wzgledne ;))
          • Gość: Xanatos Re: Miłość i ból... IP: 195.92.39.* 03.06.03, 14:41

            > taaaa, bo to wszystkie takie wzgledne ;))


            Rzekłaś :))
    • atlantis75 Re: Miłość i ból... 03.06.03, 14:14
      To prawda. Miłość boli dlatego, że wszyscy nosimy w sobie
      ideał miłości, który nie przystaje do rzeczywistości.
      Platon narobił zamieszania ;) Miłość ma w sobie coś z
      wyłączności, a to zawsze prowadzi do buntu. Bunt w miłości
      jest ciosem w nasze dusze, które myślą, że wiedzą jak
      kochać. Żeby miłość nie bolała należy zdać sobie sprawę,
      że nasze widzenie miłości nie jest jednym słusznym punktem
      odniesienia do miłości w ogóle. Musimy zdać sobie sprawę,
      że pojęcie miłości uniwersalnej dotyczy wyłącznie Boga
      (lub jak kto woli Absolutu), chociaż czasami mam wrażenie,
      że Bóg nie kocha bezinteresownie...

      Pozdrawiam. Atlantis :)
    • Gość: Xanatos Re: Miłość i ból... IP: 195.92.39.* 03.06.03, 14:54
      Wszelkie uczucia to miłość i ból przepuszczone przez rzeczywistość... Oooo
      Takie to mądre, że aż głupie... :))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka