dartk
11.06.07, 09:10
Byliśmy małżeństwem od 3 lat, nie mieliśmy dzieci ale prlanowaliśmy w
przyszłości. Bylismy tez tak mi się przynajmniej zdawało szczęśliwi. Wszystko
to jednak runęło pewnego dnia jak domek z kart. Przypadkiem sprawdziłem jej
sms-y w komórce i przeżyłem szok. Nie ulegało wątpliwości, że zona mnie
zdradza. Mimo wszystko nie chciałem jednak działać pochopnie dlatego
postanowiłem, że musze przekonac się na własne oczy. Postanowiłem więc
śledzić moja żonę i niestety moje przypuszczenia potwierdziły się. Byłem
załamany, nie wiedziałem co robić, w głowie krążyły mi rózne myśli. Niestety
sytuacja nie pozostawiała żadnych wątpliwości. Pojechałem do knajpy się napić
i zastanawiałem się jednoczesnie co robić. Doszedłem do wniosku, że nasze
małżeństwo jest juz skończone ale tak tego nie moge zostawić. Nie będzie
żadnego kulturalnego rozstania. Ona musi zostac upokorzona, musi cierpieć tak
jak ja. Tylko jak to zrobić? Póki co postanowiłem, że nie dam po sobie
poznać, że coś wiem. Nie powiem łatwe to nie było ale jakoś sie trzymałem i
zona chyba nic nie zauwazyła. Po dwóch dniach wreszcie wpadłem na pomysł jak
ja upokorzyć. Następnego dnia poechałem do tego faceta z którym mnie
zdradzała i powiedziałem mu, że wiem o wszystkim i co on na to. Facetowi
zrobiło się głupio, zaczął się jakoś bezsensownie tłumaczyć, że nie wiedział,
że ona ma męża, że gdyby tylko wiedział, że mnie przeprasza i tym podobne
bzdety. Oczywiście kłamał ale to nie miało teraz znaczenia. Powiedziałem mu,
że nie przeszkadza mi to tylko stawiam dwa warunki. Po pierwsze mają być
dyskretni żeby ludzie nie zaczeli gadac a po drugie skoro chce miec z nia
romans to za każde spotkanie musi mi płacić 50 zł. W tym momencie faceta
zamurowało. Zapytałem go więc czy chce dalej posuwac moja zonę czy nie, w
końcu wychodzi taniej niz w burdelu. Jeżeli się nie zgadza robię awanturę i
koniec darmowego bzykania. Widac, że facet był w cięzkim szoku ale po chwili
wahania zgodził się. Podaliśmy więc sobie ręce a ja zaproponowałem żebyśmy
wypili brudzia i przeszli na ty :) Od tej pory moja zona bzykała się juz za
kasę choć nie miała o tym zielonego pojęcia. Oczywiście ze mną tez uprawiała
seks tak jak dawniej. Postanowiłem, że przez kilka miesięcy będe to ciągnąc a
dopiero potem będzie rozwód. Jednoczesnie zaprzyjaźniłem się z jej
kochankiem. Okazało się, że to naprawdę fajny facet i mamy wiele wspolnych
zainteresowań. Naturalnie zona nic nie wiedziała o naszej znajomości :)
Wreszcie po 5 miesiącach takiego wariackiego życia stwioerdziłem, że
wystarczy tego dobrego i postanowiłem wszystko jej powiedzieć. Podczas
niedzielnego obiadu zapytałem ja jak tam Marek? Jaki Marek odpowiedziała i
widac, że już była zdenerwowana. Jak to jaki ten z którym się bzykacie 2 razy
w tygodniu odparłem ze śmiechem. Żonka pobladła w tym momencie i za chwilę
rozpłakała się. To ty wiesz zapytała? Jasne, że wiem i nie przeszkadza mi to
zresztą Marek płaci mi 50 zł za spotkanie. Zresztą fajny z niego gość,
kumplujemy się. To ją juz kompletnie dobiło i teraz zareagowała agresją. "Jak
mogłeś", "ty świnio", "ty zboczeńcu" itp. Na mnie oczywiście nie robiło to
żadnego wrqażenia i tylko się usmiechałem pod nosem. widac, że zemsta się
udała. Oczywiscie po pewnym czasie rozwiedliśmy się a ona po ogromnej
awanturze skończyła swój romans z Markiem. Obecnie nie mam żadnej kobiety
dlatego, że nie mogę jeszcze żadnej kobiecie zaufać ale mam nadzieję, że czas
zagoi rany. Ona natomiast jest całkowicie rozbita i załamana. Wiem to od
naszej wspolnej znajomej. Mimo wszystko mam gorzką ale satysfakcję.