Dodaj do ulubionych

SYPIAMY ZE SOBA , ALE...

05.12.01, 01:48
jestesmy przejaciolmi! bylismy razem prawie 5
lat!teraz jestesmy przyjaciolmi, on ma swoja kobiete,
ja swojego mezczyzne , ale mimo wszystko sypiamy ze
soba!
dokad nas to zaprowadzi??????
czy to jest noramalne?????????
Obserwuj wątek
    • Gość: fanp Re: SYPIAMY ZE SOBA , ALE... IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 05.12.01, 08:09
      czyżby kolejna prowokacja jakiegoś małolata? ;o)
      jeśli nie... to ja tego nie potępiam, skoro sprawia Wam to radość, a partnerzy
      nic nie wiedzą to kochajcie się ile mozna!!!

      pozdr.
    • Gość: kici Re: SYPIAMY ZE SOBA , ALE... IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 05.12.01, 09:06
      Szczerze do niczego to nie prowadzi ! ale sama coś podobnego przeżywam, też
      jestem w stałym związku , a sypiam z kimś z kim jestem w przyjażni i z kim
      byłam przed laty. Ja nie jestem szczęsliwa w związku i tak od słowa do czynu ,
      podczas spotkania... I co gorsze , nawet nie ma wyrzutów , bo to było kiedyś i
      czasem wraca jako przypomnienie miłych chwil - cofnięcie w czasie.
    • Gość: soso no wlasnie IP: 195.41.66.* 05.12.01, 09:07


      To jest tak, ze sypiacie ze soba, macie jakies kobiety, jakichs mezczyzn,
      wszyscy ze wszystkimi ale to tylko jakies zakrecenia o glebokosci kaluzy.

      Przyjedzie kiedys czas na cos powazniejszego i wtedy sytuacja sie wyklaruje.
      Nie ma sie czym podniecac, naprawde. Ocean czeka ale jeszcze nie staneliscie na
      jego plazy a tylko babracie sie w ogrodkowym blotku, jak to dzieciaki.



      A teraz odpowiedzi na Twoje pytania:

      Czy to normalne? Tak.
      Dokad to nas zaprowadzi? Kazde doswiadczenie cos wnosi do naszego zycia. Kiedys
      sie okaze do czego ta sytuacja doprowadzi. Nie widze w tym nic, czego
      nalezaloby sie obawiac. (-:



      -
      • Gość: Anna27 hmm IP: *.157.62.122.Dial1.Washington1.Level3.net 05.12.01, 16:43
        A co na to wasi partnerzy?

        Jesli nie wiedza, to wcale nie jest ok, bo lamiecie cos co sie nazywa zaufaniem.
      • nikt_inny Re: no wlasnie 07.12.01, 21:46
        też kiedyś myślałem że wejdę w kałużę i nic się nie stanie no bo przeciez
        będzie płytko... a to była studzienka kanalizacyjna, która wybiła.. (...)
        sądzę że pakujecie się w jakieś szambo...
    • Gość: m-unia Re: SYPIAMY ZE SOBA , ALE... IP: *.nyc.rr.com 05.12.01, 18:58
      ... a ja, gdybym sie dowiedziala, ze moj puszcza sie z ktoras ze swoich
      bylych to tak bym go kopnela w zadek, ze wyladowalby na ksiezycu, zaraz
      obok twardowskiego...
      Hmm...jak to bylo? 'mile zlego poczatki, ale koniec zalosny...'
      • Gość: Kaśka Re: SYPIAMY ZE SOBA , ALE... IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 06.12.01, 16:23
        Widocznie Wam nie zależy w ogóle na swoich partnerach, bo jak można oszukiwać i
        zdradzać kogoś, kogo się kocha?

        To dlaczego jesteście przyjaciółmi, którzy ze sobą sypiają, a nie parą?
        • Gość: rex Re: SYPIAMY ZE SOBA , ALE... IP: 10.30.42.* 06.12.01, 19:27
          Gość portalu: Kaśka napisał(a):

          > Widocznie Wam nie zależy w ogóle na swoich partnerach, bo jak można oszukiwać i
          >
          > zdradzać kogoś, kogo się kocha?
          >
          > To dlaczego jesteście przyjaciółmi, którzy ze sobą sypiają, a nie parą?


          Droga kasiu! Milosc to nie tylko sex. Mozna kogos kochac (szczegolnie latwo to
          facetom) i mozna jednoczesnie marzyc o sypianiu z kims innym.
          Mozna przezywac potwornie cudowne odloty z jedna osoba, a kochac druga i tylko z
          ta druga pragnac ulozyc sobie cale zycie. Wiem, ze mnie - facetowi - latwiej
          oddzielic te dwie dziedziny: uczucie i sex. Ale chyba nie tylko samcom to dosc
          latwo przychodzi (vide autorka tego watku).
          Tym bardziej nie potepiam tego, ze i autorka i jej partner BYLI kiedys ze soba,
          SA teraz przyjaciolmi. Widocznie tak sie zgrali na TEJ plaszczyznie, maja tak
          wspolna CHEMIE, ze tylko razem jest im w TEJ dziedzinie dobrze.
          A ze oszukuja? Coz, moze im sie uda. Zycze im tego. Bo sex minie, a pozostanie TA
          osoba, na ktorej im NAJBARDZIEJ zalezy. I chyba tutaj jest odpowiedz na Twoje,
          Kasiu, (ostatnie) pytanie. Dlatego, ze laczy ich TYLKO sex, dlatego nie sa para.
          Bo sa rzeczy duzo wazniejsze od seksu - przyjazn, przywiazanie, szacunek, podziw,
          poswiecenie, oddanie, wyrozumialosc.
          Tyle, ze wychowano nas (mowie o narodowej mentalnosci) w ten , a nie inny sposob
          i dla wiekszosci ludzi takie rozwiazania nie mieszcza sie w glowie. Dla
          wiekszosci sa rozwiazania jak w amerykanskim filmie: black or white, mozna byc
          albo calkowicie zlym czlowiekiem, albo do gruntu dobrym. A to nieprawda, jak
          pokazuje zycie. I moze wlasnie to stad bierze sie tak wielka ilosc nieudanych
          malzenstw i rozwodow? Bo - nie ma co ukrywac - rzadko sie zdarzaja tak NAPRAWDE
          swietnie dobrane malzenstwa.
          (osobiscie ani nie pochwalam, ani - jednak - nie potepiam postepowania autorki
          postu)

          • yak-ona Re: SYPIAMY ZE SOBA , ALE... 07.12.01, 02:34
            Gość portalu: rex napisał(a):

            > Gość portalu: Kaśka napisał(a):
            >
            > > Widocznie Wam nie zależy w ogóle na swoich partnerach, bo jak można oszuki
            > wać i
            > >
            > > zdradzać kogoś, kogo się kocha?
            > >
            > > To dlaczego jesteście przyjaciółmi, którzy ze sobą sypiają, a nie parą?
            >
            >
            > Droga kasiu! Milosc to nie tylko sex. Mozna kogos kochac (szczegolnie latwo to
            > facetom) i mozna jednoczesnie marzyc o sypianiu z kims innym.
            > Mozna przezywac potwornie cudowne odloty z jedna osoba, a kochac druga i tylko
            > z
            > ta druga pragnac ulozyc sobie cale zycie. Wiem, ze mnie - facetowi - latwiej
            > oddzielic te dwie dziedziny: uczucie i sex. Ale chyba nie tylko samcom to dosc
            > latwo przychodzi (vide autorka tego watku).
            > Tym bardziej nie potepiam tego, ze i autorka i jej partner BYLI kiedys ze soba,
            >
            > SA teraz przyjaciolmi. Widocznie tak sie zgrali na TEJ plaszczyznie, maja tak
            > wspolna CHEMIE, ze tylko razem jest im w TEJ dziedzinie dobrze.
            > A ze oszukuja? Coz, moze im sie uda. Zycze im tego. Bo sex minie, a pozostanie
            > TA
            > osoba, na ktorej im NAJBARDZIEJ zalezy. I chyba tutaj jest odpowiedz na Twoje,
            > Kasiu, (ostatnie) pytanie. Dlatego, ze laczy ich TYLKO sex, dlatego nie sa para
            > .
            > Bo sa rzeczy duzo wazniejsze od seksu - przyjazn, przywiazanie, szacunek, podzi
            > w,
            > poswiecenie, oddanie, wyrozumialosc.
            > Tyle, ze wychowano nas (mowie o narodowej mentalnosci) w ten , a nie inny sposo
            > b
            > i dla wiekszosci ludzi takie rozwiazania nie mieszcza sie w glowie. Dla
            > wiekszosci sa rozwiazania jak w amerykanskim filmie: black or white, mozna byc
            > albo calkowicie zlym czlowiekiem, albo do gruntu dobrym. A to nieprawda, jak
            > pokazuje zycie. I moze wlasnie to stad bierze sie tak wielka ilosc nieudanych
            > malzenstw i rozwodow? Bo - nie ma co ukrywac - rzadko sie zdarzaja tak NAPRAWDE
            >
            > swietnie dobrane malzenstwa.
            > (osobiscie ani nie pochwalam, ani - jednak - nie potepiam postepowania autorki
            > postu)
            >



            REX...
            bardzo ladnie to wszystko opisales!
            wlasnie dokladnie chodzi o to , ze trzeba miec czasami taka odskocznie od
            codziennosci! jak bylam z moim bylym i bylo fajnie , ale teraz jest
            niedoopisania!!!i nie mowia tu o sexie tylko o porozumieniu!zapewne dziwne wam
            sie wyda ze bylam z nim az 5 lat( co robilam z nim przez 5 lat w takim razie???? )

            nasi obecni partnerzy nic nie wiedza i sie nie dowiedza-wiedza ze jestesmy
            przyjaciolmi i traktujemy sie jak rodzenstwo...az niesmacznie jest jak tak
            mysla...

            ale REX ma racje...dzieki... pa.
            • kini Re: SYPIAMY ZE SOBA , ALE... 07.12.01, 08:17
              Nie bądź taka pewna, że się nie dowiedzą. Kiedyś, jakoś, przez przypadek...
              Myślisz, że tak to można ciągnąć w nieskończoność? Każde postępowanie ma swoje
              konsekwencje.
              • Gość: fanp Re: SYPIAMY ZE SOBA , ALE... IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 07.12.01, 11:48
                Chyba że Ty doniesiesz, to się dowiedzą :o)
    • Gość: Monika Re: Bawcie się dobrze. IP: *.mancafe2.mancomplex.pl 06.12.01, 20:27
      Zgadzam się z Rexem w 100% ,napisał to co sama chciała bym wrazić.
      Mam nadzieje że wasi partnerzy się nie zorientują. Bawcie się dobrze.

      Pozdrawiam Moniczka
      • Gość: ethanol Re: Bawcie się dobrze. IP: 151.112.27.* 07.12.01, 01:29
        ale jak sie jej partner zorientuje i w ryj przywali to bedzie wlasnie to - do
        czego to prowadzi.
      • kini Re: Bawcie się dobrze. 07.12.01, 08:26
        BAWCIE SIĘ DOBRZE? To znaczy bawcie się osobami, z którymi jesteście? Gdybym ja
        się dowiedziała, że mój chłopak sypia ze swoją byłą dziewczyną, to byłby
        natychmiastowy, nieodwołalny KONIEC. Żadne bzdurne tłumaczenie o "chemii" i tak
        dalej by nie pomogło. Widać ani Yak, ani jej "przyjacielowi" aż tak bardzo nie
        zależy na swoich stałych partnerach.
        • Gość: p Re: Bawcie się dobrze. IP: 213.158.197.* 07.12.01, 09:46
          zgadzam się całkowicie!! jeśli tak jej dobrze ze stałym partnerem to czemu chce
          to zepsuć?
        • Gość: rex Re: Bawcie się dobrze. IP: 10.30.42.* 07.12.01, 11:16
          kini napisał(a):

          > BAWCIE SIĘ DOBRZE? To znaczy bawcie się osobami, z którymi jesteście? Gdybym ja
          >
          > się dowiedziała, że mój chłopak sypia ze swoją byłą dziewczyną, to byłby
          > natychmiastowy, nieodwołalny KONIEC. Żadne bzdurne tłumaczenie o "chemii" i tak
          >
          > dalej by nie pomogło. Widać ani Yak, ani jej "przyjacielowi" aż tak bardzo nie
          > zależy na swoich stałych partnerach.

          Kiedyś Kini też tak myślałem, byłem ja Ty bezkompromisowy. Albo - albo. Bez żadnych ustępstw. Albo
          rybki, albo akwarium.
          Niestety - życie pokazało, że wszystko się może zmienić. Nauczyło mnie pokory.
          I już wiem, że bezkompromisowość jest wyrazem albo głupoty, albo braku wyobraźni, albo
          młodości, albo.... niebywale silnej osobowości.
          Ale to ostatnie niebywale rzadko się zdarza. Raz na tysiąc przypadków, Kini, wierz mi.
          Bezkompromisowy człowiek musi mieć niewiele do stracenia, by sobie na brak ustępstw pozwolić.
          Koszty bezkomprmisowości są niezwykle wysokie.
          Nawet w związkach.
          Niestety.
          =====================================
          PS:
          Kini, jeśli dałabyś swojemu chłopakowi kopa za to, że Cię zdradził, to czy Ty go na pewno kochasz? Czy
          w takim razie to, co Cię z nim łączy to na pewno miłość?
          Bo ja np. kochanej osobie bym raczej wybaczył.
          Bo ją kocham, wiesz?

          • Gość: królik do Reksa IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.12.01, 11:31
            tak z ciekawości pytanie-jesli ją taaak kochasz to powinieneś nie tylko
            wybaczyć ale zaakceptować to, że jest z innym, bo oddzieliła miłość do Ciebie
            od seksu i tego fascynującego chemicznego rauszu, który przeżywa z tym innym.
            Powinieneś nawet się cieszyć, że twoja ukochana ma radość z extra seksu. To
            wynika z Twoich wypowiedzi. :)
            • Gość: rex Re: do Reksa IP: 10.30.42.* 07.12.01, 11:43
              Gość portalu: królik napisał(a):

              > tak z ciekawości pytanie-jesli ją taaak kochasz to powinieneś nie tylko
              > wybaczyć ale zaakceptować to, że jest z innym, bo oddzieliła miłość do Ciebie
              > od seksu i tego fascynującego chemicznego rauszu, który przeżywa z tym innym.
              > Powinieneś nawet się cieszyć, że twoja ukochana ma radość z extra seksu. To
              > wynika z Twoich wypowiedzi. :)

              Zła analiza (zbyt pośpieszna może?)
              Za to, że ktoś zdradza, winę ponosi również jego partner. Bo nie daje mu tego, czego zdradzający szuka u
              inych.
              A ja (na razie) nie musze wybaczac, akceptowac itd.
              Nie byłem zdradzany.
              Hi, hi.
              :-)
              • Gość: królik Re: do Reksa IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.12.01, 12:27
                jeszcze nie, hi hi hi, ale może nie dajesz jej czegoś i pójdzie szukać tego u
                innego hi hi hi i swoja teorię bdziesz mógł sprawdzić osobiście. Czekam na
                refleksje jak już się to stanie. Miłej zabawy.:)
          • kini Re: Bawcie się dobrze. 07.12.01, 11:49
            > PS:
            > Kini, jeśli dałabyś swojemu chłopakowi kopa za to, że Cię zdradził, to czy Ty g
            > o na pewno kochasz? Czy
            > w takim razie to, co Cię z nim łączy to na pewno miłość?
            > Bo ja np. kochanej osobie bym raczej wybaczył.
            > Bo ją kocham, wiesz?

            Rex, jesteś w takim razie wspaniałym człowiekiem i idealistą. Ja nie wiem, co bym
            zrobiła w przypadku zdrady. Prawdopodobnie byłby to koniec związku. Piszę to na
            stan w dniu dzisiejszym, to znaczy, kiedy jestem panną. Gdybym była mężatką, może
            myślałabym tak, jak ty, bo wtedy priorytetem jest utrzymanie małżeństwa, wtedy
            ludzie są bardziej skłonni do wybaczania. W momencie, kiedy nie jestem związana z
            kimś formalnie, próby sklejania związku na nowo mogą okazać się zbyt kosztowne
            (gra nie warta świeczki). Wtedy prościej jest się rozstać i zapomnieć, a nie
            wybaczać. Na twoje pytanie odpowiadam: tak, kocham mojego chłopaka. Tylko czy
            moja miłość udźwignęłaby zdradę? Być może nie.

            Nie uważam, że jestem osobą bezkompromisową, że ma być tak, jak ja zechcę. Ale są
            pewne granice kompromisów. Obie strony muszą iść na kompromis. Przede wszystkim
            muszą postępować z drugą osobą tak, jak chcą, aby z nimi postępowano.
            • Gość: rex Re: Bawcie się dobrze. IP: 10.30.42.* 07.12.01, 12:12
              kini napisał(a):
              > Rex, jesteś w takim razie wspaniałym człowiekiem i idealistą.
              Czy wspaniałym - nie wiem :-)
              Czy idealista? Nie, nie i jeszcze raz nie. Właśnie przeciwnie: Jestem holernym
              realistą!!!!

              Ja nie wiem, co b
              > ym
              > zrobiła w przypadku zdrady. Prawdopodobnie byłby to koniec związku. Piszę to na
              >
              > stan w dniu dzisiejszym, to znaczy, kiedy jestem panną. Gdybym była mężatką, mo
              > że
              > myślałabym tak, jak ty, bo wtedy priorytetem jest utrzymanie małżeństwa, wtedy
              > ludzie są bardziej skłonni do wybaczania. W momencie, kiedy nie jestem związana
              > z
              > kimś formalnie, próby sklejania związku na nowo mogą okazać się zbyt kosztowne
              > (gra nie warta świeczki). Wtedy prościej jest się rozstać i zapomnieć, a nie
              > wybaczać.

              Tak, tutaj przyznaję Ci rację. Być może postąpiłbym tak samo. Być może - bo nie
              można generalizować. Każdy przypadek trzeba traktować indywidualnie, nieprawdaż?

              > Nie uważam, że jestem osobą bezkompromisową, że ma być tak, jak ja zechcę. Ale
              > są
              > pewne granice kompromisów. Obie strony muszą iść na kompromis. Przede wszystkim
              >
              > muszą postępować z drugą osobą tak, jak chcą, aby z nimi postępowano.

              Tak.
        • Gość: fanp Re: Bawcie się dobrze. IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 07.12.01, 11:49
          Zdrowo "potargana" jesteś jak widzę, współczuję Twojemu partnerowi albo
          partnerce...

          mimo to pozdrawiam, i więcej tolerancji...
          • Gość: soso cholerka! IP: 195.41.66.* 07.12.01, 12:52


            Niektorych to zdrowo tu pokrecilo. On jest z nia i mysli, ze to dziewczyna na 5
            z plusem a ona za plecami sypia z innym (dla sportu tylko czy chemii). Wydaje
            mi sie, ze ona powinna rozumiec, ze lamie czyjes zaufanie, ze nie jest uczciwa
            bo wprowadza chlopaka w blad w dosc waznej przeciez sprawie wiernosci. No i co
            na to niektorzy? Ano, ze jest to problem czy on sie o tym dowie czy nie. Czy
            juz az tak upadlismy? Trzeba cos wyniesc ze sklepu, nie oddac zawyzonej w kasie
            reszty, stuknac czyjs samochod na parkingu i uciec - no bo przeciez jezeli sie
            nie wyda to o co chodzi!

            Ale niektorych pogielo, daje slowo! I jeszcze te zawadiackie 'bawcie sie
            dobrze'.

            Nie zycze nikomy byc oszukiwanym przez kogokolwiek i w jakiejkolwiek sytuacji.
            Jezeli sobie tego tez zyczycie to nie robcie z zycia smietnika, prosze.

            Co powiecie synkowi, ktory sie zjawi w domu z ukradziona ze sklepu
            zabawka? 'Baw sie dobrze i byle tylko nikt sie nie dowiedzial'?



            ponioslo mnie ale jak tu siedziec spokojnie jak ludziska zajmuja sie pochwala
            glupoty.
            • Gość: AHA Re: cholerka! IP: 194.92.239.* 07.12.01, 13:19
              Zgadzam sie z Toba calkowicie. Ludziom sie wydaje, ze jak sie nie wyda, to
              wszystko bedzie w porzadku, a wcale tak nie jest. Mojej zonie udawalo sie 2
              lata widywac z innym facetem, ale w koncu przypadek sprawil, ze odkrylem ten
              zwiazek. Co ma wisiec nie utonie. Oby jej staly partner tylko wybaczyl!

              pzdr
              • Gość: soso Re: cholerka! IP: 195.41.66.* 07.12.01, 13:31
                Zeby juz do konca byc dobrze zrozumianym. Jak ludzie sobie ukladaja zycie to
                ich sprawa i ich moralnosc. Ale mi chodzilo najbardziej o to, ze czym tu sie
                zachwycac i czemu bic brawa. Takie uklady sa godne greckich tragedii i sa
                dramatami samymi w sobie a tu nagle gawiedz sie przypatruje i bije brawa. Czym
                sie zachwycac? Cudzym nieszczesciem? To mnie boli i jeszcze jak pomysle, ze
                malolaty czytaja i ukladaja sobie w glowie 'jak to bede zyl' bazujac na tych
                brawkach to mnie juz naprawde dobija. Ot co.

                • Gość: claudel soso - popieram IP: *.*.*.* 07.12.01, 15:40
                  soso, doskonała odpowiedź. Czego tu gratulowac? Co
                  popierać? Życie w kłamstwie?
                  Może niektórzy zastanowią się chwilę na drugi raz
                  zanim skomentują taki temat.
                  • Gość: Cynio Re: soso - demagogia IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 07.12.01, 15:51
                    no i kolejny chórek zawiedzionych, szukających sprawiedliwości,
                    zaufania....ble,ble,ble bełkot, nic więcej, i co za wysublimowane porównania,
                    stukniety samochód, wyniesiona zabawka... no comment. Idzie do domku, ciepłe
                    kapcie, papiloty i mężusiowi obiadek ugotujcie, a potem dajcie się obijac po
                    twarzach, moralistki za pięć groszy....:)))
                  • Gość: Anna27 soso rules IP: *.90.27.48.Dial1.Washington1.Level3.net 07.12.01, 15:55
                    Wspaniale wypowiedzi, soso.

                    Do rexa. Moze nie wszyscy chca sie uczyc pokory. Jesli kini mowi, ze nie
                    przebaczylaby zdrady to Ty od razu kwestionujesz jej milosc. Moze nie masz
                    racji? Moze jej milosc nie potrafilaby zniesc tego, ze ktos zlamal zaufanie.
                    Milosc to nie jest ruski czolg typu gniotsja i nie lamoitsja. Wychodzisz z
                    zalozenia, ze milosc Ci wszystko wybaczy. Moim zdaniem takie zalozenie to
                    arogancja, a nie pokora. Jesli ktos ma milosc i zaufanie partnera, to chyba
                    wypada to szanowac, a nie szukac wiatru w polu z bylymi.

                    Z tego co mowisz reX, milosc i sex nie musza isc w parze. Musza nie
                    musza...ale czy jesli nie ida, to nie oznacza to, ze cos w tym zwiazku jest nie
                    tak? Mysle, ze kochanie jednego faceta i sypianie z innym powoduje erozje
                    zwiazku z tym, ktorego rzekomo sie kocha.
    • noida Re: SYPIAMY ZE SOBA , ALE... 07.12.01, 23:20
      Ja mogę to skomentować tylko w jeden sposób- donikąd was to nie zaprowadzi. Nic
      z tego nie wyniknie. Chwilowo jest to może fajne i zabawne, ale pewnych zasad
      trzeba przestrzegać- bycie z kimś to nie oszukiwanie go. Gdybyście byli
      przyjaciółmi, ale nikogo nie mieli, tylko lubili się ze sobą kochać- o.k. też
      by was to donikąd nie zaprowadziło, ale też nikogo nie krzywdziło, najwyżej was
      samych. Ale jeśli macie partnerów to co innego.
      To nie jest nienormalne. Każdemu się może zdarzyć zaplątać w gównianą sytuację.
      Że niby ani to skończyć, ani kontynuować. Ale nie szukaj dla siebie
      usprawiedliwienia na forum. Normalne czy nienormalne- krzywdzisz bliską Ci
      osobę. Nie ma znaczenia, że ona o tym nie wie.
      Może to głupie porównianie, ale czy gdybyś się dowiedziała, że Twój facet sypia
      z dziewczyną Twojego przyjaciela to stworzylibyście radosny czworokącik? A może
      by jednak zabolało?
      • yak-ona Re: SYPIAMY ZE SOBA , ALE... 08.12.01, 01:44
        widze , ze niezla burze rozpetalam tutaj!
        wlasnie mi sie tez wydaje , ze nie jest to noramalne!
        wiem, ze skonczy sie to zle!
        chyba na cos trzeba sie zdecydowac!
        albo ta przyjazn( bez ktorej chyba nie umiem juz zyc) , albo ten zwiazek, ktory
        i tak nie ma szans!
        a czy krzywdze kogos???krzywdze..ale kobieta raz skrzywdzona , krzywdzi juz
        zawsze!!! ( wiem , ze nie jest to zadne usprawiedliwienie)!
        sorry , ale jestem cyniczna egoistka!!!

        • Gość: On Re: SYPIAMY ZE SOBA , ALE... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.12.01, 07:34
          Tylko gmatwasz.
    • nikt_inny pójdziecie do piekła ;) 13.12.01, 19:19
      Jeśli tylko sypiacie ze sobą to nic strasznego ;) , ale jeśli przed zaśnięciem
      uprawiacie sex to jest to problem.
      dokąd to was zaprowadzi? - pójdziecie do piekła jeśli w nie wierzycie ;))
      nie jest to normalne, ale rozumiem że liczycie na to, że może wasi partnerzy
      czytają te forum ;)
      perwersja.

      yak-ona napisał(a):

      > jestesmy przejaciolmi! bylismy razem prawie 5
      > lat!teraz jestesmy przyjaciolmi, on ma swoja kobiete,
      > ja swojego mezczyzne , ale mimo wszystko sypiamy ze
      > soba!
      > dokad nas to zaprowadzi??????
      > czy to jest noramalne?????????

    • Gość: Malwina Re: SYPIAMY ZE SOBA , ALE... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.12.01, 21:32
      Pojecie przyjacielskiego seksu mnie smieszy. Wy jestescie kochankami a nie
      przyjaciolmi.Na waszych obecnych partnerach wam nie zalezy, ze soba tez nie
      chcielibyscie byc. Nie stac was aby zastanowic sie czego naprawde chcecie, a ze
      jak na razie uchodzi wam to bezkarnie, to wydaje sie wam, ze tak bedzie
      wiecznie. Nie bedzie. Ludzie z ktorymi jestescie to napewno nie zdesperowani
      idioci.Jak sie w koncu zorientuja to skonczy sie wam ta zabawa. Bedziecie czuc
      tylko niesmak. Jak dlugo robicie te bzdury tak dlugo nie mozecie sie naprawde
      zaangazowac w swoich obecnych partnerow.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka