Gość: camel IP: *.dip.t-dialin.net 17.06.03, 20:06 kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1123359&KAT=239 camel Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
lyche1 Re: godne polecenia o dzieciach... 17.06.03, 23:34 Bardzo dobry artykuł. Nigdy nie uznawałam "bezstresowego" wychowania dziecka. Poza tym jestem zwolenniczką karania dzieci, jak również nagradzania. Powiecie może, że dziecko to nie pies ale te efekty bezstresowego wychowania już dziś chodzą po ulicy, urągają starszym i co raz częściej słyszy się o nieletnich mordercach. Odpowiedz Link Zgłoś
hal9000 Re: godne polecenia o dzieciach... 17.06.03, 23:37 Jeszcze jeden przykład na to, że dobrymi chęciami droga do piekła jest wybrukowana. Bo przecież idea była świetlana - nie używajmy przemocy wobec dzieci. Wyszło jak zawsze... :)))) Pozdrawiam serdecznie, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gal Re: godne polecenia o dzieciach... IP: 195.117.238.* 17.06.03, 23:52 Jak świat światem dorośli narzekali na dzieci, a świat toczył sie dalej i nie miał zamiaru się zawalić z powodu nastepnego pokolenia. A znacie dowcip (stary) o bezstresowym wychowaniu? W pociągu jedzie mamusia z dzieckiem i siedząca naprzeciw pan. Dziecko wariuje, kopie, brudzi butami siedzenie. Pan zwraca się do Mamusi; - "Czy mogłaby Pani uspokoić to dziecko?" - "Ależ proszę Pana, ja wychowuję je bezstresowo" Pan wstaje, wyjmuje z ust gumę do żucia, rozpłaszcza ją na czole Mamusi (tzw. plaskacz) i mówi; - "Ma Pani rację, ja też byłem wychowany bezstresowo" To MY wychowujemy nasze dzieci. Do nich nie ma co mieć pretensji. Pzdr. Gal Odpowiedz Link Zgłoś
solnik3 Re: godne polecenia o dzieciach... 18.06.03, 00:12 Gość portalu: Gal napisał(a): > > To MY wychowujemy nasze dzieci. Do nich nie ma co mieć pretensji. > Podpisuje sie moimi obydwiema rekami!!! Dodam jeszcze: w "naginaniu" i lamaniu prawa wciaz jednak wioda prym dorosli. Idacym tokiem myslenia, zaproponowanym w artykule, to uzyskane wszelkiego rodzaju prawa i swobody tak doroslych zdeprawowaly. Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
niedzwiedziczka Re: godne polecenia o dzieciach... 18.06.03, 00:22 I znowu szuka się winnego nie tam gdzie trzeba. Od kogo dzieci uczą się takich zachowań - od dorosłych! A takiemu "bezstresowo wychowywanemu" wcale w zyciu nie jest łatwiej. Jak wchodzi w grupę innych dzieci, to te mu najczęściej pokazują gdzie jego miejsce. Odpowiedz Link Zgłoś
anahella Re: godne polecenia o dzieciach... 18.06.03, 01:19 A ja mysle, ze to bezstresowe wychowanie to przykrywka dla braku czasu dla dzieci. Rodzicom nie chce sie zareagowac wiec mowia ze bezstresowo wychowuja dziecko. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lena Re: godne polecenia o dzieciach... IP: 80.48.96.* 18.06.03, 08:49 Artykuł nie jest dobry, jest niespójny i jakiś taki rozłażący się. Z jednej strony niby ma coś omówić a z drugiej więcej tu incydentalnych sensacyjnych przypadków niż prawdy takiej jak statystyka. Jeśli na skutki opisanego "bezstresowego wychowania" psychologowie polecają zainteresowanie rodziców dzieckiem, jego sprawami to opisywane tu nie jest bezstresowe wychowanie tylko brak wychowania, brak zainteresowania dzieckiem brak norm które rodzice wpajają dzieciom. Mam wrażenie, że autorka dorobiła ten artykuł do tych sensacyjnych "kwiatuszków" i cytatu Rysińskiego. W polskich domach jest zbyt wiele braku zainteresowania dziećmi natomiast zbyt wiele agresji, przemocy /w Polsce jest to temat tabu/ by brać poważnie takie wypociny. Odpowiedz Link Zgłoś
wybredna Re: godne polecenia o dzieciach... 18.06.03, 09:15 Mam w rodzinie taki bezstresowo chowane dziecko.Koszmar!Ostatnio jego matka powiedziała,żebym nie uczyła jej dziecka żadnej zabawy,bo dziecko może sobie nie życzyć(była brzydka pogoda i mała wyraźnie się nudiła)-paranoja!Jak mała poszła do przedszkola to był to dla niej prawdziwy szok_coś jej KAŻĄ robić.Biedne dziecko.Współczuję wszystkim dzieciom wychowywanym tzw.bezstresowo. Odpowiedz Link Zgłoś
amidala Re: godne polecenia o dzieciach... 18.06.03, 09:41 Nie mam dużego szacunku do Kulis, bo to brukowiec jakich ze świecą szukać. Niestety, widać to po stylu artykułu. Ale konkluzja jedna: strach mieć dzieci. Nawet jak człowiek stanie na głowie, pójdą do szkoły i się dowiedzą jak można rodziców wyćwiczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gal Re: godne polecenia o dzieciach... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.06.03, 10:35 amidala napisała: > Nie mam dużego szacunku do Kulis, bo to brukowiec jakich ze świecą szukać. > Niestety, widać to po stylu artykułu. Ale konkluzja jedna: strach mieć dzieci. > Nawet jak człowiek stanie na głowie, pójdą do szkoły i się dowiedzą jak można > rodziców wyćwiczyć. > > Dzieci TRZEBA mieć (moja opinia). I każdy ma takie dzieci na jakie sobie zasłużyl. Geny nasze, wychowanie nasze - szkoła niewiele jest w stanie zmienić. Pzdr. Gal PS. Za 80 min. wakacje!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: melmire Re: godne polecenia o dzieciach... IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.06.03, 11:36 Nie poczuwam sie do odpowiedzialnosci za moje geny! One wcale nie moje, tylko moich rodzicow, na! A dzieci wcale miec nie trzeba, znam nawet kilka osob ktore wrecz ich miec nie powinny (szkoda dzieci). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gal Re: godne polecenia o dzieciach... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.06.03, 12:05 Gość portalu: melmire napisał(a): > Nie poczuwam sie do odpowiedzialnosci za moje geny! One wcale nie moje, tylko > moich rodzicow, na! A dzieci wcale miec nie trzeba, znam nawet kilka osob > ktore wrecz ich miec nie powinny (szkoda dzieci). Twoje, twoje. Nikogo bardziej niż Twoje, niepowtarzalna mieszanka! Dostałaś je od rodziców ale teraz są tylko Twoje i dajesz je dzieciom. A dzieci mieć TRZEBA i tyle. Pzdr. Gal PS. Czemu ja to piszę???! Przecież ja od TRZECH MINUT JESTEM NA WAAKAAAAACJACH!!!!! Miłej zabawy życzę i do zobaczenai w lipcu! Pzdr. Gal Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: melmire Re: godne polecenia o dzieciach... IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.06.03, 12:07 Dlaczego trzeba? A genow nie uznaje za moje, tzn. nie czuje sie za nie odpowiedzialna, bo to nie ja je sobie wybralam, wzielam co przydzielili i tyle :D Odpowiedz Link Zgłoś
ydorius Wiara 18.06.03, 13:13 Otóż znów mamy do czynienia z lekkim pomieszaniem pojęć. Autor(ka) artykułu doszukuje się związku przyczynowo skutkowego, tam, gdzie wcale nie musi być to uprawnione. Ale do rzeczy. Dziecko jest człowiekiem, co wiemy od jakiegoś czasu. Jak każdy człowiek ma swoje potrzeby, humory. Jest wesołe albo smutne, złe albo rozbawione. Dysponuje całą gamą stanów psychicznych, którymi dysponuje również dorosły. Co z tym zrobić? Można oczywiście na każdy z niestandardowych (standard: siedzi grzecznie, nie brudzi się, je spokojnie i bawi się zabawkami) stanów spuścić wpierdol. Tyklko, że to nie jest rozwiązanie. Remember, violent is not the answer. Właśnie takie postępowanie z dzieckiem rodzi agresję. Właśnie takie dzieci wyrastają na potwory. Tu jest przyczyna, która rodzi opisywany skutek. Jeśli chce się uniknąć braku psychicznej więzi ze swoim dzieckiem, bezradności co do jego problemów, zdziwienia, że "moje dziecko coś takiego zrobiło", trzeba na to zapracować. Niestety. Jak na wszystko w tym najgorszym ze światów. Dziecko trzeba wysłuchać, trzeba pozwolić mu się powściekać (o ile nie narusza tym niczyjej innej wolności). Dziecku trzeba wytłumaczyć, że coś jest niewłaściwe, dziecko trzeba... wychować. Co to jest bezstresowe wychowanie według mnie? To takie coś, co pozwala potraktować dziecko jako partnera, nawet jeśli jeszcze nie mówi i w ogóle mało kuma. Do dziecka więc się mówi, dziecku się tłumaczy, ale również dziecko ratuje się przed niebezpieczeństwem (często wbrew jego woli, rzecz jasna)... Brak stresu oznacza brak niepotrzebnego stresu. Ile razy sami byliśmy w sytuacji, gdy potrzebowaliśmy, by ktoś nas wysłuchał, a tymczasem usłyszeliśmy tylko pospolite "darcie mordy"? Hm? A dziecko nie ma możliwości zbyt wielkiej co do wyboru otoczenia. Są tylko rodzice, najbliżsi. To, jak oni będą reagować na to, co dziecko PRÓBUJE IM PRZEKAZAĆ, będzie warunkować to, jak samo się będzie później zachowywać... m, .y. P.S. Wiara z tytułu odnosi się do tego, że wierzę w to, że każdy wysiłek włożony w zrozumienie dziecka owocuje. No, ale ja jestem idealistą... ---------------------------------- What is home without Plumtree's Potted Meat? Incomplete. Odpowiedz Link Zgłoś
mam-darynka Bardzo duzo pracy i wysilku 18.06.03, 14:38 Jak patrze na wielu znajomych i nieznajomych rodzicow to czesto mam wrazenie, ze nie godza sie na to aby wychowywanie dziecka bylo az tak ciezka i odpowiedzialna praca jaka jest. Chcieliby zeby wszystko zawsze bylo milo i cacy, i bez bolu i lez. A tak sie nie da - wychowujac dziecko czesto trzeba powiedziec NIE albo zabronic, albo nakazac, albo pokazac blad i spedzic czas nad naprawianiem go. Juz takie proste rzeczy jak uczenie dziecka zasypiania samemu, sikania na nocnik, wiazania sznurowadel, jedzenia lyzeczka to pierwsze "zmagania sie" z tym, co jest latwiej (zrobic samemu) zamiast tego, co lepsze dla dziecka na dluzsza mete (spedzic czas na CIERPLIWE uczenie i powtarzanie). Wielu rodzicow wybiera te latwiejsza droge i jeszcze sie usprawiedliwia przed samym soba, ze dziecko jeszcze za male albo ze robi to dla dziecka z milosci. I tak to sie ciagnie - mama i tata nie stawiaja wymagan niemowleciu, nie stawiaja wymagan przedszkolakowi, nie stawiaja wymagan licealiscie... Bo stawianie wymagan (odpowiednich do wieku i poziomu rozwoju!) wymaga duzego wysilku od samych rodzicow a egzekwowanie wymagan bywa czasem trudne i nieprzyjemne wiec wielu rodzicom wydaje sie, ze sami przejda "bezstresowo" przez proces wychowywania ich wlasnych dzieci jesli owych wymagan stawiac nie beda i beda spelniac zachcianki dzieci, bo maja nadzieje, ze tym sposobem zyskaja dziecieca WIELKA MILOSC a ona zastapi wychowanie. Nie zastapi. W jakims zupelnie innym watku wyczytalam kiedys pytanie mlodej mamy zastanawiajacej sie czy JUZ ZACZAC WYCHOWYWAC jej 2-letnia corke czy raczej poczekac az bedzie starsza. No i co mozna na takie pytanie odpowiedziec? Wychowanie jest procesem, ktory sie rozpoczyna czesto jeszcze przed urodzeniem sie dziecka - w dyskusjach rodzicow, w rozmowach z dziadkami, w czytaniu roznych tekstow o wychowywaniu. Jezeli WYCHOWYWANIE wlasnego dziecka odklada sie az ono DOROSNIE, to tak naprawde nie wychowa sie go nigdy. Oczywiscie to tylko przyklad jednej mamy z forum ale sadzac po opisach z artykulu, nie jest ona osamotniona. Zgadzam sie z Melmire - nie wszyscy powinni miec dzieci - kochanie i wychowywanie dzieci wymaga duzo pracy i wysilku - przynosi niewymierna radosc i szczescie ale nie dzieje sie samo. Dlatego tak wazne jest swiadome rodzicielstwo - swiadome w kontekscie tego JAKIEGO CZLOWIEKA CHCE WYCHOWAC - warto wiedziec kogo chce sie spotkac na koncu drogi gdy mlody czlowiek opuszcza dom rodzinny. Odpowiedz Link Zgłoś
lyche1 Re: Wiara 18.06.03, 18:32 ydorius napisał: > Co to jest bezstresowe wychowanie według mnie? To takie coś, co pozwala > potraktować dziecko jako partnera, nawet jeśli jeszcze nie mówi i w ogóle mało kuma. Ano właśnie. Zakładasz Ydoriusie, że dzieci to chodzące aniołki, z których czasami poprzez błędne wychowanie wyrastają - łagodnie to nazwijmy łobuzy. Tymczasem to jest fikcja !!!! Dziecko rodzi się z pewnymi predyspozycjami. Jeżeli teraz jest to np. predyspozycja do agresji i nie zwalczy się jej w zarodku - z dziecka wyrośnie morderca !!! Kolejny przykład. Jak chciałbyś wytłumaczyć 3-latkowi, że ogień parzy ??? Musisz się odnieść do pewnej jego bazy doświadczeń. Czyli w praktyce - jeśli dziecko samo nie przekona się, że coś jest gorące - nie zaistnieje w jego "bazie informacji" Tak samo jest z bólem. Jeżeli dziecku nie wytłumaczysz "ręcznie", że klaps boli - nie zaistnieje taki moduł w jego "bazie informacji" i bedzie spokojnie np. kopało Cię po nogach, bo uzna to za niezłą zabawę. Omówiłam cechy fizyczne. Tak samo jest z cechami psychicznymi. Jeżeli nie uświadomimy dziecku, że jego zachowanie np. nieuzasadnione krzyki, spazmy płacze dotyka nas rodziców psychicznie i nas krzywdzi - dziecko przyjmie taką sytuację za normalną. Kolejna sprawa to spełnianie dziecięcych zachcianek. Ale to już może kiedy indziej. Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
ydorius Re: Wiara 18.06.03, 23:41 lyche1 napisała: > Ano właśnie. Zakładasz Ydoriusie, że dzieci to chodzące aniołki, z których > czasami poprzez błędne wychowanie wyrastają - łagodnie to nazwijmy łobuzy. Nie. > Tymczasem to jest fikcja !!!! Dziecko rodzi się z pewnymi predyspozycjami. > Jeżeli teraz jest to np. predyspozycja do agresji i nie zwalczy się jej w > zarodku - z dziecka wyrośnie morderca !!! Nie. > Kolejny przykład. Jak chciałbyś wytłumaczyć 3-latkowi, że ogień parzy ??? > Musisz się odnieść do pewnej jego bazy doświadczeń. Czyli w praktyce - jeśli > dziecko samo nie przekona się, że coś jest gorące - nie zaistnieje w > jego "bazie informacji" Tak samo jest z bólem. Jeżeli dziecku nie > wytłumaczysz "ręcznie", że klaps boli - nie zaistnieje taki moduł w > jego "bazie informacji" i bedzie spokojnie np. kopało Cię po nogach, bo uzna > to za niezłą zabawę. Nie. > Omówiłam cechy fizyczne. Tak samo jest z cechami psychicznymi. Jeżeli nie > uświadomimy dziecku, że jego zachowanie np. nieuzasadnione krzyki, spazmy > płacze dotyka nas rodziców psychicznie i nas krzywdzi - dziecko przyjmie taką > sytuację za normalną. Tak. > Kolejna sprawa to spełnianie dziecięcych zachcianek. Ale to już może kiedy > indziej. Pozdr. Aha. A teraz badziej szczegółowo. Nie zakładam, że dzieci to chodzące aniołki, zakładam, że dzieci to ludzie. Ludzie bez bagażu doświadczeń, ludzie bez wyobraźni (w sensie przewidywania przyszłości) i nieodpowiedzialni za własne czyny. Jeszcze nieodpowiedzialni. Ale mimo wszystko ludzie. Da się z nimi dogadać, jak z każdym innym człowiekiem, trzeba tylko do tego cierpliwości (baaardzo dużo czasem cierpliwości) i sposobu, jak przekazać to, co się chce przekazać w sposób możliwie mało inwazyjny. Bo, powtórzę się z pierwszego postu, to agresja rodzi agresję. Każdy rodzi się z pewnymi predyspozycjami, które następnie w procesie wychowania są podsycane lub wygaszane. Świat zna przypadki zmarnowania talentów potencjalnych geniuszy, zna także przykłady na to, że naturalne skłonności zostały maksymalnie wykorzystane. To, co rodzice robią z dzieckiem, na co decydują się położyć nacisk, zaowocuje w dużej mierze, jakim będzie człowiekiem. I sama przyznasz, ż jeśli dziecko ma skłonności do agresji, to stosowanie wobec niego przemocy NIE WYTŁUMI naturalnego popędu tylko, paradoksalnie, go wzmoże. Bo oprócz naturalnych skłonnoci dojdzie także resentyment, złość i wściekłość na niesprawiedliwe (i w gruncie rzeczy JEST to niesprawiedliwe) traktowanie przez rodzica. Nie ma nic groźniejszego niż drażnienie się z głodnym grzechotnikiem. Można dziecku przekazać, żeby czegoś nie robiło bez uciekania się do kar fizycznych, a przynajmniej bez uciekania się do kar fizycznych od razu, na wstępie. Wierz mi, że można oduczyć dziecka kopania po nogach bez wykorzystywania przemocy. Tak samo jak okładania pięściami i paru innych nieprzyjemnych dziecięcych nawyków. Pisałaś o psychice. Zgoda całkowita. Można dziecku uzmysłowić pewne rzeczy, że czegoś się nie robi, na poziomie psychiki. Jednak rzadko do tego celu będziemy stosować psychiczne tortury, prawda? Żeby pokazać dziecku, że coś źle zrobiło zastosujemy zmowę milczenia? Będziemy oziębli i niekontaktowi? Bynajmniej. Bo to do niczego nie prowadzi. Do niczego. m, .y. ---------------------------------- What is home without Plumtree's Potted Meat? Incomplete. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lena Re: Wiara IP: 80.48.96.* 19.06.03, 08:07 ydorius napisał: > > Każdy rodzi się z pewnymi predyspozycjami, które następnie w procesie > wychowania są podsycane lub wygaszane. Świat zna przypadki zmarnowania > talentów potencjalnych geniuszy, zna także przykłady na to, że naturalne > skłonności zostały maksymalnie wykorzystane. To, co rodzice robią z dzieckiem, > na co decydują się położyć nacisk, zaowocuje w dużej mierze, jakim będzie > człowiekiem. I sama przyznasz, ż jeśli dziecko ma skłonności do agresji, to > stosowanie wobec niego przemocy NIE WYTŁUMI naturalnego popędu tylko, > paradoksalnie, go wzmoże. Bo oprócz naturalnych skłonnoci dojdzie także > resentyment, złość i wściekłość na niesprawiedliwe (i w gruncie rzeczy JEST to > niesprawiedliwe) traktowanie przez rodzica. Nie ma nic groźniejszego niż > drażnienie się z głodnym grzechotnikiem. > > Można dziecku przekazać, żeby czegoś nie robiło bez uciekania się do kar > fizycznych, a przynajmniej bez uciekania się do kar fizycznych od razu, na > wstępie. Wierz mi, że można oduczyć dziecka kopania po nogach bez > wykorzystywania przemocy. Tak samo jak okładania pięściami i paru innych > nieprzyjemnych dziecięcych nawyków. > > Pisałaś o psychice. Zgoda całkowita. Można dziecku uzmysłowić pewne rzeczy, że > czegoś się nie robi, na poziomie psychiki. Jednak rzadko do tego celu będziemy > stosować psychiczne tortury, prawda? Żeby pokazać dziecku, że coś źle zrobiło > zastosujemy zmowę milczenia? Będziemy oziębli i niekontaktowi? Bynajmniej. Bo > to do niczego nie prowadzi. Do niczego. > > m, > .y. > > ---------------------------------- > What is home without Plumtree's Potted Meat? > Incomplete. Całkowicie się z Tobą zgadzam. Jestem człowiekiem wychowanym bez przemocy /fizycznej i psychicznej/ i takie same metody stosuję. Nieużywanie przemocy wymaga od dorosłego człowieka zupełnie innego spojrzenia na dziecko, patrzenia przez całe lata na dziecko jak na odrębnego człowieka za którego jesteśmy odpowiedzialni, dostosowywania metod wychowawczych do etapów życia naszego dziecka by dojść do partnerstwa. Myślę, żę mnie jest łatwo, bo to wyniosłam z domu. Pozdrawiam bardzo serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
lyche1 Re: Partnerstwo 19.06.03, 09:22 Wybacz Ydoriusie - w wielu kwestiach sie z Tobą zgodzę ale na jedno nigdy nie powiem tak. Mianowicie na to, że dziecko ma być partnerem dla rodzica i traktowane na równi. W pewnym momencie swojego życia ( ok. 25-go roku ) zaczęłam traktować swoją matkę jak to nazwałeś partnerkę. Uznałam, że jestem na tyle dorosła - iż mogę. I wyobraź sobie, że mojej Mamie wcale to się nie spodobało. Powiedział mi o tym, a właściwie zwrócił uwagę i to dość ostro mój Tata. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Dziecko, w jakimkolwiek wieku, nigdy nie powinno być partnerem dla swojego rodzica. W wieku szkolnym miałam bardzo mądrego katechetę. Kilka religii poświecił na tłumaczenie nam modelu zachowania wartości w rodzinie. Po krótce: najważniejsze w rodzinie jest miłość między obojgiem rodziców. To oni są partnerami. Jeżeli teraz matka lub ojciec zacznie kochać swoje dziecko lub dzieci bardziej od partnera - struktura ta zostanie zaburzona. I zaczyna się patologia.( Chyba użyłam bardzo mocnego słowa:) Dziecko powinno znać soje miejsce w rodzinie. I na pewno nie jest to miejsce równorzędne z rodzicami. Pewne kwestie nie powinny ulegać dyskusji ze strony dziecka. I nie powinniśmy my - jako dzieci, wymagać od naszych rodziców, by przekazywali nam tę prawdę w ten lub inny sposób. Jeśli rodzic uważa, że dziecko zasłużyło na klapsa lub surowe napomnienie - nie powinien się zastanawiać czy w takim momencie narusza prawo człowieka. Jeżeli nie zaszczepimy w dzieciństwie w naszych dzieciach pewnego systemu praw, w tym praw do kar i nagród, czeka nas na starość życie w bezprawiu. Jako dorosły człowiek jestem wdzięczna moim rodzicom, że przede wszystkim nauczyli mnie szacunku dla nich i ludzi starszych ode mnie. I nigdy nie przyjdzie mi do głowy mieć im za złe klapsów, lub w późniejszym wieku, ostrych napomnień. Odpowiedz Link Zgłoś
ydorius Re: Partnerstwo 20.06.03, 11:28 lyche1 napisała: > Wybacz Ydoriusie - w wielu kwestiach sie z Tobą zgodzę ale na jedno nigdy nie > powiem tak. Mianowicie na to, że dziecko ma być partnerem dla rodzica i > traktowane na równi. W pewnym momencie swojego życia ( ok. 25-go roku ) > zaczęłam traktować swoją matkę jak to nazwałeś partnerkę. Uznałam, że jestem > na tyle dorosła - iż mogę. I wyobraź sobie, że mojej Mamie wcale to się nie > spodobało. Wyobrażam sobie. Powiedział mi o tym, a właściwie zwrócił uwagę i to dość ostro mój > Tata. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Dziecko, w jakimkolwiek wieku, nigdy > nie powinno być partnerem dla swojego rodzica. W wieku szkolnym miałam bardzo > mądrego katechetę. Kilka religii poświecił na tłumaczenie nam modelu > zachowania wartości w rodzinie. Po krótce: najważniejsze w rodzinie jest > miłość między obojgiem rodziców. To oni są partnerami. Jeżeli teraz matka lub > ojciec zacznie kochać swoje dziecko lub dzieci bardziej od partnera - > struktura ta zostanie zaburzona. I zaczyna się patologia.( Chyba użyłam bardzo > mocnego słowa:) To jest poważny błąd rzeczowy. Zobacz: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=6044155&a=6049208 Dziecko powinno znać soje miejsce w rodzinie. I na pewno nie > jest to miejsce równorzędne z rodzicami. Pewne kwestie nie powinny ulegać > dyskusji ze strony dziecka. Dopóki jest dzieckiem. Zgoda. I nie powinniśmy my - jako dzieci, wymagać od > naszych rodziców, by przekazywali nam tę prawdę w ten lub inny sposób. Jeśli > rodzic uważa, że dziecko zasłużyło na klapsa lub surowe napomnienie - nie > powinien się zastanawiać czy w takim momencie narusza prawo człowieka. Pytanie tylko w tym, na ile klaps w ogóle jest metoda wychowawczą. Jeżeli > nie zaszczepimy w dzieciństwie w naszych dzieciach pewnego systemu praw, w tym > praw do kar i nagród, czeka nas na starość życie w bezprawiu. 100% racji. Jako dorosły > człowiek jestem wdzięczna moim rodzicom, że przede wszystkim nauczyli mnie > szacunku dla nich i ludzi starszych ode mnie. I nigdy nie przyjdzie mi do > głowy mieć im za złe klapsów, lub w późniejszym wieku, ostrych napomnień. Widzisz Lyche. Myslę sobie tak. Rodzice nie po to wychowują dzieci, by mieć nad nimi władzę, lecz by móc się im przyjrzeć i powiedzieć w pewnym momencie "ecce homo". Dopóki dziecko jest dzieckiem, nie ma wytworzonej skali wartości, nie bardzo rozumie o co chodzi w tym, że niektórzy ludzie są źli i nie wszystkie misie nadają się do przytulania - rola rodzica jest jasna i pięknie zarysowana: wytłumacz dziecku świat tak, jak go sam rozumiesz. Nie uważam, by przemoc wobec dziecka była warunkiem koniecznym "wyjścia na ludzi". Nie zamykam się przez to w swojej idei niekarania cielesnego dzieci, bo jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, w której trzeba zastosować klapsa. Zanim jednak do tego dojdzie, chciałbym być przekonany, że naprawdę wykorzystałem wszelkie inne metody. Bo przemoc jest ostatecznym wyjściem i to wyjściem pozostawiającym po jednej stronie poczucie niesprawiedliwości zaś po drugiej... porażki. Czułbym się pokonany, gdybym musiał wobec mojego dziecka zastosować przemoc. Gdy dziecko zaczyna byc czowiekiem, jakkolwiek dziwnie to brzmi, zyskuje coraz większą suwerenność i coraz więcej praw. W pewnym momencie staje się partnerem do rozmowy, ma własne przemyślenia, czasem różne od przemyśleń rodzica. Chciałbym mieć pozucie, że nie blokuję swojego dziecka w tym względzie. Że może przyjść do mnie i powuiedzieć do jakich doszło wniosków, bez obawy (zazwyczaj jednorazowej, bo ludzie nie lubią jak się ich traktuje niepoważnie), że wyśmieję jego "dziecinne myśli". W końcu kiedyś trzeba sie pogodzić z tym, że stworzyło się człowieka. Że coś mu się na początku dało. Że pozwoliło mu się wyfrunąć z gniazda z poczuciem, że zawsze może wrócić i przycupnąć, choć na chwilę - jeśli tylko będzie chciało. m, .y. ---------------------------------- What is home without Plumtree's Potted Meat? Incomplete. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lena Re: Partnerstwo IP: 80.48.96.* 20.06.03, 14:58 Przepraszam, że dalej włączę się w dyskusję ale wybacz, Lyche, nie potrafię znaleźć czegoś co mogłabym w wieku 25 lat zrobić by ojciec przywoływał mnie do porządku. Nie krzyczałabym na Mamę, bo w domu nie krzyczało się na nikogo, nie obrażałabym jej, bo to Mama uczyła mnie "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe" i nie obrażałabym nie tylko jej ale również kogololwiek innego. Mając 10, 15, 20 lat zawsze mogłam powiedzieć, że nie zgadzam się z tym co mówią rodzice i Tato z uśmiechem siadał naprzeciwko mnie i mówił "to teraz mnie przekonaj" i wstyd mi było, gdy przekonać go nie mogłam i to On miał rację. Mówiłam "masz rację, przepraszam". A gdy przekonałam, słyszałam to samo od Taty. W wieku 25 lat byłam już po studiach podyplomowych, od 3 lat mężatka, mama rocznego dziecka, na własnym utrzymaniu i wiedziałam, że Rodzice są ze mnie dumni. Mój mąż ma matkę, której nigdy nie powiedziałby, że ona nie ma racji bo dostałby w twarz. Ona chciałaby być dla niego całe życie autorytetem we wszystkich dziedzinach. Teraz, gdy gdy mówi jej,że nie ma racji to są to pretensje niesamowite ale własciwie nawet o tym nie rozmawiają. Ucinają jakąkolwiek dyskusję w pół zdania. Bo on wie, że ona nie ma racji, nie powie jej dlaczego, rozmawiać z nią nie chce a ona chyba by nie "podważać własnego autorytetu" udaje, że rozmowy nie było. Właściwie ze sobą nie rozmawiają o jakichkolwiek ważnych sprawach. Niby bliscy a zupełnie obcy. A mój mąż nie potrafi zrozumieć, że z moją Mamą rozmawiam mogę o wszystkim, nie umie pojąć, że rodziców i dzieci może łączyć coś innego niż ... obawa, lęk ... nie wiem co. Po co mi dzisiaj rodzice-mentorzy? Ani nie są w stanie nimi być. Byli dla mnie mentorami w odpowiedznim czasie i za to jestem im wdzięczna. Dzisiaj czasy są inne i młody człowieku uczy się jakby równolegle i często zupełnie czego innego niż jego rodzice, autorytetów szuka gdzie indziej. W domu musi mieć autorytety moralne i bazę - wsparcie na całe życie. Gdy już jest samodzielny stosunki z rodzicami zmienia w przyjaźń a raczej to oni powinni tak zmieniać relacje. Moja Mama i Tato tacy są /byli, bo Tato nie żyje od 3 lat/. Chcę być taką Mamą, mój mąż takim ojcem nie będzie - partnerskie stosunki z własnymi rodzicami są dla niego abstrakcją i tak samo nie potrafi budować ich z własnym dzieckiem. Ma troche żalu do córki, że ona do niego nie przybiega ze wszystkim jak do mnie, że z nim nie rozmawia o swoich sprawach a nie potrafi powiązać jej zachowania ze swoim. Czegoś mu brakuje. Odpowiedz Link Zgłoś
mam-darynka Re: Partnerstwo 20.06.03, 17:07 Partnerstwo jest, moim zadaniem, pewnego rodzaju zakonczeniem czy uwienczeniem calego procesu wychowawczego. Takie uczciwe partnerstwo, w ktorym kobieta czy mezczyzna kolo 50-tki traktuje JAK PARTNERA kobiete lub mezczyzne po 20-tce i vice versa. Wczesniejsze zabiegi, jak chocby te opisane przez Lene (stol i rozmowa z ojcem, ktory chcial sie dac przekonac) to nauka partnerstwa, nauka wspolzycia i wzajemnego szacunku. Duzo tej nauki musi byc (z obu stron zreszta) zanim mozna mowic o faktycznym partnerstwie. Dlatego mysle, ze wielu rodzicow robi blad w traktowaniu swoich dzieci po partnersku gdy one nie sa jeszcze na takie traktowanie gotowe. Uczyc partnerstwa nalezy (maz i zona tez tego sie wzajemnie ucza czesto cale zycie) ale nie mozna 3-latka czy 13-latka traktowac jak "wyksztalconego", "nauczonego partnerstwa" PARTNERA. I tu zapewne lezy pies pogrzebany - nauka wymaga czesto nacisku, korekcji, roznych form przymusu, kar i nagrod a tak by sie chcialo, zeby mozna bylo miec w dziecku partnera bez wysilku wlasnego wlozonego w nauczenie go owego partnerstwa. A tak sie nie da. Dlatego rodzicielstwo nie jest zajeciem latwym aczkolwiek niegdy nie jest tez zajeciem nudnym. Przy czy warto zawsze pamietac, ze uczymy sie w gore i w dol - tak jak ja ucze moje dzieci partnerstwa, tak i one ucza mnie dawania im coraz wiecej pola, stopniowego oswajania sie z tym ich partnerstwem i samodzielnoscia jakie staram sie w nich ksztaltowac. Odpowiedz Link Zgłoś
summa Re: Partnerstwo 20.06.03, 21:56 Leno, Ydoriusie, Mam-darynko - pięknie piszecie, nic dodać, nic ująć. Swoją drogą zauważyłam, że bezstresowe wychowanie jest u nas pojęciem używanym w przypadkach, gdzie może być mowa najwyżej o całkowitym BRAKU wychowania, lub wręcz o wychowaniu patologicznym... Odpowiedz Link Zgłoś