Dodaj do ulubionych

godne polecenia o dzieciach...

IP: *.dip.t-dialin.net 17.06.03, 20:06
kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1123359&KAT=239
camel
Obserwuj wątek
    • lyche1 Re: godne polecenia o dzieciach... 17.06.03, 23:34
      Bardzo dobry artykuł. Nigdy nie uznawałam "bezstresowego" wychowania dziecka.
      Poza tym jestem zwolenniczką karania dzieci, jak również nagradzania. Powiecie
      może, że dziecko to nie pies ale te efekty bezstresowego wychowania już dziś
      chodzą po ulicy, urągają starszym i co raz częściej słyszy się o nieletnich
      mordercach.
    • hal9000 Re: godne polecenia o dzieciach... 17.06.03, 23:37
      Jeszcze jeden przykład na to, że dobrymi chęciami droga do piekła jest
      wybrukowana. Bo przecież idea była świetlana - nie używajmy przemocy wobec
      dzieci. Wyszło jak zawsze... :))))

      Pozdrawiam serdecznie,
    • Gość: Gal Re: godne polecenia o dzieciach... IP: 195.117.238.* 17.06.03, 23:52
      Jak świat światem dorośli narzekali na dzieci, a świat toczył sie dalej i nie
      miał zamiaru się zawalić z powodu nastepnego pokolenia.

      A znacie dowcip (stary) o bezstresowym wychowaniu?

      W pociągu jedzie mamusia z dzieckiem i siedząca naprzeciw pan. Dziecko
      wariuje, kopie, brudzi butami siedzenie. Pan zwraca się do Mamusi;
      - "Czy mogłaby Pani uspokoić to dziecko?"
      - "Ależ proszę Pana, ja wychowuję je bezstresowo"
      Pan wstaje, wyjmuje z ust gumę do żucia, rozpłaszcza ją na czole Mamusi (tzw.
      plaskacz) i mówi;
      - "Ma Pani rację, ja też byłem wychowany bezstresowo"

      To MY wychowujemy nasze dzieci. Do nich nie ma co mieć pretensji.

      Pzdr.
      Gal

      • solnik3 Re: godne polecenia o dzieciach... 18.06.03, 00:12
        Gość portalu: Gal napisał(a):
        >
        > To MY wychowujemy nasze dzieci. Do nich nie ma co mieć pretensji.
        >
        Podpisuje sie moimi obydwiema rekami!!!
        Dodam jeszcze: w "naginaniu" i lamaniu prawa wciaz jednak wioda prym dorosli.
        Idacym tokiem myslenia, zaproponowanym w artykule, to uzyskane wszelkiego
        rodzaju prawa i swobody tak doroslych zdeprawowaly.
        Pozdrowienia
    • niedzwiedziczka Re: godne polecenia o dzieciach... 18.06.03, 00:22
      I znowu szuka się winnego nie tam gdzie trzeba. Od kogo
      dzieci uczą się takich zachowań - od dorosłych!
      A takiemu "bezstresowo wychowywanemu" wcale w zyciu nie
      jest łatwiej. Jak wchodzi w grupę innych dzieci, to te
      mu najczęściej pokazują gdzie jego miejsce.
    • anahella Re: godne polecenia o dzieciach... 18.06.03, 01:19
      A ja mysle, ze to bezstresowe wychowanie to przykrywka dla braku czasu dla
      dzieci. Rodzicom nie chce sie zareagowac wiec mowia ze bezstresowo wychowuja
      dziecko.
    • Gość: Lena Re: godne polecenia o dzieciach... IP: 80.48.96.* 18.06.03, 08:49
      Artykuł nie jest dobry, jest niespójny i jakiś taki rozłażący się. Z jednej
      strony niby ma coś omówić a z drugiej więcej tu incydentalnych sensacyjnych
      przypadków niż prawdy takiej jak statystyka.
      Jeśli na skutki opisanego "bezstresowego wychowania" psychologowie polecają
      zainteresowanie rodziców dzieckiem, jego sprawami to opisywane tu nie jest
      bezstresowe wychowanie tylko brak wychowania, brak zainteresowania dzieckiem
      brak norm które rodzice wpajają dzieciom.
      Mam wrażenie, że autorka dorobiła ten artykuł do tych
      sensacyjnych "kwiatuszków" i cytatu Rysińskiego. W polskich domach jest zbyt
      wiele braku zainteresowania dziećmi natomiast zbyt wiele agresji, przemocy /w
      Polsce jest to temat tabu/ by brać poważnie takie wypociny.
      • wybredna Re: godne polecenia o dzieciach... 18.06.03, 09:15
        Mam w rodzinie taki bezstresowo chowane dziecko.Koszmar!Ostatnio jego matka
        powiedziała,żebym nie uczyła jej dziecka żadnej zabawy,bo dziecko może sobie
        nie życzyć(była brzydka pogoda i mała wyraźnie się nudiła)-paranoja!Jak mała
        poszła do przedszkola to był to dla niej prawdziwy szok_coś jej KAŻĄ
        robić.Biedne dziecko.Współczuję wszystkim dzieciom wychowywanym tzw.bezstresowo.
    • amidala Re: godne polecenia o dzieciach... 18.06.03, 09:41
      Nie mam dużego szacunku do Kulis, bo to brukowiec jakich ze świecą szukać.
      Niestety, widać to po stylu artykułu. Ale konkluzja jedna: strach mieć dzieci.
      Nawet jak człowiek stanie na głowie, pójdą do szkoły i się dowiedzą jak można
      rodziców wyćwiczyć.
      • Gość: Gal Re: godne polecenia o dzieciach... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.06.03, 10:35
        amidala napisała:

        > Nie mam dużego szacunku do Kulis, bo to brukowiec jakich ze świecą szukać.
        > Niestety, widać to po stylu artykułu. Ale konkluzja jedna: strach mieć
        dzieci.
        > Nawet jak człowiek stanie na głowie, pójdą do szkoły i się dowiedzą jak
        można
        > rodziców wyćwiczyć.
        >
        >

        Dzieci TRZEBA mieć (moja opinia). I każdy ma takie dzieci na jakie sobie
        zasłużyl. Geny nasze, wychowanie nasze - szkoła niewiele jest w stanie zmienić.

        Pzdr.
        Gal

        PS. Za 80 min. wakacje!!!
        • Gość: melmire Re: godne polecenia o dzieciach... IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.06.03, 11:36
          Nie poczuwam sie do odpowiedzialnosci za moje geny! One wcale nie moje, tylko
          moich rodzicow, na! A dzieci wcale miec nie trzeba, znam nawet kilka osob
          ktore wrecz ich miec nie powinny (szkoda dzieci).
          • Gość: Gal Re: godne polecenia o dzieciach... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.06.03, 12:05
            Gość portalu: melmire napisał(a):

            > Nie poczuwam sie do odpowiedzialnosci za moje geny! One wcale nie moje,
            tylko
            > moich rodzicow, na! A dzieci wcale miec nie trzeba, znam nawet kilka osob
            > ktore wrecz ich miec nie powinny (szkoda dzieci).

            Twoje, twoje. Nikogo bardziej niż Twoje, niepowtarzalna mieszanka! Dostałaś je
            od rodziców ale teraz są tylko Twoje i dajesz je dzieciom.
            A dzieci mieć TRZEBA i tyle.

            Pzdr.
            Gal

            PS. Czemu ja to piszę???! Przecież ja od TRZECH MINUT JESTEM NA
            WAAKAAAAACJACH!!!!!
            Miłej zabawy życzę i do zobaczenai w lipcu!
            Pzdr.
            Gal
            • Gość: melmire Re: godne polecenia o dzieciach... IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.06.03, 12:07
              Dlaczego trzeba?
              A genow nie uznaje za moje, tzn. nie czuje sie za nie odpowiedzialna, bo to
              nie ja je sobie wybralam, wzielam co przydzielili i tyle :D
    • ydorius Wiara 18.06.03, 13:13

      Otóż znów mamy do czynienia z lekkim pomieszaniem pojęć. Autor(ka) artykułu
      doszukuje się związku przyczynowo skutkowego, tam, gdzie wcale nie musi być to
      uprawnione.

      Ale do rzeczy.
      Dziecko jest człowiekiem, co wiemy od jakiegoś czasu. Jak każdy człowiek ma
      swoje potrzeby, humory. Jest wesołe albo smutne, złe albo rozbawione. Dysponuje
      całą gamą stanów psychicznych, którymi dysponuje również dorosły.
      Co z tym zrobić? Można oczywiście na każdy z niestandardowych (standard: siedzi
      grzecznie, nie brudzi się, je spokojnie i bawi się zabawkami) stanów spuścić
      wpierdol. Tyklko, że to nie jest rozwiązanie. Remember, violent is not the
      answer. Właśnie takie postępowanie z dzieckiem rodzi agresję. Właśnie takie
      dzieci wyrastają na potwory. Tu jest przyczyna, która rodzi opisywany skutek.

      Jeśli chce się uniknąć braku psychicznej więzi ze swoim dzieckiem, bezradności
      co do jego problemów, zdziwienia, że "moje dziecko coś takiego zrobiło", trzeba
      na to zapracować. Niestety. Jak na wszystko w tym najgorszym ze światów.

      Dziecko trzeba wysłuchać, trzeba pozwolić mu się powściekać (o ile nie narusza
      tym niczyjej innej wolności). Dziecku trzeba wytłumaczyć, że coś jest
      niewłaściwe, dziecko trzeba... wychować.
      Co to jest bezstresowe wychowanie według mnie? To takie coś, co pozwala
      potraktować dziecko jako partnera, nawet jeśli jeszcze nie mówi i w ogóle mało
      kuma. Do dziecka więc się mówi, dziecku się tłumaczy, ale również dziecko
      ratuje się przed niebezpieczeństwem (często wbrew jego woli, rzecz jasna)...
      Brak stresu oznacza brak niepotrzebnego stresu. Ile razy sami byliśmy w
      sytuacji, gdy potrzebowaliśmy, by ktoś nas wysłuchał, a tymczasem usłyszeliśmy
      tylko pospolite "darcie mordy"? Hm? A dziecko nie ma możliwości zbyt wielkiej
      co do wyboru otoczenia. Są tylko rodzice, najbliżsi. To, jak oni będą reagować
      na to, co dziecko PRÓBUJE IM PRZEKAZAĆ, będzie warunkować to, jak samo się
      będzie później zachowywać...

      m,
      .y.

      P.S. Wiara z tytułu odnosi się do tego, że wierzę w to, że każdy wysiłek
      włożony w zrozumienie dziecka owocuje. No, ale ja jestem idealistą...

      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.
      • mam-darynka Bardzo duzo pracy i wysilku 18.06.03, 14:38
        Jak patrze na wielu znajomych i nieznajomych rodzicow to
        czesto mam wrazenie, ze nie godza sie na to aby
        wychowywanie dziecka bylo az tak ciezka i odpowiedzialna
        praca jaka jest. Chcieliby zeby wszystko zawsze bylo milo
        i cacy, i bez bolu i lez. A tak sie nie da - wychowujac
        dziecko czesto trzeba powiedziec NIE albo zabronic, albo
        nakazac, albo pokazac blad i spedzic czas nad
        naprawianiem go. Juz takie proste rzeczy jak uczenie
        dziecka zasypiania samemu, sikania na nocnik, wiazania
        sznurowadel, jedzenia lyzeczka to pierwsze "zmagania sie"
        z tym, co jest latwiej (zrobic samemu) zamiast tego, co
        lepsze dla dziecka na dluzsza mete (spedzic czas na
        CIERPLIWE uczenie i powtarzanie). Wielu rodzicow wybiera
        te latwiejsza droge i jeszcze sie usprawiedliwia przed
        samym soba, ze dziecko jeszcze za male albo ze robi to
        dla dziecka z milosci. I tak to sie ciagnie - mama i tata
        nie stawiaja wymagan niemowleciu, nie stawiaja wymagan
        przedszkolakowi, nie stawiaja wymagan licealiscie... Bo
        stawianie wymagan (odpowiednich do wieku i poziomu
        rozwoju!) wymaga duzego wysilku od samych rodzicow a
        egzekwowanie wymagan bywa czasem trudne i nieprzyjemne
        wiec wielu rodzicom wydaje sie, ze sami przejda
        "bezstresowo" przez proces wychowywania ich wlasnych
        dzieci jesli owych wymagan stawiac nie beda i beda
        spelniac zachcianki dzieci, bo maja nadzieje, ze tym
        sposobem zyskaja dziecieca WIELKA MILOSC a ona zastapi
        wychowanie. Nie zastapi. W jakims zupelnie innym watku
        wyczytalam kiedys pytanie mlodej mamy zastanawiajacej sie
        czy JUZ ZACZAC WYCHOWYWAC jej 2-letnia corke czy raczej
        poczekac az bedzie starsza. No i co mozna na takie
        pytanie odpowiedziec? Wychowanie jest procesem, ktory sie
        rozpoczyna czesto jeszcze przed urodzeniem sie dziecka -
        w dyskusjach rodzicow, w rozmowach z dziadkami, w
        czytaniu roznych tekstow o wychowywaniu. Jezeli
        WYCHOWYWANIE wlasnego dziecka odklada sie az ono
        DOROSNIE, to tak naprawde nie wychowa sie go nigdy.
        Oczywiscie to tylko przyklad jednej mamy z forum ale
        sadzac po opisach z artykulu, nie jest ona osamotniona.
        Zgadzam sie z Melmire - nie wszyscy powinni miec dzieci -
        kochanie i wychowywanie dzieci wymaga duzo pracy i
        wysilku - przynosi niewymierna radosc i szczescie ale nie
        dzieje sie samo. Dlatego tak wazne jest swiadome
        rodzicielstwo - swiadome w kontekscie tego JAKIEGO
        CZLOWIEKA CHCE WYCHOWAC - warto wiedziec kogo chce sie
        spotkac na koncu drogi gdy mlody czlowiek opuszcza dom
        rodzinny.
      • lyche1 Re: Wiara 18.06.03, 18:32
        ydorius napisał:

        > Co to jest bezstresowe wychowanie według mnie? To takie coś, co pozwala
        > potraktować dziecko jako partnera, nawet jeśli jeszcze nie mówi i w ogóle
        mało kuma.

        Ano właśnie. Zakładasz Ydoriusie, że dzieci to chodzące aniołki, z których
        czasami poprzez błędne wychowanie wyrastają - łagodnie to nazwijmy łobuzy.
        Tymczasem to jest fikcja !!!! Dziecko rodzi się z pewnymi predyspozycjami.
        Jeżeli teraz jest to np. predyspozycja do agresji i nie zwalczy się jej w
        zarodku - z dziecka wyrośnie morderca !!!
        Kolejny przykład. Jak chciałbyś wytłumaczyć 3-latkowi, że ogień parzy ???
        Musisz się odnieść do pewnej jego bazy doświadczeń. Czyli w praktyce - jeśli
        dziecko samo nie przekona się, że coś jest gorące - nie zaistnieje w
        jego "bazie informacji" Tak samo jest z bólem. Jeżeli dziecku nie
        wytłumaczysz "ręcznie", że klaps boli - nie zaistnieje taki moduł w
        jego "bazie informacji" i bedzie spokojnie np. kopało Cię po nogach, bo uzna
        to za niezłą zabawę.
        Omówiłam cechy fizyczne. Tak samo jest z cechami psychicznymi. Jeżeli nie
        uświadomimy dziecku, że jego zachowanie np. nieuzasadnione krzyki, spazmy
        płacze dotyka nas rodziców psychicznie i nas krzywdzi - dziecko przyjmie taką
        sytuację za normalną.
        Kolejna sprawa to spełnianie dziecięcych zachcianek. Ale to już może kiedy
        indziej. Pozdr.
        • ydorius Re: Wiara 18.06.03, 23:41
          lyche1 napisała:

          > Ano właśnie. Zakładasz Ydoriusie, że dzieci to chodzące aniołki, z których
          > czasami poprzez błędne wychowanie wyrastają - łagodnie to nazwijmy łobuzy.

          Nie.

          > Tymczasem to jest fikcja !!!! Dziecko rodzi się z pewnymi predyspozycjami.
          > Jeżeli teraz jest to np. predyspozycja do agresji i nie zwalczy się jej w
          > zarodku - z dziecka wyrośnie morderca !!!

          Nie.

          > Kolejny przykład. Jak chciałbyś wytłumaczyć 3-latkowi, że ogień parzy ???
          > Musisz się odnieść do pewnej jego bazy doświadczeń. Czyli w praktyce - jeśli
          > dziecko samo nie przekona się, że coś jest gorące - nie zaistnieje w
          > jego "bazie informacji" Tak samo jest z bólem. Jeżeli dziecku nie
          > wytłumaczysz "ręcznie", że klaps boli - nie zaistnieje taki moduł w
          > jego "bazie informacji" i bedzie spokojnie np. kopało Cię po nogach, bo
          uzna
          > to za niezłą zabawę.

          Nie.

          > Omówiłam cechy fizyczne. Tak samo jest z cechami psychicznymi. Jeżeli nie
          > uświadomimy dziecku, że jego zachowanie np. nieuzasadnione krzyki, spazmy
          > płacze dotyka nas rodziców psychicznie i nas krzywdzi - dziecko przyjmie
          taką
          > sytuację za normalną.

          Tak.

          > Kolejna sprawa to spełnianie dziecięcych zachcianek. Ale to już może kiedy
          > indziej. Pozdr.

          Aha.

          A teraz badziej szczegółowo.
          Nie zakładam, że dzieci to chodzące aniołki, zakładam, że dzieci to ludzie.
          Ludzie bez bagażu doświadczeń, ludzie bez wyobraźni (w sensie przewidywania
          przyszłości) i nieodpowiedzialni za własne czyny. Jeszcze nieodpowiedzialni.
          Ale mimo wszystko ludzie. Da się z nimi dogadać, jak z każdym innym
          człowiekiem, trzeba tylko do tego cierpliwości (baaardzo dużo czasem
          cierpliwości) i sposobu, jak przekazać to, co się chce przekazać w sposób
          możliwie mało inwazyjny. Bo, powtórzę się z pierwszego postu, to agresja rodzi
          agresję.

          Każdy rodzi się z pewnymi predyspozycjami, które następnie w procesie
          wychowania są podsycane lub wygaszane. Świat zna przypadki zmarnowania
          talentów potencjalnych geniuszy, zna także przykłady na to, że naturalne
          skłonności zostały maksymalnie wykorzystane. To, co rodzice robią z dzieckiem,
          na co decydują się położyć nacisk, zaowocuje w dużej mierze, jakim będzie
          człowiekiem. I sama przyznasz, ż jeśli dziecko ma skłonności do agresji, to
          stosowanie wobec niego przemocy NIE WYTŁUMI naturalnego popędu tylko,
          paradoksalnie, go wzmoże. Bo oprócz naturalnych skłonnoci dojdzie także
          resentyment, złość i wściekłość na niesprawiedliwe (i w gruncie rzeczy JEST to
          niesprawiedliwe) traktowanie przez rodzica. Nie ma nic groźniejszego niż
          drażnienie się z głodnym grzechotnikiem.

          Można dziecku przekazać, żeby czegoś nie robiło bez uciekania się do kar
          fizycznych, a przynajmniej bez uciekania się do kar fizycznych od razu, na
          wstępie. Wierz mi, że można oduczyć dziecka kopania po nogach bez
          wykorzystywania przemocy. Tak samo jak okładania pięściami i paru innych
          nieprzyjemnych dziecięcych nawyków.

          Pisałaś o psychice. Zgoda całkowita. Można dziecku uzmysłowić pewne rzeczy, że
          czegoś się nie robi, na poziomie psychiki. Jednak rzadko do tego celu będziemy
          stosować psychiczne tortury, prawda? Żeby pokazać dziecku, że coś źle zrobiło
          zastosujemy zmowę milczenia? Będziemy oziębli i niekontaktowi? Bynajmniej. Bo
          to do niczego nie prowadzi. Do niczego.

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Plumtree's Potted Meat?
          Incomplete.
          • Gość: Lena Re: Wiara IP: 80.48.96.* 19.06.03, 08:07
            ydorius napisał:

            > > Każdy rodzi się z pewnymi predyspozycjami, które następnie w procesie
            > wychowania są podsycane lub wygaszane. Świat zna przypadki zmarnowania
            > talentów potencjalnych geniuszy, zna także przykłady na to, że naturalne
            > skłonności zostały maksymalnie wykorzystane. To, co rodzice robią z
            dzieckiem,
            > na co decydują się położyć nacisk, zaowocuje w dużej mierze, jakim będzie
            > człowiekiem. I sama przyznasz, ż jeśli dziecko ma skłonności do agresji, to
            > stosowanie wobec niego przemocy NIE WYTŁUMI naturalnego popędu tylko,
            > paradoksalnie, go wzmoże. Bo oprócz naturalnych skłonnoci dojdzie także
            > resentyment, złość i wściekłość na niesprawiedliwe (i w gruncie rzeczy JEST
            to
            > niesprawiedliwe) traktowanie przez rodzica. Nie ma nic groźniejszego niż
            > drażnienie się z głodnym grzechotnikiem.
            >
            > Można dziecku przekazać, żeby czegoś nie robiło bez uciekania się do kar
            > fizycznych, a przynajmniej bez uciekania się do kar fizycznych od razu, na
            > wstępie. Wierz mi, że można oduczyć dziecka kopania po nogach bez
            > wykorzystywania przemocy. Tak samo jak okładania pięściami i paru innych
            > nieprzyjemnych dziecięcych nawyków.
            >
            > Pisałaś o psychice. Zgoda całkowita. Można dziecku uzmysłowić pewne rzeczy,
            że
            > czegoś się nie robi, na poziomie psychiki. Jednak rzadko do tego celu
            będziemy
            > stosować psychiczne tortury, prawda? Żeby pokazać dziecku, że coś źle zrobiło
            > zastosujemy zmowę milczenia? Będziemy oziębli i niekontaktowi? Bynajmniej. Bo
            > to do niczego nie prowadzi. Do niczego.
            >
            > m,
            > .y.
            >
            > ----------------------------------
            > What is home without Plumtree's Potted Meat?
            > Incomplete.

            Całkowicie się z Tobą zgadzam. Jestem człowiekiem wychowanym bez
            przemocy /fizycznej i psychicznej/ i takie same metody stosuję. Nieużywanie
            przemocy wymaga od dorosłego człowieka zupełnie innego spojrzenia na dziecko,
            patrzenia przez całe lata na dziecko jak na odrębnego człowieka za którego
            jesteśmy odpowiedzialni, dostosowywania metod wychowawczych do etapów życia
            naszego dziecka by dojść do partnerstwa. Myślę, żę mnie jest łatwo, bo to
            wyniosłam z domu. Pozdrawiam bardzo serdecznie.
          • lyche1 Re: Partnerstwo 19.06.03, 09:22
            Wybacz Ydoriusie - w wielu kwestiach sie z Tobą zgodzę ale na jedno nigdy nie
            powiem tak. Mianowicie na to, że dziecko ma być partnerem dla rodzica i
            traktowane na równi. W pewnym momencie swojego życia ( ok. 25-go roku )
            zaczęłam traktować swoją matkę jak to nazwałeś partnerkę. Uznałam, że jestem
            na tyle dorosła - iż mogę. I wyobraź sobie, że mojej Mamie wcale to się nie
            spodobało. Powiedział mi o tym, a właściwie zwrócił uwagę i to dość ostro mój
            Tata. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Dziecko, w jakimkolwiek wieku, nigdy
            nie powinno być partnerem dla swojego rodzica. W wieku szkolnym miałam bardzo
            mądrego katechetę. Kilka religii poświecił na tłumaczenie nam modelu
            zachowania wartości w rodzinie. Po krótce: najważniejsze w rodzinie jest
            miłość między obojgiem rodziców. To oni są partnerami. Jeżeli teraz matka lub
            ojciec zacznie kochać swoje dziecko lub dzieci bardziej od partnera -
            struktura ta zostanie zaburzona. I zaczyna się patologia.( Chyba użyłam bardzo
            mocnego słowa:) Dziecko powinno znać soje miejsce w rodzinie. I na pewno nie
            jest to miejsce równorzędne z rodzicami. Pewne kwestie nie powinny ulegać
            dyskusji ze strony dziecka. I nie powinniśmy my - jako dzieci, wymagać od
            naszych rodziców, by przekazywali nam tę prawdę w ten lub inny sposób. Jeśli
            rodzic uważa, że dziecko zasłużyło na klapsa lub surowe napomnienie - nie
            powinien się zastanawiać czy w takim momencie narusza prawo człowieka. Jeżeli
            nie zaszczepimy w dzieciństwie w naszych dzieciach pewnego systemu praw, w tym
            praw do kar i nagród, czeka nas na starość życie w bezprawiu. Jako dorosły
            człowiek jestem wdzięczna moim rodzicom, że przede wszystkim nauczyli mnie
            szacunku dla nich i ludzi starszych ode mnie. I nigdy nie przyjdzie mi do
            głowy mieć im za złe klapsów, lub w późniejszym wieku, ostrych napomnień.
            • ydorius Re: Partnerstwo 20.06.03, 11:28
              lyche1 napisała:

              > Wybacz Ydoriusie - w wielu kwestiach sie z Tobą zgodzę ale na jedno nigdy
              nie
              > powiem tak. Mianowicie na to, że dziecko ma być partnerem dla rodzica i
              > traktowane na równi. W pewnym momencie swojego życia ( ok. 25-go roku )
              > zaczęłam traktować swoją matkę jak to nazwałeś partnerkę. Uznałam, że jestem
              > na tyle dorosła - iż mogę. I wyobraź sobie, że mojej Mamie wcale to się nie
              > spodobało.

              Wyobrażam sobie.

              Powiedział mi o tym, a właściwie zwrócił uwagę i to dość ostro mój
              > Tata. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Dziecko, w jakimkolwiek wieku, nigdy
              > nie powinno być partnerem dla swojego rodzica. W wieku szkolnym miałam
              bardzo
              > mądrego katechetę. Kilka religii poświecił na tłumaczenie nam modelu
              > zachowania wartości w rodzinie. Po krótce: najważniejsze w rodzinie jest
              > miłość między obojgiem rodziców. To oni są partnerami. Jeżeli teraz matka
              lub
              > ojciec zacznie kochać swoje dziecko lub dzieci bardziej od partnera -
              > struktura ta zostanie zaburzona. I zaczyna się patologia.( Chyba użyłam
              bardzo
              > mocnego słowa:)

              To jest poważny błąd rzeczowy.
              Zobacz:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=6044155&a=6049208

              Dziecko powinno znać soje miejsce w rodzinie. I na pewno nie
              > jest to miejsce równorzędne z rodzicami. Pewne kwestie nie powinny ulegać
              > dyskusji ze strony dziecka.

              Dopóki jest dzieckiem. Zgoda.

              I nie powinniśmy my - jako dzieci, wymagać od
              > naszych rodziców, by przekazywali nam tę prawdę w ten lub inny sposób. Jeśli
              > rodzic uważa, że dziecko zasłużyło na klapsa lub surowe napomnienie - nie
              > powinien się zastanawiać czy w takim momencie narusza prawo człowieka.

              Pytanie tylko w tym, na ile klaps w ogóle jest metoda wychowawczą.

              Jeżeli
              > nie zaszczepimy w dzieciństwie w naszych dzieciach pewnego systemu praw, w
              tym
              > praw do kar i nagród, czeka nas na starość życie w bezprawiu.

              100% racji.

              Jako dorosły
              > człowiek jestem wdzięczna moim rodzicom, że przede wszystkim nauczyli mnie
              > szacunku dla nich i ludzi starszych ode mnie. I nigdy nie przyjdzie mi do
              > głowy mieć im za złe klapsów, lub w późniejszym wieku, ostrych napomnień.

              Widzisz Lyche. Myslę sobie tak. Rodzice nie po to wychowują dzieci, by mieć
              nad nimi władzę, lecz by móc się im przyjrzeć i powiedzieć w pewnym
              momencie "ecce homo". Dopóki dziecko jest dzieckiem, nie ma wytworzonej skali
              wartości, nie bardzo rozumie o co chodzi w tym, że niektórzy ludzie są źli i
              nie wszystkie misie nadają się do przytulania - rola rodzica jest jasna i
              pięknie zarysowana: wytłumacz dziecku świat tak, jak go sam rozumiesz.
              Nie uważam, by przemoc wobec dziecka była warunkiem koniecznym "wyjścia na
              ludzi". Nie zamykam się przez to w swojej idei niekarania cielesnego dzieci,
              bo jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, w której trzeba zastosować
              klapsa. Zanim jednak do tego dojdzie, chciałbym być przekonany, że naprawdę
              wykorzystałem wszelkie inne metody. Bo przemoc jest ostatecznym wyjściem i to
              wyjściem pozostawiającym po jednej stronie poczucie niesprawiedliwości zaś po
              drugiej... porażki. Czułbym się pokonany, gdybym musiał wobec mojego dziecka
              zastosować przemoc.

              Gdy dziecko zaczyna byc czowiekiem, jakkolwiek dziwnie to brzmi, zyskuje coraz
              większą suwerenność i coraz więcej praw. W pewnym momencie staje się partnerem
              do rozmowy, ma własne przemyślenia, czasem różne od przemyśleń rodzica.
              Chciałbym mieć pozucie, że nie blokuję swojego dziecka w tym względzie. Że
              może przyjść do mnie i powuiedzieć do jakich doszło wniosków, bez obawy
              (zazwyczaj jednorazowej, bo ludzie nie lubią jak się ich traktuje
              niepoważnie), że wyśmieję jego "dziecinne myśli".

              W końcu kiedyś trzeba sie pogodzić z tym, że stworzyło się człowieka. Że coś
              mu się na początku dało. Że pozwoliło mu się wyfrunąć z gniazda z poczuciem,
              że zawsze może wrócić i przycupnąć, choć na chwilę - jeśli tylko będzie
              chciało.

              m,
              .y.

              ----------------------------------
              What is home without Plumtree's Potted Meat?
              Incomplete.
              • Gość: Lena Re: Partnerstwo IP: 80.48.96.* 20.06.03, 14:58
                Przepraszam, że dalej włączę się w dyskusję ale wybacz, Lyche, nie potrafię
                znaleźć czegoś co mogłabym w wieku 25 lat zrobić by ojciec przywoływał mnie do
                porządku. Nie krzyczałabym na Mamę, bo w domu nie krzyczało się na nikogo, nie
                obrażałabym jej, bo to Mama uczyła mnie "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe" i
                nie obrażałabym nie tylko jej ale również kogololwiek innego. Mając 10, 15, 20
                lat zawsze mogłam powiedzieć, że nie zgadzam się z tym co mówią rodzice i Tato
                z uśmiechem siadał naprzeciwko mnie i mówił "to teraz mnie przekonaj" i wstyd
                mi było, gdy przekonać go nie mogłam i to On miał rację. Mówiłam "masz rację,
                przepraszam". A gdy przekonałam, słyszałam to samo od Taty. W wieku 25 lat
                byłam już po studiach podyplomowych, od 3 lat mężatka, mama rocznego dziecka,
                na własnym utrzymaniu i wiedziałam, że Rodzice są ze mnie dumni. Mój mąż ma
                matkę, której nigdy nie powiedziałby, że ona nie ma racji bo dostałby w twarz.
                Ona chciałaby być dla niego całe życie autorytetem we wszystkich dziedzinach.
                Teraz, gdy gdy mówi jej,że nie ma racji to są to pretensje niesamowite ale
                własciwie nawet o tym nie rozmawiają. Ucinają jakąkolwiek dyskusję w pół
                zdania. Bo on wie, że ona nie ma racji, nie powie jej dlaczego, rozmawiać z nią
                nie chce a ona chyba by nie "podważać własnego autorytetu" udaje, że rozmowy
                nie było. Właściwie ze sobą nie rozmawiają o jakichkolwiek ważnych sprawach.
                Niby bliscy a zupełnie obcy. A mój mąż nie potrafi zrozumieć, że z moją Mamą
                rozmawiam mogę o wszystkim, nie umie pojąć, że rodziców i dzieci może łączyć
                coś innego niż ... obawa, lęk ... nie wiem co.
                Po co mi dzisiaj rodzice-mentorzy? Ani nie są w stanie nimi być. Byli dla mnie
                mentorami w odpowiedznim czasie i za to jestem im wdzięczna. Dzisiaj czasy są
                inne i młody człowieku uczy się jakby równolegle i często zupełnie czego innego
                niż jego rodzice, autorytetów szuka gdzie indziej. W domu musi mieć autorytety
                moralne i bazę - wsparcie na całe życie. Gdy już jest samodzielny stosunki z
                rodzicami zmienia w przyjaźń a raczej to oni powinni tak zmieniać relacje. Moja
                Mama i Tato tacy są /byli, bo Tato nie żyje od 3 lat/. Chcę być taką Mamą, mój
                mąż takim ojcem nie będzie - partnerskie stosunki z własnymi rodzicami są dla
                niego abstrakcją i tak samo nie potrafi budować ich z własnym dzieckiem. Ma
                troche żalu do córki, że ona do niego nie przybiega ze wszystkim jak do mnie,
                że z nim nie rozmawia o swoich sprawach a nie potrafi powiązać jej zachowania
                ze swoim. Czegoś mu brakuje.
                • mam-darynka Re: Partnerstwo 20.06.03, 17:07
                  Partnerstwo jest, moim zadaniem, pewnego rodzaju zakonczeniem czy uwienczeniem
                  calego procesu wychowawczego. Takie uczciwe partnerstwo, w ktorym kobieta czy
                  mezczyzna kolo 50-tki traktuje JAK PARTNERA kobiete lub mezczyzne po 20-tce i
                  vice versa.
                  Wczesniejsze zabiegi, jak chocby te opisane przez Lene (stol i rozmowa z ojcem,
                  ktory chcial sie dac przekonac) to nauka partnerstwa, nauka wspolzycia i
                  wzajemnego szacunku. Duzo tej nauki musi byc (z obu stron zreszta) zanim mozna
                  mowic o faktycznym partnerstwie. Dlatego mysle, ze wielu rodzicow robi blad w
                  traktowaniu swoich dzieci po partnersku gdy one nie sa jeszcze na takie
                  traktowanie gotowe. Uczyc partnerstwa nalezy (maz i zona tez tego sie wzajemnie
                  ucza czesto cale zycie) ale nie mozna 3-latka czy 13-latka traktowac
                  jak "wyksztalconego", "nauczonego partnerstwa" PARTNERA.
                  I tu zapewne lezy pies pogrzebany - nauka wymaga czesto nacisku, korekcji,
                  roznych form przymusu, kar i nagrod a tak by sie chcialo, zeby mozna bylo miec
                  w dziecku partnera bez wysilku wlasnego wlozonego w nauczenie go owego
                  partnerstwa. A tak sie nie da.
                  Dlatego rodzicielstwo nie jest zajeciem latwym aczkolwiek niegdy nie jest tez
                  zajeciem nudnym. Przy czy warto zawsze pamietac, ze uczymy sie w gore i w dol -
                  tak jak ja ucze moje dzieci partnerstwa, tak i one ucza mnie dawania im coraz
                  wiecej pola, stopniowego oswajania sie z tym ich partnerstwem i samodzielnoscia
                  jakie staram sie w nich ksztaltowac.
                  • summa Re: Partnerstwo 20.06.03, 21:56
                    Leno, Ydoriusie, Mam-darynko - pięknie piszecie, nic dodać, nic ująć.
                    Swoją drogą zauważyłam, że bezstresowe wychowanie jest u nas pojęciem używanym
                    w przypadkach, gdzie może być mowa najwyżej o całkowitym BRAKU wychowania, lub
                    wręcz o wychowaniu patologicznym...
            • sharon_stone ostre napomnienia 20.06.03, 22:02
              to straszny stres.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka