malinowy_koktajl
22.07.07, 14:11
No więc:
Poznaliśmy się niedawno. Ja mam 18, on 24 lata. Zamiast spotkań sam na sam
(były dwa), od razu chciał wprowadzić mnie w swoje towarzystwo. Bylismy z
nimi tu i tam i jeszcze tam :) Oni wszyscy znają się od conajmniej paru lat.
Ja się czuję wtedy zawsze jak debil. Nie odzywam się nic a nic, bo i jak się
odezwać kiedy roześmiani rozprawiają o wspólnych przeżytych chwilach. Nawet
jak rozmawiają o pierdołach, to nie umiem się w to wkręcić.
Ostatnio wyjechał z nimi na weekend, ja się wykręciłam innymi planami, a po
prostu nie puściła mnie mama :) Był pijany, dzwonił w kółko, że jestem
rewelacyjną dziewczyną i będzie się starał, ale ja jestem niedostępna i
obojętna, że chciałby wiedzieć na czym stoi itd. Mamy się spotkać po
weekendzie i porozmawiać o nas.
Chyba mi zależy, mógłby być chociaż przynajmniej moją 'wakacyjną miłością',
ale to nie ma prawie całkiem sensu. Źle się czuję przy jego znajomych, a ich
spotkania są dosyć częste. Poza tym ja nawet nie mogę np. pojechać z nim
choćby z soboty na niedzielę, podczas gdy swoją poprzednią dziewczynę
zabierał w 'podróze dookoła świata'.
Boję się kolejnego spotkania, boję się że zapyta wprost co z nami i ja po
prostu nie wiem, co mam wtedy powiedzieć. Jak bardzo 24-letni facet jest w
stanie zrozumieć dziewczynę?