"nowe" życie...

31.07.07, 20:40
witam.
chciałam sobie troche "pomiauczeć", refleksje mnie ogarnęły...
niby nic nowego - stara prawda, że życie się zmienia, ludzie się zmieniają,
nic nie stoi w miejscu. ale pomimo tej świadomości - trochę boli.
moja Przyjaciółka urodziła 3 miesiące temu córeczkę. planowaną, wyczekaną,
pierwszą. rozumiem to (sama jeszcze dzieci nie mam). wiedziałam, że wszystko
się zmieni - było to dla mnie oczywiste.
ale teraz na własnej skórze odczuwam "skutki" tych zmian. do tej pory nasze
kontakty też były z deka "utrudnione" - bo mieszkamy w różnych miastach (ja
się wyprowadziłam z mojego rodzinnego) - a więc głównie maile, czasem rozmowy,
rzadziej spotkania.
teraz - po urodzeniu dziecka - stały się dużo luźniejsze. wiem, wiem - i
trzaskam się za to po twarzy ;-/ nie można być egoistą, ale przecież każdy nim
w jakimś stopniu jest. toteż i mnie sie to zdarza.
brakuje mi naszych "starych" kontaktów - częstszych maili, gadki-szmatki,
paplania o wszystkim i o niczym. teraz jest inaczej...

zmiany są nieuchronne i dotyczą każdego z nas. i z jednej strony to fajne, bo
nie ma nudy, a z drugiej - czasem trochę żal "starego życia"...
    • mia17 Re: "nowe" życie... 01.08.07, 11:49
      nikt nie ma nic do dodania...? żadnych przemyśleń, podobnych obserwacji,
      zbliżonych doświadczeń?
    • napoleo Re: "nowe" życie... 01.08.07, 11:54
      niestety taka jest kolej rzeczy - najpierw wspólne wypady z kolegami, dyskusje
      do świtu, a potem każdy zakłada rodzinę, która na tyle go absorbuje, że nie
      jest w stanie utrzymywać równie intensywnych jak wcześniej kontaktow ze
      znajomymi
      • mia17 Re: "nowe" życie... 01.08.07, 11:56
        no właśnie...
        nie żal troche tego, co było...?
        • butterflymk Re: "nowe" życie... 01.08.07, 12:00
          żal jest Tobie bo zmiany są na gorsze z Twojego punktu widzenia.
          ale z pkt widzenia koleżanki to ona owszem musi zrezygnować z wielu rzeczy ale
          nigdy nie potraktuje tego jako "żal"
          dzieci są nowym rozdziałem w życiu...
          moja siostra urodziła dziecko i jak widze jej poświęcenia (mimo ze bardzo
          kocham oczywiście mała i sama często się nia opiekuję)to myślę sobie że nie
          chciało by mi się nie wysypiać, nie spotykac sie kiedy zechcę ze znajomymi,
          ale ona mi mówi że sama zobaczę jak będe miała sowje dziecko....
          • mia17 Re: "nowe" życie... 01.08.07, 12:03
            oczywiście - masz rację. żal jest mój. bo to mnie trochę "przeszkadzają" te zmiany.
            jednak zdaję sobie sprawę, że mój żal jest Jej szczęściem. i dlatego chwilami
            czuję się żle - jak egoistka i samolub...
            • butterflymk Re: "nowe" życie... 01.08.07, 12:26
              na pewno nie jak egoistka ani samolub :D
              to miłe z Twojej strony że Ci brakuje tej koleżanki.
              Mi tez brakuje moich koleżanek które nie mają juz czasu tak jak kiedyś.
              na pewno jak ją zapytasz ona to samo Ci powie że czasami jak ma harówę
              tęskni za spotkaniami i niezależnością czasową.
              taki etap, jakbys miała swoja dzidzi to byście tez mogły znoau razem robic dużo
              rzeczy..
              • mia17 Re: "nowe" życie... 01.08.07, 12:42
                no właśnie... taki "etap".
                a co do tego, że "jakbys miała swoja dzidzi to byście tez mogły znoau razem
                robic dużo": myślę, że gdybym i ja miała dziecko (w tym samym czasie, co Ona) to
                nasze kontakty pewnie by umarły ;-)
                bo teraz przynajmniej jedna z nas ma więcej czasu i może pozaczepiać na mailu,
                czy smsie. a gdybyśmy obydwie rzuciły się w wir zajęć przy dziecku to po roku
                mogłoby się okazać, że nie wiemy, od czego zacząć korespondencję ;-)
                tak więc chyba nie ma tego "złego" - najpierw Ona, potem ja.
    • menk.a Re: "nowe" życie... 01.08.07, 12:00
      Jasne ,że żal starego, skoro było dobre. Ale chyba nie masz żalu do
      przyjaciółki, że zaniedbuje wasze kontakty?;)
      • mia17 Re: "nowe" życie... 01.08.07, 12:07
        nie - rozumiem, dlaczego je zaniedbuje ;-)
        potrafię sobie wyobrazić, ile czasu potrzeba przy małym dziecku. tylko po prostu
        patrzę na to z perspektywy straty czegoś - hehe, wiem, że to może głupie, ale
        tak czuję.
    • dzikoozka Re: "nowe" życie... 01.08.07, 12:03
      Jej zapewne tez brakuje i też żal. Ale dziecko zawsze bedzie na 1. planie,
      tutaj nie ma dwóch zdań. Sama kiedyś się przekonasz. Swoja drogą, zawsze mozesz
      ja odwiedzić i trochę pomóc, może raz sie wyśpi ;)))_
      • mia17 Re: "nowe" życie... 01.08.07, 12:09
        z tymi odwiedzinami to raczej cienko, bo mieszkamy oddalone od siebie o 350 km ;-/
        odwiedzam Ją tak często, jak mogę, ale to nie zdarza się np. raz na miesiąc.
        wiem, że dziecko już zawsze będzie najważniejsze. i dlatego cały czas oswajam
        się z nowa sytuacją, uczę się jej.
        mam nadzieję, że uda się to zrobić ;-)
    • maretina Re: "nowe" życie... 01.08.07, 13:00
      tak male dziecko nie zostawia nic czasu ani sil. poczekaj, badz przyjaciolka.
      za kilka miesiecy ta mloda mama bedzie miala wiecej czasu, bo maluch chociaz
      chwile sam soba sie zajmie.
      • mia17 Re: "nowe" życie... 01.08.07, 13:15
        czekam cały czas - i staram się być przyjaciółka ;-)
        wiem, że może nadejdzie taki czas, kiedy nasze relacje choć w części powrócą do
        "normy", cokolwiek miałoby to znaczyć.
        albo że ja zostanę mama i wtedy...historia się odwróci.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja