Dodaj do ulubionych

w labiryncie

23.08.07, 15:36
coś o sobie
od czasu gdy nauczyłam się samodzielnie myśleć i mieć własne
poglądy - tzn przedszkole:) miałam jedno marzenie - rodzina
najpierw lalki potem dzieci sąsiadów, potem urodził się mój brat
nic nie sprawiało mi takiej przyjemności jak opieka nad maluchami
uczyłam się zawsze doskonale
po maturze postanowiłam iść na pedagogikę ale........
rodzice uznali że nie będą mi dawać pieniędzy na takie studia (wg
nich kiepskie)
brakło mi pewności siebie i wyobraźni
poszłam na takie studia jakie chcieli
do Warszawy (a ja chciałam do jakieś tam mieściny byle blisko domu,
mamy taty brata chłopaka z którym byłam)
cały okres nauki w stolicy wspominam jako koszmar
jedynym odbiciem była praca - przez wiele lat jako niania (potepiana
przez rodziców)
za to rodzice dumni z mojej nauki, chwalący mnie na potęgę
studia skończyłam
zaproponowano mi doktorat. oczywiście rodzice w 7 niebie
ja potrzebowałam czasu
wyjechałam na rok do uk jako au-pair:)
wróciłam, widmo doktoratu też
wiem że zrezygnuję..............
przez całe liceum miałam chłopaków byłam szczęśliwa
na studiach się skończyło
było wielu którym się podobałam ale ja nic do nich nie czułam
więć byłam sama
studia wspominam jako pustkę, samotność.......
tegoroczne wakacje spędziłam w rodzinnych stronach
w ciągu miesiąca spotkałam 2 chłopaków którzy bardzo mi się
spodobali (ja im nie - o ironio!!)
obecnie jestem na krawędzi..
albo ten doktorat w wawie i znowu ta pustka ale za to zadowolenie
rodziny (oczywiście mogę szukać też tu innej pracy ale ja jestem
bardzo przywiązana do stron z których pochodzę i do mojej rodziny)
albo powrót w rodzinne strony, szukanie pracy - pewnie trudne, ale
może jakieś szanse na miłość.......może większe niż tu?
rodzice oczywiście są wściekli - nie po to wysłali mnie studia do
wawy żebym wracała na prownicje w dodatku sama i bez pracy
powiedzieli że oni mi nie pomogą że mam sobie radzić sama
co innego gdybym została w wawie - urządzą mi mieskzanie będą dawać
200 zł na miesiąc żebym miała więcej

może ja do reszty zwariowałam??????????

dla mnie rodzina jest najważniejsza ta którą mam i ta o której marzę
pieniądze cieszą do czasu - ja już mam ten okres za sobą

mam świetną intuicję i wiem że powinnam wrócić
ale rozum też mam - niestety

wracając
- nie wiem czy znajdę pracę
- i tak będę sama
- rodzice tego nie zaakceptują

zostając tu
-zatruje sobie życie do reszty

pytałam wiele osób o radę
i wszyscy twierdzą że powinnam zostać w wawie, praca na uczelni jest
w miarę stabilna i zapewnia rozwój
tylko że ja swoich uczuć nie umiem zmienić i nie potrafię się
okłamywać

wiem, barkuje mi odwagi i zachowuję się jak szczeniak

skończyło się na tym że przez miesiąc leżałam w łóżku i całymi
dniami rozmyślałam co mam robić - i nie zrobiłam nic!!!
może ja zbytnio analizuję? rozczulam się nad sobą? a może to
lenistwo? egoizm? może ja nie wiem czego chcę? może ja to nie ja?

możecie się ze mnie śmiać:)))))
szukam choć wiem że labirynt jest wszędzie zamknięty......
oj głupia, głupia
Obserwuj wątek
    • spacecoyote Re: w labiryncie 23.08.07, 15:41
      Kobieto, Ty i tak masz o tyle dobrze, ze wiesz, czego chcesz. Ja
      jestem wiecznie nieszczesliwa i nawet nie wiem, jak sobie wyobrazam
      swoje szczescie :)

      Olej rodzicow i zyj tak jak TY masz ochote. Oni Cie kochaja,
      wczesniej czy pozniej sie z tym pogodza.
      • niewinniczarodzieje Re: w labiryncie 23.08.07, 16:15
        dziekują ci ogromnie za pocieszenie:))))

        mam świetną intuicję - znajomi zawsze przychodzą do mnie z
        problemami czasem nawet obcy ludzie pytają o radę
        i co zabawne to że im umiem doradzić a samej sobie nie:)

        jak czasem analizuje tą moją sytacje to dochodze to wniosku że to
        nie odcięta pępowina - wpędza mnie w błędne koło
        kocham moją rodzinę i są mi bardzo bliscy i najważniejsci dlatego im
        ulegam - przez to jestem sama - i dlatego tak kocham rodzinę
        no i tak dalej

        byłam nianią z której wszyscy byli zadowoleni - pewnie sprawdziłabym
        się w przedszkolu czy szkole.
        ale mam taki charakter ze dla osób które kocham zrobię wszystko,
        wszystko poświęcę
        najwyższy czas pokochać siebie hm tylko jak?

        i jeszcze jedno pytanie
        czy kierujecie się w życiu sercem czy rozumem?

        a Tobie moja droga życzę odlaezienia celu i łatwiejszej drogi do
        jego realizacji niż moja:)
    • own_business Re: w labiryncie 23.08.07, 16:23
      jak to mowia szewc bez butow chodzi, to ze dajesz innym rade nie
      oznacza, ze wobec siebie jestes tak samo stanowcza jesli chodzi o
      wyroki. Moim zdaniem powinnas robic to co czujesz, ze przyniesie Ci
      szczescie, nie sluchaj rodzicow, jestes dorosla osoba, sama wiesz,
      co dla Ciebie jest wazniejsze.
      Jedno mnie martwi, to, ze dla Ciebie rodzinne strony = milosc. To,
      ze wrocisz nie oznacza, ze poznasz kogos kogo pokochasz( bo tak sie
      zdarzylo przed laty). W stolicy niestety mimo, ze czlowiek czuje sie
      samotny fakt faktem ma wieksze szanse na poznanie kogos. Chociazby
      statystycznie.
      podsumowujac, idz za marzeniami, rob to co dyktuje serce, inaczej
      unieszczesliwisz siebie sama, a i rodzice nie beda szczesliwi widzac
      Ciebie smutna i niespelniona
      pozdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka