zdrada

IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 19:25
Mój mąż mnie zdradza. Nie akceptuję tego, a jednocześnie nie wiem, jak się
zachować - zrobić awanturę?, zrobić to samo? Rozmowy niczego nie wnoszą. On
twierdzi, że nic się nie stało i oczekuje, że będzemy dalej normalnie żyć. Co
powinnam zrobić? Jak się zachować?
    • snow.white Re: zdrada 05.07.03, 19:35
      Oj ja Ci nie poradze... w mojej rodzinie to sie zdarzylo,ta kobieta wybaczyla.I
      nie wspomina o tym od tej pory juz nigdy.Ale nie wiem,jak bym sie zachowala...
      wspolczuje... :(
      • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 19:58
        Też bym tak chciała, ale to się notorycznie powtarza
        • snow.white Aaaaa... 05.07.03, 19:59
          ...to troche zmienia postac rzeczy...
        • daffne Re: zdrada 05.07.03, 20:25
          Gość portalu: ala napisał(a):

          > Też bym tak chciała, ale to się notorycznie powtarza

          --------------
          Hmm. To znaczy zdradzil Cie raz i nie chce o tym mowic czy zdradza Cie non stop i tez nie chce o tym mowic ??
          Pozdrawiam:)
          • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 20:27
            Co jakiś czas to wychodzi na światło dzienne, a on twierdzi, że to nic takiego,
            że nic się nei stało, że coś mi się wydaje i oczekuje normalnej codziennej
            egzystencji, a ja nie potrafię tego zaakceptować
            • daffne Re: zdrada 05.07.03, 20:29
              No dobra.Zapytam tak : masz dowody na to , ze On Cie zdradza ,czy sam Ci sie do tego przyznal i nic sobie z tego nie robi ?
              • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 20:34
                On idzie w zaparte, a ja mam 100% dowody - to nie moja wyobraźnia. Gdy mówię mu
                o tych dowodach, to zbywa mnie, że to dawna znajoma, koleżanka...., że nic się
                nie wydarzyło itd
                • daffne Re: zdrada 05.07.03, 20:37
                  Jesli masz niezbite dowody to kwestia w tym czy Ty go jeszcze kochasz i czy chcesz nadal z nim byc ..
                  • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 20:41
                    Ja niekoniecznie (na pewno go nie kocham, powiem więcej nie cierę go po tym
                    wszystkim), ale są jeszcze dzieci.
                    • daffne Re: zdrada 05.07.03, 20:51
                      Gość portalu: ala napisał(a):

                      > Ja niekoniecznie (na pewno go nie kocham, powiem więcej nie cierę go po tym
                      > wszystkim), ale są jeszcze dzieci.

                      ------------
                      Istotne znaczenie ma w jakim wieku sa dzieci..chociaz gdyby mi sie cos takiego przytrafilo , gdyby moj maz zdradzal mnie non stop i mialabym niezbite dowody i nic by sobie z tego nie robil , nawet gdybym miala 5 dzieci ,zostawilabym drania w cholere.Wiadomo dzieci potrzebuja dwojga rodzicow i powinny byc wychowywane w "zdrowych" warunkach .Osobiscie wolalabym rozwod niz ciagle upokorzenia i narazanie dzieci na widok nieszczesliwej , ciagle placzacej matki.Wbrew pozorom dzieci duzo widza i czuja tylko nic nie mowia.A na pewno by chcialy widziec matke zadowolona z zycia...Niestety nikt nie pomoze Ci w rozwiazaniu tej tragicznej sytuacji , sama musisz podjac decyzje co dalej zrobisz ze swoim zyciem.Ja zycze Ci jak najlepiej i jak najwiecej usmiechu na twarzy :)
                      Pozdrawiam:)
                      • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 21:19
                        Dzieci mają 6 lat i 3 m-ce. Trudno z nimi odejść, ale jeszce trudniej żyć. Moja
                        decyzja powoli dojrzewa, ale niestety nie jestem osobą, która łatwo się na cos
                        decyduje nawet w błahych sprawach. Wiem jednak, że muszę coś zrobić. I
                        właściwie wiem, że powinniśmy się rozstać, tylko nie potrafię jeszcze tego
                        zrobić.Dzięki
    • Gość: szarak1 Re: zdrada IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.07.03, 19:42
      Twój mąz jest zwykłym głupkiem-dupkiem.Jeżeli dalej będzie twierdził,że nic się
      nie stało,to olej durnia.Bo jak mówi przysłowiee:lepiej z mądrym stracić ,niż
      z głupim zyskać.
      pzdr sz1
      • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 20:25
        Olej - czyli co? Mam iść do sądu ze sprawą rozwodową czy jak gdyby nigdy nic
        prasować koszule i podawać śniadania?
        • daffne Re: zdrada 05.07.03, 20:28
          Gość portalu: ala napisał(a):

          > Olej - czyli co? Mam iść do sądu ze sprawą rozwodową czy jak gdyby nigdy nic
          > prasować koszule i podawać śniadania?
          -------------
          Kurde dziewczyno zadnego prasowania koszul , robienia sniadan .On Cie zdradza ,mowi ze nic sie nie stalo ,i Ty jeszcze jak gdyby nigdy nic przechodzisz na tym do porzadku dziennego ?
          • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 20:35
            No to co mam zrobić?
    • anahella Stalo sie i to duzo 05.07.03, 19:45
      Tak mysle. Domyslam sie, ze stracilas do niego zaufanie,
      wiec powinien o tym wiedziec.

      Nie wiem co ci poradzic. Ja kiedys zdrady nie wybaczylam.
      Nie wiem czy powinnam zalowac, czy nie.
      • wachlarz wybaczyć i być razem - to dwie różne rzeczy 05.07.03, 20:52
        anahella napisała:

        > Ja kiedys zdrady nie wybaczylam.
        > Nie wiem czy powinnam zalowac, czy nie.

        A ja odwrotnie. Wybaczyłem. I też nie wiem
        czy żałować, czy nie.

        To było ponad pół roku temu. Jesteśmy nadal razem,
        próbuję z tym żyć, ale jestem u kresu sił.

        Dla własnej wewnętrznej lekkości najchętniej bym:

        1. wybaczył (bo wybaczenie komuś robi się dla siebie).

        2. rozstał się (bo wybaczenie to jedno, a działania, to drugie)

        Ale jak słucham o takich wydarzeniach u innych,
        to aż mnie skręca! I innym najchętniej bym krzyczał:
        zostaw go/ją, wywal na zbity pysk i już.
        (Bym krzyczał, ale tego nie robię. Bo jakie ja
        mam prawo doradzać, skoro sam się do tego nie stosuję...)

        A miłość nie ma tu nic do rzeczy. Bo można się
        rozstawać nie dlatego, że się nie kocha, tylko
        albo pomimo, że się kocha, albo nawet właśnie
        dlatego, że się kocha.

        Pozdrawiam,
        • anahella Re: wybaczyć i być razem - to dwie różne rzeczy 05.07.03, 21:41
          wachlarz napisał:

          > anahella napisała:
          >
          > > Ja kiedys zdrady nie wybaczylam.
          > > Nie wiem czy powinnam zalowac, czy nie.
          >
          > A ja odwrotnie. Wybaczyłem. I też nie wiem
          > czy żałować, czy nie.

          Gwoli scislosci to dopiero po kilku latach stwierdzilam ze
          on ma wybaczone. Patrzac na historie jego pozniejszego
          malzenstwa i kolejnych zwiazkow mysle ze dobrze zrobilam.
          ale zawsze jakis diabelek podszeptuje "a skad wiesz, ze z
          toba bylo by tak samo? moze inaczej" Ot, naiwne, my naiwne
          jestesmy:)
          • wachlarz Re: wybaczyć i być razem - to dwie różne rzeczy 06.07.03, 12:50
            anahella napisała:

            > zawsze jakis diabelek podszeptuje "a skad wiesz,
            > ze z toba byloby tak samo? moze inaczej"
            > Ot, naiwne, my naiwne jestesmy:)

            Oj, naiwni, my naiwni jesteśmy! :))

            To nie tylko Wasza, kobiet, Anahello, domena.
        • Gość: Gal Re: wybaczyć i być razem - to dwie różne rzeczy IP: 195.117.238.* 05.07.03, 21:51
        • Gość: Gal Re: wybaczyć i być razem - to dwie różne rzeczy IP: 195.117.238.* 05.07.03, 21:51
        • Gość: Gal Re: wybaczyć i być razem - to dwie różne rzeczy IP: 195.117.238.* 05.07.03, 22:14
          To pozostaje, zalega. Jak zostaniecie ze sobą, prawie zawsze wypływa. Anahella
          poniżej, nie jest pewna, czy to co zrobiła było słuszne....
          Jest taki dowcip;
          Babcia z dziadkiem jedzą zupę. W pewnej chwili dziadek tłucze babcię łyżką po
          głowie .
          "Józek, co ty?!"
          "Bo jak sobie przypomnę, że ty dziewicą nie byłaś!"
          Rzeczy które naprawdę bolały, nigdy się nie zapomina... jeżeli zostaniesz z
          nim. Jeżeli odejdziesz i nie znajdziesz alternatywy - za jakiś czas zaczniesz
          się zastanawiać czy to nie był błąd.
          Lepiej chyba podjąć decyzję: na ile to co on robi ma znzczenie dla Ciebie.

          Strasznie mi się ciężko pisało tego posta.

          Pzdr.
          Gal

          • anahella Re: wybaczyć i być razem - to dwie różne rzeczy 05.07.03, 22:16
            Gość portalu: Gal napisał(a):

            > Strasznie mi się ciężko pisało tego posta.

            No widac, w jakim bolu sie rodzil:)
            • Gość: Gal Re: wybaczyć i być razem - to dwie różne rzeczy IP: 195.117.238.* 05.07.03, 22:25
              Nie śmiej się ze mnie! Nie jestem kształcony w klawiaturze. Samouk.
              A jeszcze do tego, ciągle mi się przestawia klawiatura z "programisty"
              na "polską" i muszę poprawiać.
              A pisało mi się ciężko zupełnie nie z tego powodu.

              Pzdr.
              Gal
          • drzazga1 Re: wybaczyć i być razem - to dwie różne rzeczy 06.07.03, 22:16
            Gość portalu: Gal napisał(a):

            > Rzeczy które naprawdę bolały, nigdy się nie zapomina... jeżeli zostaniesz z
            > nim.

            Najbardziej boli zawiedzione zaufanie i zraniona godność.

            Zostając z kimś, kto ciągle rani i lekceważy, traci się szansę na nowe uczucie.
    • Gość: lolyta Re: zdrada IP: *.mia.bellsouth.net 05.07.03, 20:23
      Jakie rozmowy? One niczego nie wniosa. Wychlastac po gebie i wyrzucic z domu.
      Dopoki tego nie zrobisz, po co on sie ma zmieniac? Jesli wie, ze wystarczy
      przeprosic - albo i tego nie, no bo przecie "nic sie nie stalo"? A tak, to moze
      sobie cos serio przemysli. Stanie przed wyborem. Bo na razie przed nim nie
      stoi, dopoki akceptujesz taki stan rzeczy (no wiem ze nie akceptujesz, ale nic
      nie robisz zeby to naprawde zmienic). Ja kiedys wybaczylam zdrade, wlasnie taka
      z tlumaczeniem "no przeciez nic sie nie stalo..." i byla to najglupsza decyzja
      w moim zyciu, efekt byl tylko ten, ze rozstanie nastapilo nieco pozniej niz
      powinno, a ja niepotrzebnie zmarnowalam troche czasu.
      • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 20:31
        Niestety ten typ nie da się wyrzucić z domu. Co najwyżej to ja mogłabym pójść -
        tylko dokąd z dwojgiem dzieci. A może powinnam to rzeczywiście olać i żyć tak
        dalej? Ale czy wytrzymam?
        • Gość: lolyta Re: zdrada IP: *.mia.bellsouth.net 05.07.03, 21:00
          No to przynajmniej mu nie prasuj... jesli znasz ktoras z jego dam, wyslij jej
          fedexem paczke z jego brudnymi skarpetami i majtaskami...
          • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 21:16
            Niestety nie znam. A szkoda, a może lepiej
            • Gość: lolyta Re: zdrada IP: *.mia.bellsouth.net 05.07.03, 21:39
              na pewno nie "olac i zyc z tym dalej" w kazdym razie, zwlaszcza jesli typa nie
              cierpisz. Dzieci wyfruna z domu, jesli domek bedzie z taka "fajowa" atmosferka,
              to wyfruna tak szybko jak sie da - i co Ci zostanie na reszte zycia?
          • anahella Co to jest fedex? 05.07.03, 21:43
            Gość portalu: lolyta napisał(a):

            > No to przynajmniej mu nie prasuj... jesli znasz ktoras z jego dam, wyslij jej
            > fedexem paczke z jego brudnymi skarpetami i majtaskami...

            Wiem ze stukasz zza granicy, wiec nie przyjmuj tego jako
            czepianie sie slowek. Nie wiem czy to jakis amerykanizm,
            nazwa firmy czy nazwa uslugi, ktorej nie znam.
            • Gość: Gal Re: Co to jest fedex? IP: 195.117.238.* 05.07.03, 22:36
              anahella napisała:

              > Wiem ze stukasz zza granicy, wiec nie przyjmuj tego jako
              > czepianie sie slowek. Nie wiem czy to jakis amerykanizm,
              > nazwa firmy czy nazwa uslugi, ktorej nie znam.
              >
              To kurier. W Polsce również dość powszwchny FedEx.

              Pzdr.
              Gal
            • Gość: lolyta Re: Co to jest fedex? IP: *.mia.bellsouth.net 05.07.03, 22:42
              O rany, myslalam ze FEDEX wlazi w Polsce tak samo w oczy jak tutaj, to jest
              nazwa firmy, cos takiego jak DHL czy UPS, takie cos co rozwozi rozne przesylki
              po calym swiecie dosc szybko i w przeciwienstwie do Poczty Polskiej ktora lubi
              zostawiac w skrzynce awizo te firmy to chyba zawsze do rak wlasnych doreczaja,
              na terenie kraju chyba w ciagu jednego dnia, dlatego o nich pomyslalam bo
              moglyby dodac efektownego akcentu umowionej randce gdyby to dobrze w czasie
              rozegrac (chociaz, jak sie tak lepiej zastanowic, to gdyby taka kochanka
              musiala dyrdac na poczte a tam by czekaly na nia brudne skarpety to moze by
              bylo nawet lepsze :)....)
    • Gość: Wonsz Re: zdrada IP: *.vf.shawcable.net 05.07.03, 20:29
      Jak niektorym sie to udaje, ze ustawiaja zony tak, ze nawet zdrada im uchodzi?

      Nie pojmuje...

      K.
      • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 20:37
        Mają dobre (i naiwne) żony
        • Gość: Wonsz Re: zdrada IP: *.vf.shawcable.net 05.07.03, 21:20
          Zdrada dobra nie jest, wiec i akceptacja zdrady jest zla. Naiwna? Ale przeciez
          wiesz, masz dowody.

          Twoj facet smieje sie z Ciebie, kpi, traktuje jak idiotke. Piszesz, ze zbywa,
          nie ma wiec nawet tyle szacunku, zeby powaznie porozmawiac.

          Jesli nie chcesz sie wyprowadzic to chociaz nie daj sie zepchnac na pozycje
          sluzacej/kucharki. Nakarmisz go i wyprasujesz koszule, zeby mogl sie ladnie
          prezentowac przed kochanka?


          Pozdrawiam,

          Wciaz zadziwiony,
          K.
          • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 22:04
            To co wg Ciebie powinnam zrobić?
            • Gość: Wonsz Re: zdrada IP: *.vf.shawcable.net 05.07.03, 22:43
              Zdetronizowac pana i wladce. Odstawic od koryta.

              Zwiazek to prawo wylacznosci i pierwszenstwa. Twoj partner zdradza, czyli
              odmawia Ci wylacznosci. Lamie warunki umowy, wiec Ty masz prawo ja
              wypowiedziec.

              Ostatnio uslyszalem od Bardzo Madrej Osoby, ze zdrada jest wyjatkowym
              swinstwem, bo rujnuje nie tylko terazniejszosc i przyszlosc, ale i przeszlosc.
              Wiec niech nie wmowi Ci, ze nic sie nie stalo...

              Nie wiem, co masz zrobic. Wyprowadzic sie? On Ci winien jest alimenty, masz
              rodzine ktora moglaby na poczatku Ci pomoc?

              K.
              • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 22:54
                Jakie alimenty? To ja głównie utrzymuję rodzinę. On zarabia tyle, że ...
                Niestety nie bardzo mam gdzie się wyprowadzić z dziećmi. Dzięki za
                zainteresowanie moim kłopotem.
                • Gość: Wonsz Re: zdrada IP: *.vf.shawcable.net 05.07.03, 23:09
                  No jesli Ty glownie, to pakuj sie i phapha. Po co Ci niewierny dupek na
                  utrzymaniu?

                  Teraz dopiero jestem zadziwiony, ustawil sie Twoj pan niezle.

                  K.
                  • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 23:13
                    Chyba musiałam zobaczyć czarno na białym napisane pewne rzeczy i nazwane po
                    imieniu zeby sobie uświadomic swoją chyba jednak naiwność i głupotę.
                    • Gość: Wonsz Re: zdrada IP: *.vf.shawcable.net 05.07.03, 23:26
                      Mam nadzieje, ze nieco pomoglem. Nie lubie doradzac, raczej czytam niz pisze,
                      ale akurat przerabialem podobny temat w zyciu.

                      Jesli masz 100% pewnosc to tylko solidny kop w dupe ustawionego w progu,
                      twarza na zewnatrz lubego rozwiazuje problem. Prog jest umowny, jesli
                      mieszkanie zapisala na jego imie jego babcia to wyprowadz sie Ty. I tak, jak
                      piszesz, Ty utrzymujesz towarzystwo.

                      I tyle nowych mozliwosci sie przed Toba otwiera! Prawie zazdroszcze :)))

                      K.
                      • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 23:30
                        Trochę brakuje mi odwagi. Nie mam przyjaciół, którzy byliby blisko mnie i
                        chociaż słowem wspierali. Ale muszę coś z tym zrobić same "ciche dni: w domu
                        sprawy nie rozwiążą. Dzięki za wsparcie.
                        • Gość: Wonsz Re: zdrada IP: *.vf.shawcable.net 05.07.03, 23:41
                          Moja Przyjaciolka i grono bliskich znajomych zostali 9000km za mna. Ale samemu
                          tez sie da zyc, byle byc w zgodzie ze soba.

                          Cos byc musi za zakretem :)))

                          Odwagi, trzymaj sie cieplo,

                          K.
                          • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 06.07.03, 00:10
                            Dzięki! Może jakoś się to poukłada.Hej!
            • Gość: lolyta Re: zdrada IP: *.mia.bellsouth.net 05.07.03, 22:53
              Ala, wiesz co, odnosze wrazenie ze grasz sama ze soba w gre "no tak, ale..."
              Sama bylam kiedys mistrzynia tej gry i widze blizniacza dusze :) wiec pozwalam
              sobie w ten sposob do Ciebie pisac.
              Dnia pewnego przyjaciolka mi podsunela ksiazke o ludzkich podpuchach i
              zachowaniach "W co graja ludzie" nie pamietam czyjego autorstwa i tam byla ta
              gierka opisana. Chodzi o to, ze rozgrywajacy przedstawia swoim sluchaczom
              ciezka sytuacje w jakiej sie znalazl, jakoby bez wyjscia. Na kazde proponowane
              rozwiazanie odpowiada "no tak, ale..." i tak wymiana zdan trwa, az wszystkie
              propozycje zostana odrzucone z powodu jakiegos "ale" - to jest zwyciestwo
              rozgrywajacego (i na ogol zreszta jego wygrana sie konczy). Chodzi o to, ze
              rozgrywajacy nie szuka wyjscia z sytuacji, znaczy pozornie szuka, moze nawet
              jest o tym przekonany, ale podswiadomie szuka usprawiedliwienia dla faktu, ze
              mu sie cos nie udalo - przed soba i przed innymi.
              Przyjaciolka wreczyla mi to ze slowami "tu jest cos dokladnie o tobie", ja to
              przeczytalam, chcialam skomentowac, zaczelam wiec od "no tak, ale..." i to byl
              ostatni raz, kiedy uzylam tego zwrotu w myslach, mowach i uczynkach.
              Czego i Tobie serdecznie zycze i pozdrawiam.
              • Gość: Gal Re: zdrada IP: 195.117.238.* 05.07.03, 22:58
                Jak przeczytałem post inicjujący ten wątek, to zakładałem, że to raczej
                podpucha. Kliniczny przypadek, gdzie w zasadzie nie ma wątpliwości co zrobić...
                I chyba tak jest,
                Pzdr.
                Gal
                • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 23:04
                  Nie ma wątpliwości? Czyli co?
                  • Gość: Gal Re: zdrada IP: 195.117.238.* 05.07.03, 23:04
                  • Gość: Gal Odejść. n/t IP: 195.117.238.* 05.07.03, 23:06
                    • Gość: ala Re: Odejść. n/t IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 23:09
                      a dzieci? dom? To nie jest takie proste!
                      • Gość: Gal Re: Odejść. n/t IP: 195.117.238.* 05.07.03, 23:15
                        No właśnie chodzi o dzieci. I o Ciebie.
                        Dom... Rozumiem, że mówisz o miejscu do mieszkania? Nie mam pojęcia, czy
                        potrafisz się sama utrzymać (z alimentami) ale ja bym zaryzykował. Jeżeli to
                        wygląda zupełnie niemożliwie, to walcz o dotychczasowe locum.
                        Pzdr.
                        Gal
                        • Gość: ala Re: Odejść. n/t IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 23:18
                          Ciągle wydaje mi się, że odejście to już ostateczność. Ale być może już
                          nadszedł czas na tę ostateczność!
              • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 23:00
                Pewnie masz rację. Mam świadomość, że decyzję muszę podjąć sama. Nie mam z kim
                o tym pogadać stąd problem przeniesiony na forum. Chciałam poznać opinie
                innych. A książkę pewnie przeczytam. Dzięki
            • moniorek1 Re: zdrada 06.07.03, 07:41
              Gość portalu: ala napisał(a):

              > To co wg Ciebie powinnam zrobić?

              Po cholere kobieto zalozylas ten watek? Ludzie ci radza ,proponuja ,a ty
              tylko " to co ja mam robic? ". Nic nie rob. Wg.mnie jestes urodzona ofiara
              losu. Prasuj,pierz,gotuj i baw jego dzieci,i przestan myslec o tych
              kochankach.On niech sie bawi dalej, a ty badz jego sluzaca bo widac odpowiada
              ci taka rola.
              • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 06.07.03, 12:00
                dzieki!
    • Gość: amsterdamka Re: zdrada IP: *.speed.planet.nl 05.07.03, 23:17
      spytaj go jak by on sie czul ,gdyby to on byl zdradzany...spytaj uczciwie:co
      sprawilo,ze zaczal zdradzac? rozmawiaj,pytaj a do skutku. od problemow nie da
      sie uciec
      • Gość: Gal Re: zdrada IP: 195.117.238.* 05.07.03, 23:20
        Gość portalu: amsterdamka napisał(a):

        > spytaj go jak by on sie czul ,gdyby to on byl zdradzany...spytaj uczciwie:co
        > sprawilo,ze zaczal zdradzac? rozmawiaj,pytaj a do skutku. od problemow nie
        da
        > sie uciec

        ... a jaki znasz POWÓD, żeby zacąć zdradzać? I kłamać?
      • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 23:20
        Pytałam, ale on to wszystko bagatelizuje, mówiąc że nic się takiego nie stało i
        że to właśnie mnie kocha i chce być ze mną. krótko mówiąc mydli mi oczy, nie
        podejmując tematu właściwego.
        • Gość: Gal Re: zdrada IP: 195.117.238.* 05.07.03, 23:23
          Wszystko co napisałem powyżej ma sens pod warunkiem, że to nie Twoje urojenia.
          • Gość: ala Re: zdrada IP: *.lublin.mm.pl 05.07.03, 23:25
            To takie męskie stwierdzenie, że mamy urojenia. Nie, to nie są moje urojenia na
            150%
            • Gość: Gal Re: zdrada IP: 195.117.238.* 05.07.03, 23:28
              To nie jest "męskie" stwierdzenie. Urojenia miewają tak mężczyźni jak i
              kobiety.

              Pzdr.
              Gal
              • Gość: amsterdamka Re: zdrada IP: *.speed.planet.nl 05.07.03, 23:46
                nic nie dzieje sie tak sobie. zdrada moze byc wynikiem poszukiwania nowych
                wrazen,glupoty,braku szacunku ,konca milosci. zdrade mozna wybaczyc ale zycie
                w ciaglej swiadomosci,ze jest sie zdradzanym prowadzi do zachwiania poczucia
                wlasnej wartosci. Alu uwazaj na siebie!
                • Gość: Gal Re: zdrada IP: 195.117.238.* 05.07.03, 23:49
                  I to są powody żeby kłamac?
                  • Gość: amsterdamka Re: zdrada IP: *.speed.planet.nl 05.07.03, 23:58
                    spytaj o to jej meza a nie mnie
    • Gość: Kobieta Re: zdrada IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.03, 01:12
      Gość portalu: ala napisał(a):

      > Mój mąż mnie zdradza. Nie akceptuję tego, a jednocześnie nie wiem, jak się
      > zachować - zrobić awanturę?, zrobić to samo? Rozmowy niczego nie wnoszą. On
      > twierdzi, że nic się nie stało i oczekuje, że będzemy dalej normalnie żyć. Co
      > powinnam zrobić? Jak się zachować?

      Mam bardzo zblizona sytuacje. Dowiedzialam sie o tym sporo ponad rok temu. Tez
      uznalam,ze odejscie z dwojka dzieci to ostatecznosc. Moze wybacze? Moze
      zapomne? Moze jakos to bedzie? Tak myslalam, choc wewnatrz maksymalnie bolalo.
      Wszystkie wahania ze wzgledu na dzieciaki. I co sie przez ten ponad rok
      zmienilo? Jest tylko gorzej:(! Ba! Jest zdecydowanie gorzej! Nie dlatego, ze
      ciagle ow proceder trwa-tego nawet nie wiem, ale wiesz dlaczego? Bo stracilam
      zaufanie i juz teraz wiem,ze go nigdy nie odzyskam. A nie da sie spedzic zycia
      z kims, do kogo zaufania sie nie ma. Decyzje podjelam calkiem niedawno-chce sie
      definitywnie rozstac, pomimo dzieci, albo ze wzgledu na nie wlasnie-co im po
      sfrustrowanej mamie? Tylko,ze on sprawia potworne trudnosci..Ale to juz
      zupelnie inna bajka. Uciekaj, Kobieto! Jak najdalej od niego!
      • ja_nek Re: zdrada 07.07.03, 02:00
        Przeczytałem ten wątek i chciałbym podzielić się pewnym spostrzeżeniem z
        innego forum. Ktoś wypisywał tam z tego samego IP pod kilkoma nickami wątki
        nawzajem się wykluczające.
        Może to zupełnie inna osoba i prawdziwy problem, ale...

        Pozdrawiam
        janek
        • Gość: .................. Re: zdrada IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 07.07.03, 02:44
          Mnie sie wydaje ze zdrade jednorazowa mozna, a byc moze nawet
          powinno wybaczyc, szczegolnie kiedy ta winna strona prosi o
          wybaczenie. W tym przypadku, kiedy to sie powtarza i sa niezbite
          dowody zdrady i jej celowej kontynuacji, wydaje mi sie, ze gosc nie
          zasluguje na bycie z Toba i powinien sam z tego zdawac sprawe,
          szczegolnie kiedy nie stac go po mesku sie przyznac do tego. Uwazam,
          ze cokolwiek czy jakkolwiek w tej sprawie postapisz, wszystkie racje
          beda po Twojej stronie.
    • olinka_z_olinkowa Re: zdrada 07.07.03, 08:53
      Z zapartym tchem i niedowierzaniem przeczytałam ten wątek. I z tego co
      zrozumiałam: Ty wiesz na pewno że on Cię NOTORYCZNIE zdradza. On mówi: nic się
      nie stało i tutaj nie jestem pewna: Mówi, że nic takiego się nie stało, czyli,
      że Cię w ogóle nie zdradził, czy też "nic sie takiego nie stało" oznacza , że
      zdrada, to żaden wielki problem i w jego pojeciu należy ją tolerować i przejść
      nad nią do porzadku dziennego. Niemniej skoro Ty wiesz na pewno że on Cię
      ZDRADZA (podkreślam : zdradza, a nie zdradził raz, bo to ma wielkie znaczenie
      w sprawie), to jego gadanie i tak nie ma większego znaczenia. Idźmy dalej. Ty
      wiesz, ze on Cię zdradza. Równocześnie Twoja rola w małżeństwie sprowadza się
      do: usługiwania mu, czyli prania mu, prasowania, gotowanie, pewnie też
      sprzątania całego domu i w ogóle zajmowania się wszystkimi sprawmi potocznie
      uznanymi za "kobiece". Do tego zajmujesz się z pewnoscią przede wszystkim TY
      dziećmi, w dodatku jestes głównym źródłem utrzymania Waszej rodziny.
      Prawdopodobnie służysz mu równiez seksem na życzenie, bo pewnie jeszcze czasem
      tego od Ciebie wymaga mimo posiadania kochanki(kochanek). I Ty w tej sytuacji
      zadajesz kilkanaście razy pytanie: co masz robić. Postaw się z boku tej
      sytuacji. Co doraziłabyś osobie opisującej taki problem na forum? Gdyby to nie
      chodziło o Ciebie? Uważam, że nie ma innej możliwosci, jak tylko doradzić Ci
      ZMĄDRZEJ czym predzej. Najlepiej odejdź, ale wiadomo, że to może nie być od
      razu możliwe. Ale: Jakim prawem tak siebie poniżasz? Osobiście często czuję
      się jak ostatnia ofiara losu, ale nigdy nie pozwoliłabym sobie na takie
      traktowanie przez człowieka, z którym miałabym żyć. Nie potrafię wyjść z
      podziwu, dlaczego kobiety dają sobie tak traktować siebie przez innych.
      Rozumiem, że moga być kłopoty mieszkaniowe, ale poza rozwodem jest jeszcze
      separacja, można ostatecznie mieszkać pod jednym dachem do rozwiązania jakoś
      kwestii lokalowej, ale ja skończyłabym wszelką wspólnotę: finansowa,
      kulinarną, usługowo sprzątaczą, łóżkową. Jak można życ w takim chorym układzie
      i pytać co robić. Przecież nawet w imię wychowania dzieci nie masz PRAWA (a
      nie tylko obowiązku) odzierać się z godności kobiety, człowieka, żony, matki.
      Jeśli kiedyś Twoje dzieci dowiedzą się, ze pozwalałaś na takie życie, to co
      sobie pomyślą? Niedośc że ojciec traktował matkę czałe życie jak pomiatadło,
      to jescze matka na to świadomie pozwalała. Jak dzieci będą Was traktować, co o
      Was obojgu mysleć za parę lat, jesli dowiedzą sie o tym wszystkim? To może być
      dla nich jeszcze większy koniec świata niż Wasz rozwód teraz. Jak ma Cię
      traktować nawet ten Twój niewierny mąż, skoro żyjesz w takim układzie i nawet
      nie potrafisz wyegzekwować na nim uczciwej rozmowy? Współczuję, ale życze też
      trochę wiecej siły przebicia w życiu, umiejętności podejmowania słusznych
      decyzji i konsekwencji w ich realizacji.
    • mamalgosia Re: zdrada 07.07.03, 12:16
      Jeżeli rozmowy niczego nie wnoszą i on uważa, że wszystko jest OK, to ja bym
      odeszła. Nie potrafiłabym żyć w takim układzie
    • Gość: trinity5 Re: zdrada IP: *.dip0.t-ipconnect.de 07.07.03, 14:24
      Ja odegralabym mu sie tym samym,i zaraz po tym bym odeszla.U mnie zdrada
      przekresla wszystko,nawet te najlepsze lata w zwiäzku.Jezeli zrobil to raz,i
      uszlo mu to zadnych konsekwencji,to mysle ze to ponownie zrobi.Takie jest moje
      zdanie.
      Pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja