julia0001
10.09.07, 13:56
jestesmy z moim narzeczynym w kryzysie, wciaz sie kochamy, ale
powoli gasnie w nas nadzieja...wiara w to ze zycie ulozy nam sie
dobrze, za nami ciezki trudne chwile...wiele powaznych problemow, z
ktorych udalo nam sie wyjsc...ale to wszystko co sie dzialo sprawilo
ze nie umiemy spokojnie porozmawiac, emocje biara gore nad
razsadkiem...krzyk, placz...dzis o 18 mamy powanie porozmawiac o
naszym zyciu, cialo moje zbyt odczuwa skutki nerwow, chce mi sie
wymiotowac...nie mam w sobie sily, energii...i boje sie dzisiejszej
rozmowy, wczoraj juz myslalam co zrobie gdy sie rozstaniemy...smutno
mi, zle i ogolnie temu pisze...nie wiem jak sie ubrac co
ugotowac...jaka byc czula czy twarda...jak znow zaczac sie
usmiechac...i co bedzie? chcialabym aby juz bylo po...