Dodaj do ulubionych

Mój Narzeczony...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.03, 10:29
....jest skąpy. Poza tym jest naprawdę cudowny i nie wyobrażam sobie życia
bez niego, ale...
Ma 35 lat, zarabia świetnie i ...nigdy nic mi nie kupuje. Kwiaty dostaję
tylko po kilkakrotnej prośbie ("Kup mi kwiatka, proszę") i zawsze dostaję 1
szt. Nie przypominam sobie zebym cokolwiek od niego dostała w prezencie.
Naprawdę!!!!!!!!!!! Ah,przypominam sobie: na moje urodziny bardzo chcialam
dostać rolki a dostałam rękawiczki na rower.... Niedawno byliśmy razem w
górach i nie wydal na mnie ani złotówki! Powiedział "To moze każdy płaci za
siebie, Ok?" Często wyjeżdża i nigdy nie przywiezie mi nawet drobiazgu...
Jeśli chodzi o zakupy dla siebie samego, to w tej kwestii nie ma oporów...
Nie chciałabym, żeby to zabrzmiało jak zrzędzenie chciwej panienki, na prawdę
go kocham i wiem,że on mnie też, jest nam razem cudownie, ale to,że nigdy nie
pomyślał ,zeby sprawić mi jakąś przyjemność jest dla mnie raczej przykre.
Chciałabym z nim o tym jakoś porozmawiać,ale co mam powiedzieć,zeby nie
wyszło głupio???
Starałam się delikatnie dać mu to do zrozumienia, po pierwsze:sama coś dając
(bo ja ubóstwiam robić prezenty!, i choć zarabiam jakieś 4xmniej niż on nie
mam przed tym jakiś oporów )a po drugie: mówiąc:"Widziałam śliczną
bluzkę"...On zawsze odpowiada"Kupimy...", ale to znaczy nigdy...
Jeszcze raz podkreślam,że nie uważam tego za jakiś wielki problem, po protu
mi to troche "uwiera".No i smutno mi......
Jakies rady? jak rozmawiac?
Obserwuj wątek
    • Gość: ania Re: Mój Narzeczony... IP: *.chello.pl 08.08.03, 10:38
      Gość portalu: W Kropce napisał(a):

      >> Jakies rady? jak rozmawiac?

      Szczerze az do bolu, poniewaz problem skapstwa to wcale nie taka prosta sprawa.
      A z tego co piszesz, Twoj partner jest skapy i to nawet bardzo, a Tobie to
      przeszkadza.
      Zapytaj go co stoi na przeszkodzie w wydawniu pieniedzy na swoja dziewczyne?!
      Kredyt, dlugi, a moze po prostu czyste sknerstwo i niechec do wydawania
      pieniedzy?! Jesli to skapstwo zapytaj z czego wynika?!
      Wiesz, zycie z skapcem na dluzsza mete jest strasznie trudne, zwlaszcza wtedy,
      kiedy druga polowa chetnie wydaje pieniadze.

      A tak na marginesie. Skapstwo moze byc nawet dziedziczne.
      Michal Aniol byl przez setki lat uwazany, za strasznie zle traktowanego i
      biednego aryste, dopiero teraz odkryto, ze byl to bardzo bogaty czlowiek, tylko
      chorobliwie skapy. Jego ojciec tez taki byl. Za nauke syna, kazal sobie
      zaplacic;)))!


    • pulcheriaa Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 10:39
      Miałam ten sam problem.
      Mojemu jeszcze "psuły się" albo "nie działały" karty kredytowe..
      Nie jesteś skomplącą czy pazerną panienką ;)Zakładam, że tak jak w moim
      przypadku - delikatne aluzje lub uwagi nie odniosą skutku.
      Myśle - rozwiązanie kontrowersyjne - że może nazwij rzecz po imieniu i powiedz
      mu,że jest strasznym skompiradło, żyła, że podziwiasz jego symbioze z gadami (w
      końcu nosi je cały czas w kieszeni) etc. Niby na wesoło, ale dobitnie.
      A może w towarzystwie zażartuj z niego? Może coś do niego dotrze.

      pozdrawiam
      • frisky2 Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 11:05
        A moze problem w tym, ze ty potrzebujesz jego pieniedzy a nie milosci?
        • Gość: W kropce Re: Mój Narzeczony... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.03, 11:22
          Frisky - bardzo krzywdząca opinia.... Niw zgadzam się kompletnie, ale nie wiem
          czemu i tak zrobiło mi się przykro.No ale to jest Forum i każdy moze pisać co
          chce.
          • frisky2 Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 12:14
            No nie jestem taki pewien. Kiedy bylem mocno zakochany, to nie myslalem o tym,
            zeby mi moja wybranka kupowala prezenty. to chyba byla ostatnia mysl, jaka by
            mi mogla przyjsc do glowy. Cieszylem sie ze jestem z nia i tyle.
            Dlatego sie zastanawiam, co jest dla ciebie wazne.
            • Gość: suri frisky2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.03, 12:37
              nie kop lezacego. pisze przeciez dziewczyna, ze jest im dobrze ale jest "ale"!
              to, ze sa to akurat pieniadze a nie przyslowiowe zostawianie brudnych
              skarpetek, nie ma znaczenia. a raczej o tyle, ze kwestia robi sie bardziej
              delikatna.

              wiec delikatniej.
            • Gość: pulcheriaa Re: Mój Narzeczony... IP: *.szczecin.pl 08.08.03, 12:52
              Odwracając role wypaczasz tą sytuację. A może napiszesz, że też nie dostałeś
              kwiatów a jesteś szczęsliwy?
              • aguszak Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 14:34
                Gość portalu: pulcheriaa napisał(a):

                > Odwracając role wypaczasz tą sytuację. A może napiszesz, że też nie dostałeś
                > kwiatów a jesteś szczęsliwy?

                ... albo nie dostał sukienki a pomimo to, nie czuje żalu do swojej partnerki...
                ;)
            • fem.me skąpiradła 08.08.03, 13:22
              frisky2 napisał:

              > No nie jestem taki pewien. Kiedy bylem mocno zakochany, to nie myslalem o
              tym,
              > zeby mi moja wybranka kupowala prezenty. to chyba byla ostatnia mysl, jaka by
              > mi mogla przyjsc do glowy. Cieszylem sie ze jestem z nia i tyle.
              > Dlatego sie zastanawiam, co jest dla ciebie wazne.


              Otóż frisky, myśle, ze jestes kretynem. Przyjemnie Ci? Facetom widac w ogole
              rzadko przychodza pomysly by sprawiac jakaś drobna przyjemnosc (oprocz seksu
              oczywisce, o tym myslicie)swojej wybrance.Nawet jak są mocno zakochani...
              Jak czasem patrzę na plastikowe panienki, których łysi faceci praktycznie je
              utrzymują (no, ale chcą je miec w dobrym stanie i tylko dla siebie, no nie?),
              to się zastanawiam: skąd ta dysproporcja mentalna (nie mówię o mozliwosciach
              finansowych bo to nie jest akurat przedmiotem rozwazan, w ogole nie byloby o
              czym mowic) miedzy karkami a tymi "wrazliwymi, inteligentymi" męzczyznami,
              ktorym sie wydaje, ze jak juz sa, to zastepują kobiecie wszystko inne. Dlaczego
              tak trudno zrozumiec, ze drobiazgi (!!!!) sa, oprocz słow czesto powtarzanych,
              miłym dowodem zainteresowania, przywiązania. Dlaczego kobiety moga dawac,
              potrafią dawac, sa skłonne wydac swoje skromne pieniadze na Niego,skoro jego
              stac na to, zeby samemu sobie cos tam kupic? Zapewniam Cie, ze nie przyswieca
              temu mysl o rewanzu(przynajmniej nie w tym momencie i nie kazdej kobiecie).
              Róznica w podejsciu...Jakbys poczytał trochę albo uwazniej posłuchał swojej
              kobiety, moze bys cos zrozumial...czego Ci życze z całego serca w imieniu
              wszystkich narzeczonych skąpych męzczyzn :)

              aha, dodam: jestem z facetem od ponad 7 lat, do tej pory dostałam od niego
              kilka razy kwiaty, raz tandetny breloczek na klucze, raz koszulke, ktora się
              jemu podobala (zalozylam ja kilka razy, zeby go bron Boze nie urazic) i
              najzwyklejszą lokowkę. tak, to byl wyczyn...ale to juz dawno. I to wszystko na
              urodziny, imieniny, gwiazdkę...policz sobie, bo mnie sie az kreci w glowie od
              nadmiaru wrazen
              • Gość: Martyna Re just for the record IP: *.proxy.aol.com 16.08.03, 01:23



                A co Ty masz cos przeciwko lysym facetom?
                • fem.me Re: Re just for the record 20.08.03, 06:17
                  Gość portalu: Martyna napisał(a):

                  > A co Ty masz cos przeciwko lysym facetom?


                  osobiście nie, ale jakbys nie zauważyła- wcale nie atakowałam łysych facetów.
                  Atakować mogę co najwyżej plastikowe panienki, lecące na kasę i robiące opinię
                  całemu babskiemu rodowi. Lysi faceci sa dla mnie ewenementem: oni potrafią!
                  Resztę sobie dospiewaj, skoro nie chce Ci się czytac
                  pozdrawiam
                  • fem.me Re: Re just for the record 20.08.03, 06:21


                    ok., niepotrzebnie użyłam słowa: karki. To tylko dla lepszego zrozumienia. a
                    stało się źródłem nieporozumien.
                    pozdrawiam i przepraszam urazonych
              • yagienka Re: skąpiradła 21.10.03, 18:48
                fem.me napisała:


                > Jak czasem patrzę na plastikowe panienki, których łysi faceci praktycznie je
                > utrzymują (no, ale chcą je miec w dobrym stanie i tylko dla siebie, no nie?),
                > to się zastanawiam: skąd ta dysproporcja mentalna (nie mówię o mozliwosciach
                > finansowych bo to nie jest akurat przedmiotem rozwazan, w ogole nie byloby o
                > czym mowic) miedzy karkami a tymi "wrazliwymi, inteligentymi" męzczyznami,
                > ktorym sie wydaje, ze jak juz sa, to zastepują kobiecie wszystko inne.


                swięte słowa!

            • anahella Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 18:03
              frisky2 napisała:

              > Dlatego sie zastanawiam, co jest dla ciebie wazne.

              Zaraz! Kobiety uwielbiaja dostawac prezenty i nie ma to
              nic wspolnego miloscia do pieniedzy.

              Jezeli narzeczony niegdy nie kupil prezentu autorce watku,
              to znaczy ze jest zwykly skapiec i trudno jej bedzie z nim
              zyc, bo nawet pzy dobrych ukladach finansowych zamiast do
              Hiszpanii pojada na urlop do cioci na wies, bo to taniej
              wyglada. Znam skapcow obu plci. Ich rodziny przezywaja
              koszmar przy kazdych zakupach.

              Wiesz, jeden znajomy mi kiedys opowiadal jak sie zakochal
              w kolezance z pracy a ona go olala. W swoim afekcie
              podarowal jej... redcznie narysowana LAURKE. Nie chcialam
              go urazic, ale na koncu jezyka mialam "palancie, kobiecie
              to sie kwiaty przynosi a nie laurki, laurki to sie w wieku
              przedszkolnym mamusi rysuje". Opowiadal mi to w kawiarni.
              Ja oczywiscie sama za swoja kawe zaplacilam:> Nie
              twierdze, ze gdyby wydal 2 zl na kwiatka to ona by na
              niego poleciala, ale na pewno spojrzalaby laskawszym
              okiem.
              • Gość: Dosia Re: Mój Narzeczony... IP: 195.217.253.* 18.08.03, 17:59
                anahella napisała:

                > Wiesz, jeden znajomy mi kiedys opowiadal jak sie zakochal
                > w kolezance z pracy a ona go olala. W swoim afekcie
                > podarowal jej... redcznie narysowana LAURKE. Nie chcialam
                > go urazic, ale na koncu jezyka mialam "palancie, kobiecie
                > to sie kwiaty przynosi a nie laurki, laurki to sie w wieku
                > przedszkolnym mamusi rysuje". Opowiadal mi to w kawiarni.
                > Ja oczywiscie sama za swoja kawe zaplacilam:> Nie
                > twierdze, ze gdyby wydal 2 zl na kwiatka to ona by na
                > niego poleciala, ale na pewno spojrzalaby laskawszym
                > okiem.
                >

                Rozne sa kobiety. Ja dalam sie "zdobyc" mojemu narzeczonemu wlasnie po tym,
                kiedy podarowal mi cos w rodzaju "laurki" (nie bede zdradzac co to bylo
                dokladnie) na czerpanym papierze, ktorego szukal po calym miescie. Zaimponowalo
                mi to wlasnie, ze nie poszedl na latwizne i zamiast kupic mi kwiatka zrobil cos
                od siebie, co zajelo mu troszke dluzej niz wyciagniecie banknotu z portfela.
                Po tym dostalam od niego takze piekne opowiadanie. Dla mnie ma ono wartosc o
                wiele wieksza niz najpiekniejsze kwiaty, swiecidelka, ciuchy razem wziete -
                trzymam te male pamiatki, bo sa mi drozsze, niz najdrozsze prezenty.

                Tak naprawde liczy sie to, ze moge na nim polegac, ze czeka na mnie z kolacja,
                ze pyta czy mi nie zimno, czy dobrze sie czuje, ze zawsze najpierw mysli o
                mnie, a dopiero potem o sobie. A kwiaty i prezenty? To mile owszem, ale nie
                zastapi codziennej troski i szacunku...
                • altu Re: Mój Narzeczony... 03.02.04, 14:09
                  To się nazywa romantyzm...
              • Gość: takajedna Re: Mój Narzeczony... IP: *.test.so / *.crowley.pl 23.06.04, 14:37
                ja myślę że on pojedzie do Hiszpanii,a ona do cioci ...
            • kraxa Re: Mój Narzeczony... 23.06.04, 16:58
              frisky2 napisała:

              > No nie jestem taki pewien. Kiedy bylem mocno zakochany, to nie myslalem o
              tym,
              > zeby mi moja wybranka kupowala prezenty. to chyba byla ostatnia mysl, jaka by
              > mi mogla przyjsc do glowy. Cieszylem sie ze jestem z nia i tyle.
              > Dlatego sie zastanawiam, co jest dla ciebie wazne.

              aLE MOŻE ONA MYŚLI JUZ O WSPÓLNYM ZYCIUA NIE TYLKO SILNYM ZAKOCHANIU, A TO
              RZADZI SIE TROCHĘ INNYMI PRAWAMI.jA PRZEZ TO AKURAT PRZESZŁAM-JESLI CHODZIŁO O
              WYDAWANIE MOJEJ KASY NA NAS OBOJE SWIETNIE, JEGO KASY NA JEGO WŁASNE
              PRZYJEMNOŚCI, NATOMIAST JEŚLI CHODZI O MNIE TO NA 5 ROKU STUDIÓW OD MĘŻA
              USŁYSZAŁAM, ŻE MAM IŚĆ DO PRACY-CHOCIAŻ SWOJĄ EDUKACJĘ SKOŃCZYŁ TYLKO DZIĘKI
              POMOCY MOJEJ RODZINY. nIE DA SIĘ ŻYĆ Z TAKIM KIMŚ. z CIEBIE WYSSIE OSTATNIĄ
              KROPLĘ KRWI-A POTEM SIĘ OKAŻE, ŻE WSZYSTKIE JEGO DOBRA SĄ SPRYTNIE
              ZACHOMIKOWANE.jA SIE PRZY ROZWODZIE DOWIEDZIAŁAM, ŻE SAMOCHÓD PRZEPISAŁ NA
              SIOSTRĘ, KONTO TEŻ-I ON NIC NIE MA. TO NIE JEST MATERIALIZM, ALE TEZ NIE
              NALEZY BYĆ mATKĄ tERESĄ DLA TAKICH TYPKÓW
          • vaporetto Re: Mój Narzeczony... 08.02.04, 13:28
            Nie obraź się, ale może jego niechęć do "dawania" Ci pieniędzy w różnych
            formach ( skrót myślowy) jest jednocześnie niechęcią do dawania czegokolwiek od
            siebie ?
        • pulcheriaa Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 11:36
          Hmm...zastanówmy się..
          Miłości. Nie inaczej.
          Jednak moim zdaniem każdej zakochanej zrzedłaby mina, kiedy:
          1) byłaby zmuszona płacić prawie za wszystko (te wredne karty)
          2) nie uraczyła ani jednego kwiatka (przepraszam, nie licząc pierwszej randki,
          pierwszych urodzin, pierwszych innych etc)
          3) ba, żadnego prezentu np. na Boże Narodzenie, w końcu tylko "dzieciom daje
          się prezenty"

          Nadmienie, iż nie miauczałam za sukienkami, nie robiłam wyrzutów.
          Było mi po prostu przykro (nie mówiąc, że troche rujnowało mą kieszeń)
          Skąpctwo wynika z egoizmu, a jeśli egoizm - to gdzie tu wielka miłość?
          Moze zbyt dalece posunięty wniosek, ale coś w tym jest.
          A tą subtelna pogadanka (a była) nie odniosła pożądanych efektów.
          Pewnie ktoś powie, że była nie umiejętna..

          • fem.me Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 13:24
            pulcheriaa napisała:

            > Hmm...zastanówmy się..
            > Miłości. Nie inaczej.
            > Jednak moim zdaniem każdej zakochanej zrzedłaby mina, kiedy:
            > 1) byłaby zmuszona płacić prawie za wszystko (te wredne karty)
            > 2) nie uraczyła ani jednego kwiatka (przepraszam, nie licząc pierwszej
            randki,
            > pierwszych urodzin, pierwszych innych etc)
            > 3) ba, żadnego prezentu np. na Boże Narodzenie, w końcu tylko "dzieciom daje
            > się prezenty"
            >
            > Nadmienie, iż nie miauczałam za sukienkami, nie robiłam wyrzutów.
            > Było mi po prostu przykro (nie mówiąc, że troche rujnowało mą kieszeń)
            > Skąpctwo wynika z egoizmu, a jeśli egoizm - to gdzie tu wielka miłość?
            > Moze zbyt dalece posunięty wniosek, ale coś w tym jest.
            > A tą subtelna pogadanka (a była) nie odniosła pożądanych efektów.
            > Pewnie ktoś powie, że była nie umiejętna..
            >
            Nic dodac, nic ująć
            pozwolisz: rękami i nogami sie podpisuję :)
            pozdrawiam
      • diab.lica Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 11:12
        > A może w towarzystwie zażartuj z niego? Może coś do niego dotrze.

        na pewno do niego COS dotrze. pytanie tylko CO po osmieszeniu go przez
        dziewczyne przy znajomych.
      • Gość: nel Re: Mój Narzeczony... IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 03.02.04, 13:15
        Moj eks facet też taki był. Nie jestem materialistką, ale wkurzało mnie, jak
        zapraszał mnie na piwo i w knajpie chciał płacić za 2 piwa kartą, po czym
        okazywało się, że nie można, on nie ma pieniędzy i płaciłam ja. NIgdy mi nie
        oddawał - choć to on zapraszał. A gdy podawałam mu banknot, żeby zapłacił to
        nawet nie oddawał mi reszty, tylko chował do kieszeni! a mi było się głupio
        upomnieć. Wszystko co od niego pożyczyłam zapisywał w swoim notesie i
        rozliczał mnie co do grosza, wyjazdy, wakacje i imprezy rozliczał zawsze "na
        pół", choć wydawał znacznie więcej na siebie niż na mnie. Dodam że zarabiał 6
        razy więcej niż ja.
        Na moje urodziny czy święta zwykle kłóciliśmy się więc był zwolniony z robienia
        jakichkolwiek prezentów. Nawet jak coś mi kupował, to nigdy nie pakował -
        upokarzające było gdy w knajpie na moich urodzinach podarował mi stanik w
        woreczku z metką z ceną.... Na sobie nigdy nie oszczędzał - mógł wydać każdą
        sumę na ciuchy, buty.
        Faktycznie, w związku nie chodzi o prezenty i o kasę. dla mnie trafiony prezent
        nie musi być drogi - liczy się pamięć, znajomość gustu osoby, którą chce się
        obdarować. Czasem wystarczy głupia czekoladka dana w odpowiednim momencie. A
        życie ze sknerą jest po prostu uciażliwe. W moim przypadku rozmowy nic nie
        dały - obrażał się jak tylko poruszałam temat pieniędzy. Może pożycz od niego
        jakąś większą sumę, np. na bluzkę i zapomnij mu oddać? Ciekawe czy upomni się i
        po jakim czasie? A wtedy spytaj się po prostu, czy to nie może być prezent?
        Zobaczysz jego reakcję. powodzenia
        • Gość: miśka Re: Mój Narzeczony... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.04, 19:17
          sknerusom mówimy stanowcze NIE!
    • spex Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 11:06
      tylko nie stosuj sie przypadkiem do rady 'zazartuj sobie w towarzystwie'! fuj,
      fatalna metoda, z facetami to nie tak.
      pogadaj szczerze, ale nie tak, ze cos Ci sie nalezy! tylko, ze dbalosc o kogos
      i pamietanie o nim to czesc kodu bycia razem! skoro sie kochamy, to pamietamy o
      sobie, czyli kiedy nie ma cie pod reka to tesknie, czyli kupuje nawet pierdole,
      zebys wiedziala/l o tym. moze nikt go nie nauczyl, ze to jest sposob na
      wyrazanie przywiazania? powiedz mu o tym, ze to wazne dla Ciebie, ze pozwoli Ci
      za jakis czas sie wzruszyc nad jedwabna chustka przywieziona z singapuru 'jak
      on mnie wtedy kochal..' i to umocni Cie w przekonaniu, ze to ten jedyny!
      to raz, a dwa nie nudz go o te kwiatki! przyjemnie Ci dostac takiego
      wymeczonego gozdzika? powiedz mu to, co powyzej, ze kwiatki sa symbolem, a Ty
      do symboliki jestes przywiazana.. itd, teraz jego ruch, bo co musisz uzyskac to
      rozmowe, nie w formie krzyku 'bo ty mi nigdy kwiatkow nie dajesz!' tylko
      spokojna rozmowe, moze wtedy dowiesz sie, ze to dla niego nieistotne, albo nie
      wiedzial. punkt do dalszej rozmowy i kompromisu.
      ale na milosc boska nie marudz mu o kupowanie sukienek, to bedzie nastepny
      krok. to nie jest takie oczywiste, ze ma Ci kupowac ciuchy. zreszta moja zona
      miala silne opory przed wszelkim placeniem za nia, pierwszy raz pozwolila za
      siebie zaplacic po slubie!, ale ona to ma wahniecie z niezaleznoscia w druga
      strone. oczywiscie prezent to inne bajka - i tu uwaga, chcialas rolki? listy do
      swietego mikolaja sie skonczyly, naucz sie przyjmowac prezenty, w swojej
      naturze niespodzianki!
      jesli rozmowa nic nie da to masz rzeczywiscie problem, harpagon Ci sie trafil,
      ktory nie zwaza na uczucia Twoje.
      pozdrawiam spex
      • aguszak Do W Kropce... 08.08.03, 11:14
        Najlepiej, to żebyś porozmawiała z nim o jego potrzebach, jakie on ma potrzeby
        i oczekiwania od związku, potem go naprowadź na swoje oczekiwania wobec niego,
        a po jakimś czasie możesz się zapytać, jakie są jego wyobrażenia o braniu i
        dawaniu w związku... Uświadom mu, że obydwie te rzeczy maja fundamentalne
        znaczenie dla związku. Wcale nie chodzi o to, żeby przerzucić na niego swoje
        wydatki na ciuchy, kosmetyki, ale żeby od czasu do czasu miał jakis gest wobec
        Ciebie, bo to buduje swerę wspomnień i doznań w związku.
        Pozwodzonka :)
      • Gość: W Kropce Re: Mój Narzeczony... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.03, 11:19
        Spex, dzięki za troche krytyki i dużo dobrych rad. Ja na prawdę nie chcę jego
        pieniędzy! Spróbuję z nim porozmawiać, ale boję się,żeby nie sprawić mu
        przykrości, bo to ostatnia rzecz której chcę... A jeśli chodzi o rolki, to
        rzeczywiści to mogło głupio zabrzmieć,ale sprawa wygląda tak,że on ma rolki i
        caly czas smęci,że ja nie mam i nie mozemy jeździć.Więc doszedł do wniosku,że
        mi je kupi na urodziny....
        Jeszcze raz dzięki za wszystkie odpowiedzi.
      • pulcheriaa Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 11:51
        Nie żyjemy w oderwaniu. Każdy przeciętnie rozgarnięty mężczyna wie, że kwiaty,
        drobne prezenty na imieniny, rocznice to MUS. Nie inaczej. Wiem, że istnieje
        pełna dowolność, ale jest tak a nie inaczej, że kobieta prędzej poczuje sie
        zawiedziona niż mężczyzna. Delikatna konstrukcja - ot co. Inna sprawa jeśli
        męski osobnik uważa, że jeden kwiatek, mówiąc kolokwialnie - załatwa
        sprawę.Owszem, jest to romantyczne, ale taki osamotniony kwiatuszek z czasem
        zacznie zastanawiać. Tym bardziej, że nie wynika to z trudnej sytuacji tylko
        raczej z lenistwa i egoizmu.
        Notabene - zart nie musi obrazac, może lekko dokuczyć. Wierzę w subtelność i
        inwencje autorki listu. Skąpstwo JEST obrzydliwe.

        Poza tym, ja również byłam "emancypowana" i nie pozwalalam za siebie płacić.
        Pamięć o drugiej osobie i chęć zaskakiwania jej to już inna sprawa.

      • Gość: dafnia WIEM !! IP: *.dip.t-dialin.net 14.08.03, 20:36
        Pokaz mu ten topik, niech poczyta, moze cos zrozumie. :))
    • diab.lica Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 11:20
      szkoda ze nie daje ci kwiatkow. jeszcze wieksza ze sie o nie upominasz.
      pogadaj z nim o tym. i jak po takiej rozmowie kupi ci kwiatka to BARDZO sie
      uciesz. bedzie czesciej je kupowal aby znow zobaczyc twoj usmiech szczescia.
      to dziala.
      rozumiem kwiatki i rozne drobiazgi ale nie rozumiem rolek i bluzki.
      sugerowanie mu ze ma ci kupowac ciuchy jest na granicy sponsoringu. w moim
      odczuciu przynajmniej.
      • Gość: Kan_z_oz Re: Mój Narzeczony... IP: *.mega.tmns.net.au 08.08.03, 11:22
      • Gość: W Kropce Re: Mój Narzeczony... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.03, 11:26
        Wiesz, może masz rację, ja nigdy tak o tym nie myślałam,że to coś nie tak z
        kupowaniem ciuchów, bo np.ja kupuję mu jakiś fajny t-shirt lub koszulę, które
        wiem,że mu się spodobają. To jes sponsoring? Może masz rację....Nie żartuję i
        nie ironizuję po protu myślałam,że to coś normalnego :-))))
        • Gość: ania Re: Mój Narzeczony... IP: *.chello.pl 08.08.03, 11:37
          Gość portalu: W Kropce napisał(a):

          > Wiesz, może masz rację, ja nigdy tak o tym nie myślałam,że to coś nie tak z
          > kupowaniem ciuchów, bo np.ja kupuję mu jakiś fajny t-shirt lub koszulę, które
          > wiem,że mu się spodobają. To jes sponsoring? Może masz rację....Nie żartuję i
          > nie ironizuję po protu myślałam,że to coś normalnego :-))))

          Oczywiscie, ze to cos normalnego!!! ?Jesli Twoj facet ma pieniadze, nie ma na
          karku policji skarbowej i dostaje od Ciebie prezentu jako dowod Twojego
          uczucia, to dlaczego i on nie mialby Ci kupic bluzki, rolek, czajnika???
          Moim zdaniem dowody rzeczowe, sa tak samo fajne jak dowody uczuciowe naszej
          milosci! I jesli ja nie mam forsy, to mowie o tym szczerze mojemu facetowi. Nie
          mam i juz! Ale kiedy on ma forse i wiem, ze stac go na te bluzke, to dlaczego
          mialby mi jej nie kupic??? Nie zaluje mi pocalunkow, pieknych slow i obietnic,
          ale zaluje pare stow na rolki?!
          Zastanawiajace...
      • Gość: Margaret Re: Mój Narzeczony... IP: *.ssnet.pl / 192.168.7.* 08.08.03, 11:33
        diab.lica napisała:

        > rozumiem kwiatki i rozne drobiazgi ale nie rozumiem rolek i bluzki.
        > sugerowanie mu ze ma ci kupowac ciuchy jest na granicy sponsoringu. w moim
        > odczuciu przynajmniej.


        znaczy sie, jak ja kupie mojemu lubemu sweter i bielizne-to to jest ok, ale jak
        on mi kupi bluzeczke i cos-to to jest sponsoring?:)
        Chodzi o prezenty.

        • diab.lica Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 11:37
          > znaczy sie, jak ja kupie mojemu lubemu sweter i bielizne-to to jest ok, ale
          jak
          >
          > on mi kupi bluzeczke i cos-to to jest sponsoring?:)
          > Chodzi o prezenty.

          a mi chodzi o aluzje pt. widzialam piekna bluzke.
          sugerowanie ze gosciu POWINIEN ja kupic.
          • Gość: W Kropce Re: Mój Narzeczony... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.03, 11:41
            Diablico, chcsz mi dokopać czy piszesz tak abstrakcyjnie? Ten przykład z bluzką
            był wzięty z kosmosu, to najczęściej wygląda nieco inaczej, ale jakos nie chce
            mi się tego tłumaczyć. Mam po tym wszystkim maly metlik w głowie....
            • diab.lica Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 12:21
              > Diablico, chcsz mi dokopać czy piszesz tak abstrakcyjnie?

              pisze co mysle na temat tej sytuacji.
          • Gość: ania Re: Mój Narzeczony... IP: *.chello.pl 08.08.03, 11:42
            diab.lica napisała:

            >>
            > a mi chodzi o aluzje pt. widzialam piekna bluzke.
            > sugerowanie ze gosciu POWINIEN ja kupic.

            No i co z tego?? Wiesz, jest malo facetow, ktrzy mowia do swojej lubej:"Wiesz
            widzialem piekna bluzke, chyba powinnas ja miec".
            Jest ich tak malo, bo to nie wynika z ich skapstwa, tylko, dlatego, ze oni nie
            zwaracaja takiej uwagi na ciuchy takiej uwagi jak my.
            • Gość: yoda Re: Sponsoring i skąpstwo IP: 81.210.53.* 08.08.03, 12:30
              Sponsoring jest wtedy, gdy w związku nie ma prawdziwego zaangażowania, a jest
              się ze sobą z powodu określonych korzyści materialnych. Więc po co pisać te
              bzdury, że jak chłopak kupi prezent dziewczynie, to nie wypada, a jak ona
              chciałaby dostać bluzkę, to już zupełnie nie przystoi. Znacznie gorzej dostać
              coś zupełnie nie trafionego, a jeszcze gorzej nic nie dostać.

              I właśnie do pani w kropce: Niby to tylko skąpstwo, niechęć do wydawania
              pieniędzy, czy nawet talent do oszczędzania, ale znam małżeństwo, które tak
              funkcjonuje i to jest tragedia. Kobitka pracuje, zarabia dużo mniej niż mąż,
              wychowuje dzieci, mąż ma firmę i niezłe dochody, ale jego pieniądze niestety
              nie służą rodzinie. Ubrania dla dzieci kupuje na ciuchach, ojciec czasem
              zasponsoruje buty czy nowe spodnie do szkoły, jej nie wolno kupić tuszu do
              rzęs, bo to nie potrzebny wydatek i jest skrupulatnie rozliczana z wydatków na
              żywność i sprawdzana.
              A zdawałoby się, że jeśli ktoś kocha, to chciałby drugiej osobie nieba
              przychylić....(niektórzy pod warunkiem, że nie musieliby za to zapłacić ani
              grosza).
              • straw-berry Re: Sponsoring i skąpstwo 14.08.03, 20:24
                Gość portalu: yoda napisał(a):

                > Sponsoring jest wtedy, gdy w związku nie ma prawdziwego zaangażowania, a jest
                > się ze sobą z powodu określonych korzyści materialnych. Więc po co pisać te
                > bzdury, że jak chłopak kupi prezent dziewczynie, to nie wypada, a jak ona
                > chciałaby dostać bluzkę, to już zupełnie nie przystoi. Znacznie gorzej dostać
                > coś zupełnie nie trafionego, a jeszcze gorzej nic nie dostać.
                >
                > I właśnie do pani w kropce: Niby to tylko skąpstwo, niechęć do wydawania
                > pieniędzy, czy nawet talent do oszczędzania, ale znam małżeństwo, które tak
                > funkcjonuje i to jest tragedia. Kobitka pracuje, zarabia dużo mniej niż mąż,
                > wychowuje dzieci, mąż ma firmę i niezłe dochody, ale jego pieniądze niestety
                > nie służą rodzinie. Ubrania dla dzieci kupuje na ciuchach, ojciec czasem
                > zasponsoruje buty czy nowe spodnie do szkoły, jej nie wolno kupić tuszu do
                > rzęs, bo to nie potrzebny wydatek i jest skrupulatnie rozliczana z wydatków
                na
                > żywność i sprawdzana.
                > A zdawałoby się, że jeśli ktoś kocha, to chciałby drugiej osobie nieba
                > przychylić....(niektórzy pod warunkiem, że nie musieliby za to zapłacić ani
                > grosza).

                święta racja, miałam kiedyś faceta skąpca, znosiiłam to jakoś dopóki nie
                zamieszkaliśmy razem, wyglądało to mniej więcej tak, że on kupował dżem i
                bułkę , a ja sery, wędliny, jarzyny i inne wiktuały, nie miał oporów przed
                zywieniem się nimi, na pytanie co bedziemy juto jedli odpowiadał, że on sobie
                zrobi kanapke, albo zje w mieście, cóż..... gotowałam obiad, a on "czy może się
                poczęstować?", wytrzymałam 3 miechy, na więcej nie było mnie stać.
                Moja rada - jeśli myślisz o małżeństwie z tym gościem, co wg mnie jest poważnym
                błędem, ale to Twoja sprawa, przetestuj najpierw koniecznie prowadzenie
                współnego gospodarstwa na kocią łapę. Na prawde jest sporo małżeństw podobnych
                do opisanego w poscie Yody, m.in. małżeństwo moich rodziców i myślę, że udało
                mi się wypątać ztego toksycznego związku właśnie dlatego, że na własnej skórze
                odczułam wcześniej czym to grozi. Szczerze radze - bierz nogi za pas, tacy
                ludzie się nie zmieniają, zwłaszcza gdy mają już 35 lat.
                • kropeska Re: Sponsoring i skąpstwo 14.08.03, 20:58
                  straw-berry napisała:

                  >
                  > święta racja, miałam kiedyś faceta skąpca, znosiiłam to jakoś dopóki nie
                  > zamieszkaliśmy razem, wyglądało to mniej więcej tak, że on kupował dżem i
                  > bułkę , a ja sery, wędliny, jarzyny i inne wiktuały, nie miał oporów przed
                  > zywieniem się nimi, na pytanie co bedziemy juto jedli odpowiadał, że on sobie
                  > zrobi kanapke, albo zje w mieście, cóż..... gotowałam obiad, a on "czy może
                  się
                  >
                  > poczęstować?", wytrzymałam 3 miechy, na więcej nie było mnie stać.
                  > Moja rada - jeśli myślisz o małżeństwie z tym gościem, co wg mnie jest
                  poważnym
                  >
                  > błędem, ale to Twoja sprawa, przetestuj najpierw koniecznie prowadzenie
                  > współnego gospodarstwa na kocią łapę. Na prawde jest sporo małżeństw
                  podobnych
                  > do opisanego w poscie Yody, m.in. małżeństwo moich rodziców i myślę, że udało
                  > mi się wypątać ztego toksycznego związku właśnie dlatego, że na własnej
                  skórze
                  > odczułam wcześniej czym to grozi. Szczerze radze - bierz nogi za pas, tacy
                  > ludzie się nie zmieniają, zwłaszcza gdy mają już 35 lat.


                  W glebokim szoku !! Ja nie wiem, ale wogole NIE wyobrazam sobie, aby mnie
                  mezczyzna, niewazne w jakiej fazie zwiazku tak traktowal. I podobnie jak w
                  wyzej zamieszczonej wypowiedzi, jestem za tym, aby dac sobie spokoj z takim
                  nieco chorym, toksycznym zwiazkiem. Ja nie potrafilabym sie upokarzac, prosic o
                  to, cos wlasciwie jest oczywiste. Nie wiem, z chmurki nie spadlam, ale czytajac
                  Wasze wypowiedzi o skapych mezczyznach, to chyba trafialam na samych, co mnie
                  rozpieszczali. Moj obecny tez mnie rozpieszcza, mieszkamy razem, on pracuje, ja
                  tylko studiuje. Utrzymuje mnie od A do Z. Kiedy mi wpadna jakies pieniazki np z
                  pracy sezonowej, wtedy tez kupuje mu nie tylko drobiazgi, ale np skarpetki czy
                  majtki (jak widze ze mu sie przydadza), jakies ksiazki, maskotki, cos do auta,
                  reczniki czy kosmetyki. Ja nie licze, ani on nie liczy. Nie raz wychodzac do
                  pracy wklada mi do portfela pieniadze (np 200 zl) i smieje sie, ze to moje
                  kieszonkowe i sam mowi "idz, kup sobie cos fajnego". Takze jak ja bede kiedys
                  dysponowala wieksza suma pieniedzy, to beda to i jego pieniadze. Nie wyobrazam
                  sobie w zwiazku jakiegos wyliczania, rety.. okropne to !! Czulabym sie ponizana
                  wrecz. A jesli mam ochote na zakup jakiejs konkretnej rzeczy, to po prostu
                  mowie "kochanie, chcialabym kupic sobie taki sweterek.." i moj mezczyzna bez
                  gadania a z usmiechem na ustach daje sumke o jaka poprosze. Druga sprawa, ze
                  nie prosze go aby mi kupil samochod czy zegarek Rolexa, wiem, na ile go stac i
                  wiem, ze zawsze mi nieba przychyli, a to jest najwazniejsze.

                  W Kropce - zastanow sie dobrze nad tym zwiazkiem i nad tym, jak bedzie wygladac
                  zycie codzienne przy takim mezczyznie. Bo jak kiedys bedziesz wychowywac wasze
                  dzieci i wogole nie pracowac, podejrzewam, ze bedzie Ci wyliczac kazda
                  zlotowke, ograniczac, wymawiac, ze jestes niegospodarna, a Ty pograzysz sie, to
                  nie bedzie zycie a wegetacja. Wierz mi, sa na swiecie jeszcze mezczyzni, ktorzy
                  jesli kochaja kobiete, podziela sie z nia wszystkim, calym soba i tym co maja.
                  I to chyba jest ta piekna gleboka milosc, ze nie ma moje-twoje, nie ma
                  przeliczania, a po prostu ufa sie i oddaje tej drugiej osobie w calosci.
                  Tymbardziej, jak wspomniala poprzedniczka, facet 35 letni nie zmieni sie ot tak
                  sobie. A jak na niego wplyniesz, to przez jakis czas bedzie sie staral, a potem
                  znow wszystko wroci do dawnego biegu. Pomysl, bo chodzi o Twoje zycie.
                  Pozdrawiam i trzymam kciuki !!
    • Gość: pokrybała Re: Mój Narzeczony... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.08.03, 13:00
      Ojej, to może byc nieuleczalne. Nawet jezeli gość po twoich rozmowach aluzjach
      itp. troche zmieni postepowanie, to nie zrobi tego z wewnetrznego przekonania i
      wciąż będzie myślał, że za duzo wydaje. Tragedia. Jeżeli myslisz poważnie o tym
      facecie, to jeszcze raz przemysl sprawę. Znam taki przypadek. Gość zatruwał
      zycie wszystkim dookoła, oszczędzał na wszystkim, chociaż miał sporo pieniędzy
      (któtre dołował bez sensu). Te oszczędności też bywały bez sensu - np. potrafił
      jechać kilkadziesiąt kilometrów za miasto, zeby kupić taniej 10 kilo jabłek.
      Gdy go spytałem, czy nie szkoda mu benzyny, powiedział, ze ma słuzbową. A
      straty czasu za 2 czy 3 zlote mu juz nie szkoda. Pamietaj, ze takie cechy
      pogłębiają się z wiekiem. A gdyby (nie daj Boże) facetowi zaczęło się cos psuć
      w finansach to bedzie tragedia, bo zacznie oszczędzać podwójnie.
    • Gość: lesia Re: Mój Narzeczony... IP: *.acn.pl 08.08.03, 13:28
      Gość portalu: W Kropce napisał(a):


      > Jeszcze raz podkreślam,że nie uważam tego za jakiś wielki problem, po protu
      > mi to troche "uwiera".No i smutno mi......

      Znam ten problem i wcale nie jest on taki mały. Taki był mój pierwszy mąż.
      W narzeczeństwie byłam bardzo wyemancypowana. Za wszystko płaciłam sama, bo
      uważałam, że tak należy. Ale też nigdy mój luby nie wychylał się, żeby za mnie
      płacić. Jak dawał mi kwiatki, to jakieś wymęczone stokrotki. Nie podobały mi
      się, ale byłam zbyt dumna, żeby się do tego przyznać. W każdym razie wtedy
      jego "oszczędność" jakoś mi nie przeszkadzała. Ale po ślubie jego skąpstwo
      przybrało rozmiary trudne do zaakceptowania. Zarabiał dużo wiecej niż ja, ale
      domagał się idealnie równych zrzutek na dom. Ubrania kupowałam wyłącznie z
      własnych zarobków. Przy zakupie mebli, sprzętu rtv, wyjazdu na urop musiałam
      dawać równo połowę. Jednocześnie oczekiwał mojego znacznie większego udziału w
      pracach domowych. Uważał np., że kuchnia to nie miejsce dla mężczyzny, ale gdy
      sami odnawialiśmy mieszkanie, oboje równo machaliśmy pędzlami na drabinach.
      Gdy wyjechał za granicę, gdzie zarobił sporo pieniędzy, przywiózł mi jedne
      dżinsy. Nie wpadł na to, by dać mi trochę tych pieniędzy, bym mogła sobie coś
      kupić.
      Kiedyś w restauracji, gdzie byliśmy w większym gronie, podeszła kwiaciarka.
      Wszyscy panowie (żonaci) odmówili zakupu kwiatów, ale niestety jeden (jeszcze
      nieżonaty) kupil swojej damie różę. W tej sytuacji pozostali z kwaśnymi minami
      sięgnęli do portfeli. Mój też. Poczułam się upokorzona. Już wolałabym, żeby do
      końca zignorował te kwiaciarke, niż żeby silił się na ten zakup. Chciałam
      zostawić różę w restauracji, ale myślał, że jej zapomniałam, więc mi ją podał
      gdy wychodziliśmy. Nie wytrzymałam i bez słowa wrzuciłam ją na jego oczach do
      kosza na śmieci.
      W życiu codziennym takie rzeczy naprawdę przeszkadzają. Mój błąd polegał na
      tym, że byłam zbyt ambitna, żeby sie targować. Było, minęło, rozwiodłam się,
      ponownie wyszłam za mąż. A przed rozwodem mój pierwszy "jeszcze" mąż dokładnie
      wymiótł nasze teoretycznie wspólne konto... Uważaj więc na swojego
      narzeczonego, bo jego postępowanie nie rokuje zbyt dobrze. Zrób to, czego ja
      nie zrobiłam. Powiedz mu szczerze o swoich oczekiwaniach i bardzo uważnie
      wysłuchaj, co Ci odpowie. Na Twoim miejscu nie łudziłabym się, że 35 letni
      facet radykalnie się zmieni. Chociaż cuda się zdarzają, czego szczerze Ci
      życzę.
      • fem.me Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 13:42

        jakbym widziała siebie i mojego (szczegól z kwiaciarką niemal identyczny)

        oni są jednak załosni, ja załuję, ze tak bardzo zawsze podkreslałam swoja
        równość wobec niego. Przez pewien czas, ja jeszce wowczas byłam na studiach, on
        nie pracowal. Tzn. "szukal pracy". Mnie nie zajęło szukanie jej az tyle czasu,
        znalazłam ja w dwa dni. Nic ambitnego, po prostu fizyczna harówa w weekendy.
        Omal nie zawaliłam studiow...ale moj luby jakos nie zauważył...Sponsoring?
        A moze po prostu zwykla pomoc byla mi potrzebna?
        pozdrawiam
    • amidala Re: Mój Narzeczony... 08.08.03, 13:34
      Usłyszałam kiedyś rzecz mądrą: skąpstwo to tak naprawdę zwykły egoizm.

      Chyba nieuleczalne. Albo się nauczysz z tym żyć, albo rozważ inne warianty...

      Mój ojciec był takim przykładem. Jako nastolatka ile razy prosiłam o coś
      nadprogramowego - czasopismo, jakąś głupotkę, jak to dziewczyna, słyszałam -
      "zarób sobie, dlaczego ja mam za to płacić"? W rezultacie, gdy miałam 16 lat
      rodzice byli dawno po rozwodzie, a ja zaczęłam udzielać pierwszych korepetycji.
      Owszem, na dobre mi wyszło, ale chciałam jeszcze studia skończyć - fanaberia
      taka - prosiłam ojca o pomoc. Zarabiał doskonale, ale odmówił. Sprawa skończyła
      się w sądzie. Alimenty płacił groszowe do końca mojej nauki. Teraz nie
      utrzymuje ze mną kontaktów - jest śmiertelnie obrażony. To jest jak choroba.
      Pieniądze rzucają się na mózg i przesłaniają cały świat. Z moich doświadczeń
      wynika, że nieuleczalne...
    • Gość: ssssss Re: Mój Narzeczony... IP: *.chello.pl 08.08.03, 13:46
      Spytaj go dlaczego się tak zachowuje. Powiedz mu, że ci przykro z tego powdu.
      • Gość: control Re: Mój Narzeczony... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.08.03, 14:20
        Gość portalu: ssssss napisał(a):

        > Spytaj go dlaczego się tak zachowuje. Powiedz mu, że ci przykro z tego powdu.

        Ha ha ha, ale sie przejmie. Pomysli, ze chcesz go naciągnac na kasę.
    • Gość: Lena Re: Mój Narzeczony... IP: 80.48.96.* 10.08.03, 10:01
      Zanm kilku mężczyzn tak postępujących i znając ich przez lata stwierdzam, że
      jest to niereformowalne.
      Były mąż mojej przyjaciółki zawsze dzielił pieniądze na twoje/moje, wszystko
      musiało być ustalone za czyje to kupione choś "kasa" była wspólna., gdy on
      zarabiał więcej odgrażał sie podziałem konta bankowego. Moje przyjaciółka jest
      wykształcona, zaradna i jakoś nic sobie z tego nie robiła, czasem była wściekła
      bo prezenty dostawała tylko praktyczne /buty, kurtka/ i to ze wspólnej puli. On
      to wyniósł z domu. Tam dzieciom kupowało się w prezencie ubrania a dorosłym
      książki, najlepiej religijne lub albumy, bo będą do końca życie i zawsze
      praktyczne. Na 10-tą rocznię ślubu mąż kupił mojej przyjaciółce komplet garnków
      Zepptera, na zakup których decydowali sie od roku. Ona wpadła w szał, gary
      latały po mieszkaniu niszcąc dorobek 10-ciu lat i kończąc małżeństwo. Ona ma
      dziś drugiego, fajnego męża, on jest po drugim rozwodzie.
      Mój znajomy z pracy zawsze był przeciwny kupowaniu kwiatów "to taka
      wschodnioeuropejska wsiowa maniera" - mówił. Dziweczynie -jak twierdził-
      prezentów również się nie kupuje dopóki nie zostanie żoną. Dwa lata temu się
      ożenił. Nas, kolegów z pracy nawet nie poinformował /nie mówię- zaprosił/ bo
      nie stać go na oblanie tego. Przyniósł jakieś poweselne ciasto. Kto jest ze
      Śląska wie czym jest tutaj poweselne ciasto - a ten kolega uważa się za
      prawdziwego Ślązaka. Pół roku temu urodziło mu się dziecko. Szalał z radości,
      brał udział w porodzie rodzinnym ale w normalnym szpitalu i w sali z czterema
      rodzącymi i parawanami. Po prostu za jednoosobowy pokój musiałby dopłacić a to
      go przerosło. Pikanterii dodaje fakt, że w dniu odebrania żony z ukochanym
      dzieckiem ze szpitala trafiło mu się zastępstwo w pracy, wziął to by zarobić
      parę złotych a jego żonę ze szpitala odebrał kuzyn. Teraz żona wraca do pracy -
      choć wolałaby rok być z dzieckiem - bo ten mój kolega nie zgadza się by on
      musiał sam utrzymywać rodzinę. Uważa, że dziecko z dobrą opiekunką /pewnie za
      niewielkie pieniądze/ będzie miało tak samo a stęskniony rodzic po pracy ma
      kontakty z dzieckiem intensywniejsze. Dodam, że on jest wykształconym
      zarabiającym kilka średnich krajowych miesięcznie. Żal mi tej dziewczyny, żal
      mi tego dziecka i żle rokuję takiemu małżeństwu. Ona pewnie nie przywiązywała
      wagi do prezentów, nie wymagała, obawiając się, że bedzie posądzona o pazerność.
      Są w życiu kobiet sytuacje w których muszą liczyć na swoich mężczyzn np. czas
      wychowania dzieci. Jak liczyć na skąpca? Radzę daleko posuniętą przezorość.
    • matylda.80 Re: Mój Narzeczony... 10.08.03, 11:21
      Skoro to juz narzeczony, to czy dostalas od niego pierscionek zareczynowy czy
      tutaj tez poskapil?
    • Gość: Lala Re: Mój Narzeczony... IP: *.usc.es 10.08.03, 13:32
      Pare uwag:
      Jesli chodzi o metody to raczej dziala chyba pochwala w przypadku gdy facet
      wykazal sie inwencja, dajesz mu odczuc, ze sprawilo Ci to prawdziwa
      przyjemnosc, on wtedy czuje sie dobrze, chce sie wykazac znowu itd..
      Tak powinno byc jednak wydaje mi sie ze tu sprawa jest powazniejsza, poza tym
      jak zdobyc sie na pochwale za wymeczony gozdzik ;)?

      Do wszystkich, ktorzy Kropke uznali za materialistke: To nie tak!
      Tok myslenia kobiet w tym przypadku jest mniej wiecej taki:
      -CHCIAL sprawic mi przyjemnosc,
      -zadal sobie TRUD zeby obmyslic i wyszukac prezent,
      -wydal z trudem zarobione pieniadze i NIE ZALOWAL.
      Wniosek: stara sie, zalezy mu na mnie, na moim dobrym sampopoczuciu.
      W przypasku wymuszonych gozdzikow jest dokladnie odwrotnie: MUSIAL cos kupic(bo
      urodziny itp.), znalazl cos NAJTANSZEGO i tym wzgledem kierowal sie przy
      wyborze prezentu.. wnioski...wiadomo.
    • zalotnica Re: Mój Narzeczony...?????? 10.08.03, 14:54
      Gość portalu: W Kropce napisał(a):

      > Ma 35 lat, zarabia świetnie... i ...nigdy nic mi nie kupuje. Kwiaty dostaję
      > tylko po kilkakrotnej prośbie ("Kup mi kwiatka, proszę") i zawsze dostaję 1
      > szt. Niedawno byliśmy razem w górach i nie wydal na mnie ani złotówki!
      > Powiedział "To moze każdy płaci za siebie, Ok?"....

      ***hmmmmm.....???????
      Gdybys to ty mogla powiedziec, ze zarabiasz swietnie...nie mialabys
      problemu...a tak, nie bedzie lepiej tylko gorzej...mnostwo jest takich
      par na zasadzie : " co moje to jest wspolne, a co jego to jest jego..."
      Oni chyba musza sie juz rodzic z takim "balastem" . Jedne kobiety godza
      sie na te zaleznosc od mezczyzny, czym wprawiaja mnie w zwykle zdumienie
      ta swoja pokora, inne probuja cos zmienic...po prostu walcza o swoja
      pozycje pod wspolnym dachem.
      Ja jestem i zawsze bylam w tej szczesliwej sytuacji , ze bylam
      niezalezna (czyt. zarabialam wiecej) lub "szlismy" rowno. Zawsze jednak
      mielismy wspolna kase, ktora na zmiane zarzadzalismy, (placenie "bilow"
      itp ) razem tez podemujemy decyzje.
      hmmmm.....Nigdy tez nie bylo sytuacji o ktorych Ty wspominasz.
      Przed slubem czesto on placil poniewaz byl bardzo wyrozumialy a ja
      "biedna studentka" itd...ale zawsze sie przed tym BRONILAM...
      A co do prezentow...nie lubie !! Jestem osoba wybredna, ide i kupuje
      sobie sama...nie znosze sztucznosci i falszywych zachwytow nad tym
      co mi sie nie podoba...

      A do Kropki...zawsze zachowaj swoja godnosc, i nie pros sie o te
      "kwiaty", przyznam sie, nawet mnie to troche dziwi, ze to robisz,
      ze o innych rzeczach nie wspomne...mnie by wystarczylo raz a Ty az
      kilkakrotnie...?
      On ma juz 35 lat "stary kawaler-stare nawyki" (sorry) i latwo sie nie
      zmieni. Jesli nawet przed slubem nie umie sam podarowac kobiecie
      kwiatka...to po slubie ...zapomnij...

      Pozdrawiam i zycze wytrwalosci...


      • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony...?????? IP: *.dialup.sprint-canada.net 15.08.03, 05:37
        Mysle ze facet praktykuje zasade rownouprawnienia. W koncu same
        sie go domagacie i dosc czesto macie to co macie. Czyz nie jest
        rownoprawne podejscie (nie znaczy to wcale ze je popieram) kiedy kazdy
        sam placi za siebie? Jak Was tu niektore czytam na forum, to mnie
        czasem przerazaja Wasze wypowiedzi. Pomimo iz jestescie w zwiazkach,
        walczycie o to by miec swoje osobne konto, swoje pieniadze tylko i
        wylacznie dla siebie i na swoje wydatki itd. Kiedy zas facet ma
        je tylko dla siebie ( tu akurat nie jest w malzenstwie), zaczyna
        sie krzyk, narzekania, wyzywanie go od skapcow itp. A moze on
        poprostu wyczul blusa i nie lubi byc naciagany? W koncu pamieta o
        prezencie urodzinowym, czyli nie jest tym najgorszym. Zarobki z
        prezentami nie maja niczego wspolnego, raczej z sercem i jego
        dobrocia. Dziwi mnie to, ze o nich wspominasz. Pewnie jestes tej
        psychologii, ze jezeli facet jest bogaty powinien Ci bez konca
        beztroskie zycie zabezpieczyc i kupowac prezenty(innymi slowy robic
        zakupy Twoich zachcianek). Niestety z tym nie zawsze i nie u
        kazdego tak jest. To on decyduje: czy, kiedy i co Ci kupi. Jestes
        niskiego polotu kobieta, skoro dopraszasz sie u niego kupienia Ci
        kwiatka czy czegos innego. Ja zapewne nic bym Ci nie kupil, a
        sknera nie jestem -chociazby dlatego, ze wiecej daje prezentow niz ich
        otrzymuje (taki uklad mnie akurat zadawala). Ty mi mozesz powiedziec,
        bo nie zasluguje na nie, czy cos w tym sensie. Wolno Ci mowic co
        chcesz.
        • straw-berry Re: Mój Narzeczony...?????? 15.08.03, 08:07
          Gość portalu: .................. napisał(a):

          > Mysle ze facet praktykuje zasade rownouprawnienia. W koncu same
          > sie go domagacie i dosc czesto macie to co macie. Czyz nie jest
          > rownoprawne podejscie (nie znaczy to wcale ze je popieram) kiedy
          kazdy
          >
          > sam placi za siebie? Jak Was tu niektore czytam na forum, to
          mnie
          > czasem przerazaja Wasze wypowiedzi. Pomimo iz jestescie w
          zwiazkach,
          >
          > walczycie o to by miec swoje osobne konto, swoje pieniadze tylko
          i
          > wylacznie dla siebie i na swoje wydatki itd. Kiedy zas facet ma
          > je tylko dla siebie ( tu akurat nie jest w malzenstwie), zaczyna
          > sie krzyk, narzekania, wyzywanie go od skapcow itp. A moze on
          > poprostu wyczul blusa i nie lubi byc naciagany? W koncu pamieta o
          > prezencie urodzinowym, czyli nie jest tym najgorszym. Zarobki z
          > prezentami nie maja niczego wspolnego, raczej z sercem i jego
          > dobrocia. Dziwi mnie to, ze o nich wspominasz. Pewnie jestes tej
          > psychologii, ze jezeli facet jest bogaty powinien Ci bez konca
          > beztroskie zycie zabezpieczyc i kupowac prezenty(innymi slowy
          robic
          >
          > zakupy Twoich zachcianek). Niestety z tym nie zawsze i nie u
          > kazdego tak jest. To on decyduje: czy, kiedy i co Ci kupi. Jestes
          > niskiego polotu kobieta, skoro dopraszasz sie u niego kupienia Ci
          > kwiatka czy czegos innego. Ja zapewne nic bym Ci nie kupil, a
          > sknera nie jestem -chociazby dlatego, ze wiecej daje prezentow niz
          ich
          > otrzymuje (taki uklad mnie akurat zadawala). Ty mi mozesz
          powiedziec,
          > bo nie zasluguje na nie, czy cos w tym sensie. Wolno Ci mowic
          co
          >
          > chcesz.

          klasyczny przykład buraka - prostaka, komentarza nie wymaga, nic dodać nic ująć
        • zalotnica Re: Mój Narzeczony...?????? 15.08.03, 15:19
          Gość portalu: .................. napisał(a):

          ***Hej, ....... , mysle , ze jednak nie do mnie kierujesz swoje slowa,
          a jesli, to proponuje przeczytac jeszcze raz moja wypowiedz...
          Przy okazji, pozwole sobie zacytowac Twoje slowa , ktora mnie
          zaskoczyly :

          "Pomimo iz jestescie w zwiazkach, WALCZYCIE o to by miec swoje
          osobne konto, swoje pieniadze tylko i wylacznie dla siebie i
          na swoje wydatki itd. Kiedy zas facet MA je tylko dla siebie
          ( tu akurat nie jest w malzenstwie), zaczyna sie krzyk, narzekania,
          wyzywanie go od skapcow itp...."


          ***Czy mozesz wyjasnic, dlaczego my musimy az WALCZYC, o to, co
          wy po prostu mozecie MIEC...?

          • dorotka1970 Re: Mój Narzeczony...?????? 15.08.03, 16:19
            zalotnica napisała:

            > ***Czy mozesz wyjasnic, dlaczego my musimy az WALCZYC, o to, co
            > wy po prostu mozecie MIEC...?

            Ja ci powiem dlaczego: bo tusz do rzes czy nowy ciuch to jest wg takiego
            faceta ZBEDNY wydatek (u zony, bo u kochanki wrecz przeciwnie...), a jego
            pieniadze on ZAWSZE przeznacza na rzeczy dla niego ISTOTNE i POTRZEBNE.

            Od takich facetow jak ".........." nalezy trzymac sie z daleka. Nie dlatego,
            ze sie laskawie zgadzaja na "rownouprawnienie" (????? co to ma do rzeczy w
            okazywaniu uczuc? Tym bardziej, ze "W kropce" przeciez daje swojemu skapiradle
            prezenty...), ale dlatego, ze po prostu z jego wypowiedzi zieje pogarda dla
            kobiety.

            A co do tematu watku to zgadzam sie z poprzedniczkami, ze facet w tym wieku
            sie nie zmieni i jedyne co mu prawdopodobnie przyjdzie do glowy przy rozmowie
            to to, ze chcesz wyciagnac od niego kase. Po prostu JEGO KASA bardziej sie dla
            niego liczy niz jego narzeczona.

            Takze masz tylko dwa wyjscia - albo zaakceptujesz go z ta wada i poniesiesz
            tego konsekwencje (szczegolnie jak dojda dzieci i wspolny dom), albo sie z
            tego wyplaczesz.

            Powodzenia,
            Dorotka
            --------
            Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
            • mijka Re: Mój Narzeczony...?????? 15.08.03, 16:36
              Nie wspominaj - mówiąc mu o swoich potrzebach - o ilości prezentów
              jakie mu dałaś, a on że do tej pory np. tylko 1 kwiatek... Ja
              powiedziałam to w złości, bo mnie wkurzył i zaraz potem usłyszałam,
              że mu wymawiam, że on nic ode mnie nie chce... Potem słowa
              oszczędzaj, chcesz mieć dom, to oszczędzaj... Niby to prawda, ale to
              chyba miło gdy druga połówka zaskakuje chociażby drobiazgiem..:-)
            • zalotnica Re: Mój Narzeczony...?????? 15.08.03, 16:39


              Dorotka1970, mnie to juz naprawde nie musisz tego tlumaczyc, bo ja zawsze
              bylam i bede kobieta wolna i niezalezna, pomimo, ze ten "certyfikat"
              zostal kiedys tam podpisany, wszystko bowiem odbywa sie tylko na zasadzie
              partnerstwa...inna forma po prostu nie istnieje...
              • dorotka1970 Re: Mój Narzeczony...?????? 15.08.03, 18:43
                Zalotnica, ja wiem, ze z twojej strony to bylo pytanie retoryczne :-)

                odpowiedz jest tak naprawde dl "W Kropce", zeby sie przypadkiem nie
                przejela ".........".

                Pozdrawiam,
                Dorotka
                --------
                Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
            • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony...?????? IP: *.dialup.sprint-canada.net 16.08.03, 01:28
              dorotka1970 napisała:

              > zalotnica napisała:
              >
              > > ***Czy mozesz wyjasnic, dlaczego my musimy az WALCZYC, o to, co
              > > wy po prostu mozecie MIEC...?
              >
              > Ja ci powiem dlaczego: bo tusz do rzes czy nowy ciuch to jest wg takiego
              > faceta ZBEDNY wydatek (u zony, bo u kochanki wrecz przeciwnie...), a jego
              > pieniadze on ZAWSZE przeznacza na rzeczy dla niego ISTOTNE i POTRZEBNE.
              >
              > Od takich facetow jak ".........." nalezy trzymac sie z daleka. Nie dlatego,
              > ze sie laskawie zgadzaja na "rownouprawnienie" (????? co to ma do rzeczy w
              > okazywaniu uczuc? Tym bardziej, ze "W kropce" przeciez daje swojemu
              skapiradle
              > prezenty...), ale dlatego, ze po prostu z jego wypowiedzi zieje pogarda dla
              > kobiety.
              >
              > A co do tematu watku to zgadzam sie z poprzedniczkami, ze facet w tym wieku
              > sie nie zmieni i jedyne co mu prawdopodobnie przyjdzie do glowy przy rozmowie
              > to to, ze chcesz wyciagnac od niego kase. Po prostu JEGO KASA bardziej sie
              dla
              > niego liczy niz jego narzeczona.
              >
              > Takze masz tylko dwa wyjscia - albo zaakceptujesz go z ta wada i poniesiesz
              > tego konsekwencje (szczegolnie jak dojda dzieci i wspolny dom), albo sie z
              > tego wyplaczesz.
              >
              > Powodzenia,
              > Dorotka
              > --------
              > Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
              Ty jednak nie mozesz mnie zostawic. Zauwaz, ze ja Ciebie juz dawno
              zapomnialem. Tak czy inaczej wolno Ci zawsze psy na mnie wieszac.
              Twoje pisanie poprostu mnie smieszy i jaki to "zly" ja jestem, Ty
              wiesz najlepiej. Nie krytykoj facetow dla ktorych kasa sie liczy,
              bo w kozi kat sie zapedzisz. Nie chce Ci mowic jak kasa sie
              liczy dla kobiet, bo zapewne jestes w tej kwestii ekspertka. Ile z
              Was za pieniadze idzie..............? Czy to nie jest wizerunek wielu
              kobiet? Wy tu wszystkie "swiete" jestescie, z krytyka i pogarda do
              wszystkiego i wszystkich ktorzy za Was nie chca ciagnac wozka lub
              brac cos na swoje plecy do dzwigania. Rownouprawnienie jest swieta
              sprawa. Dla prawdziwych kobiet WSZYSTKO, a dla scierw FIGA.
              • straw-berry Re: Mój Narzeczony...?????? 16.08.03, 10:35
                Gość portalu: .................. napisał(a):

                >Rownouprawnienie jest swieta
                > sprawa. Dla prawdziwych kobiet WSZYSTKO, a dla scierw FIGA.

                ściewem to ty jesteś

                • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony...?????? IP: *.dialup.sprint-canada.net 16.08.03, 22:22
                  straw-berry napisała:

                  > Gość portalu: .................. napisał(a):
                  >
                  > >Rownouprawnienie jest swieta
                  > > sprawa. Dla prawdziwych kobiet WSZYSTKO, a dla scierw FIGA.
                  >
                  > ściewem to ty jesteś
                  >
                  Rozumiem ze za fige chcialas mi w ten sposob podziekowac. Coz,
                  dziekuje, ze chcialas sie dobrowolnie samookreslic w tej kobiecej
                  kartotece.
                  • straw-berry Re: Mój Narzeczony...?????? 17.08.03, 12:45

                    Gość portalu: .................. napisał(a):

                    > straw-berry napisała:
                    >
                    > > Gość portalu: .................. napisał(a):
                    > >
                    > > >Rownouprawnienie jest swieta
                    > > > sprawa. Dla prawdziwych kobiet WSZYSTKO, a dla scierw FIGA.
                    > >
                    > > ściewem to ty jesteś
                    > >
                    > Rozumiem ze za fige chcialas mi w ten sposob podziekowac. Coz,
                    > dziekuje, ze chcialas sie dobrowolnie samookreslic w tej kobiecej
                    > kartotece.

                    Brawo, prosimy wiecej tego pana, dowcipów nigdy dość
                    • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony...?????? IP: *.dialup.sprint-canada.net 18.08.03, 02:35
                      straw-berry napisała:

                      >
                      > Gość portalu: .................. napisał(a):
                      >
                      > > straw-berry napisała:
                      > >
                      > > > Gość portalu: .................. napisał(a):
                      > > >
                      > > > >Rownouprawnienie jest swieta
                      > > > > sprawa. Dla prawdziwych kobiet WSZYSTKO, a dla scierw FIGA
                      > .
                      > > >
                      > > > ściewem to ty jesteś
                      > > >
                      > > Rozumiem ze za fige chcialas mi w ten sposob podziekowac. Coz,
                      > > dziekuje, ze chcialas sie dobrowolnie samookreslic w tej kobiecej
                      > > kartotece.
                      >
                      > Brawo, prosimy wiecej tego pana, dowcipów nigdy dość
                      * To nie jest zaden dowcip. To jest moje szczere stwierdzenie
                      odnosnie Twojej persony.
              • dorotka1970 Re: Mój Narzeczony...?????? 18.08.03, 16:20
                Gość portalu: .................. napisał(a):

                > Ty jednak nie mozesz mnie zostawic. Zauwaz, ze ja Ciebie juz
                dawno
                > zapomnialem. Tak czy inaczej wolno Ci zawsze psy na mnie wieszac.
                > Twoje pisanie poprostu mnie smieszy i jaki to "zly" ja jestem, Ty
                > wiesz najlepiej. Nie krytykoj facetow dla ktorych kasa sie liczy,
                > bo w kozi kat sie zapedzisz.
                -
                • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony...?????? IP: *.dialup.sprint-canada.net 19.08.03, 03:30
                  dorotka1970 napisała:

                  > -
          • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony...?????? IP: *.dialup.sprint-canada.net 16.08.03, 01:18
            zalotnica napisała:

            > Gość portalu: .................. napisał(a):
            >
            > ***Hej, ....... , mysle , ze jednak nie do mnie kierujesz swoje slowa,
            > a jesli, to proponuje przeczytac jeszcze raz moja wypowiedz...
            > Przy okazji, pozwole sobie zacytowac Twoje slowa , ktora mnie
            > zaskoczyly :
            >
            > "Pomimo iz jestescie w zwiazkach, WALCZYCIE o to by miec swoje
            > osobne konto, swoje pieniadze tylko i wylacznie dla siebie i
            > na swoje wydatki itd. Kiedy zas facet MA je tylko dla siebie
            > ( tu akurat nie jest w malzenstwie), zaczyna sie krzyk, narzekania,
            > wyzywanie go od skapcow itp...."
            >
            >
            > ***Czy mozesz wyjasnic, dlaczego my musimy az WALCZYC, o to, co
            > wy po prostu mozecie MIEC...?
            >
            Nie do Ciebie pisalem moje slowa. Dotyczyly one autorki. Kiedy zas
            chodzi o pieniadze o ktorych tu mowa, to ta walka wyglada w wydaniu
            wielu kobiet w nastepujacy sposob: mezczyzny pieniadze sa do
            podzialu, czyli wspolne, a pieniadze kobiety (te ktore ona zarobila czy
            zarabia) naleza tylko i wylacznie do niej. Tego ruszyc nikt nie ma
            prawa, ani maz, ani...........i one nie sa do zadnego podzialu. Moze
            Ty mi powiesz, dlaczego niektore z Was wlasnie o taki uklad walcza,
            bo mnie jest troche trudno to zrozumiec, nie mowiac juz ze
            sprawiedliwosci w tym tez sie nie dopatruje, a raczej czysty egoizm.
            • Gość: lolyta Re: Mój Narzeczony...?????? IP: *.mia.bellsouth.net 16.08.03, 04:10
              Gość portalu: .................. napisał(a):

              Kiedy zas
              > chodzi o pieniadze o ktorych tu mowa, to ta walka wyglada w
              wydaniu wielu kobiet w nastepujacy sposob: mezczyzny pieniadze sa do
              > podzialu, czyli wspolne, a pieniadze kobiety (te ktore ona zarobila
              czy zarabia) naleza tylko i wylacznie do niej. Tego ruszyc nikt nie
              ma
              > prawa, ani maz, ani...........i one nie sa do zadnego podzialu.

              Ale pieprzysz. Nie znam ani jednej pary, w ktorej uklad tak wyglada. Znam za to
              mnostwo, w ktorych jest dokladnie na odwrot.
              • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony...?????? IP: *.dialup.sprint-canada.net 16.08.03, 05:43
                Gość portalu: lolyta napisał(a):

                > Gość portalu: .................. napisał(a):
                >
                > Kiedy zas
                > > chodzi o pieniadze o ktorych tu mowa, to ta walka wyglada w
                > wydaniu wielu kobiet w nastepujacy sposob: mezczyzny pieniadze sa do
                > > podzialu, czyli wspolne, a pieniadze kobiety (te ktore ona zarobila
                >
                > czy zarabia) naleza tylko i wylacznie do niej. Tego ruszyc nikt
                nie
                > ma
                > > prawa, ani maz, ani...........i one nie sa do zadnego podzialu.
                >
                > Ale pieprzysz. Nie znam ani jednej pary, w ktorej uklad tak wyglada. Znam za
                to
                >
                > mnostwo, w ktorych jest dokladnie na odwrot.
                Ja tu nic nie pieprze. Poprostu jestem na tym kobiecym forum troche
                juz dluzej i czytam Wasze wypowiedzi, w ktorych nieraz kobiety
                narzekaja na to, ze musza dzielic swoje zarobki z mezczyzna (oplacac
                to i tamto, kupowac dzieciom to i tamto). Czy mezczyzni nie
                przynosza pieniedzy do domu? Czy nie kupuja dzieciom potrzebnych, a
                nieraz zbednych nawet rzeczy? Niektore kobiety tego nie widza, albo
                nie chca widziec. Wydatek mezczyzny wg. tych niektorych, jest uwazny
                jako obowiazek (meza, ojca). A jak wyglada ten "obowiazek" (matki i
                zony) ze strony niektorych kobiet? W koncu rownouprawnienie istnieje,
                czyz nie tak? Wyglada to dosc czesto tak, by miec swoje pieniazki
                tylko i wylacznie dla siebie i na swoje wydatki (czasem dla dziecka
                cos tam kupi). Jezeli o mnie chodzi ja nie znam zadnych par, by
                mowic dokladnie jak sprawy finansowe wygladaja u nich. Poprostu mnie
                to nie interesuje. Nie wpycham nosa w nieswoje sprawy, szczegolnie
                te prywatne, ani tez ciekawski nie jestem. Naczytalem sie tu wiele
                narzekan kobiet w sensie, ze mezczyzna zarabia wiecej i
                powinien............... Ten post jest jednym z nich. Zostaly ujete
                zarobki mezczyzny i "chcica" kobiety by nimi sie z nia dzielil
                (kupowal prezenty, ktore ona sobie zazyczy). A on wcale nie musi.
                Ona jest tylko jego narzeczona (to by bylo tak wg. jej opinii, a
                wg. jego moze jest poprostu jedna z lepszych znajomych koleznek,
                ktora daje dupy). Jezeli uwaza, ze za to powinien jej placic (w ten
                czy inny sposob) to mam rade dla niej - na ulice, lub do burdelu po
                pozywke, czy zarobek nawet. Kobieta, ktora sama sie dopomina
                prezentow, traci u mnie wartosc i to wielka. Dlaczego? Otoz
                dlatego, ze kiedy facetowi noga sie powinie, i zacznie zarabiac
                mniej od niej lub wcale, ona go sie pozbedzie, bo on nie bedzie w
                stanie zaspokoic jej potrzeb materialnych. Poprostu bedzie jej
                niepotrzebny. Takich przypadkow znam troche z zycia. Tu moge sie
                akurat pochwalic. Puste kobiety wlasnie w podobny sposob sie odezwa
                na forum. Co najgorsze, ze potrafia z faceta zrobic skapca itp. Mam
                pytanie do autorki. Dlaczego wiec jestes ze skapcem?
                • Gość: lesia Re: Mój Narzeczony...?????? IP: *.acn.pl 16.08.03, 11:58
                  Gość portalu: .................. napisał(a):

                  > Ja tu nic nie pieprze. Poprostu jestem na tym kobiecym forum
                  troche
                  > juz dluzej i czytam Wasze wypowiedzi, w ktorych nieraz kobiety
                  > narzekaja na to, ze musza dzielic swoje zarobki z mezczyzna
                  (oplacac
                  > to i tamto, kupowac dzieciom to i tamto). Czy mezczyzni nie
                  > przynosza pieniedzy do domu? Czy nie kupuja dzieciom potrzebnych,
                  a
                  >
                  > nieraz zbednych nawet rzeczy? Niektore kobiety tego nie widza, albo
                  > nie chca widziec. Wydatek mezczyzny wg. tych niektorych, jest
                  uwazny
                  > jako obowiazek (meza, ojca). A jak wyglada ten "obowiazek" (matki
                  i
                  > zony) ze strony niektorych kobiet? W koncu rownouprawnienie
                  istnieje,
                  >
                  > czyz nie tak? Wyglada to dosc czesto tak, by miec swoje pieniazki
                  > tylko i wylacznie dla siebie i na swoje wydatki (czasem dla dziecka
                  > cos tam kupi). Jezeli o mnie chodzi ja nie znam zadnych par, by
                  > mowic dokladnie jak sprawy finansowe wygladaja u nich. Poprostu
                  mnie
                  >
                  > to nie interesuje. Nie wpycham nosa w nieswoje sprawy, szczegolnie
                  > te prywatne, ani tez ciekawski nie jestem. Naczytalem sie tu
                  wiele
                  > narzekan kobiet w sensie, ze mezczyzna zarabia wiecej i
                  > powinien............... Ten post jest jednym z nich. Zostaly ujete
                  > zarobki mezczyzny i "chcica" kobiety by nimi sie z nia dzielil
                  > (kupowal prezenty, ktore ona sobie zazyczy). A on wcale nie musi.

                  Podziwiam to, z jaką determinacją bronisz swojego zdania, ale moje jest
                  zupełnie inne. Dla mnie związek polega na tym, że ludzie dzielą się tym co
                  mają i nie odmierzają wszystkiego linijką. Wiem też, że ogromna większość
                  ludzi tak właśnie myśli, dlatego jesteś w tym wątku taki osamotniony ze swoimi
                  poglądami. Nie znam żadnej pary, gdzie kobieta nie musi łożyć ze swoich
                  zarobków na dom. Ty taki pogląd wysnułeś z jakichś wpisów na forum. Nie
                  twierdzę, że tak się nie zdarza, ale ręczę, że są to odosobnione przypadki.
                  Piszesz o równouprawnieniu. Ale ono nie powinno dotyczyć wyłącznie zrzutki na
                  dom. W ogromnej większości związków kobieta mimo pracy zarobkowej odwala drugi
                  etat w domu przy znikomej, a często żadnej pomocy ze strony mężczyzny. Czujesz
                  się na siłach, żeby to jakoś przeliczyć na pieniądze? Jak wycenić zmywanie,
                  gotowanie, sprzątanie? A może powiesz, ile warta jest ciąża, poród, karmienie
                  dziecka? Skoro mamy równouprawnienie, to może facet powinien kobiecie to jakoś
                  finasowo zrekompensować, zaliczyć na poczet jej zrzutki na dom? Chyba zgodzisz
                  się, że to absurd. Mierzenie wszystkiego linijką prowadzi donikąd.
                  W moim pierwszym małżeństwie mąż zarabiał lepiej niż ja i żądał identycznego
                  udziału w wydatkach na dom przy niemal żadnym swoim udziale w pracach
                  domowych. W drugim małżeństwie udało mi się dostać bardzo dobrze płatną pracę.
                  Zarabiałam kilka(!) razy więcej niż mój drugi mąż i było dla mnie oczywiste,
                  że to z moich pieniędzy urządzamy mieszkanie, kupujemy ubrania itd. Bylo mu
                  dość ciężko pogodzić się z tą sytuacją, bo wielu mężczyzn ma zakodowany
                  obowiązek utrzymania rodziny, ale nie pozwoliłam mu zmienić pracy, bo dzięki
                  niej mógł spokojnie skończyć studia zaoczne. Nigdy nie miałam poczucia
                  krzywdy, że ciężar naszego utrzymania spoczywał przez kilka lat przede
                  wszystkim na mnie. Nigdy nad tym nie rozmyślałam. I uważam, że tak właśnie
                  powinien wyglądać zdrowy związek. Dzielimy się tym co mamy, nieważne, kto daje
                  więcej.
                  Jeśli trafisz na partnerkę, która tak jak Ty będzie chciała wszystko
                  odmierzać, to macie duże szanse na udaną przyszłość. Ale mówiąc szczerze, nie
                  bardzo wierzę, że Ci się to uda.
                  • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony...?????? IP: *.dialup.sprint-canada.net 16.08.03, 21:13
                    Gość portalu: lesia napisał(a):


                    > Podziwiam to, z jaką determinacją bronisz swojego zdania, ale moje jest
                    > zupełnie inne. Dla mnie związek polega na tym, że ludzie dzielą się tym co
                    > mają i nie odmierzają wszystkiego linijką. Wiem też, że ogromna większość
                    > ludzi tak właśnie myśli, dlatego jesteś w tym wątku taki osamotniony ze
                    swoimi
                    > poglądami. Nie znam żadnej pary, gdzie kobieta nie musi łożyć ze swoich
                    > zarobków na dom. Ty taki pogląd wysnułeś z jakichś wpisów na forum. Nie
                    > twierdzę, że tak się nie zdarza, ale ręczę, że są to odosobnione przypadki.
                    > Piszesz o równouprawnieniu. Ale ono nie powinno dotyczyć wyłącznie zrzutki na
                    > dom. W ogromnej większości związków kobieta mimo pracy zarobkowej odwala
                    drugi
                    > etat w domu przy znikomej, a często żadnej pomocy ze strony mężczyzny.
                    Czujesz
                    > się na siłach, żeby to jakoś przeliczyć na pieniądze? Jak wycenić zmywanie,
                    > gotowanie, sprzątanie? A może powiesz, ile warta jest ciąża, poród, karmienie
                    > dziecka? Skoro mamy równouprawnienie, to może facet powinien kobiecie to
                    jakoś
                    > finasowo zrekompensować, zaliczyć na poczet jej zrzutki na dom? Chyba
                    zgodzisz
                    > się, że to absurd. Mierzenie wszystkiego linijką prowadzi donikąd.
                    > W moim pierwszym małżeństwie mąż zarabiał lepiej niż ja i żądał identycznego
                    > udziału w wydatkach na dom przy niemal żadnym swoim udziale w pracach
                    > domowych. W drugim małżeństwie udało mi się dostać bardzo dobrze płatną
                    pracę.
                    > Zarabiałam kilka(!) razy więcej niż mój drugi mąż i było dla mnie oczywiste,
                    > że to z moich pieniędzy urządzamy mieszkanie, kupujemy ubrania itd. Bylo mu
                    > dość ciężko pogodzić się z tą sytuacją, bo wielu mężczyzn ma zakodowany
                    > obowiązek utrzymania rodziny, ale nie pozwoliłam mu zmienić pracy, bo dzięki
                    > niej mógł spokojnie skończyć studia zaoczne. Nigdy nie miałam poczucia
                    > krzywdy, że ciężar naszego utrzymania spoczywał przez kilka lat przede
                    > wszystkim na mnie. Nigdy nad tym nie rozmyślałam. I uważam, że tak właśnie
                    > powinien wyglądać zdrowy związek. Dzielimy się tym co mamy, nieważne, kto
                    daje
                    > więcej.
                    > Jeśli trafisz na partnerkę, która tak jak Ty będzie chciała wszystko
                    > odmierzać, to macie duże szanse na udaną przyszłość. Ale mówiąc szczerze, nie
                    > bardzo wierzę, że Ci się to uda.
                    * Ty najwidoczniej zle mnie zrozumialas. Ja jestem przeciwnikiem
                    odmierzania linijka, jak Ty to ladnie ujelas. Wlasciwie ja nawet z
                    tego sie smieje.Smieje sie z tych na sile osobnych kat bankowych,
                    rozliczen obopolnych co do zlotowki itd. Twoja sytuacja jest troche
                    inna, bo masz meza i rodzine, a nie kochanka czy przyjaciela jak w
                    przypadku autorki. Tak wiec, po przeczytaniu Ciebie musze stwierdzic
                    z przyjemnoscia zreszta, ze jestes ta kobieta ktora potrafi
                    zrozumiec sytuacje i wymogi zycia. Twoj mezczyzna powinien to
                    docenic, lacznie z pracami domowymi o jakich wspominasz. Mysle, ze
                    to robi, chociaz zapewne nigdy za duzo, czy wystarczajaco nawet. Ja
                    bym to robil. Zreszta, robie to codziennie, bo tez mam kobiete w
                    domu, ktora duzo sie stara by wszystkim "domownikom" bylo jak
                    najlepiej. Nawet wg. mnie stara sie za duzo, ale...............przeciez
                    robi to dobrowolnie. Pozdrawiam
                    • straw-berry Re: Mój Narzeczony...?????? 17.08.03, 12:57
                      Gość portalu: .................. napisał(a):
                      >Tak wiec, po przeczytaniu Ciebie musze stwierdzic
                      > z przyjemnoscia zreszta, ze jestes ta kobieta ktora potrafi
                      > zrozumiec sytuacje i wymogi zycia.

                      1. nieźle, nieźle, kobita, która jest darmowa sprzątaczka, praczka, pomywaczka,
                      prasowaczka itd itp innymi słowy służąca wolntariuszka "rozumie wymogi życia",
                      nie myślałeś zeby pisac teksty do kabaretów

                      >Twoj mezczyzna powinien to
                      > docenic, lacznie z pracami domowymi o jakich wspominasz.

                      2. np. dać medal z ziemniaka

                      >Mysle, ze
                      > to robi, chociaz zapewne nigdy za duzo, czy wystarczajaco nawet.

                      3. O, a ty to pewnie widzisz u siebie na monitorze

                      >Ja
                      > bym to robil.

                      4. wzruszające....łza się w oku kręci


                      >Zreszta, robie to codziennie, bo tez mam kobiete w
                      > domu, ktora duzo sie stara by wszystkim "domownikom" bylo jak
                      > najlepiej. Nawet wg. mnie stara sie za duzo,
                      ale...............przeciez
                      >
                      > robi to dobrowolnie.

                      5. jak każda wolontariuszka......... patrz punkt 1.
                      • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony...?????? IP: *.dialup.sprint-canada.net 18.08.03, 02:14
                        straw-berry napisała:


                        > 1. nieźle, nieźle, kobita, która jest darmowa sprzątaczka, praczka,
                        pomywaczka,
                        >
                        > prasowaczka itd itp innymi słowy służąca wolntariuszka "rozumie wymogi
                        życia",
                        > nie myślałeś zeby pisac teksty do kabaretów
                        * Sluchaj glupia babo. Pieprzysz jak pomylona. Powiem Ci kabaretowo,
                        bo sama sie tego dopominasz i to z duzych liter. NIECH SIE PRANIE I
                        SPRZATANIE ROBI SAMO, A NACZYN ZEBY NIE BYLO DO ZMYWANIA TRZEBA
                        PRZESTAC ZREC! Jezeli Ci sie uda taki sukces osiagnac, wtedy te
                        Twoje problemy same znikna.
                        • straw-berry Re: Mój Narzeczony...?????? 18.08.03, 08:05
                          Gość portalu: .................. napisał(a):

                          > straw-berry napisała:
                          >
                          >
                          > > 1. nieźle, nieźle, kobita, która jest darmowa sprzątaczka, praczka,
                          > pomywaczka,
                          > >
                          > > prasowaczka itd itp innymi słowy służąca wolntariuszka "rozumie wymogi
                          > życia",
                          > > nie myślałeś zeby pisac teksty do kabaretów
                          > * Sluchaj glupia babo. Pieprzysz jak pomylona. Powiem Ci
                          kabaretowo,
                          > bo sama sie tego dopominasz i to z duzych liter. NIECH SIE PRANIE
                          I
                          >
                          > SPRZATANIE ROBI SAMO, A NACZYN ZEBY NIE BYLO DO ZMYWANIA TRZEBA
                          > PRZESTAC ZREC! Jezeli Ci sie uda taki sukces osiagnac, wtedy
                          te
                          > Twoje problemy same znikna.

                          WOW! jaki ostry pan, ops..... mialam na myśli temperamentny, a gnój z obory już
                          wyrzuciłeś?
                          jak bedziesz lazł do wsi po żarcie to se gumioki z tego gnoju najpierw
                          powyciraj bo wali odor od ciebie na cała parafia

                          • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony...?????? IP: *.dialup.sprint-canada.net 19.08.03, 02:52
                            straw-berry napisała:


                            > WOW! jaki ostry pan, ops..... mialam na myśli temperamentny, a gnój z obory
                            już
                            >
                            > wyrzuciłeś?
                            > jak bedziesz lazł do wsi po żarcie to se gumioki z tego gnoju najpierw
                            > powyciraj bo wali odor od ciebie na cała parafia
                            >
                            Nie pouczaj mnie co mam robic. O gnoju powiem ci tylko to, ze
                            chleb ktory jesz na nim rosnie. Wniosek prosty. Ty z nim taksamo
                            masz doczynienie, tylko ze za glupia jestes by o tym wiedziec..
                • Gość: w Kropce Re: Mój Narzeczony...?????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.03, 10:31
                  Bardzo się staram żeby nie używać nieeleganckich słów...To co o mnie piszesz
                  jest krzywdzące i zastanowiam się czy czerpiesz jakąś konkretną przyjemność z
                  poniżania mnie.... Gdybyś przeczytała mój post dokładnie i jeszcze cos z niego
                  zrozumial wiedziałbyś,że zależy mi na moim narzeczonym,a to,że jest skąpy
                  powoduje u mnie raczej smutek,niż jakąś złość itp. Nie wykłócam sie o nic. Nie
                  wyobrażam sobie życia bez niego, czy będzie mi coś kupował czy nie. I nie masz
                  prawa przyrównywać mnie do różnego rodzaju
                  dziwek!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                  !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                  Skąd u Ciebie tyle agresji?!
                  • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony...?????? IP: *.dialup.sprint-canada.net 19.08.03, 03:57
                    Gość portalu: w Kropce napisał(a):

                    > Bardzo się staram żeby nie używać nieeleganckich słów...To co o mnie piszesz
                    > jest krzywdzące i zastanowiam się czy czerpiesz jakąś konkretną przyjemność z
                    > poniżania mnie.... Gdybyś przeczytała mój post dokładnie i jeszcze cos z
                    niego
                    > zrozumial wiedziałbyś,że zależy mi na moim narzeczonym,a to,że jest skąpy
                    > powoduje u mnie raczej smutek,niż jakąś złość itp. Nie wykłócam sie o nic.
                    Nie
                    > wyobrażam sobie życia bez niego, czy będzie mi coś kupował czy nie. I nie
                    masz
                    > prawa przyrównywać mnie do różnego rodzaju
                    >
                    dziwek!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                    > !
                    >
                    !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                    > !
                    > Skąd u Ciebie tyle agresji?!
                    * Sluchaj! Ja Ciebie nie znam i nie jest w moim stylu ponizanie
                    Ciebie czy nanoszenie jakiejkolwiek krzywdy. Poprostu opieram swoje
                    wypowiedzi czesciowo na doswiadczeniu jak rowniez chce powiedziec to
                    co mysle. Przyszlo mi sie w zyciu miec doczynienia z Polkami i
                    wieloma innymi (inne narodowosci) kobietami. Musze z przykroscia
                    stwierdzic, ale Polki bym powiedzial w jakichs 80 procentach sa chore
                    na tle oszczedzania, naciagania faceta (szczegolnie tego na ktorym im
                    nie zalezy, choc nie tylko). Jestescie chore na punkcie pieniedzy.
                    Tylko Polki potrafily robic zakupy na duze sumy, a kiedy sie szlo
                    do kasy by placic za towar, nagle zapomniala portfela w domu, lub
                    braklo jej polowy pieniedzy do zaplacenia itp.. Takich przypadkow
                    przezylem troche i pisze o tym, nie z racji ze mi szkoda bylo
                    pieniedzy zaplacic za nia, bo w koncu nie musialem. Przykro mi bylo
                    z powodu ich pazernosci, uzurpanej chytrosci, podstepu nieraz, a
                    najbardziej bolesnym bylo to, ze kobieta z jednej strony wciska mi
                    komplement a z drugiej strony postepujac w ten sposob (naciaga) robi
                    ze mnie "shit". Co wazne w tym wszystkim. Byly to zazwyczaj znajome
                    kolezanki, z ktorymi widzialem sie raz lub kilka razy i nawet
                    seksu z nimi nie mialem. Po takim zachowaniu zazwyczaj dawalem
                    kobiecie druga szanse. Druga szansa przychodzila bardzo szybko, czyli
                    podobna powtorka naciagniecia. Taka kobieta wiecej nie miala okazji
                    mnie nacokolwiek naciagnac. Osobiscie jestem czlowiekiem, ktory lubi
                    tracic troche forsy wspolnie z kobieta, ale z ta, z ktora ja chce
                    tracic. Jezeli kobieta cos chce ode mnie wymusic, tego nie lubie, i
                    zazwyczaj taka nic nie wymusi ode mnie. To ja decyduje z ktora, ile
                    i czy mam stracic, nie ona. Czasem bywa, ze pytam kobiete na co i
                    gdzie chcialaby wydac troche moich pieniedzy ze mna, ale to juz
                    inny gatunek rozmowy jak i inny sort kobiety. Nie wiem, piszesz i
                    uzywasz slowa agresja pod moj adres. Zapewne tak to wyglada w
                    odbiorze, choc ja tu wszystko pisze na spokojnie. Troche jednak z
                    pewnym rozgoryczeniem, bo naprawde zalezy mi na tym, by Polki sie
                    pod tym wzgledem zmienily. Zreszta, to nie jest tylko i wylacznie
                    moja opinia. Moi znajomi( inne narodowosci) podobnie sprawe naswietlaja,
                    a niektorzy z nich zadawali sie jak sami mowia z kurwami Polkami.
                    Jedna z przyczyn dlaczego ich sie pozbywali, jest sprawa forsy.
                    Zwykle kurwy dowiedziawszy sie ze facet ma np. duza firme, chcialy
                    zawladnac polowa JEGO dorobku. Pomysl sama, czyz nie jest to choroba?
                    Co do Ciebie? Rozumiem Ciebie w wielu sprawach. Chcesz by facet byl
                    bardziej szczodry. Dam Ci rade. Jezeli jestes madra (nie chytra i
                    zachlanna), powinnas go zmienic. Raczej on sam sie zmieni i zaplaci
                    Ci za urlop i moze nawet wiecej.
            • zalotnica Re: Mój Narzeczony...?????? Do.................... 16.08.03, 12:18
              Gość portalu: .................. napisał(a):

              > > > "Pomimo iz jestescie w zwiazkach, WALCZYCIE o to by miec swoje
              > > osobne konto, swoje pieniadze tylko i wylacznie dla siebie i
              > > na swoje wydatki itd. Kiedy zas facet MA je tylko dla siebie
              > > ( tu akurat nie jest w malzenstwie), zaczyna sie krzyk, narzekania,
              > > wyzywanie go od skapcow itp...."


              zalotnica napisała:

              > > ***Czy mozesz wyjasnic, dlaczego my musimy az WALCZYC, o to, co
              > > wy po prostu mozecie MIEC...?

              Widze , ze masz trudnosci ze zrozumieniem tego co wczesniej sam napisales...
              Ponawiam tylko pytanie...
              • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony...?????? Do................... IP: *.dialup.sprint-canada.net 16.08.03, 21:19
                zalotnica napisała:

                > Gość portalu: .................. napisał(a):
                >
                > > > > "Pomimo iz jestescie w zwiazkach, WALCZYCIE o to by miec swoje
                >
                > > > osobne konto, swoje pieniadze tylko i wylacznie dla siebie i
                > > > na swoje wydatki itd. Kiedy zas facet MA je tylko dla siebie
                > > > ( tu akurat nie jest w malzenstwie), zaczyna sie krzyk, narzekania,
                > > > wyzywanie go od skapcow itp...."
                >
                >
                > zalotnica napisała:
                >
                > > > ***Czy mozesz wyjasnic, dlaczego my musimy az WALCZYC, o to, co
                > > > wy po prostu mozecie MIEC...?
                >
                > Widze , ze masz trudnosci ze zrozumieniem tego co wczesniej sam napisales...
                > Ponawiam tylko pytanie...
                * Ja tez jeszcze raz Ci powtorze. Nie mam problemow ze zrozumieniem
                swojego pisania. Mam problem ze zrozumieniem psychologii NIEKTORYCH
                kobiet, ktore bedac w laczacym zwiazku z mezczyzna, gdzie sa
                dzieci, za wszelka cene chca odseparowac swoje pieniadze od tejze
                rodziny, a szczegolnie meza. Byc zas na jego (czyli meza) utrzymaniu
                wcale im nie przeszkadza. Czy mozesz mi wytlumaczyc dlaczego tak
                postepuja? Jezeli nie, to nie zawracaj mi glowy problemami
                zrozumieniowymi, czy w podobnym stylu.
                • zalotnica Re: Mój Narzeczony...?????? Do................... 17.08.03, 03:51
                  Gość portalu: .................. napisał(a):

                  > zalotnica napisała:
                  >
                  > > Gość portalu: .................. napisał(a):
                  > >
                  > > > > > "Pomimo iz jestescie w zwiazkach, WALCZYCIE o to by miec
                  > swoje
                  > >
                  > > > > osobne konto, swoje pieniadze tylko i wylacznie dla siebie i
                  > > > > na swoje wydatki itd. Kiedy zas facet MA je tylko dla siebie
                  > > > > ( tu akurat nie jest w malzenstwie), zaczyna sie krzyk, narzeka
                  > nia, wyzywanie go od skapcow itp...."
                  > >
                  > >
                  > > zalotnica napisała:
                  > >
                  > > > > ***Czy mozesz wyjasnic, dlaczego my musimy az WALCZYC, o to, c
                  > o
                  > > > > wy po prostu mozecie MIEC...?
                  > >
                  > >Widze , ze masz trudnosci ze zrozumieniem tego co wczesniej sam napisales...
                  > >Ponawiam tylko pytanie...
                  >


                  >>Mam problem ze zrozumieniem psychologii NIEKTORYCH kobiet...


                  Wcale sie nie dziwie, meska psychologia jest o wiele prostsza...
                  poczytaj ten watek moze ci sie rozjasni...
                  • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony...?????? Do................... IP: *.dialup.sprint-canada.net 18.08.03, 02:33




                    > > zalotnica napisała:



                    > Wcale sie nie dziwie, meska psychologia jest o wiele prostsza...
                    > poczytaj ten watek moze ci sie rozjasni...
                    Nie musi mi sie tu nic rozjasniac. Przeczytalem autorke i niektore
                    tutaj "madre" oczerniajace faceta, ktorego zupelnie niz znaja,
                    nazywajac go skapcem itp. Moze mi powiesz, jak to jest, ze skapiec
                    wyjezdza na wczasy? Tam przeciez trzeba hotel zaplacic itd. Powinien
                    siedziec w domu. Autorka jest poprostu mocno zmaterializowana
                    kobieta. Nie bez przyczyny pisze o wrotkach i rekawiczkach, bo te
                    pierwze sa drozsze, a wiec wazniejsze dla niej. Nie chodzi wiec
                    jej o sam gest prezentu i jego pamiec o jej urodzinach, lecz o
                    WATROSC tegoz prezentu. "Widzialam ladna bluzke". To insynuacja by
                    ja jej kupil. Skoro jestes kobieta dorosla i pracujaca w dodatku,
                    kup ja babo sobie sama i pokaz sie w niej facetowi, pytajac go np.
                    czy ladnie w niej wygladasz, a nie dziadujesz podstepnie by on Ci
                    ja kupil. Nie jestes przeciez jego zona, a nawet jakbys nia byla,
                    tez mozesz sama siebie ubierac i niczego zlego w tym nie bedzie.
                    Kwiaty. Nie bez przyczyny piszesz o jednym. Wydaje mi sie, ze ich
                    ilosc w tym przypadku nie jest najwazniejsza, a raczej jego gest.
                    Moze nie jest z jego strony wlasciwe, ze Ty musisz sie dopominac
                    kwiatka od niego (powinien czasem sam Ci go kupic) ale z Twojej
                    strony jest bardziej nietaktem dopraszanie sie faceta by kupil Ci
                    kwiatek. Nie znam faceta. Wiem zas, ze on nie musi kupowac jej
                    bluzek itp. Pamieta o urodzinach i byc moze o czyms jeszcze pamieta.
                    Wg. mnie nie zasluguje na obelgi, jak tu niektore glupie baby pod
                    jego adres ich nawciskaly. To, ze kazdy placi za siebie sam na
                    urlopie, niczego zlego o nim nie mowi. Poprostu nie chcial za nia
                    zaplacic, bo nie musial. Dlaczego nie chcial? To juz jego sprawa,
                    nie niektorych forumowiczek, ktore wiedza najwiecej, szczegolnie tych,
                    ktorzy facetow nienawidza, bo wola swoje psy lub wibratorki bardziej
                    niz mezczyzn.
                    • Gość: pulcheria Uderz w stół a nożycę się odezwą IP: *.szczecin.pl 18.08.03, 10:29
                      Patrząc z jaką zaciekłością bronisz swojego zdania nie sposób tak nie pomyśleć.
                      • Gość: pulcheria Nożyce IP: *.szczecin.pl 18.08.03, 10:30
    • Gość: Natalia Re: Mój Narzeczony... IP: *.sk5.am.poznan.pl 15.08.03, 16:53
      Dziewczyno, uciekaj, gdzie pieprz rośnie, póki czas... On się nigdy nie
      zmieni.Te typy tak mają. Szkoda Ciebie i Waszych przyszłych dzieci, bo dla nich
      też z pewnością będzie skąpy. Skąpstwo, niestety, jest nieuleczalną chorobą.
    • Gość: EBTG Jako facet mówię Ci: IP: localhost:* / localhost 16.08.03, 03:10
      ...zostaw go. To egoista i szuka tylko żony, gospodyni, kury domowej etc. Rozmowa tego nie zmieni, on to ma we krwi.
      • kobbieta Re: Jako facet mówię Ci: 16.08.03, 12:24
        Gość portalu: EBTG napisał(a):

        > ...zostaw go. To egoista i szuka tylko żony, gospodyni, kury domowej etc.
        Rozmo
        > wa tego nie zmieni, on to ma we krwi.

        zal mi Cie. Ja bym sie czula taka niewarta w jego oczach nawet jednego kwiatka.
        Przeciez jest sie z facetem ,ktory daje Tobie poczucie ze jestes atrakcyjna,
        szczegolna, wazna dla niego. Pewnie czujesz sie nieatrakcyjna bedac tak
        traktowana.

        Kwiatki, czekoladki (nic drogiego ) sa symbolem. Nie chodzi o koszt tylko o
        gest. A Frisky i ten drugi facet wlasnie niestety udawadniaja ze sa takie
        prostaki, niemeskie osobniki.
    • Gość: Gal Re: Mój Narzeczony... IP: *.knc.pl 16.08.03, 12:28
      Z tego co piszesz wygląda na to, że facet rzeczywiście jest egoistyczny (bo
      nie skąpy - sobie folguje). To nie miłość do pieniędzy a miłość do siebie nim
      kieruje. A egoizm źle rokuje na przyszłość, bo zgadzam się, że jest to
      nieuleczalne.

      Przeczytałem jednak cały ten wątek i co mnie uderzyło, to powszechność u
      kobiet tu się wypowiadających odczucia, że ich mężczyźni (byli lub obecni) nie
      doceniają/li wagi obdarowywania prezentami. I prawdę mówiąc, patrząc na
      znajomych (a i na siebie:), to rzeczywiście coś w tym jest; mężczyźni
      przywiązują mniejszą wagę do rocznic, okazji, gestów i... prezentów. Dopóki
      nie jest to wyrazem egoizmu (tzn. działa symetrycznie, również w stosunku do
      własnej osoby) to może warto uznać, że ten typ tak ma i miłości lub jej braku
      w to nie mieszać. Mnie zdarzało się zapomnieć o własnych urodzinach:)), a o
      wszystkich rocznicach, imieninach i urodzinach o których zobowiązany jestem
      pamiętać, przypominam sobie tylko dzięki "pamięci zewnętrznej" - w telefonie i
      komputerze:).

      No i ostatnia rzecz - poglądy na temat co skąpstwem a co tylko oszczędnością
      (lub nawet zdrowym rozsądkiem) jest... Co człowiek to opinia i też tu
      obserwuję często różnicę w podejściu Pań i Panów. Każdy z nas i każde
      małżeństwo na jakimś, właściwym dla swoich dochodów poziomie żyje. I
      odpowiednio do tego poziomu mieszka, ubiera się, jeździ na wakacje itd. Może
      być to luksusowa rezydencja - Jaguar - krawiec w Londynie - wakacje na
      Mauritiusie, a może być wynajmowane mieszkanie - MPK - bazar - wakacje pod
      gruszą. Ważne, żeby wszystko było "z jednej półki". Nikt chyba wtedy nie
      uzna, że kupowanie ubrań na bazarze przez kogoś, kogo z ledwością stać na
      opłacenie czynszu jest skąpstwem. Problem pojawia się wtedy, gdy jedna z
      dziedzin życia "odstaje" od całej reszty - jeździ Jaguarem, a ubiera się na
      bazarze:) - skąpiec i tyle:)). Ale czy nie wolno ludziom również dokonywać
      wyborów - co dla nich istotne? Rezygnować z jednego na rzecz czegoś innego,
      skoro kieszeń bez dna nie jest? Większość małżeństw takich wyborów dokonuje,
      zazwyczaj czasowo, rezygnując np. z drogich wyjazdów wakacyjnych podczas
      budowy domu i nie widzę w tym nic złego. Nie widzę również nic złego w
      tzw "praktycznych" prezentach, wielu ludzi uważa, że jest to wyraz
      rozsądnego, "praktycznego" podejścia do życia. Przecież to jest inna
      wersja "listy prezentów ślubnych" - ma to samo źródło - racjonalizm. Jest
      jednak sporo ludzi którzy są zdegustowani zarówno "praktycznymi prezentami",
      jak i listą prezentów ślubnych - i mają do tego prawo. Problem w małżeństwie
      pojawia się wtedy gdy jedna ze stron ma podejście "racjonalne" a
      druga "emocjonalne" albo priorytety są różne (np. dom - wakacje). Im bardziej
      te postawy są fundamentalistyczne tym trudniej o zgodę. Ale to jest wyłącznie
      problem niedobranych małżeństw i nie ma co wartościować tych postaw, bo
      wartościujemy wyłącznie ze swojego punktu widzenia i przez filtr własnych
      poglądów na życie. A nawiązując do wspomnianej przeze mnie różnicy w podejściu
      Pań i Panów, to chyba nie bez powodu kampania reklamowa "Podaruj sobie
      odrobinę luksusu" (haha), do Pań jest skierowana i działa...:)

      Reasumując; czym innym egoizm (miłość do siebie), czym innym skąpstwo (miłość
      do pieniądza), czym innym niedobrane małżeństwa (w tej czy innej dziedzinie) a
      zupełnie czym innym ustalanie jakie podejście do życia jest "właściwe".

      Pzdr.
      Gal

      PS. A co do róż w restauracji... Jest to plaga podobna do "kalek" na
      skrzyżowaniach ulic. I odczucia moje wobec nich są podobne. Tak jak nie
      przepadam za orkiestrą cygańską wędrującą od stolika do stolika w celu
      wymuszenia opłaty, "parkingowymi" w centrum Warszawy
      wymuszającymi "złotóweczkie, prezesie" za "popilnowanie" samochodu. Babcia z
      różami w restauracji z romantyzmem wpólnego nic nie ma. Zdarzyło mi się (z
      kolegami) kupić wszystkie róże od kwiaciarki na rynku wrocławskim i obdarować
      nimi Panie tam spacerujące a nam zupełnie nieznane, bo taki mieliśmy nastrój i
      wydało nam sie to zabawne, ale kwiaciarka w restauracji takich uczuć u mnie (i
      wielu moich kolegów) nie budzi. I nie o pieniądze tu chodzi. Warto to wziąć
      pod uwagę oceniając zachowanie się Panów przy stoliku.
      G.



      • Gość: lesia Re: Mój Narzeczony... IP: *.acn.pl 16.08.03, 12:53
        Gość portalu: Gal napisał(a):


        > PS. A co do róż w restauracji... Jest to plaga podobna do "kalek" na
        > skrzyżowaniach ulic. I odczucia moje wobec nich są podobne. Tak jak nie
        > przepadam za orkiestrą cygańską wędrującą od stolika do stolika w celu
        > wymuszenia opłaty, "parkingowymi" w centrum Warszawy
        > wymuszającymi "złotóweczkie, prezesie" za "popilnowanie" samochodu. Babcia z
        > różami w restauracji z romantyzmem wpólnego nic nie ma. Zdarzyło mi się (z
        > kolegami) kupić wszystkie róże od kwiaciarki na rynku wrocławskim i
        obdarować
        > nimi Panie tam spacerujące a nam zupełnie nieznane, bo taki mieliśmy nastrój
        i
        > wydało nam sie to zabawne, ale kwiaciarka w restauracji takich uczuć u mnie
        (i
        > wielu moich kolegów) nie budzi. I nie o pieniądze tu chodzi. Warto to wziąć
        > pod uwagę oceniając zachowanie się Panów przy stoliku.

        Zupełnie nie zrozumiałeś, o co w tym urywku z różą chodziło. Bądź pewien, że
        ja też nie przepadam za nagabywaniem przez różnych "akwizytorów" o jakiś
        zakup. Ale jeżeli ktoś odmawia kupna kwiatka dla partnerki, to niech będzie
        konsekwentny i nie zmienia decyzji tylko dlatego, że jakiś kolega w
        towarzystwie się wychylił. Nie miałam pretensji, gdy powiedział "nie".
        Pretensje miałam, gdy zmienił decyzję i jednak kupił ten kwiat tylko dlatego,
        żeby nie być gorszym od kolegi. To właśnie było upokarzające - te nieczyste
        intencje. Zostałam w tę gierkę wciągnięta wbrew swojej woli, bo wiadomo, że
        facet sobie raczej róży nie kupuje. Dla mnie obrzydliwe jest dawanie komuś
        prezentu z przymusu, w obawie co inni powiedzą. Czy otrzymanie TAKIEGO
        podarunku sprawiłoby Ci jakąkolwiek przyjemność?

        • Gość: Gal Re: Mój Narzeczony... IP: *.knc.pl 16.08.03, 13:17
          Zrozumiałem:) co pisałaś. Nie byłaś jednak jedyna która o kwiatach w
          restauracji pisała/komentowała, więc nie do Ciebie bezpośrednio się zwracałem,
          a raczej do powtarzanej powyżej opinii o romantyźmie kupowania kwiatów w
          restauracji (0 romantyzmu moim zdaniem) i powodach dla których niektórzy
          faceci tych kwiatów nie kupują (zniesmaczenie a nie skąpstwo). A odnosząc się
          już do Twojej sytuacji;
          - nie kupił, bo go te kwiaciarki żenują (romantyzm na siłę)
          - inni tego nie zrobili z tego samego powodu
          - znalazł sie jeden idiota, który postanowił zabłysnąć za 5zł i dać powód
          swojej żonie/dziewczynie do poczucia się przed swoimi koleżankami dumną z
          posiadania TAAAKIEGO czułego i kochającego faceta, no i tym samym "lepszą" od
          nich
          - Twój mąż/chłopak poczuł się przyparty do muru i kupił tę różę żebyś TY nie
          poczuła się gorsza a nie dla siebie. Swoje "podejście do tematu" wyraził na
          początku sceny, pędząc nachalną kwiaciarkę
          - a, że wyszło, jak wyszło, to niekoniecznie skutek jego złych intencji wobec
          Ciebie, a raczej niskiej odporności na presję otoczenia. Że przyjemności Ci to
          nie sprawiło, to jasne, ale być może nie było jasne dla niego w tamtej chwili.
          Ludzie czując się głupio (jak on tam) robią głupie rzeczy...

          Czyli; nie on chciał być nie gorszy od tamtego, ale chciał byś TY nie poczuła
          sie gorsza. Nie SIEBIE a CIEBIE miał na mysli. Czy taka interpretacja też jest
          możliwa?

          A wyszło jak wyszło...

          Wniosek; Pędźcie, drogie Panie te kwiaciarki byle dalej od stolików same,
          zanim staną się one zarzewiem konfliktu małżeńskiego.

          :)


          Gal
          • kobbieta Re: Mój Narzeczony... 16.08.03, 13:22
            Masz racje lesiu, GAL to glupek!
            • Gość: Gal Re: Mój Narzeczony... IP: *.knc.pl 16.08.03, 13:25
              kobbieta napisała:

              > Masz racje lesiu, GAL to glupek!

              Z Twoich ust to komplement
              :))

              Gal
          • Gość: lesia Re: Mój Narzeczony... IP: *.acn.pl 16.08.03, 13:39
            Gość portalu: Gal napisał(a):

            > - Twój mąż/chłopak poczuł się przyparty do muru i kupił tę różę żebyś TY nie
            > poczuła się gorsza a nie dla siebie.

            Pokrętne to trochę ale teoretycznie możliwe ;-), chociaż nie w przypadku
            mojego eks-męża. Z całą pewnością ratował własną d...
            Klasę faceta poznaje się między innymi po jego zachowaniu, gdy jest "przyparty
            do muru"...
            • straw-berry Re: Mój Narzeczony...i róże 16.08.03, 14:09
              Matko Bosko dacie pokój z tymi roźami!
              Gal wytworzył niezwykle pokretną teorię ku chwale solidarności plemników, a
              Lesia robi z igły widły. Starczy spojrzeć, żeby dostrzeć w tej scence
              podręcznikowy przyklad konformizmu, a jest to mechanizm bardzo silny i nie
              dziwota że cała zgraja chłopów rzuciła się na kwiaciarkę, w cale bym się nie
              zdziwiła gdyby ten 1 był podstawiony - marketingowcy znają swój fach. W takiej
              sytuacji wypadałoby się tylko roześmiać i zlekcewazyć całe zdarzenie.
              • Gość: Gal Re: Mój Narzeczony...i róże IP: *.knc.pl 16.08.03, 14:24

                Zaraz pokrętna... Was tu siła na jednego więc płci własnej bronić muszę.
                :)))

                A takimi pierdołami życie emocjonalne par kwitnie. Prawdziwe powody są zwykle
                gdzie indziej, ale przy róży w restauracji wszystko wybucha.

                Prawie identycznej sytuacji byłem świadkiem przy sąsiednim stoliku z miesiąc
                temu tyle, że zakończonej rzucaniem tej róży na podłogę i przyspieszonym
                wyjściem z restauracji. Po tej scenie, przy moim stoliku wybuchła dyskusja o
                wydarzeniu i całe towarzystwo podzieliło się w swych opiniach niemal idealnie
                zgodnie z płcią...

                Więc temat mam już przećwiczony:)

                Pzdr.
                Gal
                • straw-berry Re: Mój Narzeczony...i róże 16.08.03, 14:56
                  Gość portalu: Gal napisał(a):

                  >Po tej scenie, przy moim stoliku wybuchła dyskusja o
                  > wydarzeniu i całe towarzystwo podzieliło się w swych opiniach niemal idealnie
                  > zgodnie z płcią...

                  może warto mieć własne zdanie, a nie powtarzać za kumplami, tak jak w tej
                  knajpie z różami? (rym wyzedł spontanicznie ja nie z częstochowy ;)

                  swoja drogą pomysł na zwiększenie sprzedaży świetny!
                  • Gość: Gal Re: Mój Narzeczony...i róże IP: *.knc.pl 16.08.03, 15:26
                    straw-berry napisała:

                    > może warto mieć własne zdanie, a nie powtarzać za kumplami, tak jak w tej
                    > knajpie z różami? (rym wyzedł spontanicznie ja nie z częstochowy ;)


                    "Swoje zdanie" to zabytek językowy i pojęciowy z czasów sprzed kulury masowej
                    i kształtowania opinii publicznej przez media i reklamę:). Teraz to się
                    nazywa "nie być trendy":)
                    W knajpie, były mąż Lesi zachował się odrobinę żałośnie (zdaje się, że Lesia
                    nie daży go już ciepłymi uczuciami, więc mogę sobie pozwolić), ale i sytuacja
                    była pożałowania godna, więc w sumie żałość bierze na całokształt.:))
                    Dopełniając historyjki, którą opowiedziałem wcześniej; jak wspomniałem podział
                    był "niemal idealnie zgodny z płcią". To "niemal" to jedna z Pań
                    (nonkonformistka), która stwierdziła, że romantyzmu w kupowaniu kwiatów od
                    handlary w restauracji ona nie widzi... Trzeba było widzieć gromy w oczach Pań
                    pozostałych, a atmosfera (na moment) stała sie nieco nieświeża. Wszystko
                    wskazywało na to, że problem do ważkich należał jednak i nonkonformizm
                    ostracyzmem towarzyskim (choćby chwilowym) opłacić trzeba było. Nie wszyscy są
                    do tego zdolni:))

                    > swoja drogą pomysł na zwiększenie sprzedaży świetny!

                    Ale jakim kosztem społecznym!!!:)))) Czy dziki marketing stracił już resztki
                    poczucia przyzwoitości???

                    :)


                    Pzdr.
                    Gal
                    • Gość: mo Re: Mój Narzeczony... IP: 212.244.69.* 16.08.03, 19:10
                      Poczytałam. I wiesz, co mysle...
                      Porady "przemysl to" sa chyba najmądrzejsze. Wiesz, ze to Twoje zycie i ja sie
                      wtrącać nie będę, ale zalezy mi zebys była szczesliwa. A mam wrażenie, ze nie w
                      tym porcie.
                      3maj sie cieplo.
                      • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony... IP: *.dialup.sprint-canada.net 16.08.03, 21:46
                        Mnie osobiscie smiesza te "rozowe" tematy i ich szablonowosc. Niczego
                        zlego nie widze w tym, ze facet kupi od babci w knajpie kwiatek i
                        wreczy go kobiecie ktora mu towarzystwo dotrzymuje. Niektorzy mezczyzni
                        wydaje mi sie niestety, ale wychodza na czesciowych blaznow, kiedy
                        chca dorownac temu, ktory pierwszy kupil roze. Chodzi mi tu o
                        tych mezczyzn, ktorzy ani razu nie kupili "swojej" kobiecie zadnego
                        kwiatka (z okazja zwiazana lub bez) a w knajpie sie "szarpneli". Jak
                        by wygladal facet np. siedzac z zona w restauracji, kiedy z
                        "koniecznosci" kupuje jej roze, bo tak postepuje wiekszosc mezczyzn w
                        tym czasie, w tejze restauracji, kiedy majac tyle innych okazji,
                        przechodzac przed kwiaciarnia, wracajac do domu z pracy np. nigdy
                        tam nie wszedl by go jej kupic, wiedzac ze ona jest w domu i
                        czeka na niego np. z obiadem w dodatku?. Wg. mnie wygladalby jak
                        oferma, bez wlasnego zdania czy godnosci. Kobiety przeciez w ten
                        sposob oszukac nie mozna. Ona zrozumie powody takiego nieszczerego
                        obdarowywania jej roza, i pewnie nic dobrego nie pomysli -raczej: dal,
                        bo musial, czy cos w tym sensie. Pozdrawiam
                    • straw-berry Re: Mój Narzeczony...i róże 17.08.03, 12:48
                      Gość portalu: Gal napisał(a):

                      > straw-berry napisała:
                      >
                      > > może warto mieć własne zdanie, a nie powtarzać za kumplami, tak jak w tej
                      > > knajpie z różami? (rym wyzedł spontanicznie ja nie z częstochowy ;)
                      >
                      >
                      > "Swoje zdanie" to zabytek językowy i pojęciowy z czasów sprzed kulury masowej
                      > i kształtowania opinii publicznej przez media i reklamę:). Teraz to się
                      > nazywa "nie być trendy":)

                      "zapachniało" plastikiem.....
            • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony... IP: *.dialup.sprint-canada.net 16.08.03, 21:57
              Gość portalu: lesia napisał(a):

              > Klasę faceta poznaje się między innymi po jego zachowaniu, gdy jest
              "przyparty
              > do muru"...
              Ogolnie masz racje. Uwazam jednak, ze prawdziwy facet nigdy nie
              znajdzie sie w sytuacji by go ktos, cos, czy ktoras przyparla do
              muru. Zdarza sie jednak, ze wynika sytuacja taka, gdzie istnieje
              potrzeba czy koniecznosc nawet, by okazac te swoja klase. Zazwyczaj
              niestety, ale wiaze sie to z zablysnieciem kasa, choc nie zawsze, i
              jezeli facet sie z tego wycofuje, bardzo zle siebie reprezentuje,
              i nie wazne, ze wczesniej kupil kobiecie roze lub komplementow jej
              wraz z obcalowywaniem rak nagadal (tak mi sie wydaje, choc moge sie
              mylic w tej sprawie). Niestety, ale z zycia znam wiele przypadkow
              kiedy to faceci niepotrzebnie nawet wywyzszali sie swoja "klasa",
              ale kiedy trzeba bylo ja naprawde okazac -znikali jak szczury. Z
              klasa u kobiet tez roznie bywa, i podobnie jak u wielu facetow
              "sytuacja" ja dla wielu "slicznych" odbiera.
              • Gość: lesia Re: Mój Narzeczony... IP: *.acn.pl 16.08.03, 23:06
                Gość portalu: .................. napisał(a):

                > Gość portalu: lesia napisał(a):
                > Uwazam jednak, ze prawdziwy facet nigdy nie
                > znajdzie sie w sytuacji by go ktos, cos, czy ktoras przyparla
                > do muru.

                A ja myślę, że takie twierdzenie jest szalenie naiwne. Widocznie jesteś bardzo
                młody. Zapewniam Cię, że życie nie raz "przyprze Cię do muru" ;-).

                > Zazwyczaj niestety, ale wiaze sie to z zablysnieciem kasa,

                ??? Nie mam pojęcia, dlaczego mieszasz pieniądze z klasą. Jedno z drugim nie
                ma nic wspólnego. Można być bardzo biednym i mieć klasę i można być
                obrzydliwie bogatym i być kompletnym burakiem.

                > Niestety, ale z zycia znam wiele przypadkow
                > kiedy to faceci niepotrzebnie nawet wywyzszali sie swoja "klasa",

                Ktoś kto ma klasę nigdy się nie wywyższa, więc nie nadużywaj tego słowa, bo tu
                nawet branie w cudzysłów nie pomaga.
                Spróbuj je najpierw sobie zdefiniować, bo rozmawiamy jak gęś z prosięciem.

                A w ogóle, to coraz bardziej oddalamy się od tematu wątku. Podejrzewam, że W
                Kropce ma już lekką gorączkę. Pewnie nawet nie spodziewała się tylu i TAKICH
                wypowiedzi.
                • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony... IP: *.dialup.sprint-canada.net 18.08.03, 02:07
                  Gość portalu: lesia napisał(a):

                  > A ja myślę, że takie twierdzenie jest szalenie naiwne. Widocznie jesteś
                  bardzo
                  > młody. Zapewniam Cię, że życie nie raz "przyprze Cię do muru" ;-).
                  *Jestem w srednim wieku. Nie rozumiem Ciebie w sensie "zycie
                  przyprze cie do muru". Moze byc wynikniona podobna sytuacja, np.
                  jakis gangster z bronia postawic mnie w sytuacji bez wyjscia, kleska
                  zywiolowa itp., ale to nie jest wynikiem wysilku czy czynu danego
                  czlowieka lecz okolicznosci nad ktora kazdy (doslownie kazdy) czlowiek
                  nie ma kontroli. Tak wiec, te sprawy tu zostawiam, bo kazdy z nas
                  np. bedzie uciekal z plonacego domu ratujac swoje zycie, czy kryl
                  sie za rogiem budynku przed strzelanina. Mysle, ze te i podobne
                  sytuacje rozumiesz i branie ich jako przyparcie do muru niczego tu
                  nie mowi. W normalnym ukladzie, spokojnym i cywilizowanym zyciu
                  prawdziwy facet nie powinien znalezc sie w sytuacji by byc
                  przypartym do muru. Tak mi sie przynajmniej wydaje. Ja jeszcze nie
                  bylem przyparty do muru, tak, zeby nie wiedziec jak sie zachowac, czy
                  co zrobic wy sie od tego "muru" odpiac.
                  > > Zazwyczaj niestety, ale wiaze sie to z zablysnieciem kasa,
                  >
                  > ??? Nie mam pojęcia, dlaczego mieszasz pieniądze z klasą. Jedno z drugim nie
                  > ma nic wspólnego. Można być bardzo biednym i mieć klasę i można być
                  > obrzydliwie bogatym i być kompletnym burakiem.
                  * Nie badzmy naiwni. Doskonale wiesz w jakim swiecie zyjemy i
                  znamy tez wartosc a nawet sile pieniadza. To pieniadz zazwyczaj
                  dzisiaj (i wczesniej taksamo) okreslal wartosc czlowieka w sensie
                  materialnym. W sensie zas innych wartosci, zgadzam sie z Toba w
                  zupelnosci, gdzie piszesz, ze biedni moga taksamo miec klase a
                  bogaci byc burakami. Pieniadze w tej kwestii wlaczylem jak sama
                  wiesz, nie jako glowny walor klasy czlowieka, a raczej jako jego
                  dodatek, czy upiekszenie tej klasy, bo dosc czesto bywa tak, ze
                  kazdy ruch czlowieka jest zwiazany z forsa lub jakims jego wydatkiem.
                  Wez nawet prosty przyklad tutaj opisywany. Zeby wreczyc kwiaty
                  kobiecie, facet musi po pierwsze je kupic, a wiec juz pieniadz w tej
                  jego "klasie" istnieje, choc bardziej o jego prawdziwej klasie
                  swiadczy jego podejscie z tym kwiatkiem do kobiety, jego uprzejmosc
                  do niej, wypracowanie odpowiedniej atmosfery wreczenia itd., itp.
                  > > Niestety, ale z zycia znam wiele przypadkow
                  > > kiedy to faceci niepotrzebnie nawet wywyzszali sie swoja "klasa"
                  > ,
                  >
                  > Ktoś kto ma klasę nigdy się nie wywyższa, więc nie nadużywaj tego słowa, bo
                  tu
                  > nawet branie w cudzysłów nie pomaga.
                  > Spróbuj je najpierw sobie zdefiniować, bo rozmawiamy jak gęś z prosięciem.
                  >
                  > A w ogóle, to coraz bardziej oddalamy się od tematu wątku. Podejrzewam, że W
                  > Kropce ma już lekką gorączkę. Pewnie nawet nie spodziewała się tylu i TAKICH
                  > wypowiedzi.
                  * Tak, facet z klasa nigdy sie nie wywyzsza. Zgadzamy sie tu
                  rowniez. Zdefiniowanie klasy czlowieka jest raczej niemozliwe, bo nikt
                  jej nie ma doskonalej. Mowimy czasem o klasie ludzi tych czy
                  innych, co wcale nie oznacza ze ta ich klasa jest klasa uniwersalna,
                  czy godna do nasladowania dla wszystkich. Uwazam, ze kazdy dobry
                  czlowiek ma swoja i swoista sobie jak i wielu podobnym jakas klase.
                  Jezeli nie ciagle, to przynajmniej w pewnych momentach swojego
                  zycia. Pozdrawiam
    • Gość: mat_mat Re: Mój Narzeczony... IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 18.08.03, 09:16
      Yhm - nie bede pisal jakie kobiety w swym zyciu poznalem, ile z kazda z nich
      stracilem lat zycia liczac na - szczesliwy koniec.

      Podam wam cos bardziej realistycznego - przepraszam za to co przeczytacie, nie
      jest w moim interesie chwalenie sie a zwykle przedstawienie sytuacji.

      Kazda kobieta, z ktora bylem (4 kobiet z kazda bylem po kilka lat) otrzymywaly
      ode mnie osobne konto (zreguly dostawaly na nim kase w wysokosci ok. 50 tys),
      to bylo jej zabezpieczene. Zadna z tych kobiet nie ruszyla ani grama z tych
      pieniedzy, wciaz liczac na moje zarobki. To ja utrzymywalemm dom, jej
      zalatwilem prace, to ja kupowalem im prezenty. Ale kiedy okazywalo sie, ze po
      pol roku, ze skromnej dziewczyny robi sie zachlanny wampi wiedzialem, ze to nie
      ta. Nagle kobiety chcialy chodzic ubrane w najlepsze ciuchy, najlepszych
      kosmetykow uzywac, jezdzic dobrym autem itp. Dla wyjasnienia - mam toyote
      celica z 94 roku, moj pierwszy wymarzony samochod. Kazda chciala zmienic na
      inny nowszy , lepszy. Nie zgadzalem sie ani na zakup auta dla niej, ani na
      zmiane auta mojego. To byla z byt duza ingerencja w moje zycie. Z kazda sie
      rozstawalem zabierajac pieniadze z konta, ktore miala i nie wydawala, wciaz
      patrzac tylko na moja kase. Przykro to mowic.

      Teraz poznalem 3 lata temu kobiete, przez internet - przez ok. rok nie miala
      pojecia o moim statusie materialnym. Pracowala u mnie i ja pracowalem. Konta,
      na ktorych mam kase byly zablokowane z mozliwosci niewielkich dofinansowan. Ani
      razu nie skorzystalismy z tych dofinansowan. Zylismy z naszych pensji, wciaz
      stac mnie bylo na dobre garnitury, ja na kupno sukienki itp. Finansowalismy to
      ze wspolnych pieniedzy. Widzialem, ze poznalem skromna dziewczyne z klasa,
      ktora nie tylko umie wydawac pieniadze ale i cieszyc sie tym co ma. Wyobrazcie
      sobie jej szok na wigilie gdy dostala ulubione auto (ona pierwsza) nie wiedzac
      skad moglem zaoszczedzic pieniadze. Teraz juz zna NASZ status materialny i..
      wcale sie nie zmienila - jedyna ekstrawagancja byl wyjazd do paryza i wloch.
      Jedyne z czego sie ucieszyla to fakt, iz nie bedzie sie musiala obawiac o prace
      zachodzac w ciaze. Jestesmy szczesliwy, w przyszlym roku slub, po 2 letnim
      mieszkaniu ze soba i 3 letniej znajomosci. Powiem tak - kazdy musi dorosnac do
      pewnych spraw i sytuacji. W przypadku kobiet znanych wczesniej - brakowalo im
      dojrzalosci, poczucia odpowiedzialnosci. Tez byly skape, ale tez i byly wredne
      wobec innych swoich kolezanek.

      Facet z tutulowego postu, jest zly - nie umie sie dzielic, te kobiety byly
      takie same. Kieruje nimi chec zatrzymania wszystkiego dla siebie. To jest zle.
      Ja tak samo odczulem ich skapstwo, ale rozumialem je. Choc kazda miala
      zdeponowane na osobnym koncie pieniadze, nie umiala ich wykorzystac, a nie
      wiedzac jak je wykorzystac, nie chciala ich wydawac nawet na zwykly prezent dla
      mnie. One chcialy zapewnic w ten sposob sobie zaplecze, stabilizacje finansowa
      i tak samo postepuje ten facet.

      Dzisiejsze czasy, maja to do siebie, ze konieczne jest odlozenie pieniedzy po
      to aby zapewnic sobie bezpieczestwo (np. drogie prywatne leczenie itp). Sam
      wiem o czym mowie - byl moment ze chodzilem w starych zniszczonych butach majac
      na koncie wiecej pieniedzy niz jakikolwiek znajomy-znajoma. Wciaz uznawalem ze
      to za malo, ze trzeba wiecej. I.... dotarlem do momentu, w ktorym powiedzialem
      sobie dosc... wystarczy. Teraz zyje, bawie sie, nadala oszczedzam - ale nie
      musze myslec o pieniadzach jako takich.

      Ten facet moze wlasnie jak i jak - miec doswiadczenia z poprzednich zwiazkow,
      gdzie zawsze dawal duzo z siebie a malo dostawal a na koniec jeszcze obrywal
      finansowo. Mi takze jedna chciala po odejsciu zlikwidowac konto na ktorym
      zdeponowalem 50 tys. i zrobilaby to gdyby nie moje znajomosci w banku i
      ostrzezenie. Dla zainteresowanych ona byla uprawiona, ale z zastrzezeniem 3 tys
      jednorazowej wyplaty.

      Moze on byc wielkim skapcem, ale moze tez byc doswiadczonym przez los, kobiety
      facetem, ktory trzyma pieniadze dla siebie, czekajac na slub i przekonujac sie,
      ze dopiero wtedy bedzie pewnym swej Pani.

      pzdr
      • straw-berry Re: Mój Narzeczony... 18.08.03, 09:50
        Gość portalu: mat_mat napisał(a):

        > Yhm - nie bede pisal jakie kobiety w swym zyciu poznalem, ile z kazda z nich
        > stracilem lat zycia liczac na - szczesliwy koniec.
        >
        > Podam wam cos bardziej realistycznego - przepraszam za to co przeczytacie,
        nie
        > jest w moim interesie chwalenie sie a zwykle przedstawienie sytuacji.
        >
        > Kazda kobieta, z ktora bylem (4 kobiet z kazda bylem po kilka lat)
        otrzymywaly
        >
        > ode mnie osobne konto (zreguly dostawaly na nim kase w wysokosci ok. 50 tys),
        > to bylo jej zabezpieczene.
        Dziwię się bardzo, że dawałeś tym paniom pieniądze ot tak po prostu, a że był
        to poważny błąd pokazała ostatnia znajomość, którą pokierowałeś w zupełnie inny
        sposób, trzeba było tak od razu, ale cóż Polak mądry po szkodzie.
        Chciałam tylko zauważyć, że sępienie jest zjawiskiem powszechnym i bynajmniej
        nie jest charakterystyczne tylko dla kobiet, facei potrafią naciągać co
        najmniej tak samo suktecznie i bezczelnie, co więcej nikt ich za to palcami nie
        wytyka, po prostu udajemy ze tego nie ma. W dawaniu sobie drobiazgów od czasu
        do czasu przy okazji lub bez okazji nie chodzi o pieniądze tylko o pamięć,
        okazanie zainteresowania, sprawienie sobie radości. Jeśli ktoś nie uznaje
        takiej formy okazywania zainteresowania powinnien o tym powiedzieć wprost, a
        nie brać, brać, brać i brac, bo jak chce dawać to niech daje, a on przecież nic
        nie musi. Otóż wręcz przeciwnie, jeśli ktoś chce żyć wg zas. 'kochajmy się jak
        bracia a rozliczajmy jak Żydzi' powinien jasno zadeklarować swoje stanowisko i
        konsekwentnie tego przestrzegać również w odniesienu do siebie, inaczej jest
        zwykłą hieną tak jak narzeczony W kropce i byłe dziewczyny Mata.


      • Gość: mo Re: Mój Narzeczony...do mat, mat IP: 212.244.69.* 18.08.03, 10:25
        Gratuluje znalezienia tej jedynej:)))
    • tassman Re: Mój Narzeczony... 18.08.03, 09:20
      W Kropce,

      Z jak dużej (ilościowo-ile chałup w szczerym polu) wioski pochodzi twój skąpiec?

      tassman:)
      • rose2 Re: W Kropce!!!!! 18.08.03, 10:16
        A moze Twoj luby nazywa sie Maciek...I jest z Wroclawia???? Moja kolezanka tez
        kiedys miala takiego narzeczonego (pisze narzeczony bo sie podobno zareczyli).
        Potem na jej szczescie zwiazek obumarl...Pytam bo wiek sie zgadza i zachowanie
        identyczne!
        • oka5 Re: W Kropce!!!!! 18.08.03, 11:00
          Zdaje się, że W Kropce znalazła się w kropce. Już się tu nie pokazuje.
          Naczytała się postów, przestraszyła się i zastanawia się w odosobnieniu, co ma
          zrobić z narzeczonym...
          • rose2 Re: W Kropce!!!!! 18.08.03, 11:32
            a szkoda :o(
            Moja kolezanka ladnych pare lat zmarnowala przez tego goscia. Z opisu wszystko
            pasuje, szczegolnie ta historia z wyjazdami. Wiedzial dobrze ze ja nie stac na
            tego typu przyjemnosci, ale ja wyciagal i wymagal aby za siebie placila. A ona
            zakochana na slepo, nic innego nie robila tylko ciulala na te wyjazdy w gorki
            na narty (ba jeszcze musiala sobie narty zafundowac, aby za nim nadazyc). Nawet
            w McDonaldzie kazal jej placic za siebie. Jak sobie o tym przypomne to mnie ehh
            co sie bede denerwowac.
    • amor_latino mamma mia 18.08.03, 11:59
      trudno przeczytac wszystkie posty juz nawet nie z powodu ich liczby co z
      powodu "rush of blood to the head" (pozdrawiam fanow coldplay!). wylania sie z
      nich niestety nieciekawy obraz wspolczesnej kobiety - zakochana ale do
      szczescia brakuje jej jeszcze dowodow milosci wprost z jego portfela. wstyd
      nawet przypominac, ze sugerowanie partnerowi zakupu bluzki jest nie tylko
      swiadectwem braku klasy ale nazywa sie po prostu sponsoringiem.
      pzdr,
      g

      ps. suzume, gdzieskolwiek jestes jeslis jest...



      Gość portalu: W Kropce napisał(a):

      > ....jest skąpy. Poza tym jest naprawdę cudowny i nie wyobrażam sobie życia
      > bez niego, ale...
      > Ma 35 lat, zarabia świetnie i ...nigdy nic mi nie kupuje. Kwiaty dostaję
      > tylko po kilkakrotnej prośbie ("Kup mi kwiatka, proszę") i zawsze dostaję 1
      > szt. Nie przypominam sobie zebym cokolwiek od niego dostała w prezencie.
      > Naprawdę!!!!!!!!!!! Ah,przypominam sobie: na moje urodziny bardzo chcialam
      > dostać rolki a dostałam rękawiczki na rower.... Niedawno byliśmy razem w
      > górach i nie wydal na mnie ani złotówki! Powiedział "To moze każdy płaci za
      > siebie, Ok?" Często wyjeżdża i nigdy nie przywiezie mi nawet drobiazgu...
      > Jeśli chodzi o zakupy dla siebie samego, to w tej kwestii nie ma oporów...
      > Nie chciałabym, żeby to zabrzmiało jak zrzędzenie chciwej panienki, na prawdę
      > go kocham i wiem,że on mnie też, jest nam razem cudownie, ale to,że nigdy nie
      > pomyślał ,zeby sprawić mi jakąś przyjemność jest dla mnie raczej przykre.
      > Chciałabym z nim o tym jakoś porozmawiać,ale co mam powiedzieć,zeby nie
      > wyszło głupio???
      > Starałam się delikatnie dać mu to do zrozumienia, po pierwsze:sama coś dając
      > (bo ja ubóstwiam robić prezenty!, i choć zarabiam jakieś 4xmniej niż on nie
      > mam przed tym jakiś oporów )a po drugie: mówiąc:"Widziałam śliczną
      > bluzkę"...On zawsze odpowiada"Kupimy...", ale to znaczy nigdy...
      > Jeszcze raz podkreślam,że nie uważam tego za jakiś wielki problem, po protu
      > mi to troche "uwiera".No i smutno mi......
      > Jakies rady? jak rozmawiac?
      • Gość: jendza Guciu, IP: *.w193-251.abo.wanadoo.fr 18.08.03, 16:26
        Nie wiem, czy sie nie myle,
        ale Su bywa chyba na feminizmie...

        pozdrawia
        jendza-streczycielka:))
        ps.
        Gdzieskolwiek jest, jeslis jest
        ozyw ma nadzieje....
        • Gość: jendza Korekta IP: *.w193-251.abo.wanadoo.fr 18.08.03, 16:28
          Ups, umknelo mi, ze 'powinno byc':

          > ps.
          > Gdzieskolwiek jest, jeslis jest
          > ozyw ma nadzieje....

        • amor_latino Jendzo;) 18.08.03, 16:33
          dlaczegoz to su bywa na feminizmie a nie na kobiecie? zobacz ilez to pracy u
          podstaw nalezy wykonac na kobiecie w temacie rownouprawnienia prezentowego i te
          pe. co to jest za nierownoprawne domaganie sie prezentow, ze ona mu skarpety na
          swieta a on jej rolek nie chcial, he? za skarpety mozna sie domagac co najwyzej
          stringow!

          Gość portalu: jendza napisał(a):

          > Nie wiem, czy sie nie myle,
          > ale Su bywa chyba na feminizmie...
          >
          > pozdrawia
          > jendza-streczycielka:))
          > ps.
          > Gdzieskolwiek jest, jeslis jest
          > ozyw ma nadzieje....
          • rose2 Re: Jendzo;) 18.08.03, 16:41
            Nie wiem dokladnie, gdzie wyczytales ta informacje o skarpetkach? Moze
            przysnilo ci sie?
            Mnie sie wydaje ze to Ona mu wszstko sponsoruje. Szkoda mi jej bo wiem (na
            szczescie nie na mojej wlasnej skorze) co to oznacza. Pomysl w ten sposob, Ty
            zarabiasz 20000zl a Twoja ukochana 2000. Chcesz jechac w Alpy Szwajcarskie na
            narty, wycieczka kosztuje 5000zl. Co robisz? Wymagasz aby ona sama oplacila
            swoja czesc? Wiesz co to sa proporcje?
            Podobno to jej narzeczony, szczerze wspolczuje!
            • straw-berry wnioski końcowe 18.08.03, 17:46
              facet, który wykorzystuje finansowo kobiete jest równy gość, kobieta która się
              na to nie zgadza jest kurwą.
              amen

              • rose2 Re: wnioski końcowe 18.08.03, 17:58
                najbardziej mnie zastanawia dlaczego takie wnioski plyna z ust kobiet?
                • straw-berry Re: wnioski końcowe 18.08.03, 18:45
                  rose2 napisała:

                  > najbardziej mnie zastanawia dlaczego takie wnioski plyna z ust kobiet?

                  a co w tym takiego zasanawiającego?
                  jedyny związek w którym bezproblemowo mogliśmy dzielić się wszystkim i dawać
                  sobie prezenty jakie kto chciał bez wyliczania co i za ile miałam w liceum jako
                  16 - 17 latka i to była jedyna męska bezinteresowność finansowa jaką znałam,
                  śmieszne nie? potem to sie dopiero zaczęło.....

                  Gdy sądziłam, że mam kogoś na poważnie, zamieszkaliśmy razem wszystko sie
                  rozwaliło z powodu pieniędzy, kiedy już nie chciałam żywić tego pana. Po
                  wyczołganiu się z depresji zaczęłam umawiać się z innymi i szybko skumałam jak
                  to działa - oni (w co najmniej znacznym procencie) traktują każdą wydaną
                  złotówkę jak opłatę za sex, szokujące i pewnie zaraz wszyscy na mnie naskoczą,
                  ale niestety właśnie tak to działa. Jeśli zatem nie odpowiada ci polityka
                  finansowa narzucona przez pana (choćby nie wiem jak skąpego) to znaczy że
                  chcesz od niego pieniędzy, ergo: jesteś dziwką. Pół biedy jeśli to się wyraża
                  tylko w płaceniu za siebie w knajpach (IMHO kobieta i tak zawsze inwestuje
                  więcej; wydatki na kosmetyki, fryzjera, są kilkakrotnie wyższe w przypadku
                  kobiet, u fryzjera choćby płacisz więcej za głupie strzyżenie tylko dlatego, że
                  jesteś kobietą, dochodzi do tego jeszcze pilnowanie zabezpieczenia i jakieś
                  tam koszty z tym związane, na koszty składają się więc zarówno pieniądze, jak
                  i czas, pamięć, absorbowanie swojej uwagi) suma sumarum, nic by się nie stało
                  gdyby ten, czy ów zapłacił za te przysłowiową durną kawę bezinteresownie, ale
                  gdzie tam!
                  "chcesz drinka? odpowiedź twierdzaca oznacza, że jest nadzieja na przedlużenie
                  wieczoru....." tak się zaczyna i dalej kręci się na tych samych flach. Ja mam
                  opanowany taki manewr: "chce masz tu 10 zeta przynieś mi piwo", kolo zwykle
                  mięknie, ale słowa nie piśnie. Wracając do sedna mniejsza o te rachunki, w
                  końcu można omijać drogie lokale szerokim kołem, wielu facetów wykorzystuje
                  jednak sytuację i tak jak w opisanych m.in. przez Ciebie sytuacjach nastawia
                  się totalnie na branie, branie i branie, ani sie nie obejrzysz jak masz
                  lokatora przyrośniętego niemal do drzwi lodówki. Co z tym fantem zrobić?
                  Sytuacja jest trudna, cokolwiek zrobisz wygląda to tak jakbyś chciała od niego
                  pieniędzy, ergo: [już wiemy jak to idzie....]

                  Teraz mam opanowany taki sposób postępowania, ze zawsze płace za siebie i nie
                  daje nic, urodzin jakby nie było, na gwiazdkę internetowa pocztówka, tyle. Nic
                  nie dostaje, ale po diabła mi jakieś kiczowate prezenty. Mieszkam sama, klucze
                  mam tylko ja, przestałam mieć opory przed wypraszaniem (bo np. tak jak teraz
                  pracuje) i nie jest źle. Na wakacje nie jeżdże, bo nie mam czasu, ew, jakiś
                  weekend nad jeziorem za grosze. Na kolecję są kanapki, jak zamawiamy pizzę to
                  się składamy pół na pół, jeśli mam ochotę na jakąś większą wspólną wyżerkę
                  umawiam się z koleżankami, też takimi wrednymi zołzami jak ja, które mają już
                  dość dopłacania do facetów. Pieniądze w związku nie istnieją kropka.

                  a teraz proszę wszystkich frustratów o obrzucenie mnie stosownymi epitetami,
                  macie sznsę by sobie ulżyć
                  • Gość: jendza e tam, IP: *.w193-251.abo.wanadoo.fr 18.08.03, 19:42
                    zaraz tam Cie czymkolwiek obrzucac...:))
                    To Twoje wnioski, z Twojego punktu widzenia
                    jedynie sluszne...

                    Sporo jest w nich logiki i wowczas, gdy sie patrzy
                    z tzw. obiektywnego punktu widzenia...:))
                    (przy zalozeniu, ze cos takiego istnieje...).
                    Tylko ze to sie nijak ma do mojej rozmowy z Amor
                    Latino... Bo ona byla - hm, jakby to rzec...-
                    o czyms innym...

                    pozdrawiam
                    j.
                    • rose2 Re: naiwnosc zwana rownouprawnieniem 19.08.03, 10:02
                      Jasne bylo o czyms innym tzn o rownouprawnieniu prezentowym czyli stringi za
                      skarpety, czy tez skarpety za skarpety.
                      Szkoda mi zakochanych kobiet naciaganych przez swych amantow, nazywajacych ta
                      praktyke "rownouprawnieniem" aby sobie tak wytlumaczyc swoja naiwnosc. Gdzies
                      mam rownouprawnienie tego typu.
                      Jest wlasnie wiele prawdy w tym co pisze straw-berry i wiem ze takie rzeczy
                      czesto sie zdarzaja.
                      • amor_latino Re: naiwnosc zwana rownouprawnieniem 19.08.03, 10:46
                        tez mam gdzies takie rownouprawnienie. sprawiedliwie to jest jak kali ukrasc
                        krowe... doprawdy smieszne jest, ze probujesz dorobic ideologie do klinicznego
                        przykladu sponsoringu. czyzbys uwazala, ze tego typu postawa kobiet wymaga
                        jakiegos usprawiedliwienia? przeciez to zupelnie naturalne jest. juz nasze
                        prapraprababki obdarzaly wzgledami tych samcow, ktorzy do jaskini przyniesli
                        lepsza skure z mamuta...
                        • amor_latino ups, skore. nie powienienem sie tak denerwowac... 19.08.03, 10:47
                          amor_latino napisał:

                          > tez mam gdzies takie rownouprawnienie. sprawiedliwie to jest jak kali ukrasc
                          > krowe... doprawdy smieszne jest, ze probujesz dorobic ideologie do
                          klinicznego
                          > przykladu sponsoringu. czyzbys uwazala, ze tego typu postawa kobiet wymaga
                          > jakiegos usprawiedliwienia? przeciez to zupelnie naturalne jest. juz nasze
                          > prapraprababki obdarzaly wzgledami tych samcow, ktorzy do jaskini przyniesli
                          > lepsza skure z mamuta...
                          • rose2 Re: ups, skore. nie powienienem sie tak denerwowa 19.08.03, 11:02
                            Mylisz pojecia, sponsoring jest wtedy gdy zonaty facet bierze sobie utrzymanke.
                            Facet niekoniecznie musi byc zonaty, moze byc to rowniez zatwardzialy kawaler,
                            z tego typu pogladami odnosnie zwiazkow pomiedzy kobieta a mezczyzna. Wtedy
                            wiadomo o co chodzi. Wowczas nie chodzi o bluzke czy rolki, chodzi o drozsze
                            gadzety jak samochod czy mieszkanie. Problem polega na tym, ze probujesz
                            przykleic etykietke typu "dawanie prezentow" znaczy "sponsoring", czyli cos za
                            cos moze byc samochod za sex, lub cos innego.
                            • amor_latino dobre.... 19.08.03, 11:08
                              sponsoring = OCZEKIWANIE prezentow, pokrywania kosztow wyjazdow w gory, zakupu
                              rolek, i te pe. sponsoring = OCZEKIWANIE a nie dawanie.

                              rose2 napisała:

                              > Mylisz pojecia, sponsoring jest wtedy gdy zonaty facet bierze sobie
                              utrzymanke.
                              >
                              > Facet niekoniecznie musi byc zonaty, moze byc to rowniez zatwardzialy
                              kawaler,
                              > z tego typu pogladami odnosnie zwiazkow pomiedzy kobieta a mezczyzna. Wtedy
                              > wiadomo o co chodzi. Wowczas nie chodzi o bluzke czy rolki, chodzi o drozsze
                              > gadzety jak samochod czy mieszkanie. Problem polega na tym, ze probujesz
                              > przykleic etykietke typu "dawanie prezentow" znaczy "sponsoring", czyli cos
                              za
                              > cos moze byc samochod za sex, lub cos innego.
                              • rose2 Re: dobre.... 19.08.03, 11:35
                                Widzisz, ja rowniez lubie otrzymywac prezenty i nie wazne jest czy to sa rolki
                                czy skarpetki. Wazne jest to ze osoba pamietala o moich urodzinach czy
                                upodobaniach. Jak moja mama jedzie gdzies na wakacje to mi cos tam przywiezie,
                                ja zawsze cos przywoze dla rodziny, czy bliskich znajomych.
                                Tak sie jakos sklada, ze wymagam i oczekuje aby moi bliscy pamietali o moich
                                urodzinach, imieninach, o tym ze sa swieta, mikolaj, walentynki. Mozna o tym
                                pamietac w rozny sposob i nie wymagam prezentu za miliony, moze byc kartka
                                wyslana poczta. Uwazam to jako przejaw dbania o siebie. Moze to wykracza poza
                                Twa wyobraznie ale oczekuje od bliskich, no i od mojego narzeczonego z ktorym
                                planuje przyszlosc, tego czegos na urodziny. Jesli nie ma kompletnie nic, badz
                                jest to rzecz zupelnie mi niepotrzebna (ciekawe czy W Kropce miala rower, a
                                moze on jej kupil te rekawiczki bo mial zamiar je nosic :-O))), to zaczynam sie
                                zastanawiac o co chodzi, to chyba naturalne. To ze W Kropce akurat napisala o
                                rolkach to byl jej blad ale moze chciala podac przyklad i prosze psy sie na nia
                                rzucily. Szkoda mi jej. I nie przeliczaj tak wszystkiego na mamone.
                                • diab.lica droga rozo... 19.08.03, 11:46
                                  > Tak sie jakos sklada, ze wymagam i oczekuje aby moi bliscy pamietali o moich
                                  > urodzinach, imieninach, o tym ze sa swieta, mikolaj, walentynki. Mozna o tym
                                  > pamietac w rozny sposob i nie wymagam prezentu za miliony, moze byc kartka
                                  > wyslana poczta. Uwazam to jako przejaw dbania o siebie.

                                  prezent to nie jest cos czego sie _wymaga_.
                                  owszem milo jest prezenty dostawac. jeszcze milej jest je dawac, zwlaszcza
                                  osobie ktora ich nie _wymaga_. i nie oczekiwac nic w zamian.

                                  ach, te walnetynki. wiesz sa osoby ktorym kupno plastikowego serca w ten dzien
                                  kloci sie z ich pojeciem romantycznosci. tak samo jak _przymusowe_ kupno rozy
                                  u pani wedrujacej po kawiarniach. i do tego prosze skapstwa nie mieszac.
                                  • rose2 Re: droga rozo... 19.08.03, 11:52
                                    Wiesz co oznacza wymagac czy oczekiwac *CZEGOS*? To jest przeciwienstwo slowa
                                    *NIC*... Po co te wywody na temat serduszek plastikowych, przeciez nie o to
                                    chodzi.
                                    • diab.lica Re: droga rozo... 19.08.03, 11:55
                                      wiem doskonale co oznacza slowo _wymagac_. i to slowo nie pasuje moim zdaniem
                                      do slowa _prezent_.

                                      wiem, ze nie chodzi o plastikowe serduszko. chodzi o rolki :)
                                      • rose2 Re: droga rozo... 19.08.03, 12:13
                                        dlatego pisze wymagac *czegos*, choc z drugiej strony jesli kupowalabym swemu
                                        narzeczonemu rozne prezenty, drobiazgi itp a On nic, badz rzeczy zupelnie
                                        bezuzyteczne, zaczelabym sie zastanawiac, czy tak naprawde my jestesmy razem
                                        czy osobno. Nie wyobrazam sobie takiej sytuacji, dla mnie taki facet albo jest
                                        skapy albo ma jakies problemy. Bo przeciez jak to jest mozliwe, ze narzeczony
                                        nie wie co jego kobieta lubi, jakie ma marzenia. Nie oszukujmy sie kazdy ma
                                        marzenia i oczekiwania, w pewnym sensie spelnianie takich marzen jest przejawem
                                        troski, czy dbania o siebie. Zaczyna mnie irytowac to materialne
                                        podejscie "samozadawalania sie". Gdybym wiedziala, ze moj mezczyzna marzy o
                                        rolkach, ale go na nie nie stac badz ma inne wydatki (wazniejsze niz rolki) to
                                        bym mu je kupila na gwiazdke. Czy to takie straszne i materialne?
                                        Przechodzac obok sklepu (zakladajac ze mnie stac!!!!) i widze cos o czym marzy
                                        moj ukochany, to mu to sprezentuje na urodziny powiedzmy! Nie mysle o tym jako
                                        o przedmiocie za moja kase. To troche inne kategorie, tak mi sie wydaje.
                                        Chcialabym rowniez aby moj mezczyzna w ten sposob podchodzil do prezentow i
                                        dzieki Bogu tak jest!!!
                                        Pozdrawiam!
                        • straw-berry Re: naiwnosc zwana rownouprawnieniem 19.08.03, 10:57
                          amor_latino napisał:

                          > tez mam gdzies takie rownouprawnienie. sprawiedliwie to jest jak kali ukrasc
                          > krowe... doprawdy smieszne jest, ze probujesz dorobic ideologie do
                          klinicznego
                          > przykladu sponsoringu. czyzbys uwazala, ze tego typu postawa kobiet wymaga
                          > jakiegos usprawiedliwienia? przeciez to zupelnie naturalne jest. juz nasze
                          > prapraprababki obdarzaly wzgledami tych samcow, ktorzy do jaskini przyniesli
                          > lepsza skure z mamuta...

                          jakiego typu postawa kobiet? i co ci w ogóle chodzi, bo nie widze związku
                          między tym postem, postem W kropce, Rose, a nie moim.


                          • amor_latino Re: naiwnosc zwana rownouprawnieniem 19.08.03, 11:05
                            to byla odpowiedz na post rose, ktora pszesciga sie w wynajdywaniu roznych
                            historyjek z zycia wzietych, ktore usprawiedliwylyby niezadowolenie kobiet
                            wynikajace z tego, ze "nie wydal na mnie w gorach ani zlotowki" oraz, ze "na
                            urodziny dostalam rekawiczki mimo, ze chcialam rolki".
                            • straw-berry Re: naiwnosc zwana rownouprawnieniem 19.08.03, 11:26
                              amor_latino napisał:

                              > to byla odpowiedz na post rose, ktora pszesciga sie w wynajdywaniu roznych
                              > historyjek z zycia wzietych, ktore usprawiedliwylyby niezadowolenie kobiet
                              > wynikajace z tego, ze "nie wydal na mnie w gorach ani zlotowki" oraz, ze "na
                              > urodziny dostalam rekawiczki mimo, ze chcialam rolki".

                              widze, ze dalej nic nie rozumiesz - on jej te głupie rolki OBIECAŁ, wynikło to
                              z tego że sam takowe posiada, a ona nie i nie mogą razem jeździć, nigdy nie dał
                              jej prezentu urodzinowego (podczas gdy ona zawsze o nim pamięta) i wreszcie
                              miały być te *obiecane*, podkreślam *OBIECANE* rolki, jedyny prezent urodzinowy
                              w zamian za wiele otrzymanych od niej prezentów, czy coś do ciebie dociera?

                              jakbyś czytał uważnie i bez uprzedzeń zorientowałbyś się, ze to ona daje w tym
                              związku, on tylko bierze i ona w końcu zaczęła mieć wątpliwości, czy to jest
                              o.k., jeśli ktoś tu kogoś sponsoruje to jest dokładnie na odwrót, niż
                              twierdzisz - to W kropce sponsoruje swojego faceta i stopniowo przestaje jej to
                              odpowiadać, ale ty i tobie podobni nie widzicie, że ona chce tylko równowagi.
                              jak ten koń z klapkami na oczach widzisz tylko jedno; baba chce od faceta
                              pieniędzy, ale z niej dziwka! a to że ten facet od niej te pieniądze wcześniej
                              wziął to już jest drobny detal, nie zasługujący na uwagę, jemu wolno

                              twoje rozumowanie wzorcowo pasuje do opisanego przezemnie schematu (vide post
                              wyzej)
                              • amor_latino nie chem ale muszem 19.08.03, 11:38
                                straw-berry napisała:
                                > widze, ze dalej nic nie rozumiesz - on jej te głupie rolki OBIECAŁ, wynikło
                                to
                                > z tego że sam takowe posiada, a ona nie i nie mogą razem jeździć, nigdy nie
                                dał
                                >
                                > jej prezentu urodzinowego (podczas gdy ona zawsze o nim pamięta) i wreszcie
                                > miały być te *obiecane*, podkreślam *OBIECANE* rolki, jedyny prezent
                                urodzinowy
                                >
                                > w zamian za wiele otrzymanych od niej prezentów, czy coś do ciebie dociera?

                                ok. to dal jej te rekawiczki czy nie dal? wstyd mi az, ze musze tu takie
                                szkolenia organizowac, ale takt wymaga, zeby za prezent okazac wdziecznosc i
                                zadowolenie z jego otrzymania a nie zasmucac sie tym, ze dostalo sie nie to, na
                                co sie czekalo. no chyba, ze sie ma 11 lat.

                                > jakbyś czytał uważnie i bez uprzedzeń zorientowałbyś się, ze to ona daje w
                                tym
                                > związku, on tylko bierze i ona w końcu zaczęła mieć wątpliwości, czy to jest
                                > o.k., jeśli ktoś tu kogoś sponsoruje to jest dokładnie na odwrót, niż
                                > twierdzisz - to W kropce sponsoruje swojego faceta i stopniowo przestaje jej
                                to
                                >
                                > odpowiadać,
                                przykro mi, ale z jej postow nie wynika to, ze ona go sponsoruje tylko to, ze
                                jej przykro, ze jej nie sponsorowal w gorach.

                                ale ty i tobie podobni nie widzicie, że ona chce tylko równowagi.
                                > jak ten koń z klapkami na oczach widzisz tylko jedno; baba chce od faceta
                                > pieniędzy, ale z niej dziwka! a to że ten facet od niej te pieniądze
                                wcześniej
                                > wziął

                                jakie pieniadze wzial? to chyba duzo wiesz o ich zwiazku. mozes ty...
                                nieeeee;))))

                                • rose2 Re: nie chem ale muszem 19.08.03, 11:47
                                  amor! a skad czy wiesz czy ona miala rower, bo to chyba byly rekawiczki
                                  sportowe. Moze to on ma rower, jak i rolki no i chcial sobie w jakis sposob
                                  rekawiczki zafundowac??? :o))))
                                  • amor_latino Re: nie chem ale muszem 19.08.03, 11:49
                                    :))))
                                    co ma rower do wiatraka? sama napisala, ze dostala rekawiczki na rower zamiast
                                    rolek.

                                    rose2 napisała:

                                    > amor! a skad czy wiesz czy ona miala rower, bo to chyba byly rekawiczki
                                    > sportowe. Moze to on ma rower, jak i rolki no i chcial sobie w jakis sposob
                                    > rekawiczki zafundowac??? :o))))
                                    • rose2 Re: nie chem ale muszem 19.08.03, 11:53
                                      bo moze to byly "rekawiczki rowerowe" takie bez palcow z dziurkami, a ona tego
                                      roweru nie ma.....
                                • straw-berry Re: nie chem ale muszem 19.08.03, 11:52
                                  amor_latino napisał:


                                  > jakie pieniadze wzial? to chyba duzo wiesz o ich zwiazku. mozes ty...
                                  > nieeeee;))))

                                  och wybacz, nie zaznaczyłam że nie była to płatność w gotówce, tylko w formie
                                  tych wszystkich koszulet, skarpetek, czy innych dupereli, które ona daje mu ot
                                  tak po prostu, a on jej nigdy nic

                                  po długim czasie bycia obdarowywanym na wszystkie okazje i bez okazji na jedne
                                  jedyne urodziny szarpnął się na rękawiczki, no tak jak już obiecał te rolki, to
                                  musiał coś dać...ma facet klase nie zapomniał (w każdym razie nie całkiem)

                                  zwazywszy, że nie liczyłam na zrozumienie nie jestem rozczarowana.....
                                  twój sposób myślenia jest tak powszechny, że przestało to robić na mnie
                                  wrażenie. jedyna recepta jaką znam - nigdy nie dawać nic facetowi i pod żadnym
                                  pozrem nie pozwolić by zapłacił za cokolwiek.
          • Gość: jendza Hm... IP: *.w193-251.abo.wanadoo.fr 18.08.03, 16:43
            jak rownosc, to rownosc: skarpety za skarpety:))!
            A swoja szosa - nie uwazasz, ze kobieta moze byc
            bardzo seksowna... w skarpetach? (tylko, oczywiscie...)
            Jakos trudno mi sobie wyobrazic - analogicznie -
            kobiete w rolkach... Bylaby za szybka...

            O reszte pytaj SU - osobiscie...:)))
            WYSCISKI!
            j.

            amor_latino napisał:

            > dlaczegoz to su bywa na feminizmie a nie na kobiecie? zobacz ilez to pracy u
            > podstaw nalezy wykonac na kobiecie w temacie rownouprawnienia prezentowego i
            te
            >
            > pe. co to jest za nierownoprawne domaganie sie prezentow, ze ona mu skarpety
            na
            >
            > swieta a on jej rolek nie chcial, he? za skarpety mozna sie domagac co
            najwyzej
            >
            > stringow!
            >

            >
            • amor_latino alez skad... 18.08.03, 17:06
              kobiety na rolkach wcale nie sa za szybkie a na dodatek potrafia swietnie
              krecic i maja wycwiczone poczucie nie za szybkiego rytmu (szuuuu, szuuuu) i
              znaja tez rozne inne przekladance. kobiety na rolkach sa git, ale zeby zaraz
              inwestowac cztery stowy to nie jestem pewien...;)

              Gość portalu: jendza napisał(a):

              > jak rownosc, to rownosc: skarpety za skarpety:))!
              > A swoja szosa - nie uwazasz, ze kobieta moze byc
              > bardzo seksowna... w skarpetach? (tylko, oczywiscie...)
              > Jakos trudno mi sobie wyobrazic - analogicznie -
              > kobiete w rolkach... Bylaby za szybka...
              >
              > O reszte pytaj SU - osobiscie...:)))
              > WYSCISKI!
              > j.
              >
              > amor_latino napisał:
              >
              > > dlaczegoz to su bywa na feminizmie a nie na kobiecie? zobacz ilez to pracy
              > u
              > > podstaw nalezy wykonac na kobiecie w temacie rownouprawnienia prezentowego
              > i
              > te
              > >
              > > pe. co to jest za nierownoprawne domaganie sie prezentow, ze ona mu skarpe
              > ty
              > na
              > >
              > > swieta a on jej rolek nie chcial, he? za skarpety mozna sie domagac co
              > najwyzej
              > >
              > > stringow!
              > >
              >
              > >
              • Gość: jendza Guciu, IP: *.w193-251.abo.wanadoo.fr 18.08.03, 17:15
                a czysty zywy praktycyzm?
                Rolki to sprzet wielokrotnego uzytku.
                Jak kobieta ma rolki i sprawnosci, o ktorych
                piszesz, to i stringow nie trzeba...
                Same oszczednosci:)
                ALternatywna agencja towarzyska pewno
                nie proponuje uslug podobnego standardu...
                A jesli - to ile zazada za jednorazowa usluge?
                Na dluzsza mete NA PEWNO agencja jest nieoplacalna...
                Panowie: INWESTUJCIE W ROLKI swoich pan:))!

                pzdr
                j.
                • amor_latino Re: Guciu, 18.08.03, 17:17
                  tak tak.. kto nie smaruje ten nie jedzie. skad ja to znam??????
                  :))))))))))))

                  Gość portalu: jendza napisał(a):

                  > a czysty zywy praktycyzm?
                  > Rolki to sprzet wielokrotnego uzytku.
                  > Jak kobieta ma rolki i sprawnosci, o ktorych
                  > piszesz, to i stringow nie trzeba...
                  > Same oszczednosci:)
                  > ALternatywna agencja towarzyska pewno
                  > nie proponuje uslug podobnego standardu...
                  > A jesli - to ile zazada za jednorazowa usluge?
                  > Na dluzsza mete NA PEWNO agencja jest nieoplacalna...
                  > Panowie: INWESTUJCIE W ROLKI swoich pan:))!
                  >
                  > pzdr
                  > j.
                  • Gość: jendza Re: Guciu, IP: *.w193-251.abo.wanadoo.fr 18.08.03, 17:22
                    Wszystko ma swoja cene, he,he...
                    Paliwo tez:)))))

                    Rolki to szczesliwie nie alfa, albo beema....:))))
                    Wyobraz sobie, gdyby ona chciala te ostatnia?



                    amor_latino napisał:

                    > tak tak.. kto nie smaruje ten nie jedzie. skad ja to znam??????
                    > :))))))))))))
                    >
      • maraska Skapy czy nieswiadomy? 19.08.03, 05:00
        Moze facet W Kropce jest skapy nie z egoizmu, ale przez nieumiejetnosc dawania,
        dzielenia sie, bo go tego nie nauczono? Model gospodarowania pieniedzmi i
        znaczenie pieniedzy w zwiazku ludzie czesto wynosza z domu. Gorzej, gdy sposob
        patrzenia na pieniadze wynika z charakteru a forsy uzywa sie dla kontrolowania
        drugiej osoby.

        W Kropce, choc z opisu brzmi jakby Twoj facet byl niereformowalny, sprobuj
        dowiedziec sie DLACZEGO tak trzyma kase. Czy on nie chce/nie lubi/nie potrafi
        sie dzielic? Moj nie potrafil.

        Historyjka: jestesmy razem z moim facetem trzy lata. Zarabia dwa razy wiecej
        niz ja, ale przez dlugi czas nie mial zielonego pojecia co robic z pieniedzmi
        gdy jest sie w zwiazku z kobieta. Jednego miesiaca dawal mi na przyklad
        kilkaset dolarow "na dom", po czym robil dodatkowo zakupy zywnosci, innego
        miesiaca nie dawal ani grosza i wyjezdzal na kilka tygodni. Wtykal mi po
        kilkadziesiat dolarow do skrzyneczki z gotowka na biezace wydatki, ale np.
        prezentow nie potrafil dawac, choc ja go obdarowywalam (co tez bylo ciezko
        zrobic, bo na moje podpuchy "a co bys chcial" odpowiadal - "ale ja mam wszystko
        czego potrzebuje!"). Okazalo sie ze byl wychowany w domu gdzie nie dawano sobie
        prezentow a rzadzil tatus-tyran, majacy weza w kieszeni. Koncept dzielenia sie
        jakos do niego przesiakl (z lekcji religii?), ale nie do konca, a perspektywa
        kupna prezentu wywolywala ataki paniki.

        Dopiero gdy zobaczyl, ze kupuje jemu i moim przyjaciolom drobiazgi, np z okazji
        wyjazdu, zaczal przywozic male prezenciki - cos zwiazanego z miejscem jego
        wyjazdu, ale rownoczesnie cos, co lubie (ksiazke z fotografiami, "dream
        catcher", niecodzienny kamien). Do dzisiaj nie za bardzo wie, jak obdarzyc
        kobiete, choc nieba chcialby mi przychylic, doszlismy do porozumienia, ze jesli
        koniecznie chce kupic mi wiekszy prezent, to przychodzi i pyta sie
        wprost: "masz urodziny, co bys chciala?" i zazwyczaj daje pieniadze, a nie
        prezent, bo nie cierpi chodzic po sklepach, wyciagnac go na kupno ciuchow to
        prawdziwa sztuka, jakby mogl, chodzilby w ukochanych bojowkach i wyciagnietym
        golfie, choc w sklepach ze sprzetem komputerowym i sportowym potrafi siedziec
        godzinami.

        Jego uczucie wyraza sie nie tyle w kupowaniu, ile w robieniu czegos dla mnie:
        wyreczaniu w pracach domowych (mycie naczyn TEZ), przynoszeniu herbatki do
        lozka gdy jestem chora, wstawaniu rano, zeby dac mi caluska przed wyjsciem do
        pracy (ja wstaje znacznie wczesniej), dzieleniu sie ze mna roznymi
        ciekawostkami, o ktorych mysli,ze moga mi sie przydac. Nauczyl sie tego ode
        mnie, w domu otrzymywal bardzo zimne traktowanie, a byl zawsze spragniony
        czulosci. Wyszedl ze skorupy i cieszy sie z tego, ze nawzajem dzielimy sie
        swoimi zyciami. Pieniedzmi tez, choc nie one sa najwazniejsze.

        Trzymaj sie W Kropce, odezwij sie na tym watku
        Maraska

        PS Jezdze na rolkach, ktore sama sobie kupilam ;oD


        Dopoki zycie w nas sie tli,
        niech zyja mlode zadze
        dopoki demon smutku spi
        dopoki sa pieniadze
        • rose2 Re: Skapy czy nieswiadomy? 19.08.03, 10:09
          Fajnie to opisalas Maraska! Moim zdaniem zachowanie narzeczonego W Kropce moze
          miec w sobie inne podloze niz tytulowe skapstwo. Moze ale nie musi. Autorka
          tego watku powinna sie nad tym powaznie zastanowic. Problemy sa po to aby je
          rozwiazywac :o)
    • diab.lica Re: Mój Narzeczony... 18.08.03, 16:38
      wypowiem sie jeszcze raz mimo iz prawie zostalam zjedzona przez panie po mojej
      pierwszej wypowiedzi.

      niektorzy wypowiadajacy sie panowie maja niestety sporo racji- pewne kobiety
      po prostu sepia.
      niby chodzi o drobiazgi, o ten gest gest, przeciez one tez kupuja prezenty...
      ale

      w praktyce wyglada to tak:

      1) wyjscie do restauracji- placi on
      2) kino- placi on
      3)kwiaty- kupuje rzecz jasna on
      4)...

      wymiana _drobiazgow_ :
      1) ona jemu T-shirt, on jej suknie wieczorowa
      2) ona jemu smieszny kubek, od niego wymiaga w zamian pierscionka z brylantem,
      3) ona jemu maskotke, on jej perfumy
      $)...

      ewidentnie ow _drobiazg_ musi byc drogi

      teraz opisze mojego 'skapca'
      tak skapca gdyz zarabial wiecej niz ja i zanim zamieszkalismy razem
      (kiedy to po prostu otwarlismy wspolne konto) nie dawal mi prezentow.
      tzn. byly prezenty na urodziny czy Gwiazdke, a w tzw.
      miedzyczasie tylko kwiatki. i uwazalam to za ok.

      na pierwsze urodziny dostalam od niego ksiazke (co za sknerus:).
      bylo to na samym poczatku naszego zwiazku i moim zdaniem drozszy
      prezent po dwoch miesiacach bylby nie miejscu.
      z ksiazki ucieszylam sie bardzo.
      po pierwsze dlatego ze nie wiedzialam skad wiedzial ze mam urodziny.
      po drugie gdyz idealnie trafil w moj czytelniczy gust.
      za wakacje placilismy po rowno bo naprawde nie widzialam powodow
      zeby on mial je finansowac. wspolna kasa jest w malzenstwie lub w dzisiejszych
      czasach konkubinacie. wczesniej nie.

      jesli chodzi o tzw. drobne dowody milosci to nigdy nie narzekalam na ich brak.
      wysylane przez e-mail smieszne karteczki, czekoladki z napisem 'kocham cie'
      ktore znajdowalam w kieszeni mojego plaszcza (zazwyczaj jedna, harpagon
      jeden:) i wiele wiele innych. to jest 'dowod pamieci' a nie wyludzona bluzka.

      zreszta oboje myslelismy wtedy tylko o_jednym_ i nie byly to prezenty :)

      gdy zamieszkalismy razem gdyby wierzyc w to co tutaj wypisuja panie, powinien
      zaczac mnie rozliczac ze wszystkiego i zadreczac.
      nic takiego. mamy wspolne konto, na ktore kazdy wplaca to co zarobil.
      co miesiac on, ja rzadziej ale za to wtedy wieksze sumy (mam wolny zawod) i
      wydajemy w miare potrzeby. nikt nikogo nie rozlicza i nie robi awantur.

      pierwszym prezentem z tych 'drogich' byl pierscionek na zareczyny.
      nie chce wiedziec ile pensji go kosztowal :).
      moral- chcesz dostawac prezenty to ich nie wypraszaj.
      • rose2 Re: Mój Narzeczony... 18.08.03, 16:46
        A mnie sie wydawalo, ze kazdy kupuje prezenty na ktore jego/ja stac. Jesli
        chodzi o stan narzeczenstwa to chyba to oznacza ze oni sa o krok od malzenstwa.
        Przeczytaj moj wczesniejszy post. A moze lepiej nie wiazac sie z facetem, ktory
        ma duzo kasy bo mnie na to nie stac? Wiesz fortuna kolem sie toczy!
        A przyklad wyjazdu w gory to moim zdaniem przegiecie, ja bym nie pojechala.
        • diab.lica Re: Mój Narzeczony... 18.08.03, 16:55
          > A przyklad wyjazdu w gory to moim zdaniem przegiecie, ja bym nie pojechala.

          to w gorach jest tak drogo?
          kropka nie pisala ze nie bylo jej stac na ten wyjazd.
          jej glowna pretensja bylo to ze facet 'nie wydal na nia ani grosza'.
          • amor_latino ciszej nad ta trumna. 18.08.03, 16:58
            uzurpowanie sobie prawa do otrzymywania prezentow jest zaproszeniem do
            sponsoringu. zasmucajace jest to, ze autorki wielu z powyzszych stu postow
            uznaja do za absolutnie normalne.

            diab.lica napisała:

            > > A przyklad wyjazdu w gory to moim zdaniem przegiecie, ja bym nie pojechala
            > .
            >
            > to w gorach jest tak drogo?
            > kropka nie pisala ze nie bylo jej stac na ten wyjazd.
            > jej glowna pretensja bylo to ze facet 'nie wydal na nia ani grosza'.
            • rose2 Re: ciszej nad ta trumna. 18.08.03, 17:06
              Uzurpowanie? Jak bys sie czul gdybys, kupowal swojej lubej to t-shirt, to
              koszule, to cos tam, a ona nic? To Twoim zdaniem sponsoring? Jesli tak to W
              kropce sponsoruje swego mena!
              Naprawde wiem co mowie, moze trudno wam sobie wyobrazic taka sytuacje.
              Powtarzam mialam kolezanke (wlasnie pisze mialam, bo sie przez to
              poklocilysmy), ktora byla w podobnej sytuacji. Ona nawet potrafila uciulac na
              perfumy Bossa dla niego, a on? Nic, doslownie nic. A jezdzil dwoma samochodami
              (jedna bryczka byla sportowa)!
              • amor_latino Re: ciszej nad ta trumna. 18.08.03, 17:08
                jezeli kupowalbym lubej t-shirt z nadzieja, ze ona tez mi cos kupi to czylbym
                sie jak zwykly palant. to jest najprostrza odpowiedz na twoje pytanie jak bym
                sie czul.


                rose2 napisała:

                > Uzurpowanie? Jak bys sie czul gdybys, kupowal swojej lubej to t-shirt, to
                > koszule, to cos tam, a ona nic? To Twoim zdaniem sponsoring? Jesli tak to W
                > kropce sponsoruje swego mena!
                > Naprawde wiem co mowie, moze trudno wam sobie wyobrazic taka sytuacje.
                > Powtarzam mialam kolezanke (wlasnie pisze mialam, bo sie przez to
                > poklocilysmy), ktora byla w podobnej sytuacji. Ona nawet potrafila uciulac na
                > perfumy Bossa dla niego, a on? Nic, doslownie nic. A jezdzil dwoma
                samochodami
                > (jedna bryczka byla sportowa)!
                • rose2 Re: ciszej nad ta trumna. 18.08.03, 17:17
                  Nie rozumiemy sie. Nie kupujesz czegos aby otrzymac w zamian, kupujesz cos bo
                  myslisz o niej. Tak na przyklad ja wiem co on lubi i jak widze cos co jemu by
                  sie podobalo to kupuje, czasem bez okazji. Zawsze wydawalo mi sie ze takie
                  gesty sa oznaka dbania o siebie. Ja na przyklad lubie japonskie slodycze, tak
                  wiec czesto gesto dostaje paczuszke (on pracuje blisko orientalnego sklepu).
                  Fajnie sie czuje bo wiem, ze On o mnie pomyslal przechodzac obok sklepu.
                  Podchodzisz zbyt materialnie do faktu obdarowywania sie drobiazgami.
                  Do tego jest jeszcze fakt, ze kogos moze nie stac na rolki badz tez nie wie
                  jakie wybrac.
                  • amor_latino wiesz co.... 18.08.03, 17:19
                    istotnie sie nie rozumiemy i niech juz tak zostanie.

                    pozdrawiam,
                    amor latino

                    rose2 napisała:

                    > Nie rozumiemy sie. Nie kupujesz czegos aby otrzymac w zamian, kupujesz cos bo
                    > myslisz o niej. Tak na przyklad ja wiem co on lubi i jak widze cos co jemu by
                    > sie podobalo to kupuje, czasem bez okazji. Zawsze wydawalo mi sie ze takie
                    > gesty sa oznaka dbania o siebie. Ja na przyklad lubie japonskie slodycze, tak
                    > wiec czesto gesto dostaje paczuszke (on pracuje blisko orientalnego sklepu).
                    > Fajnie sie czuje bo wiem, ze On o mnie pomyslal przechodzac obok sklepu.
                    > Podchodzisz zbyt materialnie do faktu obdarowywania sie drobiazgami.
                    > Do tego jest jeszcze fakt, ze kogos moze nie stac na rolki badz tez nie wie
                    > jakie wybrac.
      • Gość: Dosia Re: Mój Narzeczony... IP: 195.217.253.* 18.08.03, 18:50
        diab.lica napisała:

        > jesli chodzi o tzw. drobne dowody milosci to nigdy nie narzekalam na ich brak.
        > wysylane przez e-mail smieszne karteczki, czekoladki z napisem 'kocham cie'
        > ktore znajdowalam w kieszeni mojego plaszcza (zazwyczaj jedna, harpagon
        > jeden:) i wiele wiele innych. to jest 'dowod pamieci' a nie wyludzona bluzka.
        >


        Popieram Cie w stu procentach. Male dowody pamieci w postaci cukierka
        znalezionego w kieszeni plaszcza, milej karteczki przyklejonej w najmniej
        oczekiwanym miejscu, codzienna troska i szacunek sa sto razy bardziej
        wartosciowe niz bluzka, wyludzona, czy nie.

        Facet, ktorego stac na kupowanie niezliczonej ilosci perfum, bluzek, bielizny i
        innych "prezentow", a ktorego nie stac na odreczne napisanie milego listu
        (laurki, jak napisala kolezanka powyzej), jest moim zdaniem tak samo sztuczny
        jak facet, ktory nie kupuje nic. I tak samo nie warto sie z nim zadawac.

        Problem jest wtedy, gdy zamiast tych perfum, bluzek i innych gadzetow
        dziewczyna dostaje inne dowody pamieci np. mile lisciki, a uwaza, ze powinna
        dostawac kwiaty i jest zla, ze jej facet nie wydaje na nia wiecej pieniedzy.
        Ale wtedy to jest problem z dziewczyna...

        Nie wiemy czy autorka watku jest zla bo nie dostaje czerwonych roz (jak inne
        kobiety!), czy moze bluzki, ktora jej sie podoba, czy moze dlatego, ze nie
        dostaje nic, nawet czekoladki wrzuconej "podstepnie" do kieszeni plaszcza...

    • Gość: jendza Ad rem IP: *.w193-251.abo.wanadoo.fr 18.08.03, 16:56
      Mysle, ze sprawa, o ktorej piszesz, jest bardzo delikatnej
      natury.
      Na pierwszy rzut oka pomyslalabym, ze to na pewno skapiec,
      ktory kase ceni wyzej, niz czlowieka, i zmykalabym, gdzie pieprz rosnie.
      ALe to za proste.
      Nie wydaje mi sie, zeby autorka postu byla materialistka.
      Raczej widzi mi sie, ze dostrzega ona jakis problem - w finansowej
      plaszczyznie ich zwiazku..., albo po prostu - w naturze partnera...
      Z jednej strony jest NATURALNE, ze strona bogatsza w materie obawia
      sie, ze zostala wybrana dla pieniedzy... Z drugiej strony - jest rownie
      naturalne, ze biedniejsza strona w zwiazku, potraktowana jak wyzej,
      wyciagnie wniosek, ze ma byc tylko breloczkiem do kluczyka od dobrego
      auta...
      Jaka recepta???
      POROZMAWIAC... Ustawic priorytety...
      Wziac byka za rogi, zidentyfikowac strach i odebrac mu pozywienie...,
      czyli uzgodnic z milym...

      Mozna zaczac na przyklad od informacji, ze na wakacje tu i tam ona nie moze
      wyjechac, bo nie ma dosc pieniedzy. Jesli on chce jechac z nia, to ona
      moze sfinasowac sobie na przyklad namiot nad morzem, albo schronisko
      w Bieszczadach... Jak on chce MIEC ja przy sobie gdzie indziej -
      to na jakichs innych warunkach... Jesli nie - na wakacje moga jechac...
      oddzielnie...
      Bo tak naprawde - kasa to szczegol.
      A jesli czlowiek poswieca drugiemu czas, energie, ze o obdarzaniu
      go miloscia nie wspomne.... - to sa rzeczy NAJCENNIEJSZE!
      I nie da sie ich na pieniadze przeliczyc...

      Pzdr
      j
      • amor_latino Re: Ad rem 18.08.03, 17:00
        pol biedy, jesli on, mimo sporych mozliwosci wybral by wakacje w bieszczadach -
        bo lubi - ale sek w tym, ze to ona bedzie go pchala w alpy bo uwaza, ze jego na
        to stac.


        Gość portalu: jendza napisał(a):

        > Mysle, ze sprawa, o ktorej piszesz, jest bardzo delikatnej
        > natury.
        > Na pierwszy rzut oka pomyslalabym, ze to na pewno skapiec,
        > ktory kase ceni wyzej, niz czlowieka, i zmykalabym, gdzie pieprz rosnie.
        > ALe to za proste.
        > Nie wydaje mi sie, zeby autorka postu byla materialistka.
        > Raczej widzi mi sie, ze dostrzega ona jakis problem - w finansowej
        > plaszczyznie ich zwiazku..., albo po prostu - w naturze partnera...
        > Z jednej strony jest NATURALNE, ze strona bogatsza w materie obawia
        > sie, ze zostala wybrana dla pieniedzy... Z drugiej strony - jest rownie
        > naturalne, ze biedniejsza strona w zwiazku, potraktowana jak wyzej,
        > wyciagnie wniosek, ze ma byc tylko breloczkiem do kluczyka od dobrego
        > auta...
        > Jaka recepta???
        > POROZMAWIAC... Ustawic priorytety...
        > Wziac byka za rogi, zidentyfikowac strach i odebrac mu pozywienie...,
        > czyli uzgodnic z milym...
        >
        > Mozna zaczac na przyklad od informacji, ze na wakacje tu i tam ona nie moze
        > wyjechac, bo nie ma dosc pieniedzy. Jesli on chce jechac z nia, to ona
        > moze sfinasowac sobie na przyklad namiot nad morzem, albo schronisko
        > w Bieszczadach... Jak on chce MIEC ja przy sobie gdzie indziej -
        > to na jakichs innych warunkach... Jesli nie - na wakacje moga jechac...
        > oddzielnie...
        > Bo tak naprawde - kasa to szczegol.
        > A jesli czlowiek poswieca drugiemu czas, energie, ze o obdarzaniu
        > go miloscia nie wspomne.... - to sa rzeczy NAJCENNIEJSZE!
        > I nie da sie ich na pieniadze przeliczyc...
        >
        > Pzdr
        > j
        • Gość: jendza Re: Ad rem IP: *.w193-251.abo.wanadoo.fr 18.08.03, 17:18
          Jesli (POWIADAM: JESLI) ona by to robila z podana przez Ciebie motywacja, to
          na JEGO miejscu - znalazlabym inna...
          Zycie jest za krotkie, by tracic czas na relacje zastepcze...
          pzdr
          j.

          amor_latino napisał:

          > pol biedy, jesli on, mimo sporych mozliwosci wybral by wakacje w
          bieszczadach -
          >
          > bo lubi - ale sek w tym, ze to ona bedzie go pchala w alpy bo uwaza, ze jego
          na
          >
          > to stac.
          • Gość: jendza Czyli wyglada na to, ze sie zgadzamy? ntxt IP: *.w193-251.abo.wanadoo.fr 18.08.03, 17:24
            • amor_latino po starej znajomosci;) ntxt 18.08.03, 17:37
        • rose2 Re: Ad rem 18.08.03, 17:28
          Piszesz o alpach w zwazku z moim postem? Widzisz wyraznie napisalam, ze ON chce
          jechac, a nie ONA. Tak wiec jak to jest?
          Podam Ci jeden przyklad. Ta moja wspomniana kolezanka, miala samochod i czasem
          jezdzili gdzies tam, benzyne tankowala sama i nie upominala sie o koszty.
          Natomaist On zawsze wymagal skladki na paliwo + amortyacja (buaahaa) jak
          jechali jego autem, raz nie wytrzymalam i mu przygadalam, to byl koniec mojej i
          jej przyjazni. Moze to skrajny przypadek ale tak bywa, teraz kiedy juz nie sa
          razem jest za pozno na nasze pogodzenie, dodatkowo dziela nas kilometry.
          • amor_latino Re: Ad rem 18.08.03, 17:31
            po co sie zajmujesz podawaniem przykladow oczywiscie glupkowatych zachownian
            jakichstam kolegow kolezanek i te pe? tu jest mowa o tym, ze ona jest
            nieszczesliwa bo SUGERUJE mu zakup bluzki czy kwiatow a on nie chce. mowilem
            juz, ciszej nad ta trumna.

            rose2 napisała:

            > Piszesz o alpach w zwazku z moim postem? Widzisz wyraznie napisalam, ze ON
            chce
            >
            > jechac, a nie ONA. Tak wiec jak to jest?
            > Podam Ci jeden przyklad. Ta moja wspomniana kolezanka, miala samochod i
            czasem
            > jezdzili gdzies tam, benzyne tankowala sama i nie upominala sie o koszty.
            > Natomaist On zawsze wymagal skladki na paliwo + amortyacja (buaahaa) jak
            > jechali jego autem, raz nie wytrzymalam i mu przygadalam, to byl koniec mojej
            i
            >
            > jej przyjazni. Moze to skrajny przypadek ale tak bywa, teraz kiedy juz nie sa
            > razem jest za pozno na nasze pogodzenie, dodatkowo dziela nas kilometry.
            • rose2 Re: Ad rem 18.08.03, 17:47
              Dlatego, ze tak wlasnie odebralam post od W Kropce, inaczej niz Ty. Jej
              historie o bluzce traktuje jako probe komunikacji "jesli masz problem z
              wybraniem czegos na moje urodziny to ta bluzka jest w moim guscie". Mozna sobie
              tlumaczyc na rozne sposoby dlaczego nie dostaje prezentow urodzinowych czy
              walentynkowych czy gwiazdkowych (wszystko jedno), moze On nie wie co kupic, boi
              sie popelnic gafe, jest skapy, przyczyn moze byc wiele. Nie widze nic zlego, ze
              dziewczyna sie zle z tym czuje. Moze wydaje sie jej, ze jej facet o nia nie
              dba, nie mysli o niej, nie interesuje sie co jest w jej guscie. Takie drobiazgi
              sa wazne w zyciu dla niektorych ludzi, moze nie dla Ciebie, ale moze dla niej
              tak. Moim zdaniem dziewczyna boi sie wylozyc kawe na lawe, dodatkowo powinna
              przestac kupowac mu cokolwiek, wtedy zdecydowanie poczuje sie lepiej.
              Wiesz przykladowo co lubi Twoja kobieta, tzn gdybys mial jej kupic przyslowiowa
              bluzke to wiedzialbys jaki rozmiar i jaki styl czy kolor?
              • rose2 Re: specjalnie dla tych co zapomnieli 18.08.03, 18:04
                co W kropce napisala:

                Nie przypominam sobie zebym cokolwiek od niego dostała w prezencie.
                Naprawdę!!!!!!!!!!! Ah,przypominam sobie: na moje urodziny bardzo chcialam
                dostać rolki a dostałam rękawiczki na rower....

                I Twoim zdaniem to jest OK? Ciekawe ile urodzin, swiat i innych okazji bylo w
                ich zwiazku...Ale co tam kobieta ktora oczekuje prezentu w urodziny to dziwka
                naciagaczka..
                • fajowski Re: specjalnie dla tych co zapomnieli 19.08.03, 04:11
                  rose2 napisała:

                  > co W kropce napisala:
                  >
                  > Nie przypominam sobie zebym cokolwiek od niego dostała w prezencie.
                  > Naprawdę!!!!!!!!!!! Ah,przypominam sobie: na moje urodziny bardzo chcialam
                  > dostać rolki a dostałam rękawiczki na rower....
                  >
                  > I Twoim zdaniem to jest OK? Ciekawe ile urodzin, swiat i innych okazji bylo w
                  > ich zwiazku...Ale co tam kobieta ktora oczekuje prezentu w urodziny to dziwka
                  > naciagaczka..


                  Nie przejmuj sie idiotami pol facecikami,ktorzy Cie tutaj atakuja.
                  Prawdziwy mezczyzna stara sie zrobic przyjemnosc kobiecie,to jest jego
                  przywilej mezczyzny.
    • olek_m Ale czy wydaje na siebie? 19.08.03, 10:11
      Jesli wydaje na siebie, to moze bedzie wydawal na Ciebie, gdy juz bedziesz
      jego? Tzn. jak bedziesz zona i bedzie wydawal na swoje dzieci.

      Tzn. nie oplaca sie byc dziewczyna skapiradla, ale chyba oplaca sie byc zona
      skapiradla, bo skapiec ma kase. Ale trzeba powalczyc o pozycje...

      Moja rada: zero lozka, bedzie mial po slubie, ale pod warunkiem wspolnoty
      majatkowej, wspolnego konta i karty kredytowej. I powiedz ód razu ile chcesz
      wydawac miesiecznie, zeby nie byl zaskoczony....

      Albo przezuc sie na kogos jak ja: ja nie jestem skapy!
      • kurwiki_w_oczach och olek... 19.08.03, 10:16
        jakie to interesujace co piszesz. czy moze lubisz owies?
        caluje,
        r

        olek_m napisał:

        > Jesli wydaje na siebie, to moze bedzie wydawal na Ciebie, gdy juz bedziesz
        > jego? Tzn. jak bedziesz zona i bedzie wydawal na swoje dzieci.
        >
        > Tzn. nie oplaca sie byc dziewczyna skapiradla, ale chyba oplaca sie byc zona
        > skapiradla, bo skapiec ma kase. Ale trzeba powalczyc o pozycje...
        >
        > Moja rada: zero lozka, bedzie mial po slubie, ale pod warunkiem wspolnoty
        > majatkowej, wspolnego konta i karty kredytowej. I powiedz ód razu ile chcesz
        > wydawac miesiecznie, zeby nie byl zaskoczony....
        >
        > Albo przezuc sie na kogos jak ja: ja nie jestem skapy!
      • straw-berry Re: Ale czy wydaje na siebie? 19.08.03, 10:17
        olek_m napisał:

        > Jesli wydaje na siebie, to moze bedzie wydawal na Ciebie, gdy juz bedziesz
        > jego? Tzn. jak bedziesz zona i bedzie wydawal na swoje dzieci.
        >
        > Tzn. nie oplaca sie byc dziewczyna skapiradla, ale chyba oplaca sie byc zona
        > skapiradla, bo skapiec ma kase. Ale trzeba powalczyc o pozycje...
        >
        > Moja rada: **zero lozka***, bedzie mial po slubie, ale pod warunkiem
        >wspolnoty
        > majatkowej, wspolnego konta i karty kredytowej. I powiedz ód razu ile chcesz
        > wydawac miesiecznie, zeby nie byl zaskoczony....

        a nie mówiłam!

        • rose2 Re: Ale czy wydaje na siebie? 19.08.03, 10:19
          swieta racja! :o))))
    • Gość: W Kropce ALE MI SIĘ DOSTAŁO.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.03, 11:30
      Po pierwsze: dzięki wszystkim tym, którzy dopisywali tu swoje konstruktywne
      opinie, nie po to by mnie poniżyć/zmieszć z błotem/etc. ale by obiektywnie coś
      doradzić.
      Po drugie: Chcę wyraźnie podkreślić (choc to może pozbawione sensu), że nie
      jestem Harpią czychającą na czyjekolwiek pieniądze!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Po trzecie: Kocham Mojego Narzeczonego niezależnie od wszystkiego.
      Po czwarte:Chyba jestem za mało odporna, ale niektóre Wasze odpowiedzi po
      prostu mnie dołują. Drodzy Forumowiecze! Zanim nazwiecie obca osobę
      dziwką/naciągaczką/czekającą na sponsoring itp. zastanówcie się dwa razy....
      To chyba tyle.................
      Zależy mi na Nim! (mimo małych smuteczków)
      W Kropce ( albo juz nie...:-)
      • rose2 Re: Nie martw sie.... 19.08.03, 11:43
        Na tym forum tak to juz jest!
        Fajnie, ze tu jeszcze zagladnelas i moze niektore z postow pomoga Ci rozwiazac
        problem. Nie jest latwo zyc ze skapcem i musisz byc tego swiadoma, zar uczuc z
        czasem przygasnie i wtedy drobiazgi zaczynaja byc wazne.
        Czytalas post od maraski o nieswiadomosci? Jesli nie to przeczytaj koniecznie!
        • Gość: tlen Re: Nie martw sie.... IP: 213.33.69.* 19.08.03, 12:33
          Poczytalam wasze wypowiedzi i zebralo mi sie wynurzenia. Otoz moj szanowny
          ojczulek jest niewiarygodnym skapcem. Do dzis dnia wyplaca mojej mamie kase
          na "zycie", co miesiac stalo kwote i ani grosza wiecej. Jajecznice smazyl
          zawsze na scisle okreslonej ilosci jaj (jedno na leb i koniec), ehhh
          przykladow moge mnozyc. Moja mama emerytowna nauczycielka, doklada ze swoich
          paru groszy do utrzymania domu, inaczej ba nie starczylo. Oj mialam z ojcem
          nielatwe zycie. Do dzis dnia nienawidze skapych ludzi.
          Ale- fortuna kolem sie toczy! Mam chlopaka, juz dluzsza chwile. Cudowny,
          slodki, kochany.... Wspolne konto bylo oczywistoscia, prezenty i bez okazji,
          wiem, ze gdybym tylko mialknela, ze jakis ciuszek mie sie marzy natychmiast go
          dostane. Pierwszy rok byl super. Zarabiamy sporo, ale wspolne mieszakanie,
          wyjazdy, wyjscia, kasa plynela ciurkiem. Ledwo starczylo na podatki. Pod koniec
          roku drugiego i sypania groszem na prawo i lewo, okazalo sie ,ze na wspomninane
          podatki z trudem wysuplalismy reszte grosza. Nie mamy dzieci, zyjemy z dnia na
          dzien. Dla mojego kochanie, zaden zakup nie jest problemem, potrzebujemy wiezy-
          kupujemy najdrozsza, idziemy do restauracji- zawsze zamawia najdrozsze danie.
          Zaczely sie przez to nieporozumienia miedzy nami. Prosze i tlumacze, ze
          powinnismy odlozyc troche grosza. Slysze tylko, ze jestem skapa, a czas na
          oszczedzanie jeszcze przyjdzie... no i co wy na to? Nie zamienilabym go na
          mojego ojca za zadna cena. Ale teraz trafilam na kompletne przeciwstawienstwo i
          troche nie wiem jak mam sobie z tym radzic?#

          Ufff zalozylam nawet osobny watek.. mozecie tam tez pisac


          pzdr tlen
      • dorotka1970 takie jest forum 19.08.03, 18:33
        Gość portalu: W Kropce napisał(a):

        > Po czwarte:Chyba jestem za mało odporna, ale niektóre Wasze odpowiedzi po
        > prostu mnie dołują. Drodzy Forumowiecze! Zanim nazwiecie obca osobę
        > dziwką/naciągaczką/czekającą na sponsoring itp. zastanówcie się dwa razy....

        Tak to juz jest na forum. Apel twoj obawiam sie nie bedzie wysluchany...
        Najwazniejsze, zeby wyciagnac jakies wnioski dla siebie z tych paru
        odpowiedzi, ktore cos wnosza do dyskusji (nawet krytycznych). A komentarzami w
        stylu "80% Polek to dziwki, albo szmaty, ktore naciagaja faceta na pieniadze"
        po prostu sie pomija, bo nie swiadcza o Polkach tylko o frustracji autora.
        Ludzie maja rozne problemy, a niektorzy przychodza tu tylko zeby sobie
        pokrzyczec i naublizac. W czyms im to widocznie pomaga :-)

        Pozdroofka,
        Dorotka
        --------
        Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
        • Gość: .................. Re: takie jest forum IP: *.dialup.sprint-canada.net 20.08.03, 05:40
          dorotka1970 napisała:

          A komentarzami w
          > stylu "80% Polek to dziwki, albo szmaty, ktore naciagaja faceta na pieniadze"
          > po prostu sie pomija, bo nie swiadcza o Polkach tylko o frustracji autora.
          > Ludzie maja rozne problemy, a niektorzy przychodza tu tylko zeby sobie
          > pokrzyczec i naublizac. W czyms im to widocznie pomaga :-)

          Ty zanim zaczniesz mnie cytowac i brac slowa w cudzyslow (jakoby one
          byly moje) najpierw naucz sie poprawnie czytac. Gdzie ja pisze, ze
          80% Polek to dziwki itp.? Napisalem ze okolo 80% Polek maja fiola
          na tle oszczedzania. Zapomnialem dodac tez ze na tle oszczedzania i
          zarazem POSIADANIA. Tu np. ta w Kropce, pomimo ze pracuje i ma za
          co kupic sobie te bluzke ktora jej sie podoba, szantazuje (moze
          niepoprawne slowo uzywam, ale bliskie) swojego chlopaka by ja jej
          kupil. Czyz to nie jest ta chcica ZAOSZCZEDZENIA swoich pieniedzy i
          zarazem chec POSIADANIA tej bluzki, w tym szczegolnym przypadku? Pod
          tym wlasnie wzgledem znaczna czesc z Was jest chora. Oczywiscie ze
          moje wypowiedzi niektorym z was nie beda pasowac, ale ja pisze
          swoja prawde tak jak ja doswiadczalem, obcujac z Polkami. Powiem
          cos wiecej. Tylko Polki potrafily zapraszac mnie do restauracji, z
          zamiarem bym placil za nie. Mowie tu nie o swoich bylych kochankach,
          czy dobrych kumpelach, lecz o Polkach ktore znalem (widzialem) raz
          czy dwa razy wczesniej. To one potrafily dzwonic, ujawniac chec
          spotkania ze mna w restauracji (czasem bywalo tak, ze zapraszala mnie
          do swojego domu, a po 15 minutach mowila ze jest glodna i dobrze by
          bylo wyjsc do jakiejs restauracji), ale na moj koszt. Niektore
          nawet byly tak "madrze" wyrafinowane, ze jedzac ze mna potrafily
          sprowadzic rozmowe na temat dzentelmenstwa mowiac m.in. jak to jest
          jej przyjemnie ze mna siedziec za tym stolikiem, jak to ona
          doceniala pewnego faceta (dzentelmena w jej wydaniu) ktory nigdy nie
          pozwolil zaplacic jej w restauracji, itd.. Kiedy zapytalem, gdzie
          on jest teraz, ze musisz mnie do towarzystwa wabic (bo taka byla
          prawda). Dostalem odpowiedz, ze z nim zerwala, bo dzentelmenstwo jest
          za malo by ona doceniala mezczyzne tak jak ona umie i by chciala
          (poprostu byl za malo meski dla niej, ale ja go tu rozumiem i
          popieram nawet). Ja tez zwyklem placic za "swoje' dziewczyny w
          restauracji, ale nie dla swiezo poznanej, pazernej i zachlannej jak
          sie okazalo kobiety. Takich podobnych przylkadow moge mnozyc duzo z
          Polkami. Mowi sie duzo np. o Amerykankach, krytykujac je. Robia to
          dosc czesto ludzie ktorzy ich nie znaja lub znaja malo. Od siebie
          powiem, Amerykanka lub Kanadyjka, ktora mnie zapraszala do
          restauracji, wiedziala z upewnieniem, ze to co zjadla trzeba za to
          zaplacic. One maja juz to w swojej krwi. Mowie tu o kobietach
          pracujacych, nie tych z ulicy, wygladajacych swojego klienta. One tez
          byly moimi znajomymi, podobnie jak te Polki. Kiedy chcialem ja to
          zrobic -niektore dawaly mi te mozliwosc, niektore wprost mowily "ja
          tez mam pieniedze.........czyz ja tu niczego nie zjadlam i nie
          wypilam, ze mam nie placic", lub cos w tym stylu. Polki jak juz
          wspomnialem, w takich przypadkach zapominaly portfela w domu itp. Musze
          dodac, ze zadnej z tych "naciagajacych" nie kazalem placic, ale
          niektore jadly ze mna po raz pierwszy i zarazem ostatni, pomimo iz
          dopominaly sie powtorki. Jezeli uwazasz, ze ja piszac o tym,
          komukolwiek tu ublizam, to ty nie wiesz co jest ublizanie, a co
          mowienie szczerej prawdy. Ale ona ponoc w oczy kole, jak jeden
          napisal. Jezeli twierdzisz, ze takie zachowania i podejscia
          NIEKTORYCH Polek, niczego nie swiadcza o nich, to wg. mnie nie
          zaslugujesz nawet na minimum respektu jako kobieta. Widocznie jestes
          jedna z wyzej opisanych tu przeze mnie.
          • dorotka1970 "......." Daruj sobie pisanie do mnie 20.08.03, 09:15
            Juz ci mowilam, ze dyskusja z toba to watpliwa przyjemnosc. Nie interesuje
            mnie, do ktorej z dwoch grup Polek mnie zaliczysz - do naciagaczek czy tych
            20% zaslugujacych na twoj szacunek. W cudzyslowie nie bylo cytatu tylko ogolny
            wniosek z calego twojego dlugasnego wywodu. Tak lubisz. Masz ewidentnie
            problem z podejsciem do kobiet, moze cie mama skrzywdzila, nie wiem (to nawet
            nie jest zlosliwe z mojej strony, wspolczuje ci). Tyle jadu saczacego sie z
            ust faceta na temat kobiet nie widzialam w calym swoim zyciu. A o mnie nie
            wiesz nic, wiec twoja opinia wisi mi kalafiorem. Nie ciekawi mnie ani jedna z
            twoich historyjek, jak to zostales skrzywdzony przez pazerne kobiety. Mam
            mnostwo znajomych na calym swiecie - od Stanow do Australii i nie spotkalam
            sie ze zla opinia o Polkach. Sama rowniez jestem zona obcokrajowca, wiec
            opinia twoja i twoich kolesi rowniez mi wisi.
            Nie wiem jak wyobrazasz sobie jakakolwiek rozmowe na jakikolwiek temat skoro
            zaczynasz od obrzucania blotem nie znajac zadnych faktow z zycia danej osoby.
            Jak mowilam, przydalaby ci sie moze jakas porada psychologiczna, bo jak na
            razie nie szkodzisz nikomu poza soba. Przykro patrzec.

            I ponawiam prosbe - daruj sobie komentarze do moich postow, z chamstwem nie
            polemizuje.
            --------
            Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
            • Gość: .................. Re: '.......' Daruj sobie pisanie do mnie IP: *.dialup.sprint-canada.net 21.08.03, 05:20
              dorotka1970 napisała:

              Nie interesuje
              > mnie, do ktorej z dwoch grup Polek mnie zaliczysz
              Moze bys tak do trzezwosci doszla i przypomniala sobie, ze to ty
              PIERWSZA wlasnie zaczelas mnie tu zaczepiac. Ja ciebie juz dawno
              olalem i nie wazne pod jakim nickiem wystapisz, jad twoj zmiiny
              czuje. Zaliczac do ktorejkolwiek kategorii Polek ciebie nie musze.
              Ty sama za siebie juz to zrobilas, powiekszajac szeregi zmijowe. Nie
              traktuj tego jako mojej odpowiedzi, ktorej jak piszesz nie zyczysz.
              Poprostu ty na zadna moja nie zaslugujesz.
    • Gość: Denat Re: Mój Narzeczony... IP: *.poczta.lublin.pl 20.08.03, 12:14
      Dziwne zachowanie, ja uwielbiam robic mojej kobiecie prezenty. Co prawda nie
      zawsze mnie stać na to co chce kupić, ale jak tylko mam troszke kasy to staram
      się robić fajne prezenty mojej lubej. Mojej przyszłej żone także robienie mi
      prezentów sprawia przyjemność.

      Ostatnio co prawda niezbyt często kupowałem żoneczce kwiaty, bo zrobiłem jej
      pare droższych prezentów (rower, pierścionek, komputer, itp), ale jak tylko
      moge to staram się kupić zupełnie bez okazji kwiaty, ewentualnie jakiegoś
      ładnego pluszacza (moja miła lubi pluszaczki :)).

      Jest mi bardzo przyjemnie i miło gdy widze szczery uśmiech mojej niuni, jak
      dostanie ode mnie prezent (nawet malutki), który jej się podoba.

      Ale jakie jest lekarstwo dla Twojego narzeczonego to nie wiem, chyba musisz z
      nim poważnie porozmawiać ...

      pzdr,
      Dentarg
      • Gość: .................. Re: Mój Narzeczony... IP: *.dialup.sprint-canada.net 21.08.03, 04:55
        Gość portalu: Denat napisał(a):




        > Ale jakie jest lekarstwo dla Twojego narzeczonego to nie wiem, chyba musisz z
        > nim poważnie porozmawiać ...
        >
        > pzdr,
        > Dentarg
        Porozmawiac? O czym? O tym, zeby kupil jej wrotki na jej
        zamowienie. Facet moze byc bardzo w porzadku. Ona smie go nazywac
        skapcem i krzyczec tu na forum POMOCY, a sama nie potrafi nawet
        logicznie sie wypowiedziec, bo raz nazywa faceta skapcem, a zaraz
        pisze ze wyjezdza (ten "skapiec") na urlop i sobie niczego nie
        zaluje. Zastanow sie jak to wszystko pasuje do skapca? Smie
        powiedziec ze to ona jest tym skapcem, bo pomimo iz zarabia i ma
        pieniadze, zaluje SAMA SOBIE wydac na bluzke (mysle ze na wrotki
        tez), ktora jej, jak sama pisze sie podoba. Skapiec wlasnie zaluje
        dla siebie i wiadomo dla kogos tez. Pisze ta kobieta, zebym sie o
        niej nie wyrazal zle, bo jej nie znam, bo ona sobie tego nie zyczy
        (o niej sie jedynie wyrazam na podstawie jej slow, czyli to co
        tutaj sama napisala). Ta sama osoba pozwala jednak na oczernianie
        swojego narzeczonego, ktorego nikt tu zupelnie nie zna (poza jej
        wydaniem) na ktorego tu duzo psow nawieszano i wg. mnie
        prawdopodobnie nieslusznie. Oczerniac faceta mozna, ale napisac cos
        niedobrego o niej juz niewolno -zabronione!. Postepujac w ten
        sposob, ona tymsamym nadaje mi prawo by powiedziec co o niej
        mysle. A co mysle, wlasnie tu pisze. Trzeba najpierw dowiedziec sie
        o prawdziwe powody, dlaczego facet nie jest szczodry dla niej. Ja
        je z grubsza znam, ale ona jest zaglupia by cokolwiek wiedziec o
        nich, stad ten wrzask o pomoc. Dostala te "pomoc" tutaj w formie
        zbluzgania swojego narzeczonego przez wielu. I co jej to dalo?
        Facetowi zawsze bylo przyjemnoscia sprawiac zadowolenie KOCHANEJ
        kobiecie (kupowac jej prezenty, przynosic kwiaty, mowic cieple slowa i
        to czule.............) tak jak piszesz. Ale to facet decyduje ktorej,
        co i czy ma cos dac. Powiem tylko jeden swoj przypadek (tylko jeden
        a podobnych mialem wiecej), tak dla przykladu. Kiedys jedna ze
        znajomych, poprosila mnie o kupienie jej malej pamiatki w sklepie, w
        ktorym wtedy razem bylismy (upatrzyla sobie te "pamiatke") by jak
        sama powiedziala, mnie pamietac (tu troche komplementow przy tym
        proszeniu dolozyla). Nie mialem problemu. Z przyjemnoscia jej te rzecz
        kupilem (byla to rzecz niedroga). Co sie dzieje dalej. Otoz ta
        znajoma dokladnie wiedziala i nawet raz widziala mnie z moja (wtedy
        aktualna narzeczona) Zrobila wszystko, by ta moja narzeczona
        dowiedziala sie, ze ja, czyli wielokropek kupilem jej prezent i dalem
        jej go na pamiatke, by mnie pamietala, niczego nie wspominajac, ze
        sama o niego prosila. Podstepne tez sie zdarzaja.
        • Gość: dolores Re: Mój Narzeczony... IP: *.enterpol.pl 03.02.04, 15:52
          zasadniczo sie z toba zgadzam( w tych momentach gdzie nie plujesz jadem i
          nienawiscia).
          powiedz mi prosze jak z takim podejsciem do spraw materialnych jak twoje
          podzielilbys obowiazek utrzymywania domu(zarcie rachunki itd)przy
          nierownoniernych zarobkach np jedno 1000 drugie 10000 nie wazne czy facet czy
          kobieta zarabia wiecej. co w takiej sytuacji z urlopem wyjazdem ubraniami
          luksusami typu ksiazka czy kino?
          bardzo jestem ciekawa.
    • Gość: Chimaira Re: Mój Narzeczony... IP: *.ath02.cas.hol.gr 21.10.03, 17:55
      kochanie jesli jest spod znaku panny albo koziorozca
      to zapomnij o prezentach raz na zawsze!! dla nich taka co chce kase
      to k... taka co nie chce to glupia k... ale zawsze k...
      za to na siebie wrecz uwielbiaja wydawac
      cos mi on na panne wyglada no coz nie zmieni sie daje glowe
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka