Dodaj do ulubionych

Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa

28.01.08, 13:07
Od czterech lat nie miałam wątpliwej przyjemność uczestniczyć w tym
cyrku, bo jakoś mnie nigdy nie było w domu wtedy. A w tym roku
akurat przyjechałam na tę nieszczęsną kolędę do domu. Cholerka...
Rodzice nie zgadzają sie, żebym się ukryła w innym pokoju i
przeczekała... Trudno, skoro muszę, wezmę w tym udział. Ale chyba
nie mogą mnie zmusić, żebym była miła, prawdaż? Więc będę
niesympatyczna.
Obserwuj wątek
    • nuova Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 13:09
      Przeżyjesz, skoro i ja przeżyłam ;)
      Aczkolwiek wcale Ci się nie dziwię.
      A nie mozesz wyjść z domu? Skoro nie możesz czatować w innym pokoju aż wyjdą, to
      ulotnij się :)
      • eluch_a Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 13:11
        Coś ty, w życiu nie przejdzie. Znaczy, rodzice nic mi nie
        zrobią ;) , ale atmosfera będzie gęsta, a miałam zamiar w domu, na
        maminych obiadkach, do czwartku posiedzieć.
        Wiem, że przeżyję...
        • nuova Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 13:13
          Ale co? Masz 5 lat, ze Cie bez opieki nie puszczą? ;)
          • lupus76 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 13:15
            nuova napisała:

            > Ale co? Masz 5 lat, ze Cie bez opieki nie puszczą? ;)

            Ewentualnie może "coś nagle wypaść". W pracy na przykład.
            • eluch_a Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 13:17
              W pracy to nie, bo mam wolne. Ale postaram się wyjść z psem akurat,
              gdy ksiądz będzie się zbliżał do mego domostwa. I nie zdążę wrócić ;)
              • nuova Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 13:19
                Zawsze można:
                -spotakć po drodze koleżankę
                -kolegę, który zaprosił na kawę
                eee kawa z psem, odpada ;)
                -zapomnieć zegarka/komórki... itp.
                • tetlian Nie widzę problemu. 29.01.08, 14:22
                  Ja kiedy jeszcze mieszkałem z rodzicami, to zawsze gdy ksiądz chodził po
                  kolędzie, to albo spałem, albo po prostu nie wychodziłem ze swojego pokoju.
                  Rodzicom się to nie podobało, ale wyboru nie mieli. I tak nie daliby rady mnie
                  zmusić.

                  A kiedy zacząłęm mieszkać we własnym mieszkanku, to problem zniknął. Po prostu
                  nie wpuszczam księdza :)
              • ouimet Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 21:56
                eluch_a napisała:

                masz - napisalas:

                Kazda chwila to szansa

                Wiesz ,kilkadziesiat razy ogladalem pewien film-ulubiony,albo innego
                -ciekawiacego mnie-nie puszczali.I po ponad 20 latach "uslyszalem" co
                powiedziala postac:przechodzisz na pasach przez ulice i ...naraz widzisz,ze w
                przeciwnym kierunku idzie osoba urzekajaca cie...
                @1 przechodziesz liczac ze nastepnym razem zawrocisz i zagadasz
                @2wiesz,ze jezeli nie zawrocisz teraz-stracony kontakt
                @3 zawracasz i wiesz!Warto bylo zawroci,czy tez nie.

                czyli:nie kasuj w ciemno.
          • eluch_a Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 13:16
            Nie, no, puszczą... Ale ojciec się tak nadmie zaraz i mu żyła będzie
            chodziła w te i we wte...
            Ja ich chyba za bardzo rozpieściłam faktem, że nie mieli ze mną
            nigdy większych problemów. I wymknięcie się z domu w czasie kolędy
            urośnie do rozmiarów porażki wychowawczej ;)
          • wicary Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 30.01.08, 12:04
            Moja przyjaciółka z Torunia znalazła sposób "przymuszona" do udziału w wizycie
            katabasa oświadczyła, czyt. ... przepraszam księdza ale jestem dopiero co po
            aborcji , źle się czuje więc się stleniam. Katabas nie zdzierżył zrezygnował z
            "daniny" i sam się stlenił
        • ouimet Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 21:43
          eluch_a napisała:

          > Coś ty, w życiu nie przejdzie. Znaczy, rodzice nic mi nie
          > zrobią ;) , ale atmosfera będzie gęsta, a miałam zamiar w domu, na
          > maminych obiadkach, do czwartku posiedzieć.
          > Wiem, że przeżyję...

          czy wacpanienka jest taka glupia czy "tylko" prowokuje???
        • gaugan4 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 30.01.08, 08:33
          zawsze można powiedzieć, że jak widzisz księdza to dostajesz
          biegunki:))))
    • lupus76 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 13:12
      eluch_a napisała:

      > Od czterech lat nie miałam wątpliwej przyjemność uczestniczyć w
      tym
      > cyrku, bo jakoś mnie nigdy nie było w domu wtedy. A w tym roku
      > akurat przyjechałam na tę nieszczęsną kolędę do domu. Cholerka...
      > Rodzice nie zgadzają sie, żebym się ukryła w innym pokoju i
      > przeczekała... Trudno, skoro muszę, wezmę w tym udział. Ale chyba
      > nie mogą mnie zmusić, żebym była miła, prawdaż? Więc będę
      > niesympatyczna.

      A nie łatwiej wyjść z domu?
    • misia12347 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 13:14
      Musisz być niesympatyczna? A co Ci ten ksiądz zawinił? Nie mogłabyś
      zachowywac się neutralnie? Rozumiem, że nie lubisz kolęd, ale albo
      jesteś dorosła i asertywna i wbrew opini rodziców nie bierzesz w tym
      udziału, albo w "normalny" sposób przyjmujesz ksiedza, który jest
      niejako Twoim gosciem.
      • poki442003 ksiądz jest gościem rodziców! 29.01.08, 17:18
        Oni go zaprosili, nie eluch_a. Czy to wypada zapraszać dla kogoś gości bez jego
        zgody? Normalną rzeczą będzie siedzenie w innym pokoju, gestem dobrej woli
        będzie przyłączenie się do zabawiania nie swojego gościa.
      • pos3gacz Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 20:26
        misia12347 napisała:

        > Musisz być niesympatyczna? A co Ci ten ksiądz zawinił? Nie
        mogłabyś
        > zachowywac się neutralnie? Rozumiem, że nie lubisz kolęd, ale albo
        > jesteś dorosła i asertywna i wbrew opini rodziców nie bierzesz w
        tym
        > udziału, albo w "normalny" sposób przyjmujesz ksiedza, który jest
        > niejako Twoim gosciem.
        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
        Oj, Misia, Misia, a od kiedy to przychodzącym w odwiedziny [kolenda
        po łacinie] gościom jeszcze płacisz [mówi się -=- dobrowolny datek].
        Jak byś się zgodziła, to ja mogę w takie odwiedziny wpadać do Ciebie
        co parę dni.
      • 37.gora.01.02 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 31.01.08, 19:28
        W miejscu zamieszkania na kazdym pietrze jest dwa mieszkania.Gdy
        dzien wczesniej chodza chlopcy z zawiadomieniami ktore wciskaja w
        drzwi ja juz mam przygotowany ladnie wypisany/druk/zafoliowany
        o tresci:DOMOKRAZCOM WSTEP WZBRONIONY.Druk ten wisi na klatce do
        nastepnego dnia.Na siedem mieszkan przyjmuja dwa.Powodzenia.
    • aminoe Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 13:20
      Podpisuję się pod misią. Co Ci da bycie niesympatyczną? Odegrasz się
      na księdzu, bo rodzice Cię zmusili do obecności na kolędzie?:) No
      weź, nie masz chyba 5 lat:)
      A tak na marginesie, a co z tolerancją?:)
      • eluch_a Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 13:21
        Może źle powiedziałam. Ja po prostu nie będę miła. Będę taka...
        normalna, w sensie neutralna.
        • nemo1968 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 14:45
          Ja zakładam, ze ksiądz przychodzi, bo chce głosić dobre wieści dla
          chrześcijan. Wielu o tym zapomina, uznając, ze jest to okazja do
          wygloszenia kazania.
          • gwenfrewi Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 10:38
            To źle zakładasz.
            Ksiądz przychodzi, zeby poznać blizej swoich parafian. Dobre wieści, albo raczej
            Dobrą Nowinę chrześciajnie słysza jak sami się pofatygują do kościoła.
            • loglady Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 15:13
              Ksiądz przychodzi po kopertę...
              • gwenfrewi Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 18:11
                która nie jest wymogiem religijnym. daje kto chce.
                • pos3gacz Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 20:38
                  gwenfrewi napisała:

                  > która nie jest wymogiem religijnym. daje kto chce.
                  xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                  Ty jeszcze dziecko w takie bzdury wierzysz.??? Trzeba zobaczyć
                  minę klechy, gdy nic na stole nie leży.
                  • gwenfrewi Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 21:31
                    nie jestem dla ciebie dzieckiem.

                    nie wiem kto przychodzi do ciebie, może klecha, chociaż bardziej
                    prawdopodobne że nikt, skoro takie pierdoły opowiadasz. do mnie
                    przychodzi ksiądz, któremu w zeszłym roku nic nie dałam bo miałam
                    ważniejsze wydatki.
                    wyobraź sobie, że nie zrobił tej strasznej minu której - uhuhu -
                    wszytkie dzieci powinnysię bać.
                    • advokatus_diaboli Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 30.01.08, 09:01
                      > nie wiem kto przychodzi do ciebie, może klecha, chociaż bardziej
                      > prawdopodobne że nikt, skoro takie pierdoły opowiadasz. do mnie
                      > przychodzi ksiądz, któremu w zeszłym roku nic nie dałam bo miałam
                      > ważniejsze wydatki.
                      > wyobraź sobie, że nie zrobił tej strasznej minu której - uhuhu -
                      > wszytkie dzieci powinnysię bać.

                      Święta prawda. Od dwóch lat nie daję księdzu żadnej koperty i co...
                      I nic. Nie zjadł mnie, nie wziął mojego dziecka jako zakładnika, nie
                      rzucił na mnie klątwy, nie wygłosił mnie z ambony... Wszyscy
                      jesteście panikarzami i hipokrytami. Na forum to wszyscy odważni -
                      klecha to, klecha tamto, ale jak przychodzi kolęda, to ogon pod
                      siiebie i "proszę, tu małe >co łaska<". Nie chcesz - nie dawaj!
                      A wiecie dlaczego przestałem dawać? Zachęcił mnie do tego... ksiądz,
                      który był na kolędzie trzy lata temu. Gdy dawałem kopertę, to
                      najpierw odmówił i powiedział, że nie trzeba, bo na pewno mamy z
                      żona wązniejsze wydatki. Dopiero po moim naleganiu wziął (nie wiem
                      kto wówczas był bardziej zażenowany sytuacją). I dla jasności - to
                      nie tak , że co roku przychodzi do mnie ten sam ksiądz-odmieniec. Co
                      roku odwiedza mnie inny.
                      • grafix2 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 30.01.08, 09:33
                        Ksiądz księdzu nie równy, jak mieszkałam jeszcze z mężem u rodziców
                        ksiądz dostał kopertę a on mówi "a tu mieszkają dwie rodziny" na
                        następny rok czekały 2 koperty (kwota ta sama tylko rozmieniona) on
                        wziął 2 koperty i pyta się, a na kościół? (w budowie). Na następny
                        rok mimo wielkiej pobożności, mama udawała że nie widzi jak zbieramy
                        się i wychodzimy pod byle pretekstem. No rozumiecie już się nie dało
                        rozmienić na 4 koperty.
                        • mateoni1 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 30.01.08, 18:44
                          Rok temu musiałem biec za moim księdzem, żeby wziął pieniądze. Kilka tygodni temu, gdy u mnie był nie chciał wziąźc pieniędzy. Powiedział: (gdy mu próbowałem dac) "człowieku, schowaj to, posiedzieliśmy, porozmawialiśmy, było fajnie" I tyle.
                          Śmieszy mnie takie skomlenie. Jeżeli nie chcesz dawac pieniędzy - nie dawaj. Jeżeli nie masz pieniędzy to mu to powiedz, może Cię nie udusi.
                        • gwenfrewi Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 30.01.08, 22:57
                          pobożności nie mierzy się w złotówkach...

                          nigdzie nie jest napisane że trzeba dawać. jeśli nie masz kasy to
                          nie dajesz. jak się upomni to powiesz że nie masz. jak będzie
                          namolny to powiedz że w tym momencie ważniejszy od przeciekającego
                          dachu w zakrystii jest dla ciebie remont mieszkania albo opłaty za
                          gaz.

                          • viking2 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 31.01.08, 03:55
                            gwenfrewi napisała:

                            > pobożności nie mierzy się w złotówkach...

                            A mierzy sie w "przymusowym" spotkaniu z jakims facetem? Chodzi po koledzie, to
                            "trzeba go przyjac"? Tym sie mierzy poboznosc? Nie zartuj.
                            • gwenfrewi Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 01.02.08, 20:44
                              ksiądz się zapowiada - wysyła wcześniej ministranta.
                              a jesli masz na myśli sytację z pierwszego postu: skoro nie jest
                              wierząca to nie czuje potrzeby udowadniania swojej pobożnośći. ani w
                              złotówkach ani w niczym innym. ale nie widzę racjonalnego
                              wytłumaczenia dla burackiego zachowania wobec obcej osoby.
                  • aminoe Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 22:06
                    Lepsza musi byc Twoja mina, jak ziejesz jadem, pisząc te
                    swoje "mądrości". To dopiero musi byc widok:) "Ach, dokopalem(am),
                    napisalem(am) "klecha" i o kasie. Auuu, ojojoj, jestem super". No:)
                  • aminoe Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 22:09
                    po3gacz napisał;
                    Ty jeszcze dziecko w takie bzdury wierzysz.??? Trzeba zobaczyć
                    > minę klechy, gdy nic na stole nie leży.
                    >

                    Lepsza musi byc Twoja mina, jak ziejesz jadem, pisząc te
                    swoje "mądrości". To dopiero musi byc widok:) "Ach, dokopalem(am),
                    napisalem(am) "klecha" i o kasie. Auuu, ojojoj, jestem super". No:)


                  • przewoz_pw Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 31.01.08, 09:28
                    Prawdopodobnie księdza w swoim domu jednak nigdy nie miałeś, skoro
                    takie głupoty tu wygłaszasz. Przyjmij najpierw, a potem się dowiedz
                    jak Ci poszło. W wielu parafiak aktualnie żeby przyjąć księdza
                    trzeba się zapisać na kolędę. Bo wiadomo jak jest, przynajmniej w
                    miastach: ludzie pracują długo. Różnie to bywa i nie wszyscy są
                    wierzący, a niektórzy są pewnie i wierzcy, ale w głupoty w
                    stylu "ksiądz=>przyjdzie po kasę".

                    Wyobraź sobie, że znam przynajmniej kilka przykładów księży, którzy
                    nie chcą pieniędzy. Przychodzą na kilka minut, pogadają o dzieciach
                    o pracy i idą dalej. Nie biorą pieniędzy szczególnie wtedy jak widzą
                    lub wiedzą ,że w domu się nie przelewa. A waść oczywiście panikujesz.
                    Mamy demokrację, której bez wielu księży by nie było.
                    Być moze było by lepiej, jakby oni w tym nie uczestniczyli. Dziś nie
                    trzeba by było na necie czytać takich bzdur. Nie było by netu.

              • szczurek22 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 30.01.08, 11:52
                Dlaczego przez was w wiekszości przemawia nienawiść co z Waszą
                tolerancją- czy koperty żąda czy wy albo rodzice sami
                przygotowujecie? Ja choruję poszkodowana w wypadku nie ze swojej
                winy tylko pojanego małolata- i ksiądz ode mnie koperty nie
                przyjmuje choś sama z własnej woli ją przygotowuję i tak jest od
                chwili wypadku czyli lat 7. Nienawiść i zazdrość brak szacunku dla
                inności, oraz niechęć do pracy - to cech młodego pokolenia
                (większośći)
                • przewoz_pw Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 31.01.08, 11:33
                  > Dlaczego przez was w wiekszości przemawia nienawiść co z Waszą
                  > tolerancją

                  No właśnie jest problem z tą tolerancją dość często u tych, którzy
                  sami jej wymagają. W jedną stroną jest OK, ale w drugą już problem...


          • poki442003 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 17:19
            u mnie na kolędzie ksiądz nie głosi żadnych wieści, pyta co u mamy, taty,
            dzieci, zabiera koperte i wychodzi. Tak wygląda kolęda.
            • ani-hili Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 30.01.08, 13:27
              U mnie też, dlatego tym razem sobie dłużej popracuję ;-)
              Rodzice zapraszają - niech więc przyjmują, ja nie muszę. Ale nie wypominam na
              forum ile to kasy pleban dostaje, bo nie mam zielonego pojęcia. Nie daję i nie
              dam ani grosza, więc nie wnikam ;)
          • pos3gacz Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 20:34
            nemo1968 napisał:

            > Ja zakładam, ze ksiądz przychodzi, bo chce głosić dobre wieści dla
            > chrześcijan. Wielu o tym zapomina, uznając, ze jest to okazja do
            > wygloszenia kazania.
            xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
            Młody człowieku. Przychodzi tylko, gdy wietrzy mamonę do zgarnięcia.
            Wypisując, takie bzdury dowiodłeś, żeś owocem udanej tresury.
      • baba67 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 14:22
        Piszesz jak wyzwolona rozwydrzona panienka, ktora miezka z chlopakiem i boi sie,
        ze ksiadz o to zapyta.Nie chodzisz do kosciola, Twoj wybor, nie odpowiada Ci
        towarzystwo ksiedza, Twoj wybor, ale jadem nie musisz pluc tu na forum.
        Nie zebym miala cos do kogos kto mieszka z chlopakiem.
        • eluch_a Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 15:13
          Nie mieszkam z chłopakiem. Ze współlokatorką.
          • ewik_75 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 18:17
            a jakbyś mieszkała z chłopakiem, to co?
            Czy to coś zmienia w kwestii księdza?
            Wszelkie sugestie i póby "umoralniania" można bardzo ładnie i krótko
            skwitować.
        • pos3gacz Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 20:44
          baba67 napisała:

          > Piszesz jak wyzwolona rozwydrzona panienka, ktora miezka z
          chlopakiem i boi sie
          > ,
          > ze ksiadz o to zapyta.Nie chodzisz do kosciola, Twoj wybor, nie
          odpowiada Ci
          > towarzystwo ksiedza, Twoj wybor, ale jadem nie musisz pluc tu na
          forum.
          > Nie zebym miala cos do kogos kto mieszka z chlopakiem.
          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
          Widocznie jednak masz.
          Gratuluję wyboru nick'a z IQ.
          Nikt tu jadem nie pluje oprócz Ciebie.
          Wypisz, wymaluj jesteś wzorcem katolika polskiego -=- w jednej ręce
          krzyż, w drugiej rózaniec, a w ustach przekleństwa i jad.
          • uburama Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 31.01.08, 20:58
            Gratuluje kultury osobistej i poziomu logicznego myslenia.Oraz tolerancji i
            zyczliwosci wobec inaczej myslacych. Na razie tylko tyle-jak mi sie jeszcze cos
            nasunie to cos do gratulacji dodam.
          • baba67 Ja naprawde nie wiedzialam, 01.02.08, 12:39
            ze teraz jest taki zwyczaj na forum, ze cyfry obok nicka to IQ!Od dawna juz taki
            mam.
            No ale mamy tu osoby ktore sa jazzy i trendy jak pos3gacz na szczescie.
            I jakie skromne! Tylko 3?
      • 37.gora.01.02 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 31.01.08, 19:36
        Kochanie nie pisz o tolerancji.Urzednicy Pana B nie znaja tego
        slowa choc czesto nim szeruja.Dlaczego jestem przeciw.Ktoregos roku
        zony siostra 80 kalendarzy/kobieta zyjaca z alimentow 400zl/i pomocy
        spolecznej przyjmowala ksiedza.Po wszystkich obrzadkach wstala
        i chciala go odprowadzic do drzwi wtedy on z irytacja w glosie
        "a koperta".Kobieta z lzami w oczach wyjela 20zl.Wzial i poszedl.
        Wiecej nie wpuscila zadnego katabasa.
    • ewik_75 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 14:14
      modlić się nie musisz, usiądź obok i posłuchaj, co mówią, herbatki
      się napij...

      I wyluzuj.

      Usmiechnij się czasem z pobłażaniem, a na ewentualne pytania księdza
      wymyśl dobrą odpowiedź. Najlepiej ciętą.

      Swoją drogą o co moze taki ksiądz spytać?

      Może razem opracowlibyśmy taki "poradnik zagubionych" ;)
      • gwenfrewi same jesteście katastrofy 29.01.08, 10:48
        Tak, moze od razu zrób sobie symulację, bo przecież na pewno, na sto procent
        ksiądz na ciebie najedzie i albo cię ekskomunikuje albo na siłę bedzie
        egzorcyzmował...
        i koniecznie przećwicz sobie przed lustrem pobłażliwy usmiech. tak na spontanie
        może nie wyjść.

        jesteście bardziej agresywne niż niejeden ksiądz. jak autorce wątku nie pasuje
        ksiądz, to niech się przeniesie do innej parafii. Jak jej nie pasuje kościoł
        jako taki to niech dokona aktu apostazji. tyle, że oczywiście potem to jest
        problem bo każda chce ślub w kościele i dzieciątko ochrzcić, bo "tak ładnie i
        tradycyjnie".
        zdecydujcie: albo rybki albo akwarium.
        • gocha221 Re: same jesteście katastrofy 29.01.08, 14:00
          Popieram w 100% to, co napisałaś.
          Ja już nie mogę patrzeć na koleżanki, które najpierw omijają kościół
          i księży szerkim łukiem, z pobłażliwym uśmiechem a potem biała
          kiecka i pod ołtarz przed Bogiem ślubować. No bo w białym każdmu do
          twarzy :) I rodzice naciskają..I babcia pyta,kiedy... I taka
          tradycja...
          10000% obłudy i zakłamania.
          • eluch_a Re: same jesteście katastrofy 29.01.08, 14:05
            Jakbyś przeczytała wszystkie moje wypowiedzi, wiedziałabyś, że mam
            gdzieś białe sukienki, śluby kościelne i chrzciny.
            • gocha221 Re: same jesteście katastrofy 30.01.08, 15:35
              Ale to nie było do Ciebie ;))
              Tylko do osoby powyżej mojego postu, takie luźne spostrzeżenia.
              Nie bierz wszytskiego do siebie, nie warto ;)
          • eluch_a Re: same jesteście katastrofy 29.01.08, 14:05
            A, i ja też się z tym zgadzam, że jak coś odrzucamy, to w całości.
        • aihnoa Re: same jesteście katastrofy 31.01.08, 09:37
          Otoz to. Dwulicowosc jest porazajaca. A tak BTW, juz kilka razy
          zmienialam parafie (przeprowadzki) i wielu przypadkach (wlasciwie w
          wiekszosci!) ksiadz koperty nie chcial wziac + pytal sie, czy na
          pewno nie mamy pilniejszych wydatkow.
          Mam wrazenie, ze ten "klecha" najczesciej przychodzi do tych, ktorzy
          koledy w ogole nie przyjmuja ;))
    • fanaberia84 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 14:26
      eluch_a napisała:

      Trudno, skoro muszę, wezmę w tym udział. Ale chyba
      > nie mogą mnie zmusić, żebym była miła, prawdaż? Więc będę
      > niesympatyczna.

      Ile masz lat? Dlaczego zamierzasz być niesympatyczna wobec Bogu
      ducha winnego księdza?
      • ml2403 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 30.01.08, 08:46
        Z większości sytuacji niezręcznych można się wyłgać, albo odwrócić
        je tak, że będą niezręczne dla adwersarzy. Wystarczy, że w dowolnym
        luźnym momencie zapytasz księdza dlaczego Kościół nie potępia
        niejakiego T.Rydzyka za głoszenie poglądów nie mających nic
        wspólnego z miłością bliźniego. Jak powiesz to z miną zatroskaną o
        losy Kościoła to po pierwsze ksiądz się szybko zmyje, po drugie
        rodzice nie bardzo będą mogli się przyczepić, a po trzecie nie beda
        cię już zapraszać jak ksiądz bedzie szedł po kolędzie. Na marginesie
        raz było zabawnie jak chodzili po kolędzie, ale to było wtedy jak
        podeptali p. Kolendę w Sejmie jak chciała się dopchać do Kaczora.
    • palya Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 14:32
      ja planowalam sie wyrwac, ale mama zrobila afere ze jej przykro
      bedzie. nie moja wina, ze do kosciola nie chodze i nie wierze w te
      mity i zabobony..trudno. ksiedza do siebie nie zapraszam, sam sie
      wprasza...
      ehhh i zazwyczaj ma w zanadrzu pytania typu : co porabiasz, dlaczego
      nie widze cie w kosciele itd...
      na szczescie \cos mi wypadlo' czyli ulotnilam sie skutecznie:)
      • lupus76 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 14:37
        palya napisała:

        > ja planowalam sie wyrwac, ale mama zrobila afere ze jej przykro
        > bedzie. nie moja wina, ze do kosciola nie chodze i nie wierze w te
        > mity i zabobony..trudno. ksiedza do siebie nie zapraszam, sam sie
        > wprasza...
        > ehhh i zazwyczaj ma w zanadrzu pytania typu : co porabiasz,
        dlaczego
        > nie widze cie w kosciele itd...
        > na szczescie \cos mi wypadlo' czyli ulotnilam sie skutecznie:)

        Mi rodzice też kiedyś cośtakiego powiedzieli. Więc stwierdziłem, ze
        dobrze się w sumie składa, bo będzie okazja porozmawiać z kimś
        kompetentnym na temat aktu apostazji. Od tego czasu rozumieją, że
        nie mam ochoty rozmawiać z księdze, jego towarzystwo nie jest mi do
        niczego potrzebne i nie patrzą krzywo, ze tak planuję dzień, żeby w
        czasie kolędy nie było mnie w domu.
        • kitek_maly Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 14:49

          Mieszkasz z rodzicami? ;->
          • eluch_a Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 15:02
            Tak, mam lat 22, studiuję, czasami przyjeżdżam do domu i wtedy
            mieszkam z rodzicami.
            • kitek_maly Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 15:20

              Przecież ja nie do Ciebie a do Lupusa. ;->
              Twoją sytuację rodzinno-mieszkankową pamiętam.
              • eluch_a Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 15:25
                A foktycznie.
        • ewik_75 lupus, 28.01.08, 14:53
          złożyłeś akt apostazji?

          podziel się wrazeniami..
          • lupus76 Re: lupus, 29.01.08, 01:05
            ewik_75 napisała:

            > złożyłeś akt apostazji?
            >
            > podziel się wrazeniami..

            Nie złożyłem, ciężko się z proboszcze m rozmawiało i sprawa utknęła
            w martwym punkcie, więc machnąłem ręką. Ale doszły mnie głosy ze
            jakiś czas temu proboszcz się zmienił, więc chyba znów zacznę
            działać w kierunku formalnego wyjścia z KK.
            • ewik_75 Re: lupus, 29.01.08, 10:52
              ale wiesz,że i tak bedziesz "wliczany" do tych słynnych 95% ?
              • lupus76 Re: lupus, 29.01.08, 11:56
                ewik_75 napisała:

                > ale wiesz,że i tak bedziesz "wliczany" do tych słynnych 95% ?

                Wisi mi to. Szkoda moich nerwów na użeranie się z czarnymi. Jak
                wymyslają 1500 róznych powodów, zeby mnie nie wypisać - to ja mam
                lepsze rzeczy do roboty, niż latać miedzy kurią, a parafia 3 razy
                dziennie. Rodzina i znajomi wiedzą, że nie należy mnie prosić o
                bycie chrzestnym/świadkiem, a jedyne "imprezy" na których się
                pojawiam w kościele - to pogrzeby. Z szacunku dla zmarłych.
                • gocha221 Re: lupus, 29.01.08, 14:07
                  Lupus,
                  faktycznie z tym załatwianiem bardzo utrudniają.
                  Nie wiem, czy na złość, czy mają nadzieję, że ktoś machnie ręką.
                  Ja machnełam, bo jak poczytałam, jak to wygląda, to mi się
                  odechciało...
                  Śmieszne to jest, bo chodzi o wiarę, więc moje oświadczenie powinno
                  w 100% wystarczyć, a tu jacys swiadkowie, najlepiej rodzice
                  chrzestni, zaświadczenia, notatki...

                  Gdyby wprowadzili w Polsce podatek, taki jak np. w DE, to wtedy by
                  te 95% szybko zmalało :))
                  Ja bym się juz wtedy wypisała, bo więcej płacić na KK nie zamierzam,
                  wsytarczy mi, że z moich podatków budują jakieś świątynie i uczą
                  swojej religii w państwowej (a więc i mojej) szkole.
                  • lupus76 Re: lupus, 29.01.08, 14:16
                    gocha221 napisała:

                    > Lupus,
                    > faktycznie z tym załatwianiem bardzo utrudniają.
                    > Nie wiem, czy na złość, czy mają nadzieję, że ktoś machnie ręką.
                    > Ja machnełam, bo jak poczytałam, jak to wygląda, to mi się
                    > odechciało...
                    > Śmieszne to jest, bo chodzi o wiarę, więc moje oświadczenie
                    powinno
                    > w 100% wystarczyć, a tu jacys swiadkowie, najlepiej rodzice
                    > chrzestni, zaświadczenia, notatki...
                    >
                    > Gdyby wprowadzili w Polsce podatek, taki jak np. w DE, to wtedy by
                    > te 95% szybko zmalało :))
                    > Ja bym się juz wtedy wypisała, bo więcej płacić na KK nie
                    zamierzam,
                    > wsytarczy mi, że z moich podatków budują jakieś świątynie i uczą
                    > swojej religii w państwowej (a więc i mojej) szkole.

                    ... utrzymują dziwne instytuty, dostają wojskowe emerytury (choć na
                    pewno nie można o ich pracy powiedzieć, że jest służbą), dostają
                    pieniążki na fundacje, których sprawozdań fdinansowych próżno
                    szukać, etc. Tylko to jest temat na inne forum i inny wątek :)
            • joo55 Re: lupus, 30.01.08, 13:08
              90% wypowiedzi" liberalnych' internautów w sposób pogradliwy opisuje
              swoje uwagi na temat KOLEDY.Wyakzują tym samym brak elementarnej
              kultury wolnego człowieka.Po co te prymitywne tłumaczenia o przymusie
              stosowanych przez kogoś do czegoś.Czym się popisujecie?Powodzenia.
              • maxnowak Kolęda z kotem 30.01.08, 13:36
                Ja w tamytym roku po raz pierwszy przyjąłem księdza od wielu lat. W dodatku sam.
                Do wsi, gdzie obecnie mieszkam przeprowadziłem się z rodziną prawie 10 lat temu
                i jak dotąd nie udawało mi zgrać czasowo z księdzem. Wyjątkowo byłem w domu.
                Kolęda wyglądała tak. Najpierw przyszli ministranci i zaczęli śpiewać. To było
                żenujące tak dla mnie, jak i dla nich. Następnie przyszedł ksiądz. Tu dałem
                plamę, bo ksiądz się modlił, a ja myślałem, że mówi do mnie więc nawiązywałem z
                nim dialog wbijając mu się w modlitwę. Potem usiedliśmy i zaczęło się
                przesłuchanie: czy rodzice mają ślub kościelny, czy ja mam, itd. Odpowiedzi nie
                bardzo mu się spodobały. Dzieła zniszczenia dopełniła moja kotka, która jest
                bardzo przyjacielska. Ocierała się o sutannę, wskoczyła księdzu na kolana,
                smyrała go ogonem po nosie, itd. Po mniej więcej kilku minutach spytałem czy
                ksiądz lubi koty i czy mu kotka nie przeszkadza. Cichym głosem zdradził mi, że
                jest bardzo uczulony na koty. Do sąsiadów szedł z bardzo już zaczerwienionym
                nosem. Wizyty raczej nie zaliczył do udanych. Raz, że nie jestem wierzący, dwa,
                że kot go wysmyrał, trzy, że nie miałem przy sobie nawet złotówki, by mu dać, a
                karty nie przyjmuje. W tym roku dałem już sobie spokój z kolędą.
            • euro67 Co Kosciol zagarnol Polsce? 30.01.08, 13:33
              Co za bzdury, cieszcie sie ze KK nie zada oddania co Panstwo mu
              zabralo. Przez 45 lat komuny Panstwo polskie jest winne Kosciolowi
              Katolickiemu niewyobrazalna sume pieniedzy. Chodzi nie chodzi tu o
              odszkodowanie za przesladowania, ale za cyniczne pozbawienie ok. 50
              tys osob duchownych (ksiezy, zakonnikow i zakonnic) i to przez okres
              45 lat prawa do ubezpieczen zdrowotnych i emerytalnych, przy
              jednoczesnym gorliwym pobieraniu od nich podatkow od liczby
              mieskancow ich Parafii (takze niewierzacych). Ciekawe czy dzis juz
              ktos policzyl jaka to bylaby suma? I oczywiscie nie chodzi tu o
              pieniadze, ale o moralne prawo Kosciola do niepoczuwania sie ze jest
              sie zebrakiem wobec tegoz Panstwa. Oczywiscie nie jest tutaj mowa o
              zwrocie zagarnietych majatkow, bo to zupelnie inna sprawa.
              • lupus76 Re: Co Kosciol zagarnol Polsce? 30.01.08, 19:11
                euro67 napisał:

                > Co za bzdury, cieszcie sie ze KK nie zada oddania co Panstwo mu
                > zabralo. Przez 45 lat komuny Panstwo polskie jest winne Kosciolowi
                > Katolickiemu niewyobrazalna sume pieniedzy. Chodzi nie chodzi tu o
                > odszkodowanie za przesladowania, ale za cyniczne pozbawienie ok.
                50
                > tys osob duchownych (ksiezy, zakonnikow i zakonnic) i to przez
                okres
                > 45 lat prawa do ubezpieczen zdrowotnych i emerytalnych, przy
                > jednoczesnym gorliwym pobieraniu od nich podatkow od liczby
                > mieskancow ich Parafii (takze niewierzacych). Ciekawe czy dzis juz
                > ktos policzyl jaka to bylaby suma? I oczywiscie nie chodzi tu o
                > pieniadze, ale o moralne prawo Kosciola do niepoczuwania sie ze
                jest
                > sie zebrakiem wobec tegoz Panstwa. Oczywiscie nie jest tutaj mowa
                o
                > zwrocie zagarnietych majatkow, bo to zupelnie inna sprawa.

                Pocyztaj sobie to:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=62&w=71166908&a=71166908
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=62&w=71166908&a=71166908
                A potem jeszcze raz powtórz, że państwo okradło w jakikolwiek
                okradło KK. Zobaczymy, czy Ci przez gardło przejdzie.
      • ewik_75 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 18:14
        > zazwyczaj ma w zanadrzu pytania typu : co porabiasz, dlaczego
        > nie widze cie w kosciele itd...

        Proste - bo w niedziele jest całodniowy "happy hour" w lokalu z
        męskim striptizem i wtedy najlepsze ciacha się pokazują ;))
        • palya Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 01:08
          dobre!!! :D
      • gwenfrewi Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 10:49
        > ehhh i zazwyczaj ma w zanadrzu pytania typu : co porabiasz, dlaczego
        > nie widze cie w kosciele itd...

        tak trudno ci powiedzieć "nie jestem katoliczką"?
    • sabriel Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 14:41
      Rozumiem twój problem. U mnie jutro bedzie, he he he . Oczywiście
      się ulatniam. Nie mam najmniejszego zamiaru stwarzać pozorów i
      odpowiadać na niewygodne pytania.
      Kiedyś chodzili co dwa lata, teraz jak kasy im brak to wizyty są co
      roku.
      • aminoe Re: Sabriel 28.01.08, 14:45
        Kolęda zawsze była co roku. Jak już coś piszesz, to z głową, a nie z
        tekstem wyssanym z palca:)
        • misia12347 Re: Sabriel 28.01.08, 14:47
          W duzych parafiach może być co 2 lata, bo księża nie zdąrzą
          odziwedzić wszystkich mieszkań.
        • sabriel Re: AMINOE 28.01.08, 15:11
          Zamim coś napiszesz to może sama rusz głową.To,że u ciebie kolęda
          była ZAWSZE co rok nie znaczy, że tak samo jest w innych parafiach.
          • aminoe SABRiEL 28.01.08, 15:28
            Co ty nie powiesz? A wiesz, że to samo, co napisałeś do mnie, możesz
            odnieść do siebie? To, że u ciebie kolęda bywała co 2 lata, nie
            znaczy, że tak jest WSZĘDZIE I ZAWSZE, a tak to ująłeś w swoim
            poście, że na to wyszło.
            A przy okazji, jak już się tak podkręciłeś moim tekstem. To że teraz
            kolęda, jest u ciebie co rok, to na pewno chodzi o pieniądze, tak,
            szczególnie te od ciebie, hehe.
            P.S. Ulżyło ci, jak sobie popisałeś capsem?:)
            • sabriel Re: SABRiEL 28.01.08, 15:54
              Czytanie ze zrozumieniem się kłania.
              Owszem napisałam, że kiedyś chodzili co dwa lata,ale dotyczyło to
              MOJEJ parafii. Nigdzie nie napisałam, że tak było wszędzie i zawsze.

              Ps. jestem kobietą :)))
              • aminoe Re: SABRiEL 28.01.08, 17:10
                Na szczęście nie mam problemów, jeśli chodzi o czytanie
                ze zrozumieniem:)Cytuję: "Kiedyś chodzili co dwa lata, teraz jak
                kasy im brak to wizyty są co roku." Nie zauważyłam, by gdzieś tu
                było zaznaczone w "MOJEJ" parafii:) Uogólniając musisz się liczyć
                z takim, a nie innym odbiorem. Tak więc przyganiał kocioł garnkowi:)
                W każdym razie, drzeć kotów o to nie będziemy, prawda?:)

                P.S.
                Przepraszam za "onego", nie wiedziałam żeś ona:)

                • sabriel Re: SABRiEL 28.01.08, 17:38
                  Wyrwałaś MOJE słowa z kontekstu.Należy czytać cały tekst,a nie tylko jego
                  fragment bo można w ten sposób przeinaczyć intencje autora.Naprawdę nie muszę co
                  zdanie używać słów " u mnie", "moje", żeby osoba czytająca nie mogła się
                  domyślić, że dotyczy to faktycznie mnie. Zwłaszcza że na początku wypowiedzi
                  napisałam,że U MNIE kolęda będzie jutro.To chyba powinno być oczywiste, że
                  reszta wypowiedzi dotyczy też mojej osoby.
        • reklamowiec Re: Sabriel 30.01.08, 07:46
          W Warszawie na Bielanach jest np. co 3 lata. A ksiadz podczas zapowiedzi pytal sie, czy w ogole chcemy skladac ofiare, ze jak chcemy to pozniej. Wiec nie ougolniaj
        • hella_79 Re: Sabriel 30.01.08, 11:12
          aminoe napisała:

          > Kolęda zawsze była co roku. Jak już coś piszesz, to z głową, a nie z
          > tekstem wyssanym z palca:)

          u mnie jest co dwa lata.
      • baba67 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 14:49
        Z Waszych wypowiedzi wylania sie smutny obraz tego polskiego 95%
        katolicyzmu...rodzice sie mienia katolikami, ale do kosciola nie chadzaja , a
        nawet jesli chadzaja to przekonywujacego dostatecznie przykladu nie daja skoro
        dzieci taka niechecia ku klerowi zieja.
        W sumie rozumiem Wasza niechec do potrzymywania tego zalosnego widowiska.Mam
        nadzieje, ze Wy sami konsekwentnie-nie bedziecie brac slubu koscielnego,
        chrzcili dzieci, posylali na religie i do komunii. I nie bedziecie przyjmowac
        ksiedza i zmuszac Waszych dzieci do obecnosci.
        • eluch_a Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 15:07
          Właśnie o to mi chodzi. Ja twierdzę, droga babo, że jeżeli człowiek
          podpisuje się pod jakimkolwiek -izmem, powinien akceptować ów -izm
          (ideologię, filozofię, religię - o czymkolwiek mamy zamiar mówić) w
          pełni: ze wszystkimi prawami, przywilejami i obowiązkami. Nie, ja
          nie będę brała ślubu kościelnego, jeśli w ogóle ślub wezmę, nie będę
          posyłała dzieci na religię i chrzciła dziecka, dlatego, że ktoś z
          krewnych mi powie "nie ochrzcisz dziecka? dlaczego? ochrzcij, co ci
          szkodzi"... Ale sobie pewne rzeczy przewartościowałam i doszłam do
          wniosków takich właśnie, że katolicyzm to nie jest rzecz dla mnie,
          zbyt wiele rzeczy, które głosi kościół, mi nie odpowiada.
          Ja naprawdę twierdzę, że katolik wierzący niepraktykujący to tak jak
          żyjący nieoddychający. Ja jestem niewierząca.
          • baba67 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 15:21
            No i masz u mnie szacun:-)
            • eluch_a Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 15:25
              Cieszę się, że jest więcej osób myślących jak ja.
              • armagon Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 16:16
                Wszystko jest jednym. Pojawiamy się z nicości, i do niej wracamy. I tak było, jest i będzie, jesli w ogole jest sen mówić o czasie. Nie potrzebuję żadnego obłudnika w czarnej sukni, zeby mi mowił, co i jak. Sam umiem szukać sensu.
                • domi-now Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 16:20
                  ale Bóg działa w kościele i przez swoich hierarchów,sami możemy latwo pobłądzić,
                  dlatego lepiej "iść z Bożym światłem"
                • gwenfrewi Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 18:13
                  i na pewno tego sensu szukasz...
          • slubujacy -izmy 29.01.08, 22:20
            Bierz pod uwage ze moze tez byc:
            debil-izmy
            kretyn-izmy
            idiot-yzmy

            Kazdy ma swoja religie :P
        • jurny_jerzy Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 15:06
          Nieco upraszczasz. Ja na przyklad jestem wierzacy, do kosciola chodze
          regularnie, ale do ksiezy w Polsce, w tym, a moze nawet przede wszystkim,
          Episkopatu, zdarza mi sie bardzo czesto, jak piszesz, "ziac niechecia", na co
          sobie zreszta ksieza uczciwie zapracowali. Zwyczaj koledy rowniez mi sie z
          roznych wzgledow nie podoba, jako ze jego pierwotna idea zostala, jak mi sie
          zdaje, mocno wypaczona. Z odwiedzin u wiernych majacych sluzyc budowaniu
          wspolnoty zrobiono jakis quasi-przymusowy cenzus ludnosci polaczony z poborem
          haraczu. Na szczescie obowiazek przyjmowania ksiedza nie wynika z zadnych
          obowiazujacych norm i przepisow majacych zrodlo w Biblii, przykazaniach
          koscielnych czy tez prawie kanonicznym - jest ona przeciez lokalnym zwyczajem, w
          wiekszosci krajow nieznanym. To, czy przyjme ksiedza wynika tak naprawde z mojej
          dobrej woli (wbrew temu co niektorym ksiezom zdarza sie glosic). Ipso facto,
          ksiedza chodzacego u nas jutro po koledzie nie przyjme, jako ze nie mam
          najmniejszej ochoty na towarzystwo ksiezy z naszej parafii (na msze zawsze
          chodze do innych kosciolow, no chyba ze z jakichs wzgledow musze tam). Dzieci
          postaram sie wychowac tak, aby nie zialy niechecia do Boga i katolicyzmu jako
          takiego, a ksieza - coz, beda sobie musieli na ich szacunek zasluzyc.
      • ouimet Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 22:01
        sabriel napisała:

        > Nie mam najmniejszego zamiaru stwarzać pozorów i
        > odpowiadać na niewygodne pytania.

        a jakiez to pytania moga byc "niewygodne" dla /hi,hi.hi/doroslego czlekoksztalta
        zyjacego wg norm SWIATOWYCH?
    • pietruszka1006 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 15:11
      A ja nie rozumiem jednego... Co do tego maja Twoi rodzice??? No bez
      obrazy ale nie powinni za Ciebie wybierac!!! Kiedy mieszkałam z
      rodzicami tez udawałam że mnie nie ma... Bo po co uczestniczyć w
      czymś na co nie mam ochoty i co nie jest przymusem?? Pomyśl o tym.
      Pamiętaj: NIC NIE MUSISZ!!!!!!
      • eluch_a Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 15:16
        Ja rozmawiałam z rodzicami wiele razy, że mam inny światopogląd.
        Wiesz co usłyszałam w odpowiedzi? "Będziesz miała swój światopogląd,
        jak będziesz na siebie zarabiać".
        Zarabiam na siebie, dorabiam jak się da, ale nie jest to kwota, za
        którą jestem w stanie się utrzymać w Poznaniu studiując dziennie.
        Dokładają mi więc... 300 zł, to chyba nie wygórowana kwota? Ale dla
        nich wystarcza jako argument.
        Ja wiem, że ja moich dzieci do niczego nie będę zmuszac, bo wiem,
        jak to jest.
        • ewik_75 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 18:22
          to smutne, ale rodzice tak niestety czasem mają ;((
          wydaje im się, ze mogą "kupić" postępowanie i poglądy dzieciaków..
        • wwjajah Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 30.01.08, 08:56
          DZIECKO drogie, ty nie masz problemu z księdzem, tylko z rodzicami.
          I sama z sobą. Nie szukaj winnych swoich kompleksów na zewnątrz,
          zacznij od porządku we własnym gniazdku.
      • ouimet Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 22:07
        pietruszka1006 napisała:
        > Pamiętaj: NIC NIE MUSISZ!!!!!!

        ales ty durna,ze zal jaja sciska.
        OCZYWISCIE ze MUSISZ : dla katolikow-umrzec,dla urbanowych zwolennikow zamienic
        sie w scierwo/tak pisal kiedych o tych truchlach...
    • chooligan Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 15:17
      > Od czterech lat nie miałam wątpliwej przyjemność uczestniczyć w tym

      A to dlaczego używasz rzymsko-katolickiego kalendarza
      i słowa pisanego???
      • kitek_maly Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 15:25

        chooligan napisał:

        > > Od czterech lat nie miałam wątpliwej przyjemność uczestniczyć w
        tym
        >
        > A to dlaczego używasz rzymsko-katolickiego kalendarza
        > i słowa pisanego???


        O jaaaaa, zaraz pęknę ze śmiechu. :-DDDDDD Człowieku zejdź na
        ziemię. :-)
        • chooligan Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 15:29
          kitek_maly napisała:
          > Człowieku zejdź na
          > ziemię. :-)

          Hmmmm, z kościoła wracasz?
          • kitek_maly Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 15:33

            > Hmmmm, z kościoła wracasz?

            Hmmm, a jak myślisz?
            • chooligan Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 15:40
              kitek_maly napisała:
              > Hmmm, a jak myślisz?

              Myślę że ci pogratuluje
    • selica Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 17:26
      Elucha, a jak powiesz rodzicom, że ślub kościelny nie i chrzest nie,
      skoro boisz się olać kolędę? Proponuję jakoś zawczasu ich oswajać z
      Twoim światopoglądem, bo się obalą, jak w w/w ceremoniach nie będzie
      partycypował ksiądz.
      Dla mnie kolęda to wyciąganie kasy, cyrk straszny, nie popieram.
      • eluch_a Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 17:32
        Już wyżej napisałam, że rozmawiałam z rodzicami wiele razy, że mam
        inny światopogląd. Z ojcem to się w ogóle nie da rozmawiać, bo zaraz
        wrzeszczy. Mama zazwyczaj mnie zbywała, ale w końcu ją przycisnęłam,
        powiedziałam, że dla mnie ta rozmowa jest ważna. Wiesz co usłyszałam
        w odpowiedzi? "Będziesz miała swój światopogląd, jak będziesz na
        siebie zarabiać".
        Staram się na siebie zarabiać, ale nie jestem w stanie pracować na
        pełen etat, bo studiuję dziennie, zależy mi na studiach i zostało mi
        jeszcze 1,5 roku do obrony. Nie uciułam więc kwoty, za
        którą jestem w stanie się utrzymać, mimo że żyję oszczędnie.
        Dokładają mi więc opłatę za mieszkanie... 300 zł, to chyba nie
        wygórowana kwota? Ale dla nich wystarcza jako argument.
        Kiedy będę brała ślub, chrzciła dzieci - myślę,że będę już
        pracowała, więc wytrące mojej mamie argument z ręki. Zarabiając na
        siebie, będę miała światopogląd.
        Najgorsze, że ja się czuję szantażowana: masz z nami grzecznie tutaj
        się udzielać katolicko, bo nie dostaniesz pieniędzy. Ale prawda jest
        taka, że bez tych pieniędzy nie dam rady...
        • alpepe Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 17:39
          nie przesadzaj, bądź na tej kolędzie, tylko nie ukrywaj, że jesteś niewierząca,
          bądź grzeczna, ale nie wdawaj się z księdzem w dyskusję, zresztą, on nie ma
          czasu na gadki, jak chodzi po kolędzie. I tyle, czemu masz być niegrzeczna, albo
          uciekać?
          • eluch_a Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 17:42
            Już jestem po. Niestety, zostałam, nie zdążyłam wyjść. Najgorsze, że
            mój pies chwycił księdza za sutannę, a księżul się szarpnął, no i
            się porwało. Na szczęście tylko na szwie, ale tata twierdzi, że i
            tak zrobiłam to celowo.
            • chooligan Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 18:01
              eluch_a napisała:
              > Już jestem po. Niestety, zostałam, nie zdążyłam wyjść. Najgorsze, że
              > mój pies chwycił księdza za sutannę, a księżul się szarpnął, no i
              > się porwało. Na szczęście tylko na szwie, ale tata twierdzi, że i
              > tak zrobiłam to celowo.

              Nie wiem czy wiesz ale Twój pies może się nabawic ostrej traumy.
              Marwi mnie tylko czy prokuratura zdąży zareagowac na czas,
              bo wiesz, czarni mają wtyki wszędzie.
              Poszukaj w internecie jakichś stron z organizacjami pomocowymi
              albo wośp albo che gevarą - poradzisz sobie, tylko uwierz w to!
            • ouimet Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 22:15
              eluch_a napisała:

              > Już jestem po. Niestety, zostałam, nie zdążyłam wyjść. Najgorsze, że
              > mój pies chwycił księdza za sutannę, a księżul się szarpnął, no i
              > się porwało. Na szczęście tylko na szwie, ale tata twierdzi, że i
              > tak zrobiłam to celowo.
              >
              alez jestes idiotka/tylko?/

              to w koncu pies potargal sutanne,czy Ty klami?
          • pickygirl Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 30.01.08, 11:23
            u mnie właśnie miał czas na pogawędki. Na kolędzie byłam pierwszy
            raz od 6 lat i przezylam. Jak zapytal czy chodze do kosciola to
            powiedzialam wprost ze nie. Pogadalismy troche, nic nie narzucal,
            nie probowal nawracac, na prawdę byłam w szoku tym bardziej, ze moj
            obraz ksiedza to ten ktory mam z 1 klasy LO (taki co to nie uznawal
            zadnego sprzeciwu). Pozniej juz nie mialam z klerem zadnej
            stycznosci. Także da się przeżyć, nawet jak ma się odmienne poglądy
            i wda się w dyskusję....z drugiej strony zależy na jakiego księdza
            trafisz.
    • aminoe Re: tragedia:) 28.01.08, 17:47
      Za chwilę ta kolęda, trwająca zwykle 10 min, urośnie do rangii
      życiowej tragedii, która odbije się silną traumą w dalszym życiu:)
      To jest dopiero cyrk:)
      A ta kasa, co tak niekótrych boli.. Ktoś wam każe dawać? To nie jest
      obowiązkowe. Moja sąsiadka nie daje i jakoś wyklęta z kościoła nie
      została:) Macie problemy, naprawde podziwiam, heh.

      P.S. Eluch_a, ja szanuję Twoje wybory, ale nie uwierzę, że rodzice
      nie dadzą Ci pieniędzy, jak nie zostaniesz na kolędzie. Może się
      obrażą czy nabzdyczą - jak sama napisałaś, ale w końcu im przejdzie:)
      • eluch_a Re: tragedia:) 28.01.08, 17:51
        Faktycznie, sam temat kolędy zszedł na ogólne rozważania
        ideologiczne, a nie miałam tego na celu. Ale faktycznie tu chodzi o
        szerszy problem: o chodzenie do kościoła przede wszystkim. Nie chcę,
        nie czuję potrzeby... a chodzę. Przez 50 minut wstaję jak inni
        wstają, siadam jak inni siadają i mam dość - oczywiście jak przyjadę
        do domu, bo to w ogóle nie podlega dyskusji. Kiedy jestem na weekend
        u siebie, gdzie studiuję, nie chodzę do kościoła. Kiedy przyjeżdżam
        do domu, odstawiam jakąś szopkę i wściekła jestem na siebie, że nie
        mam siły stanąć i powiedzieć: "NIE, NIE IDĘ!". Mój "przyszywany"
        kuzyn tak zrobił i moja mama uważa, że to jest największa porażka
        wychowawcza mojej cioci. I chyba dlatego nie chce, żebym ja była jej
        porażką wychowawczą...
        • selica Re: tragedia:) 28.01.08, 18:01
          Dobre, dobre z tym psem :)))))
          Specjalmnie szkolony na księży?
          • eluch_a Re: tragedia:) 29.01.08, 11:24
            No, właśnie... Nikt mi nie wierzy, że nie kazałam mu tego zrobić. A
            wikary jakby się nie szarpał, to sutanna by się nie porwała, bo
            łagodnie bym futrzaka zabrała.
        • aminoe Re: eluch_a 28.01.08, 18:02
          Elucha_a, jeśli chodzi o rodziców, to rzeczywiście jest problem.
          I to nie jest tak naprawdę problem z kolędą, tylko z Waszymi
          wzajemnymi relacjami i tolerancją wobec różnych podejść, do tej
          samej sprawy.
          Dla nich Twój ateizm, jest jakąś tam "porażką wychowawczą" - jak
          sama napisałaś. Dlatego, nie mogą się z tym pogodzić, pewnie myślą,
          ze to Ich wina, że popełnili jakiś błąd w wychowaniu i zmuszając Cię
          na siłę, myślą że Cię nawrócą. Nie przetłumaczysz Im tego, będą
          obstawali przy swoim. Powinni jednak zrozumieć, że każdy ma prawo do
          swoich wyborów, Ty także. Kiedy już nie będziesz zależna od Nich,
          może będzie Ci łatwiej postawić na swoim. Domyślam się, że to
          chodzenie do kościoła na siłę, to męka dla Ciebie. W pewnym sensie
          to rzeczywiście sztuczna i żenująca szopka, która powinna się jak
          najszybciej skończyć. Jestem przeciwna zmuszaniu kogokolwiek do
          czegokolwiek, tym bardziej do wiary. Mam nadzieję, że kiedyś rodzice
          uszanują Twoje wybory. Tylko musicie pamiętać o wzajemnym szacunku.
          Tak Ich do Twoich wyborów, jak i Twoim do Ich wiary. Pozdrawiam:)

          • anty5 Re: eluch_a 30.01.08, 09:52
            aminoe napisała: Dla nich Twój ateizm, jest jakąś tam "porażką wychowawczą"
            Taka z eluchy ateistka..jak ze mnie ksiądz
            cytat z eluchy
            "Kiedy będę brała ślub, chrzciła dzieci - myślę,że będę już
            pracowała, więc wytrące mojej mamie argument z ręki. Zarabiając na
            siebie, będę miała światopogląd".
            • eluch_a Re: eluch_a 30.01.08, 13:33
              O, rany, to skrót myślowy. "Jeżeli nadejdzie moment, że będzie
              teoretycznie czas na chrzczenie dzieci to będę zarabiała na siebie,
              więc będę mogła mieć światopogląd swój i będę mogła powiedzieć nie.
              A brać ślub można cywilny.
              Zresztą, ja się nie upieram, ze jestem ateistką. Nazwij to jak
              chcesz. Ale katoliczką wierzącą i praktykującą nie jestem na pewno.
        • homard Re: tragedia:) 29.01.08, 18:45
          Ja w tym przybytku nie byłem od ..2 lat prawie...spacerek możesz
          sobie zrobić jakies małe zakupy, do kolezanki wyjsc...Moja droga 100
          powodów mozna znalezc zeby mysleli ze jednak w kosciółku byłas:-
          )))))))
          • agaoki he, he, he 30.01.08, 11:26
            80% katolików w naszym kraju?

            koń by się uśmiał!!!!!
        • maggie134 Re: tragedia:) 30.01.08, 02:34
          Moja rada - nie jest latwa, anie szybka ale powinno pomoc.
          Mialam podobny problem - w dodatku mieszkalam z rodzicami i bylam
          mlodsza od Ciebie. Nie jestem ateistka - jestem antyklerykalem co
          jest znacznie wiekszym problemem. Bylam koszmarnie sfrustrowana
          niedzielnymi wypadami do kosciolka i innymi "ceremoniami". Proby
          rozmowy konczyly sie podobnie jak w Twoim przypadku. W koncu
          postanowilam podejsc do tego inaczej. Zaczelam chodzic na msze do
          innego kosciola (gdzie chodzilam moja znajoma) na inna godzine niz
          moja rodzina - szybko odkrylam ze najlepiej jest chodzic za kazdym
          razem na inna godzine) szybko sie przyzwyczaili a ja przestalam
          chodzic - najpierw poprostu wychodzilam na spacer potem calkiem
          zaprzestalam procederu - rodzice udawali ze nie widza. Do tematu
          wrocilam po wyprowadzce (samodzilna finansowo bylam juz wczesniej).
          Oswiadczylam jasno, ze nie jestem katoliczka, nie bede chodic do
          kosciola bo to oszustwo skoro w to nie wierze i mam zamiar z czasem
          dokonac apostazji. Dluuugo nie mogli sie z tym pogodzic ale w koncu
          zdolali jakos zaakceptowac mnie taka jaka jestem.
        • sophiya Re: tragedia:) 30.01.08, 16:04
          eluch_a, Twoi rodzice są bardzo autorytarni. Nauczyli Cię bać się ich reakcji, i
          ich złej opinii o Tobie [patrz: strach, że Mama o Tobie pomyśli jak o Twoim
          kuzynie].
          Ty sama zdajesz się nie wiedzieć czego chcesz. Bo z jednej strony dosyć masz
          kościoła, z drugiej wolisz żyć wygodnie i mieć te 300 złotych.
          Jesteś pewna, że w dniu, w którym powiesz "dużo o tym myślałam, na pierwszym
          miejscu stawiam inne wartości, niż Bóg" rodzice utną kasę?

          Używanie argumentu "masz być, bo my płacimy" tak naprawdę dużo mówi o ich
          bezradności wobec Ciebie. Rodzic, który ma kontakt z dzieckiem i jest
          konsekwentny najpierw by porozmawiał, podał wszelkie argumenty, p oczym
          konsekwentnie sie ich trzymał.
          Tymczasem Twoi rodzice uciekają się do różnych środków, aby tylko nie spojrzeć
          prawdzie w oczy, że dziecko może mieć swoje zdanie.

          Myślę, że skoro są bezradni, to się nabzdyczą, ale im przejdzie.
          Jestem za tym, abyś zacisnęła pasa, albo skombinowała skądś kilka groszy więcej
          na mieszkanie i wreszcie ułożyła relacje z nimi. Dajesz sobą manipulować,a
          rodzice nie szanują Twoich decyzji.
          • aminoe Re: tragedia:) 30.01.08, 18:23
            sophiya napisała:
            "(.....) Dajesz sobą manipulować,a
            > rodzice nie szanują Twoich decyzji."



            W tym wątku o kolędzie, właściwie nikt nikogo ani niczego nie
            szanuje. Rzadko kto podchodzi do tego tematu z dystansem
            i szacunkiem dla wyborów innych, bez względu na to jakie one by nie
            były. Każdy tylko wytrząsa i wywnętrznia swoje racje
            z zajdłością "skrzywdzonych psiaków" - przepraszam za porównanie,
            ale tak to wygląda. Opluć, zszargać, bez względu na to, że to co dla
            jednych jest niczym, dla innych, być może, jest wszystkim. Nie ma
            mowy ani o szacunku, ani o tolerancji, bo bycie, jak to niektórzy tu
            piszą "troszkę tolerancyjnym", jest gorzej niż żenujące i udowadnia
            tylko, że piszący nie ma pojęcia o podstawach słowa tolerancja.
            Przykre, bo powychodziły w tym wątku jedne z najpodlejszych odruchów
            ludzkich: nienawiść, niezrozumienie, brak szacunku, opluwanie,
            wywyższanie się, pogarda itp. A najsmutniejsze w tym wszystkim jest
            to, że jak widać, dobrze z tym ludziom...


      • selica Re: tragedia:) 28.01.08, 18:10
        Wiesz w zasadzie wisi mi to, ile kasy ktoś daje, tylko drażni mnie
        nachodzenie ludzi pod pretekstem jakiegoś błogosławieństwa, a i tak
        chodzi o zgarnięcie koperty, brak której jest źle widziany i z tego,
        co słyszałam potrafi być, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach,
        wypomniany podczas kazania.
        Ja nigdy nie dałabym grosza na jakąkolwiek organizację kościelną,
        czy parakościelną i to nie ze skąpstwa, zapewniam Cię. I nie jest to
        dla mnie żaden problem.
        • selica Re: tragedia:) 28.01.08, 18:11
          To było do Aminoe.
        • aminoe Re: tragedia:) 28.01.08, 18:20
          selica napisała:

          > Wiesz w zasadzie wisi mi to, ile kasy ktoś daje, tylko drażni mnie
          > nachodzenie ludzi pod pretekstem jakiegoś błogosławieństwa, a i
          tak
          > chodzi o zgarnięcie koperty, brak której jest źle widziany i z
          tego,
          > co słyszałam potrafi być, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach,
          > wypomniany podczas kazania.
          > Ja nigdy nie dałabym grosza na jakąkolwiek organizację kościelną,
          > czy parakościelną i to nie ze skąpstwa, zapewniam Cię. I nie jest
          to
          > dla mnie żaden problem.


          Selica, gdyby Ci to wisiało i nie byłby to dla Ciebie "żaden
          problem", to nie pisałabyś o tym. Po pierwsze, ksiądz nie "nachodzi"
          ludzi. Zawsze wcześniej przychodzi ministrant, który się pyta czy
          chcemy gościć księdza u siebie czy nie. Właśnie po to, by nie czuć
          się zbędnym gościem. Proste. Po drugie, to co dla Ciebie
          jest "pretekstem" dla innych jest wazne i cenne.
          Naprawdę, apeluję o większy szacunek i tolerancję, w każdej
          dziedzinie życia, nie tylko tej. Będzie się nam lepiej żyło. Szkoda,
          że to takie trudne dla niektórych, ech:)

          • selica Re: tragedia:) 28.01.08, 18:26
            Jestem tolerancyjna dla wielu rzeczy, ale akurat dla kościoła
            katolickiego mam niewiele wyrozumiałości. Nie jestem jakimś wybitnie
            wojującym antyklerykałem, ale jak jest możliwość wygłoszenia
            jakiegoś antykościelnego hasła, to nie mogę się powstrzymać ;)
            A za nietolerancyjnych uważam właśnie tych prawdziwych,
            ortodoksyjnych, gorliwych katolików. Takie moje spostrzeżenie.
            • aminoe Re: tragedia:) 28.01.08, 18:30
              Albo się jest tolerancyjnym albo nie. To jest tak jak z ciążą, nie
              można w niej trochę być, a trochę nie:)
              • gwenfrewi Re: tragedia:) 29.01.08, 12:08
                to jakby powiedzieć: nie jestem rasistą, lubię murzynów, hindusów, ale jak widzę
                żółtka to mi się nóż w kieszeni otwiera..."

                a wojujący antykatolicyzm to taka prosta metoda na manifestowanie własnej
                "otwartości" i "tolerancji", bardzo modna w niektórych środowiskach,
                niekoniecznie polityczncznych. co z tego, że do jednego wora wrzuca się moherowe
                babcie i ludzi dla których wiara jest wazna, którzy praktykują i nikomu nie
                robią tym krzywdy...?

              • komorka25 Re: tragedia:) 29.01.08, 15:02
                aminoe napisała:

                > Albo się jest tolerancyjnym albo nie. To jest tak jak z ciążą, nie
                > można w niej trochę być, a trochę nie:)

                Ja jestem tolerancyjna - TROCHĘ, tzn. do czasu, kiedy ktoś wpycha
                sią po chamsku w moje życie, usiłuje narzucać mi swoje poglądy i w
                dodatku obraża mnie, za to, że się z nim nie zgadzam.
                A co do głównego problemu tego wątku - w 2007 r. byłam u mamy na
                świeta i kiedy zaraz po nich przyszedł ksiądz z wizytacją (bo nie
                wizytą) byłam tam nadal, więc siłą rzeczy uczestniczyłam w tym
                wydarzeniu. Poziom nieuctwa i chamstwa, jaki zaprezentował w
                odpowiedzi na moje pytanie dotyczące dość marginalnej sprawy, bo
                szopki w kościele, zniechęcił mnie do rozmów z klerem na długo.
            • baba67 Re: tragedia:) 29.01.08, 14:14
              No coz, uwazam sie za gleboko wierzaca osobe, jednak z zarzutem nietolerancji
              sie nie spotkalam, a przyjaznilam sie z roznymi ludzmi, niewierzacymi tez.Czy
              tylko katolicy moga byc nietolerancyjni? A moze niewierzacy rowniez?
            • makbyt Re: tragedia:) 30.01.08, 09:06
              Przez całe moje życie (ur.1974) moja matka nie przyjmowała księdza.
              Do dzisiaj pamiętam jak bylo mi glupio. Chodzilam na religię , raz
              na jakiś czas do kościola a księdza matka nie przyjmowala bo miala
              wlaśnie takie podejście jak Ty. W liceum wprowadzili religię w
              szkole i w ramach protestu i sluchania NIESTETY glupot klechty
              przestalam na nią chodzić.
              Od 4 lat mieszkam sama z dzieckiem. Dziecko mam nieochrzczone ,
              rzadko chodzimy do Kościola. I co roku przyjmuję księdza.
              Normalna wizyta i nic strasznego się nie dzieje.
              Ani razu żaden z nich nie mial pretensji że mam nie ochrzczone
              dziecko. Dają mi czas i rozumieją że ja też sobie daję czas na
              podjęcie tej decyzji. Nie mam żadnych negatywnych odczuć!
          • baba67 Re: tragedia:) 28.01.08, 20:05
            Ja uwazam, ze jesli rodzice sa naprawde i autentycznie wierzacy, chodza do
            kosciola z dziecmi, potem z nastolatkami, duza wage przywiazuje sie do spraw
            duchowych to nawet jesli dzieci po okresie buntu przestaja podzielac to
            zaangazowanie, nie sa nastawione do Kosciola niechetnie.
            Ja sama jestem wierzaca i praktykujaca dla mnie ten aspekt zycia jest bardzo
            wazny.Tym bardziej szanuje tych, ktorzy nie chca z wiary robic przedstawienia.Sa
            konsekwentni, nie biora slubu koscielnego bo takie to widowiskowe i jak nie
            wezma to rodzina kasy na wesele nie da.
            Powiedzenie "wymuszone pacierze Panu Bogu niemile" ma gleboki sens.
            • ewik_75 Re: tragedia:) 29.01.08, 10:56
              baba67 napisała:

              > Ja uwazam, ze jesli rodzice sa naprawde i autentycznie wierzacy,
              chodza do
              > kosciola z dziecmi, potem z nastolatkami, duza wage przywiazuje
              sie do spraw
              > duchowych to nawet jesli dzieci po okresie buntu przestaja
              podzielac to
              > zaangazowanie, nie sa nastawione do Kosciola niechetnie.


              Nie jest to cała prawda.
              Kościół to ludzie, w tym hierarchowie. I Kościoł też się zmienia.
              Media donoszą o róznych poczynaniach hierarchów, oni sami też są
              dość aktywni, a młodzi ludzie mają to do siebie że myslą i są mniej
              pokorni niż ich rodzice. Wielu rzeczy zaakceptować nie są w stanie,
              nawet mimo religijnego wychowania. Rodzice to jedno, a otaczający
              swiat to drugie
              • gwenfrewi Re: tragedia:) 29.01.08, 12:11
                mylisz wychowanie w wierze z wychowaniem w religii.

                jestem wierzącą i praktykującą katoliczką i jesli moje dziecko chciałoby kiedyś
                zrezygnowac z mojej wiary, wolałabym żeby zrezygnowało z niej na rzecz buddyzmu,
                judaizmu, islamu, czy jakiejkolwiek innej wiary niż wojujacego ateizmu.

              • baba67 Re: tragedia:) 29.01.08, 13:21
                Toz ja nie pisze, ze wszystkie dzieci bardzo wierzacych sa rowniez tak samo
                wierzace-wplywy srodowiska,charakter czlowieka wszystko to wplywa na postawe
                religijna. Jedno jest jednakowoz raczej pewne-ze dzieci takich rodzicow
                rozumieja ze religia to wiez z Bogiem przede wszystkim, a ksieza no coz,,,sama
                znam kilku takich ktorych znac bym raczej nie chciala i niechetnie przyjela
                gdyby mieli przyjsc po koledzie.
                A zatem nie sa do katolicyzmu nastawione niechetnie,niezmiernie rzadko sa tez
                niewierzace.
          • evana Re: tragedia:) 29.01.08, 21:39
            Zawsze wcześniej przychodzi ministrant, który się pyta czy
            > chcemy gościć księdza u siebie czy nie. Właśnie po to, by nie czuć
            > się zbędnym gościem.

            Nie zawsze. U mnie np wisi kartka na drzwiach wejsciowych ze tego i
            tego dnia, miedzy ta a ta godzina bedzie chodzil ksiadz.
          • tapatik Re: tragedia:) 01.02.08, 07:36
            aminoe napisała:

            > [...] Po pierwsze, ksiądz nie "nachodzi"
            > ludzi. Zawsze wcześniej przychodzi ministrant, który się pyta czy
            > chcemy gościć księdza u siebie czy nie. Właśnie po to, by nie czuć
            > się zbędnym gościem. Proste.

            Pierwszy raz słyszę o ministrantach, którzy poprzedzają wizytę księdza. Może w
            Twoich stronach tak się praktykuje, ale u mnie nie.

            > Po drugie, to co dla Ciebie
            > jest "pretekstem" dla innych jest wazne i cenne.

            A z tym się zgodzę.
        • angoisse ależ wy macie problemy... 28.01.08, 18:22
          ja np nigdy nie mam przyjemnosci z oglądania kochajacych się facetow
          homoseksualnych. a są tacy którzy mają. czy w związku z tym mam
          latać po forach i oburzona opowiadać, że niektórzy nie dość że mają
          w tym przyjemność to nawet kasę za to zapłacą?

          wyżywać się na księżach dlatego, ze nie potraficie się z rodzicami
          dogadać i odciąć swojej pępowiny?? to zwykły brak kultury w waszym
          wykonaniu a nie "pokaz bycia lepszym i światlejszym niż ksiądz na
          kolędzie"... a hasła "ja słyszałam że księża to są tacy śmacy i
          owacy...i dlatego ja na kościół nie dam bo jestem mądra " są
          dziecinne.
          wiara nie jest dla wszystkich. kościół nie jest dla wszystkich. kto
          chce uczestniczyć i angazowac się ten to robi. kto nie jest na tyle
          odważny by odmowić, ten niech nie zwala na innych swojego problemu.
          zmieńcie siebie i sposób myślenia a nie będziecie musiały "robić
          księdzu koło pupy" żeby rodzicom zwiać przed kolędą.
          • baba67 Re: ależ wy macie problemy... 29.01.08, 13:24
            O, wlasnie, sformulowalas moje poglady, tylko lepiej ode mnie :-)
          • agataku Re: ależ wy macie problemy... 29.01.08, 17:24
            Bardzo dobrze to ujęłaś!
            Zgadzam się w 100%
          • tektek Re: ależ wy macie problemy... 29.01.08, 18:41
            Tak dziecinne "problemy" doroslej kobiety sa raczej symptomem dobrych czasow w
            ktorych zyje, a nie jak sugeruje, nadmiernej klerykalizacji panstwa. Mam jednak
            wrazenie ze wizyta ksiedza przede wszystkim daje jej latwy pretekst do
            ponarzekania...ot, taka nasza cecha narodowa.
          • luliluli Re: ależ wy macie problemy... 31.01.08, 13:09
            wyjełaś mi to z ust! dziecinada ...
      • lum79 Re: tragedia:) 29.01.08, 13:57
        Sprawdziłem k papierach. Sąsiadka jest wyklęta z adnotacją: nie daje
        szmalu
      • gocha221 kasa do aminoe 29.01.08, 14:15
        Dla mnie kasa na koledzie to tez nie jest problem, bo księdza nie
        podejmuje i, co oczywsite, kasy na KK bezposrednio nie daję
        (pośrednio niestety tak).

        Ale co do obowiązku dawania kasy: na poczatku lat 90-tych w parafii
        moich rodzicow rozesłano zawiadomienia, ze nalezy sie zlozyc na
        budowę nowego domu parafialnego.
        Moi rodzice kasy nie dali. Kilka m-cy pozniej przyszedl ksiadz na
        kolede, rozlozyl swój kajecik i stwierdził, cytuję, ze rodzica mają
        DŁUG wobec parafii. Wiec dawanie kasy na parafię jest wg niektórych
        księży obowiązkiem. Nieprzychylne komentarze i nieprzyjmene
        wspomnienia z kolęd wcale mnie nie dziwią.
    • mary_an Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 18:42
      U mnie w rodzinie jest tak, ze ksiedza sie przyjmuje, bo inaczej w naszej malej
      miejscowosci jest sie wytykanymi palcami, przyjmuje sie, bo "co ludzie inaczej
      powiedza".

      Zawsze wszyscy (rodzice, ja i siostra) targujemy sie, kto w tym roku przyjmie
      ksiedza. Ja na szczescie jestem teraz za granica, akurat moj tata tez, siostra
      podejrzewam, ze miala jakies "pilne sprawy w szkole" i jak zwykle biedna mama
      zostala znajac zycie sama. Chociaz musze zapytac, moze nawet jej nie bylo, ale
      nie sadze, jakos ma tak gleboko zakodowane, ze ksiedza sie przyjmuje, chociaz do
      kosciola tez nie chodzi.

      Pamietam, ze ostatnim razem wlasnie ksiadz wszedl a u rodzicow akurat byli
      znajomi (antyklerykalni + niewierzacy). Wszyscy "dzien dobr ehem ehem" -
      czlowiek nieprzywykly nawet nie wie, jak sie z ksiedzem rozmawia, za dzien dobry
      sie obrazi, ale jakos nikt nie wiedzal, jak sie powinno ksiedza witac. Taka
      koleda trwa ok. 5 minut, spiewa sie 1 kolede i ksiadz wyciaga reke po koperte,
      wiec nie jest tak strasznie, ale i tak wszyscy mamy stracha przed kontaktem z
      ksiedzem.

      Koperta jest podpisana, nie mozna dac mniej niz 200zl, jak sie da to pewnie
      zostanie sie oblozonym klatwa, wiec nikt nie ryzykuje
      • baba67 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 13:25
        Toz to koszmar...
    • soulshunter Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 18:52
      U nas na połedniu sie godo "Gość w dom, Bóg w dom". Widac co niektore z was marnuja czas na tzw. zdobywanie wyzszego wyksztalcenia bo powinny zdobyc podstawowe w zakresie kultury osobistej.
      • angoisse Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 28.01.08, 18:56
        tys prowda.
        • hanusia.arendt Powiedz rodzicom prawdę, wytłumacz dlaczego 29.01.08, 15:12
          powinni zrozumieć.Zawsze to lepsze niż okłamywanie najbliższych.Może
          się na początku obrażą ale potem zapomną i będzie ok. W końcu córka
          chyba ważniejsza niż ksiądz?
          Ja problemu nie mam, u mnie w domu nigdy księży się nie
          przyjmowało.Tylko diabli mnie biorą jak raz do roku odrywa mnie
          wieczorem od zajęć dzwonek do drzwi (właściwie nie dzwonek,tylko
          wielokrotne,ostre dzwonienie).Zawsze mam wrażenie,że to straż
          pożarna prowadzi ewakuację budynku a to tylko ministranci z pytaniem
          czy przyjmę księdza:-))) Takiego rumoru nie robi chyba nawet policja
          szukająca terrorystów.:-))
    • modliszka24 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 10:13
      dla obcych ludzi zawsze jestes niemila czy jak?czy to by Cie tak wiele
      kosztowalo jak bys zachowala sie normalnie?
    • liquidcherry Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 10:23
      a ja celowo tez wyszlam w tym roku z domu. nie dlatego ze bylabym
      niespympatyczna, tudziez normalna, tudziez neutralna. dla mnie jest
      to poprostu jakas totalna sztucznota, to kolędowanie do domach.
      księdza rok w rok srednio interesuje co dzieje sie u domownikow,pyta
      rutynowo, czesto nie czekając na odpowiedz. odklepuje swoje i idzie
      dalej nie zapominajac wszkże o kopertce ;p
      albo jak jest gorliwy to zaczyna wypytywac mnie o moje zycie, o
      ktorym srednio mam ochote rozmawiac z ksiedzem. albo znow cichaczem
      sprawdza jak to jest z oddawaniem kartek do spowiedzi w swojej
      tajnej aktówce kolędowej i juz swoje wie.
      dla mnie to farsa, dlatego ze od dawna nie chodze do kosciola, ale
      kolęda jest głownie przez moja babcię, która poważa tylko lekarzy i
      księzy :D. za to zyskałam od niej miano "komunistki"
      i tyle :)
      • eluch_a Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 11:22
        Zdziwiłam się, że u ciebie też są kartki do spowiedzi. Myślałam, że
        tylko umnie się ostało.
      • ewik_75 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 11:44
        liquidcherry napisała:

        > kolęda jest głownie przez moja babcię, która poważa tylko lekarzy
        i
        > księzy :D. za to zyskałam od niej miano "komunistki"
        > i tyle :)

        ach, ten uproszczony obraz świata... Jak ja to kocham...
        • gwenfrewi Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 12:17
          na twoim przykładzie widać ze działa to też w drugą stronę :->
    • gardenia_nowak Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 15:01
      Bycie niesympatycznym dla księdza od tak po prostu to nie jest
      rozwiązanie - świadczyć to bedzie tylko o twojej kulturze.

      Jeżeli faktycznie nie możesz tego załatwić z rodzicami, to chyba
      trzeba po prostu zacisnąć zębu dopóki się nie usamodzielnisz.

      Ja miałam z ojcem układ, że do 18-tki jestem katoliczką a potem
      robię co chcę.

      Efekt tego taki, że jestem teraz "praktykującą ateistką" ;-))))
      Czyli ślub mam cywilny, księdzu grzecznie mówimy z
      mężem, "dziękujemy, ale jesteśmy niewierzący", w kościele bywam
      tylko z okazji ślubów, chrzcin, komunii i pogrzebów moich znajomych
      i rodziny. W trakcie mszy jestem widzem - tzn. nie wypowiadam
      formułek, z reguły myślę o niebieskich migdałach, ale staram się
      mojego znudzenia nie okazywać ostentacyjnie, no i z szacunku dla
      innych klękam w odpowiednich momentach.

      Dzieci chrzcić nie mamy zamiaru, chociaż obawiam się, że czeka nas
      przeprawa z rodziną mojego męża. Mam jednak nadzieję, że impet
      wychamuje trochę te 200 km, które nas od siebie dzielą.

      Generalnie niestety czasami nie uciekniemy od pewnych nieszczególnie
      niemiłych sytuacji, no i może zamiast pójść na noże z rodziną warto
      po prostu przeczekać, a potem robić swoje? Sama nie wiem. A też nie
      cierpię, jak mnie się zmusza do czegoś ,czego nie chcę.
      • krzysztof011169 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 15:11
        Gdzieś tu wyżej przeczytałem, że ksiądz przychodzi głosić dobrą nowinę.... dobre :D
        Ksiądz przychodzi w dwóch sprawach:
        1. po pieniądze jak zawsze
        2. uaktualnić dane osobowe (inwigilacja)
        po coś jeszcze???
        • przewoz_pw Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 31.01.08, 11:38
          Inwigilacja. Heh, dobre. Widzę, że coraz popularniejsze jest to
          słowo.

          A pogadać po prostru nie może? Większość tak robi. Co nie oznacza,
          że nie trafiają się jednostki które uważają ,ze im się coś należy,
          albo parafi się coś należy (w sumie parafia to nie ksiądz, tylko
          społeczność).
    • titta Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 15:49
      Ile wy macie lat? Jakies krecenia, humory, "bycie nie milym" itp.
      bo "nie wy zapraszaliscie". Jak widac, ktos jednak zapraszal, bo
      ksiadz na sile nie przychodzi. Tak trudno podejsc normalnie po
      ludzku, jak do kazdego innego goscia rodzicow. A jak sie pyta to
      powiedzie prawde (nie wierze, nie jestem katolikiem).
      Wiem, ze zdazaja sie tez dziwni ksieza, ktorzy sami stroja fochy.
      Ale to chyba ich problem, prawda?
      Ps. Nie jestem katoliczka, a z ksiedzem moge porozmawiac jak mam
      czas, podobnie jak z swiatkami jechowy. Ksiadz sie przynajmniej
      zapowiada.
      • krzysztof011169 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 16:01
        "Świadkami Jehowy" jeśli już. Ech ten poziom szkolnictwa, 2 błędy na 2 wyrazy :)
        A jak rodzice zechcą przyjąć do domu złodzieja i przymusić do tego córkę to też
        ma się zgodzić?
        Ksiądz to nic innego jak pasożyt społeczny i przedstawiciel zbrodniczej
        organizacji, nie ważne więc czy jest lepszy czy gorszy.
        A więc kopa w dupę i za próg!
        A tak na poważnie to powinna się zachować wedle własnych poglądów, zadać kilka
        niewygodnych pytań na tematy tabu, niech mu humor trochę odejdzie, niech czuje,
        że koniec kościoła jest bliższy niż kiedyś, że społeczeństwo się edukuje.
        • domi-now Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 16:12
          ja znam dużo porządnych księży,którzy wogóle nie patrzą na kopety czy ktoś im da
          czy nie...przychodzą w innym celu-niosą Boże błogosławieństwo i chca poznać
          swoich parafian, ale nic na siłę...
      • armagon Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 16:29
        Polecam firefoxa 2, ma wbudowany słownik poprawiający błędy w formularzach, plus jeszcze rozne wtyczki tego rodzaju.
    • akzalag Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 16:27
      ..też mi się to ostatnio zdarza,ale przez głupi przypadek:jakieś prozaiczne
      sprawy do załatwienia,zdając sobie sprawę,że ksiądz beze mnie też odprawi kolędę.
      Księży się boisz?Przecież to zazwyczaj fajni,inteligentni goście.
      Czym są spowodowane twoje uprzedzenia do nich?Przed pierwszą komunią św.
      musiałaś spowiadać się ze stosunku seksualnego?hihihihi
    • kamelia04.08.2007 współczuję 29.01.08, 16:45
      współczuję ci rodziców, przerabiałam to samo przez 8 lat, usłyszałam
      od matki, że wychowała zmije na swojej piersi, od ojca, że jestem
      zbuntowana. Musiałam co niedzielę chodzic do kościoła, rzygac mi sie
      chciało. Miałam chodzic i tyle, jak sie wyprowadzę, to sobie będę
      mogła itd, itp
      Aż się wku..łam - w wieku 23 lat i dzien przed wielkanocą
      powiedziałam, że nie pójdę na rezurekcję (msza o 6.00 rano, trwa 2
      godz.). Awantura była straszna, ale od tej pory miałam względny
      spokój. Pare razy kazali mi latac do koscioła na rocznice śmierci.
      Teraz już nigdzie nie chodzę, tylko na sluby, pogrzeby
      znajomych/rodziny. Nudze sie przy tym, ale wytrzymac trzeba.


      Ślub nie wchodził w grę, bo spodziewałam sie awantury, jakbym miała
      powiedzieć, że o slubie kościelnym moga zapomnieć o chrzcie też.
      Ślub miałam cywilny, dzieci chrzczone nie będą, a mój mąż jest na
      szcześie ateistą.
      Dyskusji w rodzinie co do obrządku slubu nie było (zreszta nawet nie
      podemowali tego wątku). Jakoś jeszcze nie moga sobie wyobrazic, że
      chrztu nie będzie, ale to im wytłumacze krótko i węzłowato, bez
      wdawania sie w dyskusję.

      Postaraj sie nie przyjeżdżać na te koledę (zbiórke pieniędzy
      raczej), a rodzicom powiedz, że nie bedziesz dla ich przyjemności
      urządzac szopek. No i jak najszybciej stan na nogi, żeby sie
      wyprowadzic z tego domu.


      Ps. mam pytanie do takich rodziców, czy gdyby córka oświadczyła, że
      jest lesbijką, to by jej szukali chłopaka na siłę.
      • akzalag Re: współczuję 29.01.08, 17:07
        Też mnie nudzą msze,obrządki itp,ale nie mogę pojąć twojego wojowniczego
        tonu.Generalnie cały wątek jest w histerycznym tonie,a problem wyolbrzymiony.I tyle.
        • kamelia04.08.2007 Re: współczuję 29.01.08, 20:02
          zapewniam cie, że przy takim traktowaniu jak i autorke wątku (mama jej
          powiedziała, że skoro ja utrzymuja, to mam robic co jej każą), to w spokojnego
          człowieka wchodzi cholera albo czuje sie upokorzony.
          Tak sie chyba nie rozmawia z własnym dorosłym dzieckiem: mieszkasz tutaj to masz
          robic, co ja powiem, prawda?




          • akzalag Re: współczuję 29.01.08, 20:18
            że skoro ja utrzymuja, to mam robic co jej każą), to w spokojnego
            > człowieka wchodzi cholera albo czuje sie upokorzony.
            > Tak sie chyba nie rozmawia z własnym dorosłym dzieckiem: mieszkasz tutaj to mas
            > z
            > robic, co ja powiem, prawda?

            No,masz rację,we mnie też wstępuje cholera ,gdy się wkurzę,tylko w innych
            okolicznościach.
      • nerwowa10 Re: współczuję 29.01.08, 19:11
        Hm, nie musisz tłumaczyć ile trwa rezurekcja, bo to nawet niewierzący w tym
        kraju wiedzą:) Ty dokonałaś wybory0 jesteś ateistką- i to jest twój wybór. Ale
        zachowujesz się nieodpowiedzialnie nie dając wyboru swoim dzieciom- chrzest
        jeszcze nikomu nie zaszkodził. A one same beda (mam nadzieję) miały jaki taki
        rozum i mogłyby same decydować czy chcą być ateistami, czy też może lepiej
        jednak wierzyć. Serdecznie Ci współczuję, bo życie ludzi niewierzących jest
        ogromnie smutne, puste i -bezsensowne wreszcie. Jesteś na tym świcie sam- kiedy
        już odejdą najbliżsi- sam samotny jak palec. Ale cóz- każdy jest kowalem swego
        losu. Swego- nie ukuwaj życia innym.
        • kamelia04.08.2007 fundamentalizm religijny 29.01.08, 19:50
          "Ale zachowujesz się nieodpowiedzialnie nie dając wyboru swoim dzieciom"
          a jaki ty dajesz wybór, chrzcząc dzieci? może dzieci nie maja ochoty byc
          ochrzczone, a może maja ochote byc wyznawcami buddyzmu?

          "chrzest jeszcze nikomu nie zaszkodził."
          ale i nie pomógł, to po pierwsze, po drugie skoro to nic takiego szkodliwego, to
          dlaczego nie ochrzcisz dziecka w zborze ewangelickim, nie dałas dziecku wyboru,
          a poza tym od przybytku chrztów głowa nie boli, a po trzecie: "chrzest nie
          zaszkodzi" to bardzo chrzeslijanskie podejście do sakramentu, to chyba nie o to
          chodzi w tym sakramencie.


          Jak dzieci beda chciały być katolikami, to same przyjma chrzest. A chrzczenie
          niemowlaka nie uchroni go przed złymi mocami.



          Współczuć mi nie musisz, bo jestem szczęśliwa i w udanym związku, co tylko może
          ci sie nie spodobać, bo psuje to zapewne twoja teorię o nieszczęśliwych i
          samotnych ateistach smażących się w wyimaginowanym przez ciebie piekle. Jestem
          do tego spokojna, czego nie można powiedziec o tobie, ty nerwowa i zaczepna. Cos
          cię ta twoja wiara nie czyni szczęsliwą.


          Żegnam cię, ty chrzescijanko o mentalności z okresu szerzenia wiary ogniem i
          mieczem, znajdź sobie faceta, uprawiaj seks i ciesz sie zyciem, a w miedzyczasie
          czytaj książki i jeździj na wycieczki krajoznawcze.

          Nie mam ci nic więcej do powiedzenia
          • akzalag Re: fundamentalizm religijny 29.01.08, 20:22
            ...nieźle,naprawdę nieźle!
        • baba67 Re: współczuję 29.01.08, 21:34
          Zycie niewierzacych moze byc naprawde szczesliwe-wszystko zalezy od podejscia i
          od tego co kto rozumie pod slowem szczescie. Niektorym wizja wiecznosci nie jest
          do blogostanu potrzebna.
          Brak wiary nie stoi na przeskodzie bycia dobrym czlowiekiem, ktory nie robi
          drugiemu co jemu niemile, potrafi byc wspolczujacy i pomocny.
        • eluch_a Re: współczuję 29.01.08, 21:45
          Właśnie w myśl nie ukuwania życia innym chyba warto niczego nie
          narzucać, prawda? W naszym kraju właśnie się przyjęło:
          - nie chcesz ochrzcić dziecka? co ci szkodzi, ochrzcij,
          - nie chcesz wziąć ślubu kościelnego, dlaczego, jest ładniej,
          - nie poślesz dziecka do I komunii? będzie mu przykro...

          Sprawy wiary zwykle odchodzą na drugi plan i marne mamy pojęcie o
          tym, że sakramenty to nie rzecz prestiżu, a rzecz wiary. Ja jako
          osoba niewierząca mam tyle szacunku dla wiary katolickiej, że nie
          będę dokonywać świętokradztwa, czy też w moim odczuciu bezcześcić
          sakramentów przystępując do nich bez jakiejkolwiek wiary. "Chrzest
          jeszcze nikomu nie zaszkodził... Piszesz tak, jakby chrzest to była
          witamina C.

          Ja swoich dzieci nie ochrzczę, lecz o wierze katolickiej będą
          wiedziały to, co powinny, jako że żyjemy w takim, a nie innym kręgu
          kulturowym. Jeśli będą chciały być ochrzczone, jeśli będą w to
          wierzyć, ja ich przymuszać nie będę.
          • baba67 Re: współczuję 30.01.08, 12:25
            Ano wlasnie...mnie tez denerwuja te cale klasy przystepujace do komunii z czego
            dalej do kosciola chodzi(w Warszawie) dobrze jak 10%.
            Te sluby koscielne jako czesc biznesu slubnego.Jestem za wycofaniem religii ze
            szkol publicznych i maksymalnym podnoszeniem wymagan dla narzeczonych tak zeby
            osoby obojetne religijnie nie robily z sakramentu szopki.
            Bardzo mi sie podoba Twoje eluch podejscie-jestes uczciwa, a stosunki z
            rodzicami nie zawsze sa latwe.Czasem lepiej byc oportunista pod warunkiem, ze
            nie wiaze sie to ze swietokradztwem.
        • pos3gacz Re: współczuję 29.01.08, 23:38
          nerwowa10 napisała:

          > Ty dokonałaś wybory0 jesteś ateistką- i to jest twój wybór. Ale
          > zachowujesz się nieodpowiedzialnie nie dając wyboru swoim dzieciom-
          chrzest
          > jeszcze nikomu nie
          zaszkodził.
          -----------------------
          >A pomyślałaś o tym, że nieświadomą osobę, w tym przypadku własne
          dziecko zmuszasz do czegoś, czego ono będąc już świadome nie
          życzyłoby
          sobie.
          -------------------


          >Serdecznie Ci współczuję, bo życie ludzi niewierzących jest
          > ogromnie smutne, puste i -bezsensowne wreszcie. Jesteś na tym
          świcie sam- kiedy
          > już odejdą najbliżsi- sam samotny jak palec. Ale cóz- każdy jest
          kowalem swego
          > losu. Swego- nie ukuwaj życia innym.
          ------------------
          Ta częśc komentarza świadczy, o tym, że piszący te słowa przeszedł
          potężne pranie mózgu i nie wyobraża sobie życia innego niż to po
          tresurze.
          Dla mnie osobiście ateista, agnostyk, niewierzący czy innej maści
          to dopiero są ludzie wierzący. Oczywiście wierzący w siebie i z tej
          wiary w siebie czerpiacy siły do dalszego działania.
          Natomiast katolicy nie wierzą prawdziwie, a to z tej przyczyny, że
          ta ich wiara wypływa tylko i wyłacznie z nakazu wiary.
          Dzieciom kazali wierzyć ich rodzice, a dzieci karzą teraz wierzyć
          własnym dzieciom i w ten sposób zamyka się owo "błędne koło" i
          w dalszym ciągu trwa ów "chocholi taniec".
          Jednocześnie każdy, kto wyłamał się lub próbuje się wyłamać z tego
          ogłupiającego tanca, uważany jest za osobę gorszego rodzaju.
          Przypisuje się takiej osobie najgorsze cechy, choć faktycznie są
          cechami katolików. Wychodząc z założenia -=- każdy sądzi wedle siebie
          • baba67 Re: współczuję 30.01.08, 12:32
            Mam nadzieje ze nie wszyscy niewierzacy maja taki czarnobialy obraz jaki Ty
            prezentujesz.
            Zatem ten co wierzy wierzy tylko dlatego ze mu rodzice kazali?
            I jesli nie wierzy to dlatego ze jest myslacy, tak ?
            A co z tymi co wierza a rodzice byli obojetni religijnie albo wrecz niewierzacY ?
            Do jakiej kategorii mnie zaliczysz ?
            Idiotki co to mogla zyc wolna i szczesliwa a sie zarazila jakims paskudnym
            Ciemnogrodem ?I po prostu nie moze byc wolna i szczesliwa bo wolni i szczeliwi
            sa tylko ludzie nie uznajacy zasad religijnych.
            A jesli powiem ze jestem szczesliwa to gdzie mnie wyslesz ? Do psychiatry ?
        • akzalag Re: współczuję 30.01.08, 12:18
          chrzest
          > jeszcze nikomu nie zaszkodził. A one same beda (mam nadzieję) miały jaki taki
          > rozum i mogłyby same decydować czy chcą być ateistami, czy też może lepiej
          > jednak wierzyć. Serdecznie Ci współczuję, bo życie ludzi niewierzących jest
          > ogromnie smutne, puste i -bezsensowne wreszcie. Jesteś na tym świcie sam- kiedy
          > już odejdą najbliżsi- sam samotny jak palec. Ale cóz- każdy jest kowalem swego
          > losu. Swego- nie ukuwaj życia innym.

          To też fakt i trudno z tym się nie zgodzić.
          Uważam ,że wątek ma ideologiczne podłoże,wszczęty przez lewicowe..tfu
          LEWACKIE siły polityczne.AMEN.
          • wicary Re: współczuję 30.01.08, 12:24
            akzalag napisał:

            > chrzest
            > > jeszcze nikomu nie zaszkodził. A one same beda (mam nadzieję) miały jaki
            > taki
            > > rozum i mogłyby same decydować czy chcą być ateistami, czy też może lepie
            > j
            > > jednak wierzyć. Serdecznie Ci współczuję, bo życie ludzi niewierzących je
            > st
            > > ogromnie smutne, puste i -bezsensowne wreszcie. Jesteś na tym świcie sam-
            > kiedy
            > > już odejdą najbliżsi- sam samotny jak palec. Ale cóz- każdy jest kowalem
            > swego
            > > losu. Swego- nie ukuwaj życia innym.
            >
            > To też fakt i trudno z tym się nie zgodzić.
            > Uważam ,że wątek ma ideologiczne podłoże,wszczęty przez lewicowe..tfu
            > LEWACKIE siły polityczne.AMEN.

            W tym roku zastosowałem nast myk. U nas w K jest taki zwyczaj,że przed katabasem
            chodzą dwaj chłopcy i pytają ... cytuje czy przyjmie pan wizytę księdza???
            Odpowiadam jeżeli chodzi o tą cycatą z TVN to z przyjemnością NO I BYŁO PO
            KOLĘDZIE Amen
            • akzalag Re: współczuję 30.01.08, 12:38
              > W tym roku zastosowałem nast myk. U nas w K jest taki zwyczaj,że przed katabase
              > m
              > chodzą dwaj chłopcy i pytają ... cytuje czy przyjmie pan wizytę księdza???
              > Odpowiadam jeżeli chodzi o tą cycatą z TVN to z przyjemnością NO I BYŁO PO
              > KOLĘDZIE Amen

              Twoja odpowiedź była nie na miejscu.Dostrzegasz niuanse?
    • sralimuchibedziewiosna uwielbiam tego rodzaju dylematy kołtunerii i innej 29.01.08, 16:47
      dulszczyzny

      :D
      • sralimuchibedziewiosna ps. bo choinkę na dziedka moroza se sprawi a i ... 29.01.08, 16:51
        na padarki ot prijatieli czeka



        błazny :)
        • alinaw1 Re: ps. bo choinkę na dziedka moroza se sprawi a 29.01.08, 17:02
          A skąd ten strach? Skąd tyle w Tobie nienawiści? Gdy jestem w
          towarzystwie i przychodzi tam znajomy mojej kumpelki (którego
          delikatnie mówiąc nie darzę sympatią) to nie chowam się po katach,
          nie wychodze demonstracyjnie. Czasem nawet myślę, ze te spotkania są
          nam dane. A tak na marginesie- pamiętam swe poprzednie miejsce
          zamieszkania i wspaniałe wizyty duszpasterskie- był na nich obecny
          totalny abnegat religijny, mocno wierzący muzułmanin i ja. W czasie
          modlitwy abnegat stał, muzułmanin też , a potem była bardzo mądra
          rozmowa. Nie było źadnych datków bo wpłacałam na konto światyni
          spore sumy (odnawiane organy). Abnegat był zadowolony, muzułmanin
          ucieszony, ksiądz nie miał sztucznej sytuacji, a ja wiązałam to
          wszystko w całość.
    • celebrity Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 17:27
      a dlaczego MUSISZ? jestes ubezwlasnowolniona?
      opamietaj sie Kobieto!
    • kruk51 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 17:29
      No i tak wygląda nasz katoland z bliska ! Niby 95% wierzących za któ
      tych głupie państwo buli przeogromną kasę, a w rzeczywistości ludzie
      myślący nie chcą robić przykrości starym rodzicom. A może by tak bez
      hipokryzji, odważnie powiedzieć że nie jesteśmy zainteresowani prakty
      kami religijnymi i indoktrynacją.
      • baba67 Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 21:19
        Jak rozumiem, ludziom wierzacym nie przysluguje juz miano myslacych...
        Nietolerancja nie jest zdaje sie domena mtycznych moherowych beretow...
    • bamjozia Re: Kolęda... ksiądz w dom, dla mnie katastrofa 29.01.08, 17:31

      Ksiadz po koledzie pyta domowników:Nie chodzicie do koscioła bo was
      nie widze:Zaszokowało nas co o tym sądzicie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka