zamknij.drzwi
18.02.08, 16:40
tzn.fizycznie go nie ma bo ja czuję się fatalnie.... Cały czas myślę
i zastanawiam się kiedy mi przejdzie bo, że dobrze zrobiłam, jestem
pewna.
Mały zarys sytuacji: poznałam go na meczu hokejowym w moim mieście.
Swietny gracz, superprzystojny facet, czarujący, miły itd. Byłam
jednym z organizatorów imprezy 'po meczu' dla jego drużyny. Był
najbardziej wygadany i, w przeciwieństwie do innych, nie opił się i
nie szukał wrażeń (czyli kobiet) na mieście :)
Tak sobie teraz myślę i do mnie dociera, że pewnie wcześniej
upatrzył sobie mnie więc nie musiał 'na miasto' ;) Miło nam się
rozmawiało, mieliśmy mnóstwo wspólnych tematów, umówiliśmy się na
weekend. Było cudownie, zauroczyłam się na całego... On też zakochał
się 'jak jeszcze nigdy w życiu'
I tak się to wszystko rozwijało, trwało trzy miesiące i nagle bum..
Poprosił o spotkanie i wyznał, że nie chce mnie dłużej oszukiwac bo
mu na mnie baardzo zależy i chce budowac nasz związek na uczciwości.
No i że nie spodziewał się, że się tak zakocha itd. itp.
Wyznał, że ma żonę ale zamierza się rozwieśc. Dla mnie zamierza to
zrobic i zrobi jeżeli wybaczę mu to, że od początku nie powiedział
mi prawdy...
Naczytałam się dużo o takich związkach; o mężach, żonach i
kochankach... Jest mi potwornie przykro, że tak mnie upokorzył, jest
mi żal tej kobiety, która mu zaufała i wyszła za drania za mąż.
Zdecydowałam, że nie będziemy utrzymywac kontaktów, żadnych
telefonów, maili, NIC.
Oczywiście teraz cierpię, myslę a co by było gdybym zaryzykowała?
Tak bardzo chcę ugasic to uczucie, które przecież tak z dnia na
dzień nie zniknęło i pewnie długo nie zniknie. Mam nadzieję, że będę
na tyle silna żeby wytrwac w tym postanowieniu...
Któraś z Was NIE zdecydowała się na podobny związek? Jak sobie z tym
poradziłyście?
pozdrowienia