Gość: zosia
IP: *.chello.pl
02.09.03, 12:41
Pewna pani była kiedyś przez krótki czas koleżanką mojego męża. Niestety nie
dotarło do niej, że była nią krótko i że definitywnie się rozstali. Przez
cały czas naszego narzeczeństwa jątrzyła i chyba miała nadzieję, że uda jej
się mnie wykurzyć. Była niezwykle przyjazna wobec mojego męża. Nie udało się.
Po ślubie zmieniła front. Teraz ciągle nas podgryza. Pracujemy razem z mężem,
robimy duże projekty. Ona działa w branży lekko pokrewnej. Ma duże
znajomości, jest bardzo wpływowa. Ma ogromne kontakty w prasie i manipuluje.
Ja mam tylu znajomych w mediach, że akurat to równoważę. Ta pani przestrzega
przed nami zleceniodawców, opowiada historyjki, tworzy rozbudowane intrygi.
My mamy dobrą jakość i też kontakty. Nikt nie wygrywa - jest remis, czyli ja
w zasadzie nie tracę. A nawet pewnie niedługo będzie 1:0 dla mnie, bo to co
ona wyprawia to jednak jest ośmieszanie się - nasze miasto jest duże, ale
środowisko małe i w końcu kiedyś ludzie się spotkają i sobie poopowiadają, a
ona straci wiarygodność.
Ja jestem od niej dużo młodsza. Nieskromnie mówiąc, również bardziej
atrakcyjna. Z tych niestety, o których ludzie myślą, że muszą być durne, bo
są dość ładne.
Walka jest wyczerpująca ale w zasadzie z dobrymi efektami. Tylko ja już nie
mam siły, nigdy w życiu nie czułam się tak zmęczona i rozchwiana
emocjonalnie. Wszytsko mnie wyprowadza z równowagi. W pracy szlag trafia moje
legendarne opanowanie i perfekcjonizm. A mąż uważa, że histeryzuję. I co ja
mam jej zrobić, żebym nie zwariowała?