Dodaj do ulubionych

jak wybaczyc?

IP: *.gen.twtelecom.net 02.09.03, 15:42
Mialam koszmarnego ojca. Nie chce pisac szczegolow,
wystarczy ze napisze ze jedyne co
mu w zyciu zawdzieczam to zmarnowane dwadziescia lat
mojego zycia i nerwice.
Od pieciu lat nie mam z nim kontaktu (osoby, ktore
chca mnie przekonywac ze powinnam miec bo to w koncu
jest moj ojciec moga sobie darowac pisanie. Nie chce
go nigdy wiecej w moim zyciu widziec). Problem jest
inny.
Czuje do niego ogromny zal, snia mi sie koszmary po
nocach. Mimo braku kontaktu jest obecny w moim zyciu
przez te tragiczne wspomnienia. Wciaz ma negatywny
wplyw na mnie. Jak uwolnic sie od niego?
Czytam czasami podobne historie i zawsze powraca
rada "przebaczyc". Przebaczyc nie dla niego, ale dla
siebie zebym mogla kontynuowac zycie bez tych
wspomnien. Przebaczyc, ale jak????
Obserwuj wątek
    • Gość: xanatos Re: jak wybaczyc? IP: 195.92.39.* 02.09.03, 15:48
      Wybaczyć? kiedy żyje sie z tym piętnem na całe życie? Zająć się tymi których
      sie kocha i nie popełniać błędów takich jakie on popełnił...
      • Gość: asiek Re: jak wybaczyc? IP: 130.94.106.* 02.09.03, 15:55
        >Zająć się tymi których
        > sie kocha i nie popełniać błędów takich jakie on
        popełnił...

        Latwo powiedziec. Wlasciwie to moje pytanie powinno
        brzmiec "Jak zapomniec i zajac sie swoim zyciem?"
        albo "Jak przestac o tym myslec?".
    • anahella Re: jak wybaczyc? 02.09.03, 17:39
      Gość portalu: asiek napisał(a):

      > Przebaczyc, ale jak????

      Zadalas bardzo trudne pytanie. Chyba nikt nie napisze Ci
      nic madrego, chyba ze byl w takiej sytuacji i ja pokonal.
    • ydorius Wybaczenie... 02.09.03, 18:01


      Nie wiem, jak wybaczyć, wiem, że swego czasu wpadła mi w ręce
      książka "toksyczni rodzice". Tak szybko jak się pojawiła, opuściła moje dłonie
      (bo nie ufam psychologom), jednak parę rzeczy z niej we mnie zostało.
      Pamiętam przypadek osoby, która miała straszne problemy w dzieciństwie z
      rodzicami ale zdała sobie sprawę z tego, ze to rodzice są przyczyną jej
      kłopotów dopiero długo po ich śmierci. Przy pomocy psychoterapeuty
      zainscenizowała scenę tak, jakby rodzice byli obecni i wszystko im opowiedziała.
      Nie chodzi o "robienie z tata wariata", że dwuznacznie wykorzystam znane
      porzekadło, tylko o to, że samo powiedzenie (wnawet do nieobecnego winowajcy)
      wswzystkiego, co się czuje (dobrze jest móc to zrobić przy kimś kto słucha)
      jest lecznicze i terapeutyczne: masz wtedy poczucie, że nieobecny ojciec w
      końcu usłyszał to, co powinien był usłyszeć (nawet jeśli tego nie przyjąłby do
      wiadomości: seanse organizowane z żyjącymi rodzicami zazwyczaj przynosiły
      opłakany wymierny skutek - rodzice obrażali się, płakali, kręcili głowami.
      Słowem: nic do nich nie docierało, nawet to, że jeśli to są wyimaginowane
      krzywdy, to są to krzywdy, które bolą i są, przez to właśnie, realne. Jednak
      nawet w przypadku, gdy rodzice reagują "niepozytywnie", sam fakt opowiedzenia
      wszystkiego bywa zbawienny.)

      Nie wiem, jak się czujesz z tą myślą, nie wiem nawet (jak mówię - jestem
      sceptyczny wobec psychologicznej nacji), czy to działa. Nie mam pojęcia JAK to
      zorganizować. Ale wiem, że wedle tego, co piszą i mówią - taki zabieg pomaga.

      Życzę powodzenia i trzymam kciuki za Ciebie. Rozprawa z rodzicami nigdy nie
      jest łatwa. Wiem coś o tym.

      m,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.
      • Gość: asiek Re: Wybaczenie... IP: 168.143.123.* 02.09.03, 18:42
        U mnie tez konfrontacja z ojcem i proba uswiadomienia
        mu jak sie czulam konczyla sie zawsze jego wrzaskami.
        Najczesciej na temat, ze on dla nas wszystko a teraz
        dzieci (bo z naszej 3 rodzenstwa kontaktow z nim nie
        utrzymuje nikt, co oczywiscie wedlug niego nie jest
        jego wina) sa niewdzieczne, jak to zawsze dzieci. A
        poza tym to on sobie przeze mnie zycie zmarnowal, gdyby
        nie ja rozwiodlby sie wczesniej z moja matka (szkoda ze
        tego nie zrobil, to bylo najwieksze marzenie mojego
        dzicinstwa) , jestem taka sama s... jak ona. Zaklamany
        s.. do n-tej potegi. A ja glupia mimo to probowalam z
        nim rozmawiac, tracac tylko swoj czas i nerwy. Teraz
        wiem, ze porozumienie nigdy nie nastapi, on sie nigdy
        nie zmieni i nie zrozumie. I na moje szczescie
        przestalo mi na tym zalezec.
    • niebiesska Re: jak wybaczyc? 02.09.03, 18:08
      U mnie było to 15 lat, nie 20. Niedawno znalazł mój nr telefonu do pracy i
      zadzwonił. Kilka dni dochodziłam do siebie, bojąc się, że przyjdzie do mnie do
      pracy, że będzie mnie nękał.
      To siedzi bardzo głęboko, za głęboko.
      Byłam u znanego terapeuty (nie w telewizji a w środowisku), dopiero pierwszy
      raz, ma mi w tym pomóc. Jestem mocno zdeterminowana. Jeżdże do niej kilka
      godzin pociągiem. Wiem, że jeśli zostawię tę sprawę to przegram swoje zycie.
      Może uda sie to wszystko we mnie sklecić, nie wiem, bardzo chcę.
      Jak mi się uda, to dam Ci znać.

      Trzymaj się... wielu jet takich jak my
      • Gość: asiek Re: jak wybaczyc? IP: 130.94.123.* 02.09.03, 18:54
        Ja sie wyprowadzilam do innego miasta. Nie ma mojego
        adresu, choc gdyby sie postaral moglby go zdobyc. Na
        szczescie jak na razie nie probuje. Dobrze ze nie
        mieszkamy w tym samym miescie, szansa na przypadkowe
        spotkanie jest mniejsza.
        Wiele nad soba pracowalam. Skonczylam studia, zdobylam
        zawod ktory dal mi niezaleznosc. Kluczowe bylo zerwanie
        z nim kontaktow. Wtedy tez poznalam moje obecnego
        narzeczonego- mezczyzne z zupelnie innej bajki niz moj
        ojciec. Mam wrazenie, ze zerwalam nie tylko z ojcem ale
        i z podobnymi do niego mezczyznami, ktorych
        podswiadomie chyba wybieralam. Jestem w miare
        zadowolona z zycia, obiektywnie wiem ze teraz nie jest
        mi najgorzej. Ale jak sama wiesz, to siedzi gleboko.
        Czasem odzywa sie we mnie skrzywdzone dziecko i placze.
        Bylam raz u psychoterapety, ale to chyba nie dla mnie.
        Wyszlam po godzinie z placzem. To chyba byla normalna
        reakcja bo widzialam tam kosz pelen zuzytych chusteczek
        higienicznych. Moze niektorym ludziom to pomaga, ale
        mnie przeraza odgrzebywanie z przeszlosci rzeczy, ktore
        staralam sie zakopac jak najglebiej. Mysle, ze nie ma
        sensu psychoterapia u mnie, gdyz nie jestem do niej
        przekonana. Mam nadzieje, ze w Twoim przypadku okaze
        sie to byc dobra droga. Wiem, ze jest nas wiecej. Ale
        to mnie nie pociesza, to jest straszne. Pozdrawiam Cie
        bardzo serdecznie i powodzenia.
        • niebiesska Re: jak wybaczyc? 02.09.03, 19:03
          Asiu, cieszę się, że starasz sobie jakoś ułożyć to wszystko, pomimo. Masz
          kogoś, z innej bajki. Do tamtej bajki nie wracasz. Nie miałam tyle szczęścia,
          powielam wciąż te same błędy, dlatego mam już dosyć. Myślałam by wyjechać ale
          dla mnie to by było jak ucieczka i poddanie się. A ja chce żyć tutaj, na
          przekor wszystkiemu. Nie będzie wpływał na moje życie, tak postanowiłam. Ale do
          końca tak się nie da, co Ci będę tłumaczyć.
          A że wyszłaś zapłakana - to normalne. Podobno jest tak, że po uczuciu żalu,
          nienawiści, gniewie i łzach pojawia się ciekawość samego siebie. Kim byśmy
          byli, gdyby nie nasz przeżycia, zaczynasz odkrywać siebie na nowo. I własnie ja
          chcę siebie na nowo odkryć.
          Pozdrawiam Ciebie cieplutko i będę myśleć o Tobie czasem.
          • Gość: asiek Re: jak wybaczyc? IP: 130.94.107.* 02.09.03, 19:08
            Wlasnie w tym problem, ze czasem do tamtej bajki
            wracam, w myslach. Albo raczej ona wraca do mnie,
            nachodzi mnie niespodziewanie.
            Tez bede o Tobie myslec. I trzymac kciuki mocno, zeby
            Ci sie udalo. Jestes super dziewczyna i nie daj sobie
            zniszczyc zycia.
            • niebiesska Re: jak wybaczyc? 02.09.03, 19:20
              Te natręctwa myślowe też miałam kiedyś bardzo mocne. Obrazy, słowa, całe
              scenki. Zatruwają najmilsze chwile. W takich chwilach mów sobie: to minęło,
              tego już nie ma. Jest tylko TU I TERAZ. Powiedz swojej zapłakanej dziewczynce,
              która jest w środku, że nikt jej już więcej nie skrzywdzi. To pomaga. Naucz się
              kontrolować własne myśli. Jak tylko przyłapiesz się, że to do Ciebie wraca,
              powiedz sobie, że to BYŁO, tego już NIE MA. To jest trudne, trzeba się
              pilnować. Ale można się tego nauczyć, jak jeżdżenia samochodem, tylko że
              samochodem jest Twój umysł.
              To naprawdę działa, wypróbowałam.
    • oberver Sama, sobie niestety z takim problemem ... 02.09.03, 22:13
      nie poradzisz. Książka "Toksyczni rodzice" jest bardzo dobra i radzę Ci ją
      zdobyć, i najpierw przeczytać i to ze 2 razy. Pomału, uświadamiając sobie co
      Ciebie dotyczy. Pamiętaj, że w przypadku takich rodziców, to nawet jak
      wyjedziesz do Honolulu, to się od nich nie uwolnisz. Tacy rodzice dręczą swoje
      dzieci nawet po śmierci. Tu trzeba zastosowac inne metody.
      Piszę to wszystko z pełną świadomością, bo równiez jestem córką takiego ojca.
      Jego specjalnośc, to było męczenie psychiczne. Jeszcze kilka lat temu potrafił
      mi powiedzieć, : a z ciebie i tak już nic nie będzie.
      nie chwaląc sie mam spore osiągnięcia na kilku polach, ale dla niego to było
      nic. Książkę czytałam kilka razy, również osłabiłam kontakty z rodzicami,
      czasami też z nimi rozmawiałam, ale bez kłótni i wrzasków. Zaliczyłam też
      terapię u bardzo dobrego specjalisty.
      Najpierw ja zmieniłam swoje postępowanie, a w miarę jak ja się zmieniałam to i
      moi rodzice zaczęli. Pomału. I teraz jak u nich jestem to ojciec zawsze mnie
      wyściska, codziennie pyta mamę, czy dzwoniłam. Widzisz to nie zawsze jest jego
      wina, że tak się zachowuje, on też miał zołzowatą mamuśkę, i wyniósł to z
      domu, tak pojmował miłość. No ale ja byłam przez niego nieszczęśliwa. Teraz
      już się od tego uwolniłam, a dodam, że wyszłam w międzyczasie za podobnego do
      ojca faceta. Od męża odważyłam się odejść.
      Wszystko się ułozyło, starzy sami teraz mówią o błędach jakie popełnili, a ja
      jak jeszcze im się coś czasami wyrwie mówię im wprost, że to czy tamto mnie
      boli i rani. Czy o to wam chodziło?
      Moja siostra tez miala podobne problemy, mimo,że daleko mieszka, i ma udaną
      rodzinę. Długo wspomagałyśmy się nawzajem.
      I co? i udało się, a jak powiedział mi pewien zakonnik, to dopiero początek.
      Rodzinka się skonsolidowała, ojciec stara się nam pomóc, wreszcie jest
      prawdziwym ojcem. Trochę to trwało, ale jest możliwe, i tez powinnas w to
      wierzyć że będziesz życ normalnie, czego Ci życzę :-)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka