speedymika
08.05.08, 08:41
Hejka
Nie wiem co mam myslec o sytuacji ktora wynikla niedawno:
mieszkamy z mezem i wspollokatorka. Dziewczyna mlodsza pare latek od nas (25),
ale rozsadna, pracuje, uczy sie, powaznie mysli o zyciu, zadna tam glupia
gowniara.
Mamy taka puszke z mezem, w ktorej trzymamy gotowke. Zazwyczaj znajduje sie
tam moja wyplata (dostaje do reki, nie przelewem), oraz od 3 miesiecy byly tam
funty od tescia -200 funtow (byly w drobnych banknotach). Umowilismy sie ze
beda na czarna godzine, nie do wydawania na codzien.
Puszka stoi na meblach, lokatorka nieraz widziala ze z niej wyciagam kase na
zakupy czy cos. Nie krylismy przed nia no bo mielismy pelne zaufanie.
mieszkamy od sierpnia i wszystko bylo ok.
dwa tyg temu maz do mnie zadzwonil z pretensja ze rozmieniam funty bez
ustalenia z nim. Okazalo sie ze z 200 funtow zrobilo sie 80...a obydwoje nie
ruszalismy tej kasy.
Na pewno ginely w kilku etapach. z tydzien po tym jak maz je przywiozl od
tescia, liczylam je bo na poczatku nawet nie spytalam ile przywiozl. i wtedy
bylo 180, pomyslalam ze widocznie albo tyle tesciu dal,albo maz potrzebowal 20
rozmienic ale nie pytalam go o to, w koncu jego funty...
tak samo zlotowki. bylam pewna ze maz sobie bierze z tych moich wyplat na
biezace drobne zakupy czy cos, zeby do bankomatu nie stac w kolejce, tutaj
gdzie mieszkamy zawsze bankomat oblezony...
ale jak zaczelismy analizowc to sie okazalo ze z ostatniej nie bral ani razu a
ja sie nie moge doliczyc w wersji minimum, 300 zl.(minimum w sensie ze biore
pod uwage ze moglam sie nie doliczyc ile razy bralam kase z puszki)
rozumiem ze moglam sie kopnac o 50 czy 100 w wyliczeniach bo w sumie to nie
pasuje mi wiecej, ale juz biore poprawke na 100 zl 'niedoliczone' ale nie o 300..
poprzednia wyplata tez nam nie gra ale tu juz pamiec moze zawodzic wiec sie
nie czepiamy..
no a funty to bankowo.. pamietalibysmy ze bralismy do rozmiany w kantorze,
poza tym bylo ustalone ze nie ruszamy.120 funtow to 500 zl, dla nas to sporo,
plus te zlotowki
podsumowujac:
1. kasa ginela etapami, conajmniej na dwa razy
2. w mieszkaniu nei bylo ani razu gosci ktorzy by byli w tym okresie
dwukrotnie i do tego byliby zostawieni na tak dlugo w pokoju zeby dobrac sie
do kasy (jeszcze musieliby wiedziec ze tam ja trzymamy), ani gosci naszych,
ani kolezanki.
3. zamki w domu sa te same co wczesniej jak byli inni lokatorzy, ale to
podobno super bezpieczne izraelskie zamki i nie mozna ich dorobic, numerowane,
magnetyczne i cos tam jeszcze.
4. jakby nawet ktos mial dorobione to czy ryzykowalby wchodzenie do domu kilka
razy po drobne sumy, a nie zginelyby laptopy, sprzet, zloto itp???
5. kolezanka ma w nas duuza pomoc (ma psa a kompletnie nie ma na niego czasu,
wiec sie nim zajmujemy, my tez mamy swojego wiec zaden problem), dobrze nam
sie mieszka razem, ja jestem glownym najemca wiec w razie wpadki by stracila
lokal z dnia na dzien... no i nigdy nie bylo zadnego sygnalu zeby miala takie
zagrania jak kradzieze.. a my juz po 30-stce i raczej na ludziach obywdoje sie
w miare znamy.
z drugiej strony miala ostatnio spore problemy, dluznicy jej nie oddawali na
czas kasy, miala za szkole do zaplacenia kupe siana plus inne takie wydatki
'dodatkowe' chociaz zle nie zarabia, wiecej od nas ma...
6. opcja rownie bez sensu - maz wydal ta kase i teraz sciemnia zwalajac na
Magde - ale PO CO? zeby placic za CALE mieszkanie jak ja wyrzuce? przy jego
skapstwie to bez sensu... do tego rodze za 10 dni wiec przeprowadzki tez
odpadaja...
7. ja mam zaniki pamieci i bralam ta kase i o tym nie pamietam???
CO O TYM MYSLEC?
bedziemy zakladac kamerke w pokoju bo nie uwierze poki sama nie zobacze, ale
no...przerasta mnie to troche i to jeszcze akurat teraz...
co sadzicie?
kolezanka? ktos wchodzi obcy?