avital84
01.06.08, 18:26
Kobiety zajmujące się naukami ścisłymi takimi jak matematyka, fizyka czy
chemia są niedoceniane. Na zjawisko to zwraca uwagę poważany w kręgach
akademickich matematyk, profesor William Dunham. Autor książki „Matematyczny
Wszechświat” jeden z rozdziałów książki zatytułowany „ Gdzie te kobiety w
matematyce” poświęca roli kobiet w naukach ścisłych. Zauważa on, że wśród
nazwisk słynnych matematyków tworzących swoje teorie na przestrzeni dziejów
większość stanowią nazwiska mężczyzn. Przyznaje on, że do roku 1900 nauką tą
zajmowało się niewiele kobiet.
Dunham podkreślił, iż: „kobiety musiały pokonywać nie tylko normalne
przeszkody, piętrzące się przed każdym z aspiracjami matematycznymi (…) lecz
także wiele wzniesionych przez wieki barier kulturowych”.
Do barier tych zaliczył stosunek mężczyzn-matematyków do kobiet
zainteresowanych poważnym uprawianiem matematyki; brak formalnego
wykształcenia i niemożność całkowitego odizolowania się od wymogów życia
codziennego.
Mężczyźni trudniący się tym zawodem mieli zdecydowanie negatywny i lekceważący
stosunek do kobiet naukowców. Pogarda dla możliwości intelektualnych kobiet
jest szczególnie widoczna w słowach Kanta, który twierdził, iż „kobiety równie
dobrze mogłyby trudzić swoje śliczne główki geometrią, jak mieć zarost na
twarzy.” Twierdzono również, że zajmowanie się kobiet matematyką prowadzi do
ich społecznej degradacji. Poza tym brak był społecznej akceptacji dla kobiet
oddających swoje życie nauce. Bariery edukacyjne jednak były bezpośrednim
czynnikiem w udziale kobiet w tej właśnie nauce.
Niestety Dunham dostrzega podobne zależności i bariery również dziś. Co prawda
1991 roku na amerykańskich uczelniach przyznano 14661 podstawowych stopni w
dziedzinie matematyki, z czego 47% kobietom, ale jeżeli przyjrzymy się temu
jak wygląda ta struktura w przypadku wyższych stopni naukowych, okazuje się,
iż w tym samym roku kobiety zdobyły 2/5 wszystkich stopni magisterskich, ale
tylko 1/5 wszystkich stopni doktorskich. Dunham upatruje przyczyn tego
zjawiska we wciąż zachodzących opisanych wyżej zależnościach. Kobiety wciąż
traktowane są w tym zawodzie mniej poważnie niż mężczyźni. Ciężej jest im
znaleźć dobrego promotora, który byłby zainteresowany wspólną pracą badawczą z
kobietą. Kobiety też wybierają zdecydowanie częściej jako specjalizację pracę
nauczycielską, nie zaś matematykę teoretyczną. Intencją autora było tutaj
głównie zwrócenie uwagi na bariery, które nadal sprawiają, iż niewielka liczba
kobiet trudni się tym zawodem. Podkreśla to, że nie chciał on poruszając ten
temat robić szumu wokół spraw dyskryminacji powołując się na słowa
matematyczki Julii Robinson, która powiedziała: „Wolę, aby pamiętano mnie nie
tyle jako pierwszą kobietę tu i tam, ile jako matematyka – z powodu twierdzeń,
które udowodniłam, i problemów, które rozwiązałam”.
A jak wygląda specyfika uczelni technicznych w Polsce? Były rektor
Politechniki Gdańskiej, pracownik naukowy Wydziału Mechanicznego tej uczelni,
senator RP oraz członek Komitetu Nauki i Technologii w Radzie Europy, prof.
Edmund Wittbrodt podkreśli, iż „w uczelniach technicznych kobiety zawsze
stanowiły mniejszość”. Otwarcie też mówi o tym, że przy podejmowaniu decyzji o
przyjęciu kogoś na dane stanowisko sprawa płci jest często bardzo ważna.
Znacznie rzadziej odpowiedzialne funkcje trafiają się kobietą, gdyż jak
tłumaczy, związane jest to z macierzyńską rolą kobiety. Widoczne jest, więc tu
zjawisko jakie opisał w swojej książce profesor Dunham. W 1999r. na
Politechnice Gdańskiej było zaledwie 7,7% kobiet wśród pracowników i docentów.
Na przestrzeni wielu lat ani jedna kobieta nie pełniła w PG funkcji rektora.
Problem kobiet w naukach ścisłych dotyczy, więc naprawdę całego świata. Jak
widać występuje on nawet w Stanach Zjednoczonych, w których dostęp do
edukacji, nowych technologii jest największy. Dlatego potrzebne są różnorodne
programy, także wychodzące ze strony indywidualnych, prywatnych
przedsiębiorców i firm, które pomogłyby na rozwój kobiet naukowców.
A jakie są Wasze doświadczenia i przemyślenia w tej materii?