zaklopotana
20.09.03, 13:36
Witam
podobnie jak wiele osób tutaj, nie szukam niczyjej porady, nie szukam
pochwały,ani potępienia-tego z całą pewnoscią nie- jest mi wystarczająco
ciężko....Nie piszę też tego po to by się "pochwalić". Po prostu komus muszę
o tym powiedziec..bo przeciez nie temu, kogo zdradzilam..Księdzu też nie..
Zdradziłam dziś po raz pierwszy. Po raz pierwszy mojego faceta, z ktorym
jestem juz kilka lat, i po raz pierwszy w ogole. Facet z ktorym jestem nie
jest moją "wielką szaloną miłoscią", jest kims z kim przez pewien czas było
mi dobrze, spokojnie, i z kim pewnie mogloby byc tak dalej. Spokojnie i
nijako."Tylko nudno i nudniej wciąż..."Ani ja nie szaleję na jego widok, ani
on na moj. Ot, związek niemalze z rozsądku. Oczywiscie, jak w kazdym
długoletnim związku bywają okresy gorsze i lepsze. Od dłuzszego czasu jednak
zastanawiałam się, jak się z tego uwolnić, nie jest to w moim przypadku
proste...Jak się uwolnić by nikogo nie skrzywdzić? to niemożliwe..Więc tkwię,
szarpię się...
I jest ktos, o kim myslę od wielu lat, ale z kim po prostu nie mogloby sie
udać...Ma za sobą kilka nieudanych związków, nie jest chyba skłonny angazować
się w coś nowego. Może się boi, a może po prostu jest zmęczony. To ktoś, na
czyj glos krew mi się burzy,ktoś, czyj dotyk mnie elektryzuje, wzrok
oniesmiela.. Zawsze tak było, ale nigdy na nic sobie nie pozwoliłam będąc z
moim obecnym. (Tylko czy zdrada w myslach nie jest taką samą zdradą jak
fizyczna?) A nie mogę powiedzieć, ze nie zalowalam jednoczesnie, ze sumienie
nie pozwala mi oszukac mojego, i zawsze wiedziałam, ze wczesniej czy poźniej
to nastąpi. Być może nie z Tym, to z kimś innym, z kimś kto będzie mnie w
stanie tak samo zelektryzować.
Chciałam też być uczciwa również wobec tego, kto na mnie działa w tak
niezwykły sposób. Chciałam byc inna niz te, które spotkał do tej pory...I
chyba zaprzepaściłam swoją szansę.
Wiem, ze dzisiejsza noc nie będzie miała dla faceta, z którym ją spędziłam
zadnych konsekwencji, niewielkie znaczenie. Może jestem tylko jedną z wielu,
przystankiem na trasie, moze doszło do czegoś na co miał od dawna ochotę. I
tyle.Inicjatywa wyszła od niego..a ja nie broniłam się zbyt mocno. nie
mogłam, nie chciałam...wiedziałam, ze mogłabym załować gdyby się nie
spełniło. Było cudownie, jak jeszcze nigdy w zyciu..Seks z moim od dawna nie
jest dla mnie atrakcją, więcej, jest tylko obowiązkiem, przykrym czasem.
Myslałam wczoraj: jutro będzie ok, przejdę nad tym do porządku
dziennego,przecież własciwie moj zwiazek i tak umiera smiercią naturalną, po
co się dręczyć. Myslałam, ze się po prostu oswoiłam z myslą, ze kiedyś to
nastąpi. Ale dziś mam mieszane uczucia...Wiem, ze niczego nie moge oczekiwać,
ze nic sobie nie mogę obiecywać. To dość uczciwe z Jego strony...A chciałabym
móc...Bo nie mogę zniesc mysli, ze to była tylko jednonocna przygoda...Że dla
jednonocnej przygody zdradziłam swoje ideały..