mala200333
21.10.25, 22:25
·
Każdy zapewne zna historię Kasandry, trojańskiej królewny, córki Priama i Hekabe, która otrzymała od Apolla dar przewidywania przyszłości, ale gdy odrzuciła jego względy, ten rzucił na nią klątwę - jej przepowiedniom nikt nie wierzył. W pewnym momencie ten sam los spotkał Orianę Fallaci. Nie ja pierwsza na to wpadłam, do Kasandry przyrównano ją już kilkakrotnie, zrobiła to nawet ona sama.
Fallaci przez wiele lat była jedną z najbardziej znanych dziennikarek świata. Rozmawiała z najważniejszymi politykami XX wieku - z Henrym Kissingerem, ajatollahem Chomeinim, Goldą Meir, Lechem Wałęsą. Kissinger później powiedział, że rozmowa z nią była jego największym błędem politycznym. Z Chomeinim starła się, gdy zdjęła czador i powiedziała mu, że kobiety w jego kraju żyją jak w więzieniu. O Wałęsie powiedziała, że ma ego większe niż krzyż, który nosi na szyi.
Włosi ją kochali i nienawidzili. Świat zachodni podziwiał jej odwagę, dopóki nie skierowała jej w stronę islamu. Po zamachach z 11 września 2001 roku napisała książkę „Wściekłość i duma” („La Rabbia e l’orgoglio”) pełną pasji i gniewu. Pisała w niej, że Europa traci zdolność samoobrony, że „upada na kolana przed ludźmi, którzy gardzą jej wolnością”. Uważała, że islam polityczny jest największym zagrożeniem dla cywilizacji zachodniej od czasów nazizmu i komunizmu, bo nie chce się integrować, tylko podporządkować, że tolerancja bez granic prowadzi do samozniszczenia, że jeśli kobiety nie będą bronić swoich praw, ich córki znów zostaną zakryte od stóp do głów.
Reakcja była natychmiastowa. Tysiące osób domagały się, by zakazać jej książek. Oskarżano ją o „mowę nienawiści”, o islamofobię, o „faszyzm słów”. Włoska prokuratura wszczęła przeciwko niej kilka postępowań, we Francji i Szwajcarii grożono jej procesami. Środowiska, które wcześniej ją podziwiały, nagle całkowicie ją skreśliły. Fallaci już wtedy chorowała na raka, pisała z emigracji w Nowym Jorku, nazywając się „zbiegłą z Europy tchórzy”.
Jej kolejne książki to „Siła rozumu” (2004) i „Wywiad z samą sobą. Apokalipsa” (2005) brzmiały jeszcze bardziej ostrzegawczo. Pisała, że Europa zginie nie przez obcych, lecz przez własny brak odwagi, że Zachód stracił instynkt obrony, przestał ufać rozumowi i ucieka w moralne samousprawiedliwienia. Wtedy była już niemal całkowicie wyklęta przez intelektualne elity, które wolały fetować Noama Chomsky’ego. Nazwano ją wariatką i histeryczką, ekshibicjonistką, która pozuje na Joannę d’Arc Zachodu, paranoiczką, wściekłą starszą panią, wrzeszczącą na świat. Lewica widziała w niej uosobienie rasizmu, kulturowego szowinizmu, a nawet oskarżała o podżeganie do przemocy na tle religijnym. Porównywano nastawienie Fallaci do muzułmanów z nastawieniem faszystów do Żydów. "Siłę rozumu" określano mianem plagiatu z "Mein Kampf" Hitlera.
Pisano o niej w tonie ironicznym, pogardliwym, często podszytym mizoginią, z tą mieszaniną lekceważenia i protekcjonalnego pobłażania wobec kobiety, która ośmieliła się jednocześnie postarzeć i głosić niepopularne opinie. Była kobietą w świecie mężczyzn, czego nigdy jej nie wybaczono. Włoskie środowisko dziennikarskie tamtych dekad było przesiąknięte maczyzmem w klasycznym, południowoeuropejskim wydaniu, Fallaci wdarła się w ten świat z impetem, bez kompleksów. Dla wielu włoskich dziennikarzy była więc czymś zupełnie niepojętym. Do pewnego momentu ją tolerowano. Dopóki była młoda, piękna i pełna energii, mówiono o niej z podziwem, bo w gruncie rzeczy nie kwestionowała jeszcze głównego nurtu. Ale kiedy się postarzała i zaczęła mówić rzeczy naprawdę niewygodne, uznano ją za zgorzkniałą, starą kobietę.
W Polsce również nie potraktowano jej lepiej. Jacek Żakowski („Polityka”) nazwał ją rasistką, a jej twórczość „islamofobiczną eseistyką, budzącą konsternację”. Piotr Bratkowski („Newsweek”) sugerował, że poglądy Fallaci są większym zagrożeniem niż islamizacja Europy, a Miłada Jędrysik („Gazeta Wyborcza”) pisała o jej „wściekłej islamofobii”. Co znamienne, po latach linia tych środowisk pozostała ta sama. Jędrysik dziś publikuje teksty jednoznacznie propalestyńskie, a Żakowski stwierdził, że chciałby, żeby KOD był „polskim Hamasem”. Bo uważał Hamas za ruch oporu.
Jednocześnie Fallaci nie miała wątpliwości, po której stronie stoi w konflikcie izraelsko-arabskim. Od zawsze była po stronie Izraela. Nie z sympatii politycznej, lecz z przekonania, że Izrael jest jedynym miejscem na Bliskim Wschodzie, gdzie człowiek może mówić, co myśli, i nie bać się, że zostanie za to ukarany. Pisała, że Izrael jest pierwszą linią obrony cywilizacji zachodniej.
W jednym z wywiadów powiedziała: „Izrael walczy o nasze istnienie. Jeśli on upadnie, my upadniemy wszyscy.” Dla niej to nie była metafora. Uważała, że nienawiść wobec Izraela jest nową formą starego antysemityzmu, tylko ubraną w język praw człowieka. Po Auschwitz, pisała, Zachód nie ma moralnego prawa milczeć, gdy znów zaczyna się nagonka na Żydów.
Fallaci była w tym konsekwentna. Widziała w Izraelu państwo, które broni się, bo nie ma innego wyjścia. Uważała, że zachodni intelektualiści zdradzili własne ideały, bo boją się prawdy.
Zmarła w 2006 roku we Florencji. Włoskie media nazwały ją „kontrowersyjną”. Tak najczęściej mówi się o ludziach, którzy wyprzedzają swoje czasy.
Dziś, 20 lat później, jej proroctwa stają się rzeczywistością.
Troja płonie