liisa.valo
24.06.08, 21:53
Miałam dziś egzamin. Strasznie ciężki egzamin, na który nakręcałam
się przez dwa tygodnie. No i tak się nakręciłam, że w połowie
pierwszego pytania pobeczałam się, nie, żeby jakaś histeria, ale i
tak wykładowca mi chusteczki podawał, a jak się "wzruszył" to już
wtedy i ja się rozkleiłam do końca i zamiast "oczu bambiego" było
całkiem konkretne chlipanie. Wiem, żem skretyniała kretynka, ale
cóż... Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie wiem, dlaczego to
zrobiłam, bo to nie moje zachowania - facet zresztą był bardziej
zakłopotany i zdziwiony niż cokolwiek innego.
Kazał mi przyjść w piątek raz jeszcze, bo za to mógłby mi postawić
3, a wie, że zasługuję na 5.
Pytanie brzmi: czy jak pójdę w piątek: przeprosić go na wstępie za
ten cyrk, czy przemilczeć i udać, że nie ma tematu?
(osobiście przychylam się do opcji pierwszej)
PS Koleś jest bardzo miły, przyjazny, sympatyczny i naj naj.... No i
ja go bardzo lubię i on mnie. Tyle, że sprawiedliwy i nie ma taryf
ulgowych.