hollygolightly85
22.07.08, 12:24
Zgodziłam się, żeby znajome przenocowały u mnie kilka dni w mieszkaniu.Znajome
to dobre słowo, bo nie widziałyśmy się kilka lat, ale że były "w potrzebie", a
ja znałam je na tyle, żeby im zaufać, to zgodziłam się na te kilka noclegów.
I zaraz się przekonałam, że to był błąd.
Od początku nie wykazywały zainteresowania tematem sprzątania, a ja próbowałam
ratować sytuację, rzucając jakieś aluzje o tym,ze nie interesuje mnie co się
dzieje w pokoju, ale bałaganu w "przestrzeni wspólnej" nie toleruję. Uwagi
puszczane były mimo uszu.
W końcu parę razy się wkurzyłam i sama posprzątałam, bo ilość garów w zlewie
uniemożliwiała umycie "moich".
Przegięciem totalnym jest już jednak fakt, że nie posprzątały również przed
swoim wyjazdem....Jestem wściekła jak nie wiem co, bo wyjeżdzały kiedy nie
było mnie w domu,więc nie miałam okazji zareagować.Myślałam, że chociaż przed
przyjazdem się zbiorą, ale zastałam zlew brudnych garów, walające się w
łazience waciki, resztki kosmetyków pozostawiane na umywalce, no i
centymetrową warstwę kurzu w pokoju - na meblach i podłodze.
Oczywiście może i moja wina, bo nie powinnam ich wpuszczać,nie po raz pierwszy
"przejechałam" się na ludziach.
Nie zmienia to jednak faktu, że zastanawiam się co z tym zrobić:
odpuścić czy wystosować odpowiedniego maila pisząc co na ten temat sądzę?
Wiem,ze to nie pomoże, bo i tak posprzątać muszę sama, ale może jakaś lekcja
na przyszłość?
Z drugiej strony wydaje mi się, że takich osób, nie posiadających totalnie
poczucia "żenady i obciachu" nic nie ruszy...
Co radzicie?
Pozdrawiam
j.