Dodaj do ulubionych

Czy zdarzyło się Wam uderzyć partnera?

IP: *.acn.waw.pl 03.10.03, 00:01
W kolejnych artykułach wraca temat przemocy domowej. Mnie chodzi o trochę
inny problem. Czy zdarzyło się Wam kiedyś w złości, w jakiejś gwałtownej
kłótni, w reakcji na wyjątkowo obraźliwe słowa czy oskarżenia uderzyć
partnera (albo ddać mu jeśli uderzył pierwszy)? Chodzi mi o sytuację
jednorazową, która np. w ciągu kilku czy kilkunastu lat już się nie
powtórzyła a nie o nagminne rozwiązywanie sporów przy pomocy pięści. Jaka
była jego a później Wasza reakcja, jak długo pamiętałyście taką sytuację.
Tylko proszę bez postów pt. "nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w moim
związku i nigdy do niej nie doszło" bo pytanie jest konkretne.
Obserwuj wątek
    • Gość: mala tak... :( IP: 81.21.197.* 03.10.03, 00:17
      poklocilam sie z moim chlopakiem o cos bardzo dla mnie waznego(dla niego wazne
      bylo zebym przyznala mu racje), on czepial sie slow i klotnia trwala kolo 4 dni,
      koniecznie usilowal mnie przekonac do czegos, czego nie chcialam i jak juz
      doprowadzil mnie na kres wytrzymalosci dostal otwarta dlonia w twarz, jego
      zatkalo, ja sie rozbeczalam i zwialam, wogole chyba bylam w stanie klinicznej
      histerii (jesli cos takiego istnieje...)

      po chwili dogonil mnie przytulil i przeprosil ze mnie tak wkurzyl

      sama bylam na siebie zla ze go uderzylam ale juz nie panowalam nad soba, a kiedy
      prosilam zeby przestal, ze koncze ta rozmowe on nie reagowal i tak sie skonczylo...

      a wogole to czesto sie silujemy, "bijemy" ale tylko jak jestesmy w dobrych
      humorach i dbamy o to by nie zrobic sobie krzywdy, bo kiedys kiedy mnie laskotal
      na lozku a ja probowalam sie wyrwac to, SAMA NIE WIEM JAK, podbilam mu oko
      kolanem :( po tym mialam dopiero ogromne wyrzuty sumienia, bo na poczatku
      myslalam ze udaje zeby znow mnie zwabic do lozka... chyba z 2 tyg mial taka sliwe...
    • tralalumpek Nie/nt 03.10.03, 00:21

    • Gość: mala i sytucja 7 lat zwiazku 4 lata po zdarzeniu nie IP: 81.21.197.* 03.10.03, 00:24
      powtorzyla sie miedzy innymi chyba dlatego ze kiedy zadne z nas nie chce ustapic
      (mimo iz sie kochamy, mamy czesto odmienne zdania i czasem wybuchaja wielkie
      klotnie, choc wiele spraw zalatwiamy od reki polubownie) albo ja wychodze na
      pare godzin zeby ochlonac albo on kiedy widzi ze mam juz dosc troche sie hamuje
      i kiedy mowie dosc to czesciej slucha, a jak nie slucha to trzaskam drzwiami i
      wylaczam telefon
      • tralalumpek Re: i sytucja 7 lat zwiazku 4 lata po zdarzeniu n 03.10.03, 00:30
        Gość portalu: mala napisał(a):

        > powtorzyla sie miedzy innymi chyba dlatego ze kiedy zadne z nas nie chce
        ustapi
        > c
        > (mimo iz sie kochamy, mamy czesto odmienne zdania i czasem wybuchaja wielkie
        > klotnie, choc wiele spraw zalatwiamy od reki polubownie) albo ja wychodze na
        > pare godzin zeby ochlonac albo on kiedy widzi ze mam juz dosc troche sie
        hamuje
        > i kiedy mowie dosc to czesciej slucha, a jak nie slucha to trzaskam drzwiami
        i
        > wylaczam telefon


        nie przepadam za takim sposobem bycia ze soba, cenie sobie spokoj
        jest takie slowo jak szacunek a nie wydaje mi sie zeby ryczac na siebie mozna
        bylo sie jednoczesnie szanowac a jezeli ludzie sie nie potrafia szanowac to co
        tu mowic o molosci
        zazanaczam ze to moj swiatopoglad a tobie wolno miec swoj
        • Gość: mala jak jest kryzys to mimo szacunku i milosci trudno IP: 81.21.197.* 03.10.03, 01:06
          czasem z soba wytrzymac ale z tego co kojarze to jesli sie klocimy to jedynie o
          rzeczy dla nas istotne

          nie wyobrazam sobie sytuacji ktora oboje zaobserwowalismy w Ikei kiedy sami
          urzadzalismy nasze mieszkanie

          kobieta dostala szalu bo facet chcial kupic inne lustro niz ona i zbluzgala go
          jedynie ze zatrzymal sie przy lawce-szafce na buty, bo ona takiego szkaradztwa
          nie bedzie w domu trzymac, facet sie nawet na temat szafki nie odezwal...

          taka sytuacja jest dla nas nie do pomyslenia, a dodam ze podobaly nam sie
          zupelnie inne stoliki i ten do kuchni i ten do pokoju, ale sprawe zalatwilismy
          szybko i bez zadnych napiec, bo do rzeczy praktycznych podchodzimy praktycznie

          przedstawilam nasz zwiazek z najgorszej strony przedewszystkim dlatego ze Triss
          pytala nie o lozkowe dokonania, nie o najromantyczniejsze wyznania, nie o
          poswiecenie, szacunek czy oddanie drugiej osobie a tego w moim zwiazku nie brakuje

          z moim facetem nie klocimy sie codziennie, cale miesiace nierzadko wolne sa od
          klotni, ale to chyba nie na temat

          a Triss pytala czy ktos mial taki przypadek u siebie i co czul po tym
          ja czulam sie zle i wcale nie mam ochote na powtorke

          gdyby taka sytuacja byla czestsza mysle ze nie bylabym z moim facetem, wtedy
          mialam ochote go wyrzucic ze swojego zycia, ale nie wyrzucilam i nie zaluje

          bo oboje sie dla siebie staramy zyc i byc i kochac i zrozumiec, jesli nie
          rozmumiemy to jedyny sposob to rozmowa, a jesli temat wzbudza emocje to czasem
          przeradza sie to w klotnie... moze dla mnie jest to takie naturalne, bo moi
          rodzice czesto sie klocili nadal sie kloca prawie codzienne, ale to zupelnie
          inna bajka cos w stylu tej kobiety z ikei o rozne pierdoly...
          a ja nienawidze klotni wlasnie z tego powodu i mimo iz jestem dorosla miewam
          stany lekowe kiedy slysze podniesione glosy moich rodzicow, moze dlatego tak
          histerycznie zareagowalam

          to byla nasza pierwsza klotnia po 3 latach bezklotniowego zwiazku i bylam pewna
          ze tak bedzie zawsze

          ale widocznie kiedy nasz zwiazek sie poglebil zaczelismy od siebie wymagac
          wiecej i stad sie to wzielo

          a ty masz szczescie i zycze by trwalo wiecznie :)

          buziaki
    • Gość: Agata kiedyś młodą będąc IP: *.kalisz.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.03, 01:57
      jakieś głupie kłótnie i w pysk
      a potem moja teściowa (której nie lubię) nauczyła mnie, ze faceta nie wolno bić
      tesciowa była bita przez męża
      ale tłumaczyła mi, ze jesli facet odda - a oddawanie ma niejako we krwi - do
      się nie pozbieram
      ale ja potrafię się znęcać psychicznie
      więć nie muszę bić
      pa
    • Gość: Kasia Owszem. IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 10:06
      Połamałam mu żebra.
      Byłam wtedy w stanie permanentnego stresu. On pił codziennie, przyprowadzał
      kumpli, albo po prostu wracał nad ranem i nie dawał mi spać. Mielismy
      kilkumiesięczne dziecko.
      Tamtego dnia nieźle wstawiony usiadł nad ranem na brzegu mojego łóżka i
      rytmicznie kopał. Nie chciał wyjść. Wstałam i wypchnęłam go z pokoju. Wrócił po
      dłuższej chwili, kiedy zaczęłam ponownie zasypiać i zaczął znów. Znów
      wypchnęłam, ale furia we mnie wzbierała. Za trzecim razem kiedy tylko stanął w
      drzwiach i znów mnie obudził - kopnęłam go w klatkę piersiową. Nie mam pojęcia,
      skąd miałam wiedzę techniczną jak to zrobić. Skąd miała siłę - wiem - z furii i
      skumulowanego stresu. Wyleciał z pokoju i zatrzymał się na ścianie dwa metry
      dalej. Potem poprawiłam pięścią w szczękę.
      Dał mi spokój, ale wzburzona i tak nie mogłam zasnąć.
      Rano pamiętał zajście. Przestraszył się mnie, nie wiedział, że tak mogę. Do tej
      pory był bezkarny. Próbował mnie postraszyć. Wziął obdukcję lekarską. Stąd
      wiem, że połamałam mu żebra. Nigdy jednak tego nikomu nie zgłosił.
      Od tej pory zachowywał sie znacznie spokojniej. A ja trochę podniosłam głowę.
      Nie pozwalałam juz soba pomiatać. Wiecej nie dałam się doprowadzic do
      ostateczności.
      Ale tak sie z nim rozwiodłam.
      Szczegóły techniczne - ja 50 kg, 164 cm; on wtedy ok 80 kg, 178 cm. Znany
      gwiazdor muzyki rozrywkowej, a nie żaden meliniarski lump.

      Chyba nie da sie tego zapomnieć. Pisząc to po raz pierwszy od wielu lat
      patrzyłam na tę scene ponownie. Ciągle "działa".
      Oczywiście, żałuję, że do tego doszło. Trzeba było być odważniejszą wcześniej i
      nie dać sie doprowadzić do takiego stanu. Mogłoby sie obejść bez rękoczynów.
      Ale skoro juz sie stało, przynajmniej wyciągnęłam z tego wnioski.
      A dlaczego pytasz? Przywaliłaś i nie wiesz co dalej?
      Pozdrawiam
      Kasia

      • Gość: Stauffenberg Re: Więc jednak??? IP: *.hastrabau.pl 03.10.03, 10:52
        To jednak się rozwiodłaś??? Niestety, podejrzewałem, że tak będzie. Od początku, jak do Ciebie przyszliśmy, wiedziałem, że to facet dla nikogo. A już najbardziej nie dla Ciebie. Ale znając Ciebie, myślę, że dajesz sobie radę...i osuiągniesz to, co zamierzyłaś
        Ps.Mnie spotkało to samo. Co prawda bez żadnych ekscesów poza słownymi...
        • Gość: Kasia Re: Więc jednak??? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 12:32
          Jak do mnie przyszliście?? Nie mam pojęcia, kim jesteś!
          • Gość: Stauffenberg Re: Więc jednak??? IP: *.hastrabau.pl 03.10.03, 14:37
            Przypomnij sobie...rok 1991 i 1992...tworzyła się w Polsce wolna
            prasa...pracowałaś w redakcji nowopowstałego dziennika...w działe "Media". Była
            tam Beata, Tomek, Paweł, Ty i..także ja. No, a teraz pamiętasz?
            Pozdrawiam ciepło
            • Gość: Kasia Re: Więc jednak??? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 15:00
              Sorry, to nie ja.
              Szkoda.
              Swoją drogą - czyżby ktoś miał takie samo życie jak ja?
              Zdumiewające jest, że to był mniej - więcej ten sam czas, a ja też pracuję tej
              branży.
              To nie jest moje prawdziwe imię. Nadal noszę jego nazwisko, a on jest dosyc
              znany. Nie chcę, zeby ktoś znał prywatne sprawy. To nie Gala, czy inna Viva.
              Mam nadzieję, że tamtej, takiej samej, też sie powiodło.
              Pozdrawiam
              • Gość: Stauffenberg Re: Więc jednak??? IP: *.hastrabau.pl 03.10.03, 15:41
                Nie do wiary! Przecież zgadzało się wszystko! No tak, tylko - jak sama piszesz -
                imię inne...Reszta niemal do konca ta sama. "Twój" też ostro pił (ciągi) i
                chadzał na panienki, a Ty mu wierzyłaś, że załatwia BARDZO WAŻNE SPRAWY i JEST
                BARDZO ZDOLNY tylko troszkę leniwy??? I Tez jesteś szatynką? Bo jeśli tak...to
                już sam nie bedę wiedział co myśleć...
                • Gość: Kasia Re: Więc jednak??? IP: *.in.zabkowska.pl / *.zabkowska.pl 03.10.03, 21:24
                  Hmmm... jestem szatynką. Też nie wiem, co mysleć.
                  • Gość: Stauffenberg Re: Więc jednak??? IP: *.acn.pl 04.10.03, 10:12
                    No to brakuje tylko jednego...czy Twoje dziecko to córka???
                    • Gość: Kasia Re: Więc jednak??? IP: *.in.zabkowska.pl / *.zabkowska.pl 04.10.03, 14:47
                      Nie. Wręcz przeciwnie. Ale i tak dziwna sprawa. Kosmos się w to wmieszał.
                      ;-)
    • Gość: lola Re: Czy zdarzyło się Wam uderzyć partnera? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.03, 10:32
      Mimo wielu powodów gdy byłabym usprawiedliwiona nigdy go nie uderzyłam.
      Ale pamietam raz gdy po popchnełam bo sie ze mna droczył, uszczypnał czego
      bardzo nie lubie i tak niefortunnie uderzył głowa w metalową rurke ze upadł i
      na chwile stracił wzrok.Boze, co ja przez pare minut przezyłam, on sie
      wystraszył, płakał, ja nie wiedziałam co robic, makabra. Na szczescie za 5
      min. mu przeszło.Od tej pory zero takich przepychanek bo wiem jak moga byc
      groźne.
    • Gość: Triss Merigold Re: Czy zdarzyło się Wam uderzyć partnera? IP: *.acn.waw.pl 03.10.03, 13:11
      Przyznam się, że mnie się zdarzyło kilka razy w życiu. Pierwszy raz kiedy
      złapałam męża na ewidentnym kłamstwie dotyczącym innej kobiety. On łgał w żywe
      oczy a ja trzymałam dowody w ręku (bilingi telefoniczne), trzasnęłam go w twarz
      z bezradności, rozpaczy i wściekłości tym większej, że sytuacja miała miejsce
      trzy miesiące po ślubie. Potem sama się przestraszyłam. Kiedyś podpity mąż mnie
      uderzył (nie poświęcał mi specjalnie uwagi ale był chorobliwie zazdrosny) bo ze
      spotkania z koleżankami wróciłam pół godziny później a on sobie uroił, że byłam
      z jakimś facetem. Oddałam, dostałam histerii potem szału i tej samej nocy
      wyrzuciłam go z domu. To nie był udany związek i rozwiedliśmy się po niecałych
      trzech latach. Każdą z tych sytuacji pamiętam do dziś, żałuję, że mnie poniosło.
      • Gość: Marta Re: Czy zdarzyło się Wam uderzyć partnera? IP: *.proxyplus.cz / 192.168.131.* 03.10.03, 13:27
        Mi się zdarzyło kilka razy popchnąc go mocno, w żalu , wściekłości, gdy się
        kłóciliśmy. I raz też o mały włos nie wybiłam mu oka kluczami do mieszkania
        które w niego rzuciłam. On nigdy na mnie ręki nie podniósł, raz tylko
        wyprowadzil mnie siłą z jakiejś imprezy. Już potem nic się takiego nie
        powtórzyło, choć wiem że np. dostałoby mi się nieźle gdyby przyłapał mnie z
        innym ( to tylko teoria bo nigdy nic nie zrobię takiego). Ogólnie się kochamy i
        tworzymy silny i dobry związek.

        Ale mam znajomą parę i patrzeć na to nie mogę. Dziewczyna tak poniża swojego
        chłopaka, potrafi przylać mu płaskiego na dyskotece przy ludziach za to że
        ośmielił się zniknąc z pola widzenia, ogólnie dostaje często i za nic. I pomalu
        wysiada, czuję że niedlugo od niej odejdzie.
    • niuniek6 Takei pytanie? a ja myslalem ze... 03.10.03, 13:57
      ... ze to norma ze facet co chwila dostaje po glowie od swojej kobity.
      Zapytam lepiej czy jest jakis zwiazek gdzie to sie nie zdaza?
      • Gość: Marta Re: Takei pytanie? a ja myslalem ze... IP: *.proxyplus.cz / 192.168.131.* 03.10.03, 14:21
        niuniek6 napisał:

        > ... ze to norma ze facet co chwila dostaje po glowie od swojej kobity.
        > Zapytam lepiej czy jest jakis zwiazek gdzie to sie nie zdaza?


        TO NIE JEST NORMALNE, AGRESJA I RĘKOCZYNY MIĘDZY LUDŹMI KTÓRZY SA RAZEM...
        NIEŁADNIE.
        • Gość: Triss Merigold Re: Takei pytanie? a ja myslalem ze... IP: *.acn.waw.pl 03.10.03, 16:49
          Uważam, że sytuacje w których dochodzi do rękoczynów są absolutnie nienormalne.
          Moi rodzice nie krzyczeli na siebie, nie popychali się, nie zachowywali
          agresywnie w stosunku do siebie i do nas - dzieci więc pewnie dlatego mam uraz
          na punkcie rozwiązywania sporów siłą tzn. nie zgadzam się i nie akceptuję. Wg.
          mnie związek w którym dochodzi do bicia prędzej czy później rozpadnie się (tak
          jak mój), jeśli tylko któraś ze stron nie jest typem męczennika. W ogóle nie
          toleruję popychania, ciągania na siłę za rękę itp. zachowań wymuszających
          posłuszeństwo.
          • Gość: Marta Re: Takei pytanie? a ja myslalem ze... IP: *.pl / *.ns.slesz.pl 03.10.03, 19:11
            tak Triss to nie jest normalne, na szczęscie u mnie się to już nie powtórzyło a
            bywaly okazje. Jestem wybuchowa ale ręce na wodzy umiem powstrzymać, mój
            partner też, wtedy bylismy młodsi i bardzo zazdrośni o siebie. jak sie kogos
            kocha to trzeba go głaskać i calowac a nie bić i szarpać.

            ale z drugiej strony na miejscu mojego kolegi notorycznie dostającego plaskacze
            od swojej krewkiej dziewczyny - nie oddałabyś? Ja bym w koncu oddała a potem
            pannę rzuciła.
    • Gość: Ju Re: Czy zdarzyło się Wam uderzyć partnera? IP: *.qub.ac.uk / *.qub.ac.uk 04.10.03, 12:41
      Rzucilam kiedys nozem w jego strone, ale uwazajac jednak, zeby go nie trafic. I
      kiedys, na poczatku wspolnego mieszkania razem, powtorzyly sie kilkakrotnie
      sceny przemocy. W obydwie strony. Ale wyroslismy z tego.
    • Gość: dora Re: Czy zdarzyło się Wam uderzyć partnera? IP: *.pl / 10.0.15.* 06.10.03, 15:40
      kiedys wyjechlismy razem na 2 tygodniowe wakacje.po tygodniu zniknal na 36
      godzin zostawiajac mnie bez forsy i klucza do pokoju. drzwi do pokoju otworzyl
      mi wlasciciel a gdy moj eks pojawil sie i bez slowa probowal pojsc spac nie
      zwracajac na mnie uwagi uderzylam go w twarz i rzucilam w niego lusterkiem. na
      szczescie nie trafilam bo jeszcze by sie cos mu stalo a ja bym za to
      odpowiadala.
      kolejny raz uderzylam go 2 lata pozniej gdy mi powiedzial ze mnie zdradza od 3
      miesiecy.wtedy odeszlam. uwazam ze to bylo zupelnie ludzkie i nie czuje sie
      winna. kazdy ma jakies granice wytrzymalosci.
      • moniorek1 Re: Czy zdarzyło się Wam uderzyć partnera? 06.10.03, 22:49
        Pierwszym i chyba ostatnim partnerem jaki dostal ode mnie po buzi byl moj
        pierwszy chlopak, moja wielka milosc.Niestety mial dar do wyprowadzania mnie z
        rownowagi ,doprowadzil do tego ,ze obudzil we mnie takie poklady agresji w
        stosunku do jego osoby,ze w koncu z obawy o moje zdrowie psychiczne zerwalam
        ten zwiazek.
        Obiecalam sobie ,ze wiecej nikogo, kogo kocham nie uderze i jak narazie mi sie
        to udaje ,ale rownoczesnie nie recze za siebie, jesli jakas obca osoba
        wyprowadzilaby mnie z rownowagi, wtedy moge przywalic.
        • Gość: Triss Merigold Re: Czy zdarzyło się Wam uderzyć partnera? IP: *.acn.waw.pl 06.10.03, 23:04
          Nie mam nic przeciwko przywaleniu obcej osobie w samoobronie albo za paskudne
          chamstwo, niczym nie sprowokowane wyzwiska. Jestem choleryczką, staram się nad
          sobą panować (zresztą od dłuższego czasu nikt mnie osobiście poważnie nie
          zdenerwował) ale miałam parę razy takie ataki szału, że facet się mnie bał.
          Jednak za każdym razem kiedy zdarzyło mi się uderzyć (dosłownie 4 razy w życiu)
          wiedziałam co robię, to była taka zimna furia. A powody zasze były poważne, nie
          jakaś durna kłótnia o śmieci, zakupy czy coś w tym rodzaju.
          • Gość: kobieta dojrzala Re: Czy zdarzyło się Wam uderzyć partnera? IP: *.dodd.co.nz 07.10.03, 00:52
            powazne powody? nie ma takich powodow zeby uderzyc swojego partnera, jestem w
            zwiazku 24 lata, nigdy mi sie nie zdarzylo uderzyc, czytajac te posty nie
            dziwie sie ze sa faceci ktorzy bija swoje partnerki, Panie znajduja zawsze
            usprawiedliwienie na to ze uderzyly czemu Panowie by nie mieli, zawsze sie
            jakis powod znajdzie, straszne
            • Gość: dora Re: Czy zdarzyło się Wam uderzyć partnera? IP: *.pl / 10.0.15.* 07.10.03, 14:44
              no to masz szczescie.
              wyzej jest moj poprzedni post. ciewkawa jestem jak bys zareagowala w takiej
              sytuacji. mozliwosci wyjechania niestety nie mialam. uderzylam z bezsilnosci.
    • pajdeczka Żeby walnąć starego.... 07.10.03, 09:45
      ...musiałabym być słusznego wzrostu i wagi. Niestety, czasami raćzki mnie
      świerzbią, ale on jest silniejszy. Poza tym mam straszne łaskotki i jemu
      wystarczy, że mnie połaskocze i już leże (hm,hm), a na niego nawet to nie
      działa.
      A poza tym, on i tak jest poszkodowany przez los. Po co mam go jeszcze tłuc?
      • Gość: Marcin Re: Żeby walnąć starego.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 16:41
        Chodzi o to, że los i tak pokarał go pajdą jako żoną ?:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka