pauritka
02.09.08, 16:07
Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że nie oczekuję jakichś konretnych
rad, pomocy... Po prostu od dawna zbiera się to we mnie i nie
potrafię już dłużej trzymać tego w sobie. To bardzo banalny problem,
aż mnie to czasem śmieszy... 24-letnia panna, niegłupia, niebrzydka,
może ciut "duża" ;) Spełniam się życiowo, choć dopiero je tak
naprawdę zaczynam. Mam pracę, studiuję, mam własne mieszkanie i
autko. Właściwie, gdyby ktoś na mnie spojrzał z boku, to by
pomyślał "szczęściara"... Nie raz to juz słyszałam - powinnam
docenić to co mam. I doceniam! Cieszę się, że jestem zdrowa, że nie
mam takich "poważnych życiowych problemów", a jednak czegoś wciąż mi
brak. A raczej kogoś... Nie wyobrażacie sobie, jak czuję się
samotna... Co prawda, mam przyjaciół, znam wiele fajnych osób, ale
ludzie powoli rozchodzą się w swoje strony i widzę, że to grono się
nieustannie zmniejsza. Cóż, taka kolej rzeczy. Wiele razy
zastanawiałam się, gdzie leży przyczyna mojej samotności. Odpada
wygląd zewnętrzny, bo ogólnie czuję, że podobam się facetom :] Co do
charakteru, to chyba może odstraszać moja pewność siebie i
niezależność - jestem jak ta Zosia Samosia. A ponoć faceci boją się
silnych kobiet... Ja już sama nie wiem, ale myślę o tym na okrągło.
Ta moja skorupa niezależności pewnie jest odbierana tak, że ja
nikogo nie potrzebuję, a to nieprawda! Radzę sobie ze wszystkim
sama, bo nie mam innego wyjścia! A w głębi duszy tak bardzo pragnę,
żeby mnie ktoś kochał i uzupełniał moje życie. I ja też chciałabym
mieć się do kogo przytulić, ugotować mu ogórkową, pojechać razem na
wakacje, czy po prostu pójść na spacer... Moją pasją są podróże. Ale
po co jeździć po świecie, kiedy nie ma nikogo, kto podzieli mój
zachwyt na pięknem tego świata? W ogóle tyle bym chciała zrobić,
zaplanować, ale sama nie chcę tego robić! Boję się, że ta pasja do
życia we mnie gaśnie, po prostu usycham... Jak widzicie, to nie jest
jakaś poważna sprawa. Ja wiem, że mój problem, w porównaniu do
problemów innych ludzi jest wyjątkowo błachy. Tylko jest mi źle i
musiałam się uzewnętrznić... :(((
Pozdrawiam ciepło,
Paula