Dodaj do ulubionych

daczego mężczyźni nie potrafią ...

13.10.08, 17:06
... przyznać się do błędu, albo to tego że jednak żona miała rację.
Otóż mój mąż ma 26 lat i teraz nagle zachciało mu się studiować. Dodam, że
prowadzi własną działalność i kierunek studiów ma się nijak do jego zawodu ...
ale nie o to chodzi.
Wybrał sobie jedną z lepszych uczelni. Studia zaoczne 6-letnie (budownictwo).
Od samego początku mówiłam mu, że na tej uczelni nie jest łatwo, sporo osób
przyjmują ale już na pierwszym roku co najmniej połowa studentów odpada. Mąż
mi nie uwierzył. Tłumaczyłam, że tam jest sporo trudnej matematyki, chemii i
fizyki. Mąż zareagował śmiechem, zapewniał mnie że da sobie radę. Skoro udało
mu się skończyć Liceum dla dorosłych to i te studia będą pikuś. I taką myślą
żył od chwili złożenia dokumentów w dziekanacie. Przyjęli go.
Dwa zjazdy już odbył. I ... zaczyna się łamać, widać po nim że coś mu nie daje
spokoju, coś mu zaprząta myśli. Ja się domyślam, że chodzi o studia, że pomału
do niego dochodzi iż miałam rację mówiąc, że będzie ciężko. Drugą noc z rzędu
ma problemy ze snem. Stał się nerwowy. Z rysunku technicznego mam już zadania
do wykonania w domu. Jakieś rysunki w skali i takie tam. Fizyka rzekomo
trudna. W zeszłym roku na 250 osób za pierwszym razem zdało ją tylko 30 osób!!
Mąż zaczyna to przeżywać, ale w sposób nerwowy. A mnie zaczyna to powoli
drażnić ponieważ swoje nerwy i frustracje wyżywa na mnie. Stał się nie miły,
uszczypliwy. A co najgorsze nie potrafi przyznać się, że jednak miałam rację.
Dogryza, czepia się z byle powodu. Niby mówi otwarcie, że ciężko na uczelni
itd. ale nie przyznaje się że te nerwy spowodowane są właśnie tym. Prosiłam go
aby swoje nerwy nie wyładowywał na mnie bo to był jego wybór, sam sobie tą
uczelnię wybrał mimo iż ja mu ją odradzałam ... ale on udaje, że nie o to
chodzi. Już nie wiem co z tym zrobić. Chyba wyjdę z siebie i stanę obok.
Obserwuj wątek
    • nawrocona5 Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 13.10.08, 17:26
      Prawdopodobnie gdyby sytuacja była odwrotna i byłabyś na jego miejscu to nie
      biegłabys teraz do niego aby sie kajać ale oczekiwałabyś dobrego słowa i wsparcia.

      Wierz mi, że o wiele więcej zyskasz w oczach męża, jesli teraz powiesz mu "nie
      poddawaj się, jest cięzko ale może dasz radę" albo "jeśli nie dasz rady to
      trudno, dziury w niebie nie będzie"
      niż w sytuacji, kiedy musiałby przyjść i przyznawać "tak tak ty jesteś mądra a
      ja się myliłem, należało cię posłuchać, ble ble ble" i słuchac od ciebie A NIE
      MOWIŁAM?

      Nie spodziewaj sie, że ktokolwiek - czy to facet, czy kobieta lubi takie sytuacje.


      • idasierpniowa28 Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 13.10.08, 17:47
        A co Twoim zdaniem mąż powinien zrobić?? Zabrać papiery i przyjść do
        domu z bukietem kwiatów?
        Może wyczuwa że po cichu ( nawet nieświadomie) " triumfujesz" i stąd
        jego uszczypliwość? Może nie czuje w Tobie wsparcia? Spróbuj z nim
        porozmawiać na ten temat, ale nie na zasadzie : " a nie
        mówiłam?", "wiedziałam że tak będzie", tylko spytaj czy możesz mu
        jakoś pomóc.. Może wspolnie poszukacie jakiegoś " konsultanta" czy "
        korepetytora" dla męża, kogoś kto moglby mu pomóc w tych trudnych
        początkach..
        • pani.niunia idasierpniowa28 14.10.08, 01:27
          idasierpniowa28 napisała:

          > A co Twoim zdaniem mąż powinien zrobić?? Zabrać papiery i przyjść do
          > domu z bukietem kwiatów?

          NIE WYŁADOWYWAĆ SWOICH NERWÓW NA MNIE.
          kwiatów też nie chcę.

          > Może wyczuwa że po cichu ( nawet nieświadomie) " triumfujesz" i stąd
          > jego uszczypliwość? Może nie czuje w Tobie wsparcia?

          Nie daję mu żadnych oznak aby myślał sobie, że triumfuje. A na moje wsparcie
          zawsze może liczyć.

          Mi tylko chodzi o to aby nie wyładowywał swoich nerwów na mnie. Zwłaszcza, że
          zanim złożył dokumenty na tą uczelnię, mówiłam mu że będzie ciężko. Bardzo
          ciężko. A nawet odradzałam mu ten kierunek i tą uczelnię. A on był uparty i
          jednak poszedł. A teraz jest zły na siebie, że wybrał tą szkołę i taki kierunek.
          A tą złość wyładowuje na mnie.

    • enith Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 13.10.08, 19:14
      Trochę to przykre, że twój mąż nie może liczyć na wsparcie własnej żony. Mam nawet wrażenie, że fakt, że miałaś rację i ciężko mu idzie, daje ci jakąś chorą satysfakcję na zasadzie: "a nie mówiłam??" I teraz, zamiast wesprzeć męża dobrym słowem, pomóc mu, ty się wściekasz, ze nie przyszedł na kolanach do ciebie łkając: "och, kochanie, jak zawsze miałaś rację". Więcej zrozumienia i wsparcia od ciebie, i może skończy te studia. A jak nie, to nie kracz mu do ucha, ze miałaś rację, tylko poklep po pleckach i wyjaśnij, że wybrał bardzo trudny kierunek i sporo zdolnych osób też go nie ukończyło. Więcej dyplomacji i wyczucia w małżeństwie życzę ;)
      • pani.niunia enith 14.10.08, 01:47
        enith napisała:

        > Trochę to przykre, że twój mąż nie może liczyć na wsparcie własnej żony.

        na moje wsparcie może liczyć zawsze. Po prostu nie rozumiesz (tak jak wiele
        innych osób wypowiadających się) o co chodzi.

        > Mam nawet wrażenie, że fakt, że miałaś rację i ciężko mu idzie,
        > daje ci jakąś chorą satysfakcję na zasadzie: "a nie mówiłam??"

        No to masz złe wrażenie, bo żadnej radości z tego nie czuję.

        > I teraz, zamiast wesprzeć męża dobrym słowem, pomóc mu,
        > ty się wściekasz, ze nie przyszedł na kolanach do ciebie
        > łając "och, kochanie, jak zawsze miałaś rację"

        ja się nie wściekam o to, że nie przyszedł na kolanach, bo nawet nie chcę aby to
        robił, nie chce aby mnie przepraszał, że mnie nie posłuchał, nie chcę aby się
        łajał itp. itd. Ja chcę tylko aby nie wyładowywał swojej złości na mnie, bo ja
        mu nic nie zrobiłam. Sam powiedział, że dokonał złego wyboru i jest o to na
        siebie wściekły. A tą wściekłość wyładowuje na mnie.

        > nie kracz mu do ucha, ze miałaś rację, tylko poklep po
        > pleckach i wyjaśnij, że wybrał bardzo trudny kierunek
        > i sporo zdolnych osób też go nie ukończyło.

        ani razu nie powiedziałam "a nie mówiłam" "a jednak miałam rację" itp. I nie
        powiem nic z tych rzeczy. Ja mu od razu mówiłam, że to trudny kierunek. A gdy o
        tym przekonał się na własnej skórze, powiedziałam mu że mimo wszystko wierzę w
        niego. Okazałam mu swoje wsparcie. I nie rozumiem dlaczego swoje frustracje na
        mnie rozładowuje. Przecież ja mu życzę jak najlepiej. To był jego wybór szkoły i
        kierunku, więc skoro doszedł do wniosku że źle wybrał to nie powinien mnie za to
        karać.
    • etzel Re: daczego mężczyźni potrafią 13.10.08, 19:24
      Chęć studiowania to nie jest fanaberia.
    • kozica111 Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 13.10.08, 19:57
      A Ty Niunia...zamiast go wspierać i motywować, ostrzysz ząbki, co?
      Dubra zona, dubra...
      • 83kimi Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 13.10.08, 20:07
        Biedny jest Twój mąż. Zamiast być dumną, że chce się rozwijać i
        zamiast go wspierać, Ty masz satysfakcję, że jest mu ciężko.
        Naprawdę go kochasz???
    • seth.destructor Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 13.10.08, 20:13
      Jak można się cieszyć z czyichś problemów, bo "a ja nie mówiłam".
      Mściwa satysfakcja, fuj.
      • cccykoria Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 13.10.08, 20:21
        Ale sie Tobie oberwalo.Tak do konca to nie macie
        racji ,dlaczego niunia jest winna?
        Jak go ma wesprzec ,skad wiecie ,czy sie gorzej nie
        wcieknie. ? Dlaczego jej maz nie powie prawdy ?Zapewniam
        Was sa tacy faceci

        Dlaczego nie przyzna sie ,tylko wyzywa sie na niej? To
        moze Ona ma prosic go na kolanach ,aby jej wybaczyl ,ze
        miala racje- ta cholerna duma jej meza

        • idasierpniowa28 Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 13.10.08, 20:29
          Może dlatego nie powie prawdy bo widzi że nie znajdzie w niej
          poparcia? Może mu glupio przyznać się ze sobie nie radzi? może nie
          umie się przyznać? Zwłaszcza jeśli wie że usłyszy że przecież od
          początku mu odradzala ten kierunek studiow i tą konkretną uczelnię..
          Ludzie są tak skonstruowani że w trudnych chwilach oczekują od
          najbliższych dodania otuchy, a nie ciosania kołkow na głowie. I
          męzczyżni i kobiety, choć mężczyźni może rzadziej się do tego
          przyznają.
        • kochamkobiety Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 13.10.08, 20:36

          • cccykoria Re:kochamkobiety-to dla Ciebie:D 13.10.08, 21:16
            Rozmawiają dwie koleżaki.
            - Czy wiesz, że mój mąż ma granatowego malucha?
            - Naprawdę? Kupił?
            - Nie, przytrzasnął drzwiami. HEHE
            • cccykoria R ea tu reszta:))) 13.10.08, 21:19
              www.zbaszyn.com/dowcipy/meska_duma.htm
        • wyssana.z.palca Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 13.10.08, 20:38
          Dlaczego jej maz nie powie prawdy ?Zapewniam
          > Was sa tacy faceci
          >
          > Dlaczego nie przyzna sie ,tylko wyzywa sie na niej? To
          > moze Ona ma prosic go na kolanach ,aby jej wybaczyl ,ze
          > miala racje- ta cholerna duma jej meza
          >


          a do czego on ma sie niby przyznawac?? czy to wazne kto mial racje a
          kto nie?? przeciez to jest akurat najmniej istotne a istotne jest
          to, zeby mu pomoc i wlasnie nie pokazywac postawy "a nie mowilam".
          zeby on wiedzial, ze jak mu jest naprawde ciezko i bedzie chcial z
          tych studiow zrezygnowac to bedzie mial w niej oparce a nie wieczne
          wyrzuty.
          • pani.niunia wyssana.z.palca 14.10.08, 02:06
            wyssana.z.palca napisała:

            > czy to wazne kto mial racje a
            > kto nie?? przeciez to jest akurat najmniej istotne a istotne jest
            > to, zeby mu pomoc i wlasnie nie pokazywac postawy "a nie mowilam".
            > zeby on wiedzial, ze jak mu jest naprawde ciezko i bedzie chcial z
            > tych studiow zrezygnowac to bedzie mial w niej oparce a nie wieczne
            > wyrzuty.

            ale ja nie chcę aby on mówił "a jednak miałaś rację" ani ja nie che mówić "a
            widzisz miałam rację". On doskonale wie, że zawsze może znaleźć we mnie
            wsparcie. Uwierz mi, że gdyby jednak zrezygnował z tych studiów to nigdy nie
            będę mu robiła wyrzutów.
            • wyssana.z.palca Re: wyssana.z.palca 14.10.08, 07:34
              sorry pani.niunia, ale skoro az tylko osob zrozumialo post jak
              zrozumialo to cos jest na rzeczy. tak go napisalas, ze tak go
              odbieraja.
              a napisalas: sam tytul jest wielce wymowny i NIE jest
              zatytulowany "moj maz sie na mnie wyzywa" tylko "dalczego mężczyzni
              nie potrafia sie przyznac do bledu, albo to tego że jednak żona
              miała rację." wymowne.

              poza tym:
              "teraz nagle zachciało mu się studiować. Dodam, że
              prowadzi własną działalność i kierunek studiów ma się nijak do jego
              zawodu" (faktycznie, zalatuje wsparciem meza z kilometra)
              "Od samego początku mówiłam mu, że na tej uczelni nie jest
              łatwo" "Mąż
              mi nie uwierzył." (to juz wiemy) "Tłumaczyłam, że tam jest sporo
              trudnej matematyki, chemii i
              fizyki..." (wszechwiedzaca pani niunia)

              "zaczyna się łamać, widać po nim że coś mu nie daje
              spokoju, coś mu zaprząta myśli. Ja się domyślam, że chodzi o studia,
              że pomału do niego dochodzi iż miałam rację mówiąc, że będzie
              ciężko." (i znowu to "mialam racje")



              "A co najgorsze nie potrafi przyznać się, że jednak miałam rację."
              (bingo! mamy to! najgorsze nie jest to, ze on wyzywa sie na Tobie a
              to, ze nie potrafi sie przyznac ze JEDNAK MIALAS RACJE!)


              "Prosiłam go
              aby swoje nerwy nie wyładowywał na mnie bo to był jego wybór, sam
              sobie tą uczelnię wybrał mimo iż ja mu ją odradzałam ..." (no tak,
              ZNWOU przypominamy sobie ze Ty bylas taka wszechwiedziaca i od razu
              odradzialas mu te uczelnie! tak tak, tu tez wyczuwamy wsparcie i
              brak jakiejkolwiek satysfakcji oraz zrozumienie)



              tak wiec pani niuniu, nie bez kozery wiekszosc zrozumiala post jak
              zrozumiala.
              • pani.niunia Re: wyssana.z.palca 14.10.08, 10:19
                wyssana.z.palca napisała:

                > sorry pani.niunia, ale skoro az tylko osob zrozumialo post jak
                > zrozumialo to cos jest na rzeczy. tak go napisalas, ze tak go
                > odbieraja.
                > a napisalas: sam tytul jest wielce wymowny i NIE jest
                > zatytulowany "moj maz sie na mnie wyzywa" tylko "dalczego mężczyzni
                > nie potrafia sie przyznac do bledu, albo to tego że jednak żona
                > miała rację." wymowne.

                to teraz ja mówię sorry za to, że źle ujęłam tytuł. Faktycznie już sam tytuł
                naświetla sprawę nie w taki sposób jaki chciałam abyście zrozumieli. A co do
                tego błędu - to ja uważam, że każdy powinien umieć przyznać się do niego. Parę
                razy zdarzyło mi się coś zrobić po swojemu/nie tak jak mąż radził a potem
                okazywało się, że faktycznie to on miał rację. I nie raz mu to powiedziałam
                "kochanie miałeś rację, mogłam Cię posłuchać". Dla mnie to żaden problem
                przyznać się, że coś zrobiłam nie tak. Przecież to żaden wstyd. Nigdy nie
                wyżywałam swoich złości na nim o to, że popełniłam błąd. I przykro mi jest, że
                on teraz swoje nerwy na mnie odreagowuje.

                > "Tłumaczyłam, że tam jest sporo trudnej matematyki, chemii
                > i fizyki..." (wszechwiedzaca pani niunia)

                nie uważa się za wszechwiedzącą.
                Moja znajoma, z którą wynajmowałam mieszkanie na okres studiów, studiowała na
                tej uczelni i opowiadała mi jak tam jest, jacy wykładowcy, jaki poziom, jak
                wyglądają sesje egzaminacyjne. Kilka razy widziałam ją płaczącą bo nie dawała
                rady, jak większość osób z jej roku. To od niej i innych studentów wiem jak tam
                jest. I tą widzą podzieliłam się z mężem.
        • enith Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 13.10.08, 20:45
          Wiesz co, cccykoria, ja znam babki pokroju autorki wątku. Takie, co to potrafią wypomnieć, ze miały rację na temat jakiegoś zdarzenia lata po tym zdarzeniu, tylko po to, żeby wbić szpilę, tylko po to, żeby było ich "na wierzchu". Jak myślisz, czemu jej mąż nie ma odwagi przyjść do własnej żony i powiedzieć: "trudno mi na studiach"? Bo nie ma w niej oparcia, bo pewnie to nie pierwszy raz, gdy usłyszałby od niej, że "miała rację, jak zwykle zresztą". Na pewno wiele można dobrego napisać o ich małżeństwie, ale z pewnością nie to, ze grają w tej samej drużynie. Z jakiegoś jednak powodu większość wypowiadających się tu kobiet zjechała autorkę z góry na dół za brak solidarności z mężem. Bo i widać, że autorka tylko czeka, aż się mężowi powinie noga. Przykre...
          • pani.niunia enith 14.10.08, 02:30
            enith napisała:

            > Wiesz co, cccykoria, ja znam babki pokroju autorki wątku. Takie, co to potrafią
            > wypomnieć, ze miały rację na temat jakiegoś zdarzenia lata po tym zdarzeniu, t
            > ylko po to, żeby wbić szpilę, tylko po to, żeby było ich "na wierzchu".

            sorry enith ale jak można kogoś znać po napisaniu jednego krótkiego postu. A czy
            ja w którymkolwiek fragmencie postu napisałam, że powiedziałam mężowi coś w
            stylu "a widzisz miałam rację"???? Skąd to wytrzasnęłaś? A na dodatek na tej
            podstawie oceniasz mnie, że znasz takie babki jak ja. A po drugie jako jedna z
            wielu źle zinterpretowałaś mój wątek, bo mi nie chodziło o żadne łajanie się
            męża, przychodzenie na kolanach z przeprosinami itp. Tylko o to, że swoje złości
            wyładowuje na mnie. A to nie jest w porządku, bo ja mu od samego początku
            życzyłam jak najlepiej mimo iż przeczuwałam, że będzie mu ciężko. Byłam z nim na
            uczelni aby złożyć dokumenty. A nawet ze strony internetowej ściągałam mu
            kwestionariusz osobowy i wypełniłam za niego, bo mąż miał inne ważne sprawy na
            głowie. Także jak widzisz na moje wsparcie i pomoc może liczyć.

            > Jak myślisz, czemu jej mąż nie ma odwagi przyjść do własnej
            > żony i powiedzieć: "trudno mi na studiach"?

            pozwól, że ja Ci odpowiem. Dokładnie chodzi o tą dumę o której wspomniała
            cccykoria. Tylko, że ja wolałabym aby tą dumę schował do kieszeni, przede mną
            nie musi udawać. Jestem jego żoną i nie mam zamiaru śmiać się i cieszyć z tego
            co go spotkało. On o tym wie ale mimo duma mu nie pozwala. Zawsze będę go
            jednakowo kochać czy skończy te studia czy też nie. I nie mam zamiaru chełpić
            się tym, że ja mam rację a nie on - bo to nie o to chodzi. Chodzi o to aby tej
            złości nie wyładowywał na mnie. I tylko tyle.

            > Bo nie ma w niej oparcia, bo pewnie to nie pierwszy raz, gdy
            > usłyszałby od niej, że "miała rację, jak zwykle zresztą".

            wiesz co przestań bzdury pisać. Co to ma znaczyć "nie ma w niej wsparcia bo
            pewnie to nie pierwszy raz". Dziewczyno na jakiej to podstawie wysnułaś? bo aż
            ciekawa jestem.

            > Z jakiegoś jednak powodu większość wypowiadających się tu kobiet zj
            > echała autorkę z góry na dół za brak solidarności z mężem.

            a wiesz za co? a za to, że źle zinterpretowali/odebrali mój wątek.

            > Bo i widać, że autor ka tylko czeka, aż się mężowi powinie noga.

            za kogo Ty mnie masz? bardzo kocham męża. Jesteśmy z sobą wiele lat i jego
            szczęście jest moim szczęściem. Także nigdy przenigdy nie życzyłam aby mu się
            noga podwinęła i nigdy nie cieszyłam się z jego nie szczęścia, zmartwień itd.

            > Przykre...
            przykra jesteś Ty i twoje napisane mądrości wyssane z palca, bo swoją
            wypowiedzią zrobiłaś ze mnie podął żonę, która cieszy się z porażek męża. Ja
            akurat nie należę do tego grona kobiet.
        • pani.niunia cccykoria 14.10.08, 02:00
          cccykoria napisała:

          > Ale sie Tobie oberwalo.Tak do konca to nie macie
          > racji ,dlaczego niunia jest winna?
          > Jak go ma wesprzec ,skad wiecie ,czy sie gorzej nie
          > wcieknie. ? Dlaczego jej maz nie powie prawdy ?Zapewniam
          > Was sa tacy faceci
          >
          > Dlaczego nie przyzna sie ,tylko wyzywa sie na niej? To
          > moze Ona ma prosic go na kolanach ,aby jej wybaczyl ,ze
          > miala racje- ta cholerna duma jej meza

          Boziu chociaż jedna osoba która mniej więcej wie o co mi chodzi.
          Masz rację cccykoria oberwało mi się, wiele osób wypowiadających się po mnie
          pojechało, mówiąc że nie wspieram męża, że cieszę się z tego iż noga na studiach
          mu się podwinęła, a nawet jedna osoba spytała czy ja go kocham! SZOK! Napisali
          takie rzeczy, które mi do głowy nie przyszły. Nawet przez myśl mi nie przemknęło
          aby powiedzieć mężowi "a nie mówiłam" czy coś w tym stylu. Wspieram męża. I
          przykro mi jest z tego powodu, że na studiach nie idzie mu po jego myśli. Mi w
          tym wszystkim chodzi tylko i wyłącznie o to aby tej swojej złości nie
          wyładowywał na mnie. I nie chcę aby przychodził do mnie na kolanach, z
          przeprosinami, aby się łajał itp. A tak niestety większość osób o mnie pomyślało.
    • nangaparbat3 Pani niuniu 13.10.08, 21:36
      Pani mąż powinien zwijac manatki i zwiewac przed Panią gdzie pieprz rosnie. Jest
      młody i ma jeszcze szanse ułozyc sobie zycie z jakąś przyzwoitą kobietą.
      Pani nie wie co to solidarnosc, empatia, bliskosc.
      Pani nie wie, co to zwiazek.
      O miłosci to juz nawet nie wspomne.
      • pani.niunia nangaparbat3 14.10.08, 02:35
        nangaparbat3 napisała:

        > Pani mąż powinien zwijac manatki i zwiewac przed Panią gdzie pieprz rosnie. Jes
        > t
        > młody i ma jeszcze szanse ułozyc sobie zycie z jakąś przyzwoitą kobietą.
        > Pani nie wie co to solidarnosc, empatia, bliskosc.
        > Pani nie wie, co to zwiazek.
        > O miłosci to juz nawet nie wspomne.

        kolejna Pani, która uważa że mnie zna. Taki krótki mój wątek a już postawiona
        "diagnoza", że nie wiem co to solidarność, ematia i bliskość. A co najciekawsze
        niby nie wiem co to miłość. Co za bzdury! jakbym nie wiedziała to mój 10 letni
        związek dawno by już nie istniał.
    • diamondbeach Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 13.10.08, 23:42
      ja mu się dziwię,że jest z tobą. Od bliskiej osoby człowiek ma prawo oczekiwac
      wsparcia w realizowaniu marzeń a nie torpedowania jego zamierzeń już na wstepie.
    • kacper777777 Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 14.10.08, 05:05
      Ulomna egoistka!!!Biedny facet.
      • pani.niunia kacper777777 14.10.08, 10:02
        kacper777777 napisała:

        > Ulomna egoistka!!!Biedny facet.

        wiesz co najpierw przeczytaj moje wszystkie wcześniejsze wypowiedzi abyś
        zrozumiał o co mi chodzi, bo przypuszczam, że przeczytałeś tylko główny wątek. A
        z głównego wątku jak widać większość osób wyciągnęło pochopne wnioski.
        Po drugie nie uważam się za egoistkę. Tak jak pisałam mąż prowadzi własną
        działalność, a skoro zaczął teraz studia to jak myślisz kto zajmuje się jego
        "interesem" w weekendy, gdy on jest na uczelni? Gdybym była faktycznie tą
        egoistką to powiedziałabym mężowi mniej więcej coś w tym stylu "słuchaj ja mam
        swoją pracę od poniedziałku do piątku, wracam zmęczona i chciałabym mieć weekend
        na odpoczynek, aby coś w domu porobić, więc nie mam zamiaru pilnować twojej
        działalności". A tak nie jest. Codziennie z pracy wracam ok 16ej i zabieram się
        za obiad i inne domowe robótki. A piątki wyglądają tak wracam o 16ej, robię
        szybko obiad, mąż je i jedzie na uczelnię a ja idę do jego firmy. I w sobotę od
        8ej do 14ej jestem w jego firmie.
        I czy to można nazwać egoistycznym postępowaniem? I czy faktycznie uważasz, że
        mój mąż jest biedny? ... ja uważam, że nie - ponieważ jedzie na uczelnię ze
        świadomością i spokojem, że zajmę się jego "interesem". I robię to z przyjemnością.
        • kacper777777 Re: kacper777777 14.10.08, 13:19
          Ja jestem kobieta (po pierwsze);- po drugie- z tego co piszesz ,jest
          bardzo trudno dopatrzec sie czegos dobrego w Twoim postepowaniu, a
          po trzecie ,to chyba Wasz interes, takze kilka godzin zastapic
          meza ,ktory sie doksztalca,powinno byc dla Ciebie przyjemnoscia i
          satysfakcja.Motywowac jak najwiecej-to Twoja rola, a nie cieszyc sie
          z niepowodzen.Kropka.
          • pani.niunia Re: kacper777777 14.10.08, 14:35
            kacper777777 napisała:

            > Ja jestem kobieta (po pierwsze);-

            sorry ale po Twoim nicku można było wywnioskować, że jesteś facetem :)

            > po trzecie ,to chyba Wasz interes,takze kilka godzin zastapic
            > meza ,ktory sie doksztalca,powinno byc dla Ciebie przyjemnoscia i
            > satysfakcja.
            ta firma jest rodzinna. Najpierw prowadził ją mój teść a teraz mąż - on jest jej
            właścicielem. Ja mam zupełnie odrębną pracę. A po drugie - ja nie powiedziałam,
            że nie odczuwam satysfakcji i przyjemności z tego, że mąż chce się dokształcać.
            Nic nie mam przeciwko temu, jedyne co to odradzałam mu kierunek i tą uczelnię.
            Tylko dlatego, że wiem od znajomych którzy mieli przyjemność tam studiować, że
            ciężko jest.

            > Motywowac jak najwiecej-to Twoja rola, a nie cieszyc sie
            > z niepowodzen.Kropka.

            i znowu dalej z tym moim cieszeniem się z jego niepowodzeń. Ile razy mam jeszcze
            o tym pisać, że tak NIE jest. NIE CIESZĘ SIĘ z jego niepowodzeń. Koniec Kropka

            > meza ,ktory sie doksztalca,powinno byc dla Ciebie przyjemnoscia i
            > satysfakcja.
    • grassant mężczyźni nie potrafią ... 14.10.08, 08:13
      to ilu mężczyzn ma ta żona?
    • szadoka Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 14.10.08, 13:59
      Pani .niuniu
      A nie daje Ci do myslenia, ze wiekszosc odpowiedzi na Twoj post jest
      w podobnym tonie?
      Moja tez taka bedzie... nie bardzo sobie wyobrazam, ze
      powiedzialabym mojemy mezczyznowi, ze sie do czegos nie nadaje albo,
      ze nie da rady. Po to jestesmy w zwiazku , zeby sie nawzajem
      wspierac.
      A mezczyzni faktycznie tacy juz sa, ze nie potrafia sie do bledu
      przyznac.
      • pani.niunia Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 14.10.08, 14:41
        szadoka napisała:

        > Moja tez taka bedzie... nie bardzo sobie wyobrazam, ze
        > powiedzialabym mojemy mezczyznowi, ze sie do czegos nie nadaje albo,
        > ze nie da rady. Po to jestesmy w zwiazku , zeby sie nawzajem
        > wspierac.

        Wspieramy się wzajemnie. Możecie w to wierzyć albo i nie. Tylko w tym przypadku
        odradzałam mężowi tą uczelnię i kierunek, ponieważ wiem że mąż strasznie szybko
        zniechęca się i nawet wsparcie moje, matki, brata czy siostry i tak by nic nie
        dało. Na dodatek wiem, że gdy coś mu nie wychodzi popada w złość. A niestety tą
        złość zaczął wyładowywać na bliskich mu osobach m.in. na mnie. Atmosfera w domu
        niezbyt przyjemna się zrobiła.
        • kacper777777 Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 14.10.08, 16:18
          Wybral, co wybral i trzeba....pomagac. A pani Niunka tak ciezko
          pracuje, a caly czas na internecie ,nawet o pierwszej w
          nocy.........moze dlatego maz w zlym humorze???????
          • pani.niunia Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 14.10.08, 17:01
            kacper777777 napisała:

            > A pani Niunka tak ciezko pracuje, a caly czas na internecie,
            > nawet o pierwszej w nocy.........moze dlatego maz w złym
            > humorze???????

            a Pani kacper777777 wie, że istnieje coś takiego jak "urlop" ?
            a co o pierwszej w nocy nie wolno?
            i mąż nie ma nic przeciwko temu, że z neta korzystam nawet o tak późnej
            godzinie :) jemu też to się zdarza :) i nie mamy o to żadnych pretensji :)))

            • kacper777777 Re: daczego mężczyźni nie potrafią ... 14.10.08, 17:16
              Wyzej , nie bylo mowy o urlopie ,a tylko o ciezko pracujacej pani
              Niuni, stad zlosliwosc, za ktora przepraszam(szczerze).Zgoda?????

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka