niepewny77
18.10.08, 01:14
Watek o skapych facetach nasunal mi taka refleksje:
slusznie potepia sie skapstwo i sknerostwo, natomiast jest gdzies
chyba pewna granica, gdzie skapstwo przechodzi w oszczednosc,
natomiast dalej w rozrzutnosc i utracjuszostwo.
Z tego, co slyszalem od znajomych kobiet, oszczednosc uwazaja one za
zalete ( powiem nieskromnie, ze slyszalem komplementy co do tego
wobec siebie samego). Ale czytajac taki watek zastanawiam sie, czy
jestem skapcem czy oszczednym. Niektorzy bowiem moze nazwaliby mnie
skapcem?
Oczywiscie, sprawe nalezy rozpatrywac w kontekscie dochodow- bo czym
innym jest, gdy na promocyjny bilet rzuca sie przecietnie
zarabiajacy obywatel, a czym innym gdy robi to prezes korporacji.
Jednak drogie Panie ( i Panowie:)), czy nie popadniemy w skrajnosc
potepiajac skapstwo i nie zaczniemy wychwalac marnotrastwa?
Mam na mysli takie rzeczy jak dopasowywanie wydatkow do mozliwosci
finansowych, korzystanie z tanszych opcji gdy takowe sa mozliwe,
umiejetne kupowanie, planowanie itp.
Powiem tak- sam nie przepadam za marnowaniem pieniedzy. Jesli moge
kupic sobie buty markowe na wyprzedazy za 1/3 ceny, to wole poczekac
2 miesiace niz leciec za glosem kaprysu. Wole kupic tyle jedzenia,
ile trzeba- z lekkim zapasem- anizeli dawac sie skusic na "promocje"
i ladowac w domu z niepotrzebnymi rzeczami.
Oczywiscie, czasem dopuszczam mozliwosc zaszalenie i gdy podoba mi
sie cos wyjatkowo czy bardzo mam ochote- albo ktos z moich bliskich-
moge wydac tu i teraz nieco wiecej i nie kombinowac. Jednak z reguly-
przed wydaniem pieniedzy wole sie zastanowic.
Mam z kolei kolegow, ktorzy wydaja pieniadze bez zastanowienia, a
potem np pozyczaja albo zyja na kredyt. Smieja sie ze mnie, ze
jestem dusigroszem, tyle ze ja potem musze czesto ich wspomagac
finansowo na koniec miesiaca.
Czy jestem skapcem czy oszcednym, znaczy czy to dobrze czy zle?