eeva1
22.10.03, 09:08
Poznaliśmy się równo rok temu. Oboje po przejściach, oboje z dziećmi. Dwie
córki. Jego 13-latka, moja 2-latka. Problem dotyczy jego częściowego braku
zainteresowania moją córą. Chociaż ich relacje są poprawne to jednak mnie
niepokoją. Sam nie przejawia inicjatywy by zająć się maluchem, nie chce się z
nią bawić, sam nie wyjdzie z propozycją, ale jest obowiązkowy –zaprowadzi
dziecko do przedszkola, przyprowadzi, ugotuje coś dla niej, przebierze i
poczyta przed snem. Pomoże w wielu sytuacjach. Martwi mnie jednak ich
wzajemna relacja. Malucha reaguje czasami wrogo, nie chce z nim rozmawiać,
nie chce z nim rozmawiać, ale i często się do niego tuli i mówi mu, że go
kocha. Z jego strony nie ma tego typu zachowań, nie tuli jej jednak, nie mówi
o swoich uczuciach. Jest zamknięty, ale nie wrogi. Jest bardzo łagodny.
Między nami układa się bardzo dobrze. Rozumiemy się w wielu sprawach,
potrafimy dojśc do porozumienia w sytuacjach konfliktowych. Chciałabym
rozwiązać tą sytuację, po wczorajszej rozmowie mój partner przyznał się do
wielu błędów, jest w nim dużo dużo chęci. Ale czy same chęci wystarczą? Boję
się sytuacji kiedy będę musiała wybrać pomiędzy dobrem dziecka, a swoim
szczęściem... Nie jestem egoistką i dobro dziecka jest dla mnie
najważniejsze. Jak mam pomóc partnerowi nauczyć się być „ojcem” dla mojej
córki? A może to ja chcę zbyt wiele, może czegoś nie dostrzegam i robię
problem z niczego? Poradźcie mi jak mam zachować się w takiej sytuacji, jak
ją rozwiązać...