Gość: islamrulez
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
24.10.03, 19:41
- Przyjęłam go jak syna, a on porwał mi córkę, wnuki wychowywał na
terrorystów. I jeszcze mnie oskarżył o obrazę muzułmanów. Nie mam nic
przeciwko muzułmanom, za to wiele przeciwko zięciowi - żali się skazana.
W LISTOPADZIE 2001 ROKU Marzena Al-Natour (35 l.), żona Mustafy A., wystąpiła
w programie Ewy Drzyzgi w TVN. Kobiety opowiadały w nim o swoich złych
doświadczeniach z mężczyznami. Marzena - o gehennie z mężem.
W trakcie programu Ewa Drzyzga połączyła się telefonicznie z matką Marzeny.
Pani Jolanta, zapytana jakie było jej pierwsze wrażenie, gdy poznała Mustafę,
wtedy narzeczonego córki, odparła: "Na razie to on był normalnym człowiekiem,
jeżeli można nazwać ludźmi, bo to jest podgatunek, uważam, ludzi".
Mustafa oglądał program. Wściekł się. Pobiegł do sądu i oskarżył Jolantę L.,
że znieważyła jego i wszystkich wyznawców islamu.
- TŁUMACZYŁAM W SĄDZIE, że słowa te dotyczyły tylko Mustafy. Byłam podczas
programu zdenerwowana, bardzo przeżywam historię córki! - tłumaczy dziś
kobieta. - Nie byłam do niego uprzedzona. Nawet po tym, jak porwał córkę i
wnuki, a ja szalałam z rozpaczy - wybaczyłam. Teraz okazuje się, że tylko on
ma prawa - załamuje ręce przybita kobieta. - Nie mam już sił.
A ZACZĘŁO SIĘ od wielkiej miłości. Marzena, drobna blondynka, poznała
przyszłego męża w 1991 r., w Niemczech. Wpadli sobie w oko.
Marzena: - Mustafa mówił, że pochodzi z wpływowej muzułmańskiej rodziny
mieszkającej w Ammanie, stolicy Jordanii. Marzyłam: może to arabski książę.
Mówił tak pięknie o miłości. Zakochałam się.
Pobrali się, urodzili się im synowie: Adam i Rami. Dziś mają 8 i 11 lat.
- Sprzątał, szanował mnie. Myślałam, że zrobiłam z niego Europejczyka -
wspomina kobieta. - Przez 6 lat było jak w normalnej rodzinie: wracał z
pracy, pomagał w domu. Ale gdy wyjechaliśmy na wakacje do rodziny męża,
wszystko się zmieniło.
- Stolica okazała się wioską, a wspaniały dom lepianką. - "Od teraz jestem
twoim panem" - zapowiedział mi na miejscu.
Planowali pobyt w Jordanii na dwa tygodnie. Tymczasem mijały miesiące.
- Szantażował mnie: jeśli nie będę posłuszna, zabierze mi dzieci. Teściowa
mnie biła, opluwała, wyzywali mnie i synów od białych świń, obrzucali
kamieniami. Byłam tylko do roboty, nie mogłam nigdzie wychodzić,
głodowaliśmy, bo mogliśmy jeść tylko resztki po rodzinie. Czułam się jak
niewolnica - opowiada Marzena.
Mustafa próbował ją zmusić, by przeszła na islam. Mimo że dzieci zostały
ochrzczone, kazał obrzezać chłopców.
- Zrobił to tamtejszy szaman scyzorykiem "zdezynfekowanym" zapalniczką - mówi
Marzena. - Mój mąż w Polsce zasad Koranu nie przestrzegał: urządzał libacje z
wysokoprocentowymi trunkami, kobietami. W swoim kraju nie pił alkoholu,
modlił się i chodził w tradycyjnych szatach.
JOLANTA NIE MIAŁA żadnego znaku o losie córki i wnuków. Interweniowała w MSZ,
bezskutecznie - dzieci miały jordańskie paszporty.
Na szczęście Mustafie skończyły się pieniądze i nie miał za co utrzymać
rodziny w Jordanii. Po ośmiu miesiącach poniewierki wrócili do Polski.
- Byłam szczęśliwa. Mustafa znikał po kilka miesięcy, bo jeździł do pracy do
Niemiec. Handlował samochodami - wspomina Marzena. Ale nie układało się już
między nimi dobrze.
- Dzieciom przywiózł mundury z Jordanii i kazał im się czołgać po działce z
bagnetami w ręku. Zaczął ich wychowywać na terrorystów! Uczył ich walki,
nienawiści i agresji - opowiada kobieta. Najgorsze awantury wybuchały właśnie
z powodu dzieci i ich wychowania. Nie chciał, by chłopcy chodzili do
kościoła, chciał, aby byli wojownikami Allaha, bezwzględnymi i twardymi jak
on sam.
Marzena złożyła pozew o rozwód. Mąż wpadł w szał. Chciał ją zadźgać nożem.
- Ta arabska duma. Krzyczał, że tylko on może się ze mną rozwieść - jeśli
zechce. Interweniowała policja.
W końcu Mustafa wyprowadził się, nie chce dać jej rozwodu. Sprawa rozwodowa
ciągnie się już trzeci rok. Co jakiś czas nachodzi ją pijany, robi awantury.
Nęka telefonicznie.
- Czy można się dziwić mamie, że się zdenerwowała? - pyta Marzena.
KIEDY MUSTAFA pobiegł poskarżyć się do prokuratury, Jolantę L. czekały dni
pełne upokorzenia.
- Przesłuchanie trwało 1,5 godziny, wzięli odciski palców, zrobili zdjęcia -
opowiada załamana kobieta. - Traktowali jak niebezpiecznego przestępcę.
Sąd w Legionowie też nie miał zrozumienia dla pani Jolanty. Uznał, że
znieważyła nie tylko Mustafę, ale i wszystkich muzułmanów na świecie. I - że
to czyn o "niemałej szkodliwości społecznej".
"Podgatunek człowieka" - tak Jolanta L. (54 l.) nazwała w programie "Rozmowy
w toku" w TVN swego zięcia Jordańczyka. Za te słowa została skazana na 3
miesiące więzienia w zawieszeniu na 2 lata. Sądu nie obchodziło, że mężczyzna
maltretował córkę i wnuki kobiety.
Wyrok zapadł 19 sierpnia. Według sądu "wymierzona kara (3 miesiące w
zawieszeniu na dwa lata) nie jest surowa".
Asesor Krzysztof Stępniewski z Sądu Rejonowego w Legionowie, który wydał
wyrok, nie chciał z nami rozmawiać na temat wyroku. Za to Emir Popławski,
przewodniczący Związku Muzułmanów Polskich, nie krył oburzenia na
nadgorliwość młodego sędziego. - Dziwię się sądowi. Przecież te słowa padły
pod adresem jednego mężczyzy, a nie wszystkich muzułmanów. W każdym razie ja
nie czuję się obrażony - mówi. I dodaje: - Jeżeli ktoś bije drugiego
człowieka, poniża, maltretuje, nie zasługuje na miano ludzkiej istoty. Według
żadnej religii.