Dodaj do ulubionych

Błogosławiona metoda

26.04.09, 07:34
Nic dodać nic ująć. Nie jest to metoda leczenia lecz diagnostyka.
Przechodząc przez niepłodność spotyka się na swej drodze wielu
szarlatanów, smutne jest że kościół przyłącza się do tej grupy.
Każdy kto trafia do kliniki niepłodności najpierw diagnozowany jest
w ten sposób. Rozumiem że KK nie akceptuje in vitro. Ale nie powinno
mieć to zadnego wpływu na prawodastwo.
A in vitro nie jest tak straszne jak go malują.;)
Obserwuj wątek
    • awroble Napiszę przewrotnie 27.04.09, 10:09
      Ufff... całe szczęście, że mogę żarliwie pomodlić się aby jedno z
      moich dzieci przyjęło się w mojej macicy. Za te pozostałe, które
      powstały po wyniszczającej mnie długiej hormonalnej stymulacji do
      hiperowulacji, a potem zamrożone a niedługo spłukane w klozecie, na
      wszelki wypadek nie będę się modlić. Nie ma badań naukowych na
      temat wpływu modlitwy na wyrzucone dzieci. Ależ mam szczęście, że
      ja bezbronna nie trafiłam w ręce tych szarlatanów od
      naprotechnologii! Jeszcze by mnie nauczyli jak mam obserwować
      własny cykl? O Boże broń, jeszcze by ode mnie wyciągnęli pięniądze
      za szczerą poradę, ci wstrętni, pokrętni... Jeszcze by się mogło
      okazać, że znalazłabym się w tym ułamku procenta (wg artukułu 33
      %), któremu by pomogły te średniowieczne metody? Ach co to byłby za
      wstyd! Dzięki Ci Panie za in vitro! To takie nowoczesne, uczciwe,
      naukowe i nikomu nie robi krzywdy. (o zamrożonych dzieciach ani mru
      mru).
      • aurita Re: Napiszę przewrotnie 27.04.09, 10:20
        Owszem, codziennie dziekuje Bogu za IVF patrzac na moje dziecko!

        > wstyd! Dzięki Ci Panie za in vitro! To takie nowoczesne, uczciwe,
        > naukowe i nikomu nie robi krzywdy. (o zamrożonych dzieciach ani mru
        > mru).

        ktos Cie zle poinformowal, podczas procedury IVF nie mrozi sie dzieci.

        Masz jakies merytoryczne zastrzezenia do IVF? czy tylko pobozny belkocik?
        • gondra Re: Napiszę przewrotnie 27.04.09, 11:56
          :)

          Dziecko, płód, zarodek - dla niektórych jedno i to samo.
          • marra_x Re: Napiszę przewrotnie 27.04.09, 13:45
            A nie jest?
            • gondra łojeny n/t 27.04.09, 14:31
              • borow4 nie myslalem ze kosciol jest taki swinski 28.04.09, 17:28
                i oblesny
                • maruda.r Koścól popiera rozwój pogańskich guseł 29.04.09, 15:25

                  "Hilgers jest dziś profesorem, dyrektorem Instytutu Pawła VI w Omaha w stanie
                  Nebraska, autorem sążnistego podręcznika 'The Medical & Surgical Practice of
                  NaProTechnology', członkiem Papieskiej Akademii Życia."

                  ******************************

                  Profesorem guślarstwa, śmiem twierdzić. Początków naprotechnologii należy się
                  doszukiwać w czasach przedhistorycznych - obrzędy mające leczyć niepłodność u
                  kobiet to jeden z najstarszych elementów szamanizmu.

                  Praktycznie każda kultura wytworzyła darmozjadów zbijających majątki na ludzkiej
                  naiwności. Większość ich dokonań opiera się o efekt placebo. Sukces zawdzięczają
                  skoncentrowaniu się na sukcesie, a nie na gruntownej analizie statystycznej
                  wszystkich przypadków.

                  W przypadku naprotechnologii dochodzi lepsza diagnostyka. Nie da się jednak
                  ukryć, że nie podała przypadkom beznadziejnym, z którymi znakomicie radzi sobie
                  in vitro.

            • maura4 Re: Napiszę przewrotnie 28.04.09, 16:00
              A jest ?
              • zawsze.aliks Re: Napiszę przewrotnie 28.04.09, 19:00
                Zależy jakiego gatunku. Określenie "dziecko" stosujemy właściwie
                tylko wobec płodów ludzkich, prawda? Jak również ludzkich
                noworodków, niemowląt itd. Takie słowa jak "zarodek" nie mają
                pejoratywnego zabarwienia, tak jak nie ma go wyraz "dorosły", służą
                do w miarę dokładnego nazwania stadium rozwojowego. Święte oburzenie
                jest tu najzupełniej zbędne.
                • lord_viadro Zajść naprotech., naturalnie, po bożemu pomogę.. 29.04.09, 12:36
                  pow. 23 roku życia i 55kg za drobną opłatą, co łaska, wprost proporcjonalną do
                  w/w parametrów, stanowiącą ich iloczyn. przeznaczona będzie na dalsze badania
                  nad rozwojem technologii.. ;)
          • tetlian Ochrona życia niepoczętego 28.04.09, 18:14
            gondra napisała:

            > :)
            >
            > Dziecko, płód, zarodek - dla niektórych jedno i to samo.

            Niektórzy nawet plemnik uznają za to samo co powyższe. Dlatego są przeciwni
            śmierci milionów plemników w czasie zapłodnienia i organizują akcję "Ochrona
            życia niepoczętego".
            • zorro_zx Re: Ochrona życia niepoczętego 28.04.09, 18:17
              "Every sperm is sacred..." czy jakoś tak...
              • porshe Re: Ochrona życia niepoczętego 28.04.09, 20:00
                zawinąłem się ze śmiechu.
                Czyli chłopak, który w to wierzy i zdarzy mu się polucja, ma ostro przerąbane?
                Kościół na niego narzuci ekskomunikę? Fajnie, fajnie...

                Bądź co bądź kilka komórek to jeszcze nie człowiek, ale z drugiej strony
                27-tygodniowy płód jest w stanie sam przeżyć. Aborcji dokonuje się do 20
                tygodnia ciąży...

                Te ich dylematy moralno-dogmatyczne doprowadziły do rozwoju pseudonauki, która
                może się pochwalić mydleniem ludziom oczu.
                Bezpłodność to poważny problem i naprawdę nie wiem, dlaczego in vitro traktowane
                jest jako najgorsze zło świata. Przecież blastocysty mają bardzo małą szansę na
                przetrwanie - dlatego 'robi' się ich więcej. Skoro więc większość z nich i tak
                zginie, to czy jest to grzechem, że proces ten zachodzi bez bólu matki? Czy też
                oni nie rozumieją, że każda normalna para w końcu dojrzewa do posiadania
                potomstwa i należy im dać szansę?
                • tetlian Re: Ochrona życia niepoczętego 28.04.09, 21:18
                  > Czyli chłopak, który w to wierzy i zdarzy mu się polucja, ma ostro przerąbane?
                  > Kościół na niego narzuci ekskomunikę? Fajnie, fajnie...

                  No skoro dokonał mordu na milionach plemn... znaczy się ludzi, to należy go
                  ukarać, nie? :)


                  > Bądź co bądź kilka komórek to jeszcze nie człowiek, ale z drugiej strony
                  > 27-tygodniowy płód jest w stanie sam przeżyć. Aborcji dokonuje się do 20
                  > tygodnia ciąży...

                  No ja uważam, że granicą powinny być 2 miesiące od zapłodnienia. Bo wtedy
                  zaczyna się rozwijać powoli mózg. Dlatego w ciągu tych 2 miesięcy kobieta
                  powinna się zdecydować na aborcję, ale nie później.
                  • benek231 Re: Ochrona życia niepoczętego 28.04.09, 22:33
                    tetlian napisał:

                    No ja uważam, że granicą powinny być 2 miesiące od zapłodnienia. Bo wtedy
                    zaczyna się rozwijać powoli mózg. Dlatego w ciągu tych 2 miesięcy kobieta
                    powinna się zdecydować na aborcję, ale nie później.
                    =====
                    Co Ty powiesz...? A czy byles kiedys w niepozadanej ciazy?

                    Pozostaw te sprawy kobiecie jej lekarzowi.
                    Jak sadzisz, czy dla kobiety wazniejszy jest wtedy "zaczyna(jacy) się rozwijać
                    powoli mózg" czy moze jej wlasny interes?
                    • tetlian Re: Ochrona życia niepoczętego 28.04.09, 22:41
                      A według Ciebie, w którym miesiącu powinna istnieć granica? Bo to, że powinna
                      istnieć, jest oczywiste. W końcu na pewnym etapie ciąży mamy już świadomą
                      myślącą istotę. I zabicie jej jest morderstwem. Wiadomo, że po dwóch miesiącach
                      daleko jeszcze płodowi do posiadania własnych myśli. Bo dopiero co połączenia
                      nerwowe zaczynają się kształtować. Ale myślę, że te 2 miesiące to bezpieczna
                      granica. Lepiej ustanowić ją trochę za wcześnie niż trochę za daleko.
                      • benek231 Re: Ochrona życia niepoczętego 28.04.09, 22:51
                        tetlian napisał:

                        A według Ciebie, w którym miesiącu powinna istnieć granica? Bo to, że powinna
                        istnieć, jest oczywiste.
                        ==
                        Powinna? Oczywiste? Nie dla mnie.
                        ==
                        W końcu na pewnym etapie ciąży mamy już świadomą myślącą istotę. I zabicie jej
                        jest morderstwem.
                        ==
                        B.) Morderstwo lub nie - to kwestia obowiazujacej konwencji. Jak na razie
                        koscielne dyrdymaly nie przekonuja mnie - to ideologia dla psychopatow. Ja
                        wspolodczuwam z cierpiaca kobieta a nie z zygota. Ta ostatnia nie cierpi.

                        A w ogole to cos Ty taki drobiazgowy... Zupelnie jakbys to Ty byl wlasnie w
                        stanie blogoslawionym - choc nie wiem w ktorym miesiacu. Pozostaw te sprawy
                        samym najbardziej zainteresowanym i nie stroj sie w piorka sedziego absolutnego.
                        Tego nie da rady przelozyc na uniwersalne formulki.

                        • tetlian Re: Ochrona życia niepoczętego 28.04.09, 23:30
                          > B.) Morderstwo lub nie - to kwestia obowiazujacej konwencji. Jak na razie
                          > koscielne dyrdymaly nie przekonuja mnie - to ideologia dla psychopatow. Ja
                          > wspolodczuwam z cierpiaca kobieta a nie z zygota. Ta ostatnia nie cierpi.

                          Jakie kościelne? Kościelni to są przeciwni nawet zabijaniu plemnika. Zgadzam
                          się, że to jest chore. Jak każda skrajność. Ale Ty jak widzę jesteś drugą
                          skrajnością. Bo z tego co piszesz wynika, że uważasz, iż dzień przed porodem
                          można śmiało zabić dziecko, a dzień po już nie. Bo fakt, że jest ono w brzuchu
                          według Ciebie usprawiedliwia jego zabicie.

                          Każda skrajność jest zła. Dlatego właśnie aborcja powinna być dozwolona, ale
                          tylko do pewnego etapu. Zabicie embrionu, który nie ma mózgu, nie jest
                          morderstwem świadomej istoty. Ale kiedy owy mózg się pojawia - tak. Bo to już
                          myśli i czuje. To przecież logiczne.


                          >Pozostaw te sprawy
                          > samym najbardziej zainteresowanym i nie stroj sie w piorka sedziego absolutnego

                          ? To jakby jakiś człowiek trzymał spluwę przed Twoją głową, i nikt by nie
                          zareagował by Ci pomóc, tylko powiedział "pozostaw te sprawy samym najbardziej
                          zainteresowanym", to uważasz że dobrze by zrobił? Ciekawe podejście.


                          > Tego nie da rady przelozyc na uniwersalne formulki.

                          Wszystko się da.
                          • aurita Re: Ochrona życia niepoczętego 29.04.09, 00:19
                            Mozecie mi powiedziec dlaczego na watku dotyczacym leczenia nieplodnosci
                            deliberujecie o aborcji?
                            Naprotechnologia wam sie z aborcja skojarzyla ?;>

                            Aborcja zawsze jest porazka, porazka dla kobiety, jakakolwiek decyzje podejmie
                            (jezeli moze zadecydowac). Niechcianym ciazom trzeba zapobiegac poprzez edukacje
                            seksualna, antykoncepcje, godziwe warunki zycia itp itd
                            • tetlian Re: Ochrona życia niepoczętego 29.04.09, 00:29
                              A tak jakoś temat się w to przekształcił. Zaczął się od zarodków związanych z
                              invitro.
                              • turbo_wesz Re: Ochrona życia niepoczętego 29.04.09, 14:17
                                to proste. podczas in vitro unicestwiane są twory o dyskusyjnym statusie - dla
                                jednych są to dzieci, dla innych tylko zygoty.

                                aborcja rozbija się mniej więcej o ten sam problem
                                • aurita Re: Ochrona życia niepoczętego 29.04.09, 15:40
                                  > to proste. podczas in vitro unicestwiane są twory o dyskusyjnym statusie -
                                  dla jednych są to dzieci, dla innych tylko zygoty.
                                  > aborcja rozbija się mniej więcej o ten sam problem


                                  alez w IVF "tworzy sie" zarodki a nie unicestwia. IVF ma sie tak do aborcji jak
                                  piesc do nosa
                                  • edy-taa Re: Ochrona życia niepoczętego 04.05.09, 10:54
                                    Niestety, aurita, wokół in vitro jest jeszcze tyle niedomówień, że
                                    ludzie się tego po prostu boją. Ja mam męża z in vitro (zabiegu co
                                    prawda nie przeprowadzono w Polsce, ale zawsze)i uważam go za
                                    najwspanialszego człowieka na swiecie. Wiele osób natomiast mu
                                    dokucza, ponieważ jest "z probówki". Dopóki nie wzrośnie stopień
                                    znajomości problemu, takie śmieszne dyskusje "Czy in vitro to
                                    aborcja" są nieuniknione.
                          • benek231 Re: Ochrona życia niepoczętego 29.04.09, 01:04
                            tetlian napisał:


                            >
                            > Jakie kościelne? Kościelni to są przeciwni nawet zabijaniu plemnika. Zgadzam
                            się, że to jest chore. Jak każda skrajność. Ale Ty jak widzę jesteś drugą
                            skrajnością. Bo z tego co piszesz wynika, że uważasz, iż dzień przed porodem
                            można śmiało zabić dziecko, a dzień po już nie. Bo fakt, że jest ono w brzuchu
                            według Ciebie usprawiedliwia jego zabicie.
                            ===
                            B.) Ciekawe z czego to sobie wywnioskowales(???) Ogolnie odczytuje Ciebie takze
                            jako jednego z tych co to albo biale albo czarne. Tyle, ze granice ustawione
                            masz w nieco innym miejscu.
                            ===
                            >
                            > Każda skrajność jest zła. Dlatego właśnie aborcja powinna być dozwolona, ale
                            tylko do pewnego etapu. Zabicie embrionu, który nie ma mózgu, nie jest
                            morderstwem świadomej istoty. Ale kiedy owy mózg się pojawia - tak. Bo to już
                            myśli i czuje. To przecież logiczne.
                            ===
                            Jak juz przerobisz logike to mozesz zglosic sie do mnie :)

                            >
                            > >Pozostaw te sprawy,samym najbardziej zainteresowanym i nie stroj sie w piorka
                            sedziego absolutnego
                            >
                            > ? To jakby jakiś człowiek trzymał spluwę przed Twoją głową, i nikt by nie
                            zareagował by Ci pomóc, tylko powiedział "pozostaw te sprawy samym najbardziej
                            zainteresowanym", to uważasz że dobrze by zrobił? Ciekawe podejście.
                            >
                            >
                            > > Tego nie da rady przelozyc na uniwersalne formulki.
                            >
                            > Wszystko się da.
                            ===
                            Totez starasz sie, widze, jak mozesz. :)

                            Podsumowujac, widze ze takze nasiakniety jestes "naukami JP2".
                            I chcac nie chcac, swiadomie lub nie, grasz na ich konto. :O))
                            >
                            • anaisanais96 Re: Ochrona życia niepoczętego 29.04.09, 10:21
                              benek231 widzę, że cię zatkało i nie potrafisz rozsądnie odpowiedzieć tetlian
                              • anaisanais96 Re: Ochrona życia niepoczętego 29.04.09, 10:24
                                "tetlian napisał:

                                A według Ciebie, w którym miesiącu powinna istnieć granica? Bo to, że powinna
                                istnieć, jest oczywiste.
                                ==
                                Powinna? Oczywiste? Nie dla mnie. " właśnie w tym momencie stwierdziłeś, że
                                żadna granica nie musi istnieć.
                            • tetlian Re: Ochrona życia niepoczętego 29.04.09, 16:37
                              > Podsumowujac, widze ze takze nasiakniety jestes "naukami JP2".
                              > I chcac nie chcac, swiadomie lub nie, grasz na ich konto. :O))
                              >

                              Błąd. Jestem ateistą i gram jedynie na konto własnego sumienia.
                              Poza tym nie odpowiedziałeś logicznie na ani jeden z moich argumentów, jak już
                              Anaisanais96 zauważyła.
                              • benek231 Re: Ochrona życia niepoczętego 29.04.09, 19:11
                                tetlian napisał:

                                > > Podsumowujac, widze ze takze nasiakniety jestes "naukami JP2".
                                > > I chcac nie chcac, swiadomie lub nie, grasz na ich konto. :O))
                                > >
                                >
                                > Błąd. Jestem ateistą i gram jedynie na konto własnego sumienia.
                                ==
                                B.) Jedynie? Oto jest pytanie! A odpowiedz na nie dalem powyzej.
                                Ponadto spotkalem wielu polskich ateistow tak nasiaknietych katolicyzmem, ze
                                doprawdy niejednokrotnie trudno mi bylo uwierzyc, ze sa ateistami. Takze Ty
                                dales sobie wlozyc do glowy ich sposob myslenia.
                                ==
                                Poza tym nie odpowiedziałeś logicznie na ani jeden z moich argumentów, jak już
                                Anaisanais96 zauważyła.
                                ==
                                B.) Jesli rzeczywiscie jestes ateista to isnieje szansa na to, ze do tych
                                odpowiedzi dojdziesz sam. Obydwoje zbyt szybko skoczyliscie do konkluzji. :O))
                                >
                                • tetlian Re: Ochrona życia niepoczętego 29.04.09, 19:54
                                  Co Ty tak ciągle z tym "B.)"?

                                  > Ponadto spotkalem wielu polskich ateistow tak nasiaknietych katolicyzmem, ze
                                  > doprawdy niejednokrotnie trudno mi bylo uwierzyc, ze sa ateistami.

                                  Co ma w ogóle piernik do wiatraka? Dlaczego wmawiasz mi ten katolicyzm, jak to
                                  nie ma nic wspólnego z tym co piszę. Gdybym był katolikiem, to byłbym przeciwny
                                  nawet onanizmowi, bo ten prowadzi do zabójstwa plemników!


                                  > B.) Jesli rzeczywiscie jestes ateista to isnieje szansa na to, ze do tych
                                  > odpowiedzi dojdziesz sam.

                                  Nigdy nie dojdę do wniosków, że zabijanie świadomej myślącej istoty jest dobre.

                                  Odpowiedz mi proszę na zadane wcześniej pytanie. W którym momencie ciąży powinna
                                  być ta granica? 2? 5? 7? 8? 9? I uzasadnij to logicznie. I jeśli ta granica
                                  powinna według Ciebie istnieć w momencie, gdy mózg jest w pełni uformowany,
                                  czego konsekwencją jest świadomość, to powiedz czy zabicie noworodka także nie
                                  jest dla Ciebie niczym złym.

                                  Użyj tym razem argumentów, zamiast odpowiadać w stylu: "Jesteś pokoleniem JPG".
                                  • benek231 Re: Ochrona życia niepoczętego 29.04.09, 20:42
                                    tetlian napisał:

                                    B.) Jesli rzeczywiscie jestes ateista to isnieje szansa na to, ze do tych
                                    odpowiedzi dojdziesz sam.
                                    >
                                    > Nigdy nie dojdę do wniosków, że zabijanie świadomej myślącej istoty jest dobre.
                                    ==
                                    B.) I nikt Ci nie kaze. :) Jako ateista, a wiec przynajmniej potencjalnie
                                    myslaca jednostka, miales dac sobie odpowiedzic dlaczego brak zgody na
                                    wyznaczenie granicy (ktorej tak sie domagasz), bynajmniej nie oznacza zgody na
                                    aborcje bez zahamowan. Do tej pory nie sprobowales nawet, wiec cos kiepsko
                                    prezentuje sie ten Twoj ateizm :)
                                    ===
                                    > Odpowiedz mi proszę na zadane wcześniej pytanie. W którym momencie ciąży
                                    powinna być ta granica? 2? 5? 7? 8? 9? I uzasadnij to logicznie. I jeśli ta
                                    granica powinna według Ciebie istnieć w momencie, gdy mózg jest w pełni
                                    uformowany, czego konsekwencją jest świadomość, to powiedz czy zabicie noworodka
                                    także nie jest dla Ciebie niczym złym.
                                    >
                                    > Użyj tym razem argumentów, zamiast odpowiadać w stylu: "Jesteś pokoleniem JPG".
                                    ====
                                    B.) No dobrze, piszesz np. o drugim miesiacu jako granicy dopuszczalnosci
                                    aborcji. Zatem wyobrazmy sobie calkiem mozliwa sytuacje w ktorej zgwalcona
                                    dziewczyna dopiero w koncu drugiego miesiaca odkrywa, ze jest w ciazy.
                                    Przepychanki z organizacjam lekarskimi i koscielnymi zajmuja jej dodatkowy
                                    miesiac ale uzyskala jednak pozytywna decyzje: moze dokonac aborcji. Problem w
                                    tym, ze Ty dales jej tylko 2 miesiace.

                                    Z punktu widzenia bezpieczenstwa i efektywnosci aborcji wielu ginekologow w
                                    dalszym ciagu preferuje koniec pierwszego trymestru. no ale Ty zazyczyles sobie
                                    gora 2 miesiace. Czyli znow mamy klops.

                                    Zahukana zona na ktorem malzonek znow wymusil seks ma moznosc wyrwania sie spod
                                    jego kontrolujacego oka dopiero w trzecim miesiacu ciazy, ktorej bardzonie chce
                                    od samego poczatku. Tylko masz babo placek w postaci Twojego zakazu aborcji po
                                    2gim miesiacu.

                                    Na marginesie, nadal nie rozumiem dlaczego poczatek pracy mozgu ma byc
                                    wazniejszym punktem niz moment pierwszego podzialu(???) Koscielni uwazaja, ze
                                    ich arbitralnie wyznaczona granica jest logiczna a Twoja niezbyt...
                                    >
                                    • tetlian Re: Ochrona życia niepoczętego 30.04.09, 03:04
                                      > jako ateista, a wiec przynajmniej potencjalnie
                                      > myslaca jednostka, miales dac sobie odpowiedzic dlaczego brak zgody na
                                      > wyznaczenie granicy (ktorej tak sie domagasz), bynajmniej nie oznacza zgody na
                                      > aborcje bez zahamowan.

                                      No to może mnie oświeć, skoroś taki inteligentny. Bo ja niestety nie potrafię
                                      odczytać Twoich myśli.


                                      > Do tej pory nie sprobowales nawet, wiec cos kiepsko
                                      > prezentuje sie ten Twoj ateizm :)

                                      A to ciekawe. To ja przez kilkanaście lat byłem przekonany, iż ateizm to
                                      niewiara w bogów i inne byty nadprzyrodzone. A tu się okazuje, że ma to jakiś
                                      związek z aborcją. Hmmmm... Czego to się człowiek nie dowie w życiu.


                                      > No dobrze, piszesz np. o drugim miesiacu jako granicy dopuszczalnosci
                                      > aborcji. Zatem wyobrazmy sobie calkiem mozliwa sytuacje w ktorej zgwalcona
                                      > dziewczyna dopiero w koncu drugiego miesiaca odkrywa, ze jest w ciazy.
                                      > Przepychanki z organizacjam lekarskimi i koscielnymi zajmuja jej dodatkowy
                                      > miesiac ale uzyskala jednak pozytywna decyzje: moze dokonac aborcji. Problem w
                                      > tym, ze Ty dales jej tylko 2 miesiace.

                                      Jeśli prawo dopuszczałoby aborcję, to nie byłoby żadnych przepychanek. Chce
                                      kobieta dokonać aborcji, to ma do tego prawo bez podania żadnych powodów. Takie
                                      prawo byłoby sprawiedliwe.


                                      > Z punktu widzenia bezpieczenstwa i efektywnosci aborcji wielu ginekologow w
                                      > dalszym ciagu preferuje koniec pierwszego trymestru. no ale Ty zazyczyles sobie
                                      > gora 2 miesiace. Czyli znow mamy klops.
                                      >
                                      > Zahukana zona na ktorem malzonek znow wymusil seks ma moznosc wyrwania sie spod
                                      > jego kontrolujacego oka dopiero w trzecim miesiacu ciazy, ktorej bardzonie chce
                                      > od samego poczatku. Tylko masz babo placek w postaci Twojego zakazu aborcji po
                                      > 2gim miesiacu.

                                      Na upartego można podnieść tą granicę do 3 miesiąca, bo wtedy mózg jest jeszcze
                                      bardzo prymitywny. Ale wyżej to już naprawdę ryzykowne.
                                      A teraz podam podobny przykład do Twojego:

                                      > Zahukana zona na ktorej malzonek znow wymusil seks ma moznosc wyrwania sie spod
                                      > jego kontrolujacego oka dopiero miesiac po urodzeniu dziecka (urodzila w
                                      domu), ktorego bardzo nie chciala
                                      > od samego poczatku. Tylko masz babo placek w postaci Twojego zakazu, bo
                                      narodzonych dzieci nie wolno zabijac.

                                      Jak się do tego ustosunkujesz? Czy naprawdę nie widzisz podobieństwa?

                                      > Na marginesie, nadal nie rozumiem dlaczego poczatek pracy mozgu ma byc
                                      > wazniejszym punktem niz moment pierwszego podzialu(???) Koscielni uwazaja, ze
                                      > ich arbitralnie wyznaczona granica jest logiczna a Twoja niezbyt...
                                      > >

                                      Bo zlepek kilku komórek nie myśli! A mózg tak. Co w tym trudnego do zrozumienia?
                                      I odpowiedz, czy uważasz za złe zabicie kilkudniowego noworodka? A jeśli nie, to
                                      dlaczego?
                                      • benek231 Re: Ochrona życia niepoczętego 30.04.09, 16:46
                                        tetlian napisał:

                                        (...)Czego to się człowiek nie dowie w życiu.
                                        ==
                                        B.)Szczegolnie w warunkach polsko-katolickiej presjii kulturowej ateista
                                        wyrozniac sie musi umiejetnoscia myslenia. Ateizm w warunkach polskich nie jest
                                        "laska niewiary" - nad nim trzeba dlugo intelektualnie pracowac. Inaczejkandydat
                                        na ateiste pozostalby katolem. Jesli wiec deklarujesz sie jako ateista
                                        to nie dziw sie, ze ja oczekuje od ciebie malej demonstracji wspomnianej zdolnosci.
                                        Tymczasem Ty prezentujesz tradycyjna koscielna argumentacje, bioraca
                                        pod uwage jedynie zygote, czy fetus. Zarowno na koscielnym obrazku jak i na
                                        Twoim kobiety nie wiac jakos. W zamian widzimy identyczne paternalistyczne
                                        (totalitarne) podejscie, ktorego glosiciel uwaza, ze ma pelne prawo do
                                        narzucania innym swoj punkt widzenia. Bo mu tak logicznie wyszlo.

                                        Gdyby w gre nie wchodzil interes kobiety to nie mielibysmy tych wszystkich
                                        "aborcyjnych dyskusji" - nie sadzisz? A jednak i Ty przechodzisz nad nim do
                                        porzadku dziennego, jakby nie perspektywa kobiety odrzucajacej dana ciaze nie
                                        wchodzila w rachube.

                                        Dajesz jej dwa miesiace - no moze trzy. Laskawca. Zycie jest jednak bardziej
                                        skomplikowane niz sie Tobie wydaje a szczegolne przypadki co i rusz wyskakuja z
                                        kapelusza.
                                        Tobie jednak wyszlo, ze to praca mozgu ma wyznaczac granice - choc to rownie
                                        dobry argument jak koscielny argument swietosci zycia od poczecia. Gdy wiec w
                                        czwartym miesiacu wykryta zostanie mozliwosc zagrozenia dla zdrowia kobiety,
                                        lub/i nieciekawego schorzenia u przyszlego dziecka wowczas razem z koscielnymi
                                        zagrodzisz tej kobiecie droge do kliniki. Bo nie ma pewnosci na sto procent
                                        lub/oraz "tyle ludzi jakos z tym zyje".

                                        Granica dotyczyc moz indywidualnego sumienia pacjentki i jej lekarza. To sa
                                        bardzo delikatne i intymne indywidualne sprawy, przy czym dotycza jednak kobiety
                                        a nie zygoty. Granica dopuszczalnosci nie moze byc arbitralnie narzucana z gory
                                        przez oszolomow ktorym cos sie logicznie ubzduralo. Ktorym wydaje sie przy tym,
                                        ze maja prawo do wlazenia z buciorami w cudze zycie.

                                        bardzo niedobrze sie dzieje gdy dochodzi do zabijania noworodkow. Najczesciej
                                        swiadczy to o niemoznosci skorzystania z uslugi aborcji - z powodow roznych.
                                        Gdyby usunela ciaze wczesniej nie beczkowalaby noworodka pozniej. Nawiasem
                                        mowiac zabeczkowala go dzieki Tobie... no i oczywiscie dzieki koscielnym. Ma sie
                                        rozumiec, ze logicznie wyszlo Ci, ze nie ma roznicy pomiedzy wczesniejszym
                                        usunieciem fetusa a pozniejszym zabeczkowaniem noworodka. No coz, masz prawo tak
                                        uwazac. Wedlug mnie jest to jednak kolosalna roznica.
                                        >
                                        • tetlian Re: Ochrona życia niepoczętego 01.05.09, 01:50
                                          > Jesli wiec deklarujesz sie jako ateista
                                          > to nie dziw sie, ze ja oczekuje od ciebie malej demonstracji wspomnianej zdolno
                                          > sci.

                                          Przyzwolenie na morderstwo nie ma nic wspólnego z inteligencją. Ateizm nie jest
                                          żadną ideologią. Każdy ateista jest inny. Łączy ich tylko niewiara w byty
                                          nadprzyrodzone. Poza tym zezwolenie na dokonywanie aborcji w dowolnym momencie
                                          ciąży do inteligentnych decyzji nie należy.


                                          > Zarowno na koscielnym obrazku jak i na
                                          > Twoim kobiety nie wiac jakos.

                                          Jak nie widać? Przecież nie jestem przeciwnikiem aborcji. Właśnie dlatego, że
                                          obchodzi mnie los kobiety.


                                          > Tobie jednak wyszlo, ze to praca mozgu ma wyznaczac granice - choc to rownie
                                          > dobry argument jak koscielny argument swietosci zycia od poczecia.

                                          Bzdury. Skoro według Ciebie praca mózgu nie jest granicą, to znaczy że zabicie
                                          30-letniego człowieka nie jest niczym złym. U niego też mózg pracował.


                                          > Gdy wiec w
                                          > czwartym miesiacu wykryta zostanie mozliwosc zagrozenia dla zdrowia kobiety

                                          To w takich przypadkach aborcja powinna być dozwolona bez względu na miesiąc
                                          ciąży. Jeśli ma zginąć dorosła kobieta, której bagaż wspomnień, posiadanej
                                          wiedzy oraz uczuć jest bardziej rozwinięty niż u rozwijającego się dziecka, to
                                          trzeba wybrać mniejsze zło. Mniejszym złem jest wtedy aborcja, a większym śmierć
                                          kobiety.


                                          > Granica dopuszczalnosci nie moze byc arbitralnie narzucana z gory
                                          > przez oszolomow ktorym cos sie logicznie ubzduralo. Ktorym wydaje sie przy tym,
                                          > ze maja prawo do wlazenia z buciorami w cudze zycie.

                                          Aha, czyli jakby jakiś bandzior celował w Ciebie z broni, to nikt nie miałby
                                          prawa go powstrzymać przed oddaniem strzału? No bo powstrzymując go wkroczyłby z
                                          buciorami w życie tego bandziora. Gdyż temu oszołomowi logicznie by się
                                          ubzdurało, że jednak powinieneś żyć. Ciekawe rozumowanie.


                                          > bardzo niedobrze sie dzieje gdy dochodzi do zabijania noworodkow.

                                          A dlaczego według Ciebie niedobrze? Bo co? Bo mają rozwinięty mózg? Ale przecież
                                          pisałeś, że to nie powinno być przeszkodą.


                                          > Najczesciej
                                          > swiadczy to o niemoznosci skorzystania z uslugi aborcji - z powodow roznych.
                                          > Gdyby usunela ciaze wczesniej nie beczkowalaby noworodka pozniej. Nawiasem
                                          > mowiac zabeczkowala go dzieki Tobie... no i oczywiscie dzieki koscielnym.

                                          A teraz to już całkowicie przegiąłeś. A o czymś takim jak adopcja, dom dziecka
                                          nie słyszałeś? Kobieta, która beczkuje dziecko to idiotka, morderczyni, i tylko
                                          ona jest temu winna. Przecież mogła oddać dziecko. Lepsze to od morderstwa,
                                          zgodzisz się?


                                          > Ma sie
                                          > rozumiec, ze logicznie wyszlo Ci, ze nie ma roznicy pomiedzy wczesniejszym
                                          > usunieciem fetusa a pozniejszym zabeczkowaniem noworodka.

                                          Nie. To Tobie wyszło, że płód na każdym etapie rozwoju jest tym samym. A
                                          przecież nie jest. Bo na początku jest zlepkiem komórek, a na końcowych etapach
                                          już uformowaną myślącą istotą. Dowodem tego jest choćby to, że 6-miesięczne
                                          wcześniaki są wstanie przeżyć.

                                          Pomyśl logicznie nad tym. No chyba, że Ty myślisz logicznie, ale Twoje poglądy
                                          po prostu wynikają z braku poszanowania dla ludzkiego życia.
                                          • benek231 Re: Ochrona życia niepoczętego 02.05.09, 06:07
                                            tetlian napisał:



                                            > > Zarowno na koscielnym obrazku jak i na
                                            > > Twoim kobiety nie wiac jakos.
                                            >
                                            > Jak nie widać? Przecież nie jestem przeciwnikiem aborcji. Właśnie dlatego, że
                                            obchodzi mnie los kobiety.
                                            =====
                                            Oszukujesz. Zajmujesz sie scholastyka. Rownie dobrze moglbys uzyskac poparcie od
                                            Tomasza z Akwinu, wg. ktorego czlowiek zaczynal sie od czterdziestego dnai czyli
                                            od momentu wlozenia w niego duszy. Wczesniej mozna bylo abortowac - czyli i
                                            Tomasz popieral prawo do aborcji i prawo wyboru kobiety (?)

                                            Teraz wykombinowales sobie stanowisko posrednie, a przy tym chcesz byc
                                            oryginalny. Nie jestes. Na tych forach, chocby, spotkalem sie z nim 8 lat temu.

                                            Gdy nauka doszuka sie, ze poczatki pracy mozgu zaczynaja sie jednak miesiac
                                            wczesniej wtedy i Ty zmienisz stanowisko i dasz kobiecie caly miesiac na
                                            zalatwienie sprawy. Dlatego, ze Ciebie interesuje sztuka dla sztuki czyli "kiedy
                                            zaczyna sie czlowiek". Ten moment wyznaczac ma granice usuwalnosci, a sama
                                            kobieta i jej interes nie maja nic do rzeczy. W efekcie zajmujesz sie wylacznie
                                            "ochrona interesu uczlowieczonego plodu" przy czym jedynie zbiegiem okolicznosci
                                            jest, ze pierwsze 2 miesiace dzialaja na korzysc kobiety.

                                            Ogolnie dobrze sie jednak sklada, ze popierasz prawo do in vitro. Jak by nie
                                            bylo to wlasnie IV jest naszym tematem :)
                                            >
                                            • tetlian Re: Ochrona życia niepoczętego 02.05.09, 14:05
                                              > Dlatego, ze Ciebie interesuje sztuka dla sztuki czyli "kiedy
                                              > zaczyna sie czlowiek".

                                              Bo to jest ważna sprawa. I człowiek, w którymś momencie zaczynać się musi.
                                              Według Ciebie nie zaczyna się w ogóle?


                                              > Ten moment wyznaczac ma granice usuwalnosci, a sama
                                              > kobieta i jej interes nie maja nic do rzeczy.

                                              Jeśli czyimś interesem jest zabicie myślącej istoty, to chyba oczywiste, że
                                              należy mu w tym przeszkodzić.

                                              I nie odpowiedziałeś na kilka moich pytań. Zatem je powtórzę. Bo chciałbym
                                              wiedzieć, co Ty o tym myślisz.

                                              Czy według Ciebie płód na każdym etapie rozwoju jest tym samym? Dopiero w
                                              momencie wyciągnięcia go z brzucha kobiety, nagle magicznie staje się dzieckiem,
                                              którego nie można zabić? Proszę, odpowiedz na to pytanie.

                                              Czy masz coś przeciwko przeprowadzeniu aborcji w siódmym miesiącu ciąży?
                                              Odpowiedź uzasadnij.

                                              PS. Jesteś pierwszym ateistą z jakim się spotkałem, który ma takie poglądy. Inni
                                              ateiści jakich znam nie są przeciwnikami aborcji, ale potrafią zrozumieć, że w
                                              pewnym momencie świadomość się pojawia.
                                              • benek231 Re: Ochrona życia niepoczętego 04.05.09, 03:51
                                                Gdzies wczesniej nadmienilem, ze tylko dzieki obecnosci kobiety na naszym
                                                obrazku dyskutujemy na temat dopuszczalnosci aborcji. Bez niej, gdyby dzieci
                                                "robili na fabryce", nie byloby naszej dyskusji. Pewnie mialbys frajde z kims
                                                innym, dociekajac kiedy zaczyna sie czlowiek, kiedy powstaje jego mozg, kiedy
                                                uzyskuje swiadomosc, itp. ale nie bylaby to juz moja dyskusja. Dyskusje o
                                                dopuszczalnosci aborcji interesuja mnie glownie z punktu widzenia interesow i
                                                praw kobiety, ktore znajduja sie w konflikcie z duchowymi interesami
                                                przeciwnikow dopuszczalnosci aborcji. Ja uwazam, ze kobieta winna miec prawo do
                                                zdecydowania co zrobic z niechciana ciaza, jako ze to tylko ona ponosi
                                                konsekwencje swej decyzji. Nie Ty, nie ksiadz proboszcz, nie reszta Moherstwa,
                                                lecz wylacznie ona.

                                                Uwazam ponadto ze zbrodni dopuszcza sie ten kto zmusza kobiete do urodzenia
                                                niechcianego i niekochanego dziecka.

                                                Nie bardzo rozumiem zatem dlaczego usilujesz wkrecic mnie w rozwazania na temat
                                                poczatkow czlowieka jego mozgu, czy swiadomosci. Dla mnie bowiem nie sa to
                                                rozwazania przynalezace do naszej domeny.

                                                Mozliwie wczesnie nalezy wdrozyc "wychowanie seksualne" w szkolach. Zawieraloby
                                                ono nauke o czlowieku, o roznicach intelektualnych, emocjonalnych pomiedzy
                                                plciami, o zasadach poprawnego komunikowania sie, o poprawnym zyciu w rodzinie,
                                                o antykoncepcji, itp. itd. Wszystko pod katem osiagniecia swiadomosci ktora
                                                pozwolilaby na zminimalizowanie zapotrzebowania na uslugi aborcyjne. Reszta musi
                                                byc kwestia indywiualnego wyboru. A jesli dolozysz do tego odpowiednia prace
                                                duszpasterska, oraz wlasciwe postawy lekarskie, to uwazam, ze bardzo malo bedzie
                                                kobiet stajacymi przed tymi dylematami. Holendrzy zaczeli 45 lat temu i teraz
                                                maja swietne wyniki. No ale im kk nie rzucal klod pod nogi...

                                                Czy zastanawiales sie ile to kobiet wybiera sie do kliniki aborcyjnej w siodmym
                                                miesiacu ciazy?
                                                Czy wiesz ilu lekarzy chetnych na wykonanie aborcji spotkalaby kobieta w siodmym
                                                miesiacu ciazy?
                                                No to pomysl.

                                                Nie wiem z jakimi ateistami miales do czynienia, ale najwyrazniej nie prowadzili
                                                swych rozwazan majac na uwadze prawne zakazy obejmujace wszystkie kobiety, i na
                                                kazdym etapie ciazy. Zdecydowana wiekszosc aborcji dokonywna byla pod koniec
                                                pierwszego trymestru a wiec nie rozumiem po co dywagowac nad miesiacem siodmym.
                                                Ponadto w trzecim miesiacu mozemy byc moze mowic o mozgu, ale nie w sensie mozgu
                                                ktory, jak nasze, potrafi myslec. To jest jedynie substancja chemiczna o
                                                potencjale mozgu. Tak samo jak substancja chemiczna o potencjale czlowieka jest
                                                zygota. Takze ta niechciana, co oznacza, ze znow nie mozesz wylaczyc z naszego
                                                procesu kobiety i jej prawa do decydowania o sobie samej.

                                                W przypadku zygoty chcianej i oczekiwanej otwieramy zupelnie inny swiat oraz
                                                zupelnie inna dyskusje. Tam czlowiek powstal w momencie zaplodnienia. Albo i
                                                wczesniej :)
                                                • katol_kk Re: Ochrona życia niepoczętego 04.05.09, 09:41
                                                  benek231 napisał:

                                                  > Holendrzy zaczeli 45 lat temu i teraz
                                                  > maja swietne wyniki. No ale im kk nie rzucal klod pod nogi...

                                                  No fakt, imponujące są te wyniki... Pewnie eutanazję i małżeństwa homoseksualne,
                                                  nie mówiąc o adopcji przez pary homoseksualne również uznasz za postępowe dzieła...
                                                  • benek231 Re: Ochrona życia niepoczętego 04.05.09, 15:37
                                                    katol_kk napisał:

                                                    > benek231 napisał:
                                                    >
                                                    > > Holendrzy zaczeli 45 lat temu i teraz
                                                    > > maja swietne wyniki. No ale im kk nie rzucal klod pod nogi...
                                                    >
                                                    > No fakt, imponujące są te wyniki... Pewnie eutanazję i małżeństwa
                                                    homoseksualne, nie mówiąc o adopcji przez pary homoseksualne również uznasz za
                                                    postępowe dzieła...
                                                    ====
                                                    Gratuluje odwagi :O))
                                                    bardzo rzadko zdarza sie by katol przyznal racje gdy idzie o holenderskie
                                                    osiagniecia na polu zredukowania do minimum (nieml nie istnieje) zapotrzebowania
                                                    na uslugi aborcyjne.
                                                    Typowo katol zapuszcza konce w wode i udaje, ze go nie ma.
                                                    Zatem gratuluje raz jeszcze.

                                                    Czy na koncu tego watku znalazles, przeznaczona specjalnie dla Ciebie,
                                                    historyjke obrazkowa?
                                                  • katol_kk Re: Ochrona życia niepoczętego 04.05.09, 16:05
                                                    benek231 napisał:

                                                    > Gratuluje odwagi :O))
                                                    > bardzo rzadko zdarza sie by katol przyznal racje gdy idzie o holenderskie
                                                    > osiagniecia na polu zredukowania do minimum (nieml nie istnieje)
                                                    zapotrzebowania na uslugi aborcyjne.
                                                    > Typowo katol zapuszcza konce w wode i udaje, ze go nie ma.
                                                    > Zatem gratuluje raz jeszcze.

                                                    Nie ma czego - to raczej była ironia, a nie przyznanie Ci racji.

                                                    >
                                                    > Czy na koncu tego watku znalazles, przeznaczona specjalnie dla Ciebie,
                                                    > historyjke obrazkowa?

                                                    Znalazłem i już Ci odpisałem.
                                                • tetlian Re: Ochrona życia niepoczętego 04.05.09, 22:42
                                                  > Ja uwazam, ze kobieta winna miec prawo do
                                                  > zdecydowania co zrobic z niechciana ciaza, jako ze to tylko ona ponosi
                                                  > konsekwencje swej decyzji.

                                                  Ja też. Ale czyjeś prawo kończy się tam, gdzie jest naruszone prawo kogoś
                                                  innego. Zatem jeśli ciąża jest już na bardzo zaawansowanym etapie, to kobieta
                                                  nie może decydować o zabiciu myślącej istoty. Bo wtedy równie dobrze można by
                                                  powiedzieć: "Kobieta powinna mieć prawo do zabicia swojego kilkuletniego
                                                  dziecka. Nie wchodźmy z buciorami do jej życia.".


                                                  Ale czytając Twoje komentarze jednak mogę wywnioskować, że jesteś przeciwny
                                                  usunięciu ciąży w 7 miesiącu ciąży. Zatem dlaczego tak trudno Ci się przyznać do
                                                  tego, że jednak granica jest gdzieś potrzebna? Ja stawiam tą granicę wcześniej,
                                                  Ty później. Ale jeśli już potrafisz zauważyć, że przerwanie 7-miesięcznej ciąży
                                                  jest złe, to znaczy że nie jest z Tobą tak źle i jakieś uczucia posiadasz.
                                                  • benek231 Re: Ochrona życia niepoczętego 05.05.09, 16:05
                                                    tetlian napisał:

                                                    Ja uwazam, ze kobieta winna miec prawo do zdecydowania co zrobic z niechciana
                                                    ciaza, jako ze to tylko ona ponosi konsekwencje swej decyzji.
                                                    >
                                                    > Ja też. Ale czyjeś prawo kończy się tam, gdzie jest naruszone prawo kogoś innego.
                                                    =====
                                                    B.) To dla Ciebie. Dla mnie ow "ktos inny" jeszcze nie istnieje. Oczywiscie w
                                                    warunkach polskich ten nie istniejacy "ktos" rozpoznany zostal przez prawo od
                                                    moment wejscia plemnika w jajeczko, wiec wywazasz otwarte drzwi.
                                                    Dla mnie jednakze - a doskonale pamietam jak doszlo do jeo wcisniecia w
                                                    prawodawstwo polskie - jest to jedynie kolejne odzwierciedlenie katolickiej
                                                    ideologii w cywilnym prawie. Oczywiscie, po katolicku zignoroany zostal interes
                                                    kobiety, na ktora w przypadku prawnie sankcjonowanych wyjatkow i tak wywierana
                                                    jest przez koscielnych presja na rzecz urodzenia.
                                                    ====


                                                    >
                                                    > Ale czytając Twoje komentarze jednak mogę wywnioskować, że jesteś przeciwny
                                                    usunięciu ciąży w 7 miesiącu ciąży. Zatem dlaczego tak trudno Ci się przyznać do
                                                    tego, że jednak granica jest gdzieś potrzebna? Ja stawiam tą granicę wcześniej,
                                                    Ty później. Ale jeśli już potrafisz zauważyć, że przerwanie 7-miesięcznej ciąży
                                                    jest złe, to znaczy że nie jest z Tobą tak źle i jakieś uczucia posiadasz.
                                                    ===
                                                    B.)Idealnym stanem jest ciaza chciana i oczekiwana. Kazde natomiast odejscie od
                                                    idealu jest czyms jakosciowo gorszym. Podobnie z aborcja, ktora jesli juz musi
                                                    miec miejsce to najlepiej gdy wykonana bydzie jak najpredzej. Co oznacza, ze
                                                    kazde pozniejsze jej przeprowadzenie jest rozwiazaniem gorszym.
                                                    Dla kogos uwazajacego, ze aborcja zygoty z uzyciem RU486 jest zlem zlem jeszcze
                                                    wiekszym bedzie aborcja piatym miesiacu, lub - w zaleznosci od osoby - bedzie
                                                    to po prostu zlo, tak czy owak, i bez wzgledu na okolicznosci.

                                                    Takze moim zdaniem, jesli kobieta decyduje sie na aborcje to lepiej gdy zadba by
                                                    zmiescic sie w pierwszym trymestrze - co zazwyczaj ma miejsce. W zwiazku z czym
                                                    moje uczucia w stosuku do 7 miesiecznego plodu nie maja najmniejszego znaczenia.
                                                    Gdy o w/w kobiete chodzi moje uczucia sa przy niej - ja potrafie wspolodczuwac
                                                    jedynie z kobieta znajdujaca sie niejednokrotnie w tragicznej sytuacji. Z
                                                    fetusem nie empatuje, gdyz ten niczego nie odczuwa. Z fetusami oficjalnie
                                                    najlepiej empatuja psychopaci, jako ze - z racji braku zdolnosci do empatii -
                                                    mozna deklarowac co tylko sie chce, jest sie na fali, a wszystko nic nie kosztuje.




                                                    >
                                                  • benek231 PS... Ochrona życia niepoczętego 05.05.09, 16:18
                                                    Mialem powiedziec cos na temat granic ale zapomnialo mi sie :)

                                                    Zatem zadna rozsadna kobieta, a takich jest zdecydowana wiekszosc, zadnych
                                                    prawnych granic nie potrzebuje. One doskonale wiedza, ze aborcje nalezy wykonac
                                                    jak najpredzej. Wiedza to takze ich lekarze - ktorzy rowniez nie potrzebuja
                                                    prawnych granic. Do spolki dadza sobie doskonale rade - bez Twojej pomocy.
                                                    Wroc prosze do (chyba) poprzedniego mojego postu, traktujacego w czesci o
                                                    edukacji, a bedziesz wiedzial wiecej. Szkoda, ze pominales ten jakze wazny
                                                    aspekt "tematyki aborcyjnej" (w mojej opinii to bardzo symptomatyczne).
                                                    To glownie z w/w powodow i mnie nie sa niezbedne do szczescia granice.
                                                    No bo po co. Bym pozniej slyszal od Ciebie: " a dlaczego w 93 dniu rozwoju mamy
                                                    do czynienia z czlowiekiem a w 92 jeszcze nie?"(?) Granice sa potrzebne Tobie, a
                                                    nie kobietom ktore zaszly w niechciane ciaze. Dla uglaskania Twojego 'ja'.
                                                  • tetlian Re: PS... Ochrona życia niepoczętego 07.05.09, 00:48
                                                    Większość kobiet przeprowadza aborcję w pierwszy trymestrze. Ale ta granica
                                                    miałaby być właśnie dla tych nielicznych kobiet, które chciałyby usunąć ciąże na
                                                    bardzo zaawansowanym etapie.

                                                    Zgadzam się, że lepiej jest zapobiegać takim sytuacjom i kłaść na to nacisk, niż
                                                    potem mieć dylematy. No ale gdy niestety to już się stanie, to nie może być
                                                    samowolki w przerywaniu ciąży. Jakieś prawne granice muszą być ustalone.


                                                    > " a dlaczego w 93 dniu rozwoju mamy
                                                    > do czynienia z czlowiekiem a w 92 jeszcze nie?"

                                                    Oczywiście, że tak nie jest. Rozwój jest czymś płynnym, ciągłym, a nie
                                                    dyskretnym. Ta granica by nie mówiła, że w 93 dniu mamy nagle człowieka. Bo ten
                                                    człowiek by się kształtował jeszcze przez długi czas. Jednak już w 5-6 miesiącu
                                                    możemy śmiało powiedzieć, że mamy do czynienia z dzieckiem. I właśnie dlatego,
                                                    że ten proces jest płynny, lepiej postawić granicę ciut za wcześnie niż ciut za
                                                    późno.
                                                  • benek231 Re: PS... Ochrona życia niepoczętego 08.05.09, 03:39
                                                    tetlian napisał:

                                                    > Większość kobiet przeprowadza aborcję w pierwszy trymestrze. Ale ta granica
                                                    miałaby być właśnie dla tych nielicznych kobiet, które chciałyby usunąć ciąże na
                                                    bardzo zaawansowanym etapie.
                                                    >
                                                    > Zgadzam się, że lepiej jest zapobiegać takim sytuacjom i kłaść na to nacisk,
                                                    niż potem mieć dylematy. No ale gdy niestety to już się stanie, to nie może być
                                                    samowolki w przerywaniu ciąży. Jakieś prawne granice muszą być ustalone.
                                                    ====
                                                    B.) W takim razie przesuwamy granice na koniec piatego miesiaca. Kropka.
                                                    >
                                                    >
                                                    > > " a dlaczego w 93 dniu rozwoju mamy
                                                    > > do czynienia z czlowiekiem a w 92 jeszcze nie?"
                                                    >
                                                    > Oczywiście, że tak nie jest. Rozwój jest czymś płynnym, ciągłym, a nie
                                                    > dyskretnym. Ta granica by nie mówiła, że w 93 dniu mamy nagle człowieka. Bo ten
                                                    > człowiek by się kształtował jeszcze przez długi czas. Jednak już w 5-6 miesiącu
                                                    > możemy śmiało powiedzieć, że mamy do czynienia z dzieckiem. I właśnie dlatego,
                                                    > że ten proces jest płynny, lepiej postawić granicę ciut za wcześnie niż ciut za
                                                    > późno.
                                                    >
              • tetlian Re: Ochrona życia niepoczętego 28.04.09, 21:22
                "Every sperm is sacred, every sperm is great. If a sperm is wasted, God is quite
                irate!" :)

                A tutaj filmik promujące akcję "Obrony Życia Niepoczętego":

                www.youtube.com/watch?v=UWaCX3vUIWc
                :)
          • benek231 Re: Napiszę przewrotnie 28.04.09, 19:26
            gondra napisała:

            > :)
            >
            > Dziecko, płód, zarodek - dla niektórych jedno i to samo.
            ====
            Bardzo trane spostrzezenie. Dla tych ktorzy pragna miec dziecko - z cala
            pewnoscia to samo. Ba, oni nazywaja "to dziecko" dzieckiem zanim pojda pierwszy
            raz do lozka.

            Takze dla kk jest to to samo - z przyczyn doktrynalnych, jako, ze uczlowieczanie
            zygoty jest dla kk kolejna krzyzowa wyprawa - kolejnym srodkiem mobilizowania
            parafian i uzywania ich do wlasnych celow.

            Dla naukowca zarodek, embrion, zygota, fetus to bardzo konkretne okreslenia,
            wskazujace, iz to jednak nie jet to samo.

            Podobnie dla kobiety ktora zaszla w niepozadana ciaze (tak tak, bywaja i takie
            ciaze :) zygota to zdecydowanie nie dziecko i nie czlowiek. Po prostu ludzka
            komorka.
      • vera_co raczej piszę bzury..powinnaś zatytułować 28.04.09, 15:43
        Jak dla mnie to oślepieni wyznawcy Kościoła mogą nawet podważyć zasadność
        przeszczepiania organów. Oby tylko sami później nie blokowali kolejek na
        transplantologii..wszak to nieetyczne !
        Skoro radą dla rodziców nie mogących mieć naturalnie dzieci jest adopcja, to w
        przypadku wyniszczenia jakiegoś organu, propozycją powinna być śmierć.
        No w końcu bóg tak chciał, organ obumiera..czy mamy prawo wtrącać się w wyroki
        boskie ??
        Żenada...mam nadzieje że społeczeństwo dojrzeje do odstawienia Kościoła od
        istotnych decyzji.
        Porozmawiaj lepiej z rodzicami którzy mogą się cieszyć własnymi dzieciakami
        dzięki in vitro.
        Ja takich znam, dzieciaki są super...przykro tylko że ich mama musiała usłyszeć
        na świątecznym kazaniu że są "dobrem konsumpcyjnym"
        • ak21_1999 Re: raczej piszę bzury..powinnaś zatytułować 28.04.09, 19:26
          > Żenada...mam nadzieje że społeczeństwo dojrzeje do odstawienia
          Kościoła od > istotnych decyzji.
          ja rowniez, niestety nauka wciaz przegrywa z zabobonami.
        • anaisanais96 Re: raczej piszę bzury..powinnaś zatytułować 29.04.09, 13:04
          vera co ty bredzisz? piszesz tak jakby Kościół zabraniał transplantologii, a
          tymczasem jest wręcz odwrotnie i na pewno tak pozostanie. nie masz do czego się
          przyczepić i wymyślasz sobie różne bzdury żeby tylko dowalić katolikom. a gdzie
          ta słynna tolerancja takich liberalnych ludzi jak ty? nie jesteś wierząca, ok!
          ale nie obrażaj tych którzy są katolikami i chcą żyć zgodnie z naukami tego
          kościoła. przecież KK nie zmusza cię do robienia tego co nakazuje, tylko swoich
          wyznawców!
          • blooblue Re: raczej piszę bzury..powinnaś zatytułować 29.04.09, 13:10
            anaisanais96 napisała:

            > vera co ty bredzisz? piszesz tak jakby Kościół zabraniał transplantologii, a
            > tymczasem jest wręcz odwrotnie i na pewno tak pozostanie. nie masz do czego się
            > przyczepić i wymyślasz sobie różne bzdury żeby tylko dowalić katolikom. a gdzi
            > e
            > ta słynna tolerancja takich liberalnych ludzi jak ty? nie jesteś wierząca, ok!
            > ale nie obrażaj tych którzy są katolikami i chcą żyć zgodnie z naukami tego
            > kościoła. przecież KK nie zmusza cię do robienia tego co nakazuje, tylko swoich
            > wyznawców!

            anaisanais96 co Ty bredzisz.
            Słyszałaś o Kotuli i inicjatywie contarinvitro.


            a gdzi
            > e
            > ta słynna tolerancja takich liberalnych ludzi jak ty? nie jesteś wierząca, ok!
            > ale nie obrażaj tych którzy są katolikami i chcą żyć zgodnie z naukami tego
            > kościoła. przecież KK nie zmusza cię do robienia tego co nakazuje, tylko swoich
            > wyznawców!

            weź proszę przeczytaj co napisałaś powyżej, potem projekt ustawy Kotuli, potem
            swój wpis i tak kilka razy, do skutku, a potem mów o tolerancji
            • anaisanais96 niestety 29.04.09, 13:57
              niestety nie słyszałam. może podaj jakiś link bo przez wyszukiwarkę nic nie
              znalazłam, dlatego niestety nie mogę się mogę zrobić tego co mi poleciłeś.
              • blooblue Re: niestety 29.04.09, 14:04
                Zakaz procedur in vitro, zakaz eksperymentów na embrionach i handlu nimi
                zakłada obywatelski projekt ustawy zakazującej zapłodnienia in vitro.
                Pod projektem przygotowanym przez podkarpacki komitet "Contra In Vitro"
                podpisało się już ponad 150 tys. osób z całej Polski w tym 25 tys. z
                Podkarpacia. Zbieranie podpisów rozpoczęło się 20 marca i pomimo uzbierania już
                wymaganej liczby 100 tys. będą zbierane nadal. Jacek Kotula pełnomocnik komitetu
                liczy na to, że sejm rozpatrzy projekt jeszcze w tym roku. Komitet będzie
                również namawiał podkarpackich parlamentarzystów do poparcia inicjatywy, tak aby
                nie przepadła w Sejmie.
                W projekcie przygotowanym przez komitet "Contra In Vitro" za złamanie
                któregokolwiek z zakazów groziło by od 3 do 25 lat więzienia.



                www.radio.rzeszow.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1705:contra-in-vitro-zbiera-podpisy&catid=157:podkarpacie

                www.bosko.pl/codziennik/?news=8413
                • anaisanais96 Re: niestety 29.04.09, 14:24
                  mimo, że sama jestem katoliczką to rzeczywiście sądzę ,że in vitro powinno być
                  dopusczone również przez kościół i jestem pewna, że za ileś tam lat KK będzie
                  dawał taką możliwość. Nie mówię, że KK jest tolerancyjny wobec wszystkiego i
                  wszystkich, ale chyba jako przedstawiciel wiary katolickiej ma prawo do twardych
                  zasad. Chciałabym tylko by ateiści traktowali na równi z sobą Żydów, KAtolików
                  Muzułmanów i innych.
                  A jeszcze co do ustawy to prawdą jest, że KK nie powinien mieszać się do
                  polityki i nie starać się narzucać swego zdania całemu społeczeństwu (chociaż
                  podobno 95 % Polaków to katolicy). Z drugiej strony każdy obywatel ma prawo do
                  inicjatywy ustawodawczej i w tym przypadku tak właśnie było, a KOściół ma prawo
                  poprzeć tę inicjatywę.
                  • mrarm Re: niestety 29.04.09, 19:54
                    Chyba sobie kpisz. Oczywiście, że nie ma prawa ustanawiania zasad dla wszystkich, to kwestia sumienia i wyboru człowieka. Wolność jednego kończy się tam, gdzie zaczyna się mój nos.

                    Polska nie jest krajem wyznaniowym, mamy prawny rozdzial państwa od religii.
      • yola13 Trollujesz 28.04.09, 17:31
        awroble napisała:

        > Ufff... całe szczęście, że mogę żarliwie pomodlić się aby jedno z
        > moich dzieci przyjęło się w mojej macicy. Za te pozostałe, które
        > powstały po wyniszczającej mnie długiej hormonalnej stymulacji do
        > hiperowulacji, a potem zamrożone a niedługo spłukane w klozecie,
        na
        > wszelki wypadek nie będę się modlić. Nie ma badań naukowych na
        > temat wpływu modlitwy na wyrzucone dzieci. Ależ mam szczęście, że
        > ja bezbronna nie trafiłam w ręce tych szarlatanów od
        > naprotechnologii! Jeszcze by mnie nauczyli jak mam obserwować
        > własny cykl? O Boże broń, jeszcze by ode mnie wyciągnęli pięniądze
        > za szczerą poradę, ci wstrętni, pokrętni... Jeszcze by się mogło
        > okazać, że znalazłabym się w tym ułamku procenta (wg artukułu 33
        > %), któremu by pomogły te średniowieczne metody? Ach co to byłby
        za
        > wstyd! Dzięki Ci Panie za in vitro! To takie nowoczesne, uczciwe,
        > naukowe i nikomu nie robi krzywdy. (o zamrożonych dzieciach ani
        mru
        > mru).
      • benek231 Zygota a czlowiek to wielka roznica 28.04.09, 22:24
        awroble napisała:
        (...) Za te pozostałe, które powstały po wyniszczającej mnie długiej hormonalnej
        stymulacji do hiperowulacji, a potem zamrożone a niedługo spłukane w klozecie,
        na wszelki wypadek nie będę się modlić.(...)
        >
        Dzięki Ci Panie za in vitro! To takie nowoczesne, uczciwe,
        > naukowe i nikomu nie robi krzywdy. (o zamrożonych dzieciach ani mru
        > mru).
        ========
        O jakich dzieciach Ty bredzisz, nieszczesna?!

        Skoro modlisz sie za narodzone, a nie chcesz za "pozostale", to znaczy ze i Ty
        sama dostrzegasz roznice pomiedzy dzieckiem a zygota.

        Tam nie bylo zadnych zamrozonych dzieci lecz jedynie zamrozone bezwartosciowe
        juz zarodki ludzkie.
        Jak mozna pozwolic oglupic sie do tego az stopnia... :(
        • katol_kk Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 29.04.09, 08:42

          > O jakich dzieciach Ty bredzisz, nieszczesna?!
          > Jak mozna pozwolic oglupic sie do tego az stopnia... :(

          Nie rozumiem dlaczego tak ostro i tak łatwo oceniasz poglądy innych. Masz inne
          zdanie - ok, ale to nie znaczy, że daje Ci to prawo do naśmiewania się z
          poglądów innych.
          • blooblue Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 29.04.09, 09:46
            > Nie rozumiem dlaczego tak ostro i tak łatwo oceniasz poglądy innych. Masz inne
            > zdanie - ok, ale to nie znaczy, że daje Ci to prawo do naśmiewania się z
            > poglądów innych.

            Absolutnie daje to każdemu prawo do naśmiewania się z takich poglądów, zwłaszcza
            gdy są fundamentalnie głupie i oparte na totalnym braku wiedzy.
            • katol_kk Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 29.04.09, 09:52
              > Absolutnie daje to każdemu prawo do naśmiewania się z takich poglądów, zwłaszcza
              > gdy są fundamentalnie głupie i oparte na totalnym braku wiedzy.

              Nie zgadzam się. Swoje oceny zachowaj dla siebie, proszę.
              • blooblue Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 29.04.09, 10:04
                > Nie zgadzam się. Swoje oceny zachowaj dla siebie, proszę.

                Święte słowa, postaraj się zatem wdrożyć w życie tę zasadę mój drogi hipokryto.
                • katol_kk Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 29.04.09, 10:15
                  blooblue napisał:

                  > > Nie zgadzam się. Swoje oceny zachowaj dla siebie, proszę.
                  >
                  > Święte słowa, postaraj się zatem wdrożyć w życie tę zasadę mój drogi hipokryto.

                  Rozmowa na rzeczowe argumenty się nie udała więc próbujesz sobie mnie ponazywać
                  w wygodny sobie sposób? Proszę bardzo, ale ja z Tobą dyskutować więcej nie mam
                  zamiaru.
                  • blooblue Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 29.04.09, 10:34
                    > Rozmowa na rzeczowe argumenty się nie udała więc próbujesz sobie mnie ponazywać
                    > w wygodny sobie sposób? Proszę bardzo, ale ja z Tobą dyskutować więcej nie mam
                    > zamiaru.

                    Drogi Katolu.

                    Na rzeczowe argumenty dyskutowałem już wtedy, gdy Ty jeszcze nie myślałeś o
                    seksie, a internet był w powijakach.
                    Przyznaję, że ostatnio nie mam ochoty, a przyczyniają się do tego
                    przedstawiciele środowiska, które ewidentnie, co wynika z Twoich postów,
                    reprezentujesz.
                    Przykład pierwszy z brzegu: Kotula, kolejny pomazaniec Boży, który zebrał 150
                    tys podpisów pod inicjatywą contrainvitro.
                    Uwaga teraz będzie ironicznie: kościół w całym przedsięwzięciu był neutralny,
                    księża nie agitowali, nikt nie wykładał list w kruchcie, a każdy kto złożył
                    podpis doskonale widział co podpisuje.
                    Powiedz mi teraz człowieku z kim mam dyskutować?
                    Wasz sposób myślenia trzeba tępić, wszelkim sposobami, jak to było w Biblii, oko
                    za oko?
                    Budzę się każdego dnia w Katolickiej Rzeczpospolitej Polskiej, liczę że moje
                    kolejne dzieci będą budzić się Rzeczpospolitej Polskiej.
                    • katol_kk Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 29.04.09, 11:19
                      blooblue napisał:

                      > > Rozmowa na rzeczowe argumenty się nie udała więc próbujesz sobie mnie pon
                      > azywać
                      > > w wygodny sobie sposób? Proszę bardzo, ale ja z Tobą dyskutować więcej ni
                      > e mam
                      > > zamiaru.
                      >
                      > Drogi Katolu.
                      >
                      > Na rzeczowe argumenty dyskutowałem już wtedy, gdy Ty jeszcze nie myślałeś o
                      > seksie, a internet był w powijakach.
                      > Przyznaję, że ostatnio nie mam ochoty, a przyczyniają się do tego
                      > przedstawiciele środowiska, które ewidentnie, co wynika z Twoich postów,
                      > reprezentujesz.

                      Póki co reprezentuję tylko swoje poglądy.

                      > Przykład pierwszy z brzegu: Kotula, kolejny pomazaniec Boży, który zebrał 150
                      > tys podpisów pod inicjatywą contrainvitro.
                      > Uwaga teraz będzie ironicznie: kościół w całym przedsięwzięciu był neutralny,
                      > księża nie agitowali, nikt nie wykładał list w kruchcie, a każdy kto złożył
                      > podpis doskonale widział co podpisuje.
                      > Powiedz mi teraz człowieku z kim mam dyskutować?

                      Dyskusja zakłada słuchanie argumentów drugiej strony. Z Twoich wypowiedzi na tym
                      forum bije złość i pogarda dla innych poglądów, a w takim wypadku ciężko mówić o
                      rzeczowej dyskusji. Dyskusja z kimś kto obraża, obśmiewa i drwi jest bezsensowna.

                      Nikt nie zabrania ludziom, którzy są zwolennikami in-vitro stosować agitacji i
                      zbierać podpisów od ludzi, którzy niczego nie rozumieją, jak sugerujesz - bo
                      przecież takich wśród ateistów, czy ludzi spoza KK jest zapewne statystycznie
                      podobna ilość jak w KK.

                      > Wasz sposób myślenia trzeba tępić, wszelkim sposobami, jak to było w Biblii,
                      oko za oko?

                      Pytasz mnie o zdanie na ten temat? Ja zawsze uważam, że najważniejsze to
                      rozmawiać ze sobą. Spokojnie, merytorycznie i bez uprzedzeń.

                      > Budzę się każdego dnia w Katolickiej Rzeczpospolitej Polskiej, liczę że moje
                      > kolejne dzieci będą budzić się Rzeczpospolitej Polskiej.

                      Polska od bardzo długiego czasu jest katolicka. Może najwyższy czas się z tym
                      pogodzić?
                      • blooblue Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 29.04.09, 11:34
                        katol_kk napisał:

                        > blooblue napisał:
                        >
                        > > > Rozmowa na rzeczowe argumenty się nie udała więc próbujesz sobie mn
                        > ie pon
                        > > azywać
                        > > > w wygodny sobie sposób? Proszę bardzo, ale ja z Tobą dyskutować wię
                        > cej ni
                        > > e mam
                        > > > zamiaru.
                        > >
                        > > Drogi Katolu.
                        > >
                        > > Na rzeczowe argumenty dyskutowałem już wtedy, gdy Ty jeszcze nie myślałeś
                        > o
                        > > seksie, a internet był w powijakach.
                        > > Przyznaję, że ostatnio nie mam ochoty, a przyczyniają się do tego
                        > > przedstawiciele środowiska, które ewidentnie, co wynika z Twoich postów,
                        > > reprezentujesz.
                        >
                        > Póki co reprezentuję tylko swoje poglądy.


                        I co z tego, to Twój problem.
                        Demagogia, ale się sprawdza, bo się ustosunkowałeś.


                        > > Przykład pierwszy z brzegu: Kotula, kolejny pomazaniec Boży, który zebrał
                        > 150
                        > > tys podpisów pod inicjatywą contrainvitro.
                        > > Uwaga teraz będzie ironicznie: kościół w całym przedsięwzięciu był neutra
                        > lny,
                        > > księża nie agitowali, nikt nie wykładał list w kruchcie, a każdy kto złoż
                        > ył
                        > > podpis doskonale widział co podpisuje.
                        > > Powiedz mi teraz człowieku z kim mam dyskutować?
                        >
                        > Dyskusja zakłada słuchanie argumentów drugiej strony. Z Twoich wypowiedzi na ty
                        > m
                        > forum bije złość i pogarda dla innych poglądów, a w takim wypadku ciężko mówić
                        > o
                        > rzeczowej dyskusji. Dyskusja z kimś kto obraża, obśmiewa i drwi jest bezsensown
                        > a.

                        Dokładnie tak. Powiem więcej z moich postów bije wk....... na fakt w jakim kraju
                        przyszło mi żyć.
                        Obraża, obśmiewa, drwi????????????
                        Człowieku, posłuchaj swoich braci w wierze.



                        > Nikt nie zabrania ludziom, którzy są zwolennikami in-vitro stosować agitacji i
                        > zbierać podpisów od ludzi, którzy niczego nie rozumieją, jak sugerujesz - bo
                        > przecież takich wśród ateistów, czy ludzi spoza KK jest zapewne statystycznie
                        > podobna ilość jak w KK.


                        Daj mi narzędzia, którymi dysponuje KK, a zbiorę milion podpisów.
                        Jestem do wyrzygania bogaty, ale to ciągle mało w zestawieniu KK.



                        > > Wasz sposób myślenia trzeba tępić, wszelkim sposobami, jak to było w Bibl
                        > ii,
                        > oko za oko?
                        >
                        > Pytasz mnie o zdanie na ten temat? Ja zawsze uważam, że najważniejsze to
                        > rozmawiać ze sobą. Spokojnie, merytorycznie i bez uprzedzeń.


                        Rozumiem, że masz na myśli Pieronka gdy mówił o realizacji idei Frankenstaina.



                        > > Budzę się każdego dnia w Katolickiej Rzeczpospolitej Polskiej, liczę że m
                        > oje
                        > > kolejne dzieci będą budzić się Rzeczpospolitej Polskiej.
                        >
                        > Polska od bardzo długiego czasu jest katolicka. Może najwyższy czas się z tym
                        > pogodzić?

                        A dlaczego mam się z tym godzić?
                        • katol_kk Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 29.04.09, 12:02
                          blooblue napisał:

                          > > Póki co reprezentuję tylko swoje poglądy.
                          >
                          > I co z tego, to Twój problem.
                          > Demagogia, ale się sprawdza, bo się ustosunkowałeś.

                          Nie widzę w tym problemu.

                          > Dokładnie tak. Powiem więcej z moich postów bije wk.......
                          > na fakt w jakim kraju przyszło mi żyć.

                          To raczej do kogo innego powinieneś mieć pretensje za to niż do KK.

                          > Obraża, obśmiewa, drwi????????????
                          > Człowieku, posłuchaj swoich braci w wierze.

                          Takiej postawy nie popieram po żadnej ze stron. Temat nie jest dla mnie
                          usprawiedliwieniem formy.

                          > Daj mi narzędzia, którymi dysponuje KK, a zbiorę milion podpisów.
                          > Jestem do wyrzygania bogaty, ale to ciągle mało w zestawieniu KK.

                          Dlaczego miałbym Ci to ułatwiać? Skoro jesteś tak bogaty, to tym bardziej masz
                          większe szanse i środki na to, żeby coś osiągnąć.

                          > > Pytasz mnie o zdanie na ten temat? Ja zawsze uważam, że najważniejsze to
                          > > rozmawiać ze sobą. Spokojnie, merytorycznie i bez uprzedzeń.
                          >
                          > Rozumiem, że masz na myśli Pieronka gdy mówił o realizacji idei Frankenstaina.

                          Nie, mam na myśli siebie prowadzącego rzeczową i spokojną rozmowę.

                          > > Polska od bardzo długiego czasu jest katolicka. Może najwyższy czas się z
                          > tym
                          > > pogodzić?
                          >
                          > A dlaczego mam się z tym godzić?

                          Bo kosztuje Cię to strasznie dużo nerwów, a one niewiele zmienią w tej sytuacji.
                          Gdybyś się z tym faktem pogodził mógłbyś skierować energię, którą tracisz na
                          złość na coś bardziej konstruktywnego.
                          • blooblue Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 29.04.09, 12:09
                            katol_kk napisał:



                            Hue, hue....
                            Jak to mówią, idź z Bogiem.
                            • katol_kk Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 29.04.09, 12:10
                              blooblue napisał:

                              > katol_kk napisał:
                              >
                              >
                              >
                              > Hue, hue....
                              > Jak to mówią, idź z Bogiem.

                              Bóg zapłać :D
            • para-solka Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 29.04.09, 12:01
              glupote i ciemnogrod nalezy pietnowac
          • benek231 Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 29.04.09, 18:59
            katol_kk napisał:

            >
            > > O jakich dzieciach Ty bredzisz, nieszczesna?!
            > > Jak mozna pozwolic oglupic sie do tego az stopnia... :(
            >
            > Nie rozumiem dlaczego tak ostro i tak łatwo oceniasz poglądy innych. Masz inne
            zdanie - ok, ale to nie znaczy, że daje Ci to prawo do naśmiewania się z
            poglądów innych.
            =====
            Nasmiewanie sie to takze forma zajecia stanowiska. I tu wybacz, ale trudno nie
            nasmiewac sie z pogladow gluptaka, dla ktorego extra zaplodnione owum to tez
            czlowiek. Wiem ze wolalbys abym powaznie traktowal zaboboniarzy, ale nie licz na to.

            Kiedys strofowano mnie za nasmiewanie sie z ludzi modlacych sie do zapackanych
            szyb, w ktorych doszukali sie jakichs swietych wizerunkow. Zygota=czlowiek
            nalezy do tej samej serii. To nalezy zwalczac wszelkimi sposobami, przy czym
            drwina i szyderstwo stanowia znakomite narzedzia do walki z glupota, ktora
            wyrosla na calej masie nowotestamentowych bajan, kretynizmow, i klamstw.

            Zdaje sobie sprawe, ze jestescie w stanie przepchnac ten zakaz in vitro,
            niemniej znow zostaniecie nieco poszkodowani na religijnosci parafian. Ziarnko
            do ziarnka...
            • katol_kk Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 04.05.09, 09:51
              benek231 napisał:


              > Nasmiewanie sie to takze forma zajecia stanowiska. I tu wybacz,
              > ale trudno nie nasmiewac sie z pogladow gluptaka, dla ktorego
              > extra zaplodnione owum to tez czlowiek. Wiem ze wolalbys abym
              > powaznie traktowal zaboboniarzy, ale nie licz na to.

              To co piszesz tylko i wyłącznie definiuje Ciebie.

              > Kiedys strofowano mnie za nasmiewanie sie z ludzi modlacych sie do >
              zapackanych szyb, w ktorych doszukali sie jakichs swietych
              > wizerunkow. Zygota=czlowiek nalezy do tej samej serii. To nalezy
              > zwalczac wszelkimi sposobami, przy czym drwina i szyderstwo
              > stanowia znakomite narzedzia do walki z glupota, ktora wyrosla na > calej
              masie nowotestamentowych bajan, kretynizmow, i klamstw.

              Mam wrażenie, że myślisz, że opluwając to co dla innych ważne jesteś w stanie
              zmniejszyć wagę tych rzeczy. Szczerze mówiąc nie sądzę, żebyś odniósł jakiś
              spektakularny sukces na tym polu...

              > Zdaje sobie sprawe, ze jestescie w stanie przepchnac ten zakaz in > vitro,
              niemniej znow zostaniecie nieco poszkodowani na
              > religijnosci parafian. Ziarnko do ziarnka...

              Po pierwsze z tego co wiem nie ma i nie planuje się żadnego zakazu in-vitro -
              mowa jest jedynie o refundowaniu lub nie.
              Po drugie: jeśli z kościoła odejdzie część osób nie przestrzegających
              elementarnych zasad wiary - to dla religijności parafian może być tylko i
              wyłącznie pozytywnym zjawiskiem...
              • benek231 Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 07.05.09, 16:31
                katol_kk napisał:

                > benek231 napisał:
                >
                >
                > > Nasmiewanie sie to takze forma zajecia stanowiska. I tu wybacz,
                > > ale trudno nie nasmiewac sie z pogladow gluptaka, dla ktorego
                > > extra zaplodnione owum to tez czlowiek. Wiem ze wolalbys abym
                > > powaznie traktowal zaboboniarzy, ale nie licz na to.
                >
                > To co piszesz tylko i wyłącznie definiuje Ciebie.
                ===
                B.) Zgadza sie: jako faceta ktory nie dal sie zmanipulowac na kulturalna
                dyskusje z debilami idacymi jak czolg; faceta ktory osiaganie waszych celow
                czyni dla was bardziej kosztownym.
                ==

                >
                Kiedys strofowano mnie za nasmiewanie sie z ludzi modlacych sie do >zapackanych
                szyb, w ktorych doszukali sie jakichs swietych
                wizerunkow. Zygota=czlowiek nalezy do tej samej serii. To nalezy
                zwalczac wszelkimi sposobami, przy czym drwina i szyderstwo
                stanowia znakomite narzedzia do walki z glupota, ktora wyrosla na > c
                alej masie nowotestamentowych bajan, kretynizmow, i klamstw.
                >
                Mam wrażenie, że myślisz, że opluwając to co dla innych ważne jesteś w stanie
                zmniejszyć wagę tych rzeczy. Szczerze mówiąc nie sądzę, żebyś odniósł jakiś
                spektakularny sukces na tym polu...
                ===
                B.) Masz prawo do swoich wrazen. Mlodsze pokolenie juz nagminnie puka sie w
                czolo na widok debili modlacych sie do "objawien", a do 30 procent spadla liczba
                regularnie praktykujacych parafian. A to tylko 20 lat...
                ===
                >
                Zdaje sobie sprawe, ze jestescie w stanie przepchnac ten zakaz in > vitro,
                niemniej znow zostaniecie nieco poszkodowani na
                religijnosci parafian. Ziarnko do ziarnka...
                >
                Po pierwsze z tego co wiem nie ma i nie planuje się żadnego zakazu in-vitro -
                mowa jest jedynie o refundowaniu lub nie.
                ==
                B.) A to ciekawe, to po to biskupi tyle gardluja o zabijaniu nadliczbowych ludzi
                by zakazac jedynie finansowania?
                ==
                Po drugie: jeśli z kościoła odejdzie część osób nie przestrzegających
                elementarnych zasad wiary - to dla religijności parafian może być tylko i
                wyłącznie pozytywnym zjawiskiem...
                ==
                B.) I tego wlasnie serdecznie wam zycze - by bylo was jak najmniej, przez co
                kler nie mialby tyle do powiedzenia w panstwie :)
                • katol_kk Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 12.05.09, 15:49
                  benek231 napisał:


                  > > To co piszesz tylko i wyłącznie definiuje Ciebie.
                  > ===
                  > B.) Zgadza sie: jako faceta ktory nie dal sie zmanipulowac na kulturalna
                  > dyskusje z debilami idacymi jak czolg; faceta ktory osiaganie waszych celow
                  > czyni dla was bardziej kosztownym.

                  Nie, jako niekulturalnego, zacietrzewionego fanatyka antykatolickiego. W dodatku
                  bardzo niemiłego w odbiorze.

                  > Mam wrażenie, że myślisz, że opluwając to co dla innych ważne jesteś w stanie
                  > zmniejszyć wagę tych rzeczy. Szczerze mówiąc nie sądzę, żebyś odniósł jakiś
                  > spektakularny sukces na tym polu...
                  > ===
                  > B.) Masz prawo do swoich wrazen. Mlodsze pokolenie juz nagminnie puka sie w
                  > czolo na widok debili modlacych sie do "objawien", a do 30 procent spadla liczb
                  > a
                  > regularnie praktykujacych parafian. A to tylko 20 lat...

                  Jakoś w kościołach ludzi nie ubyło. A nawet jakby - jeśli zostaną tam tylko Ci
                  którzy szczerze wierzą - tym lepiej dla nas.

                  > Po pierwsze z tego co wiem nie ma i nie planuje się żadnego zakazu in-vitro -
                  > mowa jest jedynie o refundowaniu lub nie.
                  > ==
                  > B.) A to ciekawe, to po to biskupi tyle gardluja o zabijaniu
                  > nadliczbowych ludzi by zakazac jedynie finansowania?

                  Idealnie byłoby, żeby w ogóle zakazać in-vitro. Ale nie jest to możliwe.


                  > ==
                  > Po drugie: jeśli z kościoła odejdzie część osób nie przestrzegających
                  > elementarnych zasad wiary - to dla religijności parafian może być tylko i
                  > wyłącznie pozytywnym zjawiskiem...
                  > ==
                  > B.) I tego wlasnie serdecznie wam zycze - by bylo was jak najmniej, przez co
                  > kler nie mialby tyle do powiedzenia w panstwie :)

                  Niestety wydaje mi się, że dożyję czasów, w których katolików będzie się
                  piętnowało i prześladowało. Ten proces już się zaczął i obawiam się, że wcale
                  długo nie trzeba będzie na to czekać. Tolerancja nie zakłada tolerancji dla
                  poglądów inne niż te, które pozwalają na wszystko, co poprawne politycznie.
                  Takie czasy, trudno - świetnie.
                  • aurita Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 13.05.09, 12:15

                    Idealnie byłoby, żeby w ogóle zakazać in-vitro. Ale nie jest to możliwe.


                    Dlaczego odmawiasz mojemu dziecku prawa do zycia?
                    • katol_kk Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 14.05.09, 14:40
                      aurita napisała:

                      >
                      > Idealnie byłoby, żeby w ogóle zakazać in-vitro. Ale nie jest to możliwe.

                      >
                      > Dlaczego odmawiasz mojemu dziecku prawa do zycia?

                      A niby gdzie coś takiego napisałem?
                      • aurita Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 16.05.09, 16:20
                        chcesz zabronic IVF, IVF to jedyna metoda aby moje dziecko sie poczelo.

                        Powtarzam dlaczego odmawiasz mojemu dziecku prawa do zycia?
                        • katol_kk Re: Zygota a czlowiek to wielka roznica 21.05.09, 11:37
                          aurita napisała:

                          > chcesz zabronic IVF, IVF to jedyna metoda aby moje dziecko sie poczelo.
                          >
                          > Powtarzam dlaczego odmawiasz mojemu dziecku prawa do zycia?

                          Stosujesz jakąś demagogię. Powtarzam: nie odmawiam Twojemu dziecku prawa do życia.
                          Moim zdaniem każde życie jest cudem, każde dziecko to cud. Za to nie każdy
                          sposób poczęcia jest według mnie dobry. Za to dziecko niezależnie od sposobu
                          poczęcia jest cudem. Sposób poczęcia nie wpływa w mojej ocenie na to, czy
                          dziecko jest cudem, czy nie.
                          Teraz chyba moje stanowisko jest jasne.
      • basia172 Re: Napiszę przewrotnie 29.04.09, 11:53
        "Książę posłuchał słów biskupa i wyprawił posłów do opactwa św. Idziego we
        Francji. Mieli oni prosić tamtejszych mnichów o odprawienie modłów przy grobie
        świętego, który słynął z tego, że bezdzietnym małżeństwom wypraszał u Boga łaskę
        potomstwa. Posłańcy wieźli bogate dary dla opactwa, m.in. figurkę dziecka
        wykonaną ze złota. Niedługo po powrocie posłów z pielgrzymki księżna urodziła
        syna, któremu rodzice nadali imię Bolesław, a historia dodała przydomek Krzywousty."

        Działało wtedy - zadziała i teraz - wystarczy modlic się i sładać ofiary bożkowi
        Idziemu, tylko chyba in vitro tańsze jest od złotego dziecka.
      • edy-taa Re: Napiszę przewrotnie 04.05.09, 10:44
        awroble napisała:

        > Ufff... całe szczęście, że mogę żarliwie pomodlić się aby jedno z
        > moich dzieci przyjęło się w mojej macicy. Za te pozostałe, które
        > powstały po wyniszczającej mnie długiej hormonalnej stymulacji do
        > hiperowulacji, a potem zamrożone a niedługo spłukane w klozecie,
        na
        > wszelki wypadek nie będę się modlić. Nie ma badań naukowych na
        > temat wpływu modlitwy na wyrzucone dzieci.

        Moja droga pobozna. A jakie masz naukowe dowody NAUKOWE na to, że
        modlitwa w ogóle działa? Zastanów sie, co piszesz.

        Ależ mam szczęście, że
        > ja bezbronna nie trafiłam w ręce tych szarlatanów od
        > naprotechnologii! Jeszcze by mnie nauczyli jak mam obserwować
        > własny cykl? O Boże broń, jeszcze by ode mnie wyciągnęli pięniądze
        > za szczerą poradę, ci wstrętni, pokrętni... Jeszcze by się mogło
        > okazać, że znalazłabym się w tym ułamku procenta (wg artukułu 33
        > %), któremu by pomogły te średniowieczne metody? Ach co to byłby
        za
        > wstyd!

        Może poczytaj trochę więcej, droga pobożna...

        Dzięki Ci Panie za in vitro! To takie nowoczesne, uczciwe,
        > naukowe i nikomu nie robi krzywdy. (o zamrożonych dzieciach ani
        mru
        > mru).

        Jesteś niedoinformowana, w in vitro nie mrozi się dzieci.

        I tak to jest, co ksiądz z ambony, to potem jak dyktafon powtarzane
        jest i sieje niedoinformowanie...
    • aurita Błogosławiona metoda 27.04.09, 10:17
      To moze Polskie Towarzystwo Ginekologiczne ruszy przyslowiowa doope i wyda
      oswiadczenie!
      Jak mozna pozwolic na zerowanie na ludzkim nieszczesciu w imie ideologii i
      checi zysku?
      • katol_kk Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 15:37
        aurita napisała:

        > To moze Polskie Towarzystwo Ginekologiczne ruszy przyslowiowa doope i wyda
        > oswiadczenie!
        > Jak mozna pozwolic na zerowanie na ludzkim nieszczesciu w imie ideologii i
        > checi zysku?

        Tak tak, a in vitro jest za darmo, a oświeceni lekarze walczący w imieniu tej
        nowoczesnej metody jeżdżą środkami komunikacji miejskiej, bo nie przynosi im ona
        zysku.
        To obrzydliwe, jak można tak przeinaczać fakty...
        • megasceptyk Wymień mi co dostajesz za darmo. 28.04.09, 15:53
          Bo nie rozumiem oburzenia, że coś nie jest za darmo?
          Czyżbyś był chwiwym pasożytem?
          • katol_kk Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 28.04.09, 16:03
            megasceptyk napisał:

            > Bo nie rozumiem oburzenia, że coś nie jest za darmo?
            > Czyżbyś był chwiwym pasożytem?

            Moje oburzenie wynika nie z tego, że coś nie jest za darmo.
            Przeciwstawianie kosztów in vitro i szkoleń naprotechnologiczych jest nie
            trafione. Mówienie o tym, że naprotechnolodzy chcą wyłudzić pieniądze od
            ciemnego, zabobonnego ludu jest według mnie oburzające.

            Nawet jeśli tylko 30% par stosujących metody naprotechnologiczne zajdzie w ciążę
            to o tyle właśnie zmniejsza się ilość potencjalnych klientów klinik
            ginekologicznych stosujących in vitro. Metoda In vito kosztuje dużo pieniędzy, a
            więc kliniki straciłyby sporą część potencjalnego zysku. Według mnie to całkiem
            logiczne.

            • roxik0 Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 28.04.09, 16:45
              Tylko że invitro daje ci 90 %skutecznosć leczenia nawet przy niepłodności a ta
              druga technika nie leczy niepłodności pomaga trafić w moment największych szans
              na dziecko przy zdrowej kobiecie wyznaczając dzień owulacji. Mimo że jestem
              osobą która wierzy kościół nie jest dla mnie wyznacznikiem moralnym, ponieważ
              nikt nie jest ze względu na pochodzenie co najwyżej ze względu na swoje zasługi.
              Konkretny ksiądz okej ale całościowo niee.
              • zawsze.aliks Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 28.04.09, 18:42
                Skuteczność invitro wynosi około 30%, tak jak "tradycyjny" rozród,
                gdy około 60% zarodków ginie i nie rozwija się w wesołego bobasa.
                Entuzjazm dla metody jest oczywisty, ale nie popadajmy w przesadę.
              • katol_kk Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 29.04.09, 08:32
                roxik0 napisał:

                > Tylko że invitro daje ci 90 %skutecznosć leczenia nawet przy niepłodności

                To nie jest prawda.

                > a ta
                > druga technika nie leczy niepłodności pomaga trafić w moment największych szans
                > na dziecko przy zdrowej kobiecie wyznaczając dzień owulacji.

                Naprotechnologia pomaga zajść w ciążę ludziom, którzy mają z tym problemy. Nie
                wiem, czy można nazwać to leczeniem niepłodności - bo większość problemów z
                poczęciem dotyka ludzi, którzy ogólnie rzecz biorąc płodni są. W znacznej części
                przypadków to dwoje płodnych ludzi ma problem z zajściem w ciążę.

                >Mimo że jestem
                > osobą która wierzy kościół nie jest dla mnie wyznacznikiem moralnym, ponieważ
                > nikt nie jest ze względu na pochodzenie co najwyżej ze względu na swoje zasługi
                > .
                > Konkretny ksiądz okej ale całościowo niee.

                Nie rozumiem Twojego toku myślenia, ale to chyba nie jest dyskusja na ten temat.
            • critic Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 28.04.09, 17:27
              Oburzający to jest fakt, że naprotechnolodzy biorą pieniądze nie oferując nic co
              nie byłoby dostępne w ramach NFZ (za darmo). Jak dla mnie to jest wyłudzenie.
              • adeinwan Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 28.04.09, 17:46
                Znaczy, że nauczyciel udzielający prywatnie korepetycji z materiału ustalonego
                przez MEN jest nieuczciwy? :)
                • soyokaze Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 28.04.09, 19:09
                  Przynajmniej teoretycznie, nauczyciel to także jest pedagog, choć osobiście
                  także wolałbym, gdyby nauka w szkole była na poziomie, który odbiera rację bytu
                  "korkom". Dowolny pracownik akademicki ma jednak zakaz udzielania jakichkolwiek
                  płatnych lekcji pod groźbą więzienia. Nawet z własnych badań.
                  • titta Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 07.05.09, 23:41
                    Tu pojechales. Szczegolnie, ze chyba wszyscy ich udzielaja. Chodzby
                    w psostaci "studiow zaocznych" i "kursow przygotowawczych".
                    Z bolacym gardlem tez mozna isc w panstwowo lub prywatnie. Calkiem
                    legalnie.
                    • soyokaze Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 09.05.09, 06:35
                      Nie wiem kto i nie wiem gdzie udziela, wiem gdzie nie udzielają i dlaczego: bo
                      dla studentów - a nie kandydatów czy kogośtam - są przeznaczone w tygodniu
                      regulaminowe godziny dyżurów, na których można się dowiedzieć czego się chce.
                      Państwowo - i legalnie, a prywatnie, to sobie można co najwyżej na herbatkę się
                      umówić, ale jak już gdzieś pojawi się koperta, to inni czujni studenci nie
                      pozwolą, by kolega miał tak łatwo. Wtedy do akcji wchodzi prokurator. A zaoczne
                      i cyrk z nimi związany to osobna bajka. Zważ jeszcze, że chyba tylko w szkole
                      próżno szukać pomocy nauczyciela bez pełnej kabzy.
            • yola13 Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 28.04.09, 17:45
              katol_kk napisał:

              > megasceptyk napisał:
              >
              > Mówienie o tym, że naprotechnolodzy chcą wyłudzić pieniądze od
              > ciemnego, zabobonnego ludu jest według mnie oburzające.
              >

              a według mnie jest w 100% trafione, bo jakie sa dowody i ile było
              badan klinicznych zeby udowodnic ze to pomaga, i jak mozna tak
              bezczelnie kłamac ze Naprotechnologia jest alternatywa dla In Vitro,
              skoro wiadomo ze sa schorzenia na które ta metoda nie pomoze a In
              Vitro owszem- pomoze?
              • katol_kk Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 29.04.09, 08:27
                > a według mnie jest w 100% trafione, bo jakie sa dowody i ile było
                > badan klinicznych zeby udowodnic ze to pomaga, i jak mozna tak
                > bezczelnie kłamac ze Naprotechnologia jest alternatywa dla In Vitro,
                > skoro wiadomo ze sa schorzenia na które ta metoda nie pomoze a In
                > Vitro owszem- pomoze?

                Sam profesor cytowany w artykule mówił o tym, że te metody od dawna są stosowane
                - nie w takim podejściu jak proponuje naprotechnologia, nie tak całościowo, ale
                ich pojedyncze elementy - więc sam przyznaje, że są skuteczne.

                Jak dla mnie naprotechnologia nie jest żadną alternatywą dla in-vitro, bo dla
                mnie nie ma alternatywy dla in-vitro, ja w ogóle nie biorę in-vitro pod uwagę,
                jako metoda, którą mógłbym stosować.

                Radzę poczytać trochę materiałów na temat in-vitro. Przedstawia się tą metodę
                jako cudowne panaceum, które pomaga wszystkim, którzy nie mogą mieć dzieci w
                sposób nazwijmy to "naturalny". A prawda jest taka, że nie pomaga ona wszystkim
                i nie jest tak skuteczna jak się o tym mówi. Dlaczego więc nie spróbować czegoś,
                co jest nieinwazyjne, co nie powoduje dylematów moralnych dotyczących
                zamrażanych zarodków i tego typu spraw.
                Zastanawia mnie siła, z jaką naprotechnologia atakowana jest na tym i podobnych
                forach, agresja z jaką wyśmiewa się ludzi, którzy nie negują tej metody, albo po
                prostu chcą się dowiedzieć o niej czegoś więcej. Tolerancja, jak widać nie
                dotyczy poglądów konserwatywnych. Należy się tylko liberalnym. To smutne.
                • aurita Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 29.04.09, 08:50
                  > Sam profesor cytowany w artykule mówił o tym, że te metody od dawna są stosowan
                  > e
                  > - nie w takim podejściu jak proponuje naprotechnologia, nie tak całościowo, ale
                  > ich pojedyncze elementy - więc sam przyznaje, że są skuteczne.


                  czytasz a nie rozumiesz: naprotechnologia NIE jest skuteczna dla ludzi dla
                  ktorych jedyna szansa jest IVF. Profesor mowil ze tez stosuje diagnostyke przed
                  IVF bo KAZDY ZACZYNA OD DIAGNOSTYKI.

                  > Radzę poczytać trochę materiałów na temat in-vitro. Przedstawia się tą
                  metodę jako cudowne panaceum, które pomaga wszystkim, którzy nie mogą mieć
                  dzieci w sposób nazwijmy to "naturalny".


                  to poczytaj troche o IVF a zobaczysz ze nikt tak IVF nie przedstawia.

                  > i nie jest tak skuteczna jak się o tym mówi. Dlaczego więc nie spróbować
                  czegoś co jest nieinwazyjne,


                  jakto nie inwazyjnego? Naprotechnologia to bardzo inwazyjna chirurgia. Po
                  chirurgi kobieta musi sie zagoic a potem znowu probowac. Jezeli nadal ma zrosty
                  (a wszelkie operacje to ryzyko zrostow) to nastepna chirurgia, czekanie itp. A
                  czas leci....Czy Ty wiesz o czym mowisz czy powtwrzasz co Ci ksiadz w kosciele
                  naopowiadal?
                  • katol_kk Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 29.04.09, 09:10
                    > czytasz a nie rozumiesz: naprotechnologia NIE jest skuteczna dla ludzi dla
                    > ktorych jedyna szansa jest IVF. Profesor mowil ze tez stosuje diagnostyke przed
                    > IVF bo KAZDY ZACZYNA OD DIAGNOSTYKI.

                    Wydaje mi się, że jednak coś tam rozumiem.
                    Nie wszyscy lekarze zaczynają od sensownej diagnostyki, więc ten argument mnie
                    nie przekonuje. Nie spotkałem się z osądem, że naprotechnologia pomaga na
                    wszystkie przypadki i zgadzam się, z Tobą, że zapewne są takie, na które do
                    zajścia w ciążę pomóc może tylko IVF. Tylko, że dla mnie nie jest to argument
                    przeciw naprotechnogii - ani za IVF.

                    > to poczytaj troche o IVF a zobaczysz ze nikt tak IVF nie przedstawia.

                    No jak to nie - słyszę ciągle, że ciemny, głupi naród otumaniony przez KK nie
                    chce tak oświeconej wspaniałej metody jak in-vitro.

                    > jakto nie inwazyjnego? Naprotechnologia to bardzo inwazyjna chirurgia. Po
                    > chirurgi kobieta musi sie zagoic a potem znowu probowac. Jezeli nadal ma zrosty
                    > (a wszelkie operacje to ryzyko zrostow) to nastepna chirurgia, czekanie itp. A
                    > czas leci....

                    Ale zdaje się, że te operacje wykonywane są tylko wtedy kiedy zdiagnozuje się
                    problem, kiedy jest szansa na jego naprawienie, a więc wyleczenie. In-vitro jest
                    tylko sposobem na obejście problemu niepłodności, nie leczy jej.

                    > Czy Ty wiesz o czym mowisz czy powtwrzasz co Ci ksiadz w kosciele
                    > naopowiadal?

                    Nie zgadzam się na taki sposób prowadzenia dyskusji, nie zgadzam się na
                    obrażanie mnie i moich poglądów.
                    • aurita Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 29.04.09, 09:23
                      katol_kk napisał:
                      > Nie zgadzam się na taki sposób prowadzenia dyskusji, nie zgadzam się na
                      obrażanie mnie i moich poglądów.


                      nie zgadzasz sie? a gdzie byles jak mnie nazywano "wyrafinowana aborcjonistka",
                      gdzie byles jak twierdzono ze kobiety nieplodne sa same sobie winne, gdzie byles
                      jak moje dziecko nazywano "produktem konsumpcyjnym"? gdzie byles jak moje
                      dziecko nazywano "Frankensteinem"?

                      W takim przypadku zgadzasz sie na obrazanie mnie i moich pogladow?

                      • katol_kk Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 29.04.09, 09:26
                        aurita napisała:
                        >
                        > nie zgadzasz sie? a gdzie byles jak mnie nazywano "wyrafinowana aborcjonistka",
                        > gdzie byles jak twierdzono ze kobiety nieplodne sa same sobie winne, gdzie byle
                        > s
                        > jak moje dziecko nazywano "produktem konsumpcyjnym"? gdzie byles jak moje
                        > dziecko nazywano "Frankensteinem"?
                        >
                        > W takim przypadku zgadzasz sie na obrazanie mnie i moich pogladow?

                        Powtarzam: ja się na taką dyskusję nie zgadzam i nie mam również zamiaru brać
                        odpowiedzialności za innych, którzy w taki sposób rozmawiają - nawet jeśli to
                        księża - a w zasadzie szczególnie wtedy.
                        To, że ktoś skrzywdził Ciebie nie znaczy, że daje to prawo Tobie krzywdzić
                        innych. Ja się z wypisanymi przez Ciebie powyżej zdaniami nie zgadzam.
                    • topewnieja Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 29.04.09, 10:03
                      ale przecież ty nie dyskutujesz tylko próbujesz bronić swoich racji nie biorąc w
                      ogóle pod uwagę racji innych.A to czy jesteś chrześcjaninem czy muzułmaninem czy
                      jakiejkolwiek innej wiary czy wyznania nie ma tu najmniejszego znaczenia gdyż
                      liczą się fakty a nie zabobony .Możesz sobie wierzyć w co chcesz ale nie mieszaj
                      w to innych...nikt Tobie nie każe stosować metod niezgodnych z twoim sumieniem
                      ale pozwól innym decydować co dla nich jest dobre i co uważają za
                      słuszne.Społeczeństwo to nie tylko ludzie religijni nieprawdaż?
                      • katol_kk Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 29.04.09, 10:20
                        topewnieja napisał:

                        > ale przecież ty nie dyskutujesz tylko próbujesz bronić swoich racji nie biorąc w
                        > ogóle pod uwagę racji innych.

                        Nie zgadzam się - piszę, że dla mnie in-vitro nie jest metodą nie do
                        przyjęcia i że według mnie npt nie jest oszustwem, jak próbuje się to
                        tutaj przedstawić.

                        > A to czy jesteś chrześcjaninem czy muzułmaninem czy
                        > jakiejkolwiek innej wiary czy wyznania nie ma tu najmniejszego znaczenia gdyż
                        > liczą się fakty a nie zabobony.

                        Dla Ciebie to zabobony - dla mnie fakty. Dla mnie moja wiara ma ogromne
                        znaczenie, również jeśli chodzi o metody leczenia niepłodności jakie wybrałbym.

                        > Możesz sobie wierzyć w co chcesz ale nie mieszaj
                        > w to innych...nikt Tobie nie każe stosować metod niezgodnych z
                        > twoim sumieniem
                        > ale pozwól innym decydować co dla nich jest dobre i co uważają za
                        > słuszne.Społeczeństwo to nie tylko ludzie religijni nieprawdaż?

                        Zgadzam się z Tobą w zupełności. Nie zgodzę się tylko na to, żeby pokazywać npt
                        jako skok na kasę oszustów mamionych przez kościół.
                        • katol_kk Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 29.04.09, 10:21

                          > Nie zgadzam się - piszę, że dla mnie in-vitro nie jest metodą nie do
                          > przyjęcia

                          Pomyłka edycyjna, powinno być: "in-vitro jest metodą nie do przyjęcia"
                • wiherek Re: Wymień mi co dostajesz za darmo. 29.04.09, 09:02
                  Bardzo smutne...
        • maura4 Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 16:05
          A co na tym swiecie jast za darmo ? Nawet polisę na zycie wieczne
          musisz ciagle opłacać. Bóg potrafi wszystko . Nie potrafi tylko
          wypłacac pensji swoim urzędnikom ,których sam powołał.
      • zawsze.aliks Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 18:40
        Polecam artykuł wstępny prof. R. Dębskiego w
        styczniowej "Ginekologii po dyplomie". Nic dodać nic ująć, niestety.
        • aurita zawsze.aliks 28.04.09, 20:01
          Poprosze o jakiegos linka/tekst cokolwiek pliz
          • zawsze.aliks Re: zawsze.aliks 28.04.09, 20:11
            Ha, nie wiem czy funkcjonuje wydanie internetowe, bo zwykle
            korzystam z tradycyjnego. Do wydawcy - gpd@medical-tribune.pl
            W lutym 2008 (nie 2009) - wydanie specjalne ze stanowiskiem
            ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego nt. leczenia
            niepłodności.
            • aurita Re: zawsze.aliks 28.04.09, 20:44
              www.forumginekologiczne.pl/txt/s,0,1,37,Niep%C5%82odno%C5%9B%C4%87
              dzieki, znalazlam cos takiego, to sie doksztalce :)
    • wiherek Leczona NaProTechnologicznie 27.04.09, 11:32
      Jednak zdecydowałam się powiedzieć kilka słów po długim namyśle (postaram się
      bez emocji):
      1. NaProTechnologia nie twierdzi że jest pod jakimkolwiek względem nowatorska
      (zwłaszcza w stosunku do metod leczenia stosowanych w stanach Zjednoczonych, u
      nas niestety niektóre z nowoczesnych metod nie są wdrażane).
      2. Niestety pani minister, wszystkie doskonale wiemy, że do ginekologa na NFZ
      się kobieta nie dostanie - no, może po pół roku czekania. O badaniach nie będę
      wspominać.
      3. Przeżyłam 2 poronienia, jednak żadne z lekarzy "zwykłych" nie raczył
      zdiagnozować powodu - mam się starać dalej i sobie dalej ronić.
      4. Moim zdaniem każdy ginekolog powinien być takim NaProTechnologiem, który
      zdiagnozuje przyczynę niepowodzeń czy to w zajściu w ciążę, czy to w jej
      utrzymaniu. Przecież jak wiadomo, i co pisze się w tym artykule, metoda ta
      korzysta ze znanych powszechnie osiągnięć. Niestety dalecy jesteśmy od ideału -
      o badania trzeba żebrać, nie mówiąc już o tym aby uzyskać jakiekolwiek wskazówki
      od lekarza i informację o potencjalnej przyczynie takiego a nie innego stanu rzeczy.
      5. Abstrahując od tego czy in vitro jest równoważne z mrożeniem dzieci czy też
      nie dla niektórych jest to metoda niedopuszczalna (dla mnie) jednak w klinikach
      "leczenia" niepłodności niestety idzie się "na łatwiznę" i wysyła kobietę na in
      vitro, bez dogłębnej diagnostyki jaka ma miejsce w przypadku NaProTechnologii.
      Nie wiem czemu: bo łatwiej? bo łatwiejszy zysk?
      6. Dlaczego ja zdecydowałam się na tę metodę? Bo wierzę, że mój problem zostanie
      wyeliminowany. W przypadku procedury in vitro zostałby jedynie załatany. Ja chcę
      być zdrowa - a nie tylko posiadać dziecko. Wybór należy do każdej z par.
      7. Oczywiście NaProTechnologia nie poradzi sobie w każdym przypadku niepołdności
      (i nikt tak nie twierdzi) i wtedy tylko do decyzji pary będzie należało to, czy
      podda się bardziej inwazyjnym metodom, by uzyskać ciążę (nikt im przecież nie
      zabrania - pozostaje jedynie ich własne sumienie)
      Podsumowując: moim zdaniem Panowie profesorowie z klinik leczenia niepłodności
      nie powinni się aż tak oburzać. Czyżby obawiali się że metoda ta skutecznie
      uniemożliwi uchwalenie refundacji procedur in vitro i wtedy ich zyski będą
      mniejsze? Bo czemuż mieliby się aż tak oburzać na standardowe, dobrze znane
      procedury lekarskie tylko pod inną nazwą... Cóż - NaProTechnologia to po prostu
      sztandar dla lekarzy, którzy nie godzą się z pewnym sposobem postępowania.
      Mm nadzieję, że nikogo nie oburzyłam swoją wypowiedzią - starałam się aby
      zabrzmiała ona najbardziej "merytorycznie" jak to możliwe.
      • ewaskorka :-)) Popieram Napro 27.04.09, 12:50
        Zgadzam się , Napro jest rzeczywistym leczenie i chyba dlatego jest tak
        atakowane przez lobby in vitro.
        • zawsze.aliks Re: :-)) Popieram Napro 28.04.09, 19:39
          W oparciu o treść artykułu nie można stwierdzić, czy NaPro w ogóle
          jest leczeniem. Z tekstu wynika, że jest to popularyzowanie kilku
          metod diagnostycznych wybranych subiektywnie spośród całego cyklu
          postępowania przewidzianego w rozpoznawaniu i leczeniu niepłodności,
          na dodatek przeprowadzane przez osoby bez medycznego wykształcenia,
          czyli de facto, nieznające się na zagadnieniu.
          • ewaskorka Re: :-)) Popieram Napro 28.04.09, 22:55
            Nie jest prawdą że leczeniem zajmują się osoby bez medycznego wykształcenia.
            Trzeba odróżnić instruktora, który rzeczywiście nie musi być lekarzem, od
            NAPROTECHNOLOGA, który ZAWSZE JEST LEKARZEM.
            Zadaniem instruktora jest nauczyć Parę obserwować i zapisywać obserwacje w
            sposób standaryzowany,a potem z obserwacjami Para udaje się do lekarza, który
            dostosowuje leczenie do konkretnej sytuacji pacjentki. Więc zarzuty, że zajmują
            się tym osoby mało wykwalifikowane jest wyssany z palca i tylko "ładnie" brzmi
            dla osób mało poinformowanych.
      • naparstnica_purpurowa Re: Leczona NaProTechnologicznie 28.04.09, 16:13
        wiherek napisała:

        > 2. Niestety pani minister, wszystkie doskonale wiemy, że do
        ginekologa na NFZ
        > się kobieta nie dostanie - no, może po pół roku czekania.

        Przepraszam . I ja i koleżanki chodzimy do gina na NFZ. Prywatna
        przychodnia, czysto,ślicznie, usg przy kazdej wizycie, cytologia za
        darmo. Czeka się ok. 7-14 dni (ul. Łowiecka, Wrocław).

        > O badaniach nie będę
        > wspominać.

        Musiałaś miec pecha.

        > 7. Oczywiście NaProTechnologia nie poradzi sobie w każdym
        przypadku niepołdności
        > i
        > (i nikt tak nie twierdzi)


        No problem w tym,ze niektórzy tak twierdzą. Że to ALTERNATYWA DLA IN
        VITRO. Tymczasem nie jest to prawda. Przy niedrożnych jajowodach
        np. naturalne wspomaganie rozrodu, sluzy, cykle, temperatury etc. są
        psu na budę.
        Niech sobie to Napro istnieje, tylko trzeba uczciwie powiedzieć, kto
        tego może próbować.
        • wiherek Re: Leczona NaProTechnologicznie 28.04.09, 17:26
          Naparstnico - tak miałam pecha...
          A może pewna mniejszość ma szczęście, a to większość ma tego pecha.
          Jeśli chodzisz do ginekologa nie mając żadnych problemów - rzeczywiście będzie
          on dla ciebie dobrym lekarzem. Gorzej gdy pojawią się problemy - wtedy będziesz
          musiała kopać...
          • naparstnica_purpurowa Re: Leczona NaProTechnologicznie 28.04.09, 20:10
            wiherek napisała:

            > Jeśli chodzisz do ginekologa nie mając żadnych problemów -
            rzeczywiście będzie
            > on dla ciebie dobrym lekarzem.

            Ciekawa teoria.
            Zawsze myślałam,ze do lekarza chodzi się z problemami. Dla Twojej
            informacji - nie, nie chodze tylko po recepty i leczyć grzybicę.
            Jestem kobietą po różnych "przejściach" ginekologicznych i
            położniczych. Nie wiem skąd u Ciebie przekonanie,że nie da się
            leczyć na NFZ. To,że nie udaje się Tobie, nie oznacza,że wszyscy
            lekarze są leniwi i nieetyczni i trzeba pójśc do naprotechnika,zeby
            się czegoś o sobie dowiedzieć.
            • wiherek Re: Leczona NaProTechnologicznie 28.04.09, 20:11
              Nie twierdzę że tak jest zawsze - lecz na pewno często...
        • czeczot Re: Leczona NaProTechnologicznie 28.04.09, 18:11
          Ależ naprotechnologia to tez leczenie chirurgiczne, udraznianie
          jajowodow itd. Prof. Hilgers, ktory opracowal naprotechnologie, to
          swietny chirurg, ktory udoskonalil metody chirurgiczne. W sytuacji,
          kiedy nowoczesna chirurgia jest w stanie przeprowadzac skomplikowane
          operacje oka, robic transplantacje organow itp. dziwne jest, ze
          standardowi lekarze maja takie problemy z udraznianiem jajowodow,
          usuwaniem endometriozy itd. - jakos nie widac w tej dziedzinie zbytnich
          postepow. A w napro te postepy nastapily, musimy tylko poczekac, az one
          dotra do Polski.
          • naparstnica_purpurowa Re: Leczona NaProTechnologicznie 28.04.09, 20:12
            czeczot napisał:

            > dziwne jest, ze
            > standardowi lekarze maja takie problemy z udraznianiem jajowodow,
            > usuwaniem endometriozy itd. - jakos nie widac w tej dziedzinie
            zbytnich
            > postepow. A w napro te postepy nastapily, musimy tylko poczekac,
            az one
            > dotra do Polski.

            Możesz coś napisac na temat tych postepów? Czym rózni się chirurgia
            ginekologiczna "napro" od tradycyjnej? Moze być link "po
            zagranicznemu".
            • wiherek Re: Leczona NaProTechnologicznie 29.04.09, 07:23
              Mnie również bardzo interesują te dane :D Jakby się dało to proszę na priv.
              • czeczot Re: Leczona NaProTechnologicznie 29.04.09, 13:49
                Byl o tym wyczerpujacy wyklad na konfenrecji o napro miesiac temu, bylo 500 osob
                i ponad 80 lekarzy. Informacje o chirurgii napro w skrocie mozna znalezc na
                oficjalnej stronie napro:

                www.naprotechnology.com/surgical.htm
                Zasadniczo sprawa jest ogolnie znana, ze sa osrodki, w ktorych "jakos" operacje
                wychodza lepiej, a w innych "jakos" gorzej, choc niby procedury tak samo sie
                nazywaja (np. najlepsza kardiochirurgia na slasku itp.). Bo przeprowadzic
                operacje na czlowieku to cos duzo bardziej skomplikowanego niz naprawic
                samochod, a tez wiadomo, ze mechanik mechanikowi nierowny. Liczy sie wprawa,
                uzyte techniki, materialy zabezpieczajace przed zrostami, techniki szycia,
                umiejetnosc poslugiwnia sie laserem itd. Np laparoskopie mozna wykonac po
                lebkach w pol godziny, albo zrobic ja bardzo dokladnie tak, by znalezc nawet
                niewielkie ogniska endometriozy i od razu laserowo je usunac. W napro robi sie
                np. near-contact laparoscopy, skutecznosc poparta publikacjami w pubmed i w
                napro sie z tego korzysta jak i z wielu innych odkryc dostepnych w bazie pubmed.
                • wiherek Re: Leczona NaProTechnologicznie 29.04.09, 15:35
                  Bardzo dziękuję za odpowiedź.
                  Tylko dlaczego nie korzystają z tych osiągnięć lekarze w klinikach niepłodności?
                  • aurita Re: Leczona NaProTechnologicznie 29.04.09, 16:12
                    ale kto Ci znowu naopowiadal ze nie korzystaja??? dlaczego kojarzysz klinike
                    leczenia nieplodnosci tylko z IVF?
                    Kliniki przeprowadzaja szerg badan diagnostycznych/ leczniczych
                • aurita Re: Leczona NaProTechnologicznie 29.04.09, 15:40
                  > np. near-contact laparoscopy, skutecznosc poparta publikacjami w pubmed i w
                  napro sie z tego korzysta jak i z wielu innych odkryc dostepnych w bazie pubmed


                  No wlasnie: naprotechnologia nie jest nagle spadla z nieba cudowna technologia a
                  tak wmawia KK i jego fani.


                  > Byl o tym wyczerpujacy wyklad na konfenrecji o napro miesiac temu, bylo 500
                  osob i ponad 80 lekarzy.


                  500 ksiezy i siostr zakonnych?
      • zawsze.aliks Re: Leczona NaProTechnologicznie 28.04.09, 19:08
        Wypowiedź nie jest oburzająca, ale zdradza pewne niedoinformowanie.
        Otóż, wg polskich standardów, dwa poronienia nie są jeszcze
        wskazaniem do wszczynania diagnostyki. Nie zabrania się ale i nie
        zachęca. NaPro nie oferuje natomiast niczego co w standardach
        leczenia niepłodności nie figuruje. Diagnostyka dot. cyklu
        miesiączkowego, hormonalna, nieprawidłowości narządu rozrodczego -
        wszystko tam jest. I dużo, dużo więcej. NaPro czerpie bardzo
        wybiórczo z tego co leczenie niepłodności przewiduje jako całość. I
        jeszcze - przykro mi bardzo ale medtoda in vitro do nawracających
        poronień ma się nijak. To leczenie dla par, u których niemożliwe
        jest zajście w ciążę, a nie jej donoszenie. Życzę powodzenia,
        niezależnie od metody.
        • aurita Re: Leczona NaProTechnologicznie 28.04.09, 20:00
          ja widze jedna mozliwosc IVF przy poronieniach: nosicielstwo jakiejs choroby
          genetycznnej a wtedy diagnoza preimplantacyjna.
          Ale nie chcialam nawet o tym wiherkowi wspominac
          • zawsze.aliks Re: Leczona NaProTechnologicznie 28.04.09, 20:14
            Ja też nie... Oczywiście, nieprawidłowy kariotyp może prowadzić do
            utraty ciąży.
          • wiherek Re: Leczona NaProTechnologicznie 28.04.09, 20:19
            aurita napisała:

            > ja widze jedna mozliwosc IVF przy poronieniach: nosicielstwo jakiejs choroby
            > genetycznnej a wtedy diagnoza preimplantacyjna.
            > Ale nie chcialam nawet o tym wiherkowi wspominac
            A ja chętnie sugestii wysłucham. Tylko proszę na priva bo już się tu gubię...
      • roma_2000 Re: Leczona NaProTechnologicznie 29.04.09, 23:50
        Zgadzam się z Tobą w 100%. Ja akurat nie mam problemów w zachodzeniem
        w ciążę, ale za to z jej donoszeniem, mniejsza o to...
        Do mnie trafia to, co piszesz i cieszę się z tego, ż ena tym forum
        mogę przeczytać i taki głos.
    • marra_x Błogosławiona metoda 27.04.09, 13:30
      Chciałam się odnieść do wypowiedzi prof. Kuczyńskiego "Każdy lekarz powinien na samym wstępie wyjaśnić, jak wygląda cykl płodności kobiety, poinstruować, jak starać się o dziecko, jeśli może to nastąpić w sposób naturalny. Co więcej, lekarz robi to za darmo, a w ośrodku naprotechnologicznym za pomoc instruktora trzeba płacić."
      Każdy lekarz powinien - ale czy to robi? Skąd się biorą kobiety, które mając 30 lat nie znają metod rozpoznawania płodności i nie mają pojęcia, że ich problemy z zajściem w ciążę wiążą się ze współżyciem w czasie niepłodnym? Czemu przez całe moje życie żaden lekarz nie zadał mi pytania, czy obserwuję samą siebie, czy umiem stwierdzić, kiedy miałam owulację? Czemu robią wielkie oczy, kiedy pokazuję wykresy moich cykli i czemu każą mi je schować twierdząc, że to nieszkodliwa rozrywka? [Dodam, że chodziłam do lekarzy praktykujących w szpitalach (za darmo) i prywatnie (za duże pieniądze)]. Czemu bez podawania skutków ubocznych zapisuje się młodym dziewczynom antykoncepcję hormonalną, nie martwiąc się o skutki fizyczne i psychiczne? Czemu nieświadomą objawów własnego organizmu dziewczynę faszeruje się sterydami, bez sprawdzenia, czy badania były przeprowadzone w owulację?
      I pytanie ostatnie: czemu środowisku medycznemu w Polsce nie podoba się, że naprotechnologia może stać się popularna?
      Pytanie pozostawiam otwarte, liczę na twórczą dyskusję.
      • aurita Re: Błogosławiona metoda 27.04.09, 14:02
        > I pytanie ostatnie: czemu środowisku medycznemu w Polsce nie podoba się, że
        naprotechnologia może stać się popularna?

        na to pytanie chyba odpowiedzieli w artykule? przeczytaj jeszcze raz.

        • wiherek Re: Błogosławiona metoda 27.04.09, 16:14
          aurita napisała:

          > > I pytanie ostatnie: czemu środowisku medycznemu w Polsce nie podoba się,
          > że
          > naprotechnologia może stać się popularna?
          >
          > na to pytanie chyba odpowiedzieli w artykule? przeczytaj jeszcze raz.
          >
          Aurito - nie mogę napisać, że lekarze ginekolodzy w Polsce na niczym się nie
          znają i to tylko same konowały, gdyż tak nie jest i byłoby to bardzo duże
          uogólnienie, aczkolwiek mój przypadek jest doskonałym przykładem na
          niekompetencje i pewnego rodzaju "sztampowe" postępowanie niektróych z nich.
          Jednak, z całym szacunkiem dla Panów Profesorów wypowiadających się o metodzie,
          nie mają oni pełnej wiedzy na temat NaProTechnologii. A jeśli mają tę wiedzę, to
          wypowiadając się tak a nie inaczej, postępują asekuracyjnie - obawiają się o
          swoje prywatne kliniki. Dlaczego bowiem mieliby negować metody, którymi w pewnym
          zakresie - jak sami mówią - się posługują. Dlaczego nie może być tak, że zarówno
          in vitro jest refundowane jak i procedury NaProTechnologiczne, będące tymi,
          które również stosują "invitrowcy" - jak sami mówią?
          Ja uważam powyższy artykuł za bardzo stronniczy, trudno nie odnieść takiego
          wrażenia. Pokuszę się nawet że jest on wprost czy nie - sponsorowany przez pewne
          lobby.
          Bardzo się cieszę, że masz dziecko - ja jeszcze go nie mam, ale wierzę, że mieć
          będę. I nadzieję swoją pokładam właśnie w lekarzu zajmującym się NaProTechnologią.
          Nadmienię że w Stanach Zjednoczonych są nawet pary, po 4 próbach in vitro, które
          uzyskały ciążę dzięki NaProTechnologii. Potrzebne źródło:
          www.youtube.com/watch?v=cUhKs1goqQo
          Myślę, że nie powinniśmy tak oszczerczo przedstawiać metody, która może być
          pomocna dla par o takim a nie innym światopoglądzie. Mamy przecież wolność słowa
          i sumienia...
          Pozdrawiam serdecznie
          • aurita Re: Błogosławiona metoda 27.04.09, 19:31
            Droga wiherku, serdecznie Ci zycze abys nigdy nawet nie musiala nawet przez sekunde myslec o IVF i aby Twoje leczenie , nawet naprotechnologiczne, bylo krotkie i owocne.

            > swoje prywatne kliniki. Dlaczego bowiem mieliby negować metody, którymi w pewnym zakresie - jak sami mówią - się posługują.

            Z naciskiem na w pewnym zakresie: dlaczego lekarz ma proponowac malo skuteczne udraznianie chirurgiczne jajowodow ( a wrecz niebezpieczne) skoro metody IVF maja w tym przypadku mniej ryzyka i sa skuteczniejsze?
            Profesorowie mowia wyraznie: to nieprawda ze podchodzac do IVF pary nie sa zdiagnozowane (a to mozna przeczytac na stronach "prolife"): pomysl IVF w Polsce kosztuje 12-18 tysiecy. Kogo na to stac? czy nie przebadalabys sie wczesniej zeby nie wydawac takiej sumy (o uciazliwosciach innego typu nie wspomne).
            Oczywiscie ze sa szarlatani, ale to z IVF nie ma nic wspolnego!.

            > Nadmienię że w Stanach Zjednoczonych są nawet pary, po 4 próbach in vitro, które uzyskały ciążę dzięki NaProTechnologii.
            1) dla mnie zrodlem jest "pubmed" a nie "you tube" a w pubmedzie jest tylko JEDNA praca dotyczaca naprotechnologii.
            2) znam pary ktore zaszly naturalnie w ciaze bez IVF
            3) znam pary ktore zaszly w naturalnie w ciaze po nieudanym IVF
            4) znam pary ktore zaszly w naturalnie w ciaze po udanym IVF
            5) znam pary ktore zaszly w naturalnie w ciaze po latach od zaprzestania leczenia
            6) znam pary ktore w ciaze nie zaszly...

            Problem z naprotechnologia jest taki ze moga zabrac czas osobom ktore juz tego czasu nie maja. Naprotechnologia nie pomoze w przypadku nieplodnosci meskiej (i co z tego ze wiesz kiedy jajeczkujesz i kiedy masz okres plodny?), w wielu przypadkach nieplodnosci zenskiej. I wtedy normalny lekarz powinien powiedziec ze IUI, IVF , ICSI sa jedyna metoda na poczecie biologicznego dziecka. A naprotechnolog powie Ci ze medycyna nic dla Ciebie nie moze zrobic.
            Pozatym naprotechnolog nie musi byc lekarzem ale musi katolikiem... no sorry....

            > Myślę, że nie powinniśmy tak oszczerczo przedstawiać metody

            o przepraszam! to OBOWIAZEK lekarzy a szczegolnie Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego aby wyraznie okreslic swoje stanowisko w sprawie naprotechnologii. Bo to lekarze a nie KK znaja sie na leczeniu nieplodnosci. Do IVF nie musisz podchodzic, ale wybierajac jakakolwiek metode leczenia musisz wiedziec czy jest skuteczna.


            Tak na marginesie ktos powyzej napisal ze 30latki nie wiedza kiedy sa dni plodne: to wie kazda baba nie mogaca miec dzieci (i co z tego)
            • wiherek Re: Błogosławiona metoda 27.04.09, 20:27
              > Z naciskiem na w pewnym zakresie: dlaczego lekarz ma proponowac malo skuteczne
              > udraznianie chirurgiczne jajowodow ( a wrecz niebezpieczne) skoro metody IVF ma
              > ja w tym przypadku mniej ryzyka i sa skuteczniejsze?

              1. Myślę, że kwestia bezpieczeństwa obu metod w tym zakresie jest bardzo dyskusyjna.
              2. Bo udrożnienie jajowodów rozwiąże problem, kobieta będzie miała je drożne i zajdzie w ciążę kilkakrotnie naturalnie.
              3. Nie chciałam uciekać w ten argument, gdyż to argument, który z założenia nie jest akceptowany w tej funkcji przez wiele osób a nie ma co niepotrzebnie jątrzyć: gdyż życie zaczyna się po połączeniu komórki jajowej i plemnika (ja uważam swoje dzieci 9tc i 5tc za dzieci nienarodzone) - dla mnie to oczywiste. In vitro niestety stanowi zagrożenie dla życia poczętego, dla mnie jako dla katoliczki jest to niedopuszczalne.
              > Profesorowie mowia wyraznie: to nieprawda ze podchodzac do IVF pary nie sa zdiagnozowane (a to mozna przeczytac na stronach "prolife"): pomysl IVF w Polsce kosztuje 12-18 tysiecy. Kogo na to stac? czy nie przebadalabys sie wczesniej zeby nie wydawac takiej sumy (o uciazliwosciach innego typu nie wspomne).
              > Oczywiscie ze sa szarlatani, ale to z IVF nie ma nic wspolnego!

              Byłam w klinice leczenia niepłodności - znanej, cenionej - (mimo że oboje z mężem płodni jesteśmy). Znam niestety realia w tym zakresie. Próby zdiagnozowania problemu - u mnie dosyć prostego - nie były podejmowane, wręcz objawy, o których lekarzowi mówiłam były lekceważone. Myślę, że po prostu łatwiejszym i bardziej zyskownym było wysłanie mnie kilka razy na IUI a po jakimś czasie na in vitro.
              > 1) dla mnie zrodlem jest "pubmed" a nie "you tube" a w pubmedzie jest tylko JEDNA praca dotyczaca naprotechnologii.
              Myślę, że biorąc pod uwagę wszystkie prace dotyczące diagnozowania i LECZENIA (a nie maskowania) niepłodności i poronień nawykowych prac znajdzie się dużo więcej - z zakresu zwykłej ginekologii, która "na codzień" powinna być uprawiana. Do tego dopisałabym również prace związane z metodami obserwacji objawów płodności u kobiet.
              > 2) znam pary ktore zaszly naturalnie w ciaze bez IVF
              > 3) znam pary ktore zaszly w naturalnie w ciaze po nieudanym IVF
              > 4) znam pary ktore zaszly w naturalnie w ciaze po udanym IVF
              > 5) znam pary ktore zaszly w naturalnie w ciaze po latach od zaprzestania leczenia

              SUPER :D Jest nadzieja dla wielu par :D A my się niektóre tak czasami zadręczamy :D
              > Problem z naprotechnologia jest taki ze moga zabrac czas osobom ktore juz tego czasu nie maja. Naprotechnologia nie pomoze w przypadku nieplodnosci meskiej (i co z tego ze wiesz kiedy jajeczkujesz i kiedy masz okres plodny?), w wielu przypadkach nieplodnosci zenskiej. I wtedy normalny lekarz powinien powiedzieć ze IUI, IVF , ICSI sa jedyna metoda na poczecie biologicznego dziecka. A naprotechnolog powie Ci ze medycyna nic dla Ciebie nie moze zrobic.
              Generalnie z tego co wiem ludzie mają mózgi, potrafią racjonalnie myśleć i potrafią dokonywać wyboru o ile im się ten wybór da.
              > Pozatym naprotechnolog nie musi być lekarzem ale musi katolikiem... no sorry...
              Tego, czy mój lekarz naprotechnolog jest czy nie jest katolikiem nie wiem, nie weryfikowałam. Wiem natomiast, że nie pluje w twarz żadnemu lekarzowi stosującemu metody in vitro. Jemu niestety pluje się w twarz... I to jest dla mnie problem...
              > o przepraszam! to OBOWIAZEK lekarzy a szczegolnie Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego aby wyraznie okreslic swoje stanowisko w sprawie naprotechnologii. Bo to lekarze a nie KK znaja sie na leczeniu nieplodnosci. Do IVF nie musisz podchodzic, ale wybierajac jakakolwiek metode leczenia musisz wiedziec czy jest skuteczna.
              Myślę, że trudno jest się wypowiadać Polskiemu Towarzystwu Ginekologicznemu o metodach, które stosują / powinni stosować (!) na codzień - myślę tu choćby o badaniach hormonalnych, których mi nikt nie chciał zlecić, a które są kluczowe w naszym przypadku. Nadmienię, że byłam u 5 lekarzy w ciągu roku.
              > Tak na marginesie ktos powyzej napisal ze 30latki nie wiedza kiedy sa dni plodn
              > e: to wie kazda baba nie mogaca miec dzieci (i co z tego)

              Przeprowadziłam rozmowy z wieloma moimi koleżankami na ten temat - one rzeczywiście, mimo wyższego wykształcenia nie wiedzą tego...
              • aurita Re: Błogosławiona metoda 27.04.09, 21:30
                > 2. Bo udrożnienie jajowodów rozwiąże problem, kobieta będzie miała je drożne i
                zajdzie w ciążę kilkakrotnie naturalnie.
                Jezeli sie uda. Czesto sie nie udaje bo rzesek nie mozna naprawic chirurgicznie.
                Udraznianie jajowodow zwieksza ryzyko ciaz pozamacicznych o ponad 100 %.
                IVF to wlasnie metoda dla kobiet z niedroznymi jajowodami. DLa nich zostala
                opracowana juz ponad 30 lat temu poniewaz udraznianie chirurgiczne nie bylo
                skuteczne.

                > 3. niestety stanowi zagrożenie dla życia poczętego, dla mnie jako dla
                katoliczk i jest to niedopuszczalne.
                Nie chce byc niegrzeczna ale skoro cierpisz na nawykowe poronienia to jako
                katoliczka powinnas unikac zachodzenia w ciaze: wiesz ze Twoje nienarodzone
                dzieci umra: zachodzenie w ciaze jest dla nich smiertelnym niebezpieczenstwem.
                IVF pozwala na poczecie (3-6 dni), dalsza ciaza (9 miechow) jest naturalna. Tak
                samo jak przy poczeciu naturalnym wiekszosc zaplodnien nie konczy sie
                narodzinami dziecka. Roznica jest tylko taka ze przy IVF wiesz na 100% ze do
                zaplodnienia doszlo.

                > Próby zdiagnozowania
                > problemu - u mnie dosyć prostego - nie były podejmowane

                rozumiem ze masz juz diagnoze i jestes w ciazy?

                > j zyskownym było wysłanie mnie kilka razy na IUI a po jakimś czasie na in vitro
                To widocznie nie bylas w dobrej klinice. W klinice w ktorej ja sie leczylam 1/3
                nie jest wynikiem IVF.
                Trafilam tam z prosta diagnoza a mimo to przed IVF dostalam kartke A4 z
                badaniami do zrobienia.

                > Myślę, że biorąc pod uwagę wszystkie prace dotyczące diagnozowania
                To zle myslisz, ja podalam Ci fakty. Naprotechnologia to JEDEN artykul naukowy,
                zreszta dyskusyjny. Nazwanie znanych metod nowa nazwa wskazuje na manipulacje:
                KK probuje ludziom wmowic ze ma nowa, najskuteczniejsza pod sloncem technike
                leczenia,a tak nie jest

                > Generalnie z tego co wiem ludzie mają mózgi, potrafią racjonalnie myśleć i
                potrafią dokonywać wyboru o ile im się ten wybór da.
                kluczowe jest tutaj "o ile": naprotechnolog wyboru Ci nie da. W pracy naukowej o
                ktorej mowi powyzej odrzucono wszystkie przypadki nieplodnosci meskiej.

                > Myślę, że trudno jest się wypowiadać Polskiemu Towarzystwu Ginekologicznemu

                Dlaczego trudno? to sa specjalisci ktorzy zapewne i Twojemu lekarzowi (nie wiesz
                czy jest katolikiem ale mam nadzieje ze wiesz czy jest lekarzem?)nadawali tytul.


                > Przeprowadziłam rozmowy z wieloma moimi koleżankami na ten temat - one
                rzeczywiście, mimo wyższego wykształcenia nie wiedzą tego...
                masz wiele nieplodnych kolezanek? Mowilam o kobietach majacych problem z plodnoscia.


                • wiherek Re: Błogosławiona metoda 27.04.09, 22:07
                  aurita napisała:

                  > > 2. Bo udrożnienie jajowodów rozwiąże problem, kobieta będzie miała je dro
                  > żne i
                  > zajdzie w ciążę kilkakrotnie naturalnie.
                  > Jezeli sie uda. Czesto sie nie udaje bo rzesek nie mozna naprawic chirurgicznie
                  > .
                  > Udraznianie jajowodow zwieksza ryzyko ciaz pozamacicznych o ponad 100 %.
                  > IVF to wlasnie metoda dla kobiet z niedroznymi jajowodami. DLa nich zostala
                  > opracowana juz ponad 30 lat temu poniewaz udraznianie chirurgiczne nie bylo
                  > skuteczne.
                  Niestety nie mam wystarczającej wiedzy, by odpowiedzieć na tę kwestię
                  > > 3. niestety stanowi zagrożenie dla życia poczętego, dla mnie jako dla
                  > katoliczk i jest to niedopuszczalne.
                  > Nie chce byc niegrzeczna ale skoro cierpisz na nawykowe poronienia to jako
                  > katoliczka powinnas unikac zachodzenia w ciaze: wiesz ze Twoje nienarodzone
                  > dzieci umra: zachodzenie w ciaze jest dla nich smiertelnym niebezpieczenstwem.
                  > IVF pozwala na poczecie (3-6 dni), dalsza ciaza (9 miechow) jest naturalna. Tak
                  > samo jak przy poczeciu naturalnym wiekszosc zaplodnien nie konczy sie
                  > narodzinami dziecka. Roznica jest tylko taka ze przy IVF wiesz na 100% ze do
                  > zaplodnienia doszlo.
                  Obecnie nie staram się o ciążę z tego właśnie powodu. Czekam na dogłębną
                  diagnozę i leczenie

                  > > Próby zdiagnozowania
                  > > problemu - u mnie dosyć prostego - nie były podejmowane
                  >
                  > rozumiem ze masz juz diagnoze i jestes w ciazy?
                  Tak, wstępna diagnoza została postawiona. Nie jestem w ciąży - patrz wyżej
                  > > j zyskownym było wysłanie mnie kilka razy na IUI a po jakimś czasie na in
                  > vitro
                  > To widocznie nie bylas w dobrej klinice. W klinice w ktorej ja sie leczylam 1/3
                  > nie jest wynikiem IVF.
                  > Trafilam tam z prosta diagnoza a mimo to przed IVF dostalam kartke A4 z
                  > badaniami do zrobienia.
                  Aby dyskutować na ten temat musiałybyśmy wymienić się danymi dotyczącymi
                  klinik, a na forum publicznym raczej nie należy tego robić

                  > > Myślę, że biorąc pod uwagę wszystkie prace dotyczące diagnozowania
                  > To zle myslisz, ja podalam Ci fakty. Naprotechnologia to JEDEN artykul naukowy,
                  > zreszta dyskusyjny. Nazwanie znanych metod nowa nazwa wskazuje na manipulacje:
                  > KK probuje ludziom wmowic ze ma nowa, najskuteczniejsza pod sloncem technike
                  > leczenia,a tak nie jest
                  Ależ wciąż zapominasz że naprotechnologia to de facto ginekologia w
                  tradycyjnym pojęciu tyle że rozszerzona o aktywność kobiety podczas stawiania
                  diagnozy - to kobieta robi stosowne obserwacje. To jest jedno z narzędzi
                  diagnostyki dla lekarza

                  > > Generalnie z tego co wiem ludzie mają mózgi, potrafią racjonalnie myśleć
                  > i
                  > potrafią dokonywać wyboru o ile im się ten wybór da.
                  > kluczowe jest tutaj "o ile": naprotechnolog wyboru Ci nie da. W pracy naukowej
                  > o
                  > ktorej mowi powyzej odrzucono wszystkie przypadki nieplodnosci meskiej.
                  Alez przecież żaden naprotechnolog nie zabrania iść do kliniki leczenia
                  niepłodności przy wykorzystaniu metody in vitro

                  > > Myślę, że trudno jest się wypowiadać Polskiemu Towarzystwu Ginekologiczne
                  > mu
                  >
                  > Dlaczego trudno? to sa specjalisci ktorzy zapewne i Twojemu lekarzowi (nie wies
                  > z
                  > czy jest katolikiem ale mam nadzieje ze wiesz czy jest lekarzem?)nadawali tytul
                  Już odpowiedziałam na to pytanie w poprzednim poście - bo musieliby zanegować
                  cały arsenał metod którymi się posługują / powinni posługiwać w codziennej pracy

                  >
                  >
                  > > Przeprowadziłam rozmowy z wieloma moimi koleżankami na ten temat - one
                  > rzeczywiście, mimo wyższego wykształcenia nie wiedzą tego...
                  > masz wiele nieplodnych kolezanek? Mowilam o kobietach majacych problem z plodno
                  > scia.
                  Ja również
                  >
                  Myślę, że różnice zdań w nazym przypadku wynikają z dwóch spraw:
                  1. Obie oczekujemy poważnego traktowania przez lekarzy - ja niestety nie
                  zostałam tak potraktowana przez żadnego ze "zwykłych"lekarzy, co poskutkowało
                  dwukrotnym poronieniem
                  2. Twierdzisz, że naprotechnologia chce wykluczyć in vitro. Tak nie jest -
                  Kościół owszem tak - ale myślę, że lekarze napro nie są aż tak "bojowo"
                  nastawieni. Wszystko i tak pozostaje w ludzkich sumieniach.
                • rikol stare leczenie w nowym opakowaniu = chwyt marketin 28.04.09, 15:42
                  Masz calkowita racje. Kosciol sprzedaje stara metode w nowym opakowaniu i liczy
                  na to, ze naiwni sie nabiora i zaplaca grube tysiace. W konwencjonalnym leczeniu
                  nieplodnosci tez sprawdza sie, gdzie lezy przyczyna nieplodnosci, kto z pary ma
                  problem, czy ten problem da sie wyleczyc, ile to zajmie czasu, jakie jest
                  ryzyko, skutecznosc itp. Smieszne jest w tym napro... jest to, ze 'lekarz' nie
                  musi byc lekarzem. W takim razie rownie dobrze moze leczyc herbatka z brzozy czy
                  masazem jajkiem na twardo. Taka ciepla herbatka na pewno zrelaksuje niejednego i
                  a nuz, dojdzie do ciazy.
              • zawsze.aliks Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 18:49
                "Życie" nie jest samodzielnym bytem, tylko atrybutem przysługującym
                określonemu organizmowi. Tzw. "obrona życia poczętego" to po polsku
                ochrona zarodków i płodów przed utratą życia (co nierzadko zawodzi,
                ponieważ z naturą do dziś trudno prowadzić partnerską dyskusję). In
                vitro nie stanowi zagrożenia życia, tylko jest metodą, dzięki której
                powstaje nowy żywy i najczęściej zdolny do dalszego życia organizm.
                W skrócie: celem jest uzyskanie życia a nie jego utrata.
                • wiherek Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 18:55
                  zawsze.aliks napisała:

                  > "Życie" nie jest samodzielnym bytem, tylko atrybutem przysługującym
                  > określonemu organizmowi. Tzw. "obrona życia poczętego" to po polsku
                  > ochrona zarodków i płodów przed utratą życia (co nierzadko zawodzi,
                  > ponieważ z naturą do dziś trudno prowadzić partnerską dyskusję). In
                  > vitro nie stanowi zagrożenia życia, tylko jest metodą, dzięki której
                  > powstaje nowy żywy i najczęściej zdolny do dalszego życia organizm.
                  > W skrócie: celem jest uzyskanie życia a nie jego utrata.
                  Myślę że argument bardzo silny jednak... Co z tożsamością jednostki... To
                  "życie" o którym mówimy to 6 komórek czy dopiero 12... Trudny temat, gdyż niemal
                  na poziomi nierozstrzygalności "co pierwsze jajko czy kura". Myślę że de facto
                  kwestia czysto definicyjna - a więc jako że dedukowana z przesłanek a priori -
                  nierozstrzygalna...
                  • zawsze.aliks Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 19:14
                    Ale, Wiherku, właśnie o to mi chodzi. Trudno prowadzić rzeczową
                    dyskusję (nie wojnę na słowa ani pyskówkę) bez ustalenia pojęć
                    pierwotnych. Osobiście, śledząc losy ustaw dot. leczenia
                    niepłodności, odniosłam wrażenie, że celem przestało być ustalenie,
                    jak najskuteczniej legalnie pomagać niepłodnym parom, na rzecz
                    określenia jakich metod pomagania można i należy zabronić.
                    • wiherek Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 20:12
                      Zatem się zgadzamy :D Jak miło :D
                      • zawsze.aliks Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 20:15
                        Doprawdy? A czego dotyczy nasza wspólna zgoda?
                        • wiherek Re: Błogosławiona metoda 29.04.09, 07:28
                          Powyższej Pani/Pana odpowiedzi:
                          1. Konieczne jest ustalenie pojęć pierwotnych.
                          2. Wojna na pyskówki nie jest dobra.
                          3. Wrażenie to samo.
      • benek231 Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 17:21
        marra_x napisała:

        Skąd się biorą kobiety, które mając 30 lat nie znają metod rozpoznawania
        płodności i nie mają pojęcia, że ich problemy z zajściem w ciążę wiążą się ze
        współżyciem w czasie niepłodnym?
        ==
        B.) No wlasnie, czy to te ktore chodzily na katecheze czy tez te inne?

        ==
        Czemu przez całe moje życie żaden lekarz nie zadał mi pytania, czy obserwuję
        samą siebie, czy umiem stwierdzić, kiedy miałam owulację?
        ==
        B.) A moze lekarze juz wielokrotnie zetkneli sie z pytaniem powyzej, i juz nie
        maja sily by pytac o Twoje umiejetnosci ustalania owulacji. Po prostu rece im
        opadly a Ty jestes jedna ze statystycznych niemot...
        ==
        Czemu robią wielkie oczy, kiedy pokazuję wykresy moich cykli i czemu każą mi je
        schować twierdząc, że to nieszkodliwa rozrywka? [Dodam, że chodziłam do lekarzy
        praktykujących w szpitalach (za darmo) i prywatnie (za duże pieniądze)].
        ==
        B.) Robia wielkie oczy gdyz wprawilas ich w oslupienie. Okazalo sie bowiem, ze
        nie jestes jedna ze statystycznych niemot i potrafisz sledzic swe cykle oraz
        ustalac owulacje. No bo popatrz, taka mondra a ciagle w ciaze zajsc nie moze...
        ==
        Czemu bez podawania skutków ubocznych zapisuje się młodym dziewczynom
        antykoncepcję hormonalną, nie martwiąc się o skutki fizyczne i psychiczne?
        ==
        B.) To dziewczyna ma sie ewentualnie martwic a nie lekarz. Ten wystarczy, ze
        poinformuje o mozliwych skutkach ubocznych. Po antykoncepcje hormonalna zglasza
        sie jednak dziewczyna nie po to by dowiedziec sie o skutkach ubocznych lecz po
        to by zabezpieczyc sie przed niepozadana ciaza.
        ==
        Czemu nieświadomą objawów własnego organizmu dziewczynę faszeruje się sterydami,
        bez sprawdzenia, czy badania były przeprowadzone w owulację?
        ==
        B. Z powodow podanych owyzej.
        ==
        I pytanie ostatnie: czemu środowisku medycznemu w Polsce nie podoba się, że
        naprotechnologia może stać się popularna?
        ==
        Tu nie chodzi o popularnosc naprotechnogii, nawet z jej calym hochsztaplerstwem.
        Ostatecznie cala masa roznych innych uzdrowicieli calkiem niezle sobie funkcjonuje.
        Chodzi o zapowiadany przez kk zamach na in vitro, dla ktorego kk upatrzyl sobie
        alternatywe w naprotechnologii. Katoliccy parlamentarzysci uzyja
        hochsztaplerstwo w charakterze wymiennika dla in vitro - z zapewnieniem, ze nikt
        nic nie traci bo mamy przeciez swietna metode napro.
    • kochanica-francuza leczcie się jak chcecie, ale nazwa! 27.04.09, 21:32
      • kochanica-francuza ... powinna brzmieć "Przychodzi baba do lekarza" 27.04.09, 21:33
        technologia to to nie jest!
        • arnika77 a co ze mną? 28.04.09, 10:00
          Ja mam PCO, jak wiele kobiet w tym kraju. Nie wiadomo jaka jest
          przyczyna tej choroby ( naukowcy podejrzewają, że genetyczna). Brak
          cykli, brak owulacji. I co ? Jakaś-tam-technologia ma mi pomóć? Od
          wielu lat naukowcy badają tę chorobę i nie sadzę, aby domorosłe
          metody naturalno-obserwacyjne mogły być skuteczne.
          • wiherek Re: a co ze mną? 28.04.09, 10:32
            Droga Arniko,
            Myślę, że wybór metody powinien należeć do Ciebie. NaProTechnolodzy twierdzą, że
            mają możliwości poradzenia sobie z PCO, choć nie mogę Ci pomóc i powiedzieć jak,
            ponieważ po prostu na sprawie się nie znam (mam jedną znajomą której przez 6 lat
            zalecano pigułki - tzw. "zwykły" ginekolog - a gdy chciała starać się o dziecko
            ,jedynie luteinę, która w tym wypadku zdaje się niewiele pomoże - choć mogę się
            mylić).
            Znam za to kobiety, które poddają się leczeniu NaPro także z PCO.
            Zapraszam Cię serdecznie na stronkę 28dni.pl - to stronka generalnie służąca
            prowadzeniu obserwacji cykli, jednak jest tam mnóstwo mądrych dziewczyn z
            doświadczeniami, które mogą wymienić się z Tobą obserwacjami, informacjami. Są i
            te z PCO i te z endometriozą i te w trakcie ciąży - bez problemów. Są i te które
            poddają się inseminacjom i IV. Oraz te które nie akceptują tych metod. Pełne
            równouprawnienie :D
            Ja żyję nadzieją, że każda z nas, bez względu na wszystko poradzi sobie z
            problemem i ujrzy w końcu uśmiech swojego dziecka.
            Pozdrawiam serdecznie.
            P.S. Jeśli zdecydowałabyś się założyć konto na 28dni.pl zapraszam do grona moich
            przyjaciółek, może będę mogła pomóc. Nick taki jak i tu.
            • arnika77 Re: a co ze mną? 28.04.09, 11:59
              Wiherku,
              dziękuję za zaproszenie, być może skorzystam. Ale PCO to choroba, w
              której nie ma owulacji, a co za tym idzie - cykli. Przed
              przyjmowaniem leków nie miałam owulacji, zatem obserwacja śluzu i
              temperatury jest bezprzedmiotowa.
              Dopiero po ustawieniu leczenia farmakologicznego, udało się
              doprowadzić jajniki do jako-takiego funkcjonowania, choć nigdy nie
              będę zdrowa ( jest to choroba jak na razie nieuleczalna). Mogę
              prowadzić obserwację cykli jedynie poprzez monitoring USG,w
              skojarzeniu z lekami. Jak dotąd nie wymyślono nic lepszego.

              Gdyby naprotechnolodzy mieli możliwość skutecznego radzenia sobie z
              tą chorobą, to zapewne byłoby to odkrycie na wielką skalę, na miarę
              nagrody Nobla w medycynie. Jak na razie, mam wrażenie, że to takie
              dawanie nadziei w ciemno - bez pokrycia.
              Masz rację, jest pełne równouprawnienie ( na szczęście), dlatego nie
              zamierzam nikogo zniechęcać ani namawiać do metod sztucznych czy
              naturalnych.
              Chciałabym jednak, aby KK również to uszanował i nie wtrącał się do
              polskiego ustawodawstwa w tej sprawie. Niech zostawi to sumieniu
              tych rodziców.
              Również pozdrawiam
              A


              • wiherek Re: a co ze mną? 28.04.09, 12:09
                Więc życzę ci jak największej liczy owulacji. I upragnionego maleństwa.
                Na 28dni.pl dziewczyny z PCO się obserwują... Porozmawiaj z nimi może...
                Zapewne wiesz o PCO więcej niż ja.
                Przygotowujesz się do IV jeśli mogę spytać? Jak długo się starasz? Jeśli uważasz
                pytania za zbyt intymne by mówić na forum to po prostu je zignoruj :D
                Dopytam koleżankę co proponuje jej napro w zakresie PCO.
                • wiherek Re: a co ze mną? 28.04.09, 12:14
                  Zasugerowałąś że KK nie powinien się wtrącać, lecz cóż - jednak mówimy tu o
                  ludzkim życiu... Jakoś tak się pomieszało ludziom w głowach, że im się wszystko
                  należy: dom, samochód, wieczna młodość, drugi człowiek... Ale czy aby na pewno...
                  Zacytuje pewną wypowiedź:
                  “Niektórzy chcą, aby ich szczęście było okraszone masłem.”
                  Thomas Hardy, cytowany w The Independent
                  Ja to właśnie odbieram w ten sposób... Mam cudownego męża - chyba najlepszy mi
                  się trafił jaki mógł... Dziecko byłoby dla nas właśnie takim okraszeniem
                  masłem... Chyba bym pękła za szczęścia :D
                  Pozdrawiam serdecznie
                  • aurita Re: a co ze mną? 28.04.09, 12:43
                    No wlasnie mowimy tu o ludzkim zyciu:
                    -ludzkim zyciu doroslych ktorzy chca a nie moga zostac rodzicami
                    -ludzkim zyciu dzieci ktore sie nie narodza bo KK ma zbyt duza wladze w Polsce

                    Nie uwazam ze wszystko mi sie nalezy, na wszystko musialam zapracowac. Najpierw sama a potem z mezem. Fakt, ze matka zapewnila mi dobra edukacje: ale to JA musialam sie uczyc i to wykorzystac.
                    Nawet o dziecko musialam sie bardzo starac: np. brac codziennie przez miesiac zastrzyki w brzuch, poddac sie punkcji jajnikow ale oczywiscie to jest porownywalne, cytujac jednego z biskupow " do zamawiania pizzy".
                    Chec posiadania potomstwa jest naturalna. Nie daj sobie wmowic, ze jest inaczej przez ludzi ktorzy sami dobrowolnie z rodzicielstwa zrezygnali i nigdy nie zrozumieja relacji rodzic dziecko ze strony rodzica.
                    • wiherek Re: a co ze mną? 28.04.09, 12:53
                      Rozumiem aurito, że jesteś po próbach IV. Były udane? Jeśli tak to bardzo mnie
                      to cieszy - każde dziecko, które pojawia się na świecie wywołuje uśmiech na
                      mojej twarzy. Jeśli chodzi o szczęście i realizację pewnych potrzeb, to myślę że
                      mamy nieco inną perspektywę i już. :D
                      Mimo tego że mam niesłychanie wybujały instynkt macierzyński cała moja walka
                      nauczyła mnie doszukiwania się pewnej wielopłaszczyznowości szczęścia.
                      Mogę ująć to tak: mimo że mam bardzo wybujały instynkt macierzyński mogę
                      powiedzieć że jestem szczęśliwa, mimo tego że instynkt te nie został jak na
                      razie zaspokojony (przeczy to pewnym formułowanym przez wielu naukowców
                      piramidom szczęścia). Ale co mi tam - albo jestem szczęśliwa albo mi się tak wydaje.
                      Pozdrawiam serdecznie
                      • aurita Re: a co ze mną? 28.04.09, 14:17
                        moje pierwsze leczenie okazalo sie owocne. Z mrozaczkow jeszcze mam nadzieje na
                        rodzenstwo....nadzieja matka glupich :)
                        • wiherek Re: a co ze mną? 28.04.09, 14:54
                          aurita napisała:

                          > moje pierwsze leczenie okazalo sie owocne. Z mrozaczkow jeszcze mam nadzieje na
                          > rodzenstwo....nadzieja matka glupich :)
                          GRATULACJE!!!
                          O rodzeństwo się pomodlę :D

                          • aurita Re: a co ze mną? 28.04.09, 15:00
                            Ja tez sie o to modle, ale nie umiem juz tak zarliwie jak o te pierwsza ciaze.
                            Niestety postawa KK oddala mnie od Boga.
                            Napuscilam jednak mala aby sie modlila o siostrzyczke :)

                            Dziekuje
                            • wiherek Re: a co ze mną? 28.04.09, 15:16
                              Ważne jest to co w sercu ;P
                              A to, co KK... To już inna sprawa :D
                            • vera_co Re: a co ze mną? 28.04.09, 16:02
                              > Niestety postawa KK oddala mnie od Boga.
                              Daj spokój, KK swoją postawą już dawno oddalił się od Boga.
                              Mnie tylko żal praktykujących katoliczek które muszą słuchać bzdetów o on vitro
                              na kazaniu.

                              • aurita Re: a co ze mną? 28.04.09, 16:08
                                nie musimy: nasz wybor...
                                • wiherek Re: a co ze mną? 28.04.09, 17:47
                                  Dowiedziałam się na temat postępowania NaPro w sprawie PCO. Stosuje się zabieg
                                  zwany resekcją jajników - ovary resection.
                                  www.womenshealthmatters.ca/Centres/pelvic_health/PCOS/treatment/surgery.html
                                  Z tym że takich zabiegów w Polsce się nie przeprowadza, w USA - tak.
                                  • tekla12 Re: a co ze mną? 28.04.09, 17:56
                                    wiherek napisała:

                                    > Dowiedziałam się na temat postępowania NaPro w sprawie PCO. Stosuje się zabieg
                                    > zwany resekcją jajników
                                    > Z tym że takich zabiegów w Polsce się nie przeprowadza, w USA - tak.
                                    Klinowa resekcja i elektrokauteryzacja jajników jest w Polsce standardowo
                                    przeprowadzonym zabiegiem, naprotechnolog nie jest do tego niezbędny. Przywraca
                                    owulację na kilka miesięcy.
                                    • wiherek Re: a co ze mną? 28.04.09, 17:58
                                      Gdzie w Polsce można wykonać taki zabieg?
                                    • wiherek Re: a co ze mną? 28.04.09, 18:00
                                      Prawda, prawda - sprawdziłam :D
                                      Dziękuję za info :D
                                      • aurita Re: a co ze mną? 28.04.09, 20:04
                                        a ja czytalam ze reseksji JUZ sie nie robi bo jest nieskuteczna
                                  • zawsze.aliks Re: a co ze mną? 28.04.09, 20:18
                                    Oczywiście że się je w Polsce przeprowadza.
                  • maura4 Re: a co ze mną? 28.04.09, 16:29
                    Nic sie ludziom w głowach nie pomieszało . Kazdy normalny czlowiek
                    wie ,że należy mu sie tyle na ile zapracuje . No ,a że chce dostawać
                    przyzwoitą zapłatę za swoją pracę - no cóz ,panszyźniane
                    niewolnictwo przez pare stuleci utrwalane przez twoją swięta
                    organizację ,szczęśliwie mamy za sobą. Ja wiem ,że tam gdzie jest
                    wiecej biedy ,nieszczęścia, gdzie nie ma szans na poprawę KK jest
                    dobrze jak pączkowi w maśle. Czasy umartwiania sie i twierdzenia ,że
                    zycie doczesne jest nic nie warte ,że liczy sie tylko zycie wieczne
                    minęły . Nikt juz w to nie wierzy ,szczegolnie że ci co to głosili
                    ogromnie martwią sie o swoje ziemskie majątki. Kazdy ma prawo byc
                    szczęsliwy i ma prawo "okraszać swoje szczęscie masłem".
              • jola.wisniewska Re: a co ze mną? 28.04.09, 20:11
                Mialam podejrzenie PCO, lekarz powiedzial, ze moze dwa, trzy cykle w
                roku sa owulacyjne, wiec bez stymulacji hormonalnej sie nie obedzie.

                Trafilam do instruktorki NaPro w Londynie i zaczelo sie od nauki
                obserwacji cyklu. Bylam juz wczesniej ksztalcona w kierunku
                naturalnych metod planowania rodziny - nieomal zostalam
                instruktorka :)). Jednak musze przyznac, ze to, co proponuje NaPro
                (czyli Creighton Model) jest wyjatkowo precyzyjne jesli chodzi o
                zasady i zapis, a dzieki podrecznikowi i spotkaniom z instruktorka
                mozna wyjasnic wiekszosc watpliwosci. To jest spisane i podane 'jak
                krowie na rowie'.

                No, za dlugo sie poobserwowalam, bo po dwoch cyklach zaszlam w
                ciaze. Porod bedzie 'na dniach'. Nie naleze do kobiet, ktore latami
                czekaly na dziecko, wiec nie chce sie wymadrzac. Jednak swoja porcje
                niepokoju przezylam po diagnozie o PCO. Moj maz tez.

                Prowadzenie obserwacji dalo nam poczucie, ze cos konkretnego robimy
                w kierunku poczecia dziecka, ze zasady sa przejrzyste i proste, ze
                moj organizm powoli odkrywa swoje sekrety, ze mamy myslec dniem
                dzisiejszym i nie fiksowac sie na tym czy dziecko bedzie teraz zaraz
                czy pozniej czy w ogole nie.

                I teaz pytanie: kto w Polsce spotkal lekarza, polozna, pielegniarke,
                ktorzy potrafia uczyc obserwacji plodnosci wlasnie tak -
                systematycznie, powoli, zaopatrzeni w system precyzyjnych okreslen,
                pilnujacych spokojnego rytmu obserwacji, poswiecajacych solidne 45
                minut na zadawanie pytan i wyjasnianie watpliwosci.
                Chetnie poznam takiego lekarza.
                • marra_x Re: a co ze mną? 29.04.09, 14:00
                  Ja :). Ale po bardzo długich poszukiwaniach. Mam lekarkę, która potrafi interpretować wykresy, nie śmieje się z samoobserwacji i rozmawia z pacjentem odpowiednio długo, żeby rozwiać wątpliwości. Ale to naprawdę rzadki okaz :)
                  • jola.wisniewska Re: a co ze mną? 29.04.09, 19:31
                    Bingo! Gratuluje strzalu.
            • zawsze.aliks Re: a co ze mną? 28.04.09, 19:23
              Wiherku. Z całym szacunkiem, ale właśnie takie "zalecenia" mogłyby
              pochodzić właśnie od "instruktora, który nie musi być lekarzem" a
              zatem nie zna materii, w której instruuje. PCO to ciężkie zaburzenie
              metaboliczne o charakterze ogólnoustrojowym, które często doprowadza
              do niemożności owulowania, więc obserwacja cykli, śluzu itd to tylko
              strata czasu, który ucieka! niepłodnym parom. Ze sobą postępuj wg
              swojego sumienia, ale, proszę, nie odwodź potrzebujących od bardziej
              zaawansowanej diagnostyki i leczenia, które naprawdę może im pomóc.
              • wiherek Re: a co ze mną? 28.04.09, 20:11
                Nikogo od niczego nie odwodzę!!! :D
                Tylko rozmawiam :D Wskazuję możliwe drogi - aby nie popaść w uprawianie
                orwelowskiej kwakmowy.
                • zawsze.aliks Re: a co ze mną? 28.04.09, 20:21
                  Ale nie wskazuj dróg do nikąd.
                  • wiherek Re: a co ze mną? 29.04.09, 07:30
                    Nic takiego nie robię.
                    Generalnie moje posty to opis mojego przypadku i wskazywanie na tym przykładzie
                    pewnych niedoskonałości systemowych, które skłoniły mnie do wybrania takiego a
                    nie innego wyjścia. Skłoniły MNIE. Każda historia jest warta wysłuchania...
                  • katol_kk Re: a co ze mną? 29.04.09, 09:34
                    zawsze.aliks napisała:

                    > Ale nie wskazuj dróg do nikąd.

                    Wskazywanie drogi do jedynego słusznego rozwiązania nie jest dobre.
                    Naprotechnologia dla niektórych jest skuteczna - dlaczego nie proponować jej w
                    pierwszym rzędzie? To szczególnie ważne dla osób wierzących - mają w końcu
                    szansę na zajście w ciążę w sposób, który nie jest sprzeczny z ich moralnością.
                    • gwozdziu12 Re: a co ze mną? 29.04.09, 09:43
                      a może dlatego że człowiek ma wolną wolę, a co za tym idzie wybór? czy naprawdę myślisz że pary, które decydują się na in vitro wcześniej nie próbują metod naturalnych?
                      • katol_kk Re: a co ze mną? 29.04.09, 09:47
                        gwozdziu12 napisał:

                        > a może dlatego że człowiek ma wolną wolę, a co za tym idzie wybór? czy naprawdę
                        > myślisz że pary, które decydują się na in vitro wcześniej nie próbują metod na
                        > turalnych?

                        Mam szczerą nadzieję, że próbują. Wolny wybór i wolna wola to podstawa mojego
                        światopoglądu, więc nie mam zamiaru jej negować.
                        W artykule oraz na tym forum pisze się o tym, że naprotechnologia to mamienie,
                        oszustwo, hochsztaplerstwo. Nie zgadzam się z taką opinią. Artykuł jest
                        nierzetelny i stronniczy. Opinie na forum zajadłe i obrażające poglądy ludzi,
                        którzy w naprotechnologii widzą szansę na pozostanie w zgodzie ze swoimi
                        przekonaniami.
                        • gwozdziu12 Re: a co ze mną? 29.04.09, 09:53
                          widzisz język wypowiedzi świadczy tylko o poziomie dysputenta, natomiast czymś
                          tysiąckroć gorszym od wyzwisk na forum jest mniemanie, iż dysponuje się jedynie
                          słusznym rozwiązaniem i usiłowanie wpajania tego wszystkim pozostałym... skoro
                          mamy wiele metod dających możliwość skutecznej prokreacji, to może warto się
                          zastanowić, czy nie pozostawić decyzji samym bezpośrednio zainteresowanym, miast
                          poprzez wpływanie na kształt świeckiego (nomen omen) prawa wymuszać na
                          społeczeństwie podporządkowanie konkretnej ideologicznej postawie?
                          • katol_kk Re: a co ze mną? 29.04.09, 10:09
                            gwozdziu12 napisał:

                            > widzisz język wypowiedzi świadczy tylko o poziomie dysputenta, natomiast czymś
                            > tysiąckroć gorszym od wyzwisk na forum jest mniemanie, iż dysponuje się jedynie
                            > słusznym rozwiązaniem i usiłowanie wpajania tego wszystkim pozostałym...

                            Zgadzam się w 100%. Tak jak pisałem, nie uważam, żeby npt było jedynym słusznym
                            i jedynym skutecznym rozwiązaniem. Dla mnie jest to metoda, która nie stoi w
                            sprzeczności z moimi przekonaniami - w przeciwieństwie do In-vitro.

                            > skoro mamy wiele metod dających możliwość skutecznej prokreacji, to może warto się
                            > zastanowić, czy nie pozostawić decyzji samym bezpośrednio zainteresowanym,

                            Wolna wola - jestem nadal kompletnie za takim rozwiązaniem.

                            > miast poprzez wpływanie na kształt świeckiego (nomen omen) prawa wymuszać na
                            > społeczeństwie podporządkowanie konkretnej ideologicznej postawie?

                            Moim zdaniem w tego typu argumentach panuje jakieś zamieszanie. Kościół
                            Katolicki to nie tylko księża ale także ja i inni wierni. Księża reprezentują
                            również moje poglądy i cieszę się, że wpływają oni na prawo bo chciałbym, żeby
                            przystawało ono jak najbardziej do moich poglądów - to chyba naturalne, prawda?
                            • gwozdziu12 Re: a co ze mną? 29.04.09, 10:32
                              > Moim zdaniem w tego typu argumentach panuje jakieś zamieszanie. Kościół
                              > Katolicki to nie tylko księża ale także ja i inni wierni. Księża reprezentują
                              > również moje poglądy i cieszę się, że wpływają oni na prawo bo chciałbym, żeby
                              > przystawało ono jak najbardziej do moich poglądów - to chyba naturalne, prawda?

                              dobrze, wszystko ładnie i pięknie, tylko czy nie uważasz, że w państwie które
                              jest laickie i zapewnia swobodę poglądów, kościół powinien się zwracać do
                              Ciebie, abyś to Ty w swoim własnym sumieniu był obowiązany do przestrzegania
                              zasad swojej religii? Czy nie jest nadużyciem przymuszanie poprzez normę prawną
                              osób, które mają inny światopogląd, do podporządkowania się nakazom, których nie
                              będą respektować?
                              Piszesz, że Kościół reprezentuje Twoje poglądy, ale jeśli napiszę, że moich nie
                              reprezentuje, to jak sądzisz czyją rację w sporze ideologicznym powinno wziąć
                              państwo neutralne światopoglądowo?
                              Czy samo posłużenie się statystyką ochrzczonych i argumentem że Rzeczpospolita
                              jest krajem katolickim uprawnia do decydowania za tych choćby kilku o innych
                              poglądach?
                              Widzisz tu dochodzimy do problemu braku mierzalności wiary, no bo samo
                              ochrzczenie, w wieku gdy mamy guzik do powiedzenia, później skutkuje tym, że
                              instytucja z której nauką niekoniecznie w całości się utożsamiamy uzurpuje sobie
                              legitymację do mówienia w naszym imieniu.
                              Zatem uczciwiej byłoby, gdyby Kościół skoncentrował się na przekazie kierowanym
                              do wiernych, by nauczał poprzez styl bycia, a nie wymuszał akceptację jego zasad
                              poprzez nadawanie im charakteru normy prawnej. Żeby każdy miał wybór, i
                              dokonywał go w swoim sumieniu zgodnie ze swoim światopoglądem, aby metody te
                              naturalne i te oparte na nowych metodach naukowych były dostępne dla szarego
                              człowieka.

                              Mówiąc, iż prawo powinno jak najbardziej oddawać Twoje poglądy jednocześnie
                              negujesz moje jako niewłaściwe, a przez to niepodlegające uwzględnieniu. Czy o
                              to właśnie chodzi? Bo wg. mnie prawo powinno w kwestiach obyczajowych nie być
                              przywiązane tylko do jednego porządku, czy to moralnego czy też religijnego.
                              Dlatego Kościół jako wspólnota wiernych nie może rozmawiać z moim Państwem jak
                              równy z równym, gdyż dalej jest tylko jednym z wielu kościołów i związków
                              religijnych.

                              Ale mogę się mylić...
                              • katol_kk Re: a co ze mną? 29.04.09, 11:02
                                > dobrze, wszystko ładnie i pięknie, tylko czy nie uważasz, że w państwie które
                                > jest laickie i zapewnia swobodę poglądów, kościół powinien się zwracać do
                                > Ciebie, abyś to Ty w swoim własnym sumieniu był obowiązany do przestrzegania
                                > zasad swojej religii?

                                No i tak staram się robić. Dlatego też w wyborach wybieram kandydatów
                                przystających do moich przekonań. To dzięki demokracji prawo w państwie, w
                                którym przeważa jakaś religia, raczej będzie w dużym stopniu będzie przystawało
                                do zasad moralnych tej religii - to raczej naturalne.

                                > Czy nie jest nadużyciem przymuszanie poprzez normę prawną
                                > osób, które mają inny światopogląd, do podporządkowania się nakazom, których nie
                                > będą respektować?

                                Według mnie nie jest - prawo i państwo reprezentuje poglądy ludzi, którzy w nim
                                żyją, jest pewną ich wypadkową. Nie da się zadowolić wszystkich a jakieś normy
                                muszą powstać.

                                > Piszesz, że Kościół reprezentuje Twoje poglądy, ale jeśli napiszę, że moich nie
                                > reprezentuje, to jak sądzisz czyją rację w sporze ideologicznym powinno wziąć
                                > państwo neutralne światopoglądowo?

                                Państwo neutralne światopoglądowo to jakiś oksymoron jak dla mnie, niemożliwy do
                                zrealizowania i utopijny. Aby coś takiego stworzyć w państwie takim moim zdaniem
                                musieliby uczestniczyć tylko ludzie którzy nie mają żadnego światopoglądu, a to
                                jest raczej niemożliwe.

                                > Czy samo posłużenie się statystyką ochrzczonych i argumentem że Rzeczpospolita
                                > jest krajem katolickim uprawnia do decydowania za tych choćby kilku o innych
                                > poglądach?

                                Ale mi się wydaje, że nie mierzy się tego na podstawie ilości chrztów, bo to nie
                                ona decyduje o ustawach i uchwalanym prawie. Decyduje o tym większość - na tym
                                polega demokracja...


                                > Widzisz tu dochodzimy do problemu braku mierzalności wiary, no bo samo
                                > ochrzczenie, w wieku gdy mamy guzik do powiedzenia, później skutkuje tym, że
                                > instytucja z której nauką niekoniecznie w całości się utożsamiamy uzurpuje sobie
                                > legitymację do mówienia w naszym imieniu.

                                Nie podoba mi się słowo "uzurpuje". Kościół ma obowiązek dbać o interesy swoich
                                wiernych. Zaręczam Ci, że jeśli któregoś dnia kościoły opustoszeją, ludzie
                                przestaną do nich przychodzić, to księża i hierarchowie kościelni będą mieli
                                dużo mniej do powiedzenia niż teraz. Jednak ludzie ciągle tam się pojawiają i
                                nie wszyscy z nich to "moherowe berety" i "ciemna tłuszcza", która daje się
                                "omamić".

                                > Zatem uczciwiej byłoby, gdyby Kościół skoncentrował się na przekazie kierowanym
                                > do wiernych, by nauczał poprzez styl bycia, a nie wymuszał akceptację jego zasad
                                > poprzez nadawanie im charakteru normy prawnej.

                                Zgadzam się z Tobą z nauczaniem poprzez styl bycia - dlatego tak bolą mnie
                                przykłady kiedy styl bycia księży jest gorszący. Zauważ jednak, że mniej mówi
                                się o tych, którzy są dobrymi ludźmi - to już się tak w mediach nie przyjmie.
                                Normy prawne nadają posłowie - to oni głosują a nie księża.

                                > Żeby każdy miał wybór, i
                                > dokonywał go w swoim sumieniu zgodnie ze swoim światopoglądem, aby metody te
                                > naturalne i te oparte na nowych metodach naukowych były dostępne dla szarego
                                > człowieka.

                                W pewnych granicach się zgodzę - natomiast uważam, że nie wszystkie muszą być
                                refundowane.

                                > Mówiąc, iż prawo powinno jak najbardziej oddawać Twoje poglądy jednocześnie
                                > negujesz moje jako niewłaściwe, a przez to niepodlegające uwzględnieniu.

                                Niczego takiego nie powiedziałem. Powiedziałem, że naturalne jest, że chciałbym,
                                aby prawo odzwierciedlało moje poglądy. Gdybym wziął udział w głosowaniu, w
                                którym zapytano by, czy in-vitro powinno być refundowane odpowiedziałbym,
                                że nie. Specjalnie zaznaczyłem słowo refundowane.


                                > Czy o to właśnie chodzi? Bo wg. mnie prawo powinno w kwestiach obyczajowych
                                nie być
                                > przywiązane tylko do jednego porządku, czy to moralnego czy też religijnego.
                                > Dlatego Kościół jako wspólnota wiernych nie może rozmawiać z moim Państwem jak
                                > równy z równym, gdyż dalej jest tylko jednym z wielu kościołów i związków
                                > religijnych.
                                >
                                > Ale mogę się mylić...

                                Ale państwo to jest również moim państwem - dlatego ja i moja wspólnota mamy
                                prawo rozmawiać z nim jak równy z równym.
                                Mamy demokrację, każdy może wypowiedzieć swoje zdanie, również wybrać swoich
                                przedstawicieli do parlamentu, którzy będą starać się tak kreować prawo aby jak
                                najbardziej przystawało do jego systemu wartości. Kościoły, religie, ruchy
                                społeczne, partie polityczne mogą starać się o to, żeby zmieniać prawo tak, aby
                                było jak najbardziej zbliżone do jego systemu wartości. I bardzo dobrze, że tak
                                się dzieje, bo dzięki temu wypracowywany jest pewien kompromis.

                                • gwozdziu12 Re: a co ze mną? 29.04.09, 12:13
                                  dobrze, porządek moralny wynikający z zasad jednej religii jest dość określony,
                                  ale a contrario jak w takim razie wytłumaczyć, iż połowa Polaków dopuszcza
                                  aborcję, jak uzasadnić brak dofinansowania przez Państwo antykoncepcji
                                  hormonalnej w przypadku gdy 60% społeczeństwa nie widzi w tym nic złego? Zauważ
                                  że obie sprawy stoją w sprzeczności z nauką społeczną KK. Jednocześnie ponad 90%
                                  populacji Polski to katolicy. Czy zatem państwo powinno uwzględnić głos
                                  społeczeństwa, czy też przemawiających w jego imieniu hierarchów Kościoła?

                                  Piszesz że normy prawa to wypadkowa norm wyznawanych przez społeczeństwo, ale
                                  nie dostrzegasz, że bardzo wielu ludzi traktuje wiarę jak supermarket z którego
                                  biorą to co im się podoba. Co za tym nie identyfikują się z częścią nauki KK
                                  bądź jest im ona obojętna. Czy w takim przypadku dalej twierdzisz iż większość
                                  reprezentowana przez KK ma homogeniczny system wartości moralnych?

                                  Państwo neutralne światopoglądowo nie jest oksymoronem. Zapewnia ono możliwość
                                  choćby częściowej realizacji aspiracji wszystkich grup społecznych nie
                                  szkodzących porządkowi publicznemu. Masz rację że poglądy osób reprezentujących
                                  Państwo, stojących na jego czele znajdują odzwierciedlenie w podejmowanych przez
                                  nie działaniach, jednakże osoby te powinny być świadome że reprezentują
                                  wszystkich, również tych, którzy mają inny stosunek do pewnych wartości. ale do
                                  tego potrzeba ludzi odpowiedzialnych.

                                  Demokracja tak właśnie tym się posługuje - ilością głosów, natomiast KK
                                  posługuje się księgami chrztów przy obliczaniu jak bardzo katolicka jest Polska.

                                  To czy kościoły opustoszeją czy nie nie stanowi pola moich zainteresowań.
                                  Wybrałem jak wybrałem z całą konsekwencją (Obyś był zimny albo gorący). I nie
                                  twierdzę że tylko mohery chodzą do kościoła, naprawdę uważam, że to dobrze, że
                                  ludzie w jakiś sposób organizują swoją działalność, podejmują, choćby pod
                                  przewodnictwem KK, nowe inicjatywy. Ale nie mogę ścierpieć gdy ktoś próbuje mi
                                  narzucić swój sposób myślenia i swój system wartości, bo tym samym depcze moją
                                  godność.

                                  Widzisz KK jest postrzegany głównie przez pryzmat postaw swoich urzędników:
                                  dobro jest czymś naturalnym dla instytucji będącej głosicielem takich wartości
                                  jak wiara nadzieja i miłość. Może właśnie dlatego te przypadki zła tak są tak
                                  naświetlane i kruszą to społeczne zaufanie do hierarchów? Nie mienie się być
                                  sędzią w tych sprawach, bo różnych księży spotkałem na swojej drodze, i byli to
                                  normalni słabi ludzie. Dlatego jestem w stanie zrozumieć ich słabości. Ale nie
                                  jestem w stanie nie dostrzec hipokryzji, gdy ksiądz, który trafia na
                                  zesłanie/odwyk alkoholowy do mojej parafii, na kazaniu pieje peany na cześć
                                  trzeźwości. Może tu właśnie jest kłopot że łatwiej mówić o cnotach, niż dawać
                                  ich świadectwo poprzez godne życie?

                                  A ja opowiedziałbym się za określeniem jasnej polityki Państwa, czy ma być ona
                                  pro dziecięca - wtedy ulgi, żłobki, również in vitro. Uważam że taka polityka
                                  jest jest słuszna ze względu na starzenie się społeczeństwa. Ponadto chciałbym
                                  zobaczyć, jak uzasadnisz odmowę in vitro dla pary która chciałaby mieć dziecko
                                  ale nie może sobie pozwolić na sfinansowanie tego zabiegu z własnej kieszeni, i
                                  chciałbym usłyszeć Twoje uzasadnienie.

                                  Cóż zauważ, że Ty i Twoja wspólnota jesteście jedną z wielu. Mimo, iż
                                  najliczniejsza, nie jesteście homogeniczni w poglądach, natomiast KK twierdzi,
                                  że tak właśnie jest. Dość odważne twierdzenie, bo przyjęcie, iż ok 38 mln ludzi
                                  ma ten sam system wartości i na określone kwestie patrzy tak samo radykalnie,
                                  dla mnie osobiście jest niedorzecznością. Zatem wypowiadanie się przez KK w
                                  pewnych sprawach w imieniu wszystkich jest w mojej ocenie nadużyciem. Ja w tych
                                  działaniach widzę pychę i brak pokory. Brak dialogu, zastąpionego władczym
                                  "żądamy". W momencie gdy z kościoła odchodzą tak wybitne postacie jak ks.
                                  Obirek, gdy marginalizuje się ludzi myślących na rzecz ślepo posłusznych, to
                                  cała wspólnota traci. A ciężko powiedzieć ludziom w XXI, że w decyzjach
                                  personalnych hierarchów "Bóg ma swój plan". Ale wracając do sedna, zauważ, że
                                  głos KK to de facto głos kleru (no bo jaki masz wpływ, jaką możliwość
                                  wypowiedzenia się), a zatem to oni, nie Ty, rozmawiają jak równy z równym z
                                  Twoim Państwem. Jeśli chcesz zobaczyć na czym to polega to zapraszam do
                                  jakiegokolwiek urzędu, byś porównał jaką siłę oddziaływania ma zwykły obywatel,
                                  a jaką jego wielebność, choć obaj dla Państwa powinni być tymi samymi obywatelami.

                                  • aurita Re: a co ze mną? 29.04.09, 12:33
                                    > Cóż zauważ, że Ty i Twoja wspólnota jesteście jedną z wielu.

                                    Jestem sympatykiem stowarzyszenia "nasz Bocian"- stowarzyszenia na rzecz
                                    leczenia nieplodnosci i wspierania adopcji, napisal do nas przedstawiciel
                                    Kosciola luteranskiego zbulweroswany poziomem dyskusji na temat IVF w
                                    Polsce. Wyrazil dla nas swoj glos poparcia. Sam z siebie napisal!
                                    Podobnie pan Obirek!
                                    Luteranie pozytywnie wypowiedzieli sie na temat IVF
                                  • katol_kk Re: a co ze mną? 29.04.09, 14:12
                                    gwozdziu12 napisał:

                                    > dobrze, porządek moralny wynikający z zasad jednej religii jest dość określony,
                                    > ale a contrario jak w takim razie wytłumaczyć, iż połowa Polaków dopuszcza
                                    > aborcję, jak uzasadnić brak dofinansowania przez Państwo antykoncepcji
                                    > hormonalnej w przypadku gdy 60% społeczeństwa nie widzi w tym nic złego? Zauważ
                                    > że obie sprawy stoją w sprzeczności z nauką społeczną KK. Jednocześnie ponad 90
                                    > %
                                    > populacji Polski to katolicy. Czy zatem państwo powinno uwzględnić głos
                                    > społeczeństwa, czy też przemawiających w jego imieniu hierarchów Kościoła?

                                    Zasady KK są jasne. To że katolicy ich nie stosują to zupełnie inna sprawa.
                                    Ludzie mają prawo się mylić i błądzić. Nikt nie jest nieomylny. Hierarchowie
                                    mają z drugiej strony mówić o zasadach i ich pilnować i przestrzegać.

                                    >
                                    > Piszesz że normy prawa to wypadkowa norm wyznawanych przez społeczeństwo, ale
                                    > nie dostrzegasz, że bardzo wielu ludzi traktuje wiarę jak supermarket z którego
                                    > biorą to co im się podoba. Co za tym nie identyfikują się z częścią nauki KK
                                    > bądź jest im ona obojętna. Czy w takim przypadku dalej twierdzisz iż większość
                                    > reprezentowana przez KK ma homogeniczny system wartości moralnych?

                                    Niestety masz rację. Ja wolałbym mniejszy udział w % a większą chęć
                                    przestrzegania zasad. Ale ludzie są ludźmi i ideały i przekonania to jedno, a to
                                    co robią to drugie. To po to właśnie są zasady - żeby jasne było, co jest złe a
                                    co dobre...

                                    > Państwo neutralne światopoglądowo nie jest oksymoronem. Zapewnia ono możliwość
                                    > choćby częściowej realizacji aspiracji wszystkich grup społecznych nie
                                    > szkodzących porządkowi publicznemu. Masz rację że poglądy osób reprezentujących
                                    > Państwo, stojących na jego czele znajdują odzwierciedlenie w podejmowanych prze
                                    > z
                                    > nie działaniach, jednakże osoby te powinny być świadome że reprezentują
                                    > wszystkich, również tych, którzy mają inny stosunek do pewnych wartości. ale do
                                    > tego potrzeba ludzi odpowiedzialnych.

                                    Zgadzam się. To jakby jest osobna dyskusja - nie chcę wywoływać tu rozmowy o
                                    jakości życia politycznego w naszym państwie...

                                    > Demokracja tak właśnie tym się posługuje - ilością głosów, natomiast KK
                                    > posługuje się księgami chrztów przy obliczaniu jak bardzo katolicka jest Polska.

                                    Ale to ludzie i ich głosy decydują de facto o kształcie prawa a nie % ludności
                                    ochrzczonej lub nie.

                                    >
                                    > To czy kościoły opustoszeją czy nie nie stanowi pola moich zainteresowań.
                                    > Wybrałem jak wybrałem z całą konsekwencją (Obyś był zimny albo gorący). I nie
                                    > twierdzę że tylko mohery chodzą do kościoła, naprawdę uważam, że to dobrze, że
                                    > ludzie w jakiś sposób organizują swoją działalność, podejmują, choćby pod
                                    > przewodnictwem KK, nowe inicjatywy. Ale nie mogę ścierpieć gdy ktoś próbuje mi
                                    > narzucić swój sposób myślenia i swój system wartości, bo tym samym depcze moją
                                    > godność.

                                    Jeśli projekt ustawy złożyli by ludzie wierzący w UFO też byś uważał, że to
                                    narzucanie swojego systemu wartości? Kto broni innym składać projekty ustaw w
                                    ramach demokratycznych, dopuszczalnych przez prawo metod? Kto broni innym brać
                                    udział w dyskusji?

                                    > Widzisz KK jest postrzegany głównie przez pryzmat postaw swoich urzędników:
                                    > dobro jest czymś naturalnym dla instytucji będącej głosicielem takich wartości
                                    > jak wiara nadzieja i miłość. Może właśnie dlatego te przypadki zła tak są tak
                                    > naświetlane i kruszą to społeczne zaufanie do hierarchów? Nie mienie się być
                                    > sędzią w tych sprawach, bo różnych księży spotkałem na swojej drodze, i byli to
                                    > normalni słabi ludzie. Dlatego jestem w stanie zrozumieć ich słabości. Ale nie
                                    > jestem w stanie nie dostrzec hipokryzji, gdy ksiądz, który trafia na
                                    > zesłanie/odwyk alkoholowy do mojej parafii, na kazaniu pieje peany na cześć
                                    > trzeźwości. Może tu właśnie jest kłopot że łatwiej mówić o cnotach, niż dawać
                                    > ich świadectwo poprzez godne życie?

                                    Gorszące sytuacje w kościele bolą mnie bardzo. Księża są tylko ludźmi,
                                    popełniają błędy jak wszyscy inni. Szkoda, że nie zawsze potrafią się do tych
                                    błędów przyznać, co według mnie najczęściej dodałoby a nie odebrało im autorytetu...

                                    > A ja opowiedziałbym się za określeniem jasnej polityki Państwa, czy ma być ona
                                    > pro dziecięca - wtedy ulgi, żłobki, również in vitro. Uważam że taka polityka
                                    > jest jest słuszna ze względu na starzenie się społeczeństwa.

                                    Jak najbardziej jestem za polepszaniem warunków do wychowywania dzieci dla ludzi.

                                    > Ponadto chciałbym zobaczyć, jak uzasadnisz odmowę in vitro dla pary która
                                    chciałaby mieć dziecko
                                    > ale nie może sobie pozwolić na sfinansowanie tego zabiegu z własnej kieszeni, i
                                    > chciałbym usłyszeć Twoje uzasadnienie.

                                    No ale z drugiej strony dlaczego ja mam współfinansować coś, czemu jestem
                                    przeciwny? Coś fundamentalnie sprzecznego z moimi zasadami?


                                    > Cóż zauważ, że Ty i Twoja wspólnota jesteście jedną z wielu. Mimo, iż
                                    > najliczniejsza, nie jesteście homogeniczni w poglądach, natomiast KK twierdzi,
                                    > że tak właśnie jest. Dość odważne twierdzenie, bo przyjęcie, iż ok 38 mln ludzi
                                    > ma ten sam system wartości i na określone kwestie patrzy tak samo radykalnie,
                                    > dla mnie osobiście jest niedorzecznością. Zatem wypowiadanie się przez KK w
                                    > pewnych sprawach w imieniu wszystkich jest w mojej ocenie nadużyciem.

                                    Tu nic nowego nie napiszę. Ja chcę, żeby kościół pilnował moich praw.

                                    > Ja w tych działaniach widzę pychę i brak pokory. Brak dialogu, zastąpionego
                                    władczym
                                    > "żądamy". W momencie gdy z kościoła odchodzą tak wybitne postacie jak ks.
                                    > Obirek, gdy marginalizuje się ludzi myślących na rzecz ślepo posłusznych, to
                                    > cała wspólnota traci. A ciężko powiedzieć ludziom w XXI, że w decyzjach
                                    > personalnych hierarchów "Bóg ma swój plan". Ale wracając do sedna, zauważ, że
                                    > głos KK to de facto głos kleru (no bo jaki masz wpływ, jaką możliwość
                                    > wypowiedzenia się), a zatem to oni, nie Ty, rozmawiają jak równy z równym z
                                    > Twoim Państwem.

                                    Ja im daję to prawo i jestem wdzięczny, że oni w moim imieniu bronią moich praw.

                                    > Jeśli chcesz zobaczyć na czym to polega to zapraszam do
                                    > jakiegokolwiek urzędu, byś porównał jaką siłę oddziaływania ma zwykły obywatel,
                                    > a jaką jego wielebność, choć obaj dla Państwa powinni być tymi samymi obywatela
                                    > mi.

                                    Jestem osobiście przeciwny wszelkim przywilejom, jakie udzielane są
                                    jakiejkolwiek grupie społecznej, łącznie z księżmi. Ale to chyba też temat na
                                    osobną dyskusję.
                                    • gulcia77 Re: a co ze mną? 29.04.09, 14:28
                                      > Ponadto chciałbym zobaczyć, jak uzasadnisz odmowę in vitro dla
                                      pary która
                                      chciałaby mieć dziecko
                                      > ale nie może sobie pozwolić na sfinansowanie tego zabiegu z
                                      własnej kieszeni, i
                                      > chciałbym usłyszeć Twoje uzasadnienie.

                                      No ale z drugiej strony dlaczego ja mam współfinansować coś, czemu
                                      jestem
                                      przeciwny? Coś fundamentalnie sprzecznego z moimi zasadami?


                                      Idąc tym tropem, to ja od dawna mam poważny problem światopoglądowy
                                      i moralny. Otóż tak się składa, ze jestem całkowitą pacyfistką. Nie
                                      popieram przemocy w żadnej formie, także w kwestii wojska i
                                      istnienia armii. Natomiast z moich podatków finansowane jest wojskao
                                      oraz tzw. "misje pokojowe". Niestety nie mam na to wpływu. Ponadto,
                                      jako zdeklarowana ateistka nie życzyłabym sobie jakiegokolwiek
                                      udziału państwa w finansowaniu KRK (moim zdaniem zdrowiej byłoby
                                      przeznaczyć te pieniądze na edukację, która niestety wciąż
                                      traktowana jest po macoszemu. Czy to znaczy, że mam na to jakiś
                                      wpływ? Otóż nie.
                                      Podejdź w ten sam sposób do kwestii in vitro :)
                                      • katol_kk Re: a co ze mną? 29.04.09, 14:32
                                        gulcia77 napisała:
                                        > Idąc tym tropem, to ja od dawna mam poważny problem światopoglądowy
                                        > i moralny. Otóż tak się składa, ze jestem całkowitą pacyfistką. Nie
                                        > popieram przemocy w żadnej formie, także w kwestii wojska i
                                        > istnienia armii. Natomiast z moich podatków finansowane jest wojskao
                                        > oraz tzw. "misje pokojowe". Niestety nie mam na to wpływu. Ponadto,
                                        > jako zdeklarowana ateistka nie życzyłabym sobie jakiegokolwiek
                                        > udziału państwa w finansowaniu KRK (moim zdaniem zdrowiej byłoby
                                        > przeznaczyć te pieniądze na edukację, która niestety wciąż
                                        > traktowana jest po macoszemu. Czy to znaczy, że mam na to jakiś
                                        > wpływ? Otóż nie.
                                        > Podejdź w ten sam sposób do kwestii in vitro :)

                                        Oczywiście, że masz. Możesz głosować na tych, którzy podzielają Twoją wizję
                                        świata. Organizować się w stowarzyszenia, agitować, zbierać podpisy.
                                        • gulcia77 Re: a co ze mną? 29.04.09, 14:45
                                          Dobrze, ale nie czarujmy się, ze to coś zmieni. Choć aktywnie
                                          działam w ruchach zgodnych z moimi przekonaniami. Ale zauważ, że ja
                                          nigdzie nie dałam do zrozumienia, że potępiam czy przeciwstawiam się
                                          nauce KRK. Jeśli ktoś ma potrzebę wiary to jego absolutnie prywatna
                                          sprawa. I w przestrzeni prywatnej może to realizować do woli. Np
                                          utrzymywać kontakty tylko z osobami o wspólnych poglądach.Ale
                                          przestrzeń publiczna to miejsce na różne poglądy. Także na te, z
                                          którymi się nie zgadzamy. A postępowanie hierarchów KRK burzy tę
                                          oczywistą prawdę.
                                          A poza tym jak słyszę, że in vitro jest "wyrafinowaną aborcją" to
                                          mnie pusty śmiech ogarnia. Wiesz ile razy zarodki są usuwane przez
                                          organizm konbiety? Setki, a może tysiace w czasie kiedy jest płodna.
                                          Czy za tą, zupełnie naturalną reakcję organizmu powinno się
                                          odpowiadać jak za grzech>?? Raczej nie. Natomiast przy metodzie IVF
                                          po prostu części zygot nie umieszcza się w ciele kobiety, a więc nie
                                          mają szans na rozwój. I tyle
                                          • katol_kk Re: a co ze mną? 29.04.09, 14:51
                                            gulcia77 napisała:

                                            > Dobrze, ale nie czarujmy się, ze to coś zmieni. Choć aktywnie
                                            > działam w ruchach zgodnych z moimi przekonaniami.

                                            Ja tam wierzę, że takie rzeczy potrafią oddziaływać.

                                            > Ale zauważ, że ja
                                            > nigdzie nie dałam do zrozumienia, że potępiam czy przeciwstawiam się
                                            > nauce KRK. Jeśli ktoś ma potrzebę wiary to jego absolutnie prywatna
                                            > sprawa. I w przestrzeni prywatnej może to realizować do woli. Np
                                            > utrzymywać kontakty tylko z osobami o wspólnych poglądach.

                                            Ja tam lubię różnorodność i cenię ludzi, którzy mają inne poglądy, szczególnie
                                            jeśli potrafią szanować te odmienne.

                                            > Ale
                                            > przestrzeń publiczna to miejsce na różne poglądy. Także na te, z
                                            > którymi się nie zgadzamy. A postępowanie hierarchów KRK burzy tę
                                            > oczywistą prawdę.

                                            No to jak w końcu? Skoro przestrzeń publiczna jest miejscem na różne poglądy to
                                            hierarchowie KRK może jednak mają prawo w niej istnieć? Mimo, że inni się z ich
                                            poglądami nie zgadzają...

                                            > A poza tym jak słyszę, że in vitro jest "wyrafinowaną aborcją" to
                                            > mnie pusty śmiech ogarnia. Wiesz ile razy zarodki są usuwane przez
                                            > organizm konbiety? Setki, a może tysiace w czasie kiedy jest płodna.
                                            > Czy za tą, zupełnie naturalną reakcję organizmu powinno się
                                            > odpowiadać jak za grzech>?? Raczej nie. Natomiast przy metodzie IVF
                                            > po prostu części zygot nie umieszcza się w ciele kobiety, a więc nie
                                            > mają szans na rozwój. I tyle

                                            A mnie to nie przekonuje - dla mnie ważna jest tu świadomość działania i
                                            intencje. Jeśli wiem, że poprzez moje działanie stanie się coś złego i to zrobię
                                            to znaczy, że robię to świadomie.
                        • aurita Re: a co ze mną? 29.04.09, 10:01
                          > W artykule oraz na tym forum pisze się o tym, że naprotechnologia to
                          mamienie, oszustwo, hochsztaplerstwo. Nie zgadzam się z taką opinią. Artykuł
                          jest nierzetelny i stronniczy


                          W artykule wypowiadali sie LEKARZE, ginekolodzy. Rozumiem ze posiadasz wiedze
                          medyczna, chocby teoretyczna na temat plodnosci? I na tej podstawie wyglaszasz
                          swoje poglady?
                          W artykule mowia ze naprotechnologia jest mamieniem poniewaz obiecuje cuda jako
                          nadzwyczajna metoda. A nadzwyczajna metoda nie jest. Jest zbiorem znanych metod
                          z ktorych i tak wszyscy korzystaja (lub powinni).
                          • katol_kk Re: a co ze mną? 29.04.09, 10:12
                            aurita napisała:

                            > > W artykule oraz na tym forum pisze się o tym, że naprotechnologia to
                            > mamienie, oszustwo, hochsztaplerstwo. Nie zgadzam się z taką opinią. Artykuł
                            > jest nierzetelny i stronniczy

                            >
                            > W artykule wypowiadali sie LEKARZE, ginekolodzy. Rozumiem ze posiadasz wiedze
                            > medyczna, chocby teoretyczna na temat plodnosci? I na tej podstawie wyglaszasz
                            > swoje poglady?

                            Lekarze to również ludzie, którzy mają swoje przekonania i konkretne interesy.

                            > W artykule mowia ze naprotechnologia jest mamieniem poniewaz obiecuje cuda jako
                            > nadzwyczajna metoda.
                            Kto komu i gdzie obiecuje cuda? Gdzie jest napisane, że jest to nadzwyczajna metoda?

                            > A nadzwyczajna metoda nie jest. Jest zbiorem znanych metod
                            > z ktorych i tak wszyscy korzystaja (lub powinni).

                            No właśnie - dlaczego więc ma to być niby oszustwo? Sama/Sam przeczysz sobie.
                        • rikol Re: a co ze mną? 29.04.09, 18:25
                          Pogladow ani 'uczuc religijnych' nie mozna obrazic, bo one nie maja uczuc.
                          Obrazic mozna jedynie czlowieka.
    • blooblue Szanowny Panie Redaktorze 28.04.09, 10:54
      Po pierwsze, to serdeczne dzięki za ten artykuł, choć z dużym trudem staram się
      zrozumieć prawidła dziennikarskiej dyplomacji, które kneblują Panu usta. Brakuje
      kategorycznego stwierdzenia, że to kolejne wielkie oszustwo kościoła
      katolickiego, ale cóż pozostaje jedynie westchnąć: Boże chroń przed katolikami.
      Po drugie, Panie Redaktorze to z uwagi na rzetelność dziennikarską wypadałoby
      wspomnieć w kontekście Pana artykułu o opracowaniu niejakiej bloo "Co to
      jest Naprotechnologia" zamieszczonym na www.proinvitro.pl
      Ten tekst powstał już w grudniu 2008, widnieje również na innych serwisach
      tematycznych z pełnym prawem do wykorzystania pod warunkiem przywołania źródła.
      Osobiście byłem świadkiem rozmowy, podczas, której zarówno prof. Kuczyński jaki
      prof. Szamatowicz chwalili autorkę za pionierską pracę i fachowość opracowania.
      • aurita Re: Szanowny Panie Redaktorze 28.04.09, 12:25
        "niejaka bloo" hihihi :D ale tekst swietny:)

        arnika: jezeli chodzi o PCO: to naprotechnologia takze "ustawilaby" Cie farmaceutycznie do owulacji. No bo chyba nie modlitwa?

        wiherku czy mowiac "naprotechnolodzy poradza sobie z PCO" masz na mysli lekarzy? Bo przeciez wiekszosc naprotechnologow nie jest lekarzami lecz instruktorami? Czy mowiac ze znasz kobiety leczace PCO u naprotechnologow znasz osoby wyleczone? (pytam nie zlosliwie, w Polsce naprotechnologia dopiero raczkuje, ale moze mieszkasz w innym kraju)
        A tak prywatnie, powiedzialas ze u Ciebie przyczyna jest prosta, wiec przepraszam zrozumialam, ze juz sie udalo bo znaleziono przyczyne. Mam nadzieje ze szybko moj blad stanie sie faktem :)
        • wiherek Re: Szanowny Panie Redaktorze 28.04.09, 12:38
          > arnika: jezeli chodzi o PCO: to naprotechnologia takze "ustawilaby" Cie
          farmaceutycznie do owulacji. No bo chyba nie modlitwa?
          Może za jakiś czas się dowiem jak się to odbywa, obecnie: NIE WIEM Ajeśli
          nawet napro ustawiłaby farmaceutycznie to chyba nie jest jakiś minus... Jak
          pisałam wielokrotnie - to metoda która również korzysta z osiągnięć współczesnej
          ginekologii. Zaś lekarze napro to również ginekolodzy :D

          > wiherku czy mowiac "naprotechnolodzy poradza sobie z PCO" masz na mysli
          lekarzy? Bo przeciez wiekszosc naprotechnologow nie jest lekarzami lecz
          instruktorami
          W moim słowniku skrótowym określeniem naprotechnolog określam lekarza
          ginekologii z odpowiednimi uprawnieniami

          > ? Czy mowiac ze znasz kobiety leczace PCO u naprotechnologow znasz osoby
          wyleczone? (pytam nie zlosliwie, w Polsce naprotechnologia dopiero raczkuje, ale
          moze mieszkasz w innym kraju)
          Znam kobiety leczące się, wyleczonych, lub takich którym udało się zajść w
          ciążę - nie

          > A tak prywatnie, powiedzialas ze u Ciebie przyczyna jest prosta, wiec
          przepraszam zrozumialam, ze juz sie udalo bo znaleziono przyczyne. Mam nadzieje
          ze szybko moj blad stanie sie faktem :)
          Ja również ;P
          Dlaczego mnie "uwiodła" naprotechnologia"?
          Traktuje się mnie tam jak obiekt myślący, biorący czynny udział w postępowaniu
          lekarskim. Niestety do tej pory nie napotkałam lekarza który w ten sposób by
          mnie traktował.
          Po pierwszym poronieniu, gdy starałam się znaleźć przyczynę zapytałam jedną z
          lekarek: "Czy nie warto byłoby zrobić badań na chlamydiozę?". Pani doktor
          zapytała: "A skąd Pani o tym wie?" Ja zaś: "Z internetu" Odpowiedź brzmiała: "To
          niech się Pani idzie do internetu leczyć". Po pół roku poroniłam ponownie.
          Nadmienię, że lekarka o bardzo dobrej obiegowej opinii przyjmująca w jednej z
          największych warszawskich przychodni prywatnych.
          Myślę że to duży plus naprotechnologii - i myślę też że podobnego podejścia
          wielu lekarzy mogłoby się nauczyć...
          • aurita Re: Szanowny Panie Redaktorze 28.04.09, 14:13
            Lekarze homeopaci tez sa chwaleni za podejscie do pacjenta.
            Nie bardzo rozumiem dlaczego trzeba byc naprotechnologiem aby byc czlowiekiem
            ale zgadzam sie ze lekarze w naszym kraju nie traktuja nas jak ludzi (nawet w
            "mojej" klinice nie zawsze jest to tak jak byc powinno).
            Ogolnie slowo "internet" dziala na polskich lekarzy jak plachta na byka. Na
            angielskojezycznych stronach mozna sie o wszystkim dowiedziec w roznym stopniu
            (dla laikow i wiecej wiedzacych i specjalistow: zawsze sie cos znajdzie), na
            polskich stronach potzrebne sa loginy, rejestracje itp. Jakby bali sie o swoja
            wiedze: moze malo jej maja? ;)

            Oczywiscie stosowanie farmaceutykow w naprotechnologii to nic zlego. Tylko
            dlaczego to ma byc alternatywa dla IVF? przeciez IVF nie stosuje sie w
            przypadkach uleczalnych farmakologicznie . I po co nowa szumna nazwa? To jest
            niejasne (tzn dla mnie jak najbardziej jasne).
            • wiherek Re: Szanowny Panie Redaktorze 28.04.09, 14:53
              1. Ja nie traktuję tego jako alternatywy - naprotechnologdzy również nie - może
              ktoś, kto używa tej metody właśnie w walce ideologicznej; wręcz w wypowiedziach
              swoich mówią, że tak Naprotechnologia alternatywą być nie może, gdyż są
              przypadki przy których kapitulują - wtedy jasno i zrozumiale mówią: proponujemy
              adopcję. Wielu nauczycieli NPR wskazuje, że nie powinno się w ten sposób tej
              metody nazywać - poczytaj topik na forum 28dni.pl o naprotechnologii... - oni
              wręcz są oburzeni robieniem z naprotechnologii wielkiego halo, ponieważ uważają
              że klasyczne metody wystarczą; że nie potrzeba od razu metody Creightone (to
              metoda obserwacji biomarkerów, której uczą instruktorzy naprotechnologii.
              2. Nazwa? No ładnie brzmi ;P Ale serio - powstała 30 lat temu - mają ją zmienić?
              po co? in vitro też brzmi niczego sobie ;P
              • aurita Re: Szanowny Panie Redaktorze 28.04.09, 15:06
                > przypadki przy których kapitulują - wtedy jasno i zrozumiale mówią:
                > proponujemy adopcję

                i Ciebie to nie przeraza? Lekarz ktory skladajac przysiege Hipocratesa ze bedzie
                leczyl najlepiej jak umie (i ze bedzie sie doksztalcal w tej dziedzinie) i bez
                ideologii nie INFORMUJE Cie (przeciez on nie musi tego wykonywac) ze istnieja
                inne formy medycznej terapii (inseminacja, IVF, ICSI). A moze jeszcze cos przed
                Toba zatail?
                Ja uwazam ze powinien wtedy tracic dyplom lekarza.

                Wyobraz sobie ze leczy Cie chirurg-Swiadek Jechowy i nie przeprowadza transfuzji
                krwi bo to nie jest zgodne z jego swiatopogladem... to niedopuszczalne!

                Slyszalas a propos ze Luteranie odniesli sie pozytywnie do leczenia IVF dla par
                malzenskich?
                • wiherek Re: Szanowny Panie Redaktorze 28.04.09, 15:27
                  Zgoda!!!Ale on mnie informuje na początku, że dla niego to niedopuszczalne...
                  Ja mam swój rozum i swoje sumienie - ja wybieram.
                  Znowu odniosę się do swoich perypetii - poprzedni lekarze nie mówili mi NIC na
                  temat proponowanego leczenia.
                  Tu ja wiem - że pewne drogi zostały wykluczone i się na to godzę.
                  Trudniej byłoby mi się zgodzić z tym, że lekarz kieruje mnie na in vitro bez
                  wstępnej dogłębnej diagnostyki i wypróbowania innych metod...
                  A Luteranie niech się godzą na co chcą - ja jestem wiherek i swoje własne
                  sumienie mam... :D :D :D Dodam nawet, gdyż mam się za katoliczkę, niech KK ma
                  swoje zdaniem ja mam swoje własne sumienie... O
                  Ja Ci tez powiem nieco o lekarskiej wiedzy z własnego doświadczenia:
                  1. Przepisano mi luteinę, bez wstępnych badań hormonalnych, od 16 dnia cyklu.
                  Cel: utrzymanie ciąży. Pół roku faszerowania luteiną i jaki skutek? Brak ciąży!
                  Dlaczego bo ja mam zazwyczaj owulację 17-18 dnia cyklu. Luteina działała
                  blokująco na owulację. To taki kwiatek o specjalistach ginekologach. Nadmienię,
                  że USG kosztuje (komercyjnie) 100zł - można było monitorować owulację. Nikt tego
                  nie robił, nikt nawet nie zaproponował! Badanie progesteronu aż 20zł
                  (komercyjnie) - nikt tego nie zaproponował (w tamtym czasie). To coś o tych
                  naszych "specjalistach"!!! Ja nie jestem w stanie zaufać nikomu kto mi nie
                  wytłumaczy teraz dlaczego mam coś zrobić i jakie to ma konsekwencje... Mój
                  lekarz naprotechnolog to robi. Sama obserwuję siebie i potrafię dostrzec objawy
                  płodności - i wiem jaki objaw o czym może świadczyć.
                  Widzisz różnica między nami jest taka, że ja trafiałam na konowałów nie lekarzy,
                  ty trafiłaś na kogoś innego - mam inną perspektywę... Dlatego słowa "profesor"
                  "specjalista" nie robią na mnie wrażenia.
        • lori_anna o pco 28.04.09, 12:43
          > arnika: jezeli chodzi o PCO: to naprotechnologia
          takze "ustawilaby" Cie farmace
          > utycznie do owulacji. No bo chyba nie modlitwa?
          oczywiście, że w grę wchodzą środki farmaceutyczne
          > wiherku czy mowiac "naprotechnolodzy poradza sobie z PCO" masz na
          mysli lekarz
          > y? Bo przeciez wiekszosc naprotechnologow nie jest lekarzami lecz
          instruktorami
          > ? Czy mowiac ze znasz kobiety leczace PCO u naprotechnologow znasz
          osoby wylecz
          > one? (pytam nie zlosliwie, w Polsce naprotechnologia dopiero
          raczkuje, ale moze
          > mieszkasz w innym kraju)
          jeśli chodzi o osoby wyleczone - pco nie da się tak do końca
          wyleczyć, natomiast widziałam świadectwa kobiet, którym napro
          pomogła i które mają dzieci mimo pco (w USA). w Polsce jest jeszcze
          zbyt mało danych na ten temat.
          • dagmara-k Re: o pco 28.04.09, 12:59
            w mojej rodzinie jest 4 dzieci matek pcos, bez leczenia. ja mam mniej szczescia
            bo obok pcos mam jeszcze inne problemy plus problem niewyleczalny po stronie
            meza. napro nie ma nic dla nas.
          • blooblue Re: o pco 28.04.09, 12:59
            > jeśli chodzi o osoby wyleczone - pco nie da się tak do końca
            > wyleczyć, natomiast widziałam świadectwa kobiet, którym napro
            > pomogła i które mają dzieci mimo pco (w USA). w Polsce jest jeszcze
            > zbyt mało danych na ten temat.


            Jestem w stanie zrozumieć desperację, ale nie brak logiki.
            W Polsce ciemna masa przykryta sutanną, ale w Stanach to hoho.
            Gdzie widziałaś te świadectwa?
            Z tego co wiem to dysponują nimi tylko "wykładowcy" w salkach parafialnych.
            • wiherek Re: o pco 28.04.09, 13:13
              Ach Ci źli księża i zakłamani, ciemni "wykładowcy"... Tylko utrudniają sprzedaż
              pigułkami... Ech - tylko w niewielkim stopniu... W sumie można powiedzieć, że to
              ciemniaki i to ludowi wystarczy... Lud w autorytet pana w białym kitlu też wierzy :D
              • arnika77 Re: o pco 28.04.09, 13:35
                Wiherku, staram się o dziecko od prawie 5 lat. Wtedy dowiedziałam
                się o chorobie. Wcześniej nie stosowałam żadnych metod anty, bo od
                razu po ślubie chciałam mieć dziecko. Jestem z tych dinozaurów,
                które z seksem czekały do ślubu :) i nie żałuję. Jesteśmy po ślubie
                7 lat, więc łatwo policzyć, że przez 2 lata nic się nie działo. Aż
                do diagnozy.
                Nie jestem przeciwko IV, absolutnie, choć pewnie trudno byłoby mi
                samej się zdecydować, ale kto wie?

                Jak napisałam, uważam , że KK nie powienien ingerować w
                USTAWODAWSTWO, a nie że nie powinien sie w tej kwestii wypowiadać.
                Od tego jest, aby zajmował stanowisko. Ale państwo jest świeckie i
                ludzie, którzy w nim żyją MUSZĄ mieć prawo wyboru - zgodnie z
                przekonaniami i sumieniem.
                Tak jak ludzie nie ingerują w prawo kanoniczne, tak KK nie powienien
                ingerować ani wpływać na prawo świeckie.

                Wiherku, przez te lata napatrzyłam sie na tych ludzi, o których
                piszesz, że uważają, że wszystko im się należy , dziecko też. Uwierz
                mi, oddaliby wszystko to co posiadają, by mieć upragnione maleństwo.
                I na pewno nie z powodów materialnych go pragną.
                Widziałam ich rozpacz, ból, strach, przerażenie, rezygnację i
                euforię.
                Sama tego doświadczyłam.

                I NIKT nie ma prawa ich oceniać, potępiać, nakazywać i zakazywać,
                nikt, kto tego sam nie przeżył.
                Pzdr
                A

                • lori_anna Re: o pco 28.04.09, 13:39
                  bardzo dobrze to ujęłaś :-)
                • wiherek Re: o pco 28.04.09, 13:41
                  arnika77 napisała:

                  > Wiherku, staram się o dziecko od prawie 5 lat. Wtedy dowiedziałam
                  > się o chorobie. Wcześniej nie stosowałam żadnych metod anty, bo od
                  > razu po ślubie chciałam mieć dziecko. Jestem z tych dinozaurów,
                  > które z seksem czekały do ślubu :) i nie żałuję. Jesteśmy po ślubie
                  > 7 lat, więc łatwo policzyć, że przez 2 lata nic się nie działo. Aż
                  > do diagnozy.
                  > Nie jestem przeciwko IV, absolutnie, choć pewnie trudno byłoby mi
                  > samej się zdecydować, ale kto wie?
                  >
                  > Jak napisałam, uważam , że KK nie powienien ingerować w
                  > USTAWODAWSTWO, a nie że nie powinien sie w tej kwestii wypowiadać.
                  > Od tego jest, aby zajmował stanowisko. Ale państwo jest świeckie i
                  > ludzie, którzy w nim żyją MUSZĄ mieć prawo wyboru - zgodnie z
                  > przekonaniami i sumieniem.
                  > Tak jak ludzie nie ingerują w prawo kanoniczne, tak KK nie powienien
                  > ingerować ani wpływać na prawo świeckie.
                  >
                  > Wiherku, przez te lata napatrzyłam sie na tych ludzi, o których
                  > piszesz, że uważają, że wszystko im się należy , dziecko też. Uwierz
                  > mi, oddaliby wszystko to co posiadają, by mieć upragnione maleństwo.
                  > I na pewno nie z powodów materialnych go pragną.
                  > Widziałam ich rozpacz, ból, strach, przerażenie, rezygnację i
                  > euforię.
                  > Sama tego doświadczyłam.
                  >
                  > I NIKT nie ma prawa ich oceniać, potępiać, nakazywać i zakazywać,
                  > nikt, kto tego sam nie przeżył.
                  > Pzdr
                  > A
                  >
                  Droga Arniko,
                  Ja tych ludzi - broń Boże - nie potępiam!!! Mam znajomych po in vitro i ich nie
                  skreślam, bo wiem jaki to ból... Nie mam prawa osądzać i w 100% się zgadzamy -
                  ludzie powinni mieć prawo wyboru, wszystko zostaje w sumieniach... Mnie tylko
                  drażni taka agresywna chęć zysku - bardzo mnie to smuci... Po obu stronach - nie
                  mówię tylko o stronie in vitro. Do tego brak rzeczowej dyskusji - tylko
                  argumenty ad personam...
                  Jeśli jesteś z tych, którzy nie potrafią poddać się procedurze in vitro, jak ja
                  - odwiedź lekarza napro (służę kontaktami na privie). Oczywiście jeśli się
                  zdecydujesz... Jedna wizyta przecież nic nie oznacza a będziesz mogła zadać
                  wszelkie możliwe pytania i dowiedzieć się o co kruszone są kopie...
                  Pozdrawiam serdecznie
                  • wiherek Re: o pco 28.04.09, 13:57
                    W poprzednim poście napisałam, że de facto w walce o rynek leczenia niepłodności
                    obie strony, walczą głównie o zyski. Myślę, że powinnam sprostować nieco tę
                    wypowiedź:
                    Myślę, że NaPro w Polsce nie przekroczyło pewnej subtelnej granicy w tym
                    zakresie - jest jeszcze na to za młode i de facto jest dziełem garstki
                    idealistów. Myślę jednak że stoi przed tą metodą takie niebezpieczeństwo,
                    którego powinni oni się wystrzegać.
                    Jeśli chodzi o in vitro - ludzie Ci mają już znaczne udziały 100%, w tym rynku
                    więc trudno jest z nich zrezygnować... Być może stąd to zacietrzewienie i żółć...
                    • aurita Re: o pco 28.04.09, 14:42
                      > Myślę, że NaPro w Polsce nie przekroczyło pewnej subtelnej granicy

                      alez przekroczylo: nowa nazwa dla starych metod aby kusic. Nie proponuja NIC
                      nowego a zamykaja drzwi na niektore formy terapii. Twierdza, ze sa alternatywa
                      dla IVF a nie sa.
                      Jezeli nie stosuja nowych technik a ich jedynym plusem jest fakt, ze sa ogolnie
                      mowiac mili (a to bardzo duzy plus) to co im zabrania wykonywania tych samych
                      czynnosci w ramach NFZ?
                      Jeden z lekarzy naprotechnologow wczesniej zajmowal sie IVF, zlosliwi twierdza
                      ze konkurencja byla zbyt duza w Bialymstoku
                      W klinice nieplodnosci nie musisz przeciez podchodzic do IVF

                      > Jeśli chodzi o in vitro - ludzie Ci mają już znaczne udziały 100%, w tym rynku
                      o kim ty mowisz? jacy "Ci"?

                      Powtorze jeszcze raz: OBOWIAZKIEM Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego jest
                      jak naszybsze wydanie opinii na temat Naprotechnologii i jej skutecznosci. Tobie
                      i Kosciolowi moze sie nie podobac ze lekarze specjalisci maja zle zdanie o tej
                      "technologii" ale oni sa specjalistami.
                      Przeczytaj jeszcze raz to co sama napisalas: ile razy powiedzialas ze nie wiesz
                      i nie znasz sie: w jaki sposob osoba taka jak Ty moze ocenic procedure leczenia?

                      Mnie do IVF wyslal panstwowy lekarz w panstwowej klinice: powiedzial ze nic dla
                      mnie zrobic nie moze i polecil dwie kliniki (w ktorych nie pracuje, nie pracowal
                      i nie wspolpracowal). Gdyby mogl to by mnie leczyl ale ocenil ze to IVF powinno
                      byc nastepnym krokiem. On ma 0% udzialow w rynku IVF.
                      • wiherek Re: o pco 28.04.09, 15:13
                        > nowa nazwa dla starych metod aby kusic. Nie proponuja NIC
                        > nowego a zamykaja drzwi na niektore formy terapii. Twierdza, ze sa alternatywa
                        > dla IVF a nie sa.
                        Ja nic takiego z ust naprotechnologa nie słyszałam
                        > Jezeli nie stosuja nowych technik a ich jedynym plusem jest fakt, ze sa ogolnie
                        > mowiac mili (a to bardzo duzy plus) to co im zabrania wykonywania tych samych
                        > czynnosci w ramach NFZ?
                        NFZ niestety, mimo tego, co twierdzi pani minister Kopacz nie refunduje wielu
                        technik leczenia które są tu konieczne. Na jakiekogolwiek lekarza na NFZ czeka
                        się wieki, nie mówiąc już o tym, aby to był lekarz znający się na rzeczy. Mój
                        przypadek - kiedy 1,5 roku borykałam się ze kłodami rzucanymi mi pod nogi, gdy
                        chciałam zdiagnozować przyczynę poronień jest tego najlepszym przykładem...
                        Poronienia diagnozuje się dopiero po 3 z nich - więc zakładając sposób myślenia
                        NFZ powinnam poronić raz jeszcze żeby uzyskać prawo do jakichkolwiek badań z
                        tego tytułu... Nie mówiąc już np o przypadku skierowania mnie na badanie
                        progesteronu (już prywatne, NFZ - 0 szans)w 2 dniu cyklu...

                        > Jeden z lekarzy naprotechnologow wczesniej zajmowal sie IVF, zlosliwi twierdza
                        > ze konkurencja byla zbyt duza w Bialymstoku
                        Znam tego lekarza - z tego co wiem jako "invitrowiec" miał bardzo dobre
                        opinie...

                        > W klinice nieplodnosci nie musisz przeciez podchodzic do IVF
                        Nie muszę lecz w moim przypadku badania były nakierowane tak, abym
                        zdecydowała się na in vitro.

                        > > Jeśli chodzi o in vitro - ludzie Ci mają już znaczne udziały 100%, w tym
                        > rynku
                        > o kim ty mowisz? jacy "Ci"?
                        Lekarze "leczący" w prywatnych klinikach niepłodności.
                        > Powtorze jeszcze raz: OBOWIAZKIEM Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego jest
                        > jak naszybsze wydanie opinii na temat Naprotechnologii i jej skutecznosci. Tobi
                        > e
                        > i Kosciolowi moze sie nie podobac ze lekarze specjalisci maja zle zdanie o tej
                        > "technologii" ale oni sa specjalistami.
                        No właśnie "specjaliści" ileż to ja już z nimi miałam do czynienia...
                        Pracuję "w nauce" i ze wszelkiej maści docentami i profesorami mam na codzień do
                        czynienia... Napuszenie i zero wiedzy... Pierwszy lepszy student wyśmiewa ich
                        niekompetencję...

                        > Przeczytaj jeszcze raz to co sama napisalas: ile razy powiedzialas ze nie wiesz
                        > i nie znasz sie: w jaki sposob osoba taka jak Ty moze ocenic procedure leczenia
                        > ?
                        Mogę oceniać na tyle na ile wiem. Bardzo nie lubię, gdy ktoś udaje że coś wie
                        a faktyczny stan rzeczy jest całkiem inny... Dlatego zawsze gdy czegoś nie wiem
                        piszę to i się przyznaję. Po co robić z siebie eksperta. Oceniam na tyle na ile
                        wiem. Dlatego nigdy nie powiem: jesteś po in vitro - jesteś mordercą. Bo ja tego
                        nie wiem...

                        >
                        > Mnie do IVF wyslal panstwowy lekarz w panstwowej klinice: powiedzial ze nic dla
                        > mnie zrobic nie moze i polecil dwie kliniki (w ktorych nie pracuje, nie pracowa
                        > l
                        > i nie wspolpracowal). Gdyby mogl to by mnie leczyl ale ocenil ze to IVF powinno
                        > byc nastepnym krokiem. On ma 0% udzialow w rynku IVF.
                        Mozna wiedzieć co to za klinika? Jeśli nie chcesz tutaj przedstawiać tej
                        informacji - proszę na priva
                        • wiherek Re: o pco 28.04.09, 15:15
                          Sprostowanie:
                          Powinno być ci niektórzy leczący w prywatnych klinikach niepłodności.
                          To bardzo ważne sprostowanie
                    • zawsze.aliks Re: o pco 28.04.09, 19:50
                      Myślę, że NaPro przekroczyło ją w chwili gdy przedstawiło się jako
                      alternatywa dla leczenia niepłodności metodami niezależnymi od
                      światopoglądu prowadzących leczenie. Metoda in vitro jest kosztowna
                      zancznie bardziej niż głaskanie po głowie, ale naukowo
                      udowodniono jej skuteczność wśród par niepłodnych, u których
                      zawiodły inne metody
                      . Nie każdy rodzaj niepłodności może i
                      powinien być leczony drogą zapłodnienia pozaustrojoweego, nie każdy
                      nawet wymaga stosowania technik wspomaganego rozrodu. Dlatego bardzo
                      ważne jest indywidualne dobranie metody postępowania do problemu
                      danej pary. Pamietajcie o tym, ideolodzy.
                • aurita Re: o pco 28.04.09, 14:28
                  > I na pewno nie z powodów materialnych go pragną.
                  no materialnie to sie nie oplaca :)
              • blooblue Re: o pco 28.04.09, 14:45

                > Ach Ci źli księża i zakłamani, ciemni "wykładowcy"... Tylko utrudniają sprzedaż
                > pigułkami... Ech - tylko w niewielkim stopniu... W sumie można powiedzieć, że t
                > o
                > ciemniaki i to ludowi wystarczy... Lud w autorytet pana w białym kitlu też wier
                > zy :D

                sic????????????
                Lubię te klimaty, zawsze dyskusja dochodzi do takiego punktu.
                Drogi Wiherku!
                Leżysz krzyżem w kościele, to leż choćby do usranej śmierci., tylko pozwól innym
                podejmować decyzje w oparciu o naukę, a nie religię.
                • wiherek Re: o pco 28.04.09, 14:59
                  > sic????????????
                  > Lubię te klimaty, zawsze dyskusja dochodzi do takiego punktu.
                  > Drogi Wiherku!
                  > Leżysz krzyżem w kościele, to leż choćby do usranej śmierci., tylko pozwól inny
                  > m
                  > podejmować decyzje w oparciu o naukę, a nie religię.
                  Dokładnie - dyskusja sprowadza się do epitetów w stronę osoby pragnącej
                  przedstawić jakiekolwiek merytoryczne argumenty. Nie leżę krzyżem w Kościele
                  lecz staram się w swoim postępowaniu brać również pod uwagę kryteria moralne.
                  • blooblue Re: o pco 28.04.09, 15:09
                    > Dokładnie - dyskusja sprowadza się do epitetów w stronę osoby pragnącej
                    > przedstawić jakiekolwiek merytoryczne argumenty. Nie leżę krzyżem w Kościele
                    > lecz staram się w swoim postępowaniu brać również pod uwagę kryteria moralne.
                    .
                    Jasne, Ci od in vitro zaś, to zgnilizna etyczna i sami moralni wykolejeńcy.
                    Katolicka demagogia.
                    • wiherek Re: o pco 28.04.09, 15:14
                      blooblue napisał:

                      > > Dokładnie - dyskusja sprowadza się do epitetów w stronę osoby pragnącej
                      > > przedstawić jakiekolwiek merytoryczne argumenty. Nie leżę krzyżem w Kości
                      > ele
                      > > lecz staram się w swoim postępowaniu brać również pod uwagę kryteria mora
                      > lne.
                      > .
                      > Jasne, Ci od in vitro zaś, to zgnilizna etyczna i sami moralni wykolejeńcy.
                      > Katolicka demagogia.
                      Ja nic takiego nie powiedziałam
                    • lori_anna Re: o pco 28.04.09, 15:22
                      wiherek napisała:
                      Ja tych ludzi - broń Boże - nie potępiam!!! Mam znajomych po in
                      vitro i ich nie
                      skreślam, bo wiem jaki to ból... Nie mam prawa osądzać i w 100% się
                      zgadzamy -
                      ludzie powinni mieć prawo wyboru, wszystko zostaje w sumieniach...

                      blooblue napisał:

                      > Jasne, Ci od in vitro zaś, to zgnilizna etyczna i sami moralni
                      wykolejeńcy.
                      > Katolicka demagogia.

                      blooblue, Ty chyba nie chcesz prowadzić dyskusji na argumenty tylko
                      na odpowiednie epitety

                      Każdy powinien sam zdecydować w jaki sposób się leczy i u kogo. Nie
                      każdy chce lub może zdecydować się na invitro, część poszukuje innej
                      drogi, co nie znaczy, że ci poszukujący są gorsi i powinni od razu
                      zdecydowac się na invitro, bo innej drogi nie ma...
                      Nikt tu nie pisze o jakichś "wykolejeńcach" - tak jak napisała
                      wiherek - każdy powinien osądzić sam, co jest dla niego lepsze, to
                      jest wybór każdego z nas i tyle

                      Każdemu życzę, żeby nie musiał się zastanawiać ani borykać z
                      problemem niepłodności, a jeśli już to życzę decyzji zgodnych z
                      własnym sumieniem i nie osądzania innych, co do drogi, którą
                      wybrali :-)
                  • gwozdziu12 Re: o pco 29.04.09, 09:48
                    zatem pozostań przy swoich wyborach i osądach moralnych, ale nie usiłuj ich
                    transmitować na innych... może nie zauważyłeś ale nie ma czegoś takiego jak
                    uniwersalny porządek moralny, a co za tym wpajanie innym swojej moralności jako
                    jedynie słusznej czyni Cię wysoce niemoralnym
            • lori_anna Re: o pco 28.04.09, 13:38
              > Jestem w stanie zrozumieć desperację, ale nie brak logiki.
              > W Polsce ciemna masa przykryta sutanną, ale w Stanach to hoho.
              > Gdzie widziałaś te świadectwa?
              > Z tego co wiem to dysponują nimi tylko "wykładowcy" w salkach
              parafialnych.

              desperację? niby czyją?
              W Stanach robiono takie badania pod kątem napro, w Polsce jeszcze -
              może niewyraźnie napisałam
              A świadectwa kobiet można przeczytać w książce "Women healed"

    • 10robo10 Błogosławiona metoda 28.04.09, 15:28
      Nie mówmy "zgodnie z nauką kościoła" lecz z "nauczaniem kościoła". Kościół nie
      ma nauki . ma wiarę, poglądy, doktryny, czary, przesądy, tradycję, itd ale nie
      ma nauki.
    • bambambama Błogosławiona metoda 28.04.09, 15:29
      Czy tylko ja pomyślałem o "błogosławionej metodzie" księdza Dobro-Dobro? :)
      Kto nie widział niech zobaczy i uwierzy:
      www.youtube.com/watch?v=qSArqiPR8gI&feature=channel_page
      • wiherek Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 15:44
        W sprawie płodności:
        1. Kobieta jest płodna w jednym cyklu przez 12 do 24 godzin.
        2. Plemniki mogą przeżyć w odpowiednim środowisku, czyli w obecności
        śluzu płodnego u kobiety do 5 dni (w większości przypadków do 3 dni). Bez śluzu
        odpowiedniej jakości który wytwarzany jest przez krypty szyjki macicy przez
        określony czas - 15 minut...
        Wniosek: parę można uznać za płodną przez max 5 dni w jednym cyklu czyli na 28
        dni. Czy zdrowa, płodna para musi korzystać z antykoncepcji hormonalnej, bądź
        mechanicznej, by uniknąć ciąży?
        • martishia7 Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 16:33
          Nie musi. Ale może sobie dzięki temu ograniczyć stres :)
          • wiherek Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 16:41
            No nawet jeśli...
            Warto kosztem zdrowia?
            • lia.13 Re: Błogosławiona metoda 29.04.09, 09:32
              wiherek napisała:

              > No nawet jeśli...
              > Warto kosztem zdrowia?

              sorry za szczerość, ale z tego co piszesz wynika, że sama nie stosujesz
              antykoncepcji hormonalnej a mimo to - nie możesz zajść w ciążę. Czym zatem
              "zrujnowałaś" siebie tak zdrowie? To jak w dyskusji o słodzenie herbaty. Jeden
              nie słodzi bo "cukier to biała śmierć" a drugi powie, że na coś trzeba umrzeć.
              Antykoncepcja owszem szkodzi, ale nei na tyle by zaburzać zdrowie. To już nie te
              ilości hormonów, które zawierały pierwsze tabletki.
              A co do wcześniejszej Twojej wypowiedzi, to skoro piszesz, że TY kierujesz się
              wartościami moralnymi w leczeniu, to jest dla mnie oczywiste, że ludzi
              stosujących antykoncepcję czy metodę in vitro uważasz za nie kierujących się
              wartościami moralnymi, a zatem - za niemoralnych.
        • zawsze.aliks Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 19:29
          Nie musi. Zależy jak bardzo chce uniknąć ciąży. Cykl owulacyjny to
          nie zegar o napędzie atomowym, może go zaburzyć wiele czynników:
          przemęczenie, podróż, grypa (niekoniecznie meksykańska)i inne
          infekcje, zarwana noc, silny lub długotrwały stres, etc, etc.
          Poleganie na metodach naturalnych raczej umożliwia zdrowym parom
          wystaranie się o ciążę przez przewidzenie z dużym
          prawdopodobieństwem
          (a nie pewnością) dni płodnych niż
          uniknięcie niechcianej ciąży. Zresztą, wystarczy porównać wskaźnik
          Pearla.
          • wiherek Re: Błogosławiona metoda 29.04.09, 07:31
            Ja znam bardzo dużo par stosujących tę metodę z dużym powodzeniem - par płodnych...
            • aurita Re: Błogosławiona metoda 29.04.09, 08:44
              Pamietam jak jakas TV lub radio pytalo politykow jaka antykoncepcje stosuja.
              Najbardziej podobal mi sie marszalek Komorowski ktory stwierdzil ze on z zona to
              stosuja metody naturalne. Na pytanie czy ty metody dzialaja odpowiedzial z
              usmiechem od ucha do ucha.... noooo mam piecioro dzieci.

              I podobalo mi sie to bo facet nie wmawial wbew wszelkiej logice ze metody
              naturalne sa skuteczne, w jego przypadku byly wystarczajaco skuteczne.
              • wiherek Re: Błogosławiona metoda 29.04.09, 09:04
                Zapraszam na 28dni.pl - mnóstwo kobiet stosujących te metody z powodzeniem. A
                forum jak najbardziej tolerancyjne. Kobiety z zaplanowaną liczbą dzieci. Może
                marszałek Komorowski zaplanował 5 dzieci...
                • aurita Re: Błogosławiona metoda 29.04.09, 09:19
                  Stosujac taka metode to napewno chcial miec duzo dzieci. Zapewne znasz duzo
                  instruktorek NPR: po ile dzieci maja?
                  Moja (nauki przedmalzenskie) miala 6 ...

                  > Może marszałek Komorowski zaplanował 5 dzieci...
                  • wiherek Re: Błogosławiona metoda 29.04.09, 10:16
                    A to bardzo różnie - trudno generalizować. Choć prawdą jest że ten kto uznaje
                    metody NPR jest raczej za "większą" rodziną.
                  • lori_anna Re: Błogosławiona metoda 29.04.09, 11:32
                    ja znam takie co mają po trójce zaplanowanych :-)
        • gondra antykoncepcja 29.04.09, 13:33
          > Wniosek: parę można uznać za płodną przez max 5 dni w jednym cyklu
          czyli na 28
          > dni. Czy zdrowa, płodna para musi korzystać z antykoncepcji
          hormonalnej, bądź
          > mechanicznej, by uniknąć ciąży?

          Pomijajac wspomniane juz możliwe zaburzenia cyklu.
          Niektóre kobiety maja cykle nieregularne - u mnie trwają od 28 do 35
          dni - i nie jest to rażąca nieprawidłowosć, byłam z tym u
          ginekologa.
          A trzeci powód - wolę uprawiać seks kiedy mam na to ochotę, a nie
          kiedy mogę, bo nie zajdę-uff, a w dni płodne gryźć ściany.:)

          Zdrowa para nie musi korzystać z antykoncepcji hormonalnej, ale
          jeśli chce to moze. Wiem, że Twój światopoglad uniemożliwia Ci
          zrozumienie tego, ale co poradzę. Rób co chcesz, nie stosuj in
          vitro, nie stosuj hormonów, ale od wyborów innych sie odstosunkuj.
    • jeanne_d_arc Błogosławiona metoda 28.04.09, 15:43
      Może po prostu płaci się "lekarzom" od naprotechnologii, a oni w zamian modlą
      się za zajście w ciążę, tak jak dr Boyle modli się o to, by "by to właśnie
      Polska stała się światełkiem naprotechnologii na świecie". Niestety, fundacja
      Templetona już finansowała badania nad wpływem modlitwy na wyzdrowienia, z
      mizernym skutkiem, ale kto wie, hehe, może z płodnością będzie lepiej. ;)
    • wiherek Już się wypowiedziałam więc znikam 28.04.09, 15:49
      Myślę, że większość osób, która miała jakąkolwiek wiedzę na ten temat już się
      wypowiedziała.
      W tym momencie pojawiają się jedynie wypowiedzi osób, które wiedzy nie posiadają
      - niestety wypowiedzi oszczercze.
      Dbając o swe serce znikam. Wszystko co chciałam powiedziałam.
      Wszystkim rozmówcom życzę oczywiście szczęścia i mądrości.
      Wiherek
      • buenos.aires Re: Już się wypowiedziałam więc znikam 28.04.09, 16:44
        Wiherku, hahah, przeciez ty sama tez piszesz, ze "nie wiesz".
        • wiherek Re: Już się wypowiedziałam więc znikam 28.04.09, 17:23
          A czy jest ktoś, kto wie wszystko?
          Jestem z wykształcenia filozofem - u mnie naturalne jest przyznanie się do
          niewiedzy oraz wrodzona ciekawość...
          Mam wstręt do przyklaskiwania większości :D

          • wiherek Re: Już się wypowiedziałam więc znikam 28.04.09, 17:24
            No i już mnie nie ma :D
      • zawsze.aliks Re: Już się wypowiedziałam więc znikam 28.04.09, 19:32
        Oj, Wiherek, Wiherek. Dodaj troszkę skromności do tego monopolu na
        prawdę! Powodzenia.
        • wiherek Re: Już się wypowiedziałam więc znikam 28.04.09, 20:15
          Albo:
          1. Nie wszystko co napisałam czytałaś
          albo:
          2. Źle mnie rozumiesz :D
        • wiherek Re: Już się wypowiedziałam więc znikam 29.04.09, 13:19
          zawsze.aliks napisała:

          > Oj, Wiherek, Wiherek. Dodaj troszkę skromności do tego monopolu na
          > prawdę! Powodzenia.

          A czy jest ktoś, kto wie wszystko?
          Jestem z wykształcenia filozofem - u mnie naturalne jest przyznanie się do
          niewiedzy oraz wrodzona ciekawość...
          Mam wstręt do przyklaskiwania większości :D


          Nie rozumiem...
          • wiherek Re: Już się wypowiedziałam więc znikam 29.04.09, 13:20
            Nie wpisało mi się do poprzedniego postu: Cóż jest nieskromnego w: i tu cytat.
    • 3cik <-------------------------------- -----=- 28.04.09, 16:02
      Dlatego księża przodują w prokreacji...
    • nataszkam Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 16:16
      Jeśli już dyskutować, to przynajmniej należy wczesniej wiedzieć, o
      czym:
      www.naprotechnology.com/
    • bobbie2 Błogosławiona metoda 28.04.09, 16:29
      Jedna rada dla tych pseudonaukowcow, zgodnie z nauka kosciola,
      powinni wyrzec sie w przypadku choroby z pomocy lekarzy i z srodkow
      przeciwbolowych, przeciez Chrystus jak umieral nie bral srodkow
      przeciw bolowych. A wiec mochery, cierpiec a innym dac zyc.
    • benek231 Błogosławiona doktryna i mamona 28.04.09, 16:44

      'Zanim ból i rozpacz zaprowadzą cię do kliniki in vitro, pomyśl o naprotechnologii'

      No prosze, co za zwrot w podejsciu koscielnch. Nie tak dawno w tym samym GN,
      oraz z ambon, nie wspominano nic o bolu i cierpieniu, a (w zamian) przkonywano o
      przyjmowaniu w pokorze tego co Bog daje, bo widocznie ma On w tym jakis cel....
      Na przyklad adopcje dzieci, ktorych przciez tyle czeka...
      Teraz bol i cierpienie dopuszczalne sa jak najbardziej - ma sie rozumiec pod
      katem naprotechnologii, czyli kasy napedzanej do kk. W tym ukladzie kler stac
      jest na dostrzezenietego co wczesniej odrzucal.

      Powyzej, niektore z osob popierajacych naprotechnologie zarzucaja wypowiadajacym
      sie profesorom o lek przed pojawiajaca sie konkurencja.
      Pragne wyjasnic zatem, ze istotnie jest to lek, ale przed "konkurencja"
      narzucona z gory. W warunkach polskiego panstwa wyznaniowego lansowana przez kk
      naprotechnologie mozna rozwazac wylacznie w kontekscie zapowiadanego przez kk
      zakazu in vitro. Gdyby nie ta obawa pies z kulawa noga nie przejalby sie
      "koscielnymi naukami".
    • benek231 Re: Błogosławiona Doktryna i Mamona 28.04.09, 16:47

      'Zanim ból i rozpacz zaprowadzą cię do kliniki in vitro, pomyśl o naprotechnologii'

      No prosze, co za zwrot w podejsciu koscielnych. Nie tak dawno w tym samym GN,
      oraz z ambon, nie wspominano nic o bolu i cierpieniu, a (w zamian) przekonywano
      o przyjmowaniu w pokorze tego co Bog daje, bo widocznie ma On w tym jakis
      cel.... Na przyklad adopcje dzieci, ktorych przciez tyle czeka...
      Teraz bol i cierpienie dopuszczalne sa jak najbardziej - ma sie rozumiec pod
      katem naprotechnologii, czyli kasy napedzanej do kk. W tym ukladzie kler stac
      jest na dostrzezenie tego co wczesniej odrzucal.

      Powyzej, niektore z osob popierajacych naprotechnologie zarzucaja wypowiadajacym
      sie profesorom o lek przed pojawiajaca sie konkurencja.
      Pragne wyjasnic zatem, ze istotnie jest to lek, ale przed "konkurencja"
      narzucona z gory. W warunkach polskiego panstwa wyznaniowego lansowana przez kk
      naprotechnologie mozna rozwazac wylacznie w kontekscie zapowiadanego przez kk
      zakazu in vitro. Gdyby nie ta obawa pies z kulawa noga nie przejalby sie
      "koscielnymi naukami".
      • arnika77 Miała być dyskusja... 28.04.09, 17:21
        Moi drodzy, miała być dyskusja a nie obraźliwe epitety. Proszę,
        szanujmy się wzajemnie.
        Rozumiem i doceniam to, co pisze Wiherek, zwłaszcza, że robi to
        kulturalnie i nikogo nie obraża. Przyznaje swoją niewiedzę, jeśli
        czegoś nie wie. Ma prawo do propagowania swojej metody, tak jak my
        mamy prawo do leczenia metodami "szkiełka i oka".
        I proszę się nie śmiać z "leżenia krzyżem", bo czasem i to
        pomaga :), naprawdę.
        Ja na razie pozostaję w zwykłej klinice i będę stosować te metody,
        co do których nie mam wątpliwości( włącznie z adopcją).
        Ale chcę mieć pewność, że jeśli zmienię zdanie, państwo (nikt nie
        musi się dokładać do mojego IV) nie pomacha mi przed nosem ustawą
        zakazującą zabiegów. Bo to tak, jakby powiedzieć choremu np. na
        nerki, że mu się jej nie przeszczepi mimo dawcy, bo tak chce
        ideologia. Przecież tu też będzie żył ktoś, mimo śmierci innego...



        • benek231 Re: Miała być dyskusja... 28.04.09, 18:05
          arnika77 napisała:

          > Moi drodzy, miała być dyskusja a nie obraźliwe epitety. Proszę,
          > szanujmy się wzajemnie.
          ==
          B.) Z Twojego wpisu do mojej wypowiedzi wnosze, ze zarzut epitetow odnosi sie do
          mnie... Nie wiedziec czemu.

          ==
          > I proszę się nie śmiać z "leżenia krzyżem", bo czasem i to
          > pomaga :), naprawdę.
          ==
          B.) Podobno pomaga na kregoslup. Ale mozna wyziebic sobie jajniki i trzeba
          bedzie latac po doktorach... :)

        • zawsze.aliks Re: Miała być dyskusja... 28.04.09, 20:01
          Arnika, jesteś łagodna i tolerancyjna, ja myślę, że Wiherek jednak
          obraża, choćby stosując niedopowiedzenia typu "ja tam nie wiem, czy
          każdy stosujący iv jest mordercą". Taka wypowiedź tylko pozornie
          wyraża niepewność. Wiherek nie jest badaczem tylko ideologiem.
          Pozdrowienia.
          • aurita Re: Miała być dyskusja... 28.04.09, 20:12
            Ja sie obrazona przez Wiherka nie czulam (ona przynajmniej nie wie :))

            Niech kazdy sie leczy jak chce ale majac odpowiednia WIEDZE przekazana przez
            RZETELNYCH lekarzy.
          • wiherek Re: Miała być dyskusja... 28.04.09, 20:17
            zawsze.aliks napisała:

            > Arnika, jesteś łagodna i tolerancyjna, ja myślę, że Wiherek jednak
            > obraża, choćby stosując niedopowiedzenia typu "ja tam nie wiem, czy
            > każdy stosujący iv jest mordercą". Taka wypowiedź tylko pozornie
            > wyraża niepewność. Wiherek nie jest badaczem tylko ideologiem.
            > Pozdrowienia.
            Ten cycat to by należało w kontekście umieścić :D
            A niby jaką ja ideologię wyznaję ?
    • dziedzicznacytadelafinansjery Ale kliniki na tym biznesu nie zrobią... 28.04.09, 17:05
      ..i tu jest pies pogrzebany. Jaki gawron będzie podcinał gałąż, na której
      siedzi i jaki lekarz zaangażowany w in vitro będzie namawiał pary mające
      problem z płodnością do nierobienia in vitro.

      Pomuijając już ideologiczne fobie Gazety Wyborczej, które w tym wszystkim
      szkodzą chyba nabardziej.
      • tekla12 Re: Ale kliniki na tym biznesu nie zrobią... 28.04.09, 17:26
        dziedzicznacytadelafinansjery napisał:

        jaki lekarz zaangażowany w in vitro będzie namawiał pary mające
        > problem z płodnością do nierobienia in vitro.
        >
        Każdy lekarz zaangażowany w in vitro zaczyna od diagnostyki przyczyn
        niepłodności a in vitro proponuje wtedy, kiedy szanse na naturalne poczęcie
        ocenia jako bardzo niskie. Diagnostyka trwa krócej i jest tańsza niż
        proponowana przez naprotechnologię. Szansa na ciążę po nieudanym in vitro wynosi
        2%.
      • benek231 Gdy ich klientki pojda do zamawiacza ciaz 28.04.09, 17:37
        to kliniki interesu nie zrobia na tym takze.



        > "Pomuijając już ideologiczne fobie Gazety Wyborczej, które w tym wszystkim
        szkodzą chyba nabardziej."


        A oto jak owe "fobie" wygladaja w liczbach:

        >>- Prawdziwej nauki w naprotechnologii jest jak na lekarstwo - przekonuje mnie
        prof. Rafał Kurzawa, kierownik oddziału rozrodczości Pierwszego Szpitala
        Klinicznego w Szczecinie. - Proszę wejść na stronę www.pubmed.org i porównać,
        ile prac opublikowano na świecie na temat in vitro, a ile o naprotechnologii. W
        pierwszym przypadku to blisko 28 tys., a w drugim jedna - dosłownie jedna! -
        publikacja, która przeszła przez sito naukowych recenzji. Opisano w niej wyniki
        leczenia niepłodności ponad tysiąca par w Irlandii. Efekt: 25 proc. żywych
        urodzeń po dwóch latach leczenia.>>

        A kler ciagle miesza wam te wode swiecona w glowkach... ;O))
    • hazaja Błogosławiona metoda 28.04.09, 17:16
      Faktem jest, że ludzie tak zawierzają nauce, że nie przychodzi im do głowy,
      żeby sobie samemu kontrolować płodność (w sensie wiedzieć kiedy się jest a
      kiedy nie płodnym).

      Gdyby każda kobieta monitorowała swoją płodność (bez związku ze stosowaniem
      tego jako metodę) - ile mniej byłoby ciężkich chorób układu rodnego (nie
      jestem lekarzem, nei wiem jak to się nazywa :P)- po obserwacji śluzu bowiem
      szybko można zorientować się czy są jakieś nieprawidłowości (większosć chorób
      związanych z narządami płciowymi przebiega bezobjawowo - prawie ;))
      • zawsze.aliks Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 20:02
        Krótko mówiąc: bzdura.
      • zawsze.aliks Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 20:39
        Przepraszam za ostrość wypowiedzi. Emocje mnie poniosły poza granice
        kultury, a nie powinny. Oczywiście, obserwacja swojego organizmu
        nikomu nie szkodzi. Nie wszystkim jednak pomaga. I, niestety, nie
        wystarczy jako jedyna metoda do zachowania zdrowia ani rozpoznania
        poważnych schorzeń. Natomiast z pewnością nie jest bez znaczenia.
    • kruk51 Błogosławiona metoda 28.04.09, 17:27
      Zacznę od tego ! Czy religia to nauka ? Wiadomo ! Retoryczne pytanie !
      Otóż religia nie jest nauką bo nie wypływa z racjonalnych założeń myś
      lenia. Religia jest imaginacją obciążonych umysłów..dalej to sobie doś
      piewajcie. Pokąd duchowni, właśnie o obciążonych umysłach praktykujący
      szamanizm nie mający nic wspólnego z nauką będą mieć polityczny wpływ
      na władzę i ustawodawstwo potąd nasz kraj Polska to będzie Pernambuko !
      Katolicy niechaj katolikują. Niech słuchają Kościoła skoro im to odpo
      wiada. A władza demokratycznie wybrana ma obowiązek bronić narodu
      przed ciemnotą i szamanizmem. Do jasnej cholery ! Po co weszliśmy do
      Unii Europejskiej ? Po to by szamani w mikołajskich czakach robili
      narodowi wodę z mózgu ?
      • mamacat Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 18:15
        niech kosciol sobie gada co chce, ma do tego prawo. ale niech sie
        nie wtraca do nauki i niech nie ingeruje w zycie tych, ktorzy o to
        nie prosza. Za naturalnymi metodami jestem jak najbardziej za--sa
        nawet specjalne i niedrobie urzadzenia ktore same wykaza owulacje.
        Za IVF tez jestem za bo jest efektywna. Nie w 100% oczywiscie, ale
        nawet naturalna metoda tez nie jest. Mi wystarczylo zobaczyc jedno
        dziecko poczete przez IVF zeby nie miec watpliwosci, ze warto. ale
        jesli komus to nie odpowiada to jego sprawa i nie moj interes. Tylko
        prosze zeby mnie na sile nie przekonywac do swoich pogladow. W USA
        IVF jest refundowane przez wiekszosc firm ubezpieczeniowych do
        pewnej kwoty. I jakos to ludziom nie przeszkadza.
      • katol_kk Re: Błogosławiona metoda 29.04.09, 11:30
        kruk51 napisał:

        > Zacznę od tego ! Czy religia to nauka ? Wiadomo ! Retoryczne pytanie !
        > Otóż religia nie jest nauką bo nie wypływa z racjonalnych założeń myś
        > lenia. Religia jest imaginacją obciążonych umysłów..dalej to sobie doś
        > piewajcie. Pokąd duchowni, właśnie o obciążonych umysłach praktykujący
        > szamanizm nie mający nic wspólnego z nauką będą mieć polityczny wpływ
        > na władzę i ustawodawstwo potąd nasz kraj Polska to będzie Pernambuko !
        > Katolicy niechaj katolikują. Niech słuchają Kościoła skoro im to odpo
        > wiada. A władza demokratycznie wybrana ma obowiązek bronić narodu
        > przed ciemnotą i szamanizmem. Do jasnej cholery ! Po co weszliśmy do
        > Unii Europejskiej ? Po to by szamani w mikołajskich czakach robili
        > narodowi wodę z mózgu ?

        Straszne emocje biją z Twojej wypowiedzi. Demokratycznie wybrana władza wybrana
        również przez katolików, bo ciągle na szczęście jeszcze mamy prawo do głosu,
        ustala prawo zgodne z sumieniem przedstawicieli grup społecznych,
        narodowościowych i religijnych - również na szczęście katolików.
    • yola13 No niestety ale wsadźcie sobie ta metodę w........ 28.04.09, 17:30
      nie na wszystko to pomaga i dobrze o tym wiecie wiec po co te
      cyferki wymyslone z kosmosu..itp? Jezeli kobieta ma niedrozne
      jajowody lub co gorsza gdy tych jajowodów w ogóle nie ma, kiedy
      meżczyzna ma za mało plemników w 1 ml nasienia lub gdy sa one zbyt
      wolne, gdy jest endometrioza lub hiperprolaktynemia albo PCO to samo
      obserwowanie sluzu nic nie daje, równie dobrze moge sobie popatrzec
      w niebo i na to samo wyjdzie, żałosne takie rady
    • magdalene76 Błogosławiona metoda 28.04.09, 17:53
      Omaha, nebraska??? hahahaha.... "middle of nowhere" hahaha no ta technologia
      to na miano tego gdzie ten pan skonczyl hihihih no chyba juz gorszego miejsca
      niz omaha to w usa nie ma hihihih
      • mamacat Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 18:17
        magdalene76 napisała:

        > Omaha, nebraska??? hahahaha.... "middle of nowhere" hahaha no ta
        technologia
        > to na miano tego gdzie ten pan skonczyl hihihih no chyba juz
        gorszego miejsca
        > niz omaha to w usa nie ma hihihih

        No wlasnie, ha ha... nic dziwnego--the Bible Belt :)
    • paul8550 Błogosławiona metoda 28.04.09, 17:53
      nauka czy kosciola? OXYMORON
    • zawsze.aliks Błogosławiona metoda 28.04.09, 18:37
      Polecam artykuł wstępny prof. R. Dębskiego w
      styczniowej "Ginekologii po dyplomie". Nic dodać nic ująć, niestety.
    • aw34 Błogosławiona metoda 28.04.09, 19:15
      Wszystko byłoby ok gdyby nie teksty p.ginekologów, że procedury
      napro. są dostępne w ramach NFZ. Czy panowie lekarze nie wiedzą ile
      się czeka na wizytę do ginekologa. Ja w zwykłej przychodni czekam 3
      mieś. a w przychodni przyszpiotalnej pół roku. Na USG tamże 3
      miesiące. To samo albo i jeszcze dłużej do endokrynologa. Badania
      hormonalne trzeba wyżebrać. Pozostaje prywatny gabinet, w którym też
      często potraktują cię per noga. Efekt - będą kwitnąć przychodnie
      napro. Nie wiem nic o jakości leczenia tam oferowanego, ale z tego
      co słyszę kobiety traktuje się tam z szacunkiem, jako pełnoprawnych
      uczestników leczenia a nie niepwłnosprawne umysłowo. Mam
      doświoadczenia z warszawskim, renomowanym oddziałem
      endokrynologicznym gdzie szef mruczy coś pod nosem, niczego nie
      wyjaśnia, obraża pacjentki, jest po prostu chamem.
      • aurita Re: Błogosławiona metoda 28.04.09, 20:36
        ale z tego
        > co słyszę kobiety traktuje się tam z szacunkiem, jako pełnoprawnych
        > uczestników leczenia a nie niepwłnosprawne umysłowo

        ale to nie wystarczy aby leczyc...

        • katol_kk Re: Błogosławiona metoda 29.04.09, 11:34
          aurita napisała:

          >
          > ale to nie wystarczy aby leczyc...
          >

          Do leczenia potrzebny jest lekarz, odpowiednio przeszkolony do prowadzenia danej
          metody - np. naprotechnologii.
          • aurita Re: Błogosławiona metoda 29.04.09, 12:23
            > Do leczenia potrzebny jest lekarz, odpowiednio przeszkolony

            Naprotechnolog nie musi byc lekarzem a pozatym gdzies wyzej stwierdziles ze
            autorytet lekarzy nie robi na Tobie wrazenia?
            • czeczot Re: Błogosławiona metoda 29.04.09, 23:05
              Leczymy sie z malzonka u naprotechnologow. Sa lekarze i instruktorzy.
              Lekarze lecza, a instruktorzy nauczaja. Ten artykul miesza te pojecia i
              jest baaaardzo stronniczy, autor chyba nie zadal sobie trudu, aby
              porozmawiac z ludzmi, ktorzy sie tym zajmuja, tylko zapytal o opinie
              jakis profesorow promujacych in-vitro, ktorzy o napro slyszeli zapewne
              wylacznie z trzeciej reki.
              • aurita Re: Błogosławiona metoda 29.04.09, 23:55
                > jest baaaardzo stronniczy, autor chyba nie zadal sobie trudu, aby
                > porozmawiac z ludzmi, ktorzy sie tym zajmuja,


                mysle ze nauczyl sie tego od KK, KK ma szereg opinii na temat IVF ale nigdy nie
                konsultuje ich ze spacjalistami w danej dziedzinie

                Dobranoc i powodzenia w leczeniu
              • kikiet Re: Błogosławiona metoda 30.04.09, 04:01
                Lekarze leczą co i jak? Przez nakładanie rąk?
                Dla mnie artykuł jest rzetelny. Ja nie potrzebuję płacić grubej kasy za wiedzę o
                cyklu, którą bez problemu mogę znaleźć w internecie i o którą mogę zapytać
                mojego ginekologa. Widocznie zwolennicy napro nie potrafią korzystać z Google,
                zmierzyć sobie temperatury, policzyć do 30 i poobserwować co nieco, skoro
                potrzebują do tego instruktorów... Wiedza tajemna normalnie...
      • lia.13 Re: Błogosławiona metoda 29.04.09, 09:11
        jestem z Poznania, może tu są inne warunki niż w Warszawie, ale nigdy nie
        czekałam 3 miesięcy do ginekologa. Może na dzień dobry nikt mnie nie przyjmie,
        ale tak po 2 maks 3 tygodniach miałam termin. A jak kiedyś miałam nagłą sytuację
        (na szczęście okazało się że spanikowałam na wyrost ;)) to i po dwóch dniach
        znalazł się termin. Myślę, że dobrze mieć stałego lekarza, wtedy też inaczej Cię
        traktuje, poświęci czad, pójdzie na jakieś ustępstwo, choćby w kwestii terminów.
    • mathias_sammer Błogosławiona metoda 28.04.09, 19:41
      czy do blogoslawionej metody potrzebny jest tez seks i wyobraznia?
      jak myslicie?
      m.s.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka