myselfmeandi
11.01.09, 23:37
Wkurza mnie ostatnio moj maz, juz sama nie wiem czy to kwestia przepracowania (mojego) i biernosci (jego) czy tez zaczynaja sie spelniac przepowiednie zyczliwych (ze wczesniej czy pozniej bede miala ochote kopnac malza w tylek). Chodzi jak zwykle o kase i podzial obowiazkow domowych. No bo jest tak: ja pracuje na etat, oprocz tego dorabiam w soboty i czasem w popoludnia. Jestem anglistka, pracuje w dosc duzej firmie w administracji i oprocz tego ucze. Zarabiam srednio 3.5-4.5 tysiaca, w wakacje mniej bo wtedy mniej ucze, wiec to srednia. Ostatnio kupilismy samochod, bo dobijaly mnie czasochlonne dojazdy do pracy, wiec biore jak najwiecej zlecen zeby jak najszybciej splacic kredyt. Duzo nie ma mnie w domu, dla corki mam tylko niedziele i czas po 18 wieczorami. Maz pracuje od 8 do 16 w handlu, do pracy ma 10 minut pieszo. Zarabia 1600 zl na reke. Jego obowiazki pozapracowe to przyprowadzenie corki z przedszkola i zajmowanie sie nia do mojego powrotu. Nie sprzata jak sie na niego nie nawrzeszczy, zakupy musze robic z nim bo jak robi sam to wyda za duzo i nie kupi polowy potrzebych rzeczy, nie pierze, nie prasuje. No dobra, nastawia zmywarke i oproznia ja, zbierze czasem pranie.Jak trzeba gdzies pojechac samochodem i cos zalatwic to zawsze ja, bo maz nie lubi prowadzic, boi sie wypadkow. Bardzo duzo siedzi przy kompie, przed TV, chodzi na mecze, na basen, z kolegami na piwko. Na szczescie duzo czasu spedza tez na powietrzu z corka. Wszystkie sprawy urzedowe sa na mojej glowie, to ja musze trzymac kase w domu bo jesli powierzylabym to jemu, to bysmy byli wiecznie na debecie. W sumie nie zyje nam sie zle, ale gdyby nie moje dodatkowe zlecenia to na pewno nie byloby nas stac na wakacje poza ogrodkiem babci czy jakies zakupy wiekszego kalibru do domu (tak jak ostatnio, nowy laptop czy pralka bo stara sie zepsula.).
Mam zal do mojego meza, ze jest taki bierny zyciowo, nieambitny. Ze wystarcza mu minimum, ktore ma.
Nie robi nic, by podniesc swoje kwalifikacje (ma tylko mature), nie chce mu sie szukac lepszej pracy, rozwijac. Wkurza mnie to, bo pochodzi z raczej dobrze sytuowanej i porzadnej rodziny, mial idealne warunki zyciowe by sie wyksztalcic a nie zrobil tego, ja z kolei musialam cale zycie walczyc o to by miec fundusze na nauke i tylko sobie i swojej pracy zawdzieczam skonczone studia i dobra prace teraz. Z drugiej strony maz lubi dosc wygodne zycie, nigdy nie musial sobie niczego odmawiac. Lubi drogie ciuchy i perfumy, drogi sprzet, dobre jedzenie. Tylko jakos zarobic na to mu sie nie chce. Przy tym wszystkim ma pieskie zycie, praca do 16, malo obowiazkow w domu, czas na wyjscia i spotkania towarzystkie... ja tego nie mam, bo jak mam wolne to chce pobyc z corka, a czesto nie mam nawet sily by gdzies isc w celach towarzyskich, nawet do kina mi sie wyjsc czesto nie chce, choc zawsze uwielbialam:(
Tak naprawde chyba nie mam zalu do meza o to, ze za malo zarabia, tylko o to, ze chcialby zyc na wysokim poziomie, a tak naprawde niewiele w tym kierunku robi. No i ten brak aspiracji... Czasem wstyd mi przed ludzmi z pracy, majacymi ciekawe kariery, ze moj chlop jest taki zwykly, ze wlasciwie nie ma czym zaimponowac.
Wiem, widzialy galy co braly... Miotam sie, bo po prostu kocham meza, ale z drugiej strony coraz bardziej mnie drazni to, ze ma pretensje do zycia na pewnej stopie, ze chce byc ‘kims’ a tak naprawde jest minimalista. No i drazni mnie ta codziennosc, kiedy wracam zrabana z roboty a maz wyluzowany siedzi przed kompem i nawet obiadu nie podszykuje. Cenie jego zalety, fakt, ze jest dobrym ojcem, ale chcialabym czasem, by poczul sie bardziej wspolodpowiedzialny za nasze zycie i sprawy. Ostatnio mielismy awanture na ten temat, maz wyrzucil mi wtedy, ze przynajmniej dzieki niemu mamy wlasne mieszkanie. Fakt, maz odziedziczyl mieszkanie 3 pokojowe po babci, i to naprawde blogoslawienstwo bo nie mamy kredytu na glowie. Ale zadna w tym jego zasluga, bo po prostu to mieszkanie dostal. Caly remont, urzadzenie finansowalam ja, z dodatkowych zlecen, z oszczednosci z czasow panienskich. Finansowanie wszelkich ekstra wydatkow polega na braniu dodatkowej pracy przez mnie. Nie wiem juz sama co mam myslec o naszej sytuacji. Czy mam prawo sie czepiac, czy moze, jak okreslila moja wlasna matka – w d... mi sie poprzewracalo, bo widze w pracy facetow ktorzy zarabiaja po kilkanascie tysiecy, i tez bym tak chciala? Mam uwaza, ze powinnam dziekowac bogu ze mam meza ktory nie pije ponad norme, i zajmuje sie sporo dzieckiem i jeszcze POTRAFI cokolwiek w domu zrobic. Sama juz nie wiem. Czy moze jednak mam prawo oczekiwac od meza tego, by sie troche ruszyl i znalazl ciekawsze, bardziej presitzowa i lepiej platna prace. On twierdzi, ze nie czuje takiej potrzeby, ze po prostu mu sie nie chce, ze przeciez i tak”mamy”| niezle...Zabil mi jednak cwieka tym tekstem o mieszkaniu, no bo faktycznie, gdyby nie ten spadek to jak nic wyrzucalibysmy 2-3 tysiace na miesiac za rate kredytu a tak jestesmy, jak mowi moja szefowa ‘mortgage free nad happy’. Co sadzicie?