kitty_walker
07.02.09, 13:49
Mam w pracy bardzo fajną koleżankę, mądrą, ładną i zgrabną, z którą
lubię rozmawiać i spędzać czas.
No i tak sobie rozmawiałyśmy ostatnio, koleżanka zwierzyła mi się,
że myśli o operacji plastycznej, mając nadzieję, że to wpłynęłoby
korzystnie na jej relacje z płcią przeciwną (koleżanka jest po
rozwodzie).
Powiedziałam jej szczerze, że moim zdaniem ta operacja jest jej
zupełnie niepotrzebna, bo problem istnieje tylko w jej głowie
(minimalny garbek na skądinąd kształtnym nosie).
Dodałam za to, że moim zdaniem bardziej przydałoby się jej zrzucenie
tak 2-3 kilogramów i nie odwiedzanie tak często solarium.
Koleżanka nie jest gruba, tak na pograniczu rozmiaru 36/38, ale z
tendencją do zmierzania ku temu drugiemu.
Pomyślałam, że gdyby zgubiła trochę kilogramów i nie opalała się tak
często, to jej buzia wyglądałaby jeszcze bardziej korzystnie.
I i widać było po niej, że ją tak trochę ta moja krytyka trafiła.
Faktem jest, że traktuje mnie jak urodowe i modowe guru;), bo ja
akurat jestem idealnym rozmiarem 36, a moje ubranka kłują w oczy
wszystkie panie w firmie;P
Ale tak teraz siedzę i myślę, czy nie za ostro ją potraktowałam. Czy
może następnym razem powinnam się ugryźć w język?
Faktem jest, że dziewczyna sama zdaje sobie sprawę, że trochę
się "zapuśćiła", bo mówiła mi, że kiedy jeszcze była mężatką, to
chodziła na siłownię kilka razy w tygodniu.
I sama mówiła, że chce schudnąć te kilka kg.
Ale może jednak potraktowałam ją za ostro, co myślicie?