Dodaj do ulubionych

dylemat...

27.02.09, 08:27
Proszę Was o radę. Jesli uważacie, że jestem wredną żmiją, napiszczie. Wcale
się nie obraże :)

Jestem już rok po rozwodzie. Kiedy opadły emocje, zaczęliśmy się z exem
spotykać na seks. Nie ukrywam, w tej dziedzinie dogadywalismy się zawsze
świetnie. Tak naprawdę ex zostawił mnie dla młodszej dziewczyny, z którą, jak
wspomniał, rozstał się w trakcie naszego rozwodu. Nie myślcie sobie, że go z
tej okazji przygarnęłam pod swoje skrzydła. Po prostu każde z nas wiodło swoje
życie, ale pewnego dnia zatęsknilismy za sobą i tak jak wspomniałam,
spotykaliśmy się tylko na sex, tak z reguły 3-4 razy w miesiącu, czasem radziej.

Ale już przechodzę do sedna sprawy. Ex wciąz utweirdzał mnie w przekonaniu, że
nikogo nie ma i że spotykając się w taki sposób nikogo nie krzywdzimy. Aż do
wczoraj... Dowiedziałam się, że on nadal jest z tą dziewczyną, dla której mnie
zostawił, a wciąż chodzi do łózka ze mną!!
Nie ukrywam, że przez tę dziewczynę wylałam morze łez, że nie omieszkała ona
poinformować mnie (w trakcie mojego małżeństwa) co wyprawiają z moim ówczesnym
mężem, jak bardzo się kochają, co on jej obiecał, jakie mają plany na
przyszłość, jak bardzo jest ze mną nieszczęsliwy i o jaką ilość dzieci będą
się starać...
Kosztowało mnie to naprawdę dużo, bardzo dużo...

I teraz mam do Was pytanie... Czy z tej nadażającej się okazji do zemsty,
poinformować ją o tym, co wyprawiamy ze swoim ex mężem, a jej teraźniejszym
chłopakiem? :)

Nadmienię, że dzisiaj zadzwoniłam do eksa, że mnie oszukał, ze nie ma nikogo,
a teraz on się bawi uczuciami kobiety, dla której mnie zostawił. W pierwszym
odruchu powiedziałam mu, żeby jej nie krzywdził, że skoro ja przez nią
cierpaiłąm, to nie mam zamiaru zadziałaś w odwrotną stronę. Acha, ex
oczywiście potraktował mnie "zlewająco".

Ale teraz mnie korci, żeby ją poinformować, żeby tym razem ją zabolało, żeby
wylała choć połowę łez co ja przez niego.

Napiszcie proszę, co o tym myślicie. Dziekuję.
Obserwuj wątek
    • tytus_flawiusz Re: dylemat... 27.02.09, 08:35
      > Napiszcie proszę, co o tym myślicie.

      szczerze ? Jesteś zdrowo jebnięta
      Amen
      • zojka82 Re: dylemat... 27.02.09, 08:37
        ja jestem? ale mój eks to już nie? przecież to on zdradza dziewczynę, z którą
        zdradzał mnie.

        nie pytam Was, czy jestem ze mną coś nie tak. pytam o rewanż...
        • mono_stereo Re: dylemat... 27.02.09, 08:41
          Dziwna jesteś. Zdradzającego faceta nagradzasz seksem, a niewinną dziewczynę
          chcesz karać.Ale jak poczujesz się lepiej po takim rewanżu to to zrób.Chociaż to
          może być dla niej wybawienie - zostawi tego dupka.
          • zojka82 Re: dylemat... 27.02.09, 08:44
            niewinną dziewczynę?? dawno tak się nie uśmiałam!! :) w trakcie mojego
            małzeństwa to ona uprzejmie informowała mnie, co robia z moim mężem, gdzie, jaką
            gromadę dzieci jej obiecał!! itp.

            to byłby tylko rewanż, w małym procencie tego, co ja przeżyłam.
            • mono_stereo Re: dylemat... 27.02.09, 08:44
              Za zdradę odpowiada ten, kto jest w związku, a nie osoba z zewnątrz.
              Tak jak napisałam - chcesz to się rewanżuj.
          • hellious Re: dylemat... 27.02.09, 10:38
            mono_stereo napisała:

            > a niewinną dziewczynę
            > chcesz karać.
            no nie taka niewinna znowu, skoro nie miala skrupulow zeby autorke informowac o wszystkim na biezaco. nawet o ilosci planowanych dzieci...
        • tytus_flawiusz Re: dylemat... 27.02.09, 08:42
          zojka82 napisała:

          > ja jestem? ale mój eks to już nie?

          też ... i sądzisz, że od tego ty jesteś mniej ? Tak to nie działa maleńka.

          Trzeba kompletnie nie mieć charakteru żeby rżnąć się z gościem, który kopnął ci
          w dupę.
          Żałość !
          • grin.like.a.cheshire.cat Re: dylemat... 27.02.09, 09:51
            tak to właśnie działa...
            ___________________________
            "Prognozy są bardzo trudne, szczególnie w odniesieniu do przyszłości."
        • mruff Re: dylemat... 27.02.09, 09:05
          Myślę,że Twój ex posuwa 2 idiotki i tyle

          Ja pierdzielę ale ludzie sobie komplikują życie.Sami, na własne
          życzenie.

          Zacznij się szanować, olej exa, olej jego pannę i znajdź porządnego
          chłopa i nie interesuj się czy oni sa razem czy nie. Po prostu olej
          ich z wielkim ciśnieniem.
          • jan_hus_na_stosie popieram 27.02.09, 10:09
            mruff ma rację, nie baw się w zemsty ale olej ich oboje i zacznij sobie układać
            życie od nowa :)
    • joanna29 Re: dylemat... 27.02.09, 08:43
      Ja bym powiedziala, ale nie z zemsty, ale dla pokazania dziewczynie
      z kim się związała. Może dziewczyna zrozumie, że jak facet zdradza
      żonę z nią, to ją może czekać taki sam los.
    • mona817 Re: dylemat... 27.02.09, 08:56
      Nie rozmiem czemu w ogóle spotykałaś się ze swoim ex... W nagrodę za
      to jak Cię skrzywdził dajesz mu dobry seks i to w dodatku bez
      zobowiązań... Nie rozumiem za cholerę. No, chyba, że (świadomie, lub
      nie) kochasz go mimo wszystko i tym sposobem chciałaś o niego
      zawalczyć. Albo doprowadzić do sytuacji w jakiej znajdujesz się
      teraz... Ok, to Twoje łóżko, więc nie muszę rozumieć.

      Wracając do tematu. Perspektywa niezwykle kusząca. Samej trudno
      byłoby mi się powstrzymać ;) Tylko jak niby chciałabyś to zrobić?
      Zaprosić do wpólnego łóżka???
      Spójrzmy na to z boku: uświadomisz laskę, że się spotykacie
      (osobiście, lub anonimowo), a facet powie, że spotkał sie z Tobą w
      sprawie jakiegoś dokumentu sprzed kilku lat...
      Zadzwonisz i powiesz "spotykamy się na seks", facet powie, że
      bredzisz, bo nadal jesteś zazdrosna. Może nawet, ze skruchą opowie
      wyssaną z palca historię, że spotkał Cię ostatnio raz np. w centrum
      handlowym i prosiłaś go z płaczem by wrócił, ale był nieugięty, bo
      przecież "wiesz słonko, że tylko z Tobą chcę być", więc się
      odgrażałaś, że jeszcze pożałuje. No i teraz wie co miałaś na myśli...
      Itd. itp. tak, czy siak zemstę szlag trafi.

      Poczekaj, aż facet ochłonie po Twoich ostatnich wymówkach. Potem
      umów się z nim, parę razy przed samyn spotkaniem zadzwoń i powiedz,
      lub napisz jaka jesteś napalona. W tym samym czasie poinformuj panią
      gdzie i kiedy będzie mogła naocznie sie przekonać jak wyglądają
      kontakty jej lubego z ex żoną. Zakładając, że np. spotykacie sie u
      Ciebie, wyjdx przed dom. "Zrobiona na Bóstwo" rzecz jasna. I na
      powitanie rzuć mu się na szyję, pocałuj, czy co tam przyjdzie Ci do
      głowy, mówiąc, że już nie mogłaś się doczekać, bo jesteś taka
      rozgrzana... Bla bla bla... ;) Jeśli laska chwyci trop, to przekona
      się naocznie.

      I rozgrzeszenia z tego miejsca Ci udzielam, bo takie suki trzeba
      tępić, tak samo jak takich facetów.

      A tak poza tym, to poszukaj innego, bo nie on jeden jest w łózku
      dobry ;)
      • zojka82 Re: dylemat... 27.02.09, 09:03
        mona, bardzo mi się podoba Twoj pomysł :)

        ale obawiam się, że wczoraj jak do niego zadzwoniłam i dałam mu gadkę
        umoralniającą, że tak nie można, że w takim razie nie chcę się z nim spotykać..
        ale... zawsze mogę tej dziewczynie opisać okoliczności spotkania.. chociażby te
        sprzed dwóch dni... że spotkaliśmy się tu i tu, że w mojej obecności pisał smsy,
        że jeżdziliśmy do jego kolegi, bo ex zapomniał kluczy od domu. mogę rzucić
        kilkoma szczególami. nawet taki, że ostatnim razem jak się kochaliśmy u mnie w
        domu, to był bardzo przeziębiony :)
        gdybym z nim sie nie spotykała, to niby skąd mogłabym o tym wiedziec? :) może to
        da tej dziewczynie do myslenia :)
    • zojka82 Re: dylemat... 27.02.09, 09:05
      tytus_flawiusz, dziewictwo Ci doskwiera, że jesteś taki nieprzyjemny?
    • zojka82 Re: dylemat... 27.02.09, 09:13
      zauważyłeś, ze ani razu Ci nie ubliżyłam? natomiast Ty chyba wyżyłeś się na cały
      dzisiejszy dzień...
      na tym forum pytałam o radę, co robić, a nie o ocenę, jaka jestem.

      dziękuję za uwagę.
      • set.me.free Re: dylemat... 27.02.09, 09:17
        Spotykaj się z nim dla przyjemności, dopóki nie spotkasz kogoś, kto
        cię zauroczy ;). Tej dziewczyny nie informuj. Nabierz do jego życia
        osobistego większego dystansu. Chyba, że chcesz go z powrotem...?
    • mona817 Re: dylemat... 27.02.09, 09:22
      "tyfus tlawiusz" bardziej pasuje :P

      Jeśli starczyło Ci umiejętności, na przeczytanie mojego postu w
      całości, to pewnie zauważyłeś, że wyrażamy pewną zgodność co do
      obecnej sytuacji, z tą tylko różnicą, że mi używanie kulturalnego
      języka nie jest obce. Idąc tym tropem, musisz być conajmniej w
      połowie takim samym idiotą jak ja.

      Debilne geny, to masz TY, bo nawet nie potrafisz wyrażać się w
      cywilizowany sposób. Postaraj się tego nie rozpropagować wśród
      przyszłych pokoleń :P

      Świat nie jest czarno-biały. Ten facet jest kretynem, to widać jak
      na dłoni. Zdradzał, zadradza i zdradzać będzie. Rozumiem, że mógł
      być nieszczęśliwy w związku, był młody, źle wybrał, poznał
      właściwszą dla siebie kobietę, więc odchodzi. Tylko coś musi być z
      nim nie tak, skoro teraz ten "ideał" zdradza z tą, którą wcześniej
      odrzucił.
      A ona? Cóż, jest suką i nie ma klasy. Bo szanowny "tyfusie", jak się
      komuś podrywa faceta, to klasę też trzeba mieć, a kobiety z klasą
      nie opowiadają byłym, czy aktualnym żonom co wyczyniaja pod kołdrą.
      I tego właśnie takie puste suki trzeba oduczyć.
      Bo tak naprawdę większą krzywdę robią one, niż Ci faceci, którym
      należałoby dziękować, że uwolnili "nasze" życie od swojej zepsutej
      osoby.
      • zojka82 Re: dylemat... 27.02.09, 09:26
        brawo mona! myśle, tak samo! :)

      • bupu Re: dylemat... 27.02.09, 18:27
        > A ona? Cóż, jest suką i nie ma klasy. Bo szanowny "tyfusie", jak się
        > komuś podrywa faceta, to klasę też trzeba mieć, a kobiety z klasą
        > nie opowiadają byłym, czy aktualnym żonom co wyczyniaja pod kołdrą.

        Ja wiem, jestem beznadziejnie staroświecka, ale głęboko wierzę że kobiety z
        klasą NIE podrywają zajętych mężczyzn. Zajętych kobiet też nie.

        Podrywanie osoby z kimś związanej, z pełną świadomością że ta osoba kogoś ma, to
        jest chamstwo i pewna oznaka braku klasy. Ale, jak wspomnialam, dziwna jestem i
        staroświecka...
    • mona817 Re: dylemat... 27.02.09, 09:34
      > gdybyś nie miała sobie nic do zarzucenia, pewnie nie nabrałabyś
      awersji do jakichś tam "suk". Szanowna "kulturalna" Mono.


      Co Twoim zdaniem miałabym sobie zarzucać, by nabrać takiej awersji???
    • qw994 Re: dylemat... 27.02.09, 09:35
      Przemyśl to sobie na chłodno i zastanów, czy chce ci się mścić. Pewnie, że
      zemsta kusi. Tylko czy nie lepiej byłoby, gdybyś po prostu zostawiła ten cały
      syf. Wcześniej czy później on i tak ją będzie zdradzał, a ona pewnie się o tym
      dowie.
    • mona817 Re: dylemat... 27.02.09, 09:40
      > czyli dajesz dupy bezinteresownie kretynowi, to jak ciebie
      nazwać ? :-)

      Ją można nazwać co najwyżej "naiwną". Skoro już wiesz, że świat nie
      jest czarno-biały, to może przyjdzie Ci do głowy, że ona mogła tego
      kretyna naprawdę kochać. A wtedy wszystkie zasady biorą w łeb. Może
      tęskni za jego bliskością i jest w stanie swój tyłek i swoja godność
      poświecić, by choć przez chwilę poczuć się jak dawniej. Owszem, to
      jest głupota, ale chba nie zbrodnia.

      Bo wiesz chłopie, miłość to takie głupie uczucie, chcesz być blisko
      ukochanej osoby za wszelką cenę. Jeśli ukochana osoba Cię kopie, to
      i na kopanie się zgodzisz i będziesz szczęśliwy, że własnie ta osoba
      zwróciła na Ciebie uwagę...
    • kozica111 Re: dylemat... 27.02.09, 09:49
      Wytłumacz mi bo czytam, czytam i nie rozumiem.
      Co Ci sie stało z głową że wskakujesz do łóżka zdrajcy i
      szmaciarzowi?
      Przecież to rybi ch... i tyle a Ty po tym co Ci zrobił nie brzydzisz
      sie z nim sypiac????? Dlaczego po tym co ty TERAZ robisz dziwisz sie
      ze potraktował Cie jak szmate?
    • mona817 Re: dylemat... 27.02.09, 09:49
      Wiesz co, miałam jednego facea, który zdradzał. I tylko on był
      winny. Dziewczyny? Normalne, miłe. Ich jedynym "grzechem" była
      naiwna wiara w to, co on mówił, a za to nie można nikogo winić. Po
      prostu, poznawały "wolnego" faceta, który potrafił je zauroczyć.

      A dziewczyny o których w temacie mowa... Cóż, sprawiają poprosu, że
      faceci tacy jak Ty, myślą, że właściwe jest używanie
      słów "szmata", "poroochać", "dawać doopy" itp. itd.

      To własnie one tworzą swoim zachowaniem zastępy facetów, których
      dewiza brzmi "wszystkie baby to qrvy do roochania". I tu powstaje
      paradoks. Kobiety traktuje się jak "suki", a "suki" jak kobiety...
    • qw994 Re: dylemat... 27.02.09, 09:50
      Tytus, agresję podobno można leczyć. Spróbuj. Na razie masz u mnie kosz na
      wszystkich swoich wypowiedziach - za wyzwiska i ubliżanie.
      • zuzann-a Re: dylemat... 27.02.09, 10:01
        qw994 popieram.
    • mona817 tytus 27.02.09, 09:55
      Chyba muszę zburzyć Twój światopogląd. Świat JEST pełen obłudy i
      hipokryzji. Ja go takim nie stworzyłam.
      • tytus_flawiusz Re: tytus 27.02.09, 09:57
        > Ja go takim nie stworzyłam.

        ale wpisujesz się idealnie :-)
        • mona817 Re: tytus 27.02.09, 10:15
          Tak z ciekawości. Jaki status ma dla Ciebie dziewczyna, która odbija
          czyjegoś męża, do tego opowiada samej zinteresowanej o wszystkich,
          nawet najintymniejszych szczegółach romansu?
          • tytus_flawiusz Re: tytus 27.02.09, 10:19
            mona817 napisała:

            > Tak z ciekawości. Jaki status ma dla Ciebie dziewczyna, która odbija czyjegoś
            męża, do tego opowiada samej zinteresowanej o wszystkich, nawet
            najintymniejszych szczegółach romansu? <

            primo: skąd pewność, że odbija, a nie jestem wyrywana

            secundo: obie idiotki warte siebie, nie wierzę, że da się prowadzić takie
            zwierzenia bez woli wysłuchania tego przez drugą stronę (co związali ją i siłą
            przymusili do słuchania zwierzeń ? ). Nie chcesz z kimś dyskutować, to nie
            będziesz... no chyba, że cię taka dysputa niezdrowo podnieca.

            trochę logiki
            • qw994 Re: tytus 27.02.09, 10:40
              Wow. To się dopiero nazywa tani unik :) Ubawiłam się.
              • tytus_flawiusz Re: tytus 27.02.09, 10:47
                qw994 napisała:

                > Wow. To się dopiero nazywa tani unik :) Ubawiłam się.

                kretynki, pozujące na intelektualistki bywają właśnie "ubawione" w sytuacjach,
                która przekracza możliwości ich percepcji.

                w dodatku jesteś niekonsekwentna, bigotko :-)
            • mona817 Re: tytus 27.02.09, 11:07
              Skup się. Pytanie jest konkretne, a Twoja odpowiedź hipotetyczna...
              To jest właśnie hipokryzja, zakłamanie, obłuda i podwójne standardy.
              Twoje!!! :P
              Wyzywasz do szmat, idiotek itp. a w pierwszym odruchu
              BRONISZ: "primo: skąd pewność, że odbija, a nie jestem wyrywana"
              Mając podaną czystą informację.

              Wiesz co? Ty sam nie wiesz czego chcesz, zależy Ci tylko na biciu
              piany i wyzywaniu.
              Dla Ciebie nie ważne co sie napisze, kłócisz sie poprostu dla zasady.
              • tytus_flawiusz Re: tytus 27.02.09, 11:24
                mona817 napisała:

                > Skup się. Pytanie jest konkretne,

                pytanie konkretne brzmi - "skąd twa pewność, że to ta mała wyrwała tego kochającego mężusia tej idiotce, a nie było odwrotnie" ?

                > To jest właśnie hipokryzja, zakłamanie, obłuda i podwójne
                > standardy.

                tak, to jest. Twoje przeświadczenie w stylu "tak, bo tak"

                > Wyzywasz do szmat, idiotek itp. a w pierwszym odruchu
                > BRONISZ: "primo: skąd pewność, że odbija, a nie jestem wyrywana"
                > Mając podaną czystą informację.

                gdzie !!! zacytuj na co się powołujesz, dla ciebie jest "czysta", bo jesteś histerycznie nastawiona do takich sytuacji, bo ktoś cię (dlaczego mnie to nie dziwi) puścił w trąbe i od tej chwili każda next, jest dla ciebie "suką"

                2. a drugie konkretne pytanie brzmi: "czy da się komuś wciskać tego typu zwierzenia, jeśli ta ktoś nie ma ochoty tego słuchać".

                i ani na pierwsze, ani na drugie nie potrafisz odpowiedzieć.
                • mona817 Re: tytus 27.02.09, 12:26
                  Zaczynam podejrzewać, że jesteś kretynem.
                  Zadaję Ci konkretne pytanie. Nie o tą, ani tamtą dziewczynę...
                  Proste pytanie. Dowolna dziewczyna, która postępuje w ten sposób.
                  Kim jest dla
                  Ciebie??? A Ty mi wstawiasz jakieś banialuki.

                  > > Wyzywasz do szmat, idiotek itp. a w pierwszym odruchu
                  > > BRONISZ: "primo: skąd pewność, że odbija, a nie jestem wyrywana"
                  > > Mając podaną czystą informację.
                  > gdzie !!! zacytuj na co się powołujesz

                  O właśnie tu! ""primo: skąd pewność, że odbija, a nie jestem
                  wyrywana"
                  Dostajesz konkret. Dziewczyna odbija męża. W pierwszym odruchu
                  bronisz: "primo:
                  skąd pewność, że odbija, a nie jestem wyrywana" (po raz trzeci!!!
                  Może dotrze
                  do Ciebie, że sam to napisałeś")

                  Przestań wymyślac sobie teorie spiskowe nt mojego nastawienia.
                  Napisałam Ci już
                  wcześniej odpowiedź na głupoty, które mi nie wiedzieć czemu
                  przypisujesz, wraz
                  z konkretną odpowiedzią dotyczącą mojego podejścia do "suk" z
                  wyjaśnieniem,
                  które nawet Ty zrozumieć powinienneś.

                  2. a drugie konkretne pytanie brzmi: "czy da się komuś wciskać tego
                  typu zwierz
                  > enia, jeśli ta ktoś nie ma ochoty tego słuchać".
                  >
                  > i ani na pierwsze, ani na drugie nie potrafisz odpowiedzieć.
                  >
                  To pytanie pozostawiłam bez odpowiedzi, jako całkowicie
                  bezsensowne. Jakoś nie
                  sądzę, by owe dziewczyny spotkały się na miłej kawie i opowiadały
                  jedna drugiej
                  o wszystkim (to właśnie byłyby "zwierzenia"). Kiedy ktoś do Ciebie
                  dzwoni i
                  rzuca w słuchawkę "Sypiam z Twoim mężem, obiecał mi trójkę dzieci",
                  to choćbyś
                  nie chciał rozmawiać i rzucił słuchawkę na widełki, fakt jest
                  faktem.
                  Usłyszałeś, choć wcale nie miałeś na to ochoty.
                  • tytus_flawiusz Re: tytus 27.02.09, 12:39
                    Czy, ty idiotko, jesteś w stanie zrozumieć banalne pytanie: "skąd masz pewność,
                    że to ona uwiodła jego" ? Wątpię !
                    Jako rzekomy, "czysty" dowód na to wklejasz trzykrotnie to samo (moje) pytanie
                    w innym szyku i robisz z siebie debila.

                    > Kiedy ktoś do Ciebie dzwoni i rzuca w słuchawkę "Sypiam z Twoim
                    > mężem, obiecał mi trójkę dzieci

                    a ty byłaś tego świadkiem :-)

                    "co wyprawiają z moim ówczesnym mężem, jak bardzo się kochają, co on jej
                    obiecał, jakie mają plany na przyszłość, jak bardzo jest ze mną nieszczęsliwy i
                    o jaką ilość dzieci będą się starać..."

                    i to też wszystko opowiedziała jednym zdaniem rzucając słuchawką w środku nocy

                    ty sama z siebie tak głupia jesteś, czy ktoś to sponsoruje ?
                    • qw994 Mona... 27.02.09, 12:43
                      Nie wiem, jak ty, ale ja już w tym momencie wybuchnęłam szczerym śmiechem :)
                      Twoje podejrzenia są najwyraźniej słuszne :)
                      • tytus_flawiusz szerość hipokrytki :-) 27.02.09, 12:51
                        ... szczery śmiech ?? ... panieneczko, ty nie pamiętasz nawet dnia kiedy byłaś
                        szczera sama przed sobą. :-)
                        • qw994 Re: szerość hipokrytki :-) 27.02.09, 12:52
                          Tytus, ja z twojej głupoty się śmieję. Piszesz takie kocopoły, że inna reakcja
                          po pewnym czasie nie wchodzi w grę.
                    • mona817 Re: tytus 27.02.09, 15:12
                      Będę pisać powoli, bo widzę, że masz problemy z czytaniem. :P
                      Swoje banalne pytanie zadałeś W ODPOWIEDZI na moje pytanie (widać
                      napisanie odpowiedzi w tym wypadku Cię przerosło).
                      W kolejnych postach próbuję Ci jak komu dobremu wytłumaczyć, skąd
                      mam pewność, że "to ona uwiodła jego"??? Stąd, że (jak już
                      wyjaśniałam) pytam o teoretyczną, nieistniejącą dziewczynę, którą
                      wymyśliłam, żeby Ci pokazać jakim hipokrytą TY jesteś. Stąd, że
                      bronisz tymi durnymi pytaniami wytwór mojej wyobraźni i nawet sam
                      nie zdajesz sobie z tego sprawy.
                      A dowód Twojej hipokryzji nie jest rzekomy. Wyzywasz nieznajome
                      kobiety od "suk" i "szmat", a z drugiej strony słysząc "poderwała"
                      mówisz od razu "może została poderwana". I to, że dała się poderwac
                      jest w porządku, bo Ty tak sobie wymyśliłeś. Ale tylko w tej chwili,
                      bo nie daj Bóg ktoś powie to samo, a zaczniesz się z nim kłócić, tak
                      dla zasady. Jakim popaprańcem trzeba być, żeby kłócić się dla samej
                      kłótni?

                      Co do Twojego drugiego durnego pytania, to powiem Ci, że nie trzeba
                      być świadkiem, by wiedzieć, że zwykle kobiety nie spotykają się z
                      kochankami swoich mężów by się sobie zwierzać. Za to kochanki
                      potrafią bardzo skutecznie informować o swoich poczynaniach, jeśli
                      chcą namieszać i mieć faceta tylko dla siebie. Potrafią pisać listy,
                      maile, anonimy, dzwonić po kilkadziesiąt razy dziennie rzucając w
                      słuchawkę strzępki informacji, potrafią wyjść z łóżka i zadzwonić do
                      zdradzanej kobiety z łazienki i powiedzieć "zaraz wracam do łóżka,
                      bo Twój mąż ma ochotę na więcej", potrafią zadzwonić do takiej
                      zdradzanej żony BĘDĄC w łóżku i robić jej słuchowisko, nie licząc
                      się z tym, ze telefon mogło odebrać dziecko, przychodzą do faceta
                      pracy, w nadzieji, że ktoś o tym zdradzanej kobiecie "naskarży".

                      Mogło być tak, że autorka głównego postu, jako żona, postanowiła się
                      z nią spotkać i wybić jej z głowy swojego męża, a przy okazji
                      wysłuchała monologu nt planów na przyszłość. Możliwości jest wiele,
                      Ty jak widać tego nie dostrzegasz, bo masz za ciasną czapeczkę.
                      Fakt jest faktem, czasem nie da się "nie słyszeć".
                      Tyle nt.

                      Ps. Nazwij mnie jeszcze raz jakimś wyszukanym epitetem, a możemy
                      mieć pokazowy proces o zniesławienie, szeroko opisywany na
                      łamach "Gazety". I wtedy TY będziesz mnie sponsorował.

                      Swoją drogą... Zawsze kopiujesz teksty?
    • jurek.powiatowy Re: dylemat... 27.02.09, 09:57
      Zojka82

      Nie nazwę Cię wredną żmiją, tak jak o to prosisz. Bo po prostu jest mi Ciebie
      żal. I niech te słowa wystarczą za cały komentarz do tej sytuacji.
    • qw994 Kosz (n/t) 27.02.09, 09:58
      • tytus_flawiusz bigotka :-) (nt) 27.02.09, 09:59


    • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 10:10
      Jestem w podobnej sytuacji. Mój ex 3 lata temu zostawił mnie dla
      mlodszej,po czym zatęsknił. Mamy kontakt cały czas. Z reguły go
      spławiam,ale kilkakrotnie przespałam się z nim w ciagu tych 3 lat od
      zerwania. Jego obecna dziewczyna (która nota bene również nie
      omieszkała poinformowac mnie o ich wzajemnej miłosci, gdy jeszcze z
      nim bylam!)nic nie wie. I ode mnie sie nie dowie. Nie mam
      satysfakcji teraz, nie mialabym wyjawiając jej prawdę-jetem ponad
      to:)To dziewczę dla mnie nie istnieje.
      Nie uważam, że okazałabyś się wredną żmiją objawiajać jej prawdę. W
      końcu skoro ona miała prawo uświadomić Ciebie, to dlaczego ta zasada
      nie miałaby działać w 2 strony?:)Ale czy jest Ci to tak naprawdę
      potrzebne?I do czego?:)Jeśli czujesz,że musisz, to zrobisz to bez
      względu na to, co doradzą inni. Ale wiem z doświadczenia, że tylko
      naturalna i autentyczna zlewka na tę dziewczynę powstrzyma Cię od
      wyjawienia tej tajemnicy. Twój post zdradza, że nie jesteś obojętna
      na tę sytuację, więc obstawialabym, że jej wszytko wygadasz;)
      • kozica111 Re: dylemat... 27.02.09, 10:26
        Kurcze dziewczyny ocknijcie sie.Przeciez to jasne ze facet jest
        mocno nieciekawy, jego obecna panna tak samo gdyz prawdopodobnie
        swiadomie przyczyniła sie do rozbicia związku...ale nie zmienia to
        faktu ze była żona po tym jak została potraktowana była w stanie
        sypiać po tym fakcie z takim człowiekiem.Przecież to kompletny brak
        szacunku dla sibie.
        Tak, jest zmiją ale względem siebie.Nie szanuje siebie, własnych
        uczuć, ciała....Czy powinna poinformować? Hmmm, a co to zmieni,
        pan "dobrze" wybiera kobiety, mam jakies niejasne przeczucie ze
        obecna po tej informacji zachowa sie jak była żona...Czyli zacznie
        sie walka na "seks" a naszemu poczusiowi-zdrajcy w to graj.
    • stinefraexeter Re: dylemat... 27.02.09, 10:42
      Wiesz co, moje współczucie wobec pecha innych ludzi kończy się, kiedy okazuje
      się, że ci ludzie sami sobie pracują na te wszystkie problemy.

      Nie kumam po prostu, po co seksisz się z facetem, który cię zdradzał i rozwiódł
      się z tobą dla innej. No po prostu nie rozumiem. Nie wierzę, ze to miłość.
      Kochać trzeba przede wszystkim siebie, a na pewno nie takich fałszywych dupków
      jak twój eks.

      Czy ty naprawdę myślisz, że się w jakikolwiek sposób jesteś w stanie zemścic na
      tamtej dziewczynie? Przecież wy obie jesteście kompletnie zidociałe. Nie ma
      znaczenia, czy powiesz, czy nie. Ukarałaś samą siebie.
    • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 11:05
      Ja się nie czuje idiotką. To mój świadomy wybór. Nic nie czuję do
      swojego eksa, a w calej sytuacji jakąś tam satysfakcję daje mi to,
      że on przez 3 lata nie zapomina o mnie, pisze, dzwoni i prosi się o
      spotkanie (taki permanentny adorator a do tego sprawdzony;). Jesli
      mam ochotę to się z nim spotykam, a jesli nie, to nie. I nawet nie
      mam wyrzutów sumienia, że wykorzystuję go, gdy mam ochotę na seks, a
      pretendentów do mego łoża w danym momencie brak:)To nie idiotyzm
      tylko wyrachowanie.Czuję się czasem jak fececi, którzy wykorzystują
      naiwne panienki świetnie się bawiąc ich kosztem hehe. Role się
      odwróciły?:)Jak by to powiedział Pistolet: "To jest wojna, z nie
      zakon urszulanek".
      • stinefraexeter Re: dylemat... 27.02.09, 11:22
        nie.mam.tipsow napisała:
        To nie idiotyzm
        > tylko wyrachowanie.
        Czuję się czasem jak fececi, którzy wykorzystują
        > naiwne panienki świetnie się bawiąc ich kosztem hehe.

        Nie wiem, z czego tu być dumnym.
        • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 11:56
          Może z tego, że akurat w tym konkretnym przypadku, temu konkretnemu
          facetowi należało się utarcie nosa i ja to zrobiłam. "Kat" zmienił
          się w "ofiarę".
          • stinefraexeter Re: dylemat... 27.02.09, 12:04
            nie.mam.tipsow napisała:

            > Może z tego, że akurat w tym konkretnym przypadku, temu konkretnemu
            > facetowi należało się utarcie nosa i ja to zrobiłam. "Kat" zmienił
            > się w "ofiarę".

            Może i tak, ale nie wiem, czemu wciąż ciągniesz tę rolę "kata". Kara dla faceta
            ma trwać po wsze czasy?
            Nie znam waszej sytuacji i mam nadzieję, że nie krzywdzisz siebie. Weź tylko pod
            uwagę, że ta "kara" może być dla niego świetną zabawą. Skąd wiesz, czy on nie
            mówi ci tego, co chcesz usłyszeć? Ty się upajasz swoim "wyrachowaniem", a on się
            za plecami śmieje, że wciąż puka swoją eks, "która wciąż ma na niego chcicę".

            Tak sobie gdybam oczywiscie, bo was nie znam. Ale wiesz, jakiś mam uraz do
            ludzi, którzy szczycą się swoim wyrachowaniem. Czasem należy komuś utrzeć nosa,
            zgadzam się. Ale ciągnąć to bez końca i chwalić się swoimi niskimi pobudkami?
            Zniżasz się do poziomu, na którym można się tylko ubrudzić.
            • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 12:19
              On sam się skazuje na tę rolę. Pisze, dzwoni, prosi o spotkanie. A
              ja, albo mam ochotę się spotkać, albo nie. A to, czy się ze mnie
              smieje naprawde mnie nie interesuje-mam swój cel i widzę tylko swój
              cel. Nie wiem jak długo to jeszcze potrwa.Pewnie dopóki kogoś nie
              poznam,bo mimo niskiego poziomu jaki reprezentuję, mam zasady o
              które byście mnie nie posądzili;)A co do pobudek, to akurat nie
              uważam, że są niskie-może wierzę,że jak dostanie po dupie to się
              zmieni i już nie skrzywdzi żadnej kobiety, bo akurat złamanych serc
              na koncie ma on całe mnóstwo.
              • stinefraexeter Re: dylemat... 27.02.09, 12:48
                Zdania nie zmieniam.
                Utarcie komuś nosa jest ok (w granicach oczywiście).
                Wchodzenie w bagno z własnej woli już nie jest.
                Ty sobie tłumaczysz to tak, a nie inaczej, twoje prawo. Ale jesteś świadoma, że
                komuś wyrządzasz krzywdę - na to nie ma wytłumaczenia.
                • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 13:04
                  Nie musisz go zmieniać-szanuję ludzi, którzy mają swoje
                  racje,potrafią je uargumentować i bronić bez względu na wszystko;)
                  Gdyby mój eks sam się nie pchał, to sprawa juz dawno by się
                  zakończyła. Za każdym razem, to on się odzywa-widocznie jeszcze ma
                  na to siły,no i do granicy daleko;)
                  Jakie bagno? Ja nie cierpię, ba! nawet o nim nie myślę, dopóki się
                  nie narzuci z kolejnym mailem albo smsem. A potem tylko rozważam,
                  czy mam ochotę zaprosić go do siebie, czy wole poodlądać tv-jak dla
                  mnie to nie bagno, tylko bardzo komfortowa sytuacja:)
                  Ja sobie niczego nie tłumaczę-ja przedstawiam fakty. Co do krzywdy
                  to powiem tak: on chyba się nie czuje pokrzywdzony, skoro wciąż
                  wraca-widocznie mu tak dobrze:)A ona...niech się cieszy, że ja nie
                  mam na tyle tupetu,żeby jej się pochwalić, że bzykam jej faceta (tak
                  jak ona to zrobiła!)i zostawiam ją szczęśliwą w błogiej
                  nieświadomosci. Gdybym chciała skrzywdzić ją tak, jak ona swego
                  czasu skrzywdziła mnie, to musialabym najpierw:
                  1. wysylać jej anonimowe wiadomosci, w których chwaliłabym się, ze
                  odbiłam jej faceta (tutaj: bzykam go)
                  2.wysyłać anonimowe wiadomosci, w których zdradzałbym swoją wiedzę
                  na temat jej zycia prywatnego
                  3. wydzwaniać z nieznanego numeru
                  Nie mów mi o krzywdzie, bo doskonale znam jej ból.
                  • stinefraexeter Re: dylemat... 27.02.09, 13:35
                    Czyli czujesz się lepsza od niej, bo jesteś dyskretna, a ona nie była?

                    Napisałam już poniżej, że moim zdaniem twój eks nie jest ani głupi ani
                    wykorzystywany. Jemu jest jeszcze lepiej teraz niż przed rozstaniem z tobą.
                    • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 14:03
                      Nie czuję się lepsza-po prostu widocznie mam bardziej w doopie tę
                      dziewczynę, niż ona miała mnie:)
                      Napisałam juz poniżej, że mi też jest teraz lepiej. Co mnie obchodzi
                      on? Patrzę na swoje dobro, zwłaszcza w tej sytuacji:)
                      • stinefraexeter Re: dylemat... 27.02.09, 14:13
                        Ok, skoro jest ci dobrze, to w sumie nie ma o co kruszyć kopii... ;)

                        Chyba od tego trzeba było zacząć, a nie od tłumaczeń o "karze, zemście i
                        wyrachowaniu".
                        Życzę ci dużo dobrego.
                        • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 14:29
                          Musialam zacząć od tego, bo odpowiadalam na post (nieświadoma,że
                          taka dyskusja się wywiąże;). Co nie zmienia faktu,że wszystko, co
                          napisalam jest prawdą:)

                          Dziękuję. Powodzenia:)

                          "Krytykować - to znaczy dowieść autorowi, że nie robi tego tak, jak
                          ja bym to zrobił, gdybym potrafił" (K. Capek)
                        • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 14:29
                          Musialam zacząć od tego, bo odpowiadalam na post (nieświadoma,że
                          taka dyskusja się wywiąże;). Co nie zmienia faktu,że wszystko, co
                          napisalam jest prawdą:)

                          Dziękuję. Powodzenia:)

                          "Krytykować - to znaczy dowieść autorowi, że nie robi tego tak, jak
                          ja bym to zrobił, gdybym potrafił" (K. Capek)
      • grin.like.a.cheshire.cat Re: dylemat... 27.02.09, 11:25
        Zawsze mnie zastanawiało dlaczego,słabości , kompleksy i małość ogólną część
        ludzi woli nazywać "wyrachowaniem"...to pierwsze nas obnaża bezbronnych jak
        dzieci to drugie stwarza pozory pełnej kontroli nad naszym życiem (choć takiej
        niby mrocznej...;)Jak by to flegmatycznie powiedzieli Indianie "- No i ...howgh";)
        • stinefraexeter Re: dylemat... 27.02.09, 12:07
          grin.like.a.cheshire.cat napisał:

          > Zawsze mnie zastanawiało dlaczego,słabości , kompleksy i małość ogólną część
          > ludzi woli nazywać "wyrachowaniem"...to pierwsze nas obnaża bezbronnych jak
          > dzieci to drugie stwarza pozory pełnej kontroli nad naszym życiem (choć takiej
          > niby mrocznej...;)Jak by to flegmatycznie powiedzieli Indianie "- No i ...howgh
          > ";)

          Bo to tak fajnie być ZŁĄ i mieć wszystko pod kontrolą.
          Takie stwarzanie pozorów przed samym sobą, że jest się fascynującym i nic nas
          nie rusza.
          A co się za tym kryje opisałeś bardzo trafnie.
        • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 12:08
          Nigdy nie przyszło mi na myśl, że słabości i kompleksy można nazwać
          wyrachowaniem. Naciągasz teorię pod siebie zapewne - jak robi to
          częśc ludzi:)To, że trudno Ci uwierzyć w prawdziwość moich słów (bo
          być może Ty tak nie potrafisz, tudzież nie mieści się to w Twojej
          głowie) nie znaczy, że kłamię. A pozory kontroli nad swoim życiem
          być może stwarzasz Ty skoro przyszło Ci to na myśl-ja nie mam z tym
          problemu:)
          • grin.like.a.cheshire.cat Re: dylemat... 27.02.09, 12:28
            Wiesz,gdybym tak potrafił, uznałbym że potrafię być"zdrowo jebnięty ,bez
            charakteru i brak mi krztyny dumy..."pamiętasz co to duma...? Tak więc to
            spostrzeżenie poprzez analogie mogło by Cię obrazić rykoszetem...;) A nie zależy
            mnie ma tym, aby kogokolwiek obrażać zwłaszcza w takim miejscu jak to...:)
            • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 12:40
              Tylko prawda obraża:) Często spotkałam się z opinią, że jestem taka,
              siaka i owaka, bo nie jestem jak wszyscy, bo czasem postępuję
              inaczej, niż by społeczeństwo oczekiwało. Przepraszac nie będę.
              Walczyć też nie. Ja nie potrafię wybaczyc krzywdy, bronię swojej
              zranionej dumy (widzisz?pamietam co to jest)tak jak potrafię i tak
              jak mi najdogodniej, nie przebieram w środkach i nie daje się kopać
              w dupę, od kiedy życie mi nieźle dopkopało:)Chciałam zauważyć, że to
              właśnie (w części) mój charakter, a nie jego brak:)I sprawdzę w
              słowniku, czy dla słowa "jebnięty" znajdę synonim np.wyrachowany;)
              • grin.like.a.cheshire.cat Re: dylemat... 27.02.09, 12:58
                "I sprawdzę w
                słowniku, czy dla słowa "jebnięty" znajdę synonim np.wyrachowany;)" a musi być
                synonimem ...?;)To tylko wulgaryzm który idealnie pasowałby do oceny mojej
                kondycji psychicznej i moralnej gdybym postępował jak Ty...:)"bronię swojej
                > zranionej dumy (widzisz?pamietam co to jest)" analogicznie gdy kobieta
                przyprawi mi rogi i napluje w twarz, za karę urządzę jej kolacje ze świecami i
                seksem do białego rana...a co! niech zna moją dumę!! uff..;)))
                • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 13:17
                  Mogłaby chociaż wystąpić jakaś zasadna korelacja między tymi
                  słowami..;)
                  No, ale na szczęście nie postępujesz tak jak ja, więc o jednego
                  jebniętego człowieka mniej;)
                  W swej ocenie sytuacji zgubił Cię jeden stereotyp-w Twoim odczuciu
                  kobieta nie może tak po prostu bzyknąć faceta, wykorzystać go dla
                  własnej przyjemności. Widzisz tylko jego satysfakcję i jego
                  przyjemność, a mnie stawiasz w roli tej naiwnej, która daje
                  przyjemność. Halo!!! Uwierz, że gdyby mnie to bolało, nie trwałabym
                  w tym. mOże jestem, że tak się górnolotnie wyraże, nienormalna, ale
                  na pewno nie jestem masochistką;)Spójrz na to z mojego punktu
                  widzenia: ale kretyn z mojego eksa! najpierw mnie zostawił, a teraz
                  prosi się o spotkania. Ja mu odmawiam, ale on jest nieugięty. Więc w
                  końcu trafia na dzień mojej "slabości", bo akurat mam ochote się
                  pokochać i wtedy łaskawie zgadzam się na jego wizytę. On mi daje
                  przyjemnosc, a po orgazmie marzę, żeby juz poszedł, bo juz nie ejst
                  mi potrzebny. Wreszcie wychodzi. Uff:)) I nic poza tym!! NIC. Ale
                  facetom trudno pojać, że przywilej wykorzystywacza nie nalezy sie
                  tylko im.
                  • stinefraexeter Re: dylemat... 27.02.09, 13:29
                    no tak, ale z twojego opisu wynika, że twój eks ani nie jest kretynem (może
                    dupkiem, ale nie kretynem), ani nie jest wykorzystywany.

                    jak dla mnie jego sytuacja jest jeszcze lepsza niż przed rozstaniem, bo ma z
                    tobą seks, ale bez zobowiązań.


                    • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 13:54
                      Niech i tak będzie. Ale powtarzam raz jeszcze: a czy nie liczy się
                      to, co ja z tego mam?? Dla mnie też tak jest lepiej:
                      1. Mam seks kiedy chcę
                      2. Nie jestem już z facetem, który zdradza-czyli mam seks bez
                      zobowiązań:)
                      3. Mszczę się na jego obecnej(mimo,że ona o tym nie wie:)
                      Gdzie problem?:)
                      P.S. Rolę osoby wykorzystanej przypisalam mojemu eks w kontekscie
                      porównania mojej i jego sytuacji w tym ukadzie, w odpowiedzi na
                      zarzut,ze to ja jestem wykorzystywana. Wychodzi na to, że oboje się
                      świetnie ustawilismy:)
                      • mruff Re: dylemat... 27.02.09, 15:34
                        nie.mam.tipsow napisała:

                        > Ale powtarzam raz jeszcze: a czy nie liczy się
                        > to, co ja z tego mam?? Dla mnie też tak jest lepiej:
                        > 2. Nie jestem już z facetem, który zdradza-czyli mam seks bez
                        > zobowiązań:)

                        Napisałaś to serio???
                        • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 16:50
                          Tak. Tylko zamiast "czyli" miało być "i jednocześnie".
                    • mruff Re: dylemat... 27.02.09, 15:32
                      ja w ogóle nie czytam chamowatych tekstów Tytusa i że też chciało
                      Wam się dyskutować na jego temat.
                  • grin.like.a.cheshire.cat Re: dylemat... 27.02.09, 13:47
                    Myślę że jeśli ktoś próbuje nagiąć moją wole, jednocześnie musi nagiąć swoją
                    ...co oznacza że kobieta może oczywiście bzyknąć faceta i na odwrót,bez względu
                    na kiepskie sterotypy, zawsze istnieje jednak cena...Bo nie wszystko co robić
                    można,robić powinniśmy(skąd ja to wiem...;))chociażby w trosce o naszą
                    normalność/psychiczną higienę itp bzdety;)Osobiście uważam że takim
                    postępowaniem wyrządzacie sobie krzywdę oboje...a to czy będzie Cię to boleć
                    może okazać się w przyszłości...Zawsze możesz pomyslec o tym jutro;)
                    • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 14:01
                      Widocznie jestem oporna na życiowe refleksje skoro to trwa od 3 lat:)
    • alpepe Re: dylemat... 27.02.09, 11:34
      wiesz, uważam, że jeśli braliście ślub kościelny, to ty nadal jesteś jgo żoną.
      Jeśli nie, to i tak masz prawo sypiać z byłym, jeśli cię to nie rani, jeśli ci
      tylko szkoda seksu.I ja bym nie myślała o obecnej dziewczynie. Nie mściła się,
      nie informowała. Ale tylko, jeśli by mi brakowało seksu, nie związku. Dla mnie
      nie byłoby powrotu do związku, więc nie ingerowałabym w życie faceta w ten sposób.
      • lesialesia Re: dylemat... 27.02.09, 11:56
        dobry wątek ;)
        obawiam się że jak powiesz tej dziewczynie to ona nie uwierzy, bo ekmężulek
        powie jej, że Ty jako zdradzona kobita chcesz sie zrewanżować i opowiadasz brednie.
        byłaś głupia że sie zgadzałaś na seks z tym facetem a co więcej- raz Cie oszukał
        bo zdradzał a Ty znowu mu zaufałaś jak powiedział, że nie ma nikogo więcej.
        nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji, poza darowaniem sobie wszelkich kontaktów
        z tymi ludźmi
        • senta07 Re: dylemat... 27.02.09, 12:03
          jaki dylemat?!

          Gosciu sie dobrze ustawil. Posuwa 2 laski i obie oszukuje! Sorry
          kobieto, ale wez sie w garsc i w koncu wyrzuc swojego exmeza ze
          swojego intymnego zycia. Wyglada na to, ze jestes od niego
          uzalezniona.
          • grin.like.a.cheshire.cat Re: dylemat... 27.02.09, 12:14
            "Posuwa 2 laski"ludzie robią takie paskudne rzeczy...brrr Dobrze że ja tak nie
            mam,inna sprawa że samo określenie mi nie pasuje;))

            "A co jeżeli, rzeczywistość tak naprawdę jest iluzją i nic nie istnieje? - Cóż,
            w takim razie zdecydowanie przepłaciłem mój nowy dywan."
            • senta07 Re: dylemat... 27.02.09, 12:27
              A mnie pasuje. Zwlaszcza do tego goscia i do jego 2 naiwnych kobiet.
              • grin.like.a.cheshire.cat Re: dylemat... 27.02.09, 12:30
                gusta.:)
    • kurczak1 Re: dylemat... 27.02.09, 12:02
      Nie jesteś wredna, jesteś naiwna. Jesli chcesz posprzatac ten bajzel
      w swoim zyciu to rozstan sie wreszcie z nim i z nia. Przyjemność
      masochistyczna to również przyjemność.
    • iberia.pl Re: dylemat...? 27.02.09, 12:09
      nie rozumiem czemu chcesz sie odgrywac na niej a nie na nim?
      Rozum ci odebralo czy jak?
    • tarantinka Re: dylemat... 27.02.09, 12:41
      nietórzy to się potrafią w życiu ustawić - mowa o towim eks, tylko
      dlaczego pozwalacie na to sukinsowi - i ty i ta panna.
      • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 12:42
        ja akurat tylko wurównuję rachunki;)
        • kurczak1 Re: dylemat... 27.02.09, 13:37
          hehe, 2 owce kłócą się o wilka
          • nie.mam.tipsow Re: dylemat... 27.02.09, 14:29
            Albo dwie wilczyce o barana;)
    • courteney Nie chcę mi się czytać wszystkich wypowiedzi... 27.02.09, 15:28
      ...więc mogę się powtórzyć. Moim zdaniem tracisz czas na seks nieprowadzący do niczego. I stawiasz go w cudownej sytuacji- uprawia seks z dwoma kobietami na zmianę (a może jest też trzecia?) i to bez zobowiązań. On Cię traktuje jak przedmiot. Powinnaś zakończyć tę chorą sytuację, znajdziesz bardziej wartościową osobę...
      I też mam plan, podobnie jak Mona:) kup różowe stringi, skuś go po raz ostatni do siebie i mu podrzuć. Ciekawe, jak będzie się tłumaczył przed tamtą:) zostaw kilka innych dowodów w jego kieszeniach, teczce itp. Gdy pójdzie do toalety spryskaj jego ubrania swoimi perfumami. Albo zrób mu malinkę na szyi:) Wykaż się kreatywnością. I zerwij z nim kontakt.
      Dam Ci radę- szanuj się! Bo póki sama nie zaczniesz się szanować nikt nie będzie tego robił.
    • delayla dobry pomysł 27.02.09, 16:26
      A może dałoby się zrobić tak, żeby ona Was nakrywała razem? :>

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka