bamboleo12
05.04.09, 11:01
Wielu mądrych ludzi czyta to forum, poradźcie co robić.
Mam 34 lata, jestem po rozwodzie (5 lat temu). Z nim byłam od dwóch lat i było
naprawde dobrze. Wiele razy zaczynałam od zera budować swoje życie, ale tym
razem wydawało mi się, że wreszcie mi się uda. Ostatnio (jakiś miesiąc) jednak
ogień w naszym związku przygasł, mniej seksu, mniej czułości, rutyna, więc
zaczęłam podejrzewać, że może ma kogoś na boku (mam lekka paranoje na tym
punkcie, ponieważ mój małżonek kiwał mnie ostro). Nie miał kochanki, ale
odkryłam, że umówił się z inną, w tajemnicy przede mną. To miało być ich
pierwsze randez vouz, czego dowiedziałam się z smsów, które podstępnie
czytałam w jego telefonie. Dodam, że nie było tam śladów "związku" z inną (nie
znikał w delegacje, nie chował przede mną telefonu, nie musiał zostawać w
nadgodzinach w pracy, itp), ale trzeba być głupim, żeby nie zakładać, że w tą
stronę wszystko mu się z dużym prawdopodobieństwem rozwinie. Zanim mu
wykrzyczałam, że znam prawdę i żeby się wynosił- podpytywałam, prowokowałam do
wyznań, ale on szedł w zaparte, nawet jak wprost pytałam, czy z jakąś się nie
umawia, nie smsuje. Słowem wyrzuciłam go nie za spotkanie z koleżanką (jak
twierdził dawna znajoma zagadała do niego na gg) ale za kłamstwo. Odniosłam
też wrażenie, że mu jakby ulżyło, kiedy kazałam mu się wynosić.
Następnego dnia przyszedł po rzeczy. Było kilka takich momentów, kiedy
wydawało mi się, że naprawde mu żal: podawałam mu torbe, i przez chwile
przypadkiem złapalismy się za ręce. Może mi się zdawało, ale zrobiło to na nim
takie wrażenie, jak i na mnie w tej samej chwili. Potem koło samochodu (bo
pomogłam mu zanieść rzeczy) widziałam że było mu żal- ale znowu, być może to
subiektywna i życzeniowa ocena sytuacji.
Kocham go nad życie i teraz umieram bez niego, ale na logike rzecz biorąc
wydaje mi się, ze postąpiłam słusznie. Bo:
1. Albo faktycznie się odkochał, tak więc wyrzucając go ocaliłam tylko trochę
godności osobistej.
2. Potrzebował tego dreszczu emocji, którego między nami po dwóch latach już
nie było, a który jest na pocżatku. To że padło akurat na tamta dziewczynę- to
czysty przypadek. Odbierając mu siebie po pierwsze zwiększyłam własną
atrakcyjność w jego oczach (może głupio to brzmi, ale wiecie o co chodzi), i
może z oddalenia zrozumie ile jestem dla niego warta (o ile jestem warta
cokolwiek).
Zakładając, że ta druga opcja jest prawdziwa chciałabym mu wysłać jakiś znak,
że czekam na niego. On jest bardzo dumny, bardzo zawzięty. Obawiam się, że
nawet jeśli tęskni za mną- jego urażona duma przesłoni mu wszystko. Chce mu
powiedzieć, że czekam na niego do końca miesiąca. Czy to dobry pomysł? A może
powinnam wymyślić coś innego. Będę wdzięczna za każdą podpowiedź, każdy
komentarz.