szczesliwamezatka
12.04.09, 19:58
z faktu, że udało Wam się "odepchnąć" kogoś nic nie wartego???
Często bowiem bywa tak, że zakochani ludzie brną w związki z innymi,
którzy nie zasługują na miłość. Mi się udało zwalczyć w sobie miłość
do zimnego potwora. Zero kontaktu, żadnych życzeń pozdrowień,
telefonów-niespodzianek. Ale do rzeczy. Czy odczuwacie ten rodzaj
satysfakcji, że macie już "gdzieś" kogoś, kto nie potrafił
odwzajemnić Waszej miłości? Codziennie cieszę się na myśl, że
odnalazłam prawdziwą, głęboką miłość, doświadczyłam troski i
opiekuńczości. Kiedyś jednak nie było tak różowo: facet-pijak, facet-
dziwkarz, facet - nadęty bufon, facet- chodząca depresja, facet-
narcyz. Dlaczego miałabym im pomagać w problemach i brać na siebie
brzemię ich problemów? Tych, którzy mnie nie kochali? Czy, budząc
się codziennie rano nie mówicie do siebie czegoś w rodzaju: "Uff,
jak mi teraz milutko i komfortowo u boku kogoś, kto na mnie
zasługuje?" i "Jak dobrze, że tamci o krzywej twarzy raz na zawsze
odeszli w siną dal?" :)))
P.S. W powyższej wypowiedzi jest również delikatna sugestia, żeby
nie utrzymywać jakichkolwiek kontaktów z tymi, którzy Was dogłębnie
zranili. Niech się wewnętrznie gryzą, że już Was nie obchodzą.