Dodaj do ulubionych

Pan profesor powiedzial

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.02, 22:42
No wlasnie, jak wychodzilam za maz, moj ukochany profesor powiedzial mi - droga
pani Ewo, zanim pani cos zrobi dla meza, niech pani dwa razy pomysli, bo z
facetami to jest tak, ze za pierwszym razem sie wzruszy do lez, za drugim
podziekuje, a za trzecim uzna, ze mu sie to nalezy. Co wy na to?
Zastosowalam sie w pelni do rady doswiadczonego mezczyzny.
Obserwuj wątek
    • Gość: Anka Re: Pan profesor powiedzial IP: 217.99.1.* 26.01.02, 22:46
      Był w błedzie już przy pierwszym punkcie. Nigdy nie rób nic dla męża. Dbaj o
      siebie i nie miej wyrzutów sumienia. Ja też byłam niepoprawnie romantyczna. Mąż
      mnie wyleczył. Stwardniałam. Teraz robię coś dla siebie. Bez wyrzutów.
      • Gość: ewa Re: Pan profesor powiedzial IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.02, 22:52
        To mialam na mysli mowiac o zastosowaniu sie do rady.robie tylko to na co mam
        ochote i nigdy w nadziei na wzajemnosc - to jest zawsze ustalone.
        • Gość: dala Re: Pan profesor powiedzial IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 26.01.02, 22:59
          ja też popieram, odrobina zdrowego egoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a
          kiedy ma się do czynienia z brzydszą płcią to jest on wręcz niezbędny;-)
          • Gość: Iwona Re: Pan profesor powiedzial IP: *.elblag.dialog.net.pl 27.01.02, 13:10
            Bo w tym największy jest ambaras,żeby dwoje chciało naraz...To co w nas
            najlepsze odzwierciedla się działaniem na rzecz drugiej osoby/z mądrym umiarem,
            lecz bez samouwielbienia/.
            P.S.Słuchając starszych czy "mądrzejszych",słucham zawsze własnego serca...
    • nell26 Re: Pan profesor powiedzial 27.01.02, 13:20
      Gość portalu: ewa napisał(a):

      > No wlasnie, jak wychodzilam za maz, moj ukochany profesor powiedzial mi - droga
      >
      > pani Ewo, zanim pani cos zrobi dla meza, niech pani dwa razy pomysli, bo z
      > facetami to jest tak, ze za pierwszym razem sie wzruszy do lez, za drugim
      > podziekuje, a za trzecim uzna, ze mu sie to nalezy. Co wy na to?
      > Zastosowalam sie w pelni do rady doswiadczonego mezczyzny.

      Trudno powiedziec, czy tylko mezczyzni sie tak zachowuja, wydaje mi sie, ze kazdy z nas przyzwyczaja sie
      do "dobrego"...Tak mozna powiedziec i o dzieciach, jak rowniez i o nas, kobietach...Za pierwszym
      razem, gdy dostaniemy kwaiaty- wzruszymy sie, za drugim podziekujemu, za trzecim uznamy , ze nam sie
      to nalezy..
      papa

      • Gość: ewa Re: Pan profesor powiedzial IP: 217.99.1.* 27.01.02, 16:14
        Zgoda, ale to juz problem mezczyzn.
        Pytam dlatego, bo mam pare kolezanek. ktore wstaja wczesniej aby najdrozszemu
        przygotowac kanapeczki, a znam tez taka, ktora pierze jego koszule i pokornie
        poprawia prasowanie, gdy mu sie zmarszczka pod kolnierzykiem nie podoba.
        • Gość: Nell Re: Pan profesor powiedzial IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.01.02, 18:34
          Gość portalu: ewa napisał(a):

          > Zgoda, ale to juz problem mezczyzn.
          > Pytam dlatego, bo mam pare kolezanek. ktore wstaja wczesniej aby najdrozszemu
          > przygotowac kanapeczki, a znam tez taka, ktora pierze jego koszule i pokornie
          > poprawia prasowanie, gdy mu sie zmarszczka pod kolnierzykiem nie podoba.

          Oj ja tez mam... i doprawdy nie rozumiem jak mozna byc sluzaca swego mezczyzny. To jest tzw. stare
          wychowanie a`la moja babcia. Pan i wladca wraca do domu, wiec trzeba czekac z papciami w zebach
          przy drzwiach.. Nigdy nie moglam sie zgodzic z tymi zasadami, ktore moja babcia probowala mi wpoic.
          Zawsze ma do mnie pretensje, gdy jak maz wraca z pracy, nie czekam na niego juz z talerzem nalanej
          zupy... Ja wychodze z zalozenia, ze "Bozia dala raczki" i ze obsluzyc powinien sie sam. Wazne, ze ma
          obiad ugotowany... A co do tych kanapek, to naprawde smutne, nawet moja kolezanka, bedac w pologu
          wstawala skoro swit , by je zrobic, by maz idacy do pracy mogl sobie dluzej o 15 minut pospac. I to nie
          byla jej dobra wola, to maz stawial przed nia takie wymogi..
          • Gość: dodo Re: Pan profesor powiedzial IP: *.sympatico.ca 27.01.02, 18:57
            to po co sie pobierac jesli kazdy tylko dla siebie? ja dla siebie, on dla
            siebie, nikt nic nikomu, bo a nuz jedno drugiemu usluzy?
            ja mam przyjemnosc w tym, ze zrobie mojemu mezowi przyjemnosc, ze mu cos
            ulatwie albo w czyms pomoge. cieszy mnie, gdy wiem jak jestem mu potrzebna.
            z taka sama radoscia przyjmuje tez jego pomoc i usluge z jego strony. nikogo
            nie osmielilabym sie prosic o wiele rzeczy, o ktore prosze mojego meza.
            w wielu wypadkach nawet nie musze prosic - on wie...
            jestesmy ze soba ponad 20 lat i wciaz cieszy nas gdy sobie wzajemnie ulatwiamy
            zycie. bo przeciez po to wlasnie sie zwiazalismy.
            ktos napisal o odrobinie egoizmu potrzebnego w zyciu. pewnie - juz samo
            zwiazanie sie z kims jest objawem pewnego egoizmu, tej checi zeby kogos kochac
            i zeby mnie ktos kochal ale w codziennym zyciu jest to czesto bardzo
            przyziemna wymiana uslug.
            a na koniec szersza nieco perspektywa pt."traktowanie meza a'la moja bacia" :-)
            moja babcia traktowala mojego dziadka jak krola - przez 40 pierwszych lat ich
            malzenstwa uslugiwala mu pod kazdym wzgledem az do przesady.
            az przyszedl dzien, gdy babcia zaczela tracic pamiec, stawala sie trudna do
            wspolzycia (alzhaimer). tak, jak przez nastepnych 16 lat zajmowal sie nia moj
            dziadek, tak nikt na swiecie by sie nia nie zajal - tyle milosci, czulosci,
            cierpliwosci i dobra potrafil jej ofiarowac... nauczyl sie gotowac (byl juz
            dobrze po 60tce!), znosil ze spokojem jej ataki zlosci, gdy wyrzucala wszystko
            z szaf i polek - zbieral cierpliwie i spiewal jej piosenki. naprawde. i gdy
            umarla, przezyl ja tylko o 7 miesiecy mimo, ze byl w pelni zdrowia.
            milosc naprawde niejedno ma imie i nigdy nie wiemy kto jak komu kiedy usluzy.
            • nell26 Re: Pan profesor powiedzial 27.01.02, 19:20
              Na wstepie droga Dodo, chyle czola przed twoim doswiadczeniem...:)
              W moim malzenstwie to nie jest tak, ze "kazdy sobie rzepke skrobie" Po prostu nie ma ostatecznie
              wykrystalizowanego podzialu rol na sprawy kobiece i meskie, a tak przeciez za czasow mojej babci
              bylo..To nie byla obustronna pomoc, tylko jednostronna usluga ze strony kobiety...maz sam nie
              odniosl szklanki, bo i po co? Maz nie wypral skarpetek, bo mial zasade "mam
              bebe , to niech pierze." itd. Kobieta musiala obsluzyc meza we wszystkim, a chyba nie o to w
              prawdziwym partnerstwie chodzi? Zona wszystko, cale zycie musiala biegac jak kot z pecherzem, by
              ze wszystkim sie wyrobic, a kochany mezus: gazetka, piwko i telewizorek, bo zmeczony po pracy i
              nie wazne, ze ona tez pracowala zawodowo...co tam jej praca do jego...
              W moim malzenstwie jest tak, maz wraca z pracy, ja jestem zajeta, wiec nie rzucam wszystkiego, by
              go obsluzyc, tylko on obsluguje sie sam. Sa rzeczy do prasowania, ja wszystko , oprucz scierek i
              obrusow, kiepsko prasuje, wiec ubrania, moje i swoje prasuje moj maz..W czasach mojej babci by
              nie bylo to do pomyslenia..takie to bylo wychowanie "a'la moja babcia"

              • Gość: ewa Re: Pan profesor powiedzial IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.01.02, 20:19
                a propos tej panny co to w pologu.To jednak miala problem - ja bym sie obrocila
                na drugi bok.
                Raz kochas za pozno wstal i zeby sie nie spoznil, wyprasowalam mu
                koszule.Nastepnego dnia biedactwo tez zaspalo, i na sugestie "pomocy", nawet
                nie otworzylam oczu. Coz tego dnia sie spoznil, ale nastepnego - budzik byl juz
                ustawiony z 20 minutowym zapasem.Zaprocentowalo, gdy bylam w ciazy i mialam
                male dziecko.

                • Gość: Anka Re: Pan profesor powiedzial IP: 217.99.1.* 27.01.02, 23:51
                  A mnie z kolei to mąż przygotowuje śniadanka i obiadki , mimo iż ja cały czas
                  jestem w domu! Tak! Bo , jak powiadała moja Babcia , takiego osobnika pt. mąż
                  trzeba sobie inteligentnie wychować. Myślicie , że jest z tego powodu zły lub
                  robi mi wymówki? Nic z tych rzeczy! Wraca nawet na czas , robiąc po drodze
                  zakupy ( z wykwintnym winkiem! ). Ustalilismy na wstępie naszej gry
                  w "życie " , że kazdy robi to , co umie i lubi najlepiej. A że kuchnia to dla
                  mnie słowo istniejące tylko w encyklopedii , to właśnie On tam króluje. Mimo
                  zmęczenia , mimo tego , że byłam i mogłam przynajmniej zamarkować jakieś
                  żarcie. A jak już czasem z nudów naprawdę boli mnie tyłek od siedzenia przy
                  komputerze ( taka praca) to łaskawie zupinę jakąś upitolę. Wiecie jaki jest
                  szczęśliwy? Wiecie jaką jestem żoną? Wiecie jak do mnie mówi? Takie zabiegi to
                  wspaniała rzecz. I nie dlatego , że tak z wyrachowania nie wejdę do tej
                  kuchni , ale zwyczajnie , On tam naprawdę czuje się jak ryba w wodzie. Wolę być
                  pięknie przygotowana do łóżka (wcześniej łaskawie zmyjąc talerze , po Jego
                  szaleństwach kulinarnych). I zapewniam Was , bardziej zawsze doceni to , że
                  jesteście uśmiechnięte i pachnące w pościeli , nasycone Jego wspaniałym obiadem
                  ( co trzeba Mu powiedzieć!!!) anieżeli pzatracicie się w poswieceniu ot tak ,
                  bo dla chłopa! Nie ma sensu. Przysłowiową zupinkę trzeba dozować. Bardziej
                  wtedy smakuje. To my mamy być najwazniejsze. Zawsze.
                  • Gość: ewa Re: Pan profesor powiedzial IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.02, 11:06
                    Raz przez tydzien bylam zona doskonala - gotowalam, sprzatalam prasowalam -
                    tyle ze potem w lozku zmeczona i do niczego.Sam powiedzial, ze woli nasycic sie
                    mna niz obiadkiem.
    • Gość: yoko Re: Ja to wiedziałam już od matki IP: *.talnet.pl 28.01.02, 11:34
      I wcale nie musiała kończyć studiów, żeby mi tę mądrość przekazać.
      • Gość: ewa Re: Ja to wiedziałam już od matki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.02, 11:38
        No to gratulacje, mialas przytomna matke.Mnie moja mowila, ze trzeba sie
        poswiecac i znac swoje obowiazki.
        • Gość: deska Re: Ja to wiedziałam już od matki IP: *.acn.waw.pl 28.01.02, 11:56
          Moja mama jest z tych zasadniczych kobiet, które potrafiły sobie "wychować"
          mężczyznę. Efekt? Tata pierze, prasuje, sprząta, gotuje do spółki z mamą, nikt
          nikomu nie robi wymówek co do "jego działki", bo taka nie istnieje. Poza tym
          taki model rodziny miał dobry wpływ na mnie i moje rodzeństwo. Braciszek
          potrafi wszystko, założę się, że jego przyszła żona będzie zachwycona. Ja także
          konsekwentnie stosuje metodę wychowawczą wobec mojego mężczyzny, ale mam
          zadanie ułatwione - on też jest z tych samodzielnych.
          pozdrowionka
          de_ska
          • Gość: yoko Re: Do Deski IP: *.talnet.pl 28.01.02, 13:44
            Nie ciesz się za wcześnie. To, że Twój ojciec dał się wychować to nie matki,
            ale jego zasługa. Gdyby trafiła na oporną materię nic by z tego nie było. Ty
            też nie masz gwarancji, że trafi ci się facet, którego sobie wychowasz.
            • Gość: dodo wychowywanie IP: *.sympatico.ca 28.01.02, 22:01
              powiem szczerze - mnie by sie nie podobalo gdyby moj maz mowil publicznie, ze
              mnie sobie wychowal. jezeli wiec, kobiety, chcecie rownosci to zastanowcie sie
              czy to jest fair mowic tak o swoich mezczyznach "wychowalam go".
              jest tu jakas niespojnosc - albo jestesmy partnerami i wzajemnie sie do
              roznych rzeczy przekonujemy, namawiamy, wzajemnie sie zmieniamy, albo jest ta
              kobieta, ktora wie lepiej i swojego faceta wychowa a obok niej ten potulny
              ciamajda, co to da sie ulepic jak plastelina i bedzie tanczyl, jak mu zonka
              zagra.
              jezeli same chcecie byc traktowane jak rownoprawne partnerki, to nie mozecie
              stawiac sie w pozycji mamus badz pan nauczycielek, bo to z partnertswem ma
              niewiele wspolnego.
              a moze wolicie matriarchat? to juz wtedy zupelnie inna sprawa.
              • Gość: XXL Re: wychowywanie IP: *.echostar.pl 28.01.02, 22:34
                Dodo przywracasz wiarę, że miłość istnieje !
                Przecież w małżeństwie ( i w miłości ) każdy się stara
                robić to co najlepiej potrafi dla drugiej osoby nie
                pytając się o zapłatę.
                Przecież miłość to nie rachunek bankowy oszczędnościowo - rozliczeniowy.
                Smutne, te wszystkie dziewczyny co tu piszą nie znają miłości.
                Te małżeństwa to jakby kontrakty, a potem zdziwienie, że rozwód, zdrada.

                U mnie w rodzinie było podobnie, babcia zmarła 7 dni po dziadku.
                Z rozpaczy !!! Podobnie z rodzicami, byli wzorem miłości.
                I ja staram się postępować podobnie.
                pozdrawiam.
                • Gość: Nell Re: wychowywanie IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 28.01.02, 23:07
                  "Smutne, te wszystkie dziewczyny co tu piszą nie znają miłości."
                  Nie wszystkie.
                  • Gość: XXL Re: wychowywanie IP: *.echostar.pl 28.01.02, 23:16
                    To też się z tego cieszę...
                    :-)
    • drapieznik Stary pierdziuch cos powiedzial a ty sie tego... 28.01.02, 23:41
      ...trzymasz jak pijana plotu. Byl taki elektryk, specjalista od polityki, ktory
      powiedzial wiele rzeczy i co z tego wyszlo, dla ciebie w szczegolnosci?

      Na szczescie sa jakies normalne kobiety, jak XXL (mam nadzieje, ze chodzi o
      rozniar :) i inne na tym forum ktorych imion niestety nie zapamietalem za co z
      gory przeporaszam). To wlasnie te kobiety wzbudzaja moj podziw i zadrosc i
      takim tez nie szczedze roznych innych uznan.

      Ewa i tobie podobne: kurwa to nie zawod. Kurwa to charakter i ty pasujesz do
      tego wypisz-wymaluj. Nie zamierzam odpowiadac na twoje alkoholowe brednie.
      • Gość: Anka Re: Stary cos powiedzial a ty sie tego... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.02, 00:29
        Nie za bardzo wiem , co w/w autor miał na myśli ( chyba mówił coś o Ewie). Nie
        wiem jak to się ma do tematu , ale nieważne...
        Halo , halo! To , że tak "wychowałam" męża nie znaczy wcale , ze ktoś w tym
        zwiazku jest nieszczęśliwy albo ubezwłasnowolniony! Hej , każdy ma swój sposób
        ma szczęscie w miłości , więc malkontenci co to zakładają , że o Miłości
        powinno się mówić dużymi literami, niech sobie dadzą spokój. A czy ja coś
        mówiłam o materializmie , o układzie czysto formalnym , o wyzutym ze
        wszystkiego związku????? Bez przesady. To , co sprawia , że mąż gotuje a ja
        czekam do dziś na niego w wyrku to nic innego jak miłość. Tylko jak to się do
        babcinych poświeceń i wyrzeczeń dla Samca? Nijak. Poświecenie to właśnie często
        brak miłosci ( jeśli nie wiecie o czym mówię , nie byliście nigdy w prawdziwym
        związku). Bo co to jest dać całą siebie dla niego? Aby jemu było dobrze ,
        misiowi kochaniutkiemu , ptaszkowi miłemu. A potem nagle rozczarowanie , bo
        nasz misiu znalazł właśnie sobie nowego dziubka , który jest zadbany , miły i
        poświecenie ma w głębokim . Ot! cała filozofia tak mało skomplikowanego
        samczyka. Tak więc nie gadajcie bez sensu o bezgranicznym poświeceniu( myślę o
        dido i podobnych) , idealistki z powieści , bo zanim skonczycie pisać wasz
        misio znajdzie się w innych objęciach. Czego nie życzę szczerze.
        Pozdrawiam Ewę! I trzymaj tak !
        • Gość: Anka Re: Stary cos powiedzial a ty sie tego... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.02, 00:30
          Sorry ,chodziło mi o dodo i xxl.
          • Gość: ewa Re: Stary cos powiedzial a ty sie tego... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.02, 11:19
            Ja nie mam ochoty umierac z rozpaczy po smierci meza - i wcale mi sie to nie
            wydaje romantyczne, z calym szacunkiem.
            Natomiast nie widze nic obrazliwego w stwierdzeniu - wychowanie.On mnie tez
            oduczyl roznych grymasow i absurdalnych zachowan. A mialam i mam ich sporo -
            jemu sie nie podobaja i nie daje sobie jezdzic po glowie.Za co mam szacunek.
            Ale przykro mi, nie dam sobie wmowic ze o glebi milosci swiadczy fakt, ze facet
            pracuje sobie nad wykladem, moja ciotka prasuje mu koszule, on idzie spac, a
            ona dopiero zaczyna swoja robote.
            Wydaje mi sie, ze jest bardzo wazne, aby umiec odroznic pomoc od zdejmowania z
            kogos obowiazkow.Pomagam wtedy, gdy nie mam nic innego do roboty albo pomoc
            jest potrzebna. Mam zbyt wiele wlasnych interesujacych zajec, aby to rzucac i
            leciec, bo skarbunio glodny albo koszulka nie tak wyprasowana jak
            trzeba.Rozumiem rozgoryczenie mezczyzn z tego powodu, przynajmnej niektorych,
            ktorzy uwazaja, ze najlepszym zajeciem dla kobiety jest umilanie i ulatwianie
            zycia mezczyznie.
            U nas w domu jest uklad, ze jesli ktos potrzebuje pomocy, to uzywa mowy
            artykulowanej, precyzuje o co chodzi i dopiero wtedy druga osoba sie
            wlacza.Wbrew pozorom, ma to pare zalet - wiadomo kiedy pomoc i jak, nie ma
            pretensji o brak wyobrazni, bo nikt od drugiej osoby nie wymaga jasnowidzenia,
            pretensje mozna miec tylko do siebie samego i zamiast mendzic partnerowi,
            trzeba sie zastanowic, dlaczego slowo prosze tak kluje w jezyk .
            I daje to mozliwosc zastanowienia sie, czy skarbunio nie zasmakowal w
            nieprasowaniu koszulek i nie zamierza scedowac tego zajecia na kochajaca zone -
            czyz to nie najlepszy dowod milosci? Owszem, gdy on bedzie prasowal moje kiecki.
            I jeszcze jedno - kazdy sam ponosi odpowiedzialnosc za swoje fantazje. Moj maz
            pracowal bardzo ciezko, ale nie mielismy za duzo pieniedzy - sama odnowilam 60
            metrowe mieszkanie, lacznie z tynkami gipsowymi.I nie wymagalam przy tym
            pomocy, chyba ze dowoz materialow czy wywiercenie dziury.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka