Dodaj do ulubionych

Zatroskani rodzice

21.04.09, 20:34
Wiem, że nie jestem jedyna w takiej sytuacji, wiem, że rodzice się martwić
będą zawsze i wszędzie, wiem to wszystko, ale łatwiej wcale nie jest.

Moja mama zwłaszcza wiecznie się martwi. Martwiła się o moje stopnie w szkole
(byłam zawsze w czołówce klasy), martwiła się na studiach, martwi się, czy się
nie ubrałam za ciepło bądź za zimno, martwi się o to, że przytyję (nie mam
nadwagi i nigdy nie miałam), martwi się o to, że na twarzy wyskoczył mi
pryszcz, martwi się o to, że wyskoczy mi pryszcz, jeśli zjem za dużo czekolady
itd.....

Nic się nie zmieniło. Zwracanie uwagi kończy się albo kłótnią albo szantażem
emocjonalnym ("wiesz, że to z miłości"). Mogłabym jakoś przejść nad tym do
porządku dziennego (jakoś...), ale kłopot polega na tym, że mama oczekuje ode
mnie, że będę się z nią dzieliła swoimi troskami i przemyśleniami ("wiesz, że
zawsze ci pomogę i cię wysłucham"). Tyle tylko, że zwierzenie się z
wątpliwości dotyczących pracy zakończyło się taką eksplozją "martwienia się" o
mnie, że powiedziałam sobie "Nigdy więcej". Już jej nie mówię o poważnych
problemach, bo jej troska tak mnie przytłacza, że mój problem staje się
podwójnie ciężki. Nie zmienia to faktu, że ona wciąż się żali, że nic jej nie
mówię, że tracimy kontakt, że nic o mnie nie wie...

Odciąć kategorycznie się nie mogę i nie chcę.
Chcę usłyszeć, że jest magiczny sposób na to, by moja matka zaczęła się
martwić mniej, a przynajmniej ciszej (75% tego, co mówi na głos, mogłaby
zachować dla siebie). Jak jej uświadomić, że ta troska jest po prostu
przygniatająca i jeszcze bardziej utrudnia mi życie? Czy ktoś wie jak to
zrobić i czy chciałby się ze mną tym sekretem podzielić?
Obserwuj wątek
    • ja-27 Re: Zatroskani rodzice 21.04.09, 20:58
      No jedyna nie jestes...
      Ja tez mam mame panikare, ze tak to nazwe...moze o pryszcze sie nie
      martwila, ale tez jak tylko mowilam jej ze cos mnie trapi to spac
      przez to nie mogla...a najgorsze, ze o mojego brata tak sie nie
      martwi tylko o mnie...
      Teraz mam 27 lat, a jej nie przeszlo...

      Tylko, ze ja jestem w innym kraju i z tej racji nie mam takiego
      kontaktu aby jej opowiadac o problemach...ale ogolnie wyprowadzka z
      domu to jest jakies rozwiazanie problemu...TYLKO NIE WIEM ILE MASZ
      LAT...
      Ale jak jeszcze bylam w Polsce to czasami mowilam jej o czyms (co
      nie bylo prawda) taki mamy problemik, ona jako pomagajaca matka
      mowila co powinnam robic...ja niby tak postapilam a ona cieszyala
      sie ze jest pomocna...Wiem, ze to nie jest zbytnio dobra rada, ale
      mi pomagala...
      Ale i tak ja kocham:)
      • fioletowakapusta Re: Zatroskani rodzice 21.04.09, 21:05
        Rodzice mojego chłopaka tacy są. A moi nie...Z mamą kontakt
        sporadyczny, zawsze tak było i zawsze cierpiałam bardzo z tego podu,
        ojciec to bardziejk umpel - wspólne mamy pasje i o tym gadamy,
        wygłupiamy się, ale tak ojciec-córka, rada- wsparcie-pomoc to nie
        jest... I tak źle i tak niedobrze, złoty środek najlepszy
      • stinefraexeter Re: Zatroskani rodzice 21.04.09, 21:18
        Nie mieszkam z rodzicami, a nawet dużą część czasu spędzam zagranicą, ale
        dystans fizyczny tak naprawdę nie ma w mojej sytuacji większego znaczenia.
        Martwienie się dociera do mnie przez morza i oceany..

        Na wymyślanie problemów nigdy nie wpadłam, bo miałam dość swoich. I zawsze jak
        było mi z czymś naprawdę ciężko to szłam do matki, tyle tylko, że poza różnymi
        radami zostawałam jeszcze obarczona jej martwieniem się. Potem ona o moim
        problemie myślała w nocy, w autobusie, w pracy, na zakupach, dzwoniła po kilku
        dniach, dopytywała się jak się czuję i cały czas podkreślała, jak ona bardzo się
        martwi i jakie to nie do zniesienia dla rodzica widzieć, że jego dziecko cierpi,
        a ona nie może mi pomóc. Wynik jest nieodmiennie taki, że stresuję się już nie
        tylko własnym problemem, ale także tym, że moja biedna mama przeze mnie tak się
        zadręcza.
        Doszło do takiej schizy, że zaczęłam podświadomie obwiniać siebie za to, że nie
        jestem szczęśliwa i tym samym zadaję matce ból!

        Ponieważ historia powtarzała się przez całe moje życie, więc musiał w końcu
        nadejść dzień, by powiedzieć DOŚĆ. No i skończyło się dzielenie się troskami z
        matką. Tyle tylko, że to niewiele zmieniło. Ona zaczęła rozpaczać, że kontakt
        między nami się ochładza, że nic o mnie nie wie i przy każdym spotkaniu czy
        rozmowie wypytuje a to o pracę, a to o związek, pyta i pyta.

        Czyli jak nie nadmiar troski, to wścibskość. :(

        A wszystko to okraszone oczywiście sosem wzbudzania we mnie winy (najpierw
        dlatego, że mamę zamartwiam, a teraz dlatego że już nic jej nie mówię).

        Jak sobie z tym poradzić?
        • ja-27 Re: Zatroskani rodzice 21.04.09, 21:38
          O kurcze to ja na to juz rady nie mam...moja mama chyba az tak
          bardzo martwiaca sie nie jest...to, ze wyjechalam z kraju
          pomoglo...bo bardzo rzadko do Polski przyjezdzam...a wiadomo, ze
          przez telefon to trajkotac nie bede...czasem maila napisze...
          Zawsze jej powtarzam, ze skoro nie dzwonie to wszystko jest w
          porzadku...i to do niej w miare dociera...
          Jak wyjechalam to sie martwila, ze tak sama jestem, nowa praca, nie
          do konca perfekcyjny jezyk, pytala jak mieszkanie, jak praca, czy
          juz mam znajomych...teraz troche oslablo jej matrwienie...moze to
          dlatego, ze w maju wychodze za maz...ale na to rady chyba nie ma...
          Bo skoro nie mowiac jej wywolujesz u niej i u siebie jeszcze wieksze
          stresy to nie tedy droga...chociaz nie wiem...nie jestem psychologiem
    • admin.forumowy nie da się chyba ukryć 21.04.09, 21:36
      jesteście dziećmi ,

      dziećmi Waszych rodziców i tak bedzie na zawsze.

      A rodzice , no coż czasami swoja miłościa i nadgorliwościa potrafią położyc
      najlepsze stosunki rodzicielskie.
      • ja-27 Re: nie da się chyba ukryć 21.04.09, 21:42
        Oj potrafia...

        I chociaz cieszy mnie, ze rodzice o mnie mysla...to jeszcze w
        czasach studenckich czasem wolalam aby na chwile zapomnieli...bo
        moja mama to zawsze zadzwonila w najmniej odpowiednim momencie, jak
        zla bylam czy naprawde mnie cos gryzlo i mi wiercila dziure w
        brzuchu... No teraz jest inaczej...
      • stinefraexeter Re: nie da się chyba ukryć 21.04.09, 21:43
        admin.forumowy napisał:

        > jesteście dziećmi ,

        Tyle to i ja wiem.

        >
        > A rodzice , no coż czasami swoja miłościa i nadgorliwościa potrafią położyc
        > najlepsze stosunki rodzicielskie.

        Wiadomo czym jest wybrukowana droga do piekła..
        Pytanie tylko, czy można zminimalizować ten negatywny wpływ rodzicielskiej
        miłości? :(


        • arsmenik Re: nie da się chyba ukryć 21.04.09, 21:47
          na to Ci nie odpowiem , bo pepowine odciąłem w wieku 19 lat i mam względny
          spokój, choc trafia się upierdliwość z jej strony ale nie robie sobie z tego nic
          powaznego.
        • isabella666 Re: nie da się chyba ukryć 21.04.09, 21:49
          hmmm, ja też doświadczam nadopiekuńczości mamy. I to mnie faktycznie
          przytłacza. To zycie moim życiem. Mimo, że starałam się zahamować to
          dosyć wcześnie - nie bardzo się udało, chyba dla świętego spokoju
          nie zawsze się buntuję. Od dawna nie mieszkam z rodzicami ale
          widocznie za blisko :) Moja mama jest zbyt roztargniona aby
          zamartwiać się wszystkimi pryszczami ale nie omieszka go
          zwerbalizować gdy się pojawi - hehe
          • stinefraexeter Re: nie da się chyba ukryć 21.04.09, 22:07
            No właśnie, po co w ogóle są te uwagi o pryszczach? Czy to obawa, że jak
            troskliwa mamusia o tym nie powie, to głupia córka nie zauważy? ;)

            Moja mama też czuje się w obowiązku powiadomić mnie, że wyskoczył mi pryszcz, że
            wyglądam chorobliwie (po chorobie) lub że włosy mi się potargały na wietrze (w
            wietrzną pogodę).
            • isabella666 Re: nie da się chyba ukryć 22.04.09, 17:22
              pewnie też nie masz rodzeństwa....
    • beata-12345 Jest sposób :-) 22.04.09, 17:45
      Zrób sobie dziecko. Wtedy będzie się martwiła o wnuka, a nie o
      Ciebie. ;-) U mnie tak właśnie było ;-)
    • gazetowy.mail Re: Zatroskani rodzice 22.04.09, 18:31
      Nie wiem czy moja mama się martwi o mnie ale ogólnie lubi się
      martwić, przewidywać najgorsze oraz pouczać :-)

      Mieszkamy oddzielnie, przyszłam do niej i gotowałam. Siedzi patrzy i
      mówi, że nie w tym garnku, ze nie przykrylam pokrywą itp. Zapytałam
      więc czy chodzi jej o to żeby ugotowac ziemniaki. Po potwierdzeniu
      powiedziałam, ze ziemniakom obojęte jest czy gotują sie w zielonym
      czy niebieskim garnku - dodałam, że od 10 lat gotuje ziemniaki u
      siebie i jakos mi to wychodzi oraz że gdy będę chciała coś wiedziec
      to zapytam.

      Mieszkanie kupiłam bez jej wiedzy żeby nie gadała, bo ona przecież
      słyszała, że developer zbankrutował i ludzie stracili kasę, że ktoś
      kupił mieszkanie a tam byli zameldowani dzicy lokatorzy itp. czarne
      wizje. Gdy przyszła do kupionego już mieszkania i zaczeła "Ale
      przecież...." powiedziałam, że siedzimy pijemy herbatkę i
      porozmawiajmy o czyms miłym a nie narzekajmy bo własnie dlatego nic
      jej nie mówiłam, żeby tego nie słuchać.

      Teraz zauważam gdy do niej przychodzę, że zachowuje się jak jej mama
      a moja babcia. Zapytałam czy pamięta jak wracała do domu a babcia
      robiła tak i tak. Oczywiście pamietała bo ją to zawsze denerwowalo.
      Więc zapytałam dlaczego robi tak samo.

      Tak powoli odzwyczajam ją od tego narzekania itp pokazując że świat
      równiez jest fajny i trzeba sie cieszyć.
    • nihiru Re: Zatroskani rodzice 22.04.09, 20:00
      Ja mam podobny problem tylko ze swoim ojcem. On co prawda nie narzeka, nie
      zamartwia się na zapas i nie szuka problemów, ale wystarczy że "aktywnie
      pomaga". Jak mu się powie o jakimś problemie (głównie finansowym lub zdrowotnym)
      to będzie dzwonił, dopytywał się po kilka razy, wyszukiwał jakieś pomysły na
      zaradzenie złu, i - co najgorsze - obrażał się, jeśli jego dobre rady nie są
      przyjmowane z entuzjazmem i natychmiast wcielane w życie:)

      można to ograniczyć, ale całkiem wykorzenić się nie da:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka