falaslonca
15.05.09, 11:38
Kilku ich było. Takich najwazniejszych, z którymi coś więcej było w
planach, to trzech. Od dwóch pierwszych to ja odeszłam: z pierwszym (który
chyba najlepszy z nich był- patrząc z perspektywy czasu) było dla mnie za
wcześnie na małżeństwo, nie czułam się gotowa gdy on chciał. Od drugiego
zwiałam po jego kilku nieprzyjemnych scenach zazdrości które mi urządził bez
obiektywnego powodu. Chociaz myślałam, że będziemy rodziną, ale nie dało się
żyć z zazdrośnikiem.
Po 6 latach od rozstania z pierwszym zadzwonił on by się spotkać,pogadaliśmy,
okazało się że już jest żonaty i ma dziecko. Widać było że ciągle coś do mnie
czuje no ale dzieciatych nie tykam. I tak co roku dzwoni od lat pogadać,
zadzwoń, odwiedź nas, spotkajmy się, ale ja na odbieraniu telefów kończę i
unikam spotkań bo po co mi namiętność kusić jak facet mnie zawsze pociągał.
Jego żona to mi powinna choć czekoladki kupic w nagrodę za wstrzemięźliwość.
Drugi były co roku przysyłał życzenia okolicznościowe święta/urodziny smsem a
gdy po 5 latach wysłałam życzenia jako pierwsza od razu zadzwonił by się może
spotkać. I tak nalegał na spotkanie, że wreszcie się zgodziłam. Spotkanie
potwierdziło, że ja nic absolutnie do niego już nie czuję, że nie jest to
człowiek dla mnie i ewoluowałam przez ten czas w innym niż on kierunku, on
niestety odebrał je jako okazję do powrotu, więc kolejny raz musiałam mu jasno
dać do zrozumienia, że intensyfikowania kontaktów nie chcę. Od tej pory smsy z
życzeniami skończyły się. No niech będzie.
Trzeci były. Chyba im później tym gorzej, hehe, a może już mniej jest w kim
wybrać. Okazało się, że mnie okłamywał przez cały związek bo oprócz mnie
jeszcze kogoś miał, a potem kombinował jak koń pod górę by zadowolić
wszystkich nic w życiu nie zmieniając, więc wreszcie trzasnęłam drzwiami,
oddałam się depresji, następnie postawiłam na samodzielnośc którą chwalę sobie
do dziś. Niestety facet nie rozumie co to koniec. Od 4 lat dzwoni, semsuje,
nęka, zaczepia, wydaje mu się że ma do mnie prawa. No i nie wiem... czy może
lepiej jest samej zatruć facetowi życie jeszcze będąc z nim w związku, tak,
żeby sam zwiał ode mnie i potem kontaktów ze mną unikał? Bo jak ja pierwsza
odchodzę to oni potem przez lata czegoś ode mnie chcą... Co myślicie?