Dodaj do ulubionych

No i co ja mam zrobić???

15.06.09, 08:48
Witajcie,
piszę na tym forum po raz pierwszy. Pogubiłam się i szukam kogoś,
kto doradzi, powie co zrobiłby na moim miejscu, nie zbluzgał i wylał
na mnie swój jad...
Mam 27 lat, za 3 miesiące wychodzę za mąż. Wszystko wspaniale, ale
oczywiście musi istnieć jakieś "ale".... Mój narzeczony to dobry
facet, troskliwy, opiekuńczy, jednak nie kocham go, tzn nie kocham
tak jak powinnam. Jest to raczej przywiązanie, przyjaźń i potrzeba
bezpieczeństwa. Nie ma ognia, pożądania i emocji. Wiem, wiem.
Związek przechodzi różne stadia i nie zawsze mogą być motyle w
brzuchu :) Ale u mnie tych motyli zabrakło także na początku naszego
bycia razem.
Nasze współżycie jest gorzej niż tragiczne. Pod tym kątem nie
różnimy się jak ogień i woda. Łóżko kończy się moimi łzami i
frustracją... Już nie mam sił.
I jak ja mam zostać jego żoną? Jak ja mam być szczęśliwą mężatką,
kiedy każdy dzień pogłębia pustkę w sercu i powoduje, że staję się
coraz bardziej obojętna na zycie, które przemyka obok mnie?
Co zrobić? Czy może z biegiem czasu uda się pogodzić w sobie
skłócone bieguny?
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 09:13
      A po co wychodzisz za mąż? Przecież nie masz takiego obowiązku!
      Tak samo, jak nie musisz uprawiać seksu na siłę.

      Czy zamierzasz wyjść za mąż, dlatego, że "tak wypada"?

      Zakończ ten związek, dopóki nie wpakowałaś się w macierzyństwo.
    • just-for-fun Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 09:13
      Nie uda się, nie łudź się. Nie pojmuje do końca jak możesz wychodzić
      za mąż za kogoś kogo nie kochasz tak jak chcesz? czy to z rozsądku?
      czy ze strachu przed samotnością?
      Ja nie pakowałabym sie w związek gdzie nie ma motylków na początku,
      w którym pożądanie i emocje nie wsytępują, gdzie współżycie się nie
      układa. Po co? Trzeba mieć odwagę w życiu!
      Związek ma ta pustke wypełniać, sprawiac, że chce się żyć. Kochany,
      a potem mąż powinien być przyjcielem i kochankiem. Kimś kto zawsze
      jest blisko, pomaga i dzieli z Tobą troski i radości.
      Przykro mi, ale ja na Twoim miejscu porozmawiałabym z nim i
      wytłumaczyła co jest, jak wygląda twoje uczucie. A myslę, że
      najlepszym wyjściem jest odłożenie ślubu.
      • kremniveaa Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 10:55
        Inni czuli te magiczne motyle i tez nic z tego nie bylo.
        Moze rozsadek da ci wiecej, niz motyle.

        A co do seksu, to...sa inni od tego.
        Wszystko zalezy od ciebie.
    • suzi26 Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 09:16
      odłóż ślub na pół roku, zobacz czy coś sie zmieni, nie ma sensu się
      w to pakować. Będzie tak samo jak dotej pory albo jeszcze gorzej.
      Pomyśl,że zajdziesz w ciąże i dopiero się sypnie sex.
      Poczekaj jeszcze, ślub przed 30-tką to nie najlepszy pomysł.
    • carinica011 Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 09:16
      a po co się w to ładowałaś? chyba nikt cię do niczego nie zmuszał.
      nic ci nie bedę radzić, bo zawsze mnie zastanawiają takie posty... nie rozumiem
      po co brnie się w coś, co nie dość, że nie daje szczęścia to jeszcze powoduje
      cierpienie.
      zastanów się sama, zrób sobie rachunek sumienia i nie rań tego człowieka oraz
      ewentualnych dzieci, bo szczęśliwą rodzinką to wy raczej nie będziecie a po
      ślubie nic się nie zmieni, bo nigdy się nie zmienia.
      • horpyna4 Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 09:45
        Po ślubie to się często zmienia, ale tylko na gorsze.
    • alpepe rozpędzić się i huknąć baranka! 15.06.09, 09:50
      Polska, póki co, to nie Iran, byś była przymuszana do małżeństwa. Skonsumowałaś
      związek, wiesz, że Ci się nie podoba, to sruu, spadaj.
      A baranek na głupotę wprawdzie nie pomoże, ale przypomni Ci, że masz głowę i że
      trzeba myśleć.
      • carinica011 mój tata powiada.... 15.06.09, 13:00
        kup sobie koło i walnij się w czoło.

        alternatywa dla baranka ale wydźwięk ten sam.
    • majeczka_27 Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 10:21
      Moim zdaniem powinnaś się z nim rozstać. Kulturalnie, tłumacząc co i jak. W tej
      chwili wymaga to nie lada odwagi, bo pewno już przygotowania do ślubu daleko
      posunięte, presja rodziny, znajomych, etc. Ale za jakiś czas, jak poznasz
      kogoś, kogo naprawdę pokochasz i będzie między Wami to "coś", stwierdzisz, że to
      była najlepsza decyzja w Twoim życiu.
      Ja miałam taką sytuację, tylko że jeszcze o ślubie nie było mowy. Pewnego dnia
      obudziłam się i stwierdziłam, że go nie kocham i szkoda mi czasu na taki
      związek. Teraz jestem z facetem, co do którego mam pewność, że chcę się z nim
      zestarzeć, chcę przejść z nim całe życie razem.
    • anne_mike Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 10:41
      kochana, twoj post to jakby o mnie... moze z ta roznica, ze jestem
      juz zareczona, ale daty slubu jeszcze nie ustalilismy. i z tego
      powodu co ty odwlekam ta decyzje, ale juz chyba bez nadziei, ze
      bedzie lepiej. jestesmy ze soba prawie 8 lat, moj pierwszy i jedyny
      partner. w lozku nigdy miedzy nami nie iskrzylo, a z czasem jest
      coraz gorzej. nie ma tej chemii, pociagu ani dopasoania po tylu juz
      latach. najczesciej seks konczy sie moimi lzami i jego frustracja.
      moj facet jest bardzo dobrym, troskliwym, opiekunczym i oddanym
      partnerem. ale nasze temperamenty niestety sie nie zgadzaja. i chyba
      tak jak ty stoje teraz przed dylematem. tyle lat spedzonych razem,
      przezyte chwile, fakt ze mozemy na sobie polegac, ze sie szanujemy i
      cieple uczucia miedzy nami. to wszystko wiaze, ale niestety sfera
      intymna oddala nas od siebie, na ironie... probowalismy 2 lata
      terapii, wzmozonych prob, dlugiej abstynencji i nie wiem czego
      jescze. z czasem robi sie coraz gorzej... i nie chce zaczynac calej
      szopki z przygotowaniami slubu, wiedzac ze w tak powaznej sprawie
      zwyczajnie nie dziala.
      nie potrafie ci doradzic, chcialam tylko ci napisac, ze nie ty jedna
      masz taki dylemat...
      a ile wy jestescie razem? czy probowaliscie o tym rozmawiac?
      przeciez twoj narzyczony tez musi czuc, ze nie jest ok.
      moj powiedzial, ze jemu tez nie jest ze mna dobrze w lozku, ale ze
      mnie tak kocha, ze jest w stanie zyc z taka sytuacja.
      nie wiem, no nie wiem co zrobic...

      pozdrawiam!
    • michunia Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 10:42
      daj sobie z tym slubem czas, sprobuj w tym czasie popracowac nad lozkiem, zeby
      cos zmienic zamiast biadolic i poplakiwac,
      w przeciwnym razie dolaczysz do grona zdradzanych malzonek
    • ultraviolet6 Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 10:48
      Na świecie jest wielu dobrych i troskliwych facetów. Nie trzymaj się
      kurczowo tego, z którym nie jest Ci dobrze pod żadnym innym względem.
      Ani go nie kochasz, ani nie jest Ci z nim dobrze w łóżku. Nie wróżę
      Waszemu związkowi świetlanej przyszłości z happy endem.
      Ale mam wrażenie, że boisz się samotności i dlatego uważasz, że
      lepszy rydz niż nic. Ale to na dłuższą metę nie działa...
      • anne_mike Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 10:52
        to co piszesz jest prawda, tylko wiem ze z punktu widzenia autorki
        trudnojest to dostrzec, a tym bardziej zdobyc sie na taka decyzje.
        szczegolnie, jezlei druga strona jest zaangazowana i kocha...
        • ultraviolet6 Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 10:55
          Wiem, zdaję sobie z tego sprawę. Ale bycie z kimś z litości (w
          sensie: tylko dlatego, że ta osoba cierpiałaby po rozstaniu) i jest
          jedną z najgorszych rzeczy jaką można drugiej osobie zrobić. To jest
          po prostu oszustwo.
          • anne_mike Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 11:05
            zgadzam sie z toba, ale tez domyslam sie ze autorka cos do swojego
            faceta czuje. jakis inny rodzaj milosci, ale nie jest jej to osba
            obojetna, wiec to nie takie proste. czasami ludzi laczy o wiele
            wiecej niz dobry seks i wtedy trudno podjac decyzje na bazie tego
            jednego czynnika...
            • fotofirma Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 11:52
              to samo łączy co z ulubionym czajnikiem przywiązanie i bezpieczeństwo że zawsze
              będzie ciepła herbatka -
              ale czy warto rezygnować z motylków i powera miłości? dla mnie nie warto - ale
              każdy wybiera sam
    • fotofirma Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 11:50
      nie wychodź za niego- bo po co?
    • ygawa81 Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 12:39
      Wyjdziesz za niego bez miłości i co najwyzej za kilka miesięcy lub
      rok bedzie miała statut " rozwódka" bez urazy dla rozwodników-ale ty
      to robisz świadomie. Świadoma jesteś ze miłość między wami nie jest
      taka jak powinna być..

      Po ślubie czasu nie cofniesz, za chwilę możesz zrobić krok za daleko
      i żałować tego kroku do końca życia.

    • ingried_mol Re: No i co ja mam zrobić??? 15.06.09, 13:05

      ka.r,
      Jezeli jestes faktycznie przekonana, ze go nie kochasz, no to slub
      niemam najmniejszego senu! Chyba, ze wchodza jakies inne
      okolicznosci w rachube, o ktorych nie piszesz...
      Zastanow sie, jak bylo na poczatku waszego zwiazku? Moze na poczatku
      byla namietnosc, tylko teraz przygasla? Moze wtedy warto by sie
      zastanowic, czy mozna nad tym pracowac. Jezeli jednak nigdy Wam nie
      wychodzilo i nigdy sie nie pociagaliscie, to juz co innego...
      problem wtedy bedzie narastal z czasem.

      Trzymaj sie!

    • twojabogini podjąć decyzję 15.06.09, 14:24
      Najpierw odpowiedz sobie na pytanie, czym jest miłość. Odrzuć to co
      jast aktualnie lansowane: superseks i fajerwerki emocjonalne.
      Zakochaniem? "Motyle w brzuchu" zdarzają się na początku, potem już
      rzadziej. Fakt, że jeśli wystapią, cementuje to związek, jest do
      czego wracać w trydnych chwilach. Ale i związki z motylami się
      rozpadają...
      Współżyciem seksualnym? W dużej mierze tak. Miłość fizyczna
      cementuje związek. Zdarza się jednak, że z jakiś powodów jeden z
      partnerów nie może współżyć, albo nie odczuwa satysfakcji. Nie
      wyklucza to uczucia miłośći.
      Odpowiedzialnością? Tak.
      Sądzę, że miłość małżęńska to nie emocja, ale decyzja aby z kimś
      być, dbać o jego dobro, tworzyć z nim rodzinę. taką decyzję
      podejmujesz raz i utrwalasz się w niej każdego dnia. To ciężka
      praca. W dzisiejszych czasach decyzję taką podejmuje się ze względu
      na emocje. To dobre, bo daje solidne podstawy związku, ale
      niekonieczne.
      Ważna jest uczciwość. Czy jesteś pewna, że jesteś w stanie dochować
      wierności swojemu przyszłemu partnerowi? Czy jesteś pewna, że kiedy
      spotkasz miłość i poczujesz motyle w brzuchu, zignorujesz to uczucie
      i zostaniesz przy swoim mężu? Jeśli tak - to w porządku.
      Jeszcze jedna kwestia - uczciwość to jeden z filarów małżeństwa.
      Powinnaś porozmawiać z mężem, tak aby pozostawić mu wolnośc wyboru.
      Może on dopuszcza tylko małżęństwo z miłości i chciałby byc
      kochany? A może nie?
      Jeśli boisz się tej rozmowy, tego, że w jej efekcie mogłoby nie
      dojść do ślubu, to zastanów się nad przyczyną lęku:
      - presji rodziny, znajomych - zły powód, to chęć uniknięcia
      konfrontacji ze skutkami swoich działań, nawet za cenę dużo
      większych strat - nie wolno być tchórzem!
      - skutków finansowych (bez obrazy, nie napisałaś o przyczynach, dla
      których chcesz poślubić tego człowieka) - to obrzydliwe, nie powinno
      się tak instrumentalnie traktować kogoś, dla kogo powinno być się
      najbliższą osobą,
      - zniknięcia z twojego życia narzeczonego - być może go kochasz,
      tylko jesteś pod wpływem komedii romantycznych, koncepcji
      lansowanych przez TV i czasopisma - i oczekujesz nierealnych rzeczy.
      Możesz też przeżywać lęk w związku ze zmianami jakie zajda w twoim
      zyciu i nie dopuszczać do siebie emocji, tak na wszelki wypadek, aby
      nie zostać zranioną. Problem niedopasowania w łóżku jest naprawdę
      rzadki, więc skoro nie jest w nim dobrze, to da się poprawić? Chyba,
      że czujesz do mężą obrzydzenie, odrzuca cię na jego widok...
      Jeszcze jedna sprawa, jeśli pomimo przeszkód zdecydujesz się na ślub
      bez mocnego postanowienia trawnia w małżeństwie całe zycie - weź
      tylko slub cywilny. Ślub kościelny jest trudno uniewaznić, a dla
      twojego męża lub jego przyszłej partnerki może to mieć istotne
      znaczenie.
      Pozdrawiam,

      • ingried_mol Re: podjąć decyzję 15.06.09, 14:49
        > Problem niedopasowania w łóżku jest naprawdę
        > rzadki, więc skoro nie jest w nim dobrze, to da się poprawić?

        Mysle, ze to nie jest wcale rzadkie! Czesto przyczyna rozpadow
        zwiazkow jest niedopasowanie, maskowane problemami zastepczymi.
        Czsami niedopasowanie wynika to z roznic temperamentow, potrzeb, czy
        pojmowania cielesnosci... Wbrew pozorom, to wazny element budowania
        bliskosci w zwiazku i zaciskanie zebow na sile, by dotrzymac
        wiernosci nie wrozy niczego dobrego. Raczej frustracje i
        nizadowolenie...
        • twojabogini Re: podjąć decyzję 15.06.09, 15:33
          ingried_mol napisała:

          > > Problem niedopasowania w łóżku jest naprawdę
          > > rzadki, więc skoro nie jest w nim dobrze, to da się poprawić?

          > Mysle, ze to nie jest wcale rzadkie! Czesto przyczyna rozpadow
          > zwiazkow jest niedopasowanie, maskowane problemami zastepczymi.

          Z moich obserwacji wynika coś zupełnie odwrotnego, problemy w
          związku przyczyniają się do problemów w łóżku i powstaje błędne
          koło. czasem tez jest tak, ze jeden z partnerów ma problem ze sobą,
          ze swoją seksualnością i problem ten wychodzi w łóżku. Zdarza się
          też skrajne niedopasowanie, np. że jeden z partnerów maskuje swoje
          upodobania seksualne, których patnerka nie jest w stanie zaspokoić
          (np. mężczyzna jest gejem, podnieca go tylko oglądanie panieniek
          albo przemoc)
          > Czsami niedopasowanie wynika to z roznic temperamentow, potrzeb,
          czy pojmowania cielesnosci...

          Wtedy, z wyjątkiem bardzo skrajnych różnic, jest to do przejścia.


          >Wbrew pozorom, to wazny element budowania bliskosci w zwiazku

          Z tym jak najbardziej się zgadzam. Ale nie jest on konieczny dla
          wszystkich ludzi...

          >i zaciskanie zebow na sile, by dotrzymac
          > wiernosci nie wrozy niczego dobrego.
          >Raczej frustracje i
          > nizadowolenie...

          Oczywiscie, ze tak. Dlatego napisałam, że trzeba podjąć decyzję i
          uczciwie sobie odpowiedzieć, czy będzie w stanie dochować wierności.
          M.in. chodzi o to, czy nie przysporzy jej to zbyt dużo problemów. Po
          co unieszczęśliwiać się na siłę?
    • iwona334 najdurniejsze pytanie dnia... 15.06.09, 14:39
      ka.r napisała:
      Czy może z biegiem czasu uda się pogodzić w sobie
      > skłócone bieguny?

      NIE DA SIE
      za najdurniejsze pytanie dnia nalezy Ci sie jednak medal :)
      www.titoville.com/images/odlik-red-lenina.jpg

      _______________________________________
      2.ga zasada Newtona :

      Cialo raz puszczone w ruch puszcza sie dalej samo.
    • anne_mike autorko, cos postanowilas? 17.06.09, 13:48
    • mikapika Re: No i co ja mam zrobić??? 17.06.09, 14:41
      mowisz ze na początku związku tez nie czulas motyli,nie bylas w nim nigdy
      zakochana-wiec po co w ogole w tym trwalas?nie rozumiem związku opartego tylko
      na przyjazni.. Radzę nie decydowac sie na slub bo po co?
      i czy w ogole twoj narzeczony zna stan rzeczy? wie ze go nie kochasz i nigdy nie
      kochalas,nigdy nie pożądalas? bo jesli on tego nie wie,a ty wyjdziesz za niego
      za mąż,to oszukasz go! porozmawiaj z nim,powiedz mu to co nam tu napisalas. A
      potem wspolnie sie zastanowcie co dalej. Ale na pewno fakt,ze on stanie sie
      twoim meżem a ty jego żona nie spowoduje wybuchu uczucia..a malzenstwo bez
      pozadania,bez udanego sexu-no cóż..sama widzisz jak to brzmi:/
    • jack20 Re: No i co ja mam zrobić??? 17.06.09, 14:58
      "Wszystko wspaniale, ale oczywiście musi istnieć jakieś "ale".."
      tzn wspaniale czy do d...?
      Raczej to drugie, bo pakujesz sie w sytuacje z ktorej jedynym
      logicznym wyjsciem bedzie jak najszybszy rozwod.
      Cudow nie ma. Z tej maki milosci nie ma nie bylo i nie bedzie.
      Pozyjecie troche jak spetani a w koncu w najlepszym wypadku
      bedziecie sie traktowac jak dwie obce osoby ktore wiaze tylko
      mieszkanie pod jednym dachem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka