terminatorrka
03.08.09, 01:14
Mam dosyć cięty język i czasami jak chlapnę to potem się zaczynam zastanawiać
czy warto było.
Mam naprawdę fajnego faceta, dobrze nam razem, ale jak w każdym związku czasem
następuje różnica zdań. Obecnie jedyny i najpoważniejszy konflikt dotyczy
mieszkania po ślubie.
Jego rodzice mieszkają w domku jednorodzinnym, dużym. Mają tam 5 sypialni,
salon, jadalnię, dwie kuchnie, ogromny ogród. Mieszkają tam sami bo druga
córka wyjechała z mężem do innego miasta. Nalegają abyśmy po ślubie
zamieszkali razem. Twierdzą, że jedna kuchnia będzie dla nas a im będzie
łatwiej bo sami już nie dają rady utrzymać tego domu. Warunki byłyby tam
świetne, to fakt. Rodzice mojego chłopaka to mili u kulturalni ludzie. On
mieszka z nimi, nie widzi potrzeby wyprowadzenia się z domu mimo, że sam się
utrzymuje.
Ja od 5 lat mieszkam sama, kupiłam kawalerkę (nie ukrywam, rodzice pomogli -
dali mi ok 40%), ale generalnie jestem samodzielna od tego czasu i jakoś nie
wyobrażam sobie zamieszkania z teściami nawet w tak dużym domu.
Chciałabym sprzedać kawalerkę i kupić większe mieszkanie do którego
wprowadzilibyśmy się po ślubie. Mój chłopak nie chce jednak mieszkać w bloku.
Uważa, że to porażka, nigdy nie wiadomo na jakich sąsiadów się trafi itd. i
generalnie chce, żebym się wprowadziła do jego domu rodzinnego.
Mieliśmy dużo rozmów rzeczowych, starć na argumenty. Generalnie ja swoje - on
swoje. Brak kompromisu. Dzisiaj znowu temat wrócił. Argumenty się pokończyły,
zaczęła się przepychanka. W końcu nazwałam go maminsynkiem i powiedziałam, że
jak nie zamierza zbudować własnego domu, zasadzić sam drzewa to może jeszcze
rodziców poprosi o pomoc w spłodzeniu syna?! Potrzebuję mężczyzny, a nie
trzymającego się maminej spódnicy synalka i kazałam mu podjąć decyzję czy chce
być mężczyzną i głową rodziny czy synkiem swoich rodziców. I żeby się szybko
zastanawiał, bo ja nie chcę tracić czasu na związek bez przyszłości i
chciałabym zacząć poszukiwania bardziej samodzielnego kandydata na męża.
Teraz sama nie wiem. Na pewno go uraziłam. Głupio mi.
Finał jest taki, że oczywiście pojechał do domu. Czy przesadziłam?