Dodaj do ulubionych

Problem z rodzicami, już nie mam siły!

03.08.09, 19:02
Mam 20 lat, ale zamiast na studia niestety dopiero zdałam do 4 klasy
technikum. Opóźnienie to wzięło się stąd, że jako dziecko nie mieszkałam w
Polsce i po powrocie miałam kłopoty w szkole, bo nie nadążałam z programem, po
prostu wielu rzeczy z lekcji nie rozumiałam. Teraz juz jest ok.

Mimo mojego wieku moja Matka ciągle traktuje mnie jak dziecko. Mimo, że od 2
lat mam dowód, nie mam własnej kasy i muszę żyć pod dyktando rodziców, a oni
mi na nic nie pozwalają!

Przykładowo, są wakacje, pomagam ojcu w firmie. Chciałabym pojechać gdzieś na
wakacje. W przyszłym roku matura, dobrze byłoby odpocząć. Chciałam pojechać z
moim chłopakiem, jego bratem i dziewczyną brata na 3 tyg pod namiot. Wyjazd
byłby tani - na wszystko, włącznie z zakupem niektórych sprzętów (nie mam np
śpiwora) wyliczyłam, że potrzebuję nie więcej niż 500-600 zł. Rodzice się nie
zgodzili! Powiedzieli, że mogę wyjechać na obóz chrześcijański (koszt
1500zł!), albo nad morze do ciotki nawet do końca wakacji. Ale ja nie chcę.

Teraz pracuję u ojca w firmie, zapytałam, czy mi da za to jakąś ekstra kasę.
Odpowiedział, że zabierze mnie do centrum handlowego i kupię sobie ciuchy i
książki jakie będę chciała. Ale ja nie chcę ciuchów. Chcę spędzić wakacje z
moim chłopakiem bez ciotek, księży i rodziców.

Załamka. Mój chłopak wie, jacy są moi rodzice i w sytuacji tego wyjazdu
którego oni nie chcą zaakceptować nawet do mnie do domu nie przychodzi. Wysłał
mi dziś smsa żebym się wyrwała z firmy na godzinkę i się spotkaliśmy na rynku.
Tam pokazał mi kupioną karimatę i śpiwór dla mnie. Powiedział, że pożyczył 400
zł od brata i da radę opłacić cały wyjazd. Najwyżej kiedyś mu oddam w ratach.

Ucieszyłam się bardzo, ale teraz nie wiem co robić? Spakować się i po prostu
pojechać? W sumie możemy jechać jutro jak chcemy. Mogę się spakować szybko w
nocy i wyjść nad ranem zostawiając tylko wiadomość dla rodziców, że wrócę za 3
tygodnie. Wiem, że ich nie przekonam, ale strasznie nieprzyjemnie z tego
powodu. Co robić?

Z tego wszystkiego wcale nie chcę iść na studia, tylko od razu do pracy i
potem może zaocznie coś robić.Ojciec chce mnie zatrudnić u siebie, ale wiem
jak to będzie - kontrola totalna. Marzę o jak najszybszym wyrwaniu się z domu,
choćby do Londynu (angielski to mój pierwszy język). Jeszcze rok, jeszcze
tylko rok!
Obserwuj wątek
    • jacek1982 Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:10
      lepiej nie ryzykuj tatus odetnie dostep do kasiorki i nie bedzie na waciki :D:/
      • swinia_i_cham jak odetnie jak nic nie daje?? 04.08.09, 17:47
        Dlaczego pomagasz mu w firmie jak nie daje kasy? Co to kurna jest? Ja podejrzewam że pojechałbym w pizdu na wakacje sam w takiej sytuacji, niech starzy siwieja z nerwów jak traktują mnie jak swoją własność, a nie dorosłego człowieka. Albo spakować się, POWIEDZIEC ze jedziesz i niestety nie mają nic w tym temacie do powiedzenia bo jesteś dorosła. Swoje rzeczy wcześniej zabunkrowałbym u faceta, coby starsi w przypływie zemsty nie chcieli ulubionych jeansów spalić

        Wyjaz kościelny - dobre sobie....

        Idź na studia - nie daj sobie tego odebrać. Jak masz dobry język powinnaś móc znaleźć prace w większym mieście (Kraków/Warszawa/Wrocław) i studiować zaocznie. Szkoda czasu na odwlekanie nauki...

    • vandikia Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:11
      Faktycznie masz rodziców, którzy chcą postawić koniecznie na swoim.
      Tyle, że samo posiadanie dowodu osobistego nie czyni człowieka
      dorosłym :)
      Nie chcą puścić, bo co? Nie podoba im się chłopak? Są
      konserwatywnymi chrześcijanami? Jeśli tak, to nie możesz mieć do
      nich w sumie pretensji dopóki pozostajesz na ich utrzymaniu, to ich
      reguły są regułami panującymi w domu - chociaż powinni wysłuchać
      Twoich racji, być bardziej elastyczni.

      Ja kiedyś wyszłam po prostu z domu, byłam zbyt zakochana żeby bać
      się konsekwencji :) Na szczęście moi rodzice bardzo się zmienili
      ostatnio ale ja też. I dopiero teraz właściwie po 4 latach
      wyprowadzki z domu mamy dobre, udane i przyjazne bardzo relacje.
      Więcej przyjazni, mniej formalnosci ze tak to nazwę.
    • mason_i_cyklista Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:13
      sorry, ja wiem, że bunt jest fajny, a ucieczka z chłopakiem na wakacje to
      "niezły wypas" ale trochę przesadzasz.

      Rodzice wprawdzie powinni Cię puścić w tym wieku, ale jest druga strona medalu:
      mieszkasz u nich, żywisz się za ich pieniądze. na studiach się to zmieni, ale
      póki nie skończyłaś technikum to jesteś na ich terenie i to oni ustalają zasady.
      Zresztą kiedyś im za to podziękujesz, bo takie wychowanie wprawdzie nie należy
      do modnych i szczególnie przyjemnych dla zainteresowanych, ale zostawia po sobie
      trwałe i pozytywne efekty - trzeba zagryźć zęby i to przejść.


      Marzenia o ucieczce z domu świadczą tylko o nieodpowiedzialności

      CytatWyjazd
      > byłby tani - na wszystko, włącznie z zakupem niektórych sprzętów (nie mam np
      > śpiwora) wyliczyłam, że potrzebuję nie więcej niż 500-600 zł. Rodzice się nie
      > zgodzili! Powiedzieli, że mogę wyjechać na obóz chrześcijański (koszt
      > 1500zł!), albo nad morze do ciotki nawet do końca wakacji. Ale ja nie
      chcę.

      nic dziwnego, że się nie zgodzili - tu nie chodzi o kasę tylko o zasady.


      co do pracy i studiów - wystarczy ze wyrwiesz się na nie do innego miasta - to
      już da Ci wystarczającą dozę wolności, nie trzeba zaraz uciekać na drugi koniec
      świata i brać się za byle jaką pracę, byle z dala od rodziców. Wykształć się
      najpierw porządnie, na pracę jeszcze przyjdzie czas w Twoim życiu.
      • vandikia Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:15
        zbytnia tresura i zbyt sztywne wychowanie na pewno nie przynoszą
        pozytywnych efektów
        • mason_i_cyklista Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:19
          nie mówię o tresurze tylko o zasadach. partnerstwo - ok, ale w takim przypadku
          wszystko powinno opierać się na rozmowie, a nie na faktach dokonanych w stylu
          ucieczka z domu. Zresztą trudno z tego postu jednoznacznie stwierdzić czy to
          tresura czy emocje autorki ustawiają rodziców w takim świetle. Ja się nie dziwie
          że rodzice mają opory przed wysłaniem swojej córki na 3 tygodnie pod namioty z
          chłopakiem. Ty chyba też nie, prawda?
          • enith Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:26
            > że rodzice mają opory przed wysłaniem swojej córki na 3 tygodnie pod namioty z
            > chłopakiem. Ty chyba też nie, prawda?

            Z całym szacunkiem, ale my mówimy o DOROSŁEJ 20-letniej kobiecie, która chce jechać pod namiot z swoim partnerem, a nie 14-latce, która się musi rodziców pytać o zgodę. Dziewczyna, jeśli chce, może jechać na te wakacje i jeśli zechce, może sypiać ze swoim partnerem, a rodzicom guzik do tego. Czy tobie, jak miałeś 20 lat, mamusia też mówiła, że już wolno ci sypiać z dziewczyną czy jak spędzać wakacje?
            • mason_i_cyklista Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:33
              ta DOROSŁA dziewczyna na chwilę obecną ma podstawowe wykształcenie i jeśli
              zaciąży, nie skończy tego technikum to dokładnie z takim pozostanie. poza tym
              jest na utrzymaniu rodziców, więc pełnoletność też nie jest tutaj argumentem. to
              że z prawnego punktu widzenia jest dorosła nie oznacza, że może robić co zechce.

              Znaczy może, ale pod warunkiem przyjęcia na siebie wszelkich skutków takiego
              postępowania. łącznie z tym, że po ucieczce to od jej rodziców będzie zależało
              czy będzie miała gdzie mieszkać - w końcu oni też nie mają obowiązku łożyć na tą
              20-letnią DOROSŁĄ kobietę, tak jakby była 14-latką. łańcuchem do kaloryfera
              przecież jej nie przypięli.
              • enith Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:39
                > czy będzie miała gdzie mieszkać - w końcu oni też nie mają obowiązku łożyć na t
                > ą
                > 20-letnią DOROSŁĄ kobietę, tak jakby była 14-latką. łańcuchem do kaloryfera
                > przecież jej nie przypięli.

                I tu się właśnie mylisz. Rodzice mają PSI OBOWIĄZEK utrzymywać dziecko, dopóki się uczy i nie ukończy 26 roku życia. Autorka wątku ma 20 lat i uczy się, więc rodzice pod ten obowiązek podpadają, czy im się to podoba, czy nie.
                • sundry Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:43
                  Zacytuj przepis prawa,mówiący o 26 roku życia.
                  • enith Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 20:17
                    Prawo nie określa górnej granicy wieku, w którym wygasa obowiązek alimentacyjny względem uczącego się dziecka. Określa to doktryna:
                    "„...Dziecku, które podjęło wyższe studia, przysługuje w stosunku do rodziców roszczenie alimentacyjne, w zasadzie do ich ukończenia."
                    Wyrok Sądu Najwyższego – Izba Cywilna z dnia 17 grudnia 1976 r.III CRN 280/76, OSPiKA 1977/11-12 poz. 196)
                    • lacido Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:55
                      enith napisała:

                      > Prawo nie określa górnej granicy wieku, w którym wygasa obowiązek alimentacyjny
                      > względem uczącego się dziecka. Określa to doktryna:
                      > "„...Dziecku, które podjęło wyższe studia, przysługuje w stosunku do rodz
                      > iców roszczenie alimentacyjne, w zasadzie do ich ukończenia."
                      > Wyrok Sądu Najwyższego – Izba Cywilna z dnia 17 grudnia 1976 r.III CRN 28
                      > 0/76, OSPiKA 1977/11-12 poz. 196)

                      jasne tylko jak dziecko podczas studiów ma 2 dziekanki i masę "warunków" to
                      chyba jasne że o nie o naukę chodzi, inaczej to do 40-ki musieliby płacić ;)
                      • enith Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:04
                        Autorka wątku nie ma 2 dziekanek, masy "warunków", ani 40 lat. Ma 20 lat, uczy się i rodzice muszą ją utrzymywać. I to tyle w temacie.
                        • lacido Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:18
                          może nie zauważyłaś ale odniosłam się do Twojej wypowiedzi, nie zawsze rodzice
                          mszą robić to co napisałaś - tyle w temacie
                  • alienka20 Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 04.08.09, 14:34
                    Choćby z ustawy o szkolnictwie wyższym można to wyczytać:
                    "Za rodzinę studenta uważa się osoby, z którymi student zamieszkuje i pozostaje
                    we wspólnym gospodarstwie domowym. W szczególności do rodziny studenta zalicza się:
                    a) studenta,
                    b) małżonka studenta,
                    c) rodziców studenta,
                    d) dzieci studenta i jego małżonka - do ukończenia 26 roku życia, jeżeli 26 rok
                    życia przypada w ostatnim roku studiów - do ich ukończenia oraz dzieci
                    niepełnosprawne bez względu na wiek,
                    e) dzieci rodziców studenta pozostające na ich utrzymaniu i pobierające naukę
                    - do ukończenia 26 roku życia, jeżeli 26 rok życia przypada w ostatnim roku studiów
                    - do ich ukończenia oraz dzieci niepełnosprawne bez względu na wiek."
                    Poza tym osoba, która się uczy może wliczać się do ukończenia 26 roku życia do
                    rodzinnego ubezpieczenia zdrowotnego, oraz do w/w wieku korzystać z ulg i zniżek
                    studenckich na komunikację zbiorową, uczniowie szkół średnich mają taką
                    możliwość do 24 roku życia.
                    Myślę, ze to dość przekonujące przykłady.
                • vandikia Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:56
                  Rodzice mają obowiązek alimentacyjny względem dziecka dopóki się
                  uczy i dopóki jest niepełnoletnie. W momencie gdy dziecko może
                  podjąć pracę zarobkową i ukończyło 18 lat rodzice nie mają obowiązku
                  alimentacyjnego. Przynajmniej tak wynika z artykułów, które na ten
                  temat czytałam.
                  • mason_i_cyklista Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 20:04
                    tzn jest jeszcze jakiś tam zapis że jeśli dziecko wykazuje specjalne zdolności
                    predysponujące je do skończenia studiów to obowiązek ten jest przedłużony do
                    czasu ukończenia studiów. z tym że zarówno o zasadności jak i wysokości
                    alimentów decyduje u takiej osoby sąd, więc psi obowiązek nie taki znowu psi jest.
                  • enith Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 20:22
                    Błędne jest przekonanie, że obowiązek alimentacyjny względem dziecka wygasa z chwilą osiągnięcia przez to dziecko pełnoletności. Wg art. 133 KRiO, rodzice obowiązani są utrzymywać dziecko, dopóki ono samo nie jest się w stanie utrzymać. Jak 18-latek, będący w liceum ma się sam utrzymać? Jak 20-latka na studiach, dajmy na to, medycznych, ma się samodzielnie utrzymać?
                  • 0ffka Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:08
                    vandikia napisała:

                    > Rodzice mają obowiązek alimentacyjny względem dziecka dopóki się
                    > uczy i dopóki jest niepełnoletnie.

                    dodam dopóki uczy się dziennie.
                    Jeśli pana skończy w wieczorówce to sama powinna się utrzymywać; poza tym jest
                    już PEŁNOLETNIA. Ma 20 lat.
                    • ritsuko Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:27
                      www.serwisprawa.pl/porady_prawne,83,992,obowiazek_alimentacyjny_trwa_tak_dlugu_jak_sad_nie_orzeknie_o_ustaniu_tego_obowiazku
                      Proszę miłe Panie, sprawa chyba jasna... Do tego alimenty na rodziców również
                      istnieją :). Raczej jednak sąd się przychyla do wniosku o alimenty jeśli dziecko
                      chce się uczyć, mimo, że jak sądzę autorka alimentów od rodziców i tak nie chce :)
              • 0ffka Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:06
                mason_i_cyklista napisał:

                > ta DOROSŁA dziewczyna na chwilę obecną ma podstawowe wykształcenie i jeśli
                > zaciąży, nie skończy tego technikum to dokładnie z takim pozostanie.

                Dokładnie o to chodzi jej starym.
                Chcą mieć w przyszłości córkę o podobnym sobie statusie społecznym.
              • swinia_i_cham Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 04.08.09, 17:49
                > w końcu oni też nie mają obowiązku łożyć na tą
                > 20-letnią DOROSŁĄ kobietę

                mają. Prawny. Jeżeli odmówią to ona może ich do sądu o alimenty podać. Jeżeli dziecko się uczy (do bodajże 26go roku życia) to mają obowiązek zapewnić mu byt. A nie mają prawa odmówić zakwaterowania, żywienia i odziania dlatego, że pojechała na wakacje gdzie chciała
          • wkurzona.na.wszystkich Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:32
            > że rodzice mają opory przed wysłaniem swojej córki na 3 tygodnie pod namioty z
            > chłopakiem. Ty chyba też nie, prawda?

            Tak, ale ja mam 20 lat a nie 15! Jadę z chłopakiem ale i znajomymi.
            Słuchajcie, ja nawet nie dostaję kieszonkowego. Jak czegoś potrzebuję, to mówię
            że chcę książkę, dżinsy czy coś tam. Dużo książek wybieram w internecie, albo
            nawet rzeczy do pokoju, a ojciec tylko płaci karta on-line. To samo tyczy się
            wychodzenia z domu. Musze się spowiadać dokąd idę z kim i kiedy wrócę. Czuję się
            jak ubezwłasnowolniona. Studia niczego nie zmienią, chyba że pojadę gdzieś
            daleko. Ja po prostu strasznie się z nimi męczę. Nie buntuję się, nie krzyczę,
            staram się rozmawiać, ale z nimi praktycznie nie ma rozmowy. Musi być tak jak
            oni chcą i już.
            • tytoniowy_dym Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:35
              Co za chory pomysł z tym obozem. W życiu nie słyszałam, żeby ktoś w wieku lat 20
              jechał na obóz. No chyba, że jako opieka, ale nie uczestnik?!
            • mason_i_cyklista Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:38
              rozumiem co czujesz, ale musisz to przecierpieć niestety. rodziców masz tylko
              jednych i to oni póki co ustalają zasady. A na studiach musi się zmienić, bo jak
              wyjedziesz do innego miasta to nie ma siły, żebyś nie dostała pieniędzy na życie
              i zdecydowanie większej dozy wolności. Przecież nie będą przyjeżdżać sprawdzać
              czy aby na pewno jesteś w domu o 22. Zresztą taka ich rola, żeby do momentu
              Twojego wyjazdu przekazać Ci jak najwięcej zasad, które wg nich są dobre. Dalej
              już wszystko (a przynajmniej większość) zależy od Ciebie.
              • swinia_i_cham a g.ó.wno prawda :D 04.08.09, 17:56
                > rozumiem co czujesz, ale musisz to przecierpieć niestety. rodziców masz tylko
                > jednych i to oni póki co ustalają zasady.

                nie - jest dorosłą osobą. Jak starzy chcą ryzykować pozostanie samotnymi, zgorzkniałymi dziadkami, narzekającymi na absolutny brak kontaktu z dzieckiem, które nawiało przy pierwszej możliwej okazji, to muszą brać pod uwagę, że dziecko w wieku 20 lat to nie jest dziecko w wieku lat 12 w kontekście rodzicielskiej władzy nad tym dzieckiem.

                Może wyjśc gdzie chce, może wrócić kiedy chce. Jeżeli w wyniku tego zostanie niewpuszczona do domu, nienakarmiona albo zmuszona do chodzenia w dziurawych starych ciuchach, to ma prawo podać natychmiast starych do sądu.

                Nie dawać sie terrorowi moherowych inkwizytorow. Bo żal Ci dziewczyno będzie straconego życia i młodości.

                Albo - zaciśnij zęby, przetrzymaj rok ale musowo na studia poza miejsce zamieszkania (tak, abyś musiała mieszkać poza domem rodzinnym). Jeżeli dostaniesz się na studia dzienne w innym mieście, to oni MUSZĄ dawać Ci na życie - inaczej zagrozisz alimentami. Biorąc pod uwagę że ojciec prowadzi firmę, a alimenty będą proporcjonalne do dochodu, spokojnie się utrzymasz.

                O swoje trzeba walczyć. Jak dasz się tak gnoić, zostanie Ci to do końca życia i będziesz się dawała gnoić każdemu, kto będzie miał nad Tobą jakąs przewagę
            • sundry Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:46
              Skoro jest ci źle,to sobie znajdź normalną pracę i się
              wyprowadź.Technikum możesz zrobić eksternistycznie,jak tak
              tragicznie jest z rodzicami.
          • vandikia Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:48
            Ja bym puściła. Szczególnie, że osobiście nie podoba mi się taka
            zasada: pracujesz, więc dam ci extra kasę, ale kupisz to co ja będę
            chciał (wycieczka z ojcem do CH). To albo niech tata uzna ją za małą
            dziewczynkę i nie pozwala pracować, a jeśli pozwala zarabiac, to
            raczej nie powinien pozniej rozporządzać tymi pieniędzmi,
            przynajmniej nie w takiej formie.

            To już moi konserwatywni rodzice gdy mialam 20 lat nie widzieli
            problemu w wyjezdzie na wakacje ze znajomymi, pod namioty. A ja im
            jestem dzisiaj za to wdzieczna, ze nie musialam uciekac sie do jakis
            wymyslow, kretactw zeby wyjechac, tylko spedzalam czas jak mloda
            dziewczyna a nie przyszla zakonnica.
            Raz sprawa byla na ostrzu noza ale to byly zupelnie inne
            okolicznosci i wtedy jak napisalam wyszlam po prostu z domu, dzisiaj
            zalatwilabym to inaczej.
            • vandikia Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:50
              i na obozy chrzescijanskie tez jezdzilam ale jak mialam lat 14-16 i
              to ja tego chcialam, a nie rodzice mnie na sile chcieli uszczesliwic
              i za to tez jestem im wdzieczna :)
      • puszysta_gimnazjalistka Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:15
        Aleś pojechał. Ja tu żadnych zasad nie widzę, raczej przesadną kontrolę i brak
        zaufania do własnego dziecka. Współczuję dziewczynie.
        20 lat to może nie jest dorosłość, ale to z pewnością nie jest dziecko.
        • mason_i_cyklista Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:19
          i puściłbyś swoją córkę, która nawet nie ma wykształcenia technicznego (ba!
          nawet zawodowego!) na 3 tygodniowy wyjazd pod namiot z chłopakiem ot tak? ja
          jako rodzic wolałbym być wyzywany przez ten rok jeszcze od najgorszych i dopiero
          odpuścić. jak skończy technikum i nic się nie zmieni to się wtedy będzie można
          oburzać na nadopiekuńczość, czy brak zaufania. wcześniej rodzice są od tego by
          powiedzieli "stop".
          • puszysta_gimnazjalistka Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:38
            Co ma do tego wykształcenie? Nie widzę, żadnego związku.

            Ja i moi znajomi (koleżanki również) mniej więcej od 16 roku życia jeździliśmy
            sami, dużo się nauczyłem, dbać o siebie, radzić sobie. Odrobina wolności jeszcze
            nigdy nikomu nie zaszkodziła, korzystania z niej należy uczyć się jak
            najwcześniej. Dla mnie taka postawa rodziców to zwykły brak szacunku do drugiego
            człowieka, brak poszanowania jego woli. Wyjazd pod namiot to nie jest łamanie
            prawa czy nielegalna działalność albo przesadne ryzyko, to zwykła aktywność
            młodego człowieka, a do tego należy ludzi zachęcać a nie zniechęcać.
          • lacido Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:58
            mason_i_cyklista napisał:

            > i puściłbyś swoją córkę, która nawet nie ma wykształcenia technicznego (ba!
            > nawet zawodowego!) na 3 tygodniowy wyjazd pod namiot z chłopakiem ot tak? ja
            > jako rodzic wolałbym być wyzywany przez ten rok jeszcze od najgorszych i dopier
            > o
            > odpuścić. jak skończy technikum i nic się nie zmieni to się wtedy będzie można
            > oburzać na nadopiekuńczość, czy brak zaufania. wcześniej rodzice są od tego by
            > powiedzieli "stop".

            jasne a potem niech robi co che ;/
          • kadfael Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 23:10
            Ja w wieku 17 lat (nie mając matury) pojechałam pod namiot ze
            znajomymi. To dopiero szok nie? :P
          • alienka20 Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 04.08.09, 15:04
            Jako przyszła potencjalna mama zwróciłabym uwagę na to, jak dziecko się
            zachowuje w domu, jakie ma plany na przyszłość i czy ma problemy w nauce. Jeżeli
            spotykali się do tej pory i nie miała z tego problemów w szkole, dobrze się
            uczyła, nie było nagan czy upomnień i ma jakąś dojrzałą koncepcję na życie -
            typu, mamo/tato chcę iść na studia medyczne, prawnicze, filologię, chcę być
            tłumaczem, czy nauczycielem czy nawet kucharzem - puściłabym z błogosławieństwem
            - niech się dobrze bawi i uważa na siebie. Domyślam się, że 20-letnia kobieta
            potrafi sobie zorganizować jakieś jedzenie w ciągu dnia. Mi ojciec próbował
            wmówić, że dopóki za mąż nie wyjdę, to mam się go słuchać i nie mieszkać z
            facetem przed ślubem (a sam święty nie jest), a wszystko co zarobię pożyczać na
            wieczne oddanie xD, bo po co mi nowa bluzka, ciuch, sukienka czy telefon
            komórkowy na studiach. Korzyści z takiego "konserwowego" wychowania nie
            wyniosłam, bo do tej pory czuję, że mam w sobie mało jakiejś "iskry*,
            przebojowości, mam coś w rodzaju fobii społecznej, choć w zasadzie i tak
            stawiałam na swoim, studiuję co chcę, piszę pracę na taki temat i na takim
            seminarium, jakim sama chciałam, z chłopakiem mieszkam i do tej pory nie
            zaciążyłam. W zasadzie to już widzę niekonsekwencję w wychowaniu, że brat z
            dziewczyną może sobie pod namiot jeździć (a też mogą zrobić dziecko), ale ona
            sama to już w 3 ciąże zajdzie od samego spojrzenia. Jeżeli jedzie pod namiot z
            bratem to już tym bardziej nie widzę przeciwskazań - dałabym co najwyżej paczkę
            kondomów obojgu :P (mój chłopak dostał od ojca przed wyjazdem na studia, z
            przeświadczeniem, że wie doskonale do czego służy).
    • wanilinowa Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:37
      na przyszłość daruj sobie pomoc w firmie rodziców za książkę i obóz u zakonnic,
      tylko idź do normalnej pracy sobie dorobić
      • mason_i_cyklista Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:39
        a to swoją drogą;)
      • wkurzona.na.wszystkich Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:44
        Na pewno sobie daruję. Za rok o tej porze nie będzie mnie już w tym domu!
        • mason_i_cyklista Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 20:27
          i to jest prawidłowe podejście. powodzenia!

          (swoją drogą: spróbuj z niższego pułapu - przekonaj rodziców do wyjazdu na
          weekend, albo czegoś w tym stylu. może łatwiej będzie im to przełknąć niż 3
          tygodniowy wypad.)
        • 0ffka Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:12

          wkurzona.na.wszystkich napisała:

          > Na pewno sobie daruję. Za rok o tej porze nie będzie mnie już w tym domu!

          Dokładnie. Wytrzymaj ten rok. Zrób maturę i zwiewaj na studia.
    • bertrada Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:57
      To, że rodzice dają Ci pieniądze jest ich psim obowiązkiem a nie łaską pańską.
      Zgodnie z prawem mają obowiązek Cię utrzymywać dopóki się nie usamodzielnisz.
      Natomiast stwierdzenie, że skoro cię utrzymują to ty masz być moim psem i robić
      co ci każę jest przestępstwem. Nazywa się to przemoc ekonomiczna i jest na to
      paragraf. Poza tym jeżeli pracujesz u ojca, to należy Ci się z tego tytułu
      wynagrodzenie. Inaczej ojciec łamie prawo pracy, bo zatrudnia pracownika na czarno.

      Jesteś pełnoletnia i nie musisz ich o nic prosić. Możesz co najwyżej
      poinformować ich że wyjeżdżasz. Nie daj sobie wejść na głowę i ustal jakieś
      granice. Nawet rodzice muszą znać swoje miejsce w szeregu. Szkoda, że nie
      zrobiłaś tego wcześniej. Normalnie to już małe dzieci potrafią sobie wywalczyć
      godną pozycję w rodzinie. Bo im dłużej człowiek pozwala sobą pomiatać, tym
      pomiatającemu bardziej się w głowie przewraca, robi się bardziej agresywny i
      trudniej wyjść z tej sytuacji.

      A jeżeli rodzice zaczną robić jakieś problemy i scysje, to zaskarż ich o przemoc
      w rodzinie i wystąp o alimenty.
      • vandikia Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 19:59
        Kurde co wy z tym psim obowiązkiem? Dziewczyna jest pełnoletnia i
        sąd może orzec, że jest już zdolna do samodzielnej pracy i
        utrzymania, to nie jest takie oczywiste jak piszesz.
        • sueellen Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 20:04
          Żaden sąd tego nie orzeknie jeśli uczy się normalnie, dziennie.
          Takie orzeczenie mogłoby zapaść tylko gdyby przerwała szkołę, albo uczyła się
          wieczorowo, co pozwalałoby podjąć pracę.
          • vandikia Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 20:09
            Z sądami to akurat nigdy nic niewiadomo :) Przepisy jednoznacznie
            chyba tego nie określają?
            • maitresse.d.un.francais Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 20:20
              No tak czy owak, skoro się PRACUJE, u ojca, wuja, czy siostrzeńca, PIENIĄDZE się
              należą, a nie wycieczka do malla.
          • mason_i_cyklista Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 20:14
            nie każdy ma obowiązek iść na studia. jeśli autorka tematu otrzyma tytuł
            technika to już jest zdolna do pracy. a taki tytuł otrzyma za rok najprędzej,
            więc przy okazji ewentualnego wyrzucenia/ucieczki z domu obowiązek alimentacyjny
            może trwać dokładnie tyle i ewentualnie zostać przedłużonym przez sąd - co takie
            znowu oczywiste nie jest.
    • maitresse.d.un.francais a czemu ojciec ci nie płaci? 03.08.09, 20:19
      wszak u niego pracujesz...

      nie widzę jakoś, jak szef mówi pracownikowi "to zabiorę pana do centrum
      handlowego i sobie pan kupi, co pan zechce"
      • mason_i_cyklista Re: a czemu ojciec ci nie płaci? 03.08.09, 20:23
        oczywiście, niech poda go do sądu! albo naśle na niego inspektora z urzędu pracy.

        a jak zachoruje niech nie mówi tacie że się źle czuje tylko niech przekaże L4
        swojemu szefowi.
        • maitresse.d.un.francais Re: a czemu ojciec ci nie płaci? 03.08.09, 20:28
          mason_i_cyklista napisał:

          > oczywiście, niech poda go do sądu! albo naśle na niego inspektora z urzędu prac
          > y.

          a ty czemu sprowadzasz do absurdu?

          pracuje u ojca? pracuje.
          • mason_i_cyklista Re: a czemu ojciec ci nie płaci? 03.08.09, 20:35
            i w sumie pieniądze też dostaje. co potrzebuje to ma, tylko z kontrolą rodziców.

            no ale w sumie fakt, tutaj to już przesadza trochę.
        • puszysta_gimnazjalistka Re: a czemu ojciec ci nie płaci? 03.08.09, 21:50
          Ja bym zadał inne pytanie, dlaczego ojciec ją zatrudnia.

          Jeżeli robi to dla jej dobra, to powinien traktować ją jak wszystkich innych
          pracowników, wymagać tyle samo i dawać tyle samo, a zatem powinien płacić.

          Jeżeli robi to dla swojego dobra, czyli korzysta z darmowego pracownika, to
          bardzo nieładnie robi, to się nazywa wykorzystywanie.
    • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 20:42
      Mam tak samo konserwatywnych rodziców. Na 18stki mogłam chodzić, ale tylko do 22
      godziny. Wakacje? Tylko obozy. W domu miałam się stawiać o 20.

      Pewnego dnia nie wytrzymałam. Koleżanka powiedziała, że jadą na Mazury, na 4
      dni. Wiedziałam, że nie mam nawet o co prosić rodziców. Spakowałam się, po
      kryjomu wyniosłam rzeczy do sąsiadki. Powiedziałam rodzicom, że wychodzę na
      grilla i powiedziałam, że będę o 22. Po czym wyszłam z domu, wyjęłam baterię z
      telefonu i wróciłam za 4 dni.
      • enith Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 20:48
        Mało to dojrzałe. Rodzice nie zgłosili twojego zaginięcia na policję? Co się stało, gdy w końcu wróciłaś, jaka była reakcja rodziny?
        • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 20:53
          Mało dojrzałe? A ze strony rodziców to normalne, że traktowali mnie jak więźnia?
          Uczyłam się w rewelacyjnym liceum, miałam porządnych znajomych, nie sprawiałam
          problemów, oceny miałam niezłe, nie piłam, nie paliłam. Uważasz, że to ok, gdy
          18 letnia dziewczyna ma być w wakacje o 20 w domu? Gdy cała klasa świętuje
          18stkę kolegi/koleżanki, a po mnie przyjeżdżają o 22?

          Zgłosili zaginięcie, obdzwonili szpitale. Do domu szłam z duszą na ramieniu,
          weszłam do swojego pokoju, po 15 minutach pojawili się oni i ...w życiu nie
          widziałam tak smutnego ojca. Nic nie powiedzieli. Kazali się wykąpać i zabrali
          mnie do wesołego miasteczka. Nie wspomnieli nigdy o tej sytuacji. Od tamtej pory
          zaczęli mi ufać i mogłam wracać później. Chyba zrozumieli, że nie tędy droga. A
          największą karą był dla mnie właśnie wzrok taty i zapłakane oczy mamy.
          • enith Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 20:56
            Mało dojrzałe, bo mogłaś powiedzieć rodzicom wprost, że jedziesz na 4 dni nad morze, mają cię nie szukać i po prostu wyjść. A nie mówić, że idziesz na grilla i wracać 4 dni później do rodziców przekonanych, że ich córka zaginęła, a być może nie żyje. Nie osiwieli przez te 4 dni? Bo ja bym osiwiała.
            • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 20:58
              Gdybym powiedziała, że wyjeżdżam, to zaryglowaliby drzwi. Gdybym zadzwoniła, to
              policja by mnie znalazła. Oni doskonale wiedzieli, że gdzieś wyjechałam, bo
              sąsiadka powiedziała, że wyniosła mi plecak.

              Tata osiwiał jak miał 25 lat ;-)
              • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:00
                I doskonale rozumiem założycielkę wątku. Z perspektywy czasu zrobiłabym to samo,
                tylko zostawiłabym im list, że wrócę za kilka dni. Tylko wtedy miałabym szlaban.
                A tak nie miałam.
                • wanilinowa Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:19
                  thank_you napisała:

                  > I doskonale rozumiem założycielkę wątku. Z perspektywy czasu zrobiłabym to samo
                  > ,
                  > tylko zostawiłabym im list, że wrócę za kilka dni. Tylko wtedy miałabym szlaban
                  > .
                  > A tak nie miałam.

                  superaśnie!
                  • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:22
                    Jak? :DDDD
                    • wanilinowa Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:23
                      thank_you napisała:

                      > Jak? :DDDD

                      no pewnie to wtedy pomyślałaś: superaśnie że nie ma szlabanu, to gdzie za tydzień?
                      • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:26
                        A Ty co, z fusów wróżysz? :D A certyfikat unijny masz? :DDD
                        • wanilinowa Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:29
                          jeśli nawet teraz najistotniejszy jest dla Ciebie fakt że nie dostałaś wtedy
                          szlabanu, to moje przypuszczenie ma silne podstawy.


                          PS: a żebyś wiedziała że z wróżeniem mam wiele wspólnego :)
                          • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:31
                            A wiesz czemu to jest istotne? Bo miałam kiedyś szlaban od sierpnia do czerwca.
                            Za co? Za randkę z chłopakiem. Randka = lody na rynku o godzinie 13. Miałam 17 lat.


                            Serio z tym wróżeniem?
          • 0ffka Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:19
            Mogłaś chociaż SMS puścić że jedziesz pod namiot z przyjaciółmi i będziesz za 4
            dni, następnie wyłączyć telefon. Heh...
            • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:24
              Mogli traktować mnie jak człowieka. Heh..
              • 0ffka Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:25
                thank_you napisała:

                > Mogli traktować mnie jak człowieka. Heh..

                Byłaś dla nich małą córeczką pewnie.
                • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:27
                  Mam rodzeństwo starsze o ponad 10 lat. Siostra była spokojna i grzeczna, brat
                  mógł robić co chciał, a mnie próbowali ubezwłasnowolnić. Żeby mieli ku temu
                  jakiekolwiek podstawy, to ok, położyłabym uszy po sobie...ale nie w sytuacji,
                  gdy byłam jak najbardziej w porządku.

                  Chciałabym zauważyć, że to ONI zrozumieli, że tak nie można wychowywać dziecka.
                  • jane-bond007 Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:00
                    thank you sorry ale moglas wyslac im sms ze wszystko ok i wrocisz za
                    4 dni, jak dla nie zachowanie beznadziejne

                    juz nie wspomne ile osob mialo przez ciebie robote ...
                    • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:04
                      Nie mogłam, bo miałabym szlaban. Inna metoda by na nich nie podziałała. Znam ich
                      lepiej.

                      Ty wierzysz w to, że policja wszczyna poszukiwania po 2 dobach?
                      • jane-bond007 Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:10
                        wiesz jakos wierze...

                        i nawet nie wiesz ile to jest pracy
                        • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:12
                          Taaaa, po dwóch dniach :-) Oni łaskę robią, że przyjmą wezwanie. Co nieco wiem o
                          ich pracy.
                          • jane-bond007 Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:17
                            Co nieco wiem o ich pracy.

                            z pewnoscia :)

                            Oni łaskę robią, że przyjmą wezwanie.

                            to nie zglaszaj/wzywaj, inne sprawy podziekuja - np zaginiecie
                            nastolatki, faktyczne
                            • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:19
                              Cieszę się, że się cieszysz :-)

                              Tydzień temu, w niedzielę, byłam na policji. I gdyby nie to, że znałam prawa
                              mojej mamy i sypnęłam paragrafami, to zbyliby ją w 5 minut. Taka to policja.
                              • jane-bond007 Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:21
                                tak tak
                                • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:25
                                  Siła argumentów :-)))))))))))))))
                                  • jane-bond007 Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:27
                                    zabiła mnie...
                                    • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:29
                                      "Porażające" jak dowody pana Ziobry ;-)
                                      • jane-bond007 Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:32
                                        zalosne jak ww. szlaban a raczej jego brak <jupi>
                                        • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:34
                                          Brawa dla tej pani :-)))))))
                                          • jane-bond007 Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:39
                                            no to ja ide spac :)
                                            dobrej nocki
                                            • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:41
                                              Dobranoc :-))))))))))) I: piona :-)
            • agulek89 Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 02.09.09, 20:40
              Witajcie:P ja mam podobny problem. Mam 20 lat a rodzice mi na nic
              nie pozwalają... Dziś wychodząc z domu mama zaczęła mi prawić
              kazania że niczym się nie interesuje, że nigdy nie będe dość
              samodzielna. Ale jak mam to zrobić jeżeli rodzice cały czas dyktują
              mi co mam robić. Doskonale wiedzą że nie chce mieszkać z nimi do
              końca życia... Moim marzeniem było iść do szkoły kosmetycznej i
              otworzyć własny zakład kosmetyczny no ale dzięki rodzicom poszłam na
              studia które kompletnie mnie nie interesuj. Mój chłopak pracuje
              200km ode mnie i widuje się z nim tylko w weekendy ale i też nie we
              wszystkie. Dobrze wiedzą że ja chce być z nim i co jakiś czas bede
              do niego jeździćale i tak mi na to nie pozwalają. o każde pieniądze
              musze się prosić matki a jak mi zostanie to muszę jej oddać. jeżeli
              gdzieś wychodzę to mój pokój jest przegrzebany. Czego ona do cholery
              w nim szuka? zero prywatności!!!! jak chciałam iśc do pracy to
              ojciec podarł moje cv i powiedział że nigdzie nie pójde. teraz chce
              jechać do chłopaka a oni i tak mnie nie puścili..:( poóżcie mi...co
              mam robić??
      • kreska.nad.o Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:01
        a co się stało, jak wróciłaś po tych 4 dniach?
        • kreska.nad.o Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:02
          ups. juz pisalas ;)
          • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:03
            :-) Tak. Dziwne, prawda?
      • 0ffka Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:17
        thank_you napisała:

        > Po czym wyszłam z domu, wyjęłam baterię z
        > telefonu i wróciłam za 4 dni.

        Ciekawe co byś zrobiła gdyby Twoi rodzice wycięliby Ci taki nr? Heh... Znam
        podobny przypadek.
        Córeczka dorosła chodziła po ścianach, ponieważ jej rodzice wrócili nad ranem :)
        • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:19
          Mama wycięła mi taki numer i dzwoniłam całą noc do Niej. Okazało się, że jest u
          rodziny i że ktoś zmarł.
          • 0ffka Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:21
            thank_you napisała:

            > Mama wycięła mi taki numer i dzwoniłam całą noc do Niej.

            Takie życie... Pozdrawiam Cię serdecznie!
            • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:23
              Takie życie. :-) Dlatego postaram się wychować moje dziecko w ciut inny sposób.

              Również pozdrawiam :-)
              • 0ffka Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:26
                Partnerstwo, zaufanie... Trzymaj się :)
                • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:28
                  Nie mieszkam już z Nimi od kilku lat :-) Ta sytuacja miała miejsce daaaaaaaawno
                  temu.

                  Buźka :-)
      • zloty.strzal Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 04.08.09, 12:48
        > Pewnego dnia nie wytrzymałam. Koleżanka powiedziała, że jadą na Mazury, na 4
        > dni. Wiedziałam, że nie mam nawet o co prosić rodziców. Spakowałam się, po
        > kryjomu wyniosłam rzeczy do sąsiadki. Powiedziałam rodzicom, że wychodzę na
        > grilla i powiedziałam, że będę o 22. Po czym wyszłam z domu, wyjęłam baterię z
        > telefonu i wróciłam za 4 dni.

        W ten sam sposób w pierwszej liceum rozwiązałam problem imprez do rana i
        naprawdę pomogło! Mam młodszą siostrę, która nie musiała się uciekać do takich
        sposobów, nie wiem czy oni się przyzwyczaili czy każde dziecko się traktuje
        inaczej jak u thank_you.
    • wkurzona.na.wszystkich Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:42
      Przed chwilą powiedziałam im, że się pakuję i jutro wyjeżdżam. Powiedzieli, że
      absolutnie się nie zgadzają. Na co ja, że nie pytam ich o zgodę, ale informuję o
      swoich planach. Wryło ich w fotele.
      Ojciec powiedział, że nie ja jestem od dyktowania warunków w tym domu, na co ja,
      że nie jestem jego własnością, ale dorosłą córką, której prawa powinien
      szanować. Wygarnęłam, że nie podoba mi się ich sposób traktowania mnie, że za
      pracę w firmie nie dostaję pieniędzy które mogłabym przeznaczać na własne
      potrzeby według mojego uznania ale gadżety kontrolowane przez rodziców. Nie mam
      już 5 lat, żeby rodzice wybierali mi zabawki.

      Powiedziałam, że dotąd się nie sprzeciwiałam, ale czuję się stłamszona,
      ubezwłasnowolniona i przez to nieszczęśliwa. I na koniec rzuciłam coś że kanarki
      w złotych klatkach też nie śpiewają i uciekłam na górę zanim zdążyli
      zripostować. Ojciec z matką siedzą teraz na dole i dyskutują zaciekle, ale
      ściszonymi głosami, więc nie słyszę o czym. Jestem już prawie spakowana. Kurde,
      w pewnym, sensie jestem z siebie dumna!
      • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:44
        Mądra dziewczynka :-)
      • wanilinowa Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:53
        > Powiedziałam, że dotąd się nie sprzeciwiałam, ale czuję się stłamszona,
        > ubezwłasnowolniona i przez to nieszczęśliwa. I na koniec rzuciłam coś że kanark
        > i
        > w złotych klatkach też nie śpiewają i uciekłam na górę

        no cóż, sztukę dojrzałej rozmowy masz do poprawki.. a tekst o kanarkach niestety
        umieścił Cię w gronie egzaltowanych nastolatek. nie możesz normalnie z nimi pogadać?
        • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:55
          A jej rodzice co mają do poprawki? Spójrz na drugą stronę medalu.
          • wanilinowa Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:04
            thank_you napisała:

            > A jej rodzice co mają do poprawki? Spójrz na drugą stronę medalu.

            jak jej rodzice opiszą tu swój problem to też im zaserwuję radę, na razie jest
            tylko ona :)
            • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:07
              Ale ta dziewczyna postąpiła bardzo mądrze. Nie zachowała się jak egzaltowana
              nastolatka, tylko rzeczowo odpierała ich argumenty. A tekst o kanarku? Cóż,
              przysłowia mądrością narodów.
              • wanilinowa Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:08
                thank_you napisała:

                > Ale ta dziewczyna postąpiła bardzo mądrze. Nie zachowała się jak egzaltowana
                > nastolatka, tylko rzeczowo odpierała ich argumenty. A tekst o kanarku? Cóż,
                > przysłowia mądrością narodów.

                nie wiem czy czytałyśmy ten sam opis :) ja widziałam coś o ucieczce zanim
                zdążyli odpowiedzieć.. pewnie do tej pory siedzą i myślą o co chodziło z tym
                kanarkiem i czy córka chce zostać śpiewaczką :D
                • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:11
                  No tak, nie zdążyli nic odpowiedzieć.

                  "Przed chwilą powiedziałam im, że się pakuję i jutro wyjeżdżam. Powiedzieli, że
                  absolutnie się nie zgadzają. Na co ja, że nie pytam ich o zgodę, ale informuję o
                  swoich planach. Wryło ich w fotele.
                  Ojciec powiedział, że nie ja jestem od dyktowania warunków w tym domu, na co ja,
                  że nie jestem jego własnością, ale dorosłą córką, której prawa powinien
                  szanować. Wygarnęłam, że nie podoba mi się ich sposób traktowania mnie, że za
                  pracę w firmie nie dostaję pieniędzy które mogłabym przeznaczać na własne
                  potrzeby według mojego uznania ale gadżety kontrolowane przez rodziców. Nie mam
                  już 5 lat, żeby rodzice wybierali mi zabawki. "
                  • wanilinowa Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:14
                    thank_you napisała:

                    > No tak, nie zdążyli nic odpowiedzieć.
                    >
                    > "Przed chwilą powiedziałam im, że się pakuję i jutro wyjeżdżam. Powiedzieli, że
                    > absolutnie się nie zgadzają. Na co ja, że nie pytam ich o zgodę, ale informuję
                    > o
                    > swoich planach. Wryło ich w fotele.
                    > Ojciec powiedział, że nie ja jestem od dyktowania warunków w tym domu, na co ja
                    > ,
                    > że nie jestem jego własnością, ale dorosłą córką, której prawa powinien
                    > szanować. Wygarnęłam, że nie podoba mi się ich sposób traktowania mnie, że za
                    > pracę w firmie nie dostaję pieniędzy które mogłabym przeznaczać na własne
                    > potrzeby według mojego uznania ale gadżety kontrolowane przez rodziców. Nie mam
                    > już 5 lat, żeby rodzice wybierali mi zabawki. "


                    ... Powiedziałam, że dotąd się nie sprzeciwiałam, ale czuję się stłamszona,
                    ubezwłasnowolniona i przez to nieszczęśliwa. I na koniec rzuciłam coś że kanarki
                    w złotych klatkach też nie śpiewają i uciekłam na górę zanim zdążyli
                    zripostować."


                    mimo wszystko będę się upierać że dorośli ludzie w ten sposób ze sobą nie
                    rozmawiają, a ten moment byłby idealny na wykazanie się dojrzałością.
                    • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:17
                      Ja o zupie, Ty o dupie :-) I taka to rozmowa :-))))
                      • wanilinowa Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:21
                        thank_you napisała:

                        > Ja o zupie, Ty o dupie :-) I taka to rozmowa :-))))

                        hehe, widzę że trzymasz się starego, sprawdzonego sposobu prowadzenia dyskusji.
                        • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:24
                          Skoro nie dostrzegasz tego, że dziewczyna ROZMAWIAŁA z rodzicami i pleciesz
                          bzdury o tym, że powiedziała coś o kanarku a następnie podwinęła ogon i uciekła
                          na górę to o czym my mamy dyskutować? :D
                          • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:24
                            Pomiędzy "powiedziała" a "coś" wstaw słowo "jedynie". ;-)))
                          • wanilinowa Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:27
                            thank_you napisała:

                            > Skoro nie dostrzegasz tego, że dziewczyna ROZMAWIAŁA z rodzicami i pleciesz
                            > bzdury o tym, że powiedziała coś o kanarku a następnie podwinęła ogon i
                            uciekła na górę

                            wklejam jej opis, dziewczę, więc jeśli to są bzdury to nie ja jestem ich autorem.

                            > to o czym my mamy dyskutować? :D

                            no w ten sposób to naprawdę ciężko... ale czego Jaś się nie nauczył tego Jan nie
                            będzie umiał (masz, lubisz przysłowia)
                            • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:29
                              Wklejasz tylko wycinek, który pasuje do Twojej tezy. Cała wypowiedź by ją
                              zrujnowała...

                              Kto powiedział, że lubię? Stwierdziłam jedynie fakt, że przysłowia są mądrością
                              narodów. ;-)))
                              • wanilinowa Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:31
                                thank_you napisała:

                                > Wklejasz tylko wycinek, który pasuje do Twojej tezy. Cała wypowiedź by ją
                                > zrujnowała...

                                zabawne, bo Ty zrobiłaś dokładnie to samo. różnica polega na tym, że Ty wkleiłaś
                                pasujący Ci fragment wypowiedzi, a ja to uzupełniłam. na przyszłość będę wklejać
                                całość żebyś się nie stresowała :) jeszcze nam uciekniesz..
                                • thank_you Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:32
                                  Wnoszę o ponowną analizę moich wypowiedzi :D
                  • silene2409 Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 05.08.09, 22:46
                    Przeczytałam wasze wpisy i większość ma problem z nadopiekuńczością a ja chyba
                    zawsze też miałam problemy z moimi rodzicami ale w dosyć odwrotnym kierunku moi
                    rodzice wogóle się mną nie interesowali , odkąd skończyłam gimnazjum pracowałam
                    żeby sobie kupić fajny ciuch jeśli chodzi o robienie czegoś z niczego jestem
                    świetna moi rodzice zawsze uważali że oni nie mieli nic w życiu za darmo i ja
                    też mam na wszystko pracować .
                    Ojciec nie wiedział gdzie chodze do szkoły pewnego razu dowiedział się przez
                    przypadek gdy zagaiła go sasiadka ktorej corka chodzila do tej samej szkoly .
                    Mama nigdy nie pytała co robie , powtarzała tylko ciągle że mam nie robić jej
                    wstydu bo co ludzie pomyślą i zgrywać się na uśmiechnieta i zadowoloną gdy ktoś
                    nas odwiedził .
                    Nigdy z nimi nie rozmawiałam o problemach moich ktorych w czasach gimnazjum
                    nagrzebałam sporo , otrząsnąć się i zmądrzeć musiałam sama , moi rodzice nigdy
                    nieczego nie chcieli wiedziec wiedzieli tylko to co przymusowo ktoś im powiedział .
                    Nie orientowali się co robi z kim i jak tak było wygodniej dla nich a pozniej
                    juz dla mnie tez . Jedyne momenty w ktorych z sobą wymienialismy zdanie to kłotnie .
                    Mama ktora strasznie dbala oto jak moglaby byc postrzegana przez innych kazala
                    mi chodzic w mega babcinych ciuchach , twierdziła ze wyglada to schludnie i ze
                    wygladam jak porzadna i spokojna dziewczyna .
                    A ja to olałam wkurzało mnie że myśli tylko o sobie , zawsze wpajała mi w głowę
                    sporo kompleksów .
                    Nadszedł moment że znalazłam faceta byliśmy z sobą dwa lata i pewnie bylibyśmy
                    dłużej ale po tych dwoch latach moi rodzice dowiedzieli sie ze on wogole
                    istnieje , ojciec spalil moj telefon a w domu slychac bylo tylko klotnie ze jak
                    można być z kimś takim , to przetrwalo jeszcze rok i tak duzo sie nauczylam ,
                    sceptycznie podchodzilam do moich kompleksow bardziej optymistycznie do ludzi i
                    swiata . Zmieniłam sie przez ten zwiazek dostalam do najlepszego liceum ,
                    goniłam zaległości zmądrzałam z rodzicami bez zmian . Sądzę że gdybym nie
                    spotkała wtedy kilku ważnych ludzi dzisiaj już raczej nie było by tego wpisu ,
                    niewiem co by było i wole nie myśleć , teraz jestem sama problemów mam do
                    pokonania masę ale dzięki takiemu rygorowi wprowadzonemu przez rodzicow jakoś
                    łatwiej przychodzi mi pokonywanie trudnosci mam twardy łeb i daje radę i dam
                    choć bywa różnie . Pozdrawiam
      • enith Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 21:56
        I pięknie:) Pomysł z wymykaniem się cichcem uważam akurat za taki, który świadczy mocno na niekorzyść twojej dojrzałości. A tak, wzięłaś wszystko na klatę i poinformowałaś rodziców o planach. Uważam, że nie ma lepszej opcji, niż powiadomienie ich o wyjeździe, by nie umierali przez 3 tygodnie nie wiedząc, co się z tobą dzieje. Pakuj się i baw dobrze na wakacjach.
        • jane-bond007 Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 03.08.09, 22:03
          popieram, teraz to juz napewno wyjedziesz ale pamietaj - dzwon
          codziennie- dla nich Twoj wyjazd to spory szok, oszczedz ich ;)
      • wimperga Wkurzona 03.08.09, 22:09
        dobrze, że im powiedziałaś a nie uciekłaś po kryjomu. Mam dwie córki (5,5 i 4
        lata) z tych, którym już teraz nie da się niczego dyktować - zwłaszcza młodszej
        (za to naprawdę dużo rozumieją i mają wyrozumiałość dla starych rodziców;)) i
        zapewniam Cię, że gdyby któraś z nich w przyszłości uciekła i nie wiedziałabym
        co się z nią dzieje zeszłabym na zawał w trymiga:(. I mimo naprawdę
        konserwatywnych poglądów uważam, że Twoi rodzice przesadzają choć doskonale
        rozumiem dlaczego. Zwyczajnie boją się, że ktoś Cię skrzywdzi (Twój chłopak?),
        że zaciążysz, że Cię napadną/zgwałcą/ograbią itp. Uważam również, że powinni dać
        Ci szansę - może okażesz się rozsądną dziewczynką i wrócisz do domu w jednym
        kawałku i bez niespodzianek;).
        • x.armide Re: Wkurzona 04.08.09, 03:10
          thank_you po twoich tekstach widze ze przytomna dziewczyna z ciebie co potrafi zrispostowac jak trza. powiedz Ty mi prosze Ciebie jak to mozliwe ze przez tyle lat nie moglas ich jakos 'wychowac' ulozyc cokolwiek ?
          • thank_you Re: Wkurzona 04.08.09, 12:03
            Najpierw prosiłam, rozmawiałam, groziłam. "Krótka smycz" to była inicjatywa
            mamy, tata by mnie puścił, ale niestety nie chciał się z nią kłócić. Przy
            pierwszej nadażającej się okazji zrobiłam to, co zrobiłam i rodzicom natychmiast
            zmienił się światopogląd.
        • mallina Re: Wkurzona 04.08.09, 16:26
          wimperga napisała:
          Uważam również, że powinni da
          > ć
          > Ci szansę - może okażesz się rozsądną dziewczynką i wrócisz do domu w jednym
          > kawałku i bez niespodzianek;).

          kobieto, to juz nie jest DZIEWCZYNKA, nawet zartobliwie nie wypada tak napisac w
          watku w ktorym autorka skarzy sie, ze rodzice traktuja ja jak dziecko...
          • wimperga Re: Wkurzona 04.08.09, 16:40
            mallina napisała:


            > kobieto, to juz nie jest DZIEWCZYNKA, nawet zartobliwie nie wypada tak napisac
            > w
            > watku w ktorym autorka skarzy sie, ze rodzice traktuja ja jak dziecko...

            no faktycznie - zapomniałam się, starość nie-radość. Ja też w wieku 20 lat mówiłam, że mam JUŻ 20 lat, ech gdzie te czasy...
    • gobi05 nie daj sobą rządzić 04.08.09, 13:04
      > Załamka. Mój chłopak wie, jacy są moi rodzice i w sytuacji tego wyjazdu
      > którego oni nie chcą zaakceptować nawet do mnie do domu nie przychodzi. Wysłał
      > mi dziś smsa żebym się wyrwała z firmy na godzinkę i się spotkaliśmy na rynku.
      > Tam pokazał mi kupioną karimatę i śpiwór dla mnie. Powiedział, że pożyczył 400
      > zł od brata i da radę opłacić cały wyjazd. Najwyżej kiedyś mu oddam w ratach.

      Chłopak zaciągnął ci dług u siebie bez twojej zgody???
      Że rodzice podejmują za ciebie decyzje, nawet mimo
      twojej pełnoletniości - to mogę zrozumieć. Ale że
      twój chłopak (czyli kolega, znajomy, obcy facet)
      robi zakupy na twoje konto - to mi się w głowie nie mieści!!!

      Jestem przekonany, że ten wyjazd wiele cię nauczy,
      szczególnie o ludziach.
      • umfana Re: nie daj sobą rządzić 04.08.09, 14:40
        Facet podupczy i jeszcze karze sobie zapłacić buahahahah!
        Widać rodzice wiedzą, jakie głupie ciele chronią przed fagasem.
        • alienka20 Re: nie daj sobą rządzić 04.08.09, 15:38
          I tak by sobie kupiła jakby miała pieniądze, więc o co halo? I tak podupczyłby i
          tak :P.
          • gobi05 Re: nie daj sobą rządzić 04.08.09, 16:10
            Ty jesteś forumowiczką, ja forumowiczem - to łączy!
            Mam dla ciebie świetną! propozycję po prostu:
            okazyjny zakup mieszkania na dogodne raty.
            Kupię ci je w twoim imieniu, może być nawet
            bez dupczenia...

            Jeśli sama nie potrzebujesz to możesz wynajmować,
            będziesz mi dozgonnie wdzięczna...
            • alienka20 Re: nie daj sobą rządzić 04.08.09, 18:24
              Chodzi o to, że i tak miała w planach sobie kupić. Nie dostała pieniędzy od ojca
              za pracę, to poratował ją facet, coś dziwnego? A śpiwór przyda jej się też na
              dalszą przyszłość i inne okazje, będzie przy kasie to spłaci. A mieszkania od
              ciebie bym nie chciała, bo mnie nic z tobą szczególnego nie łączy ( i pewnie nie
              połączyłoby), tak jak autorkę wątku z chłopakiem. No i taka różnica, że ja
              mieszkania nie potrzebuje jak na razie, a autorka śpiwora potrzebowała. Poza tym
              nie wiemy, czy facet podupczy, bo może mu autorka nie da :P.
              • gobi05 Re: nie daj sobą rządzić 04.08.09, 18:56
                > Chodzi o to, że i tak miała w planach sobie kupić.
                Nie wydaje mi się - gdyby to planowała, to skołowałaby
                pieniądze wcześniej albo poprosiła rodziców o zakup,
                bez kontekstu wyjazdu z chłopakiem. Brat jej chłopaka
                chciał mieć towarzystwo, ale nie chciał dzielić się
                swoją laską. Wtedy ona nagle zapragnęła pojechać.
                Wściekła ulega wpływom - jakbym widział piętnastolatkę.

                > A śpiwór przyda jej się też na
                > dalszą przyszłość i inne okazje, będzie przy kasie to spłaci.
                Tak się przyda, jak to mieszkanie tobie.
                Inne okazje będzie miała jeśli przywiezie dobre
                wspomnienia - ale ja nie o tym chciałem pisać.
                Śpiwór kupować za pożyczkę to tak, jakby chleb
                kupić na raty.

                > nie wiemy, czy facet podupczy, bo może mu autorka nie da :P.
                Taaak, na pewno - obok będzie się kotłować ten brat
                z dziewczyną, a oni będą trzymać się za ręce
                i planować podróż poślubną...

                Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że rodzice powinni
                ją przykuć do kaloryfera. Tysiące dziewczyn w jej wieku
                mieszka poza domem, ale do tego trzeba choć trochę
                dojrzałości.
                • alienka20 Re: nie daj sobą rządzić 05.08.09, 00:40
                  Załóżmy, że możliwe. Że jest dziecinna i niezrównoważona, w końcu to tylko 20
                  lat - ja mądrzejsza nie byłam, ale byłam bardziej samodzielna niż ona, bo
                  wszystko mogłam sobie sama kupić, ew. szłam z siostrą lub mamą. Ale na Boga,
                  kiedy ona ma się nauczyć podejmować samodzielne decyzje? Jak skończy studia?
                  Wtedy to będzie całkiem zgaszona dziewczyna, która nic sama nie będzie umiała
                  załatwić (ojciec kupuje jej książki i ciuchy, decyduje o wakacjach). A że się
                  przejedzie na chłopaku? Lepiej jak się przejedzie teraz, niż by to po ślubie
                  wyszło, bo już by jej rodzice dali popalić z jazdą, w stylu "w naszej rodzinie
                  rozwodów nie było - nieś swój krzyż, jak tak chciałaś". Czy mądry rodzic
                  traktuje swoje dziecko jak własność i trzyma na smyczy jak psa, żeby szkody nie
                  wyrządził? Nie, pozwala mu się rozwijać - nawet przez złe doświadczenia.
                  Rozumiem, że pragną jej szczęścia, każdy rodzic tego pragnie - ale samymi
                  zakazami człowieka nie wychowasz i nie uchronisz przed całym złem świata. Gdy
                  wyjechałam na studia wiele razy się przejechałam na ludziach, ale przynajmniej
                  wiedziałam, co potem zrobić. Jeżeli była cały czas normalnym posłusznym
                  dzieckiem, to coś jej się od życia należy, czyli wyjazd z ROWIESNIKAMI, a nie
                  pobyt z ciocią, z którą może się nie lubi, nie będzie miała co robić nad morzem
                  (może ona pracuje i nie będzie miała czasu codziennie jej po mieście wozić i
                  pilnować). Nie sądzę, że będzie się dobrze bawiła na obozie wśród obcych jej
                  światopoglądem ludzi. Ja miałam zaproszenia na oazę w liceum, ale nie poszłam,
                  bo wiedziałam, że to nie jest dla mnie, że dla mnie ich cele, idee są obce i źle
                  będę się tam czuła (siała ferment). Takim postępowaniem mój ojciec np. zrobił
                  sobie we mnie wroga nr 1, a mój dziadek w jego siostrze - dziewczyna zwiała z
                  domu na studia 600 km od domu, i po śmierci babci nie odzywała się do niego.
                  Teraz historia się powtarza ze mną. Jej rodzice również do tego dążą, że gdy
                  dziewczyna tylko wyruszy z domu, postara się przejść na swoje, zerwie kontakt z
                  rodzicami, a oni zostaną sami, zgorzkniali, że po tylu latach jedyne dziecko się
                  od nich odwróciło. Tylko że oni jej nie wychowują na człowieka umiejącego żyć w
                  społeczeństwie, ponoszącego skutki decyzji, tylko hodują jak stokrotkę pod
                  kloszem. Dla siebie nie dla innych. Ciekawe, jak ona by funkcjonowała w
                  małżeństwie będąc taką bezwolną mimozą, co to jej wszystko jedno, bo tatuś
                  zawsze wszystko załatwiał. Człowiek nigdy nie jest szczęśliwy, gdy nikt nie
                  liczy się z jego potrzebami i nie słucha, co ma do powiedzenia. Mój ojciec
                  próbował uszczęśliwiać mnie na siłę i jeszcze potem pretensje miał do mnie, że
                  nie chciałam tego, co akurat nie było mi potrzebne i zbieżne z moimi planami. On
                  już mi zaplanował życiorys na 10 lat naprzód, a moim psim obowiązkiem miało być
                  spełnianie jego ambicji. Ojciec autorki wątku to ten sam typ co mój, jeśli
                  chodzi o władcze zapędy w stosunku do dzieci. I naprawdę nie zdziwię się, gdy
                  ona w końcu z tego domu zwieje przy byle okazji i ten kontakt zerwie lub
                  ograniczy do minimum. Jeśli chce pozostać zdrowym psychicznie i społecznie
                  człowiekiem, szczerze polecam, ale zawsze będzie miała w sobie to poczucie
                  krzywdy, że musiała uciekać z domu, bo nikt się z nią tam nie liczył.
                  • gobi05 Re: nie daj sobą rządzić 05.08.09, 13:15
                    > kiedy ona ma się nauczyć podejmować samodzielne decyzje?
                    Nie "kiedy?", tylko "w jakich sytuacjach?".
                    Ponadto, ja raczej niespecjalnie widzę tu jej
                    samodzielność - chłopak ją namówił, pożyczył
                    (niespodzianka!) pieniądze i kupił jej śpiwór,
                    oraz jego brat wszystko zorganizował. W czym
                    ta samodzielność? Że wyjdzie sama z domu?
                    Ciekawe czy zastanowiła się, co zrobi jeśli
                    przestanie jej się podobać?

                    > przejedzie na chłopaku? Lepiej jak się przejedzie teraz
                    Nie, nie lepiej. Lepiej, żeby w ogóle nie "przejechała się",
                    a jeśli już, to w znanym sobie środowisku. Nie 100 km
                    od domu i bez pieniędzy.

                    > Rozumiem, że pragną jej szczęścia, każdy rodzic tego pragnie - ale samymi
                    > zakazami człowieka nie wychowasz i nie uchronisz przed całym złem świata.

                    Wiem to doskonale, zgadzam się w 100pc i uważam,
                    że jej rodzice źle robią. Problem w tym, że 0na
                    też wcale nie robi dobrze.

                    > wiedziałam, co potem zrobić. Jeżeli była cały czas normalnym posłusznym
                    > dzieckiem, to coś jej się od życia należy, czyli wyjazd z ROWIESNIKAMI, a nie
                    > pobyt z ciocią
                    Ktoś tu pisał, że 20-latka na obóz to raczej jako opiekunka,
                    a nie podopieczna. Nie chodzi mi o przeciwstawienie
                    "towarzystwo ciotki" - "towarzystwo rówieśników", tylko
                    "być kontrolowaną przez ciotkę" - "być kontrolowaną przez
                    rówieśników". "Nie dać się upupiać przez ciotkę", to nie
                    musi od razu oznaczać "dać się dupczyć przez chłopaka".
                    No i wyszło, że ja jej seksu żałuję, tymczasem cały czas
                    chodzi mi o to, że ona tym wyjazdem żadnej samodzielności
                    nie rozwija.

                    > chodzi o władcze zapędy w stosunku do dzieci. I naprawdę nie zdziwię się, gdy
                    > ona w końcu z tego domu zwieje przy byle okazji i ten kontakt zerwie lub

                    Oczywiście, że zwieje za rok - ale nie po to by zostać
                    seksniewolnicą. Dojrzałość to umiejętność decydowania
                    o sobie.
      • sundry Re: nie daj sobą rządzić 04.08.09, 16:31
        Bo każdy przeciętny 20-latek kupuje swojej dziewczynie prezenciki za
        400 zł..Nie osłabiaj mnie.
        • gobi05 Re: nie daj sobą rządzić 04.08.09, 17:20
          > > > Tam pokazał mi kupioną karimatę i śpiwór dla mnie. Powiedział, że pożyczył 400
          > > > zł od brata i da radę opłacić cały wyjazd. Najwyżej kiedyś mu oddam w ratach.

          > Bo każdy przeciętny 20-latek kupuje swojej dziewczynie prezenciki za
          > 400 zł..Nie osłabiaj mnie.

          Karimata i śpiwór to nie za 400. Tyle wynosi pożyczka
          od brata. Ona później zapłaci rachunek, który wystawi
          jej chłopak za to, że ją zabierze (500-600, albo
          nie wiadomo ile).
          Uważam, że nie powinien wobec niej stosować "polityki
          faktów dokonanych". On boi się jej rodziców, a oni mu
          (oraz swojej córce) nie ufają - a czemu mieliby zaufać
          komuś, kogo nie znają? "Wkurzona" to stan jej emocji,
          zaś "głupia" to stan jej intelektu, ona nie umie oceniać
          ludzi ani sytuacji. Rzutuje na nich własne pragnienia
          i widzi to, co chce widzieć. Obawiam się, że wkrótce
          się na tym przejedzie.

          Ogólnie biorąc jest to bardzo smutna sytuacja.
          Rodzice kontrolują dorosłą dziewczynę. Moja córki
          dostawały kieszonkowe jak miały 5 lat. Czy wydały
          na głupotki, czy oszczędzały na coś ważnego - uczyły
          się myśleć o sobie. Za Wkurzoną decydowali
          rodzice, a teraz ten chłopak.
          Ciekawe, czy ona sama ma coś do powiedzenia?
    • delayla Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 04.08.09, 16:06
      500 zł na 3 tygodnie pod namiot?????
      Ja tyle wydałam pod namiot na 6 dni w Karwii będąc z 2 kumpelami (namiot,
      karimaty i wszystko już miałyśmy).
      Nie, nie było imprez, szaleństw i rozrzutności - zwykły pobyt
      namiot-plaża-obiad-namiot....
      • szarrak Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 05.08.09, 07:56
        ja w zeszłym roku byłam pod namiotem przez tydzień i z trudem wydałam 200zł,
        gdybym chciała, to bez najmniejszego problemu przeżyłabym za dużo mniej. tyle,
        że my sobie sami obiadki gotowaliśmy nad butlą gazową... jeśli człowiek chce, to
        za 500zł na dwie osoby przeżyje trzy tygodnie pod namiotem, jeśli będzie miał
        kosmetyki typu szampon, krem do opalania, coś od komarów itd., bo mi to sporą
        część budżetu pochłonęło.
        • ravny wydatki 05.08.09, 16:21
          na same prezerwatywy 200zł pójdzie

          albo ani złotówki a potem 25 lat razy 600zł alimentów
          • ravny Re: wydatki 05.08.09, 16:22
            a potem 25 lat razy 600zł alimentów/miesiąc
    • lilicziczi Re: Problem z rodzicami, już nie mam siły! 05.08.09, 12:40
      Cześć,

      Przyczyną opisanej przez Ciebie postawy Twoich Rodziców jest
      najprawdopodobniej obawa, że zajdziesz w ciążę albo "zejdziesz na
      złą drogę" - stąd ich zakazy i ciągła kontrola. Może wynika to z ich
      obserwacji nastolatek i młodych kobiet w Londynie? Jeżeli są
      religijni, to na pewno także i z tego powodu.

      Oczywiście, że ich działania i zakazy są nieadkwatne do Twojego
      wieku a poza tym nieskuteczne - przed niechcianą ciążą uchronić Cię
      może w Twoim wieku tylko Twój rozsądek, podobnie jest z narkotykami
      itp. itd. Prawdą jest również, że Ty nie musisz wyznawać tych samych
      katolickich wartości, co Twoi Rodzice.

      Prawdą jest i to, że Rodzice muszą Cię utrzymywać do czasu
      ukończenia przez Ciebie szkoły oraz, jeżeli dostaniesz się na studia
      dzienne a oni są w dobrej sytuacji materialnej, mają obowiązek Cię
      wspierać do ukończenia przez Ciebie studiów, jeżeli nie jesteś w
      stanie utrzymać się samodzielnie (warto jednak zauważyć, że ostatnio
      pojawiają się poglądy prawników i sędziów, że w wielu przypadkach
      dziecko może iść na studia zaoczne i pracować, rodzice nie muszą go
      więc utrzymywać, jeżeli wiąże się to ze znacznym uszczerbkiem w ich
      majątku, ew. wystarczy, że będą dziecko wspierać jedynie częściowo -
      zapytaj na jakimś forum prawniczym).

      Ale przede wszystkim moim zdaniem NIE WARTO w Twoim przypadku grozić
      Rodzicom sądem, alimentami, ucieczką. NIE RÓB TEGO!!! Takie
      działania można podejmować jedynie w sytuacjach, w których nie ma
      się nic do stracenia, jest zagrożone czyjeś życie i zdrowie, czyli w
      przypadkach przemocy, molestowania. Możesz ogromnie urazić Rodziców,
      zepsuć sobie całkowicie i na zawsze relacje z nimi.

      Co Ci radzę:

      1. Jeżeli chodzi o wakacje: może pojedź do ciotki a chłopak z bratem
      i dziewczyną pojadą pod namiot do tej samej miejscowości ;)

      2. WYTRZYMAJ DO MATURY - pomyśl, czeka Cię ważny egazmin, powinnaś
      go zdać jak najlepiej, potrzebujesz spokoju - czy warto przez
      najbliższe 10 miesięcy (to tylko 10 miesięcy ;))tracić czas na walkę
      z Rodzicami - oni prawdopodobnie się nie zmienią, a stres może odbić
      się na wyniku Twojej matury.

      3. PO MATURZE - STUDIA DZIENNE W INNYM MIEŚCIE, tak, jak Ci radzą
      forumowicze. Tylko nie mów Rodzicom, jaki jest prawdziwy powód
      wyjazdu do innego miasta. Powiesz, że tam jest Twój wymarzony
      kierunek albo wyjątkowo prestiżowa uczelnia itd. itp.

      4. WŁASNE PIENIĄDZE - możesz udzielać korepetycji z angielskiego
      (dwie godziny tygodniowo po 25 zł i już masz 200 zł miesięcznie
      WŁASNYCH pieniędzy :)), o których rodzice nie muszą nawet wiedzieć.
      Po maturze, mając średnie wykształcenie i będąc studentką, będziesz
      mogła udzielać więcej korepetycji albo ew. robić tłumaczenia
      specjalistyczne - wtedy naprawdę dobrze dorobisz - znowu własne
      pieniądze, niezależne od wiedzy i woli rodziców.

      Na marginesie - nie wybieraj raczej anglistyki, niech angielski
      będzie Twoim dodatkowym atutem obok wykształcenia technicznego albo
      ekonomicznego!

      Czyli metoda unikania bezpośredniej konfronatacji, konfliktu - bo z
      Rodzicami nie warto, poza szczególnymi sytuacjami, walczyć!

      Piszę Ci z własnego doświadczenia - moi Rodzice, choć nie byli chyba
      tak rygorystyczni, jak Twoi, też mieli swoje zasady typu: o 21.00
      (później o 22.00) w domu, z imprezy, będąc dorosła, musiałam wrócić
      do domu o 24.00, o 24.00 musiałam spać (również będąć dorosła ;)),
      prawo jazdy - dopiero po studiach a i samochód Mama pożyczyła mi po
      raz pierwszy w tym roku (mam 28 lat, nie mieszkam już z Rodzicami a
      mój własny samochód właśnie się zepsuł) i wiele innych. Walki z
      Rodzicami nic nie dawały - tylko atmosfera w domu była coraz gorsza
      :(.

      Na pocieszenie napiszę Ci jeszcze, że być może Rodzice "poluzują"
      trochę po zdaniu przez Ciebie matury, bo to będzie moment, w którym
      staniesz się dorosła albo przynajmniej doroślejsza :)

      pozdrawiam - pamiętaj, bez "gwałtowych ruchów" ;)

      • jendza1 lilicziczi 05.08.09, 12:54
        Nie to, zeby sie 'czepiala', ale katolicyzm nie nakazuje wiezic dzieci, ani tym
        bardziej - dzieci pelnoletnich... Wrecz przeciwnie...

        Hm, a reszta Twojej wypowiedzi... Przeczytaj ja uwaznie, prosze, i ponownie. I
        jeszcze raz... Zauwazylam duzo rzeczy, nie tylko te z niefortunna interpretacja
        katolicyzmu. Jednak przede wszystkim rzuca sie w oczy fakt, ze usilujesz ustawic
        zycie Autorki watku tak wlasnie, jak jej rodzice. I pewno tak, jak Twoi
        traktowali Ciebie.

        Czyzby to przechodzilo z pokolenia na pokolenie?
        • lilicziczi Re: lilicziczi 05.08.09, 13:10
          > Nie to, zeby sie 'czepiala', ale katolicyzm nie nakazuje wiezic
          >dzieci, ani tym bardziej - dzieci pelnoletnich... Wrecz
          >przeciwnie...

          Jasne, że nie nakazuje. Problem w tym, że rodzice Autorki wątku mają
          swój pogląd, jak wyglądać powinno katolickie wychowanie i obawiam
          się, że będą przy nim obstawać i rozmowy nic nie dadzą. TO jest ICH
          interpretacja a nie moja.

          >Jednak przede wszystkim rzuca sie w oczy fakt, ze usilujesz ustawi
          > c zycie Autorki watku tak wlasnie, jak jej rodzice. I pewno tak,
          >jak Twoi traktowali Ciebie.

          Nie - ja tylko radzę Autorce wątku unikać konfliktów z rodzicami,
          zwłaszcza do czasu zdania matury, bo nic dobrego z tego nie
          wyniknie: rodzice się nie zmienią a relacje w domu się popsują.
          Niestety, jak się mieszka z rodzicami to nie warto z nimi walczyć
          (poza szczególnymi sytuacjami). Po zdaniu matury i dostaniu się na
          studia Autorka wątku będzie mogła bez zbędnych zadrażnień
          wyprowadzić się z domu (wyjazd na studia) i wiele problemów z
          rodzicami rozwiąże się siłą rzeczy. A to tylko 10 miesięcy.

          A co Ty radzisz Autorce wątku?


          • jendza1 Re: lilicziczi 05.08.09, 13:35
            lilicziczi napisała:


            > Problem w tym, że rodzice Autorki wątku mają
            > swój pogląd, jak wyglądać powinno katolickie wychowanie i obawiam
            > się, że będą przy nim obstawać i rozmowy nic nie dadzą. TO jest ICH
            > interpretacja a nie moja.

            Wcale tego nie wiemy - rodzice Autorki watku tu sie nie wypowiedzieli. Skad
            wiesz, jaka jest 'ich interpretacja'? Skad wiesz, ze 'rozmowy nic nie dadza'?


            > Nie - ja tylko radzę Autorce wątku unikać konfliktów z rodzicami,
            > zwłaszcza do czasu zdania matury, bo nic dobrego z tego nie
            > wyniknie: rodzice się nie zmienią a relacje w domu się popsują.
            > Niestety, jak się mieszka z rodzicami to nie warto z nimi walczyć
            > (poza szczególnymi sytuacjami). Po zdaniu matury i dostaniu się na
            > studia Autorka wątku będzie mogła bez zbędnych zadrażnień
            > wyprowadzić się z domu (wyjazd na studia) i wiele problemów z
            > rodzicami rozwiąże się siłą rzeczy. A to tylko 10 miesięcy.

            Czy relacje w domu Wkurzonej moga sie jeszcze bardziej popsuc? Zastanow sie,
            prosze... Poza tym - i owszem, radzisz - w formie dosyc autorytarnej i w wielu
            konkretnych detalach, konkretne rozwiazania. A przeciez nie znasz nikogo z tej
            rodziny. Przeczytalas tylko pare postow...

            > A co Ty radzisz Autorce wątku?
            >

            Na razie... nic. Tylko trzymam za nia kciuki - bo widze, ze wreszcie zaczela
            decydowac o sobie sama. POpelni bledy - jak kazdy. Najlepiej jednak bedzie, gdy
            przestanie sie ogladac na 'dobre rady' oraz decyzje na temat jej zycia
            kogokolwiek - od rodzicow poczawszy, na forumowiczach skonczywszy.
            Tylko ona jest w swojej skorze, zna swoich rodzicow, swojego chlopaka i swoje
            uwarunkowania oraz mozliwosci.

            A moje analogiczne doswiadczenie... Hm... zaczelam byc traktowana w domu
            rodzinnym z odrobina szacunku dopiero wtedy, gdy przestalo mi zalezec na tzw.
            'milosci' rodzicow, na skutek czego, a wobec braku rzeczonej milosci, przestalam
            'byc grzeczna'. Czyli 'sluchac'. I zaczelam robic to, co sama uznalam za
            sluszne. Bo z moich aktow kiedys rozliczana bede ja, nie moi rodzice. I tego -
            pewno sie zdziwisz - nauczyl mnie... katolicyzm wlasnie...
            I stanelam na nogi.

            I nikt mi nie wyliczal, ile na mnie wydal, nikt sie odwazyl walnac mi tekstu, ze
            moj chlopak na przyklad - mna kieruje...
            Walka o siebie to ciezka praca.
            Trzymam kciuki za 'Wkurzona'.
            j
        • gobi05 Re: lilicziczi 05.08.09, 13:49
          > Nie to, zeby sie 'czepiala', ale katolicyzm nie nakazuje wiezic dzieci, ani tym
          > bardziej - dzieci pelnoletnich... Wrecz przeciwnie...
          Skąd ci katolicyzm przyszedł do głowy??

          > katolicyzmu. Jednak przede wszystkim rzuca sie w oczy fakt, ze usilujesz ustawi
          > c
          > zycie Autorki watku tak wlasnie, jak jej rodzice.
          Ona proponuje nie walczyć z rodzicami i jest to podejście
          jak najbardziej na miejscu. Autorka wątku nie jest osobą
          dominującą, konfrontacyjną, choleryczną - gdyby była
          to już dawno wywalczyłaby sobie zupełnie inną pozycję.
          Można osiągać własne cele w rodzinie bez walki.
          "Udzielaj korepetycji, wybierz studia w innym mieście,
          nie podejmuj konfrontacji" - to są dobre rady.

          Pytasz "Czy relacje w domu Wkurzonej moga sie jeszcze
          bardziej popsuc?" - oczywiście, że mogą.
          • jendza1 Re: lilicziczi 05.08.09, 15:40
            > Ona proponuje nie walczyć z rodzicami i jest to podejście
            > jak najbardziej na miejscu.

            Po pierwsze: lilicziczi nie potrzebuje adwokata. Jesli juz go jednak ma:), to po
            drugie:
            Nieprawda jest, ze 'ona proponuje nie walczyc z rodzicami'. I owszem - uzywajac
            trybu rozkazujacego (patrz nizej) wydaje nieledwie polecenia, co powinna zrobic
            Wkurzona. Czyli - nie jest to 'propozycja', a raczej rodzaj polecenia, a dodam
            do tego, ze istota owego jest polityka chowania glowy w piasek, a nie wziecia
            sprawy w swoje rece.

            Autorka wątku nie jest osobą
            > dominującą, konfrontacyjną, choleryczną - gdyby była
            > to już dawno wywalczyłaby sobie zupełnie inną pozycję.
            > Można osiągać własne cele w rodzinie bez walki.
            > "Udzielaj korepetycji, wybierz studia w innym mieście,
            > nie podejmuj konfrontacji" - to są dobre rady.
            >
            > Pytasz "Czy relacje w domu Wkurzonej moga sie jeszcze
            > bardziej popsuc?" - oczywiście, że mogą.

            A na jakiej podstawie tak twierdzisz? Byles kiedys tak doglebnie nieszanowany?
            Wiesz, jakie to moze byc pieklo? A przede wszystkim: co w ogole wiesz o zyciu
            tej rodziny, poza tym, co napisala Autorka watku?

            Na jakiej podstawie twierdzisz, ze
            > Można osiągać własne cele w rodzinie bez walki.
            ????
            W jakiej rodzinie? MOze w kazdej? BO tak Twoje stwierdzenie zabrzmialo...
            aksjomatycznie, rzeklabym.

            A to przeciez wierutna bzdura:(.

            Ja mam doswiadczenia w tej dziedzinie dokladnie przeciwpolozne.
            W jednej rodzinie, tej, z ktorej sie wywodze, nie moglam 'osiagnac swoich celow'
            zadna metoda, w drugiej - tej, ktora budujemy wspolnie z mezem od wielu lat -
            cele, ktore oboje rowno wyznaczamy, osiagamy wspolnie. NIczego nie musze
            'osiagac' w 'walce', a juz na pewno nie z moim mezem...

            Skad wiesz, z jaka rodzina ma do czynienia Autorka watku? Kto Ci dal prawo do
            tak radykalnego ferowania tak bezsensownych stwierdzen?
            Chcesz pomoc tej dziewczynie, czy wcisnac ja jeszcze glebiej w poczucie winy?
            • lilicziczi Re: lilicziczi 05.08.09, 15:59
              >Nieprawda jest, ze 'ona proponuje nie walczyc z rodzicami'. I
              >owszem - uzywajac trybu rozkazujacego (patrz nizej) wydaje
              >nieledwie polecenia, co powinna zrobic Wkurzona. Czyli - nie jest
              >to 'propozycja', a raczej rodzaj polecenia,

              Autorka wątku prosi o rady - więc dałam jej rady. Nie są to
              polecenia, ale konkretne, moim zdaniem słuszne, RADY. Przy
              udzielaniu rad język polski dopuszcza stosowanie trybu
              rozkazującego. Poczytaj choćby forum i m. in. swoje posty:

              forum.gazeta.pl/forum/w,16,97527478,97559335,Re_nic.html
              forum.gazeta.pl/forum/w,16,66694043,66707131,Re_chlopak_alkoholik_.html

              czy udzielasz rad, czy wydajesz polecenia (rozkazy?)

              >a dodam do tego, ze istota owego jest polityka chowania glowy w
              >piasek, a nie wziecia sprawy w swoje rece.

              To napisz konkretnie, jak Autorka wątku ma "wziąć sprawy w swoje
              ręce", poradź coś konstruktywnie, a nie skupiaj się na krytyce moich
              rad .
              • jendza1 Re: lilicziczi 05.08.09, 16:13
                Ale sobie zadalas trudu:) - czuje sie wyrozniona.
                To idzmy dalej w krytyke tekstu - ale teraz calosci, nie tylko trybu
                rozkazujacego, wyrwanego z kontekstu.
                POpatrz prosze nawet na moje obie wypowiedzi, do ktorych linki zamiescilas, i na
                swoja pierwsza - te, skierowana do AUtorki watku.
                POpatrz na konstrukcje calosci, styl/sposob 'dawania rad', rozlozenie naciskow,
                itd. Zastanow sie na przyklad nad funkcja punktacji we wlasnym poscie itd.

                Tak, wlasnie: "zastanow sie", nie 'zastanow sie, prosze', nie 'moglabys sie
                zastanowic' itd.
                Tym razem uzywam trybu rozkazujacego na Twoj sposob.

                pzdr
                j
                • lilicziczi Re: lilicziczi 05.08.09, 16:18
                  >POpatrz prosze nawet na moje obie wypowiedzi, do ktorych linki
                  >zamiescilas, i na swoja pierwsza - te, skierowana do AUtorki watku.


                  Patrzę i co widzę - słowa:

                  "CO Ci radzę:"

                  a dalej w punktach rady.
                  • jendza1 Re: lilicziczi 05.08.09, 16:32
                    Obie wypowiedzi:

                    Skoncentruj sie -
                    pierwsza

                    zrob sobie badania - hm, to zimno i niechec do dzialan moglyby sugerowac na
                    przyklad lekka niedoczynnosc tarczycy...
                    Moga miec tez racje inni - z tymi witaminami, slonkiem...

                    JEdnak bym sie sklaniala do wykonania podstawowych badan krwi + hormony tarczycy.

                    Trzymaj sie!


                    I druga

                    Werko, problem, o ktorym piszesz, to tylko jedna z przestrzeni bycia dwojga
                    ludzi ze soba. NIe sluchaj, prosze, rad w stylu 'zostaw go', bo sa... niezbyt
                    przemyslane. Nikt z nas nie zna ani Ciebie, ani jego - jakim zatem prawem takie
                    zdecydowane sugestie?

                    A jak chodzi o Twoje pytanie?
                    Hm, moze warto pogadac z nim, pojsc z nim/sama na spotkanie specjalistow... nie
                    wiem, AA, albo dzieci anonimowych alkoholikow, albo... nie wiem jeszcze, kto...

                    WIesz, mam przyjaciolke. Poznala go pozno, miala kolo 30tki. On wlasciwie juz
                    pil. Przez pierwszych 5 lat mieszkali u jej rodzicow - to tylko potegowalo ich
                    problemy. WYrwali sie. Zdobyli wlasne m - w dzielnicy jego mlodosci, co gorsza...
                    Tam kolegow co niemiara...

                    Stworzyla taki dom, ze mu sie CHCIALO do niego wracac.
                    Za kazdym razem, gdy ich widze - jest lepiej.
                    Maja prace, mieszkanko, dzialke i kota.
                    I pasje.
                    A z alkoholu.. pijaja nalewki.. wlasnej produkcji...:), w naparstkowych ilosciach..

                    I to nie bajka - mozesz mi wierzyc.

                    CO nie znaczy, ze w Twoim/Waszym przypadku tak bedzie.
                    Musisz sama przemyslec i zdecydowac. Czy chcesz z nim byc.
                    Jak ma wygladac to bycie.

                    Pzdr
                    j

                    Gdzie tu widzisz 'rady w punktach'?

                    Lilicziczi - gdzie Twoja uczciwosc?
                    • lilicziczi Re: lilicziczi 05.08.09, 16:36
                      analizowałam SWOJĄ pierwszą wypowiedź, a nie Twoją - napisałam:

                      Co Ci radzę:

                      i dalej rady w punktach

                      a zatem z kontekstu mojego pierwszego postu wynika chyba, że są to
                      rady, nie polecenia


                      • jendza1 Re: lilicziczi 05.08.09, 17:54
                        Badz konsekwentna, prosze:)

                        (a propos: widzisz roznice miedzy 'badz konsekwentna', a 'badz konsekwentna,
                        prosze:)'?)

                        Wywolalas mnie do tablicy - w kontekscie uzywania trybu rozkazujacego zalaczajac
                        linki do dwoch moich wypowiedzi - a gdy Cie prosilam o POROWNANIE Twojej
                        wypowiedzi i stylu uzywania trybu r. z moimi wypowiedzialmi i analogicznym
                        stylem - wycofalas sie.

                        To jak to w koncu z Toba jest?
                        • lilicziczi Re: lilicziczi 05.08.09, 18:07
                          To Ty pierwsza stwierdziłaś:

                          >uzywajac trybu rozkazujacego (patrz nizej) wydaje nieledwie
                          >polecenia, co powinna zrobic Wkurzona. Czyli - nie jest
                          >to 'propozycja', a raczej rodzaj polecenia,

                          Więc ja ci odpisałam, że tryb rozkazujący nie przesądza o tym, ze
                          dane zdanie jest poleceniem, podając przykłady Twoich postów.

                          Ty napisałaś się o kontekstach i zaproponowałaś porównanie moich i
                          Twoich postów. Więc porównałam i przeczytałam mój post jeszcze raz.
                          Wydaje mi się, że z mojego postu, z całego kontekstu wypowiedzi, a w
                          szczególności ze względu na użycie słów: "Co Ci radzę" wynika, że
                          daję rady, a nie polecenia.
                          • jendza1 Re: lilicziczi 05.08.09, 22:23
                            Osobistemu tacie Wkurzonej tez sie z pewnoscia 'wydaje', ze on radzi, a nie
                            wydaje polecenia...
                            Przeciez nie robi tego w punktach i uzywa slowa 'radze'...
                            POza tym - oni tak przeciez z troski, bo pomoc chca dziewczynie dorosnac...
                            Jeju, stale to samo, stale to samo
        • bertrada Re: lilicziczi 05.08.09, 15:19
          > Nie to, zeby sie 'czepiala', ale katolicyzm nie nakazuje wiezic dzieci, ani tym
          > bardziej - dzieci pelnoletnich... Wrecz przeciwnie...

          Też mi się tak wydaje. Miałam w szkole koleżankę, która pochodziła z
          ortodoksyjno katolickiej rodziny. I wierz mi, nikt nie miał tyle swobody co ona.
          Jej rodzice wychodzili z założenia, że skoro się modlą za te swoje dzieci i
          chodzą do kościoła, to znaczy że tym dzieciom nic się nie stanie. Zawierzyli je
          bogu, więc są pod dobrą opieką. Co więcej, nawet jakby coś się stało, to znaczy,
          że taka była wola boża i nie można się temu sprzeciwiać. Co najwyżej można się
          pomodlić.

          Dziewczyna będąc w liceum pojechała sobie ze znajomymi na wycieczkę po Europie,
          autostopem. Nie było wtedy ani komórek, ani internetu. Natomiast słyszało się,
          że jest to dość niebezpieczny i ryzykowny proceder. No moja ateistyczna matka w
          życiu by mnie nie puściła na coś takiego.
          Nie wspomnę o tym, że nie miała żadnych ograniczeń co do wracania po nocach do
          domu, itp. Ona zawsze miała radochę z osób, których rodzice pilnowali,
          przyjeżdżali po nie wieczorami, czy odwozili gdzieś. Dla niej taki strach o
          dziecko to jakaś totalna abstrakcja była.
          • lilicziczi Re: lilicziczi 05.08.09, 16:10
            Ależ oczywiście macie rację - jeżeli człowiek wyznaje określone
            wartości, to wyznaje je niezależnie od tego, czy przebywa w namiocie
            ze swoim chłopakiem, czy też na obozie młodzieży katolickiej i
            opisana przez Ciebie postawa rodziców koleżanki jest pięknym wyrazem
            zaufania do ich córki i wiary, że ich wychowanie było skuteczne.

            Nie zmienia to jednak faktu, iż wielu ludzi wychowujących dzieci "po
            katolicku" postępuje tak, jak rodzice Autorki wątku - uważa, że
            najlepszym miejscem dla ich dziecka będzie ciocia albo obóz
            katolicki.

            Oczywiście, że jest to niesłuszne, niemające wiele wspólnego z
            chrześcijańskim wychowaniem i nieskuteczne. ALE RODZICE AUTORKI
            WĄTKU MAJĄ WŁAŚNIE TAKIE POGLĄDY i moim zdaniem rozmowa i
            przytaczanie im podanych przez Was przykładów koleżanek katoliczek
            podróżujących autostopem po Europie NIE PRZEKONA ICH.

            Przecież chodzi o udzielenie rad Autorce wątku a nie o rozważanie,
            czy poglądy jej rodziców są rzeczywiście zgodne z chrześcijańskimi
            wartościami, czy nie.
            • bertrada Re: lilicziczi 05.08.09, 16:54
              Ale coś mi się wydaje, że to są tacy pseudokatolicy a nie prawdziwi. Czyli z tej
              kategorii, to to niby wierzą ale na wszelki wypadek wolą splunąć przez lewe
              ramię jak im czarny kot przebiegnie drogę. A być może ten katolicyzm to zwykły
              lans jest albo pretekst, żeby uskuteczniać jakieś swoje socjopatyczne skłonności.

              Ludzie naprawdę wierzący mają to do siebie, że zwalają odpowiedzialność za to co
              ich spotyka na siłę wyższą.
              Logiczne jest, że żaden rozsądek i żadne dobre wychowanie nie uchronią przed
              zostaniem ofiara przestępstwa. Jak ktoś wraca po nocach do domu to nie ma na to
              wpływu, że ktoś go napadnie, nic nie poradzi na to, że go ktoś wciągnie do
              klatki schodowej i zgwałci, nie jest w stanie się obronić przed zboczonym
              kierowcą tira, który go wywiezie do lasu i zamorduje. Podobnie jest z wypadkami
              drogowymi, które są spowodowane nie z naszej winy, itp. I osoby wierzące, wierzą
              w to, że jak wypełniają wszystkie boże przykazania, to ten bóg uchroni ich i ich
              dzieci przed złem tego świata. W związku z tym, nie ma potrzeby dodatkowo się
              zabezpieczać. A być może taka dodatkowa ostrożność to w ich mniemaniu nawet
              bluźnierstwo.
              • lilicziczi Re: lilicziczi 05.08.09, 17:01
                Nie jestem znawcą w temacie religii, ale wydaje mi się, że różne
                religie mają różne poglądy na kwestię fatalizmu/predestynacji.
                Kwesta ta jest też różnie ujmowana w różnych odłamach
                chrześcijaństwa a nawet istnieją rozbieżności w poglądach teologów w
                obrębie katolicyzmu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka