mimi-4
07.08.09, 22:36
Wiem, że na tym forum jest sporo marudzących bab, ale skoro inne
mogą to ja też.
W wieku 30 lat zorientowałam się, że moje życie nie jest takie jak
chce i postanowiłam je zmienić.
Podjęłam studia, zadbałam o swój wygląd, byłam pełna wiary i
optymizmu, że uda mi się zmienić moje życie.
Miałam nadzieje, że studia pozwolą mi znaleźć prace o jakiej marze,
że wreszcie pokocham z wzajemnością i nie będę już sama.
Skończyłam studia bez problemu, jednak nie udało mi się znaleźć
dobrej pracy, wciąż jestem sama.
Rok temu w moje 35 urodziny coś we mnie pękło.
Odpuściłam sobie wszystko, przestałam szukać lepszej pracy,
wychodzić gdziekolwiek.
Chodze do bezsensownej pracy, a potem siedze w domu i gapie sie w
telewizor lub komputer.
Gdzieś tam na dnie duszy jest czasem taka myśl, że może jeszcze
powalczyć o zmiane na lepsze.
Jednak jak długo można się starać i wierzyć, że coś się zmieni?
Już sama nie wiem czy jestem jakaś pechowa, czy jestem zwykłą
pierdołą życiową, która nie potrafi znaleźć dobrej pracy i faceta?
Dzięki za wysłuchanie.