Dodaj do ulubionych

Historia jakich wiele

27.08.09, 11:13
Witam, chciałam podzielić się z Wami moja małą historią. Nie daje mi ona
spokoju, więc liczę na odzew. Spodziewam sie wszystkiego :)
No więc mam 28 lat, 3 miesiace temu zaczęłam nową pracę. Juz pierwszego dnia
pracy poznałam kogoś, kto zrobił na mnie ogromne wrażenie, z wzajemnością. Od
pierwszego dnia rozmawiamy ze sobą godzinami, a po kilku tygodniach juz
wiedziałam: zakochalismy sie w sobie jak w liceum, jak pierwsza miłość, na
zabój itd (oszczędze patetycznych szczegółów).
Oczywiście byłoby wspaniale gdyby nie to, że...ja jestem w związku od 6 lat,
on od 4. I jego i mój związek do ideałów nigdy nigdy nie należały. Jetsem z
moim facetem, a raczej obok niego, żyjemy razem, nie mamy żadnych wspolnych
rzeczy, chyba nawet planów, czasem fajny sex, ale to tez się strasznie
zmieniło, bo z wiekiem zaczęłam wymagac w tej dziedzinie więcej...Mój facet
niestety "został w tyle", nudzimy sie razem, jestesmy jak stare małzeńtwo,
przytakujemy sobie, nie kłócimy się, jest mdło...Ale rozstac się trudno. I w
związku mojego nowego przyjaciela jest tak samo. I tak samo trudno mu się
rozstać...
Nie będę opisywac mojego przyjaciela, typowe: jest oczywiscie doskonały,
stworzony dla mnie, idealnie do siebie pasujemy, nie możemy sie od siebie
oderwać, podobaja nam sie te same rzeczy.
Zostalismy kochankami - opisów tego co wyrabiamy tez oszczędzę, ale jest
kosmicznie :) I najgorsze...my nie mamy wyrzutów sumienia...
Można by rzec, fajny wakacyjny romans, zdarza się. Ale pzrestało byc fajnie,
zaczyna być mrocznie. Uzalezniłam się od niego. Dzień bez rozmów, smsów, maili
i swiruję. O ile na początku wydawało mi się, ze kontroluje sytuację, to teraz
nie mam juz nad tym panowania. Chcę z nim byc, rzucić wszytsko. Czekam tylko
na jego sygnał, że jest gotowy odejść od swojej dziewczyny...Ale boje się, że
to nigdy nie nastapi, a ja zostane klasyczną kochanką - zakochana i
nieszczęśliwą, czekająca na najmnieszy gest z jego strony.
Teraz jest wspaniale, unosze się nad ziemia, zakochana, pierwszy raz od lat
czuje sie kobietą...Ale co będzie za miesiąc? Za dwa? Pracujemy razem,
wiadomo, nie łatwo zmienic prace w dzisiejszych czasach. Niełatwo zapomnieć!
Wymazać kogos z mysli.
Jedno jest pewne: dopiero po tych doświadczeniach moge powiedzieć, że wiem
cokolwiek o związkach damsko-meskich. I juz nigdy nikogo nie potepię za
romans...Teraz jestem mądra, a za chwile będe mega nieszczęśliwa...
Czy można wyjśc z takiego poplątania cało? I jak takie zakochanie może odbic
się na reszcie życia? Jestem totalnie zagubiona i porażona tym co robie od
przeszło 2 miesięcy...
Obserwuj wątek
    • jamnik_stepowy Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 11:18
      Dajcie sobie trochę więcej czasu. Bez sensu cokolwiek przyspieszać.
      Słusznie zauważasz, że uzależnianie się od obiektu swoich uczuć jest
      destruktywne. Więcej luzu.
      • skryta3 Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 11:23
        czas zerwać z chłopakiem, z którym jesteś tyle lat...
      • kobitka.jak.kobitka Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 11:23
        a rozmawialiście o byciu razem nie tylko w ukryciu?
        o zakończeniu dotychczasowych związków? oszukiwaniu rzekomo bliskich Wam ludzi?
        sorry, ale mnie to brzydzi.
        chciałabyś, żeby Ciebie krzywdził ktoś tak jak Ty krzywdzisz swojego mężczyznę a
        on swoją kobietę?
        zacznij zachowywać się jak dorosła i odpowiedzialna osoba.
        • welly77 Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 11:47
          Owszem, rozmawialiśmy. Mamy plany, pomysły na siebie i zycie razem. Ale, wydaje
          mi się, że oboje cholernie boimy sie, ze zerwiemy nasze nudne, ale bezpieczne
          związki, a potem okaze się że zauroczenie minie, po miesiacu razem nie będziemy
          mogli razem wytrzymac...
          Łatwo powiedzieć, zacznij się zachowywać jak dorosła i odpowiedzialna...A co ja
          robiłam przez ostatnie lata? Pogrążyłam się w tej dorosłości, i teraz mi odbija,
          nie przeczę...
          • skarpetka_szara Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 15:54
            sorry, ale dorosla i odpowiedzialna osoba nie tkwi w zwiazku w
            ktorym nie jest szczesliwa, nie jest z czlowiekiem z ktorym wie, ze
            jest nie dla niej.

            Wyobraz sobie ze dowiadujesz sie ze to Twoj chlopak ma romans z
            inna kobieta i ze jest zakochany w niej. I ze po prostu caly czas
            ciebie oklamuje? Wyobraz sobie ze jestes dziewczyna swojego
            kochanka. Jestes obrzydliwa.

            W dodatku, zachowujesz sie jak szczeniara: nie potrafisz podjac
            doroslej zyciowej decyzji. Trzymasz zwiazek z chlopakiem "na
            wszelki wypadek jak nie wyjdzie z kochankiem". Jaka paranoja!!!

            Nikt nie powiedzial ze doroslosc jest latwa. Doroslosc polega na
            podejmowaniu trudnych decyzji, ale trzeba miec w zyciu jakis honor,
            godnosc, etyke, i szacunek do innych - na tym polega doroslosc.
            Ty, niestety jeszcze z pieluch nie wyroslas.

            PS: ludzie prawdziwie zakochani nie boja sie skonczyc z poprzednimi
            zwiazkami. Gdybys naprawde wiedziala ze on jest dla ciebie na
            100%, a on tak samo by myslal o Tobie - to byscie juz dawno
            skonczyli swoje zwiazki. Dlatego marnie widze Twoja przyszlosc z
            kimkolwiek. W dodatku, procentowo - ludzie ktorzy w taki sposob
            sie poznaja maja baaaardzo marne szanse na udany zwiazek - bo
            budujecie wasze grunty na klamstwie.

            Przynajmniej znalazlas sobie czlowieka godnego CIEBIE! he he...
            brrr...
    • jan_hus_na_stosie Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 11:57
      szkoda, że Twój facet nie ma okazji przeczytać tego posta, jeśli ma jaja to o
      jeden dylemat miałabyś mniej...
      • welly77 Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 11:59
        A tu niespodzianka - mój facet wie, że sie ktos pojawił w moim zyciu...i o nic
        nie pyta. Powiedział "niczego nie moge ci zabronić". Sama któregos dnia się
        wściekłam i powiedziałam, ze kogos poznałam. A on nic, ciche przyzwolenie...To
        nie zabija.
        • jan_hus_na_stosie Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 12:08
          przecież napisałem: "jeśli ma jaja"

          ale z tego co czytam ani on a ni Ty ich nie masz (oczywiście w metaforycznym
          znaczeniu)
          • piotr.55 Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:03
            Łatwo osądzasz ludzi. Moim zdaniem On może mieć większe jaja niż Ty
            byłbyś w stanie udźwignąć. Nie znam człowieka, ale On może kierować się Jej
            dobrem, swoje ambicje odsuwając na drugi plan.
            • malwan Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:33
              Kierować się jej dobrem?
              Dla niego JEJ dobro to JEGO spokój i wygoda...
              • piotr.55 Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:37
                Skoro posiadasz taką wiedzę to ok. Ja takiej wiedzy nie posiadam:)i z takiego
                "stanowiska" sie wypowiadam.
                • malwan Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:44
                  nikt nie wie niczego na pewno.
                  Wnioskuję z tego co jest napisane.
    • artystka123 Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 11:58
      Myślę,że jeżeli oboje bylibyście pewni jakości i prawdziwości tego, co Was
      łączy, jak również tego, że z obecnymi partnerami jesteście nieszczęśliwi nie
      byłoby problemów, aby zakończyć obecny chory układ, przestać ranić i oszukiwać
      ludzi, z którymi spędziliście kawał swojego życia i zacząć budować wspólne,
      uczciwe życie.
      Widać coś jest nie tak...
      Na Twoim miejscu jednak szybko postarałabym się zakończyć obecną plątaninę i
      zacząć żyć jak uczciwy człowiek - zerwać z nie odpowiadającym Ci partnerem lub
      zerwać z kochankiem.
      Jeżeli uważasz,że między Tobą a obecnym wszystko,co dobre się skończyło - zerwij
      z nim i poszukaj szczęścia gdzie indziej.
      • stinefraexeter Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 12:15
        Też mi się tak wydaje.

        Ogólnie cały twój post aż emanuje strachem i zachowawczością.
        Z partnerem nie zerwiesz, bo strach (przed samotnością),
        kochanka nie przyszpilisz, bo strach (przed utratą chemii), z kochankiem nie
        zerwiesz, bo strach (jak wyżej).

        Skoro tak, to wegetuj sobie z niekochanym facetem, któremu zwisa czy masz
        romans czy nie, trać młodość i energię na bezprzyszłościowy związek oparty
        wyłącznie na chemii i tylko nie wiń okrutnego losu za nieszczęśliwą egzystencję,
        która cię czeka.

        Kurcze, czy ty nie widzisz, że powinnaś po pierwsze zakończyć swój związek, a
        potem zastanowić się co dalej z kochankiem (jeśli (nie) będzie chciał się z tobą
        związać na poważnie)?
        • bugmenot2008_2 Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:36
          do tego trzeba miec jaja
          • stinefraexeter Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:39
            To prawda.
            Nie ma obowiązku posiadania metaforycznych jaj, ale tacy bezjajciarze nie mają
            potem prawa skarżyć się na niesprawiedliwość świata.
      • melixsa Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 12:17
        Po pierwsze-nie oszukujcie! Zerwij z facetem, z którym i tak nie chcesz być.
        Skoro jest mdło, to po co to ciągnąć, nawet jeśli nowy związek nie wypali?

        Po drugie, gdy już zerwiesz rozwijajcie dalej to uczucie. jeśli przetrwa-super,
        jeśli nie-jeszcze sporo wzlotów przed Tobą.

        Powodzenia. Tylko przestań oszukiwać. Na kłamstwach chcesz budować miłość? Sama
        pomyśl...
        • welly77 Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 12:33
          Bo ja jestem przerażona, z charakteru totalny introwertyk -nagle pojawia się ON
          i mnie zniewala. Zawsze wydawało mi się ,że jestem odporna na podryw, flirt. A
          tu weszłam w to z całą świadomością konsekwencji. Ale na początku myslałam, ze
          co najwyżej przespimy się ze sobą i nam przejdzie. Ale nie przechodzi...Więc
          pojawia się dalsze pzrerażenie: co teraz?? Czuję, że z NIM czy bez, mój związek
          i tak sie rozwali...Strach przed samotnościa jest gorszy od zdrady, bo jeszcze
          bardziej samolubny...
          • jan_hus_na_stosie Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 12:35
            welly77 napisała:

            > Strach przed samotnościa jest gorszy od zdrady, bo jeszcze
            > bardziej samolubny...

            ???
            • welly77 Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 12:43
              Zdrada to tylko namiętnosc, moze pzrejsc, ale trwanie w zwiazku ze strachu przed
              byciem samej...to juz zbrodnia.
              • malwan Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 12:47
                dodaj, że zbrodnia na sobie samej.

                Skończ romans, wyjdziesz z tego okaleczona...
                Przeżyłam podobna historię, nie wiesz na pewno jak jest u nich w związku.
          • donyaa Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 17:02
            welly77 napisała:

            > co najwyżej przespimy się ze sobą i nam przejdzie

            nie mam pytań :|
    • brms Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:04
      Bez względu na 'romans': jeśli nie chcesz być z obecnym facetem, odejdź. Zadaj
      sobie pytanie, czy chcesz z nim być czy nie, nie myśląc o samotności (zresztą,
      mając 28 lat, zdążysz poznać jeszcze pięć razy miłość swojego życia)
      Czasem trzeba zaryzykować.
      Kilka lat związku oznacza skomplikowany 'rozwód', zwłaszcza jeśli mieszka/żyje
      się razem. Ale nie jest to niemożliwe, a za dobre rzeczy płaci się dużo.
    • piotr.55 Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:06
      Wszystko "co piszesz" jest do bólu banalne.
      Za to "jak piszesz" już nie:)
      • welly77 Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:21
        Oczywiście na początku chciałam uchronić ta znajomosc od banału. Śmiałam się, że
        będziemy sobie urządzać potajemne schadzki, smsy wysyłać zza rogu. I co?
        Dokłądnie tak to wygląda, a podniecające było przez pierwsze dwa
        tygodnie...Teraz to już męka. W pracy właściwie uchodzimy za parę. Mam poczucie,
        ze się zapętliłam. Bo wyobrażenie, ze wróce do mojej złotej klatki powoduje u
        mnie silne bóle brzucha, chce mi sie wyć...Tak, wiem, nie mozna miec wszystkiego...
        • piotr.55 Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:25
          ja to wszystko znam z autopsji. Powiem więcej, przeżywałem to nie raz.
          Mnie się podoba język jakim się posługujesz, to na forach wielka rzadkość :)
          Pozdrawiam.
          • welly77 Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:31
            Dzięki za miłe słowa :)
        • stinefraexeter Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:41
          Tak, wiem, nie mozna miec wszystkieg
          > o...

          Na razie nie masz nic. Zakończ swój obecny związek. Czemu się go tak kurczowo
          trzymasz?
          • piotr.55 Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:43
            stinefraexeter napisała:
            >
            > Na razie nie masz nic.

            Bez przesady:)
            Ma wolny wybór i właśnie próbuje go dokonać.
        • gaissa Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:44
          To wyjdź z tej złotej klatki. Sama, dla siebie. Nie oglądając się na kochanka.
    • nothing.at.all Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 13:52
      Odpowiedź sobie szczerze na pytanie - czy chcesz być z mężczyzną z
      którym teraz mieszkasz, żyjesz?
      Jeśli nie - zakończ go, po co się meczysz zarówno Ty, jak i On. Po
      podejrzewam, że skoro nie zareagował na Twoje informacje, że
      poznałaś kogoś to jest też mu to obojętne, czytaj Ty jesteś mu
      obojętna.
      Nawet jak nie wypali nowy związek, to poznasz jeszcze kogoś. Nie ma
      co się bać panicznie samotności.
    • monikinha Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 15:03
      Oj, faktycznie historia jakich wiele. Co więcej, Twój wybranek może to wszystko
      postrzegać zupełnie inaczej, np. tak:

      http//forum.gazeta.pl/forum/w,150,99356563,99356563,Problem_z_kochanka.html

      Nie zazdroszczę sytuacji.
      • monikinha link jeszcze raz 27.08.09, 15:04
        forum.gazeta.pl/forum/w,150,99356563,99356563,Problem_z_kochanka.html
        • welly77 Re: link jeszcze raz 27.08.09, 15:15
          Dobrze, że on nie jest moim szefem...
          Rozmawiam ze znajomymi, każdy sprawę widzi inaczej (tak jak Wy). Ale nikt, nie
          daje nam chociaż cienia nadziei na to, że będziemy żyli długo i
          szczęśliwie...Przez jakis miesiąc, kiedy ta znajomość była w najwiekszym
          rozkwicie, byłam pełna nadziei, ze nam się uda. A teraz...Teraz zaczynam sie
          dołować na kazdym kroku, i w domu i w pracy. Tak źle i tak niedobrze.
          Najchętniej uciekłabym od nich obu, ale to tez nie jest rozwiązanie...
    • kora3 nie chcę przesądzać, ale 27.08.09, 15:17
      wyglada faktycznie na historię, jakich wiele.

      to znaczy patrzac z twojej strony: byłas sobie, poniekąd nadal
      jesteś w nudnym niefajnym , ale w miare stabilnym zwiazku, nic
      dziwnego, ze zauroczył cię inny facet.

      moralizowac nie bedę, ale dostrzegam niebezpieczną nute - uzalenilaś
      sie emocjonalnie od tego faceta.

      Jesteś gotowa dla niego zakończyć swój zwiazek, ale nie masz
      pewmosci, czy z jego strony jest to samo. moze nie być - powiem
      brutalnie. moze być , nie musi, tak, ze facet traktuje znajomosc z
      tobą jako odskocznię w swoim zwiazku. czasem bywa tak, ze mezczyzna,
      czy kobieta wybiera na kochankę/kochanka celowo osobe zajętą,
      zaangazowaną w powazny zwiazek, żeby było "bezpiecznie" to znaczy -
      żeby kochanka/kochanek nie był zainteresowany zmianą statrusu swego
      i tego z kim zdradza.

      Jesli nie odpowiada ci rola kochanki - porozmawiaj o tym, po prostu.
      wiem, ze się obawiasz, ale innego wyjscia nie ma. jeśli nic nie
      zrobisz gosc moze miec wrazenie, ze układ ci odpowiada, a ty
      bedziesz cierpieć i czekać nie wiadomo na co.
      rola zakochanej kochanki zajetego to raczej rownia pochyła, wiec
      jesli gosc powie, ze nie jest zainteresowany zmainami, albo bedzie z
      nimi zwlekał musisz się z niego wyleczyć, bo nic dobrego dla ciebie
      z tego nie wyniknie.
      • monikinha Re: nie chcę przesądzać, ale 27.08.09, 15:21
        Zgodzę się tu z Korą3, raczej terapia szokowa, i to chyba sama musisz ją sobie
        zaaplikować, póki możesz, bo nikt tego za Ciebie nie zrobi. Chyba, że chcesz się
        staczać dalej.
        Taki układ świadczy, że masz jakieś braki emocjonalne. Warto się temu przyjrzeć
        - może psycholog? Jak szalejące hormony zejdą, oczywiście.
        • welly77 Re: nie chcę przesądzać, ale 27.08.09, 15:30
          Tak się składa, że jakies pół roku temu byłam u psychologa w zupełnie innej,
          niezwiązkowej sprawie. Ale oczywiście zapytał mnie o o to jak wygląda mój
          związek. Opowiedziałam, a on na to: że z tego co widzi, ten związek nie rozwija
          się, tkwi w miejscu, co chcę z tym zrobić. Oczywiscie zaczęłam bronić, wszytsko
          jest ok, jeśtesmy udana parą...Pare miesięcy później: bang, między oczy :)
          A propos hormonów, z innej strony. Przestałam brać pigułki na poczatku roku,
          zaczęliśmy mysleć o dziecku (teraz stosujemy gumki)...I co? I teraz ja nie
          chcę!! Ja sie panicznie boję zajśc w ciążę z moim obecnym facetem, bo nie mam
          pewności, że chce by był ojcem moich dzieci...I jakie wnioski?
          • monikinha Re: nie chcę przesądzać, ale 27.08.09, 15:39
            Jakie wnioski? Faktycznie nie myśl lepiej na razie o dzieciach, bo teraz to
            nawet nie masz nawet pewności, kto byłby ojcem...
            • welly77 Re: nie chcę przesądzać, ale 27.08.09, 15:43
              Ależ mam, mój facet nie uprawia ze mną sexu od jakiegoś czasu :) To u niego dość
              częsta reakcja na stres, niestety...I raczej to nie pomaga nam w poprawianiu
              relacji, bo ja potrzebuję sporej uwagi w tej dziedzinie...Pisze to i widzę, ze
              ten związek nie ma sensu...
              • monikinha Re: nie chcę przesądzać, ale 27.08.09, 15:46
                To go zakończ. Dobra, nie chce mi się już więcej pisać z trolem. Miłego
                popołudnia :)
                • welly77 Re: nie chcę przesądzać, ale 27.08.09, 16:07
                  Ok, zebrało sie trochę wypowiedzi. Mnie się tez sporo zebrało pomysłów na
                  działanie...Kto wie, moze nawet uda mi sie cos zrobić w przeciągu dwóch godzin
                  :) Trzymajcie za mnie kciuki..
                  • monikinha Re: nie chcę przesądzać, ale 27.08.09, 17:05
                    Napisz koniecznie, jak w przeciągu 2 godzin odmieniłaś swoje życie. Ech , te
                    trole ;/
    • tarantinka Re: Historia jakich wiele 27.08.09, 23:11
      ups dwa uzależnenia na raz, od nudnego acz bezpiczenego związku i od
      tych dwóch centymetrów nad ziemią, to taki wielki strach spytać tego
      nowego faceta co on na to ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka