Dodaj do ulubionych

Małżeństwo.

03.09.09, 10:15
Jest rzeczą bezsporną, że idealną sytuacją jest ta, która pozwala wstąpić w
związek małżeński z miłości i być pewnym , że wybrało się człowieka właściwego
od strony "społeczno-ekonomicznej".
Ale rozłożenie akcentów przy dokonywaniu wyboru jest cechą indywidualna. Co
jest ważniejsze, co przeważa? Uczucie, chemia, zew krwi? Czy może jednak
chłodniejsza kalkulacja, pozycja, wykształcenie, stosunek do rodziny, do dzieci?
Czy małżeństwo powinno być bardziej związkiem miłosnym , czy bardziej
"instytucją" społeczną?
Obserwuj wątek
    • kobitka.jak.kobitka Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:25
      uczucie, chemia, zew krwi przede wszystkim. ale sama w sobie bez choćby odrobiny
      zdrowego rozsądku i kalkulacji nie wystarcza.
      ale to mówię ja - kobieta niezamężna. czyli tylko teoria.

      • jamnik_stepowy Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:28
        Małżeństwo jest swego rodzaju "kontrolą seksualną", a więc uczucie
        i "chemia" rzeczywiście są - czy raczej powinny być podstawą. Życie
        rodzinne natomiast jest sumą zarówno ewolucyjnych jak i
        adaptacyjnych dostosowań.
        • sundry Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:32
          Zważywszy, że chemia trwa krótko, bo tylko kilka lat, nie jest ona
          dobrą podstawą małżeństwa.
          • jamnik_stepowy Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:38
            Podstawą rzeczywiście powinna być dojrzałość i pewna mądrość
            życiowa, które wcale nie kolidują z osławioną "chemią". Te elementy
            można połączyć ze sobą. Ale to oczywiście teoretyzowanie. Warto
            pamiętać, że małżeństwo nie jest właściwe ewolucji biologicznej,
            jest przy tym podstawą ewolucji społecznej.
            • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:41
              jamnik_stepowy napisał:
              . Warto
              > pamiętać, że małżeństwo nie jest właściwe ewolucji biologicznej,
              > jest przy tym podstawą ewolucji społecznej.

              Bardzo słuszna uwaga:)
              Czy zatem i zawierać je nie powinno się raczej z pobudek społecznych niż
              biologicznych?
              • mahadeva Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:53
                tez mi sie tak wydaje
                moj byly byl idealny dla mnie na meza (bylo tez straszne zakochanie,
                instynkt rzadzil), ale ja chcialam sie jeszcze wyszalec, dojrzec
                dopiero teraz 29-30, gdy juz wiem jak zycie wyglada, cche powaznego
                zwiazku na zawsze
                trzeba bylo dojrzec spolecznie
              • jamnik_stepowy Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:54
                Małżeństwo jest społeczną reakcją na napięcie seksualne.
                • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:03
                  Społeczną reakcja na napięcie seksualne jest raczej dom publiczny niż
                  małżeństwo. Dla mnie, małżeństwo jest społeczną "ramą" zapewniającą wychowanie
                  następnego pokolenia :)
                  • jamnik_stepowy Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:12
                    Z wychowaniem następnego pokolenia poniekąd trafiłeś w sedno. Co do
                    prostytucji, jest to przecież zjawisko mocno napiętnowane
                    społecznie, a więc argument raczej chybiony. W ujęciu historycznym -
                    gdziekolwiek ewolucja społeczna doszła do tego stadium, w którym
                    pojawiają się obyczaje, tam również rozwija się instytucja
                    małżeństwa.
                    • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:19
                      Masz racje. Ale ta instytucja małżeństwa powstawała właśnie w cyklu wychowania
                      następnego pokolenia, a nie rozładowania napięć seksualnych.
                      Nawet biblijno żydowskie pojęcie cudzoustwa(nie wiem jak to sie pisze, a word
                      tez nie chce pokazać :)) odnosi się do "porzucenia" rodziny ,a nie do incydentów
                      seksualnych.
                      • stinefraexeter Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:32
                        Znów, i tak i nie.

                        Zdajesz się popełniać dosyć powszechny błąd polegający na założeniu z góry, że
                        społeczeństwa bez małżeństw (nie ma takich, każda społeczność tworzy jakiś typ
                        relacji między osobami odmiennej płci) mają większą swobodę seksualną. Nie do
                        końca tak jest. Po pierwsze, dlatego, że takie społeczności nie istnieją
                        (najwyżej termin małżeństwo można zastąpić innym i nieco inaczej definiować). ;)
                        Nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę społeczności poligamiczne, to okazują się one,
                        wbrew powszechnemu przekonaniu, mniej atrakcyjne dla mężczyzn jako ogółu niż
                        nasze względnie monogamiczne społeczeństwo. Dlaczego? Ano dlatego, że takie
                        kultury są mocno zhierarchizowane i dostęp do kobiet ma względnie mała liczba
                        mężczyzn, którzy są najwyżej w hierarchii. Cała reszta mężczyzn nie moze sobie
                        pozwolić na żony (za drogie), ani na kochanki (kobiety są dobrze strzeżone), ani
                        na prostytutki. To rodzi wielką frustrację seksualną i stanowi spore zagrożenie
                        dla ładu społecznego.

                        Nasze względnie monogamiczne społeczeństwo jest znacznie bardziej "sprawiedliwe"
                        dla mężczyzn, bo każdy może "pozwolić sobie na partnerkę".
                        Paradoksalnie zatem, przeciętny europejczyk ma bardziej intensywne życie
                        seksualne niż biedak z poligamicznego kraju arabskiego lub ubogi wieśniak
                        sprzed kilku stuleci.(statystycznie, oczywiście)

                        Wydaje mi się zatem, że twoja wizja małżeństwa ogranicza się jedynie do roli,
                        jaką pełni w wychowaniu dzieci (i to jest prawda). Natomiast prawdą jest
                        również, że małżeństwo jest również wentylem do rozładowania napięcia
                        seksualnego - w tym wypadku działa to zwłaszcza na korzyść mężczyzn.
                        • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:45
                          Gdy pisałem o małżeństwie, myślałem o "tu i teraz".
                          Wiele tez z Twojego postu nie budzi we mnie wątpliwości.
                          Nie będę się do nich odnosił po kolei , bo nie chcę rozwadniać wątku.
                          Reasumując : w wymiarze ogólnym masz racje. W wymiarze "forumowego wątku" już
                          mniej.
                  • stinefraexeter Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:19
                    piotr.55 napisał:

                    > Społeczną reakcja na napięcie seksualne jest raczej dom publiczny niż
                    > małżeństwo. Dla mnie, małżeństwo jest społeczną "ramą" zapewniającą wychowanie
                    > następnego pokolenia :)

                    Może wypadałoby uściślić. Dom publiczny jest raczej jednym z elementów
                    układanki, którą ogólnie można nazwać "społeczeństwem umiarkowanie monogamicznym".
                    Ludzkość (przeważająca część kultur) wypracowała sobie takie właśnie rozwiązanie
                    problemu seksualności: rodzina monogamiczna jako podstawowa komórka społeczna +
                    dyskretne bzykanie pozamałżeńskie. Dyskretne, czyli takie, które się z jednej
                    strony potępia, a z drugiej akceptuje.

                    Małżeństwo (w rozumieniu związku monogamicznego) jest sposobem na poradzenie
                    sobie z odwiecznym konfliktem płci w procesie rozmnażania się: egoistycznie obie
                    płcie chcą mieć wiernego partnera, samemu/samej nie będąc wiernym/wierną.
                    W sumie małżeństwo monogamiczne + dyskretne przyzwolenie na zdradę oferuje
                    najwięcej korzyści dla obu stron:
                    - mężczyzna ma większą pewność, że wychowuje własne dzieci (małżeństwo to
                    "pilnowanie partnerki przecież)
                    - kobieta ma zapewnioną pomoc partnera dla siebie i dla jej potomstwa.

                    Związki pozamałżeńskie (romanse, prostytutki) to jednocześnie furtka pozwalająca
                    mieszać geny (kobiety), rozsiewać swoje nasienie po świecie (faceci), jak i
                    zagrożenie dla interesów obu stron (kobieta potrzebuje stałego partnera,
                    mężczyzna musi mieć pewność, że potomstwo jest jego - a nie innego samca o
                    silniejszych plemnikach dajmy na to).

                    Seksualność jest tematem tabu dlatego właśnie, że ścierają się tu interesy
                    kobiet i mężczyzn, i to w sposób zasadniczy. Każdej ze stron najbardziej opłaca
                    się bowiem oszukiwać partnera ;) W ujęciu biologicznym małżeństwo monogamiczne
                    (+dyskretne zdrady) to najlepszy z kompromisów.

                    Kiedy piszesz o ramie pozwalającej wychowywać następne pokolenie, to powinieneś
                    dodać, że chodzi o nasze biologiczne potomstwo ;)
                    • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:27
                      Generalnie zgadzam się
                      Dla mnie monogamia oznacza pewność wychowywania własnego, biologicznie,
                      potomstwa. Piszesz, że mężczyzna może "pilnować". Myślę, że w dzisiejszych
                      czasach można to osiągnąć drogą umowy, wiary w partnera, uczciwości.
                      Nigdy żony nie pilnowałem i nie mam wątpliwości co do swego ojcostwa. Co nie
                      znaczy, że nigdy mnie głowa nie swędziała w okolicach wskazujących na porost nie
                      tylko włosów.

                      Ale, jak już pisałem, zgadzam sie .
                      • stinefraexeter Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:35
                        Kiedy piszę o "pilnowaniu" to mam na myśli właśnie te ramy instytucjonalne +
                        reguły życia społecznego (potępienie) + zaufanie :)
                        Nie chodzi przecież o dosłowne strzeżenie żony (bądź męża), choć oczywiście
                        zakres środków "pilnowania" jest różny w zależności od kultury.
                        • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:40
                          Teraz już pełna zgoda.:)
                          Pozdrawiam .
              • twojabogini Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:23
                > jamnik_stepowy napisał:
                > . Warto
                > > pamiętać, że małżeństwo nie jest właściwe ewolucji biologicznej,
                > > jest przy tym podstawą ewolucji społecznej.

                Pozwolę sobie nie zgodzić się z tak kategorycznym stwierdzeniem o
                ewolucji biologicznej.
                Primo: ewolcja biologiczna człowieka jest tylko hipotezą, jak dotąd
                nienajlepiej udokumentowaną ("brakujące ogniwo"). Pomijam, że część
                przedstawicieli grupy klasyfikowanej jako "homo" - dotąd
                traktowanych jako przodków homo sapiens - okazała się "bocznymi
                gałęziami", jak na przykład człowiek neandertalski, co "troszkę"
                psuje dotychczasową konstrukcję. Oczywiście w szkole zapomniano o
                tym wspomnieć...
                Secundo: nasi praprzodkowie nie spętani "kulturą" i "cywilizacją"
                znali instytucję małżeństwa, choć żyli w zgodzie z "naturą". To czy
                dana społeczność składała się z małżeństw monogamicznych, czy też
                androgamicznych lub poligamicznych było z reguły bardziej kwestią
                uwarunkowań środowiskowych i trybu życia tejże społeczności.
                Jednakże ogólnie rzecz biorąc podstawową komórką społeczną było
                zawsze małżeństwo, w przeważającej większości monogamiczne.
                Adrogamia i poligamia występowały tam, gdzie w populacji przeważali
                mężczyźni lub kobiety.

                Jestem bardzo ciekawa na czym oparta jest teza, że "małżeństwo nie
                jest właściwe ewolucji biologicznej".
                • stinefraexeter Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:39
                  To prawda.
                  Nigdy nie istniały społeczności o całkowitej swobodzie seksualnej. Tak samo jak
                  nie istniały społeczności bez jakichkolwiek zasad współżycia. Obrazek
                  "szczęśliwego dzikusa", nieskrępowanego żadnymi nakazami to mżonka.

                  Zresztą po co ograniczać się do ludzi? Każde stado zwierząt rządzi się
                  specyficznymi "prawami" - istnieje hierarchia, istnieje określona kolejność
                  spółkowania w okresie godowym, itp.

                  Nie istnieje coś takiego jak absolutna wolność w gromadzie. Oba terminy nie mogą
                  występować razem.
                • jamnik_stepowy Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:48
                  Ewolucja biologiczna jest procesem stopniowego przekształcania się
                  organizmów, natomiast ewolucja społeczna to powstanie i rozwój
                  nowych znaczeń i wartości stanowiących wzór, czy model zachowań
                  istotnych dla społeczeństwa.
                  • twojabogini Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:23
                    jamnik_stepowy napisał:

                    > Ewolucja biologiczna jest procesem stopniowego przekształcania się
                    > organizmów,

                    Tak. Tyle, że ten proces nie został dowiedziony. Teorie Lamarcka
                    obalano (nota bene u nas z niewiadomych powodów jako teorię Darwina
                    w szkolnych podręcznikach biologii często przemyca się zakamuflowany
                    lamarckizm). Co do Darwina - dowody na ewolucję gatunków kolejno są
                    obalane, co chwieje podstawami jego teorii np. odrębne
                    gatunki "wyspiarskie" to nie efekt ewolucji, a miniaturyzacji.
                    Kwestia diety. Inaczej karmione potomstwo osobników
                    zminiaturyzowanych rośnie do "normalnych rozmiarów", więc nie ma
                    mowy o trwałej zmianie ewolucyjnej. Proces ten odbywa się na naszych
                    oczach i to w gatunku homo - Chińczycy po zmianie diety na mięsną i
                    wysokobiałkową z pokolenia na pokolenia są coraz wyżsi. Żadne
                    widoczne zmiany w gatunku homo nie zaszły od tysiącleci -
                    potwierdzają to badania genetyczne przeprowadzane na znajdowanych
                    szczątkach ludzkich.

                    > natomiast ewolucja społeczna to powstanie i rozwój
                    > nowych znaczeń i wartości stanowiących wzór, czy model zachowań
                    > istotnych dla społeczeństwa.

                    I w wyniku tej ewolucji zmienia się model społeczeństwa w tym i
                    małżeństwa. Jednakże nie spotkano jeszcze społecznosci w której
                    instytucja małżeństwa nie występowała, co moim zdaniem świadczy o
                    pewnej determinancie biologicznej i wrodzonym instynkcie płodzenia
                    potomstwa. Zazwyczaj model małżeństwajest taki, aby każda jednostka
                    dostała szansę spłodzenia potomstwa, np. tam gdzie mężczyźni giną
                    młodo i jest ich mniej (społeczności wojowników) występuje
                    poligamia. W społecznościach osiadłych - monogamia z odmianami w
                    stylu "obowiązek poślubienia owdowiałej żony brata" itp.

                    W żadnym wypadku nie jest tak, że małżeństwo jest wbrew naturze
                    biologicznej człowieka i wynika jedynie z narzuconych norm
                    kulturowych.

                    • jamnik_stepowy Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:56
                      Człowiek jest z natury poligamiczny, a małżeństwo jest wtórnym
                      efektem rozwoju kultury i ma na celu z jednej strony ukierunkowanie
                      popędu, z drugiej wychowanie potomstwa, będącego jego efektem.
                      • twojabogini Re: Małżeństwo. 03.09.09, 14:32
                        jamnik_stepowy napisał:

                        > Człowiek jest z natury poligamiczny, a małżeństwo jest wtórnym
                        > efektem rozwoju kultury i ma na celu z jednej strony
                        >ukierunkowanie popędu, z drugiej wychowanie potomstwa, będącego
                        >jego efektem.

                        Możesz podać podstawy twojej tezy?

                        Na jakiej podstawie wnosisz, że człowiek jest z natury poligamiczny?
                        Czy poligamię definiujesz jako związek poligamiczny, a może jako
                        tzw. linearną monogamię (seria związków monogamicznych z kolejnymi
                        pratnerami)czy jeszcze inaczej? Czy dotyczy ona tylko mężczyzn czy
                        rownież kobiet?
                        Przeważająca część społeczności i kultur zarówno w pradziejach jak i
                        współcześnie preferuje małżeństwa monogamiczne. Jak już pisałam
                        wskazuje to na pewną determinantę biologiczną. Przypadki androgamii
                        są najrzadsze i dotyczą raczej pradziejów ludzkości i czasów kultu
                        Bogini, są też najsłabiej zbadane. Poligamia występowała i występuje
                        w społecznosciach koczowniczych i wojowniczych.
                        Co do swobody seksualnej - zdarzały się społecznosci w których np.
                        małżeństwo mozna było zawrzeć wedle wyboru: na rok, na całe zycie
                        lub na wieczność. Również tam obowiązywała wierność i ograniczenie
                        swobody seksualnej. Nie spotkałam się z opisem społeczności w której
                        występowała całkowita swoboda seksualna i która nie znała instytucji
                        małżeństwa.

                        Gdyby było jak piszesz w praspołecznościach występowałaby swoboda
                        seksualna, wiemy, ze tak nie było. Oczywiście mozesz przytoczyć
                        Indian i ich wielozeństwo, ale:
                        1) niewielu z nich decydowało się na kilka zon (problem z
                        wykarmieniem licznej rodziny),
                        2) wódz mógł wybrać najładniejsze branki, ale musiał tez poslubić
                        wszystkie stare, niezamężne kobiety, wdowy których nikt nie chciał
                        itp.
                        3) poligamiczne były tylko społecznosci wojowników, plemiona osiadłe
                        cechowała monogamia, ale nie sa one tak malownicze, więc nie
                        występuja one w westernach, powieściach itp.
                        4) wojownik był zobowiązany do wierności seksualnej swoim żonom, nie
                        urządzał sobie orgii, z każda z żon sypiał oddzielnie.
            • sundry Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:53
              "Stan zakochania wiąże się z podwyższonym poziomem fenyloetyloaminy
              (PEA) i dopaminy, powstaniem nowych pętli neuronalnych oraz
              reakcjami fizjologicznymi na osobę, w której jesteśmy zakochani
              takimi jak pocenie się dłoni, przyśpieszone bicie serca (wynik
              działania adrenaliny). Te same reakcje wywołuje strach i stres. W
              nieco ponad połowie przypadków poziomy hormonów wracają do normy w
              ciągu 3-8 lat (choć mogą również wcześniej) od momentu podwyższenia.
              W pozostałych przypadkach pojawia się nowy stan równowagi, za który
              odpowiada oksytocyna, wazopresyna i serotonina, a który można
              określić jako przywiązanie.

              Ponadto:

              testosteron odpowiada u obydwu płci za pożądanie seksualne,
              dopamina odpowiada u obydwu płci za "uskrzydlenie",
              oksytocyna u kobiet odpowiada za uczucia bliskości i przywiązania -
              jest ona wydzielana m.in. w trakcie orgazmu, przy porodzie, przy
              karmieniu piersią,
              wazopresyna odpowiada za bliskość i przywiązanie u mężczyzn."

              Tylko to miałam na myśli,pisząc o chemii,nie wygląd, zapach
              partnera, iskrzenie i satysfakcję w łóżku.
              • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:14
                Ja "chemie" rozumiem właśnie w tym drugim znaczeniu :)
                Natomiast to pierwsze jest wystarczającym powodem żeby zostać kochankami! Ale
                czy małżeństwa? Mam ogromne wątpliwości.
                • sundry Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:35
                  W pełni się zgadzam, dlatego napisałam, że chemia to marne podstawy
                  małżeństwa.
          • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:39
            Zawsze można się rozejść i znów "iść" za chemia.
            No, może nie zawsze, ale do pewnego wieku można.
          • default Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:45
            sundry napisała:

            > Zważywszy, że chemia trwa krótko, bo tylko kilka lat, nie jest ona
            > dobrą podstawą małżeństwa.

            Nieprawda. Chemia może trwać całe życie, a nawet z latami się
            wzmagać - dlatego że jest potęgowana wzajemną miłością,
            przyzwyczajeniem, chęcią bycia razem. Mówię o związkach kilkunasto-
            kilkudziesięcioletnich. I moim zdaniem to jest dobra podstawa
            małżeństwa, bo bez satysfakcji w łóżku nie ma szans na udane
            małżeństwo. Jak w łóżku jest OK to i wszystko inne idzie gładko.
            • sundry Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:50
              Pisząc "chemia" miałam na myśli czystą chemię-endorfiny itd. których
              wyższy poziom towarzyszy zakochaniu tylko na początku, potem klapki
              z oczu spadają. A satysfakcja w łóżku to całkiem inna bajka.
            • grassant Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:02
              default napisała:
              Jak w łóżku jest OK to i wszystko inne idzie gładko.

              a może jest odwrotnie? :))
            • factory2 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:11
              Co za bzdury wypisujesz. Nic nie rośnie w związku - albo opada, albo osiąga fazę
              plateau.
              Pisząc "chemia" co masz na myśli - intymność, czy namiętność? Chyba namiętność -
              a ta najszybciej spada...
            • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:38
              default napisała:

              > sundry napisała:
              >
              > > Zważywszy, że chemia trwa krótko, bo tylko kilka lat, nie jest ona
              > > dobrą podstawą małżeństwa.
              >
              I moim zdaniem to jest dobra podstawa
              > małżeństwa, bo bez satysfakcji w łóżku nie ma szans na udane
              > małżeństwo. Jak w łóżku jest OK to i wszystko inne idzie gładko.

              Nie zgadzam się. Wiele małżeństw kończy pożycie seksualne już koło 40, co wcale
              nie oznacza końca tych małżeństw. Łączą je dzieci, rodzina, dorobek, miłość,
              przywiązanie, i dziesiątki innych elementów. Zdecydowanie nie zgadzam się z
              zdeprecjonowaniem tego wszystkiego w celu gloryfikacji znaczenia sexu. Sex to
              jeden z kilkudziesięciu elementów małżeństwa, i to wcale nie najważniejszy.
              • default Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:23
                piotr.55 napisał:

                >> Nie zgadzam się. Wiele małżeństw kończy pożycie seksualne już
                koło 40, co wcale nie oznacza końca tych małżeństw. Łączą je dzieci,
                rodzina, dorobek, miłość, przywiązanie, i dziesiątki innych
                elementów. Zdecydowanie nie zgadzam się z zdeprecjonowaniem tego
                wszystkiego w celu gloryfikacji znaczenia sexu. Sex to jeden z
                kilkudziesięciu elementów małżeństwa, i to wcale nie najważniejszy.

                Nie wiem jakie małżeństwa znasz, skoro twierdzisz, że "wiele kończy
                pożycie koło 40", to chyba jacyś upośledzeni :) Koło 40 życie
                seksualne wręcz rozkwita, kobiety w tym wieku są dużo bardziej
                otwarte na różne próby i eksperymenty. To co piszesz o różnych
                innych związkach między małżonkami (dzieci, dorobek, przyzwyczajenie
                itd.) to oczywiście są powody bycia razem, ale takie smutne raczej i
                bardziej z jakimś obowiązkiem się kojarzące... Ja nie gloryfikuję
                znaczenia seksu, ale jest on nieodłącznym elementem namiętnej
                miłości, która jest podstawą trwania małżeństwa - czy jakiegolowiek
                innego, niezalegalizowanego związku.
                I można się kochać namiętnie także po dwudziestu kilku latach
                pożycia - i to w sensie zarówno erotycznym, jak i codziennym, choćby
                dzwoniąc do siebie kilka razy dziennie, jedząc razem obiad czy idąc
                na spacer do lasu, oglądając razem telewizję - no cokolwiek.
                Namiętność nie oznacza równoznacznie seksu - namiętność to także np.
                patrzenie na ukochaną osobę i postrzeganie jej jako najpiękniejszej
                i najdroższej na świecie, mimo że ma zmarszczki i oponkę na
                brzuchu :) I postrzeganie tego zupełnie bez związku z tym, że ma się
                OBOWIĄZEK bycia razem, bo dzieci czy coś tam. Bo się po prostu CHCE
                być razem.

                • factory2 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:28
                  Nie odróżniasz namiętności od intymności i zaangażowania - to są trzy filary
                  miłości. Po kilkunastu/kilkudziesięciu latach małżeństwa jedzie się zazwyczaj na
                  zaangażowaniu; u tych mających więcej szczęścia dochodzi do tego jeszcze intymność.
                  Nie wypowiadaj się autorytatywnym tonem na tematy, o których nie masz pojęcia.
                  • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:41
                    Zgadzam się z Tobą co do treści, ale forma jest chyba troszkę za mocna. :) Każdy
                    ma prawo głosić dowolne poglądy.
                    Twoja wypowiedź też charakteryzuje się autorytatywnym tonem, co ganisz u
                    przedmówcy. :) Nie zmienia to jednak faktu, że zgadzam się z Tobą. Namiętność
                    nie jest koniecznym mus elementem, udanego małżeństwa ze sporym stażem.
                  • default Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:55
                    factory2 napisała:

                    > Nie odróżniasz namiętności od intymności i zaangażowania - to są
                    trzy filary
                    > miłości. Po kilkunastu/kilkudziesięciu latach małżeństwa jedzie
                    się zazwyczaj na zaangażowaniu; u tych mających więcej szczęścia
                    dochodzi do tego jeszcze intymność. Nie wypowiadaj się
                    autorytatywnym tonem na tematy, o których nie masz pojęcia.

                    Autorytatywnym tonem to Ty się wypowiedziałaś, skąd możesz wiedzieć
                    jakie i o czym mam pojęcie ??? Napisałam to co myślę, czuję i znam z
                    własnego doświadczenia, w końcu każdy ma jakieś swoje zdanie, a
                    forum jest od dzielenia się nim, prawda ? Natomiast Twoje
                    wypowiedzi o "filarach miłości" trącą jakąś tanią psychologią rodem
                    z amerykańskich poradników :)
              • dzikoozka Re: Małżeństwo. 03.09.09, 13:43
                "Wiele małżeństw kończy pożycie seksualne już koło 40"
                to jakieś ekstremum chyba :))
                wiele = 5%??
                I to zapewne z małżonkiem, ale nie oznacza to całkowitej rezygnacji
                z pozycia seksualnego.... ten słynny "kryzys wieku sredniego" to nie
                bajka a częściej..."jebajka"
                • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 13:59
                  Myślę, że więcej niż pięć:) a co do reszty to trudno się z Tobą nie zgodzić :)
                  tak też bywa.
          • mahadeva Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:45
            ja bede utrzymywac, ze 'chemia' jest warunkiem konicznym
            wyglad i zapach partnera powinien nam pasowac
            i wcale te rzeczy nie znikaja po latach
            natomiast pomijam kwestie 'zakochania' bo juz tego wyroslam
      • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:34
        To, że się w czymś nie brało bezpośredniego udziału nie oznacza, że nie posiada
        się doświadczenia, wiedzy i własnego zdania. Gdyby było inaczej, księża nie
        mogliby wypowiadać się w sprawach seksu a Kaczyńscy o drugiej wojnie światowej.
        • kobitka.jak.kobitka Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:40
          piotr.55 napisał:

          > księża nie mogliby wypowiadać się w sprawach seksu

          bo nie powinni
          • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:45
            Nie widzę powodu. Sex został podniesiony do rangi zjawiska społecznego, i jako
            taki nie może pozostawać poza zainteresowaniem kościoła.
            • kobitka.jak.kobitka Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:51
              no i widzisz, tu się różnimy - ja lubię praktykę, a Ty teorię.
              nie lubię być pouczana przez ludzi znających tylko i wyłącznie sprawę teoretycznie.
              druga sprawa, że u niektórych księży z tą znajomością sexu tylko teoretycznie to
              różnie bywa. nadal mam nadzieję, że tylko u niektórych, więc nadal traktuję ich
              ogół jako teoretyków w tej kwestii.
              • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:07
                Nie ma sporu miedzy nami :)
                Dopóki sex był tylko sposobem na reprodukcje i zaspokajał chuci, kościół nie był
                tym zainteresowany. Kiedy sex stał się stylem bycia i zjawiskiem społecznym,
                mającym ogromne następstwa społeczne, kościół nie może pozostawać z boku.
                • kobitka.jak.kobitka Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:12
                  piotr.55 napisał:

                  > Kiedy sex stał się stylem bycia i zjawiskiem społecznym, mającym ogromne
                  następstwa społeczne, kościół nie może pozostawać z boku.

                  miałam bardziej na myśli te chore nauki przedmałżeńskie.

                  • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:47
                    Tu oczywiście pełna zgoda :)
                    Ale w dziedzinie niekontrolowanej prokreacji i setek tysięcy sierot społecznych,
                    już nie :).
                  • twojabogini Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:32
                    kobitka.jak.kobitka napisała:

                    > miałam bardziej na myśli te chore nauki przedmałżeńskie.

                    Dlaczego chore? Brałam niedawno udział w naukach przedmałżeńskich i
                    dowiedziałam się naprawdę interesujących i jak sądzę przydatnych
                    rzeczy. Nie ze wszystkim się zgadzam, jednakże w zasadzie podejście
                    Kościoła Katolickiego do małżeństwa, jego celu i sensu wydaje mi się
                    całkiem rozsądne.
                    Była np. bardzo piękna dyskusja o szacunku w małżeństwie i o
                    podtrzymywaniu więzi, utrzymywaniu w sobie miłosci do współmałżonka.
                    Co konkretnie uważasz za chore?
                    Co do nauk o NPR - Kościół proponuje wiernym tą metodę jako
                    nieobciążającą kobiety jak np. hormony czy nie ograniczającej
                    swobody jak np. prezerwatywy. Co do obserwacji cyklu - myslę, że
                    kobieta czuje się pewniej znając swoją fizjologię. Mi zajęcia w
                    poradni się podobały, były prowadzone normalnym językiem i w sposób
                    otwarty.

                    W szkole temat płodności, antykoncepcji i współżycia jest załatwiany
                    bardzo ogólnikowo i później pojawiaja się na forum wysmiewane
                    pytania "czy moge zajść w ciążę jak bylismy ubrani a on miał
                    orgazm...".
            • woda.na.mlyn Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:59
              Mam nadzieję że po podniesieniu seksu do takiej rangi nie zajmie się
              nim teraz z kolei Unia Europejska, wprowadzając za pośrednictwem
              dyrektyw określone normy i surowo karząc tych którzy nie będą ich
              przestrzegać ;-)
        • kobitka.jak.kobitka Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:42
          mam własne teoretyczne zdanie. ale jak patrzę jak po kolei wśród znajomych
          rozwalają się małżeństwa wzięte z wielkiej miłości, to wolę poczekać na własną
          praktykę, żeby na własnej skórze sprawdzić zanim zacznę ludziom przedstawiać
          swoje ugruntowane zdanie.
          • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:50
            Wlaśnie to "rozwalanie" się małżeństw zawartych z wielkiej miłości skłoniło mnie
            do napisania tego atku.
            Oczywiście mam własna teorie na ten problem, ale interesuje mnie co myślą inni.
            A Twoja "wstrzemięźliwość" i sposób myślenia są rzadkie wśród młodych. Tym
            bardziej uważam, że powinnaś się wypowiadać.
            • kobitka.jak.kobitka Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:09
              piotr.55 napisał:

              Przytoczę krótkie przykłady, które dały mi do myślenia w tej kwestii:

              1) Moja najlepsza przyjaciółka - nauczycielka języka angielskiego po kilku
              studiach podyplomowych. Poznała kilka lat temu mężczyznę. Miłość od pierwszego
              spojrzenia. Chemia totalna. Mężczyzna - zakończył swą edukację na 2 klasie
              zawodówki. Wzięli ślub po niecałym roku znajomości. Dziś, po 3 latach małżeństwa
              rozwodzą się w dość niemiłej atmosferze. Różnice intelektualne na dłuższą metę
              okazały się nie do przeskoczenia.

              2) Bliska koleżanka - także w trakcie rozwodu. Wieeeeelka miłość. Przed ślubem
              znali się 5 lat, ale nigdy ze sobą nie mieszkali. Małżeństwem są od niecałych
              dwóch. Po ślubie ze względów ekonomicznych zamieszkali z jego mamą zamiast
              wynajmować mieszkanie. Facet nie robił nic w domu - no bo po co. Jak nie zrobi
              żona to zrobi mamusia. Moja koleżanka na wszelkie swoje żale i pretensje
              słyszała "jestem u siebie i wolno mi to a to". I to z ust zarówno męża, jak i
              jego matki. Chory układ wiem. Ale jakby ten facet wiedział na czym polega
              małżeństwo, to chyba inaczej by się zachowywał, prawda?

              Tak więc małżeństwo to niewątpliwie uczucia, wzajemny pociąg itd. Ale nie tylko.
              Nie twierdzę, że nie ma małżeństw zbudowanych początkowo tylko i wyłącznie na
              tym. Ale większość jest takich, które poległo. Albo trwają sobie, bo trwają. A
              co się dzieje na boku, to już inna sprawa.

              Ja jestem w związku o 3 lat. Nigdy nikogo tak mocno nie kochałam jak jego. I gdy
              usłyszę słowa "czy wyjdziesz za mnie", to powiem "tak". Ale nie tylko dlatego,
              że go kocham. Ale też dlatego, że po tych latach wiem, że mogę na liczyć na jego
              pomoc, że mamy takie samo wyobrażenie przyszłości, że mamy o czym zarówno
              rozmawiać, jak i razem milczeć.

              Uczucia, chemia - tak, tak, tak! Ale jako jeden ze składników szczęśliwego
              małżeństwa.

              • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:01
                Nie pozostaje mi nic więcej jak tylko życzyć powodzenia. Nie wiem czy Ci się
                "uda" w życiu, ale na pewno stworzyłaś wszelkie możliwe warunki y tak się stało.
      • grassant Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:59
        kobitka.jak.kobitka napisała:

        > uczucie, chemia, zew krwi... po co jeszcze małżeństwo wrzucać do
        tego tygielka?
    • woda.na.mlyn Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:28
      > Czy małżeństwo powinno być bardziej związkiem miłosnym , czy
      bardziej
      > "instytucją" społeczną?

      We wszystkich "instytucjach" panoszy się biurokracja i korupcja :-P -
      małżeństwu więc jako "instytucji" mówimy zdecydowane NIE ! ;-)

      Wolałbym klepać najgorszą biedę z kimś kogo kocham (byłaby motywacja
      aby poprawić standard życia kochanej osoby) niż opływać w dostatki z
      kimś niekochanym.
      • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:38
        Dałeś skrajny przykład. Ale pomijając to, odpowiedz sobie na pytanie czy, i jak
        długo, potrafiłbyś kochać kobietę która zaniedbuje dziecko, lub w ogóle nie chce
        ich mieć.
        • woda.na.mlyn Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:46
          > odpowiedz sobie na pytanie czy, i jak długo, potrafiłbyś kochać
          kobietę która zaniedbuje dziecko, lub w ogóle nie chce ich mieć.

          A) zakładając że raczej nie planowałbym małżeństwa z panną lub
          rozwódką z dzieckiem, skąd miałbym wiedzieć czy bezdzietna panna w
          której potencjalnie mógłbym się zakochać w przyszłości będzie
          zaniedbywać dzieci?

          B) Co ma chęć posiadania lub nieposiadania dzieci do miłości? Czy
          można na zimno kalkulować "pokocham tylko tą która będzie chciała
          mieć stadko dzieci i wianuszek wnuków" ?

          Modyfikując Twoje pytanie - czy małżeństwo z kobietą która nie dba o
          wspólne dzieci albo nie chce ich mieć mogłoby być trwałe -
          odpowiadam: tak

          Kochać się i być razem można pomimo różnic i przeciwności. Miłość
          rekompensuje bardzo wiele wad - zarówno fizycznych jak i charakteru.


          • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:58
            woda.na.mlyn napisał:


            > A) zakładając że raczej nie planowałbym małżeństwa z panną lub
            > rozwódką z dzieckiem, skąd miałbym wiedzieć czy bezdzietna panna w
            > której potencjalnie mógłbym się zakochać w przyszłości będzie
            > zaniedbywać dzieci?

            Myślę , że mógłbyś na ten temat, z wybranka, porozmawiać. Wydaje mi się, że
            możliwym jest, drogą rozmów, ustalić przyszły stosunek do dzieci, kobiety w
            ktorej myalisz się zakochać.
            >
            > B) Co ma chęć posiadania lub nieposiadania dzieci do miłości? Czy
            > można na zimno kalkulować "pokocham tylko tą która będzie chciała
            > mieć stadko dzieci i wianuszek wnuków" ?

            Oczywiście, że tak!
            Nie mógłbym pokochać nawet najpiękniejszej kobiety na świecie gdyby jej
            podejście do rodziny było inne niż moje.
            >
            > Modyfikując Twoje pytanie - czy małżeństwo z kobietą która nie dba o
            > wspólne dzieci albo nie chce ich mieć mogłoby być trwałe -
            > odpowiadam: tak

            Rozumiem. Wszystko sie we mnie przeciw temu buntuje, ale rozumiem .
            >
            > Kochać się i być razem można pomimo różnic i przeciwności. Miłość
            > rekompensuje bardzo wiele wad - zarówno fizycznych jak i charakteru.

            Wiem, nazywa się to irradiacją uczuć i dokładnie zjawisko to opisał Platon w
            "Państwie". Jednak "bardzo wiele" nie oznacza "wszystko".
            >
            >
            • woda.na.mlyn Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:22
              > Myślę , że mógłbyś na ten temat, z wybranka, porozmawiać. Wydaje
              mi się, że
              > możliwym jest, drogą rozmów, ustalić przyszły stosunek do dzieci,
              kobiety w
              > ktorej myalisz się zakochać.

              To się nie sprawdza - znam cały szereg kobiet które mówiły gdy były
              młode (wiek powiedzmy "studencki") "nigdy żadnych dzieci" , a
              obecnie są przykładnymi i szczęśliwymi matkami.

              Nie rozumiem w ogóle pojęcia "kobiety w której myślisz się
              zakochać". Ciężko jest zaplanować sobie że się w kimś zakocha.
              Zakochuje się "automatycznie" a nie na podstawie decyzji.
              Uświadamiać sobie ten stan, rozważać czy to właściwa osoba,
              utwierdzać się że to jest właśnie to, można do pewnego stopnia
              racjonalistycznie, samo jednak zakochanie (jak i odkochanie) opiera
              się takim zakusom dosyć skutecznie ;-)

              • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:57
                woda.na.mlyn napisał:


                >
                > To się nie sprawdza - znam cały szereg kobiet które mówiły gdy były
                > młode (wiek powiedzmy "studencki") "nigdy żadnych dzieci" , a
                > obecnie są przykładnymi i szczęśliwymi matkami.

                A w drugą stronę? Ile znasz kobiet które w młodości pragną mieć dziecko a
                później się "rozmyślają"?
                Prawde mówiąc nie jestem przygotowany na dyskusje w dziedzinie tej pierwszej
                możliwości. Nigdy bym sie nie ożenił z kobietą która nie chce miec dzieci, więc
                i możliwości takiej nigdy nie rozważałem .
                >
                > Nie rozumiem w ogóle pojęcia "kobiety w której myślisz się
                > zakochać". Ciężko jest zaplanować sobie że się w kimś zakocha.
                > Zakochuje się "automatycznie" a nie na podstawie decyzji.

                U mnie przebiega to inaczej. Owszem , przeżywam, jak każdy, gwałtowne
                zauroczenie, ale w uczucie "zagłębiam" się już całkowicie świadomie.

                > Uświadamiać sobie ten stan, rozważać czy to właściwa osoba,
                > utwierdzać się że to jest właśnie to, można do pewnego stopnia
                > racjonalistycznie, samo jednak zakochanie (jak i odkochanie) opiera
                > się takim zakusom dosyć skutecznie ;-)

                Ten stan o którym piszesz, ja nazywam zauroczeniem. Ale stan ten, według mnie,
                jest bardziej wskazówka przy wyborze kochanki, niż doborze żony.
                >
          • mahadeva Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:10
            ja nie chce miec dzieci, moj chlop juz swoje ma, ale jeszcze ich nie
            poznalam
            on mowil, ze byla wieksza chemia z pannami, ktore chcialy lub mialy
            z nim dzieci
            tego bedzie brakowalo w naszym zwiazku, musi to zrozumiec
            ale od poczatku mowi, ze powinnam poznac dzieci i sie nimi
            interesowac wiec cos jest na rzeczy...
          • menk.a Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:41
            woda.na.mlyn napisał:

            > Miłość
            > rekompensuje bardzo wiele wad - zarówno fizycznych jak i charakteru.
            >
            >

            To ładne.;)
    • nothing.at.all Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:30
      Wypowiem się za siebie. Dla mnie małżeństwo jest wyłącznie z powodu
      uczucia, miłości, chęci spędzenia u boku z tym, a nie innym
      człowiekiem reszty życia. Wierzę, że wspólnie można osiągnać jakiś
      status który odpowiada obu osobom.
      Ale moge powiedziec, że znam masę osób, dla których małżeństwo jest
      czystą kalkulacja.
    • hermina25 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:32
      Dla mnie małżeństwo to głupota...nigdy nie wyjdę za mąż,jeśli natomiast o
      związek się rozchodzi,to przyjaźń,mój facet musi być przede wszystkim moim
      kumplem,do którego po za przyjaźnią czuję coś jeszcze :)
    • silic Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:39
      Małżeństwo z definicji jest instytucją społeczną. To zestaw praw i obowiązków.
      Żyć ze sobą można z powodu uczucia, papiery małżeńskie podpisuje się ze względu
      na kalkulację i materializm.
      • twojabogini Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:41
        silic napisał:

        > Małżeństwo z definicji jest instytucją społeczną. To zestaw praw i
        >obowiązków. Żyć ze sobą można z powodu uczucia, papiery małżeńskie
        >podpisuje się ze względu na kalkulację i materializm.

        Z uczucia można żyć ze sobą...i rozejść się kiedy to uczucie
        wygaśnie z jednej lub z dwóch stron.
        Małżeństwo zawiera się z głębokiej miłości do drugiego człowieka, z
        chęci wychowania wspólnie potomstwa, z chęci życia razem. Złożenie
        uroczystej przysięgi w obecności świadków (dla osób wierzących -
        przed Bogiem) jest potwierdzeniem tej deklaracji, ogłoszeniem jej
        publicznie. Osoby zawierające małżeństwo z innych niż miłość pobudek
        zazwyczaj szukają dalej. Chęć bycia kochanym jest w człowieku bardzo
        silna.
        Oczywiście, że małżeństwo to w jakimś sensie służba - drugiemu
        człowiekowi, rodzinie, społeczeństwu. Ale to też wyjątkowa bliskość,
        czułość, intymność, radość z obecności drugiego człowieka.
        Wiem, że małżeństwa zawierane "z miłości" się rozpadają. Jednak
        warto spytać co to jest miłość. Ludzie mylą ją z "chemią",
        pożądaniem, zaspokojeniem własnych ambicji.
        Niewielu ludzi jest zdolnych do prawdziwej miłości w społeczeństwie
        zagapionym w telewizor, zagonionym do niewolniczej pracy, oddającemu
        w różnych formach państwu więcej zarobków niż niegdyś chłopi
        pańszczyźniani; społeczeństwie które uważa przy tym, że
        ma "wolność". Tymczasem zazwyczaj wolność ogranicza się do prawa
        wyboru między jedną marką pasty do zębów, a drugą.
    • mahadeva Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:40
      ja uwazam, ze 'chemia' bierze sie z przesłanek spolecznych... poza
      tym indywidualne preferencje, co do rzeczy bardziej cielesnych musza
      po porstu byc spelnione, aby zwiazek byl udany
      na nie nakladaja sie te kwestie spoleczne
      • agaoki Re: Małżeństwo. 03.09.09, 10:46
        pytanie czym jest miłość. bo jak kobita bierze ślub z facetem
        nieodpowiedzialnym, pijakiem, leniem, brudasem itp,bo go "kocha", to dla mnie to
        nie jest miłość, tylko chuć.
        nie oszukujmy się - kocha się za coś. kochamy kogoś, jeśli nam on imponuje,
        jeśli jest dla nas dobry itp.
        mądra miłość idzie w parze z rozsądkiem.
        • mahadeva Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:14
          dokładnie!
    • dzikoozka Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:00
      W wieku 20-25 lat trudno kalkulować, liczy się wtedy słynna "chemia"
      i zauroczenie. I żadna siła nie jest w stanie zmusić zamroczonego
      umysło do chłodnej kalkulacji. Mi mozg (tak tak, jakis tam sie
      trzepotał pod czaszką) wyraźnie mówił, że to nie tak jak powinno
      być. I co? i nic! :)
      • jamnik_stepowy Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:05
        Czy wiek ma tu coś do rzeczy? Dziś przecież ludzie pobierają się
        często dopiero około trzydziestki (teoretycznie powinni być już
        wtedy dojrzali emocjonalnie i społecznie), a liczba rozwodów stale
        rośnie. Paradoks?
        • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:30
          Myślę, że jest to efekt złego doboru priorytetów.
          Uczynienie sexu priorytetem, powoduje, że małżeństwo rozpada się wraz z ustaniem
          fascynacji seksualnej. Nie przechodzi do etapu akceptacji, przywiązania, tylko
          rozpada sie.
          • jamnik_stepowy Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:00
            Seks jest tylko dodatkiem. Trudno zrobić z niego danie główne.
            • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:12
              Powiedz to ludziom wychowanym na "Bravo" czy "Dziewczynie". :)
              • jamnik_stepowy Re: Małżeństwo. 03.09.09, 13:02
                Takie czasy. Dziś mamy prymat "etyki osobowości" nad "etyką
                charakteru". Stąd problemy z hierarchią wartości nie tylko u bardzo
                młodych ludzi.
                • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 13:06
                  Też uważam , że większość problemów, szczególnie młodych ludzi, bierze się ze
                  złej hierarchii wartości.
      • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:11
        Myślę, że to zależy też od wychowania w rodzinie.
        Mnie wychowywała babcia, mająca niespecjalne doświadczenia małżeńskie.
        Miałem 22lata jak się "decydowałem". Oczywiście była chemia, ale i twarde
        warunki umowy też.
        Czy jesteś pewna, że nie zbyt łatwo rozgrzeszasz się z popełnionych błędów?
        • dzikoozka Re: Małżeństwo. 03.09.09, 11:59
          Mnie wychowano w tradycyjnej, dośc konserwatywnej rodzinie.
          Uczucie było dla mnie priorytetem a małżeństwo naturalna
          konsekwencją i kolejnością rzeczy. Nie czuję, żebym "popełniła
          błąd", jedynie wiem, że przez nieuwzglednienie podszeptów rozumu mam
          w zyciu nieco trudniej. Ale nikt nie powiedział, ze gdybym nie
          wyszła wtedy za mąż, byłabym szczęśliwsza. Nie ma takiej gwarancji,
          więc cieszę sie życiem takim jakie jest - nieidealnym, ale i nie
          najgorszym. Chyba wszyscy tak mają? ;)
          • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:08
            Przepraszam za poprzednia wypowiedź, źle Cie zrozumiałem.
            Z tym co teraz napisałaś zgadzam się bez zastrzeżeń. Daleki jestem od
            "pouczania" innych. Sam też nie mam patentu na wspaniałe małżeństwo.
        • dzikoozka Cpo to znaczy 03.09.09, 12:00
          "twarde warunki umowy"?
          • piotr.55 Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 12:11
            Tak. Jeśli nie będziemy mieli dzieci w ciągu trzech lat, rozejdziemy się.
            "Manie" dzieci było dla mnie potrzebą poza wszelkimi uwarunkowaniami, czy
            normami moralnymi. .
            • dzikoozka Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 12:26
              Ale możliwe były trzy scenariusze:

              1. Po trzech latach nadal kochasz żonę niesamowicie a dzieci niet,
              bezpłodnosć dotyka podobno co 10 parę.
              2. Po trzech latach macie 3 dzieci a żona Ci obrzydła okrutnie.
              3. Dzieci sa uczucie jest czyli wszystko gra.
              W dwóch pierwszych przypadkach cała ta kalkulacja wziełaby w łeb.
              • piotr.55 Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 12:50
                dzikoozka napisała:

                > Ale możliwe były trzy scenariusze:
                >
                > 1. Po trzech latach nadal kochasz żonę niesamowicie a dzieci niet,
                > bezpłodnosć dotyka podobno co 10 parę.

                Płaczę i odchodzę.


                > 2. Po trzech latach macie 3 dzieci a żona Ci obrzydła okrutnie.

                To nie ma żadnego znaczenia. Nigdy nie zostawiłbym SWOICH dzieci "bylej juz"
                żonie. Nie próbowałbym też odebrać jej dzieci , bo one maja PRAWO do "mania" matki.
                Płakałbym i został.


                > 3. Dzieci sa uczucie jest czyli wszystko gra.

                Dzieci są. Należy sie nimi zając. Reszta ma mniejsze znaczenie.


                > W dwóch pierwszych przypadkach cała ta kalkulacja wziełaby w łeb.

                We wszystkich trzech wypadkach kalkulacja sprawdziła by sie.
                Mogę tylko powiedzieć dwie rzeczy :
                1. Zostałem ojcem w 10 miesięcy po ślubie.
                2. Dzisiaj, gdybym miał się żenić, zawarlbym taką samą umowę, chociaż
                wiem(wówczas tego nie wiedziałem), że jest to niepoprawne "politycznie".
                • dzikoozka Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 13:18
                  Gdybym była Twoją żoną, czułabym sie jak inkubator, sorry....
                  • piotr.55 Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 13:24
                    Rozumiem. Ale nie wszyscy tak to "odczuwają".
                    Myślę, że właśnie takie rzeczy, może nie tak drastycznie postawione, powinny być
                    tematem "uzgodnień przedmałżeńskich".
                • default Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 13:33
                  To okropne co napisałeś. Dzieci, dzieci, tylko dzieci? To co Ty
                  widzisz w swojej żonie - żywy inkubator ? Zgroza. Oczywiście, dzieci
                  tak, ale jako uboczny (spodziewany, ale jednak uboczny) efekt
                  pożycia, a nie cel sam w sobie, w końcu, co my zwierzaki jesteśmy,
                  żeby się łączyć w pary wyłącznie celem reprodukcji ???
                  • piotr.55 Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 14:05
                    Nie wyłącznie w celu reprodukcji, ale też i nie BEZ reprodukcji.
                    Nie ma rzeczy ani osoby na świecie, która by mi zastąpiła możliwość posiadania
                    dzieci. MOIM ZDANIEM małżeństwo bez dzieci jest tak samo bezsensowne, jak granie
                    na gitarze elektrycznej odłączonej od wzmacniacza i głośników. Pusta forma bez
                    treści. Dopiero dzieci nadają sens życiu człowieka i jego bytności na tym świecie.
                    • default Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 14:24
                      Musisz być bardzo nieszczęśliwy w małżeństwie i chyba w życiu w
                      ogóle, skoro za jedyny jego sens uznajesz wyprodukowanie potomka. To
                      potrafi każdy zwierzak. Wyrazy współczucia.
                      • piotr.55 Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 14:39
                        Mogę tylko powiedzieć, że masz problem z rozróżnieniem znaczenia słów JEDYNY i
                        NAJWAŻNIEJSZY. Traktujesz je jak synonimy, to powoduje pewien chaos.
                        Za sens uważam wychowanie potomka, a nie "wyprodukowanie". A to już nie każdy
                        potrafi.
                        Nie musisz mi współczuć, jestem szczęśliwym, spełnionym człowiekiem.:)
                        • default Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 14:53
                          No to gratulacje i bardzo się cieszę, że czujesz się spełniony, ale
                          wiesz - dzieci są z nami tak naprawdę przez jakieś dwadzieścia -
                          góra dwadzieścia parę lat, a potem pozostajesz sam z tą kobietą,
                          która już swój (wg Ciebie) obowiązek wypełniła i co dalej ?
                          Małżeństwo już praktycznie bez dzieci... Czyli bez sensu ???
                          • piotr.55 Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 15:09
                            default napisała:

                            > No to gratulacje i bardzo się cieszę, że czujesz się spełniony, ale
                            > wiesz - dzieci są z nami tak naprawdę przez jakieś dwadzieścia -
                            > góra dwadzieścia parę lat,

                            Dlaczego? Ja mam świetny kontakt ze swoja mamą ktora ma już 80 lat.

                            a potem pozostajesz sam z tą kobietą,
                            > która już swój (wg Ciebie) obowiązek wypełniła i co dalej ?

                            Dalej? Mieszkanie w dużym mieście, dom na wsi, ogród, czas na spełnianie
                            osobistych zachcianek na które nie było dotąd czasu, wnuki.

                            > Małżeństwo już praktycznie bez dzieci... Czyli bez sensu ???

                            Małżeństwo przechodzi różne fazy. W młodości przeważa chęć bycia razem,
                            cieszenia się potomstwem. W późniejszym wieku człowieka, zaczyna przeważać
                            wspólnota interesów, wspomnienia, melancholia. Jednak, wraz z "odejściem"
                            dzieci, pewna część tego co nazywamy małżeństwem traci sens, wypala się. Nazywa
                            się to syndromem opuszczonego gniazda.
                            • woda.na.mlyn Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 15:23
                              > wraz z "odejściem"
                              > dzieci, pewna część tego co nazywamy małżeństwem traci sens,
                              > wypala się. Nazywa
                              > się to syndromem opuszczonego gniazda.

                              Zauważ że dzieje się tak jedynie wtedy, gdy małżonkowie w hierarchii
                              wartości w związku dzieci umieszczą wyżej niż wzajemne relacje.

                              Pojęcie "syndrom opuszczonego gniazda" to zupełnie co innego - to
                              moment w którym rodzice muszą uświadomić sobie że wychowanie dzieci
                              to nie jedyny ani nie najważniejszy cel małżeństwa, czyli coś
                              przeciwnego niż prezentujesz. Muszą nauczyć się cieszyć z ich
                              odejścia, a jeśli dzieci nie potrafią same się
                              usamodzielnić, "wywalić je z gniazda".

                              Swoją drogą termin ten sformułował ktoś kompletnie nieobeznany z
                              ornitoloigią ;-) Ptaki nie rozpaczają gdy młode opuszczą gniazdo,
                              tylko z reguły zakładają nowe gniazda i nowe rodziny ;-)
                              • piotr.55 Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 15:33
                                Nie zgadzam się z tą Twoja interpretacja znaczenia określenia o którym mówimy.
                                Ale to nie musi być uzgodnione. Ty wiesz jak ja to rozumiem, ja wiem jak Ty,
                                więc sama definicja ma mniejsze znaczenie.
                                Jeśli jeszcze niezbyt wyraźnie to powiedziałem to powtórzę :
                                Dzieci zajmujMOWAŁY najwyższą pozycje we wszystkich moich hierarchach.
                                WE WSZYSTKICH.
                                A teraz buduję hierarchię własnych wartości od nowa.
                                • woda.na.mlyn Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 15:46
                                  Tu sie nie ma co zgadzać albo nie zgadzać - to termin z zakresu
                                  psychologii, ściśle zdefiniowany.

                                  Co do reszty to oczywiście respektuję Twoje prawo do takiej
                                  hierarchii wartości jaką uznajesz za stosowną, nie zamierzam z tym
                                  polemizować.

                                  Mogę jedynie dodać że z reguły jest tak, iż przebudowa hierarchii po
                                  latach związku jest bardzo trudna i może prowadzić do katastrofy
                                  budowlanej ;-) "Fajniej" jest jeśli związek stoi na opoce,
                                  niezmiennej, choć reszta budowli ewoluuje i zmienia się od baroku po
                                  fin de siecle ;-)
                                  • piotr.55 Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 15:54
                                    woda.na.mlyn napisał:

                                    > Tu sie nie ma co zgadzać albo nie zgadzać - to termin z zakresu
                                    > psychologii, ściśle zdefiniowany.


                                    No tak, tylko dla mnie już sama psychologia jest bliżej niezdefiniowanym
                                    kuglarstwem :D:D:D, więc i jej definicje mnie nie obowiązują.

                                    >
                                    • woda.na.mlyn Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 16:09
                                      Hehe dobry Waść jesteś, wszak sam tego terminu użyłeś ;-)

                                      To tak jakbyś pisał "czerwony", mając na myśli "zielony"

                                      Mniejsza jednak o większość :-P rozumiem o co chodzi
                            • default Re: Cpo to znaczy 04.09.09, 07:54
                              piotr.55 napisał:
                              >
                              > Dlaczego? Ja mam świetny kontakt ze swoja mamą ktora ma już 80
                              lat.
                              Ja mam świetny kontakt z moją Mamą, która ma 85 lat. I co z tego ? I
                              tak nasze życie toczy się osobno, nawet jeśli się często spotykamy.
                              >
                              > >
                              > Dalej? Mieszkanie w dużym mieście, dom na wsi, ogród, czas na
                              spełnianie osobistych zachcianek na które nie było dotąd czasu,
                              wnuki.
                              Aha, czyli jednak dzieci przeszkadzały w spełnianiu zachcianek :)

                              > Małżeństwo przechodzi różne fazy. W młodości przeważa chęć bycia
                              razem,> cieszenia się potomstwem. W późniejszym wieku człowieka,
                              zaczyna przeważać wspólnota interesów, wspomnienia, melancholia.

                              No w pewnym sensie tak, ale tak jak piszesz to odbieram to jako
                              jakąś rezygnację, poddanie się stereotypom, że stare małżeństwo to
                              już na nic, że nic ich nie czeka poza ewntualnym bawieniem wnuków i
                              wtrącaniem się w życie dzieci... Mnie się bardziej podoba takie
                              podejście - wychowaliśmy dzieci, wypchnęliśmy je z gniazda, to teraz
                              żyjemy swoim życiem. Miło dzieci i wnuki zobaczyć, miło utrzymywać z
                              nimi kontakt, ale nie uzelażniamy swojego życia od ich życia.

                              >Jednak, wraz z "odejściem" dzieci, pewna część tego co nazywamy
                              małżeństwem traci sens, wypala się. Nazywa się to syndromem
                              opuszczonego gniazda.

                              A z tym to się już zupełnie nie zgodzę, zresztą "woda" napisała to
                              gdzieś poniżej, że jeśli małżeństwo oparte jest na trwałej opoce
                              zbudowanej z wzajemnej miłości i szacunku, z umiejętności ciągłego
                              znajdowania w sobie nawzajem rzeczy do odkrycia, nieustannej chęci
                              bycia i poznawania się we wszystkich aspektach - to odejście dzieci
                              nie robi wielkiej różnicy, oczywiście zmienia się tryb życia, ale
                              raczej z korzyścią dla związku (dobrego związku ! ) niż - jak
                              piszesz - z wypaleniem, utratą sensu małżeństwa.
                              >
                              >

            • woda.na.mlyn Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 12:32
              Oh
              My
              God
              !

              Wypróbowałeś to już w praktyce czy teoretyzujesz ?

              Jak wynika z innych postów, dzieci masz, więc ....

              • piotr.55 Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 12:51
                więc, wszystko jest ok w trzydziestym trzecim roku szczęśliwego pożycia
                małżeńskiego.
                • woda.na.mlyn Re: Cpo to znaczy 03.09.09, 13:02
                  Gratuluję, oby tak dalej.

                  Czyli jednak teoretyk (mam nadzieję) - nie rozwiodłeś sie po trzech
                  latach bezdzietnego pożycia.

                  Jednakże, skoro teoretyk, to zbyt radykalne sądy głosisz - być może
                  inaczej byś śpiewał w 35 miesięcy po ślubie gdy termin ultimatum
                  zbliżałby się nieuchronnie a dzieci niet ...
    • stinefraexeter Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:00
      > Czy małżeństwo powinno być bardziej związkiem miłosnym , czy bardziej
      > "instytucją" społeczną?

      Trochę dziwnie postawione pytanie ;)
      Małżeńswo JEST instytucją społeczną. To raz.
      Dwa, jeśli chodzi o miłość - bo o tym jest w zasadzie wątek - to wszystko
      rozbija się o to, jak miłość definiujemy. Z moich własnych obserwacji wynika, że
      wiele osób nie ma pojęcia, czym jest miłość i ma tendencję do mylenia jej z
      pociągiem seksualnym, przyjaźnią, sympatią, szacnek itp.
      Dla mnie to wszystko to jedynie składniki, z których powstaje efekt końcowy -
      ciasto ;). Bez któregokolwiek z tych elementów ciasta nie będzie. Z drugiej
      strony, mąka nie równa się ciasto, tym samym opieranie się jedynie na fascynacji
      seksualnej nie równa się kochaniu drugiej osoby, itd.

      Inna sprawa jednak to taka, że nie każdemu zależu na porozumieniu dusz i ciał w
      małżeństwie. Wiele osób szuka raczej stabilizacji ekonomiczno, społeczno,
      rodzinnej. Nie ma w tym w sumie nic złego. Przez stulecia małżeństwo było przede
      wszystkim komórką społeczną, a dopiero w drugiej kolejności, jeśli w ogóle,
      związkiem miłosnym.

      Podsumowując, wszystko zależy, czego oczekujemy od małżeństwa. Jeśli ma to być
      związek z miłości, to sam seks, sam szacunek, sama sympatia nie wystarczą -
      powinny być ze sobą zmieszane.
      Jeżeli zaś miłość ma dla nas znaczenie drugoplanowe to wtedy pewne składniki
      tracą na wartości (np. pociąg seksualny), a pojawiają się inne wartości
      (ekonomiczne, społeczne, itp.)

      Nie da się jednak, moim zdaniem, budować związku na jednym filarze.

      • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:04
        :D:D:D:D:D
        Najpierw piszesz, że pytanie jest dziwnie postawione, a następnie sam
        "rozpisujesz" i uzasadniasz zawartą w nim treść.
        Więcej nie napisze, że się zgadzam w 100%, bo staje się to nudne.
        • stinefraexeter Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:29
          Chodziło mi o to, że pytanie może i było nieco dziwnie sformułowane, ale
          domyśliłam się, co autor miał na myśli :p

          • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:55
            A ja dopiero teraz "załapałem", że jesteś kobietą :)
            Twoja argumentacja mnie zmyliła :)
    • fredoo Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:36
      Jestem coraz bardziej za małżeńctwem z rozsądku. Każda miłość
      przemija i zwykle okazuje sie że spółmałżonek jest zupeółnie nie
      nadający się do życia. Lepiej z góry zadbać o wszystko.
      • piotr.55 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 12:56
        O "wszystko" może być trudno. Ale o "większość" chyba warto zadbać :)
    • yoko0202 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 13:10
      W życiu byłam w trzech poważnych związkach
      Za każdym razem w końcu niemalże uciekłam spod ołtarza:)
      jako że tylko krowa zdania nie zmienia, przeszłam kilka etapów różnorodnego
      myślenia o małżeństwie i ogólnie byciu razem
      Wiele wiele lat temu wydawało mi się, że młodzieńcze zauroczenie, a przede
      wszystkim wiara w ideały i że już teraz to razem za rączkę na zawsze i do końca
      świata, przy świetle księżyca itp. - wystarczy. Nie wystarczyło.
      Następnie czysta chemia powaliła mnie na kolana tak, że ledwo dyszałam. Zdrowy
      rozsądek próbował dojść do słowa, ale mu nie pozwoliłam, początkowo. Myślałam,
      że taka chemia i fascynacja (głównie seksualna, przyznaję) to jest to. Nie było.
      Kolejny raz, parę lat temu, zauroczyłam się głoszoną przez lubego wizją rodziny
      jak z amerykańskich sitcomów - domek na przedmieściach, beżowe volvo kombi i dwa
      labradory. Źle mi było w tym związku z różnych powodów, no ale perspektywa
      osiągnięcia godnej pozazdroszczenia pozycji społecznej dominowała przez jakiś czas.
      Ale nie na długo.

      Człowiek zwierzę stadne, więc długo samopas nie polatałam. Dzisiaj jestem z
      facetem, przy którym wszystko nabiera nowych kolorów. Zauroczenie, uczucie? A
      owszem, wiele nocy przeżyliśmy gapiąc się w gwiazdy i wzdychając hehe. Chemia?
      Jak najbardziej, i to jaka (bez szczegółów, bo mnie admin wytnie). Wizja na
      przyszłość? Wspólna, idziemy jak najbardziej w tym samym kierunku, może bez
      wielkich ambicji i marzeń o willi z basenem, ale wartości wyznajemy podobne.
      Bratnia dusza mi się trafiła, i to jest chyba najważniejsze. Dodać do tego
      wzajemny szacunek, tolerancję i lojalność - i już wiem, dlaczego ludzie chcą być
      razem, i są.
    • kicia031 Re: Małżeństwo. 03.09.09, 14:50
      Znakomita wiekszosc ludzi jest w codziennym pozyciu bardzo meczaca
      i raczej bez milosci trudno z kimkolwiek wytrzymac na dluzsza mete.
      a coz dopiero, gdy mowimy calym zyciu.

      jednakze sama milosc nie wystarcza, jesli nie ma zgody w
      podstawowych sprawach - dzieci, rownouprawnienie badz jego brak...
    • skarpetka_szara Re: Małżeństwo. 03.09.09, 15:02
      za czasow jaskiniowcow mezczyzna wybieral najzdrowsza, dosyc mloda
      kobiete kobiete, ktora dalaby mu najzdrowszych potomkow.

      Kobieta wybierala najwiekrzego, najsilniejszego przywodce, ktory by
      przyniosl najwiekrzy kawalek miesa do domu.

      Choc w dzisiejszych czasach widzimy dalej idaca evolucjie, to nadal
      mozna zobaczyc ta zalerznosc. (jezeli nie jest to patologia).
    • kari_t Re: Małżeństwo. 03.09.09, 15:06
      Jedno i drugie jest ważne. W tym roku minie 6 rok mojego małżeństwa
      ( a jestem osobą przed 30-tką) i stwierdzam (w obliczu mojego
      małżeństwa i moich koleżanek), że trzeba się starać i ciągle walczyć
      o to,aby miłość trwała w obliczu różnych zdarzeń. Oczywiście ta chęć
      powinna iść z dwóch stron (od strony męża i żony). Na początku jest
      zakochanie, wiadomo patrzy się na kochaną osobę przez różowe okulary
      itp, wtedy właśnie trzeba też dokładnie się upewnić, że na pewno
      jest to TA osoba, z którą chcę spędzić resztę życia. Śmieszne jest
      to, że najczęściej kobietki sobie myślą, że po ślubie to mój luby
      się zmieni (oczywiście zmieni swoje wady), co jest oczywiście
      niemożliwe i baaaaaardzo rzadko to się zdarza, i nie pod wpływem
      ślubu,ale po prostu po upływie jakiegoś czasu. Trzeba sobie
      uświadomić czy na prawdę do siebie pasujemy (oczywiście przed
      ślubem) charakterami. Czy lubimy ze sobą spędzać czas, czy mamy
      wspólne zainteresowania (uważam, że to jest bardzo ważne), czy OBOJE
      mamy podobny charakter.
      To, że odmienne charaktery się przyciągają to jest bzdura. Może na
      początku coś takiego istnieje, jakaś chęć poznania osoby która jest
      taka "inna" niż ja, ale na dłuższą metę (w tym przypadku małżeństwo)
      to się zupełnie nie sprawdza.
      Też jest ważne podejście do pieniędzy tzn. czy pieniądz jest dla
      drugiej osoby sensem w życiu (mówiąc pieniądz mam tu na myśli np.
      pracę, chęć gromadzenia, skąpstwo).
      Bardzo trudno jest budować miłość jeśli druga osoba ma odmienne
      zdanie na temat dzieci, pieniędzy, domu, bo przecież w małżeństwie
      to są podstawy aby razem współżyć.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka