storazysiedem
05.09.09, 11:32
Zbieram się do tego jak sroka za morze.
Jesteśmy razem już kilka lat, za pół roku mamy ze sobą zamieszkać.
Tylko, że w ogóle się nie cieszę... myślę sobie, jak fajnie by było mi samej, miałabym spokój, nikt by się ze mną nie kłócił, nie czepiałby się, mogłabym legalnie podrywać facetów. Ale z drugiej strony boję się co będzie jak zostanę sama, że sobie nie poradzę bez poczucia bezpieczeństwa.
Rozważałam zerwanie już od dawna, potem stwierdziłam, że każdy ma wady i ideału nie znajdę, więc może lepiej nie ryzykować i trzymać się tego, co jest. I tak mniej więcej miałam poukładane w głowie. Możecie się śmiać, ale wiecie, co sprawiło, że znów mam w głowie bajzel? moja rodzina. Ostatnio zebrało się im na szczerość i rodzice z pozycji przepełnionej mądrością starszyzny plemiennej stwierdzili, że najlepiej by było, jakbym się rozstała z moim chłopakiem, bo on nie rokuje dobrze na przyszłość i będę z nim w życiu nieszczęśliwa.
Nie wiem co mam robić, miałam w głowie względną równowag argumentów za i przeciw, więc trwałam w tym związku... a teraz??
zapytanie pewnie o wiek... jesteśmy oboje na finiszu studiów
co byscie zrobiły na moim miejscu?