merry_berry_me
08.09.09, 13:29
pracuję w firmie z młodym, wydawałoby się otwartym światopoglądowo,
zespołem, duże miasto
w sumie jestem tu w miarę nowa (pół roku), nie 'wywnętrzniam' się do
ludzi, uważam, że swoje osobiste sprawy powinno zostawiać się w domu
cóż, czasami coś ktoś zagada i próbuje uciąć ze mną typową 'gadkę -
szmatkę' o tym co u mnie prywatnie więc grzecznie odpowiem
do czego dążę... otóż, ostatnio koleżanka szybko w myślach obliczyła
sobie jak długo ja i mój partner jesteśmy razem i niemal
zakrzyknęła: '7 lat razem, bez ślubu?! żeby wam się to nie
rozleciało, bo już nie raz takie rzeczy widziałam!'
cały czas słyszę docinki, że chyba mam ukrytego haka na chłopa, że
tyle jest ze mną, raz na wspólnym obiedzie z koleżankami usłyszałam,
że to nie możliwe, że można kogoś kochać i być szczęśliwym po tylu
latach...
ki diabeł?!
czy ktoś się pyta jakie mam plany na życie, dlaczego nie bierzemy
ślubu, dlaczego ktoś ingeruje w moje życie uczuciowe skoro wszelkie
tematy szybko ucinam i nie robię wokół siebie wielkiego 'halo'?!
dlaczego kiedy byłam chora na grypę żołądkową usłyszałam głupie
docinki w stylu 'no, teraz to już nie będzie miał wyjścia i da się
zaobrączkować?!"
a wszystko to koleżanki i koledzy pod 30, tuż po niej, posiadający
żony, mężów, dzieci, często wyżalający się sobie w rękaw jak to jest
im źle w małżeństwie, dwójka po rozwodzie, koleżanka z biurka obok,
której mąż potrafi zrobić przez telefon wojnę, bo nie kupiła mu
antyperspirantu czy nie tak złożyła jego koszulki?
z drugiej strony ci sami 'porządni' ludzie to niezłe ancymonki :)
mam ochotę stąd uciec, naprawdę
i wiem jedno - w następnej pracy nie powiem nawet kiedy mam
urodziny ;)