Dodaj do ulubionych

Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzystywani

10.08.07, 22:01
e i wyzysk mlodych ludzi? Jakie jest wasze zdanie na ten temat, gdyz
jestem zainteresowana doktoratem na mojej uczelni, ale slysze ze
doktoranci bardzo narzekaja. Bede wdzieczna za wasze zdanie.
Obserwuj wątek
    • carnivore69 Re: Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzyst 10.08.07, 22:42
      Co kraj (uczelnia, wydzial), to obyczaj. Wiec zalezy gdzie.

      Pzdr.
    • pyzz Re: Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzyst 11.08.07, 16:46
      To zależy oczywiście od miejsca. Na podstawie przypadków raportowanych przez
      moich kolegów, ludzi z formującego się samorządu doktorantów mam wrażenie, że
      właściwie tym większy wyzysk, tym częstsze, bądźmy szczerzy, oszustwa, im
      bardziej... znana i nobilitowana uczelnia.
      Wogóle, to przydałby się tu wątek, w którym niezadowoleni po prostu pisaliby o
      konkretnych wydziałach i ich konkretnych posunięciach, które powinny trzymać
      potencjalnych doktorantów z dala.
      Na pewno nie polecam Fizyki na UW. Na przykład, kiedy szedłęm na pierwszy rok
      warunki były takie, że miałem stypendium na pierwszy rok, a po roku miała być
      weryfikacja, po czym miało być przyznane stypendium na resztę studiów (czyli
      następne trzy lata od razu). Ale po roku okazało się, że wydział jednostronnie
      zmienił zdanie i za rok następna weryfikacja. Ponadto dodam pomysły typu takiego
      dictum:
      "W waszych (doktorantów) programach studiów magisterskich nie było pewnych
      przedmiotów, co do których TERAZ uważamy, że powinny były być. Więc, jeżeli nie
      zaliczycie ich na pierwszym roku, nie będziemy Wam płacić". Nie zagrozili
      wywaleniem, bo, jak sami stwierdzili Ci "niedouczeni" doktoranci wykonywali
      dobrą robotę (potrzebną wydziałowi).
      Drugie odradzane miejsce to Biologia na UJ. Tam pomysły dwa, które do mnie
      dotarły to:
      1. Doktoranci mają, oczywiście niepisany obowiązek prowadzenia zajęć za swoich
      profesorów (doktorant prowadzi zajęcia, które liczą się profesorowi do pensum).
      Dotyczy to także doktorantów BEZ stypendium.
      2. pracownia komputerowa jest otwarta dla studentów. Doktoranci mają obowiązek
      (niepisany) siedzenia i pilnowania czy studenci nie wynoszą sprzętu, nie
      ściągają filmów itp.

    • flamengista oczywiście że wyzysk 11.08.07, 23:04
      problem w tym, że dotyczy on nie biednych niepiśmiennych murzynów z Afryki,
      przymuszanych do niewolniczej pracy w kolonii.

      Ale młodych, wykształconych i inteligentnych ludzi. Którzy często sami chcą się
      oszukiwać i lubią być wykorzystywani.

      Zgadzam się z przedmówcą, że im "elitarniejsza" uczelnia, tym na ogół większy
      wyzysk. Ale są i chlubne wyjątki.
    • niewyspany77 Re: Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzyst 11.08.07, 23:40
      paulinaliszewska2 napisała:

      > e i wyzysk mlodych ludzi? Jakie jest wasze zdanie na ten temat, gdyz
      > jestem zainteresowana doktoratem na mojej uczelni, ale slysze ze
      > doktoranci bardzo narzekaja. Bede wdzieczna za wasze zdanie.

      Doktorat mozesz zrobic jako dzienna,jako zaoczna i jako wolna stopa. Ja jako
      wolna stopa na nic nie narzekam, nie jestem w zadnym ukladzie, nie pisze nikomu
      papierow, nie odwalam za nikogo brudnej roboty, ogolnie jest kul, lajtowo, a
      szanse na prace na macierzystej uczelni mam takie same jak kazdy dzienny, czyli
      zerowe. Powod prosty - brak etatu. Nie kazdy ma takie mozliwosci, ale jak sa to
      warto je przemyslec. Nie o znacza to tez, ze wszedzie jest tak samo.
      • epingle Re: Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzyst 12.08.07, 12:48
        Z etatami jest faktycznie kiepsko, ale czy to jest powód, żeby
        rezygnować ze swoich planów? I nie zgadzam się, że takie same szanse
        na etat mają dzienni, zaoczni i "wolne stopy". Z moich obserwacji
        wynika (nie wiem, jak jest na innych uczelniach), że etaty dostają
        ci, którzy dostali albo asystenturę, albo byli na dziennych
        doktoranckich. Zresztą, dzienne doktoranckie są przecież przede
        wszystkim dla tych ludzi, którzy swoją przyszłość wiążą z uczelnią.
        Zaoczne czy wolna stopa opłacają się chyba głównie tym, którzy chcą
        mieć doktorat, ponieważ liczą, że pomoże im w karierze zawodowej lub
        po prostu chcą go mieć dla własnej satysfakcji.


        • niewyspany77 Re: Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzyst 12.08.07, 14:21
          epingle napisała:

          > Z etatami jest faktycznie kiepsko, ale czy to jest powód, żeby
          > rezygnować ze swoich planów?

          Hm, mozesz dopercyzowac jakich planow?

          > I nie zgadzam się, że takie same szanse
          > na etat mają dzienni, zaoczni i "wolne stopy". Z moich obserwacji
          > wynika (nie wiem, jak jest na innych uczelniach), że etaty dostają
          > ci, którzy dostali albo asystenturę, albo byli na dziennych
          > doktoranckich. Zresztą, dzienne doktoranckie są przecież przede
          > wszystkim dla tych ludzi, którzy swoją przyszłość wiążą z uczelnią.

          Mysle ze to nie tak. Dyskusje o wolnych stopach byly wielokrotnie. Ale w tym
          kontekscie mysle ze istotne sa takie sprawy jak (wymyslam ad hoc): blisko,
          szybko i bez zbednych wypelniaczy, bez zbednych pseudo-praktyk, wygoda (bo ktos
          gdzies pracuje, bo ma dziecko, albo zrzedliwa zone;-)). Zgodze sie, ze wolna
          stopa dla doktorow do biznesu to idealna propozycja, jednak nie powinno sie
          skreslac tych, ktorzy z rozych powodow nie pracuja na uczelni "etatowo".
          Flamengista wielokrotnie pisal, ze magistrow juz sie zasadniczo nie zatrudnia.
          Asystentury generalnie odwalaja doktoranci. Uczelniom bardzo wygodnie jest
          prowadzic takie studia. PS. Jescze slowo odnosnie tego, ze dzieni sa do nauki a
          wolne stopy nie bardzo - zauwaz, ze w PL pojecie naukowca i dydaktyka jest tak
          rozmyte, ze w sumie nie bardzo jest jak rozroznic "do robienia nauki" i "dla
          szpanu/whatever".

          > Zaoczne czy wolna stopa opłacają się chyba głównie tym, którzy chcą
          > mieć doktorat, ponieważ liczą, że pomoże im w karierze zawodowej lub
          > po prostu chcą go mieć dla własnej satysfakcji.

          No wiesz, rozniw dobrze mozemy mowic ze Wisla Pany, Legia Pany, a cala reszta ma
          sp*. W mojej branzy, ale tak scisle, jest jakies 15 nazwisk. Jak sobie wlasnie
          policzylem, zdecydowana wiekszosc jest po wolnych stopach. Oczywiscie mozesz to
          skomentowac per amatorszczyzna i takie wogole nienaukowe.

          Ja wielokrotnie podkreslam, zrobie to tez ponownie: wolna stopa nie jest dla
          kazdego. Nie kazdy sie nadaje. Nie kazdy moze, nie kazdy powinien.
          • niewyspany77 cd. 12.08.07, 14:41
            Dokonczenie: co do etatow - czegos nie rozumiem. Jelsi jest wydzial X majacy do
            dyspozycji N etatow, to zeby zwolnilo sie miejsce, musi ktos odejsc. By stworzyc
            nowe miejsce pracy, trzeba miec wolnych tyle godzin, ile jest pensum doktora
            (10h o ile pamietam). Tymczasem my mamy niz demograficzny, ludzie sie martwia
            czesciej czy pensum bedzie, niz jakies nadgodziny. Dorzuc do tego jeszcze
            powszechna paktyke chalturzenia.

            Nie rozumiem jednego. Moze wytlumaczysz mi jak dla krowy mlecznej, jaka jest
            roznica miedzy doktorantem dziennym/zaoczenym/wolna stopa w zakresie
            predyspozycji do zatrudnienia na uczelni? ja widze jedna predyspozycje: swietna
            okazja do zaklepania sobie posadki na zasadzie bardziej towarzyskiej (bo znamy
            sie tyle lat) niz jakiejkolwiek adekwatnej oceny dorobku.

            Moje twierdzenie dotyczace braku roznic dziennego/zaoczenego/wolnej stopy
            odnosnie szans na zatrudnienie bylo stwierdzeniem opierajacym sie o tzw zdrowe
            zasady, no chyba ze zasad nie ma to wtedy przyznaje Ci racje, dzienni maja latwiej.
            • epingle Re: cd. 12.08.07, 16:11
              Moje wnioski, że szybciej uczelnia zatrudni doktoranta dziennego,
              niż zaocznego czy wolnostopowca, opieram na obserwacji, nie
              zamierzam deprecjonować predyspozycji tych, którzy nie są na
              dziennych. Chodziło mi tylko i wyłącznie o względy, hmmm...
              praktyczne (?) i realia. Jak już sam wspomniałeś, dzienni obracają
              się dużo częściej na uczelni, znają więcej osób, prowadzą zajęcia ze
              studentami w ramach praktyk (nie rozumiem, dlaczego wg Ciebie, są to
              śmieszne praktyki - to normalne wprowadzienie do być może przyszłego
              zawodu). Poza tym, doktoranci dzienni nie mają możliwości pracy na
              pełen etat nigdzie poza uczelnią w trakcie robienia doktoratu
              (zabrana tego ustawa i regulamin studiów dr). Zgodzę się jak
              najbardziej, że taki układ jest bardzo wygodny dla uczelni, bo nie
              jesteśmy na etacie, nie płaci za nas ZUS-u, stypendium doktoranckie
              to znacznie mniej, niż wynagrodzenie etatowego pracownika. Zgadzam
              się, że dzienni są od tzw. "czarnej roboty". Tylko pomimo tych
              minusów, jednocześnie są też plusy, jeśli ktoś chce zostac po dr na
              uczelni (to są te "plany" przeze mnie wspomniane), a mianowicie taki
              doktorant od podszewki poznaje różne sprawy, uczy sie wielu rzeczy,
              których chyba nie ma okazji poznać w tym samym stopniu doktrant
              zaoczny czy wolnostopowiec. Po 4 latach takiej pracy łatwiej jest
              zostać na uczelni doktorantowi dziennemu, to chyba logiczne,
              aczklwiek nie powiedziałam, że pozostali nie mają szans - uważam
              jednak, że łatwiej jest dziennym, zarówno ze względów wymienionych
              powyżej, jak i z tego, że wybierając dzienne doktoranckie i
              świadomie rezygnując z pracy zawodowej poza uczelnią, doktorant
              dzienny liczy na etat na uczelni - macierzystej lub innej (pomijam
              tych, którzy poszli na dzienne z braku innego pomysłu na siebie).
              Oczywiście, nie wszystkim się to udaje, o etaty jest ciężko, co nie
              zmienia faktu, że jednak część osób je dostaje...:)
              • niewyspany77 Re: cd. 12.08.07, 22:38
                No dobra, wzgledy praktyczne i realia maja sie nijak do sensu i logiki. Dyskusja
                w niedawnym watku o tzw. chowie wsobnym i duza kupa postow z przeszlosci,
                mowiaca o tym, ze na uczelni niekoniecznie rzadza zdrowe zasady dobitnie
                swiadcza, ze cos jest na rzeczy.

                Dla mnie "obracanie sie na uczelni" jest takim sobie argumentem, bo ja
                niespecjalnie widze, by "obracanie sie" jakos szczegolnie wzmacnialo zdolnosci
                pro-naukowe kogokolwiek. Fakt jest kogo zapytac o opinie, skonsultowac,
                poplotkowac, pociagnac za jezyk. Ja to samo robie mailem ;-).

                Smieszne praktyki - 90h rocznie to jest smieszne. Asystent mgr ma pensum 15h
                tygodniowo (przynajmniej w mojej bylej pracy tak bylo).

                Zakaz pracy gdzie indziej dotyczy tylko stypendialnych, niekt nie mowi ze masz
                sie plaszczyc za 1400 zl.

                Od podszewki dotorant poznaje rozne sprawy? No okej, ale ja powiem tak: srednio
                zdolna jednostka lapie takie rzeczy w mniej wiecej tydzien dwa w ramach
                normalnej pracy. No, chyba ze mowimy tu o niezwykle istotnym aspekcie jakim jest
                wiedza, z kim pic.

                "Czesc osob dostaje etaty", no ale mozesz mi powiedziec ile? Jezli mamy uczelnie
                A, uczelnia co roku ma nabor N doktorantow, ile % z nich prace na macierzystej
                uczelni dostanie? Oj mysle ze wcale nie jest kolorowo.

                Natomiast wolna stopa: ma szanse nie byc w zadnych ukladzikach, ma szanse na to
                by jej dorobek by oceniony realnie a nie przez pryzmat kolesiostwa, procedury to
                mu pani z dziekanatu lub jakis kolega wytlumaczy jak bedzie trzeba).

                Wolna stopa niekoniecznie oznacza ludzi ktorzy doktorat robia dla jaj. Jest w PL
                troche mniejszych szkolek typu wyzsza szkolka czy kolegium. Tam tez ktos
                wyklada, ktos asystuje. Ci ludzie maja wieksze czesto doswiadczenie niz
                doktoranci dzienni, ale zero szans na lepsze miejsce pracy, bo dzienni
                "wyhodowani wsobnie", do tego oczekuja pierwszenstwa, specjalnego traktowania
                oraz jakichs szczegolnych wzgledow, z racji bydzia dziennym.
                • epingle Re: cd. 13.08.07, 14:14

                  "Natomiast wolna stopa: ma szanse nie byc w zadnych ukladzikach, ma
                  szanse na to
                  by jej dorobek by oceniony realnie a nie przez pryzmat kolesiostwa,
                  procedury to
                  mu pani z dziekanatu lub jakis kolega wytlumaczy jak bedzie
                  trzeba). "
                  Utopia...
                  Nigdzie nie napisałam, że z wolnej stopy to się doktorat robi "dla
                  jaj", bo i dlaczego miałabym tak sądzić? Może się mylę, ale z
                  wolnej stopy doktorat może zrobić prawie każdy, o ile ma
                  wystarczająco pieniędzy, żeby go opłacić. Podobnie jest chyba z
                  zaocznymi? (tutaj przyznam, że nie orientuję się, jakie są kryteria
                  naboru, nie interesowałam się tym bliżej, więc jeśli sie mylę, to
                  proszę o sprostowanie). Na dzienne nie jest się łatwo dostać
                  (przynajmniej nie u mnie), przykładowo na moim wydziale w tym roku
                  przyjęto 11 osób na cały wydział (na 5 kierunków łącznie, więc to
                  nie jest wcale aż tak wiele). Tylko jedna osoba nie dostaje
                  stypendium (a tak by the way, gdyby ono wynosiło 1400 zł to chyba
                  byłby cud:) ). Zgoda, asystenci mieli więcej godzin do prowadzenia,
                  ale też mieli dwa razy więcej czasu na napisanie doktoratu :> My
                  mamy zajęcia dla siebie, zajęcia ze studentami, czasem uczestniczymy
                  w dodatkowych projektach naukowych, zajmujemy się organizacją
                  konferencji i pewnie jeszcze wieloma innymi rzeczami. Nie
                  zapominając oczywiście o prowadzeniu własnych badań i pisaniu swojej
                  pracy.
                  Jak już wspomniałam wcześniej, nie uważam, że ci, którzy piszą w
                  innym trybie mają mniejsze zdolności, bo i nie mam prawa tak sądzić.
                  Moja wypowiedź była jedynie reakcją na Twoje stwierdzenie, że po
                  doktoracie takie same szanse w praktyce na etat mają dzienni,
                  zaoczni i "wolne stopy". Moim zdaniem to nieprawda - genralizując,
                  bo i Twoje stwierdzienie było generalizujące. A że wyjątki od reguły
                  pewnie się zdarzają, to już inna sprawa.
                  • niewyspany77 Re: cd. 13.08.07, 15:45
                    epingle napisała:

                    > Może się mylę, ale z
                    > wolnej stopy doktorat może zrobić prawie każdy, o ile ma
                    > wystarczająco pieniędzy, żeby go opłacić. Podobnie jest chyba z
                    > zaocznymi? (tutaj przyznam, że nie orientuję się, jakie są kryteria
                    > naboru, nie interesowałam się tym bliżej, więc jeśli sie mylę, to
                    > proszę o sprostowanie).

                    No widzisz, to teraz sobie policz. 8 semestrow x te powiedzmy 1500 zl = 12000
                    zl. Zakladajac ze znajdziesz doktoranckie zaoczne za 1500. Wolna stopa = koszt
                    otwarcia, delegacji, egzaminow, recenzji, obrony, dzialka dla promotora, dzialka
                    dla uczelni, u mnie to bedzie ok 8000. Kryteria naboru dla dziennych i zaocznych
                    ztcw nie roznia sie doslownie niczym.


                    > Na dzienne nie jest się łatwo dostać
                    > (przynajmniej nie u mnie), przykładowo na moim wydziale w tym roku
                    > przyjęto 11 osób na cały wydział (na 5 kierunków łącznie, więc to
                    > nie jest wcale aż tak wiele).

                    Widzisz wolne stopy nie maja tzw studow. Jednak przewod nie otwiera sie im na
                    gebe, tylko zazwyczaj wtedy, gdy maja zrobiona jakas tam czesc pracy. Bardziej
                    wieksza niz mnejsza czesc pracy. To oznacza, ze generalnie wolna stopa poza
                    checiami musi miec w reku jakis konkret, by rade wydzialu do otwarcia przewodu
                    przekonac. Mi sie udalo. Dwom innym osobom, ktore otwieraly na tej samej radzie
                    - nie. Sprowadzanie wolnej stopy do sedna "mnie stac to se zrobie a co mi tam"
                    jest bezsensowne.

                    > Zgoda, asystenci mieli więcej godzin do prowadzenia,
                    > ale też mieli dwa razy więcej czasu na napisanie doktoratu :>

                    Nie do konca jasno sie wyrazilem. Wolne stopy nie maja limotu czasu. Z reguly
                    pisza dobrze i szybko, bo jak juz mowilem - wolna stopa jest dla tych ktorzy juz
                    w temacie siedza.

                    > My
                    > mamy zajęcia dla siebie, zajęcia ze studentami, czasem uczestniczymy
                    > w dodatkowych projektach naukowych, zajmujemy się organizacją
                    > konferencji i pewnie jeszcze wieloma innymi rzeczami. Nie
                    > zapominając oczywiście o prowadzeniu własnych badań i pisaniu swojej
                    > pracy.

                    No i? To ma byc argument? Fajnie, tylko ze po 1 wolnej stopie nikt nie zabrania
                    uczestniczyc w projektach naukowych, kto chce ten robi. Ja np. robilem swojego
                    czasu. Organizacja konferencji? No wporzom tu ciezej, tyle ze dzialalnosc
                    organizacyjna nie ma specjalnie duzo wspolnego z dzialanoscia orgznizacyjna.
                    Mieszasz nauke z logistyka. Wlasne badania? No to juz wogole ponizej krytyki, bo
                    teraz chyba nie sugerujesz, ze wolna stopa nie musi (oo fakt kurde zapomnialem,
                    ze wolna stopa jest dla dzianych leni).

                    > Jak już wspomniałam wcześniej, nie uważam, że ci, którzy piszą w
                    > innym trybie mają mniejsze zdolności, bo i nie mam prawa tak sądzić.

                    No wiec?

                    > Moja wypowiedź była jedynie reakcją na Twoje stwierdzenie, że po
                    > doktoracie takie same szanse w praktyce na etat mają dzienni,
                    > zaoczni i "wolne stopy". Moim zdaniem to nieprawda - genralizując,
                    > bo i Twoje stwierdzienie było generalizujące. A że wyjątki od reguły
                    > pewnie się zdarzają, to już inna sprawa.

                    Ja nie czuje jakobym specjalnie generalizowal. Po prostu uwazam, ze procent
                    zatrudnionych doktorow po studiach dziennych jest mniej wiecej adekwatny do
                    procenta zatrudnionych wolnych stop.

                    Moim zdaniem to Ty generalizujesz, bo za wszelka cene chcesz powiedziec ze
                    szanse dziennych sa wieksze (choc ja odbieram to bardziej dobitnie, ze powinni
                    miec lepsze). To bez sensu.

                    Wolne stopy nie maja szans na zadne stypendia. Nie maja szans na granty. Nie
                    maja statusu doktoranta. Nie maja legitymacji studenckiej, nie maja znizek na
                    komunikacje miejska/pkp. W bibliotekach traktuje sie ich jak ludzi z ulicy.

                    Wolne stopy maja za to szanse na praktyke zawodowa, przy ktorej teoretykowanie
                    coniektorych dziennych wzbudza - sam nie wiem jak to nazwac - smiech na sali?
                    Choc gwoli scislosci - odwrotnie takze.

                    Nadal uwazam, ze w zestawieniu dzienni - wolne stopy szanse sa po rowno. Malo,
                    jakby podrazyc to okaze sie ze tu sa plusy, tu minusy i odwrotnie, co w sumie
                    wychodzi na to samo.
                    • epingle Re: cd. 13.08.07, 17:50
                      Niczego nie staram się udowodnić, akurat mi na tym niespecjalnie
                      zależy. Odniosłam się jedynie, jak już wspomniałam, do jednego z
                      Twoich stwierdzeń, bo się z nim nie zgadzam. Ty w swoich kolejnych
                      postach pisałeś wiele o tym, że "wolna stopa" nie jest nikim
                      gorszym, chociaż ja w ogóle pierwsza ani tej kwestii nie poruszałam,
                      ani tak nie uważam. Napisałm tylko o swoich spostrzeżeniach, o
                      róznicach wynikających z wybrania takiej, a nie innej ściezki. W
                      ostatnim poście spytałam o kryteria naboru dla zaocznych i
                      dla "wolnej stopy", bo jestem tego zwyczajnie ciekawa. Nie
                      doczekałam się satysfakcjonującej odpowiedzi. Wiesz, mam wrażenie,
                      że to właśnie Ty próbujesz coś na siłę udowadniać, chociaż nie wiem
                      zupełnie dlaczego... Nawet się nie spodziewałam, że moja opinia
                      stanie się pretekstem do tak długiego wywodu...
                      • niewyspany77 Re: cd. 13.08.07, 18:14
                        Wiesz co, skonczmy. Przytocze tylko co napisalas wczesniej:

                        "Z moich obserwacji
                        wynika (nie wiem, jak jest na innych uczelniach), że etaty dostają
                        ci, którzy dostali albo asystenturę, albo byli na dziennych
                        doktoranckich. Zresztą, dzienne doktoranckie są przecież przede
                        wszystkim dla tych ludzi, którzy swoją przyszłość wiążą z uczelnią.
                        Zaoczne czy wolna stopa opłacają się chyba głównie tym, którzy chcą
                        mieć doktorat, ponieważ liczą, że pomoże im w karierze zawodowej lub
                        po prostu chcą go mieć dla własnej satysfakcji."

                        i teraz:

                        > Niczego nie staram się udowodnić, akurat mi na tym niespecjalnie
                        > zależy. Odniosłam się jedynie, jak już wspomniałam, do jednego z
                        > Twoich stwierdzeń, bo się z nim nie zgadzam. Ty w swoich kolejnych
                        > postach pisałeś wiele o tym, że "wolna stopa" nie jest nikim
                        > gorszym, chociaż ja w ogóle pierwsza ani tej kwestii nie poruszałam,
                        > ani tak nie uważam. Napisałm tylko o swoich spostrzeżeniach, o
                        > róznicach wynikających z wybrania takiej, a nie innej ściezki.

                        Mniejsza z tym.

                        > W
                        > ostatnim poście spytałam o kryteria naboru dla zaocznych i
                        > dla "wolnej stopy", bo jestem tego zwyczajnie ciekawa. Nie
                        > doczekałam się satysfakcjonującej odpowiedzi.

                        Nie dostaniesz "satysfakcjonujacej odpowiedzi" z prostej przyczyny: na wolne
                        stopy nie ma i nigdy nie bylo naboru. I nie bedzie. Taka specyfika.

                        > Wiesz, mam wrażenie,
                        > że to właśnie Ty próbujesz coś na siłę udowadniać, chociaż nie wiem
                        > zupełnie dlaczego... Nawet się nie spodziewałam, że moja opinia
                        > stanie się pretekstem do tak długiego wywodu...

                        No coz, mam alergie na rozne sugestie predyspozycji oraz dziwne widzimisia.

                        • epingle Re: cd. 13.08.07, 19:00
                          Masz alergię na coś, czego nie ma? Rzeczywiście, skończmy, bo
                          zrobiło się nieprzyjemnie, szkoda. Pozdrawiam.
                  • r-kwadrat Re: cd. 26.08.07, 00:25
                    Przepraszam że sie włącze...
                    "Może się mylę, ale z wolnej stopy doktorat może zrobić prawie
                    każdy, o ile ma wystarczająco pieniędzy, żeby go opłacić. Podobnie
                    jest chyba z zaocznymi? (tutaj przyznam, że nie orientuję się, jakie
                    są kryteria naboru, nie interesowałam się tym bliżej, więc jeśli sie
                    mylę, to proszę o sprostowanie)."
                    Niestety totalna bzdura. Czyli w twoim przekonaniu każdy może zrobić
                    doktorat ale oczywiście zaocznie lub z wolnej stopy bo "dzienne" nie
                    są dla plebsu. Tu przemawia totalny brak tolerancji z twojej strony.
                    Kiedyś w USA też nie wolno było studiować czarnoskórym. Totalna
                    bzdura. A robienie doktoratu z wolnej stopy i na zaocznych jest dużo
                    trudniejsze niż na dziennych. Powiedzmy ze ja dokonałbym takiej
                    gradacji: najłatwiej jest na dziennych, potem zaoczne a na trzecim
                    miejscu wolna stopa.
                    Jesli chodzi o etat na uczelni po doktoracie to wydaje mi sie ze
                    najważniejsze są umiejętności i wiedza a nie kto jaki rodzaj studiów
                    kończył.(przynajmniej tak jest w krajach zachodniej Europy). A
                    dokładniej to nawet więcej szans na zatrudnienie na uczelni np. w UK
                    mają zaoczni i wolnostopowcy bo tam wiedza teoretyczna musi iść w
                    parze z praktyką.
                    To tyle z mojej strony
                • bumcykcyk2 Re: cd. 28.08.07, 12:12
                  niewyspany77 napisał:

                  > Natomiast wolna stopa: ma szanse nie byc w zadnych ukladzikach, ma
                  > szanse na to by jej dorobek by oceniony realnie a nie przez pryzmat
                  > kolesiostwa, procedury to mu pani z dziekanatu lub jakis kolega
                  > wytlumaczy jak bedzie trzeba).

                  Ty w to naprawdę wierzysz??? Chyba spadłeś z Księżyca
                  • niewyspany77 Re: cd. 28.08.07, 12:26
                    bumcykcyk2 napisał:

                    > niewyspany77 napisał:
                    >
                    > > Natomiast wolna stopa: ma szanse nie byc w zadnych ukladzikach, ma
                    > > szanse na to by jej dorobek by oceniony realnie a nie przez pryzmat
                    > > kolesiostwa, procedury to mu pani z dziekanatu lub jakis kolega
                    > > wytlumaczy jak bedzie trzeba).
                    >
                    > Ty w to naprawdę wierzysz??? Chyba spadłeś z Księżyca

                    Napisalem wyraznie: ma szanse. Co nie znaczy ze tak *zawsze* jest.
    • archiello Re: Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzyst 12.08.07, 21:49
      pitolenie na antenie z waszej strony, ktoś mówi o tym że dzienny poznaje
      procedury uczelniane już na studiach dziennych - u licha a to tych procedur jest
      tysiące że nowy pracownik (absolwent np. zaocznych ich nie pozna np. w tydzień -
      to by mówiło, iż firma też nie zatrudni kompetentnego i doświadczonego
      pracownika tylko jakiegoś młokosa który odbył np. staż w tej firmir) - bzdura
      totalniana :) poza tym myślenie czy dostanę pracę na uczelni czy nie jest w moim
      przekonaniu bez sensu, napisz człowieku jeden z drugim dobry doktorat (analizę)
      i wtedy zacznij o tym myśleć. co do studiów doktoranckich - pewnie że wyzysk,
      jak wszędzie, w firmach też wyzysk więc nie płacz doktoranciku, bo u prywaciarza
      to byś dostał po dupie, na uczelni walisz ściemę że się uczysz więc nie wymagaj,
      bo przy takim podejściu u prywaciarza już byś....pracy nowej szukał. pozdrawiam.
      • bumcykcyk2 Re: Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzyst 28.08.07, 12:20
        archiello napisał:

        > co do studiów doktoranckich - pewnie że wyzysk, jak wszędzie, w
        > firmach też wyzysk więc nie płacz doktoranciku, bo u prywaciarz
        > a to byś dostał po dupie, na uczelni walisz ściemę że się uczysz
        > więc nie wymagaj

        Kolega profesor-belweder się odezwał?!

        Nie znam przypadku, aby w prywatnej firmie najzdolniejszym ludziom wyłowionym z
        procesu rekrutacji dział HR proponował oprócz stażu czyszczenie kibli oraz
        wykonywanie anonimowo roli "murzyna" za kogoś ze ścisłego kierownictwa (np.
        pisanie rocznych raportów) , a wszystko to za płacę 1200 zł brutto.

        Znaj proporcje mocium Panie!



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka