paulinaliszewska2 10.08.07, 22:01 e i wyzysk mlodych ludzi? Jakie jest wasze zdanie na ten temat, gdyz jestem zainteresowana doktoratem na mojej uczelni, ale slysze ze doktoranci bardzo narzekaja. Bede wdzieczna za wasze zdanie. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
carnivore69 Re: Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzyst 10.08.07, 22:42 Co kraj (uczelnia, wydzial), to obyczaj. Wiec zalezy gdzie. Pzdr. Odpowiedz Link
pyzz Re: Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzyst 11.08.07, 16:46 To zależy oczywiście od miejsca. Na podstawie przypadków raportowanych przez moich kolegów, ludzi z formującego się samorządu doktorantów mam wrażenie, że właściwie tym większy wyzysk, tym częstsze, bądźmy szczerzy, oszustwa, im bardziej... znana i nobilitowana uczelnia. Wogóle, to przydałby się tu wątek, w którym niezadowoleni po prostu pisaliby o konkretnych wydziałach i ich konkretnych posunięciach, które powinny trzymać potencjalnych doktorantów z dala. Na pewno nie polecam Fizyki na UW. Na przykład, kiedy szedłęm na pierwszy rok warunki były takie, że miałem stypendium na pierwszy rok, a po roku miała być weryfikacja, po czym miało być przyznane stypendium na resztę studiów (czyli następne trzy lata od razu). Ale po roku okazało się, że wydział jednostronnie zmienił zdanie i za rok następna weryfikacja. Ponadto dodam pomysły typu takiego dictum: "W waszych (doktorantów) programach studiów magisterskich nie było pewnych przedmiotów, co do których TERAZ uważamy, że powinny były być. Więc, jeżeli nie zaliczycie ich na pierwszym roku, nie będziemy Wam płacić". Nie zagrozili wywaleniem, bo, jak sami stwierdzili Ci "niedouczeni" doktoranci wykonywali dobrą robotę (potrzebną wydziałowi). Drugie odradzane miejsce to Biologia na UJ. Tam pomysły dwa, które do mnie dotarły to: 1. Doktoranci mają, oczywiście niepisany obowiązek prowadzenia zajęć za swoich profesorów (doktorant prowadzi zajęcia, które liczą się profesorowi do pensum). Dotyczy to także doktorantów BEZ stypendium. 2. pracownia komputerowa jest otwarta dla studentów. Doktoranci mają obowiązek (niepisany) siedzenia i pilnowania czy studenci nie wynoszą sprzętu, nie ściągają filmów itp. Odpowiedz Link
flamengista oczywiście że wyzysk 11.08.07, 23:04 problem w tym, że dotyczy on nie biednych niepiśmiennych murzynów z Afryki, przymuszanych do niewolniczej pracy w kolonii. Ale młodych, wykształconych i inteligentnych ludzi. Którzy często sami chcą się oszukiwać i lubią być wykorzystywani. Zgadzam się z przedmówcą, że im "elitarniejsza" uczelnia, tym na ogół większy wyzysk. Ale są i chlubne wyjątki. Odpowiedz Link
niewyspany77 Re: Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzyst 11.08.07, 23:40 paulinaliszewska2 napisała: > e i wyzysk mlodych ludzi? Jakie jest wasze zdanie na ten temat, gdyz > jestem zainteresowana doktoratem na mojej uczelni, ale slysze ze > doktoranci bardzo narzekaja. Bede wdzieczna za wasze zdanie. Doktorat mozesz zrobic jako dzienna,jako zaoczna i jako wolna stopa. Ja jako wolna stopa na nic nie narzekam, nie jestem w zadnym ukladzie, nie pisze nikomu papierow, nie odwalam za nikogo brudnej roboty, ogolnie jest kul, lajtowo, a szanse na prace na macierzystej uczelni mam takie same jak kazdy dzienny, czyli zerowe. Powod prosty - brak etatu. Nie kazdy ma takie mozliwosci, ale jak sa to warto je przemyslec. Nie o znacza to tez, ze wszedzie jest tak samo. Odpowiedz Link
epingle Re: Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzyst 12.08.07, 12:48 Z etatami jest faktycznie kiepsko, ale czy to jest powód, żeby rezygnować ze swoich planów? I nie zgadzam się, że takie same szanse na etat mają dzienni, zaoczni i "wolne stopy". Z moich obserwacji wynika (nie wiem, jak jest na innych uczelniach), że etaty dostają ci, którzy dostali albo asystenturę, albo byli na dziennych doktoranckich. Zresztą, dzienne doktoranckie są przecież przede wszystkim dla tych ludzi, którzy swoją przyszłość wiążą z uczelnią. Zaoczne czy wolna stopa opłacają się chyba głównie tym, którzy chcą mieć doktorat, ponieważ liczą, że pomoże im w karierze zawodowej lub po prostu chcą go mieć dla własnej satysfakcji. Odpowiedz Link
niewyspany77 Re: Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzyst 12.08.07, 14:21 epingle napisała: > Z etatami jest faktycznie kiepsko, ale czy to jest powód, żeby > rezygnować ze swoich planów? Hm, mozesz dopercyzowac jakich planow? > I nie zgadzam się, że takie same szanse > na etat mają dzienni, zaoczni i "wolne stopy". Z moich obserwacji > wynika (nie wiem, jak jest na innych uczelniach), że etaty dostają > ci, którzy dostali albo asystenturę, albo byli na dziennych > doktoranckich. Zresztą, dzienne doktoranckie są przecież przede > wszystkim dla tych ludzi, którzy swoją przyszłość wiążą z uczelnią. Mysle ze to nie tak. Dyskusje o wolnych stopach byly wielokrotnie. Ale w tym kontekscie mysle ze istotne sa takie sprawy jak (wymyslam ad hoc): blisko, szybko i bez zbednych wypelniaczy, bez zbednych pseudo-praktyk, wygoda (bo ktos gdzies pracuje, bo ma dziecko, albo zrzedliwa zone;-)). Zgodze sie, ze wolna stopa dla doktorow do biznesu to idealna propozycja, jednak nie powinno sie skreslac tych, ktorzy z rozych powodow nie pracuja na uczelni "etatowo". Flamengista wielokrotnie pisal, ze magistrow juz sie zasadniczo nie zatrudnia. Asystentury generalnie odwalaja doktoranci. Uczelniom bardzo wygodnie jest prowadzic takie studia. PS. Jescze slowo odnosnie tego, ze dzieni sa do nauki a wolne stopy nie bardzo - zauwaz, ze w PL pojecie naukowca i dydaktyka jest tak rozmyte, ze w sumie nie bardzo jest jak rozroznic "do robienia nauki" i "dla szpanu/whatever". > Zaoczne czy wolna stopa opłacają się chyba głównie tym, którzy chcą > mieć doktorat, ponieważ liczą, że pomoże im w karierze zawodowej lub > po prostu chcą go mieć dla własnej satysfakcji. No wiesz, rozniw dobrze mozemy mowic ze Wisla Pany, Legia Pany, a cala reszta ma sp*. W mojej branzy, ale tak scisle, jest jakies 15 nazwisk. Jak sobie wlasnie policzylem, zdecydowana wiekszosc jest po wolnych stopach. Oczywiscie mozesz to skomentowac per amatorszczyzna i takie wogole nienaukowe. Ja wielokrotnie podkreslam, zrobie to tez ponownie: wolna stopa nie jest dla kazdego. Nie kazdy sie nadaje. Nie kazdy moze, nie kazdy powinien. Odpowiedz Link
niewyspany77 cd. 12.08.07, 14:41 Dokonczenie: co do etatow - czegos nie rozumiem. Jelsi jest wydzial X majacy do dyspozycji N etatow, to zeby zwolnilo sie miejsce, musi ktos odejsc. By stworzyc nowe miejsce pracy, trzeba miec wolnych tyle godzin, ile jest pensum doktora (10h o ile pamietam). Tymczasem my mamy niz demograficzny, ludzie sie martwia czesciej czy pensum bedzie, niz jakies nadgodziny. Dorzuc do tego jeszcze powszechna paktyke chalturzenia. Nie rozumiem jednego. Moze wytlumaczysz mi jak dla krowy mlecznej, jaka jest roznica miedzy doktorantem dziennym/zaoczenym/wolna stopa w zakresie predyspozycji do zatrudnienia na uczelni? ja widze jedna predyspozycje: swietna okazja do zaklepania sobie posadki na zasadzie bardziej towarzyskiej (bo znamy sie tyle lat) niz jakiejkolwiek adekwatnej oceny dorobku. Moje twierdzenie dotyczace braku roznic dziennego/zaoczenego/wolnej stopy odnosnie szans na zatrudnienie bylo stwierdzeniem opierajacym sie o tzw zdrowe zasady, no chyba ze zasad nie ma to wtedy przyznaje Ci racje, dzienni maja latwiej. Odpowiedz Link
epingle Re: cd. 12.08.07, 16:11 Moje wnioski, że szybciej uczelnia zatrudni doktoranta dziennego, niż zaocznego czy wolnostopowca, opieram na obserwacji, nie zamierzam deprecjonować predyspozycji tych, którzy nie są na dziennych. Chodziło mi tylko i wyłącznie o względy, hmmm... praktyczne (?) i realia. Jak już sam wspomniałeś, dzienni obracają się dużo częściej na uczelni, znają więcej osób, prowadzą zajęcia ze studentami w ramach praktyk (nie rozumiem, dlaczego wg Ciebie, są to śmieszne praktyki - to normalne wprowadzienie do być może przyszłego zawodu). Poza tym, doktoranci dzienni nie mają możliwości pracy na pełen etat nigdzie poza uczelnią w trakcie robienia doktoratu (zabrana tego ustawa i regulamin studiów dr). Zgodzę się jak najbardziej, że taki układ jest bardzo wygodny dla uczelni, bo nie jesteśmy na etacie, nie płaci za nas ZUS-u, stypendium doktoranckie to znacznie mniej, niż wynagrodzenie etatowego pracownika. Zgadzam się, że dzienni są od tzw. "czarnej roboty". Tylko pomimo tych minusów, jednocześnie są też plusy, jeśli ktoś chce zostac po dr na uczelni (to są te "plany" przeze mnie wspomniane), a mianowicie taki doktorant od podszewki poznaje różne sprawy, uczy sie wielu rzeczy, których chyba nie ma okazji poznać w tym samym stopniu doktrant zaoczny czy wolnostopowiec. Po 4 latach takiej pracy łatwiej jest zostać na uczelni doktorantowi dziennemu, to chyba logiczne, aczklwiek nie powiedziałam, że pozostali nie mają szans - uważam jednak, że łatwiej jest dziennym, zarówno ze względów wymienionych powyżej, jak i z tego, że wybierając dzienne doktoranckie i świadomie rezygnując z pracy zawodowej poza uczelnią, doktorant dzienny liczy na etat na uczelni - macierzystej lub innej (pomijam tych, którzy poszli na dzienne z braku innego pomysłu na siebie). Oczywiście, nie wszystkim się to udaje, o etaty jest ciężko, co nie zmienia faktu, że jednak część osób je dostaje...:) Odpowiedz Link
niewyspany77 Re: cd. 12.08.07, 22:38 No dobra, wzgledy praktyczne i realia maja sie nijak do sensu i logiki. Dyskusja w niedawnym watku o tzw. chowie wsobnym i duza kupa postow z przeszlosci, mowiaca o tym, ze na uczelni niekoniecznie rzadza zdrowe zasady dobitnie swiadcza, ze cos jest na rzeczy. Dla mnie "obracanie sie na uczelni" jest takim sobie argumentem, bo ja niespecjalnie widze, by "obracanie sie" jakos szczegolnie wzmacnialo zdolnosci pro-naukowe kogokolwiek. Fakt jest kogo zapytac o opinie, skonsultowac, poplotkowac, pociagnac za jezyk. Ja to samo robie mailem ;-). Smieszne praktyki - 90h rocznie to jest smieszne. Asystent mgr ma pensum 15h tygodniowo (przynajmniej w mojej bylej pracy tak bylo). Zakaz pracy gdzie indziej dotyczy tylko stypendialnych, niekt nie mowi ze masz sie plaszczyc za 1400 zl. Od podszewki dotorant poznaje rozne sprawy? No okej, ale ja powiem tak: srednio zdolna jednostka lapie takie rzeczy w mniej wiecej tydzien dwa w ramach normalnej pracy. No, chyba ze mowimy tu o niezwykle istotnym aspekcie jakim jest wiedza, z kim pic. "Czesc osob dostaje etaty", no ale mozesz mi powiedziec ile? Jezli mamy uczelnie A, uczelnia co roku ma nabor N doktorantow, ile % z nich prace na macierzystej uczelni dostanie? Oj mysle ze wcale nie jest kolorowo. Natomiast wolna stopa: ma szanse nie byc w zadnych ukladzikach, ma szanse na to by jej dorobek by oceniony realnie a nie przez pryzmat kolesiostwa, procedury to mu pani z dziekanatu lub jakis kolega wytlumaczy jak bedzie trzeba). Wolna stopa niekoniecznie oznacza ludzi ktorzy doktorat robia dla jaj. Jest w PL troche mniejszych szkolek typu wyzsza szkolka czy kolegium. Tam tez ktos wyklada, ktos asystuje. Ci ludzie maja wieksze czesto doswiadczenie niz doktoranci dzienni, ale zero szans na lepsze miejsce pracy, bo dzienni "wyhodowani wsobnie", do tego oczekuja pierwszenstwa, specjalnego traktowania oraz jakichs szczegolnych wzgledow, z racji bydzia dziennym. Odpowiedz Link
epingle Re: cd. 13.08.07, 14:14 "Natomiast wolna stopa: ma szanse nie byc w zadnych ukladzikach, ma szanse na to by jej dorobek by oceniony realnie a nie przez pryzmat kolesiostwa, procedury to mu pani z dziekanatu lub jakis kolega wytlumaczy jak bedzie trzeba). " Utopia... Nigdzie nie napisałam, że z wolnej stopy to się doktorat robi "dla jaj", bo i dlaczego miałabym tak sądzić? Może się mylę, ale z wolnej stopy doktorat może zrobić prawie każdy, o ile ma wystarczająco pieniędzy, żeby go opłacić. Podobnie jest chyba z zaocznymi? (tutaj przyznam, że nie orientuję się, jakie są kryteria naboru, nie interesowałam się tym bliżej, więc jeśli sie mylę, to proszę o sprostowanie). Na dzienne nie jest się łatwo dostać (przynajmniej nie u mnie), przykładowo na moim wydziale w tym roku przyjęto 11 osób na cały wydział (na 5 kierunków łącznie, więc to nie jest wcale aż tak wiele). Tylko jedna osoba nie dostaje stypendium (a tak by the way, gdyby ono wynosiło 1400 zł to chyba byłby cud:) ). Zgoda, asystenci mieli więcej godzin do prowadzenia, ale też mieli dwa razy więcej czasu na napisanie doktoratu :> My mamy zajęcia dla siebie, zajęcia ze studentami, czasem uczestniczymy w dodatkowych projektach naukowych, zajmujemy się organizacją konferencji i pewnie jeszcze wieloma innymi rzeczami. Nie zapominając oczywiście o prowadzeniu własnych badań i pisaniu swojej pracy. Jak już wspomniałam wcześniej, nie uważam, że ci, którzy piszą w innym trybie mają mniejsze zdolności, bo i nie mam prawa tak sądzić. Moja wypowiedź była jedynie reakcją na Twoje stwierdzenie, że po doktoracie takie same szanse w praktyce na etat mają dzienni, zaoczni i "wolne stopy". Moim zdaniem to nieprawda - genralizując, bo i Twoje stwierdzienie było generalizujące. A że wyjątki od reguły pewnie się zdarzają, to już inna sprawa. Odpowiedz Link
niewyspany77 Re: cd. 13.08.07, 15:45 epingle napisała: > Może się mylę, ale z > wolnej stopy doktorat może zrobić prawie każdy, o ile ma > wystarczająco pieniędzy, żeby go opłacić. Podobnie jest chyba z > zaocznymi? (tutaj przyznam, że nie orientuję się, jakie są kryteria > naboru, nie interesowałam się tym bliżej, więc jeśli sie mylę, to > proszę o sprostowanie). No widzisz, to teraz sobie policz. 8 semestrow x te powiedzmy 1500 zl = 12000 zl. Zakladajac ze znajdziesz doktoranckie zaoczne za 1500. Wolna stopa = koszt otwarcia, delegacji, egzaminow, recenzji, obrony, dzialka dla promotora, dzialka dla uczelni, u mnie to bedzie ok 8000. Kryteria naboru dla dziennych i zaocznych ztcw nie roznia sie doslownie niczym. > Na dzienne nie jest się łatwo dostać > (przynajmniej nie u mnie), przykładowo na moim wydziale w tym roku > przyjęto 11 osób na cały wydział (na 5 kierunków łącznie, więc to > nie jest wcale aż tak wiele). Widzisz wolne stopy nie maja tzw studow. Jednak przewod nie otwiera sie im na gebe, tylko zazwyczaj wtedy, gdy maja zrobiona jakas tam czesc pracy. Bardziej wieksza niz mnejsza czesc pracy. To oznacza, ze generalnie wolna stopa poza checiami musi miec w reku jakis konkret, by rade wydzialu do otwarcia przewodu przekonac. Mi sie udalo. Dwom innym osobom, ktore otwieraly na tej samej radzie - nie. Sprowadzanie wolnej stopy do sedna "mnie stac to se zrobie a co mi tam" jest bezsensowne. > Zgoda, asystenci mieli więcej godzin do prowadzenia, > ale też mieli dwa razy więcej czasu na napisanie doktoratu :> Nie do konca jasno sie wyrazilem. Wolne stopy nie maja limotu czasu. Z reguly pisza dobrze i szybko, bo jak juz mowilem - wolna stopa jest dla tych ktorzy juz w temacie siedza. > My > mamy zajęcia dla siebie, zajęcia ze studentami, czasem uczestniczymy > w dodatkowych projektach naukowych, zajmujemy się organizacją > konferencji i pewnie jeszcze wieloma innymi rzeczami. Nie > zapominając oczywiście o prowadzeniu własnych badań i pisaniu swojej > pracy. No i? To ma byc argument? Fajnie, tylko ze po 1 wolnej stopie nikt nie zabrania uczestniczyc w projektach naukowych, kto chce ten robi. Ja np. robilem swojego czasu. Organizacja konferencji? No wporzom tu ciezej, tyle ze dzialalnosc organizacyjna nie ma specjalnie duzo wspolnego z dzialanoscia orgznizacyjna. Mieszasz nauke z logistyka. Wlasne badania? No to juz wogole ponizej krytyki, bo teraz chyba nie sugerujesz, ze wolna stopa nie musi (oo fakt kurde zapomnialem, ze wolna stopa jest dla dzianych leni). > Jak już wspomniałam wcześniej, nie uważam, że ci, którzy piszą w > innym trybie mają mniejsze zdolności, bo i nie mam prawa tak sądzić. No wiec? > Moja wypowiedź była jedynie reakcją na Twoje stwierdzenie, że po > doktoracie takie same szanse w praktyce na etat mają dzienni, > zaoczni i "wolne stopy". Moim zdaniem to nieprawda - genralizując, > bo i Twoje stwierdzienie było generalizujące. A że wyjątki od reguły > pewnie się zdarzają, to już inna sprawa. Ja nie czuje jakobym specjalnie generalizowal. Po prostu uwazam, ze procent zatrudnionych doktorow po studiach dziennych jest mniej wiecej adekwatny do procenta zatrudnionych wolnych stop. Moim zdaniem to Ty generalizujesz, bo za wszelka cene chcesz powiedziec ze szanse dziennych sa wieksze (choc ja odbieram to bardziej dobitnie, ze powinni miec lepsze). To bez sensu. Wolne stopy nie maja szans na zadne stypendia. Nie maja szans na granty. Nie maja statusu doktoranta. Nie maja legitymacji studenckiej, nie maja znizek na komunikacje miejska/pkp. W bibliotekach traktuje sie ich jak ludzi z ulicy. Wolne stopy maja za to szanse na praktyke zawodowa, przy ktorej teoretykowanie coniektorych dziennych wzbudza - sam nie wiem jak to nazwac - smiech na sali? Choc gwoli scislosci - odwrotnie takze. Nadal uwazam, ze w zestawieniu dzienni - wolne stopy szanse sa po rowno. Malo, jakby podrazyc to okaze sie ze tu sa plusy, tu minusy i odwrotnie, co w sumie wychodzi na to samo. Odpowiedz Link
epingle Re: cd. 13.08.07, 17:50 Niczego nie staram się udowodnić, akurat mi na tym niespecjalnie zależy. Odniosłam się jedynie, jak już wspomniałam, do jednego z Twoich stwierdzeń, bo się z nim nie zgadzam. Ty w swoich kolejnych postach pisałeś wiele o tym, że "wolna stopa" nie jest nikim gorszym, chociaż ja w ogóle pierwsza ani tej kwestii nie poruszałam, ani tak nie uważam. Napisałm tylko o swoich spostrzeżeniach, o róznicach wynikających z wybrania takiej, a nie innej ściezki. W ostatnim poście spytałam o kryteria naboru dla zaocznych i dla "wolnej stopy", bo jestem tego zwyczajnie ciekawa. Nie doczekałam się satysfakcjonującej odpowiedzi. Wiesz, mam wrażenie, że to właśnie Ty próbujesz coś na siłę udowadniać, chociaż nie wiem zupełnie dlaczego... Nawet się nie spodziewałam, że moja opinia stanie się pretekstem do tak długiego wywodu... Odpowiedz Link
niewyspany77 Re: cd. 13.08.07, 18:14 Wiesz co, skonczmy. Przytocze tylko co napisalas wczesniej: "Z moich obserwacji wynika (nie wiem, jak jest na innych uczelniach), że etaty dostają ci, którzy dostali albo asystenturę, albo byli na dziennych doktoranckich. Zresztą, dzienne doktoranckie są przecież przede wszystkim dla tych ludzi, którzy swoją przyszłość wiążą z uczelnią. Zaoczne czy wolna stopa opłacają się chyba głównie tym, którzy chcą mieć doktorat, ponieważ liczą, że pomoże im w karierze zawodowej lub po prostu chcą go mieć dla własnej satysfakcji." i teraz: > Niczego nie staram się udowodnić, akurat mi na tym niespecjalnie > zależy. Odniosłam się jedynie, jak już wspomniałam, do jednego z > Twoich stwierdzeń, bo się z nim nie zgadzam. Ty w swoich kolejnych > postach pisałeś wiele o tym, że "wolna stopa" nie jest nikim > gorszym, chociaż ja w ogóle pierwsza ani tej kwestii nie poruszałam, > ani tak nie uważam. Napisałm tylko o swoich spostrzeżeniach, o > róznicach wynikających z wybrania takiej, a nie innej ściezki. Mniejsza z tym. > W > ostatnim poście spytałam o kryteria naboru dla zaocznych i > dla "wolnej stopy", bo jestem tego zwyczajnie ciekawa. Nie > doczekałam się satysfakcjonującej odpowiedzi. Nie dostaniesz "satysfakcjonujacej odpowiedzi" z prostej przyczyny: na wolne stopy nie ma i nigdy nie bylo naboru. I nie bedzie. Taka specyfika. > Wiesz, mam wrażenie, > że to właśnie Ty próbujesz coś na siłę udowadniać, chociaż nie wiem > zupełnie dlaczego... Nawet się nie spodziewałam, że moja opinia > stanie się pretekstem do tak długiego wywodu... No coz, mam alergie na rozne sugestie predyspozycji oraz dziwne widzimisia. Odpowiedz Link
epingle Re: cd. 13.08.07, 19:00 Masz alergię na coś, czego nie ma? Rzeczywiście, skończmy, bo zrobiło się nieprzyjemnie, szkoda. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
r-kwadrat Re: cd. 26.08.07, 00:25 Przepraszam że sie włącze... "Może się mylę, ale z wolnej stopy doktorat może zrobić prawie każdy, o ile ma wystarczająco pieniędzy, żeby go opłacić. Podobnie jest chyba z zaocznymi? (tutaj przyznam, że nie orientuję się, jakie są kryteria naboru, nie interesowałam się tym bliżej, więc jeśli sie mylę, to proszę o sprostowanie)." Niestety totalna bzdura. Czyli w twoim przekonaniu każdy może zrobić doktorat ale oczywiście zaocznie lub z wolnej stopy bo "dzienne" nie są dla plebsu. Tu przemawia totalny brak tolerancji z twojej strony. Kiedyś w USA też nie wolno było studiować czarnoskórym. Totalna bzdura. A robienie doktoratu z wolnej stopy i na zaocznych jest dużo trudniejsze niż na dziennych. Powiedzmy ze ja dokonałbym takiej gradacji: najłatwiej jest na dziennych, potem zaoczne a na trzecim miejscu wolna stopa. Jesli chodzi o etat na uczelni po doktoracie to wydaje mi sie ze najważniejsze są umiejętności i wiedza a nie kto jaki rodzaj studiów kończył.(przynajmniej tak jest w krajach zachodniej Europy). A dokładniej to nawet więcej szans na zatrudnienie na uczelni np. w UK mają zaoczni i wolnostopowcy bo tam wiedza teoretyczna musi iść w parze z praktyką. To tyle z mojej strony Odpowiedz Link
bumcykcyk2 Re: cd. 28.08.07, 12:12 niewyspany77 napisał: > Natomiast wolna stopa: ma szanse nie byc w zadnych ukladzikach, ma > szanse na to by jej dorobek by oceniony realnie a nie przez pryzmat > kolesiostwa, procedury to mu pani z dziekanatu lub jakis kolega > wytlumaczy jak bedzie trzeba). Ty w to naprawdę wierzysz??? Chyba spadłeś z Księżyca Odpowiedz Link
niewyspany77 Re: cd. 28.08.07, 12:26 bumcykcyk2 napisał: > niewyspany77 napisał: > > > Natomiast wolna stopa: ma szanse nie byc w zadnych ukladzikach, ma > > szanse na to by jej dorobek by oceniony realnie a nie przez pryzmat > > kolesiostwa, procedury to mu pani z dziekanatu lub jakis kolega > > wytlumaczy jak bedzie trzeba). > > Ty w to naprawdę wierzysz??? Chyba spadłeś z Księżyca Napisalem wyraznie: ma szanse. Co nie znaczy ze tak *zawsze* jest. Odpowiedz Link
archiello Re: Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzyst 12.08.07, 21:49 pitolenie na antenie z waszej strony, ktoś mówi o tym że dzienny poznaje procedury uczelniane już na studiach dziennych - u licha a to tych procedur jest tysiące że nowy pracownik (absolwent np. zaocznych ich nie pozna np. w tydzień - to by mówiło, iż firma też nie zatrudni kompetentnego i doświadczonego pracownika tylko jakiegoś młokosa który odbył np. staż w tej firmir) - bzdura totalniana :) poza tym myślenie czy dostanę pracę na uczelni czy nie jest w moim przekonaniu bez sensu, napisz człowieku jeden z drugim dobry doktorat (analizę) i wtedy zacznij o tym myśleć. co do studiów doktoranckich - pewnie że wyzysk, jak wszędzie, w firmach też wyzysk więc nie płacz doktoranciku, bo u prywaciarza to byś dostał po dupie, na uczelni walisz ściemę że się uczysz więc nie wymagaj, bo przy takim podejściu u prywaciarza już byś....pracy nowej szukał. pozdrawiam. Odpowiedz Link
bumcykcyk2 Re: Czy studia doktoranckie to wyzysk i wykorzyst 28.08.07, 12:20 archiello napisał: > co do studiów doktoranckich - pewnie że wyzysk, jak wszędzie, w > firmach też wyzysk więc nie płacz doktoranciku, bo u prywaciarz > a to byś dostał po dupie, na uczelni walisz ściemę że się uczysz > więc nie wymagaj Kolega profesor-belweder się odezwał?! Nie znam przypadku, aby w prywatnej firmie najzdolniejszym ludziom wyłowionym z procesu rekrutacji dział HR proponował oprócz stażu czyszczenie kibli oraz wykonywanie anonimowo roli "murzyna" za kogoś ze ścisłego kierownictwa (np. pisanie rocznych raportów) , a wszystko to za płacę 1200 zł brutto. Znaj proporcje mocium Panie! Odpowiedz Link