Dodaj do ulubionych

Praca to gwarancja...

05.12.06, 19:22
Co sądzicie o tym?
praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,3758379.html
Byc może się tym komuś narażę, ale uważam, że dobrowolne zrzucanie ciężaru
utrzymania całej rodziny (czy tu chodzi tylko o żonę, czy też o dzieci, to
już mniej istotne, ciężar tylko przez to urasta ale i tak jest) ukazuje tylko
egoizm osoby, która nie chce pracować. Rozumiem, że kobiety po urodzeniu
dziecka przebywają z nim do wieku żłobkowego/przedszkolnego, bo to ma sens -
ale dłużej? Znam kobiety, które mając jedno jedyne dziecko zostają w
domu "wychowując je", aż do osiągnięcia pełnoletności dziecka... A kobiety
bezdzietne, które dobrowolnie nie chcą pracować? Jakie one mają cele w życiu?
Oddawanie sie własnym przyjemnościom na koszt małżonka? Praktycznie każde
hobby kosztuje... Rozumiem sytuacje, kiedy ktoś _nie może_ pracować np. ze
względów zdrowotnych bądź prawnych (to ostatnie jest moim przekleństwem, ale
na całe szczęście już widzę światełko w tunelu wink), ale absolutnie nie mogę
zrozumieć, że ktoś _nie chce_, chociaż jest zdrowy na ciele i umyśle i jest w
stanie pracować choćby na pół etatu bądź na zlecenia (np. przez internet).
Jeśli taka osoba wykorzystuje czas bezrobocia na kształcenie się, to jeszcze
jest ok, ale w innym przypadku nie widze niczego więcej, niż ogromnej dawki
egoizmu. Może jestem nietolerancyja, ale jak długo żyję spotkałam sie z
takimi kobietami (gdyż w większości przypadków sa to kobiety), i przykro mi,
ale nie potrafię zrozumieć ich motywacji do... braku motywacji...
Moni
Obserwuj wątek
    • tora99 Re: Praca to gwarancja... 06.12.06, 04:29
      <....Może jestem nietolerancyja, ale jak długo żyję spotkałam sie z
      > takimi kobietami (gdyż w większości przypadków sa to kobiety), i przykro mi,
      > ale nie potrafię zrozumieć ich motywacji do... braku motywacji...
      > Moni>

      a mnie to tam akurat nie rusza, nie ja na nie pracuje i nie musze ich
      utrzymywac. zwlaszcza jezeli obojgu jest z tym dobrze.

      z marta siedzialam w domu 2,5 roku, dlugo i bylam nieco juz zdziczala, fakt,
      ale jak patrze na nia to uwazam ze warto bylo. teraz nastal czas pracy i musze
      przyznac, ze zdecydowanie odzylam.


      a co by bylo gdybym wygrala cala gore pieniedzy, tak, zebym nie musiala
      pracowac juz do konca zycia i stac bylo by mnie na calodobowa obsluge wink))) ?

      ha.. wink

      pewnie najpowazniejszym problemem byloby gdzie najpierw sobie zapodrozowacwink
      • novalee1 Re: Praca to gwarancja... 07.12.06, 10:44
        Czemu nie?Jakbym nagle stala sie posiadaczka duzej sumy pieniedzy nie moge
        obiecac ze siedzialabym w tej samej pracy ktora wykonuje bo musze,po prostu
        znalazlabym sobie ciekawsze zajecie.A egoistka nie jestem,bo podzielilabym sie
        z bliznim,pomyslalabym o jakims wolontariacie,ale przede wszystkim zajelabym
        sie tym co lubie,czemu nie.Oddalabym sie rodzinie i swoim pasjom za ktore na
        chleb nie moge zarobic,zycie towarzyskie by rozkwitlo,ach milo pomarzyc....
    • go.ga Re: Praca to gwarancja... 07.12.06, 12:41
      Kazdy ma swoj sposob na zycie. Kobiety, o ktorych piszesz, nie sa na zasilku (a
      wiec nie sa ciezarem dla spoleczenstwa) tylko utrzymuje je maz, zakladam, ze
      _dobrowolnie_. To sprawa miedzy nimi.

      • syswia Re: Praca to gwarancja... 07.12.06, 15:59
        Oczywiscie, ze to sprawa miedzy nimi... ale wydaje mi sie, ze nie o to Monice
        chodzilo, kiedy pisala ten post. Ja bylam w domu bez pracy zawodowej ponad rok -
        nie mialam pozwolenia i wizy - i mimo, ze to byly pierwsze miesiace mojego
        malzenstwa - bardzo szczesliwe - nie potrafilam sobie emocjonalnie poradzic z
        brakiem zajecia "zawodowego". Nie walkonilam sie caly dzien w lozku -
        udzielalam sie w wolontariatach, pisywalam do prasy kanadyjskiej i polskiej,
        prowadzilam dom, uczylam sie , a jednak dopadla mnie depresja. Okropnie spadla
        mi samoocena i po jakims czasie, gdyby nie wsparcie meza, calkiem mozliwe, ze
        zagrzebalabym sie w domowych pieleszach na dobre - bo tak bylo najbezpieczniej.
        Tylko czy najlepiej dla mnie?
        Sa rozne kobiety: boginie domowego ogniska i karierowiczki. Ja nie naleze ani
        do jednych, ani do drugich. Lubie byc w domu, ale nie potrafie zyc bez pracy i
        ciaglego udowadniania sobie, ze stac mnie... Stac mnie na stawienie czola
        roznym wyzwaniom, nie tylko pieknie wypieczonemu ciastu, ale i jakims
        skomplikowanym problemom, z ktorymi zwracaja sie klienci do mojej szefowej.
        Daje mi to satysfakcje.
        Jest jednak jeszcze cos. Niedawno zdalam sobie sprawe z tego, ze praca, ktora
        wykonuje tez mnie nie satysfakcjonuje do konca, bo nie nie wymaga kreatywnosci.
        A ja lubie tworzyc piekne rzeczy. Wiec zastanawiam sie nad kolejna wolta w
        mojej karierze zawodowej. Byc moze wroce do fotografii. Byc moze nadal bede
        pracowac w biurze, bo czym musze placic rachunki (poki co) - a na boku zajme
        sie fotografia?
        Taki ze mnie niespokojny duch...
        • jan.kran Re: Praca to gwarancja... 07.12.06, 17:31
          Byłam 16 lat szczęśliwą kurą domową.
          Udało mi się po wychowaniu młodzieży złapać drugi oddech i mam przed sobą
          szanse zawodowe.
          Nie patrzyłam nigdy na pieniądze , zapewnienie sobie emerytury. Dzieci i kariera
          męża to były dla mnie priorytety.
          Dzieci mam na medal.
          Ale dziś stwierdzam że gdybym jeszcze raz stanęła przed wyborem to oddałabym
          dzieci do żłobka zaraz po urodzeniu a najlepiej w ogóle ich nie miała.
          Mój ex po rozwodzie ma kasę , święty spokój i emeryturę na stare lata.
          Ja nie mam nic, a alimenty jakie mi się należą na dzieci są raczej zabawne.
          Gdybym te lata spędziła na budowaniu swojej kariery i zabezpieczeniu własnej
          starości to bym miała urlop na Malediwach albo Seszelach co rok i święty spokój.
          Uważam że młode , inteligentne przebojowe kobiety w dzisiejszym świecie nie
          powinny mieć dzieci i rodziny.
          Nikt nie zapłaci nam matkom wychowującym przyszłe pokolenia pracujących i
          płacących na renty dla nadchodzących.
          Lepiej egoistycznie pomyśleć o sobie bo na wdzięczność i zapłatę ze strony
          społeczeństwa i państwa nie mamy co liczyć.
          Kran
          • novalee1 Re: Praca to gwarancja... 07.12.06, 20:33
            Oj kranie jestes dzis chyba w zlym nastroju.Ja tez zreszta.Nie rzecz w tym zeby
            miec prace,ale zeby jeszcze ja lubic,bo kiepska praca tez niestety nie sluzy
            dobremu poczuciu wartosci.
            • jan.kran Re: Praca to gwarancja... 07.12.06, 21:11
              Jestem w bardzo złym nastroju.

              Ale szczerze powiedziawszy na temat poruszony przez Monikę napisałam się już
              tyle razy na tylu forach...
              Coraz więcej kobiet u władzy , Merkel , może prezydentem Francji będzie
              kobieta, w każdym kraju kobiety w rządzie.
              Ale nadal nie ma sensownego programu pomocy i opieki dla rodzin z dziećmi.
              Zwłaszcza dla kobiet z małymi dziećmi oraz tych które z różnych względów ,
              niekoniecznie z wygody i egoizmu wiele lat wychowywały dzieci.
              Kran
              • novalee1 Re: Praca to gwarancja... 09.12.06, 12:43
                Ja jestem dopiero na starcie.Dlugo decydowalam sie na dziecko ze wzgledow
                wlasnie finansowych.We dwojke dajemy rade ale jakbym miala sama oplacac
                wszystkie rachunki i wychowywac dziecko to w obecnej sytuacji nie dalabym
                rady.Dlatego chce jak najszybciej zrobic tu kwalifikacje i zmykac do lepszej
                pracy,rozwijac sie,nigdy nie wiadomo jakie bedzie jutro.
    • monika_a_b Re: Praca to gwarancja... 07.12.06, 18:38
      Tutaj jeszcze jeden artykul posrednio ma ten temat:
      praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,3770439.html
      Majac jakies 20 lat chodzilam z chlopakiem, u ktorego w rodzinie zdarzal sie
      taki przypadek. Rodzina intelingencka, rodzice po studiach oraz wspierajcy
      swoje dzieci, aby ci rowniez sie ksztalcili i pracowali - a tu üewnego dnia
      mlodszy syn ni z z tego ni z owego oznajmia, ze sie zeni i bedzie mial dziecko.
      Chlopak do matury mial rok. Nauke zawalil, a jego luba, ktora po raz drugi nie
      dostala promocji do nastepnej klasy i zostala wydalona ze szkoly, zachodzi po 2-
      3 miechach znajomosci w ciaze i od razu zaklada, ze bedzie zyc z zasilku
      socjalnego. W Niemczech wtedy jeszcze wielu dziewczynom tak sie udawalo - a
      wiec panstwo, a dokladniej wszyscy podatnicy na nia lozyli. To jest tupet i
      szczyt egoizmu, nieprawdaz?
      Z drugiej strony - dlaczego kobietom, ktore nie chca pracowac zawodowo, a
      zamiast tego oddawac sie np. wlasnym hobby, brak wyobrazni co do sytuacji, gdy
      np. maz straci prace, bedzie obloznie chory, niezdolny do pracy, znajdzie sobie
      inna, umrze, albo po prostu znudzi mu sie utrzymywanie zony itd. itp. Co wtedy
      moze zrobic ze soba taka kobieta? Jesli miala rok czy dwa przerwy w pracy, to
      pewnie jeszcze uda jej sie do niej wrocic, ale jesli tych lat jest juz x-
      nascie/scia? Kto przyjmie wtedy taka dajmy na to pania mgr ekonomii??? Ponoc
      pani prezydentowa K. ma takiego mgra - nigdy nie pracowala, bo "wychowywala"
      corke-jedynaczke. Czy w przypadku nieszczescia losowego ma mi jej byc zal, bo
      nie bedzie miala za co zyc? Podejryewam, ze ona raczej bedzie miala, ale inne
      kobiety w jej sytuacji byc moze nie...
      Wydaje mi sie, ze wiele osob mysli bardzo wygodnie, nie zakladajac, ze
      jutrzejszy dzien moze wygladac zgola inaczej niz terazniejszy. Z tego biora sie
      roznego rodzaju problemy, rowniez natury psychicznej, jak napisala Syswia.
      Osobom bedacym na przymusowym bezrobociu przez dluzszy czas bardzo czesto siada
      psychika, gdyz brak im poczucia wartosci... Dlatego nie potrafie zrozumiec
      kobiet, ktore dobrowolnie sie na to godza, a jeszcze mniej rozumie te, ktore
      narzekaja na brak pieniedzy badz wlasnie z tego powodu ciagna je z innych
      zrodel niz wlasna praca i w ten sposob pasozytuja...
      • syswia Re: Praca to gwarancja... 07.12.06, 19:00
        O pania Prezydentowa to sie raczej Moniko nie martw. Po pierwsze o ile mnie
        pamiec nie myli prowadzi/la ona dosc lukratywny biznes obrotu nieruchomosciami,
        a po drugie, nie sadze, aby miala problemy ze znalezieniem zatrudnienia - w
        razie czego zawsze znajdzie sie znajomy ..., nie wspominajac juz o radach
        nadzorczych firm, w ktorych zapewne zasiada....
      • go.ga Re: Praca to gwarancja... 07.12.06, 22:32
        monika_a_b napisała:

        > Tutaj jeszcze jeden artykul posrednio ma ten temat:
        > praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,3770439.html
        > Majac jakies 20 lat chodzilam z chlopakiem, u ktorego w rodzinie zdarzal sie
        > taki przypadek. Rodzina intelingencka, rodzice po studiach oraz wspierajcy
        > swoje dzieci, aby ci rowniez sie ksztalcili i pracowali - a tu üewnego dnia
        > mlodszy syn ni z z tego ni z owego oznajmia, ze sie zeni i bedzie mial
        dziecko.
        >
        > Chlopak do matury mial rok. Nauke zawalil, a jego luba, ktora po raz drugi
        nie
        > dostala promocji do nastepnej klasy i zostala wydalona ze szkoly, zachodzi po
        2
        > -
        > 3 miechach znajomosci w ciaze i od razu zaklada, ze bedzie zyc z zasilku
        > socjalnego. W Niemczech wtedy jeszcze wielu dziewczynom tak sie udawalo - a
        > wiec panstwo, a dokladniej wszyscy podatnicy na nia lozyli. To jest tupet i
        > szczyt egoizmu, nieprawdaz?

        No dobra, ale to chyba jednak nie na temat. Kobiety, o ktorych pisalas w
        pierwszym poscie, nie sa na zasilku.

        > Z drugiej strony - dlaczego kobietom, ktore nie chca pracowac zawodowo, a
        > zamiast tego oddawac sie np. wlasnym hobby, brak wyobrazni co do sytuacji,
        gdy
        > np. maz straci prace, bedzie obloznie chory, niezdolny do pracy, znajdzie
        sobie
        >
        > inna, umrze, albo po prostu znudzi mu sie utrzymywanie zony itd. itp. Co
        wtedy
        > moze zrobic ze soba taka kobieta? Jesli miala rok czy dwa przerwy w pracy, to
        > pewnie jeszcze uda jej sie do niej wrocic, ale jesli tych lat jest juz x-
        > nascie/scia?

        Faktem jest, ze w dzisiejszych czasach bycie kura domowa jest ryzykowne. Z tych
        powodow, ktore wymienilas. I o tym tez pisala jan.kran, ona na takim ukladzie
        bardzo zle wyszla. Ale praca tez nie jest gwarancja, ze zawsze bedzie dobrze.
        Bo mozna samemu zachorowac, zostac niezdolnym do pracy. Mozna stracic prace w
        wieku lat 50-ciu i wtedy tez, moze sie okazac, ze mimo doswiadczenia, nie jest
        sie juz interesujacym pracownikiem, sa mlodsi, rownie zdolni. I co wtedy?
        Wszystkiego nie da sie przewidziec i nie wiadomo, jaka decyzja okaze sie
        slusznym wyborem po latach.

        > Wydaje mi sie, ze wiele osob mysli bardzo wygodnie, nie zakladajac, ze
        > jutrzejszy dzien moze wygladac zgola inaczej niz terazniejszy. Z tego biora
        sie
        >
        > roznego rodzaju problemy, rowniez natury psychicznej, jak napisala Syswia.
        > Osobom bedacym na przymusowym bezrobociu przez dluzszy czas bardzo czesto
        siada
        >
        > psychika, gdyz brak im poczucia wartosci...

        Pewnie, ze im siada psychika, jesli otoczenie daje im do zrozumienia, ze bez
        pracy zawodowej sa mniej warte. Chocby pracowaly charytatywnie, pomagaly innym,
        wychowywaly (pisze bez cudzyslowia) dzieci to i tak ich praca jest niewiele
        warta, poniewaz nie przynosi zadnego dochodu. Chocby nie brali zasilku, chocby
        nie przeszkadzalo to im mezom/zonom i tak znajda sie obcy ludzie, ktorzy beda
        sie czuli upowaznieni do komentowania.

        >Dlatego nie potrafie zrozumiec
        > kobiet, ktore dobrowolnie sie na to godza, a jeszcze mniej rozumie te, ktore
        > narzekaja na brak pieniedzy badz wlasnie z tego powodu ciagna je z innych
        > zrodel niz wlasna praca i w ten sposob pasozytuja...

        Josif Brodski, noblista, tez pasozytowal. Nawet go wladze sowieckie na 5 lat
        lagrow skazaly za pasozytniczy tryb zycia. "Кто не работает, тот не ест", te
        same slowa, ktore cytuje ksiadz w artykule do ktorego podalas link, zostaly
        uzyte przez oskarzyciela. Hobby sie oddawal, wiersze pisal, pasozyt jeden.

      • go.ga Re: Praca to gwarancja... 07.12.06, 22:39
        Tutaj jeszcze jeden artykul posrednio ma ten temat:
        praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,3770439.html

        Zastanawiam sie, z czego zyje ten ksiadz. Czy przypadkiem nie z tego, "co
        laska"? wink
    • sukiennica Re: Praca to gwarancja... 07.12.06, 22:00
      monika_a_b napisała:

      > Byc może się tym komuś narażę, ale uważam, że dobrowolne zrzucanie ciężaru
      > utrzymania całej rodziny (czy tu chodzi tylko o żonę, czy też o dzieci, to
      > już mniej istotne, ciężar tylko przez to urasta ale i tak jest) ukazuje tylko
      > egoizm osoby, która nie chce pracować.

      No i jakby czlek sie uparl, to mozna by to sparafrazowac nastepujaco:
      ----------------------------------
      Byc może się tym komuś narażę, ale uważam, że dobrowolne zrzucanie ciężaru
      zajmowania sie rodzina i domem (czy tu chodzi tylko o meza, czy też o dzieci, to
      już mniej istotne, ciężar tylko przez to urasta ale i tak jest) ukazuje tylko
      egoizm osoby, która nie chce wypelniac zadnych obowiazkow domowych.
      ----------------------------------
      ...i rozpoczac dyskusje na temat: trudno mi zrozumiec prawo do istnienia mojego,
      domowego, oswojonego egoisty...jak on tak moze wink

      To nie jest takie proste. Jestesmy rozne. Sa kobiety, ktore realizuja sie
      jako"zona przy mezu" i sa takie, dla ktorych ograniczenie do takiej roli jest
      gwarancja depresji. Uwazalabym z nalepianiem etykietki "egoistka" paniom, ktore
      pomimo braku pracy zawodowej nie spedzaja bozego dnia na lepieniu pierogow.

      Ostatni rok spedzilam w domu na urlopie macierzynskim i musze szczerze
      powiedziec, ze mi to na glowe dobrze nie zrobilo. Przed wpadnieciem w dol
      bronilam sie ile wlezie. Potomek obowiazkowo zaliczal koncery, wystawy,
      teatrzyki, zajecia dla najmlodszych itp. I tym co mnie gnalo nie bylo tylko
      dostarczenie dziecku wrazen, ale moja wlasna, prywatna walka o normalnosc. W
      miare uplywu czasu to co bylo walka zaczelo mi sprawiac frajde.
      No i teraz to juz jestem tylko egoistka...
      Tym bardziej, ze zamiast wrocic do pracy po urlopie macierzynskim, dostalam z
      niej wymowienie. I co teraz? Juz wiedze tych bossow chcacych zatrudnic
      pracownika z malym dzieckiem! Ot i moze tu tkwi sedno problemu, ze czesto ten
      urlop macierzynski to taka czarna dziura...
      • tamsin Re: Praca to gwarancja... 07.12.06, 22:45
        sukiennica napisała:

        > Tym bardziej, ze zamiast wrocic do pracy po urlopie macierzynskim, dostalam z
        > niej wymowienie. I co teraz? Juz wiedze tych bossow chcacych zatrudnic
        > pracownika z malym dzieckiem! Ot i moze tu tkwi sedno problemu, ze czesto ten
        > urlop macierzynski to taka czarna dziura...
        >
        No ale skad oni to wiedza? tzn. ze kobieta ma male dziecko? Przeciez jakas
        ochrona prywatnosci i rowniez prawo antydyskryminacyjne powinno istniec. Wiem,
        ze dyskryminacja ukryta zawsze bedzie istniec, stereotypy i takie tam, ale
        dlaczego potencjalny prawodawca nie boi sie zadawac takich pytan? bo nikt go do
        odpowiedzialnosci nie wezmie?
        • sukiennica Re: Praca to gwarancja... 07.12.06, 23:01
          tamsin napisała:

          > sukiennica napisała:
          >
          > > Tym bardziej, ze zamiast wrocic do pracy po urlopie macierzynskim, dostal
          > am z
          > > niej wymowienie. I co teraz? Juz wiedze tych bossow chcacych zatrudnic
          > > pracownika z malym dzieckiem! Ot i moze tu tkwi sedno problemu, ze czesto
          > ten
          > > urlop macierzynski to taka czarna dziura...
          > >
          > No ale skad oni to wiedza? tzn. ze kobieta ma male dziecko? Przeciez jakas
          > ochrona prywatnosci i rowniez prawo antydyskryminacyjne powinno istniec. Wiem,
          >
          > ze dyskryminacja ukryta zawsze bedzie istniec, stereotypy i takie tam, ale
          > dlaczego potencjalny prawodawca nie boi sie zadawac takich pytan? bo nikt go do
          >
          > odpowiedzialnosci nie wezmie?

          Teoretycznie rzecz biorac mieszkam w kraju mogacym sie poszczycic duza dbaloscia
          o ochrone praw kobiet. Teoretycznie rzecz biorac zwolnienie mnie jest sprzeczne
          z prawem. Teoretycznie rzecz biorac powinnam go pozwac do sadu, wygrac mnostwo
          pieniedzy i kontynuowac prace na moim stanowisku.

          Praktycznie rzecz biorac, takie sprawy ciagna sie miesiacami i kosztuja duzo
          stresu. Praktycznie rzecz biorac powrot do pracy w ktorej bede pozniej zle
          traktowana przez przelozonego nie jest szczytem moich marzen. Praktycznie rzecz
          biorac jest zwyczajem w Norwegii umieszczanie w CV informacji na temat swojej
          sytuacji rodzinnej. Praktycznie rzecz biorac czesto tylko obco brzmiace nazwisko
          jest gwarancja bycia pominietym przy przeprowadzanym naborze nowych pracownikow.

          A tak od serca rzecz biorac to jestem zmeczona i ni cholery nie mam sily na
          walke z wiatrakami.
          • elagrubabela Re: Praca to gwarancja... 07.12.06, 23:28
            Nie wiem jak by mnie wychowali moi rodzice gdyby nie moje kalectwo. Wychowali
            mnie w poczuciu, ze musze sobie zawsze moc sama poradzic i ze moge liczyc tylko
            na siebie. To dotyczy wchodzenia po schodach i placenia rachunkow w takim samym
            stopniu - ha ha ha. Nie umiem i chyba wlasciwie nie chce zrozumiec kobiet,
            ktore swiadomie wybieraja pozostanie na utrzymaniu partnera. Nie ma dla mnie
            znaczenia wysokosc jego dochodow ani ilosc dzieci jakie ze soba maja. Nie
            rozumiem takiej postawy, bo uwazam ja za wyraz braku instynktu
            samozachowawczego. Na moje maternity zarobilam sobie sama i gdyby jutro Szkot
            zostawil mnie z Henkiem wiedzialabym jak i gdzie zawalczyc o porzadne alimenty
            i moj swiat by sie zawalil tylko troszeczke smile Materialnie bysmy musieli
            ukrocic wiele wydatkow ale nie bylaby to jakas czarna dziura. Ja zreszta zawsze
            o tym mysle. O tym, co bym zrobila gdybym stracila prace, gdybym byla w gorszej
            kondycji i nie mogla pracowac no i gdyby Szkot nas opuscil. Jego to strasznie
            zlosci, ze ja jestem taka planistka ale ja inaczej nie umiem szczegolnie teraz
            jak mam Henryka. Tym bardziej nie rozumiem kobiet, ktore sa matkami i nie maja
            pewnosci, ze moglyby na siebie i swoje dzieci zarobic. Ale moze to jest inaczej
            dla kobiet bez disability. Moze takie kobiety zawsze sobie mysla, ze w razie
            czego beda kelnerkami albo cos w tym rodzaju. Ale czy z tego da sie utrzymac
            siebie i rodzine? Elka
            • sukiennica Re: Praca to gwarancja... 08.12.06, 00:08
              Ja mam pewnosc, ze moge na siebie zarobic. O tym, ze nie mam po co wracac z
              urlopu macierzynskiego dowiedzialam sie dokladnie 5 dni temu, wiec moja "czarna
              dziura" jest bardzo swieza. Jest tez nowoscia, bo nigdy dotad nie bylam zalezna
              finansowo od kogokolwiek. Nawet na studiach dziennych pracowalam w nocy jako
              "kelnerka albo cos w tym rodzaju", aby opacic sobie wikt i opierunek.

              Co do cudzych czarnych dziur, to wolalabym sie nie wypowiadac.

              A co do braku instynktu samozachowawczego, to zaskakujace, ale znam osobniki
              ktore sa jedo kompletnie pozbawione, trzeba sie nimi "opiekowac", gwozdzia w
              sciane same nie wbija, sa nieporadne w bardzo...zalotny sposob i ich powolaniem
              jest zycie z mezem-opiekunem. Ja wole partnera. A aby zwiazek byl partnerski
              moim zdaniem jest niezbedba niezaleznisc finansowa, bez niej zostaje zaklocona
              rownowaga.
              • jan.kran Re: Praca to gwarancja... 08.12.06, 00:35
                Elu , jesteś bardzo niesprawiedliwa.
                To jak komu ułoży się życie nie zawsze zależy od jego chęci czy zdolności tylko
                niekiedy od warunków w jakich się znajdzie.
                Ja znam sytuację w DE sprzed lat dwudziestu ale dosłownie kilka tygodni temu był
                spory artykuł w szpiglu na ten temat i nic się nie zmieniło.
                System podatkowy w DE działa tak że jeżeli oboje małżonkowie pracują jedno z
                nich ma bardzo niekorzystną grupę podatkową , z reguły kobieta.
                Kiedy pojawiają się dzieci kiedy kobieta przestaje pracować i zarabia tylko mąż
                są spore ulgi podatkowe.
                W szpiglu było dokładnie podane na przykładach że w zasadzie prawie nigdy
                kobiecie nie opłaca się pójść do pracy bo to co zarobi zjedzą podatki.
                Pomijając ten aspekt umieszczenie dziecka w przedszkolu zanim ukończy trzy lata
                jest przktycznie niemożliwe.
                Czyli jeżeli nawet coś zostanie z pensji to pójdzie na opiekunkę a nawet trzeba
                dołożyć.
                Pracodawcy w większości patrzą się jak na raroga na kobietę z małym dzieckiem a
                nie daj Boże dziećmi które chcą pracować.

                Kiedyś wpadł mi w ręce artykuł gdzie wyliczone ile jest warta pracy kobiety
                będącej "tylko" w domu.
                Ja , podobnie jak wiele niepracujących mam pomagałam dzieciom w lekcjach,
                prowadziłam dom, brałam udział w róźnych działaniach społecznych w przedszkolu i
                szkole, prowadziłam domową księgowość.
                Można to pzreliczyć na pieniądze, pieniądze które żadna z nas kur domowych nie
                zobaczy.
                Mało tego , za wychowanie dwojga dzieci które wrzucają po dorośnięciu sporą
                kasę do funduszu rentowego dla tych którzy nie mieli dzieci ale za to sobie
                wypracowali rentę mam cztery lata które liczą mi się do emerytury...
                Ja uważam ze jeżeli kobieta ma chęć zostać dziećmi w domu to powinna mieć taki
                wybór.
                Jednak jeżeli chce powrócić do pracy nie powinna być dyskryminowana.
                Ja mając mój wiek , dobrze zarabiającego męża i będąc do tego cudzoziemką miałam
                małe szanse na rynku pracy.
                Nawet moje niemieckie koleżanki też natykały się na absurdy.
                Moja przyjaciółka , wysoko wykwalifikowana pielęgniarka siedem lat nie mogła
                powrócić do pracy .
                Dzieci miały miejsce w przedszkolu ale musiałaby zaczynać prace pól godziny
                później bo takie były godziny otwarcia przedszkola.
                Sale operacyjne stały nieużywane a ona nie mogła pracować...
                Zbyt łatwo przechodzi się do porządku dziennego nad tym jak powinna funkcjonować
                rodzina, jak powinno się pomóc ekonomicznie i praktycznie kurom domowym.

                Ty Eli zostając matką miałaś ustabilizowaną sytuację zawodową, stać Cię było na
                opiekunkę do dziecka.
                Ale wiele młodych kobiet nawet atrakcyjnych zawodowo zagrzebuje się w zupki i
                kupki bo nie mają innego wyjścia.
                Albo po prostu mają taką ochotę.
                Kran
                • elagrubabela Re: Praca to gwarancja... 08.12.06, 01:13
                  Sorry za niesprawiedliwie, OK? smile
                  Mnie chodzi o to, ze jest jak jest. Oczywiscie, ze najczesciej jest
                  nieprawiedliwie wobec kobiet i co do tego ja nie mam watpliwosci, ze w wielu
                  krajach kobieta musi wybrac pomiedzy jedna kiepska opcja a druga rownie bez
                  sensu. I z tym trzeba powoli walczyc, zabiegac o zmiany. Ale poki co kazda z
                  nas zyje w okreslonej rzeczywistosci i w kontekscie takiej rzeczywistosci musi
                  cos planowac. A rzeczywistosc jest taka jak napisala Monika, ze facet moze
                  zachorowac, umrzec, stracic prace, znalezc mlodsza i seksowniejsza, popasc w
                  depresje albo w nalog i social net w jakims panstwie nie zawsze pomoze. Poza
                  tym zyjemy coraz dluzej i emeryture jakos trzeba planowac. A nawet i dla samych
                  dzieci trzeba myslec o kosztach ksztalcenia i innych kosztach wychowania.
                  Pomijam juz sprawe satysfakcji zawodowej i spelniania sie poza domem, bo to
                  moze byc czasem tylko marzeniem albo luksusem.
                  Wiec ja mysle, ze kobiety musza byc madre i przebiegle. I tak sobie planowac
                  zycie zeby nigdy nie zostac na lodzie. Nie mozna ufac nawet najlepszemu
                  facetowi, bo i taki moze na przyklad zachorowac. Trzeba byc zawsze samodzielna
                  finansowo. Wiadomo, jak ktos odziedziczy majatek albo wygra miliony to moze
                  sobie ukladac zycie nawet z niebieskim ptakiem - ha ha ha. Ale ilu z nas to
                  dotyczy? Ja mysle, ze mamy powinny uczyc swoje corki jakie to jest wazne
                  samodzielnosc finansowa i mozliwosc polegania na sobie samych. Milosc,
                  partnerstwo, wspolny dom sa bardzo wazne i fajnie to miec razem z kims ale
                  zawsze trzeba byc przygotowana na jakies okolicznosci, ktore spowoduja, ze
                  bedzie tylko moj dochod. Bo lepiej miec przyjemna niespodzianke i na lozu
                  smierci w wieku 150 lat uznac, ze sie bylo za bardzo ostrozna w sprawach
                  finansowych niz w wieku na przyklad 50 lat obudzic sie z reka w nocniku, pustym
                  kontem i brakiem perspektyw. Nie gniewaj sie, Ula. Ja naprawde czasem mysle, ze
                  kobiety w pelni sprawne nie przywiazuja wagi do tych samych spraw co ja tak
                  samo mocno jak ja. Tak juz musi byc. Elka
                  • jan.kran Re: Praca to gwarancja... 08.12.06, 01:55
                    Elu , nie gniewam sięsmile))
                    I jakoś z drugiej strony nie mam siły ani ochoty akurat teraz na dalsze dyskusje...
                    Kran
                  • go.ga Re: Praca to gwarancja... 08.12.06, 11:44
                    >A rzeczywistosc jest taka jak napisala Monika, ze facet moze
                    >zachorowac, umrzec, stracic prace, znalezc mlodsza i seksowniejsza, popasc w
                    >depresje albo w nalog i social net w jakims panstwie nie zawsze pomoze.

                    Ja chcialbym sie odniesc do tego aspektu. Zgadza sie, tak moze byc. I o ile
                    choroba, smierc to wypadki losowe, to juz odejscie faceta do mlodszej i
                    seksoweniejszej jest jego decyzja. I jesli kobieta po 20 latach bycia kura
                    domowa zostaje na lodzie, to jest to wielka niesprawiedliwosc. Zakladam, ze
                    decyzje o jej niepracowaniu podejmowali _oboje_. Ze facet przez 20 lat odnosil
                    korzysci z tego, ze zona prowadzila dom, zajmowal sie dziecmi itd. Decyzje o
                    niepracownaiu zony podejmowali oboje, natomiast jej konsekwencje, czyli
                    trudnosci ze znalezieniem pracy pozniej, pomosi tylko zona. Taka zona powinna
                    dostawac alimnety od takiego goscia! Natomiast zaszly chyba jakies zmiany
                    obyczajowe, odejscie do mlodszej jest uznawane za normalne a zostawiona zona
                    jest sama sobie winna, ze zostala na lodzie. I co najgorsze, czesto tak uwazaja
                    inne kobiety.
                    • jan.kran Re: Praca to gwarancja... 08.12.06, 12:05
                      Go.ga w DE kobieta dostaje z reguły alimenty chociaż i tak nie odpowiadają do
                      końca temu ile praca kury domowej była warta i często są ograniczone czasowo.
                      W Norwegii nie ale tu jest o wiele łatwiej o pracę bez względu na wiek.
                      Natomiast , to trochę nie na temat prawo alimentacyjne jest niesprawiedliwe dla
                      dzieci zarówno tu jaki tam choć w DE jest lepiej.
                      Pozostaje myśleć o zabezpieczeniu i umowach na własną rękę tak jak pisała Ela.
                      Tylko ze często będąc lata w związku traci się obiektywność i instynkt
                      samozachowawczy albo liczy się na dobrą wolę partnera.
                      Ja uważam ze państwo powinno ochraniać w takich sytuacjach matkę i dzieci.
                      Pomóc w powrocie do pracy na przykład.
                      Myślę że schematyczne zakładanie ze każda kobieta pozostająca w domu jet leniem
                      i pasożytem stanowi zbyt duże uproszczenie.
                      kRan


                      -
                      Wielojęzyczność w rodzinie

                      Forum rzadkich języków
                      • alesko Re: Praca to gwarancja... 16.12.06, 13:25
                        hej
                        wiele kobiet w De stwierdzilo (widocznie na podstawie doswiadczen swoich matek)
                        ze posiadanie dzieci sie a)zupelenie nie oplaca b)nie przynosi zadnego uznania
                        spolecznego (dodatkowe lata do emer. itp) i....przyrost praktycznie jest zaden!
                        Zgadzam sie z kramem, rola kobiety w tym kraju konczy sie na byciu matka, potem
                        juz juz tylko walka z wiatrakami,Spd(socjalistom) nie udalo sie wprowadzic
                        calodziennych szkol i przedszkoli, Cdu (konserwatysci) nie wprowadza ich na
                        pewno, srednia wieku matek w De wynosi...35 lat!
                        pozdr
    • kaszka13 Re: Praca to gwarancja... 08.12.06, 01:42
      Stwierdzenie, ze bycie w domu z dziecmi wynika z egoizmu jest dla kazdej kobiety
      bardzo krzywdzace. Gdyby kazda kobieta byla egoistka, nie byloby dzieci. Ja
      siedze teraz w domu, od 4 miesiecy, nie wybieram sie do pracy w najblizszej
      przyszlosci. Za to zajmuje sie corka, wszystkimi sprawami dotyczacymi domu,
      zalatwianiem formalnosci i innych takich, jestem szczesliwa, ze nie musze wracac
      do pracy i oddawac dziecka w obce rece. Nie dopadlo mnie lenistwo intelektualne,
      nareszcie mam mozliwosc organizowania czasu i rozrywek dla swojej rodziny.
      Pracowalam przez dwa i pol roku poswiecajac na prace 12 godzin z zycia dziennie
      i wiele weekendow. Pewnie kiedys wroce do pracy, ale na zupelnie innych
      zasadach. A sukces mierzy sie tez w innych kategoriach niz pieniadze. Dla mnie
      sukcesem jest to, ze moja corcia rano sie do mnie usmiecha, a maz mowi, ze sam
      chcialby miec taka mame. I nie idealizuje tutaj siedzenia w domu. Tez uwazam, ze
      kobieta powinna byc niezalezna. Ale na to wszystko jest czas. Monika, wez tez
      pod uwage, ze sa osoby, ktore nie pracuja zawodowo, a poswiecaja caly mozliwy
      czas fundacjom charytatywnym. Czy wedlug Ciebie to tez egoizm? Jakos nie
      wyobrazam sobie, ze mozna cos takiego robic i jeszcze pracowac na pelen etat.
    • samo Re: Praca to gwarancja... 08.12.06, 05:09
      monika_a_b napisała:

      > uważam, że dobrowolne zrzucanie ciężaru utrzymania całej rodziny (czy tu
      > chodzi tylko o żonę, czy też o dzieci, to
      > już mniej istotne, ciężar tylko przez to urasta ale i tak jest) ukazuje tylko
      > egoizm osoby, która nie chce pracować.


      A jesli ta druga osoba, ktora pracuje, nie ma nic przeciwko temu, to to wciaz
      jest egoizm? Jakos ciezko mi sobie wyobrazic taka decyzje podejmowana
      jednostronnie. Wiec gdzie tu egoizm? I skoro mozna utrzymac sie z jednej pensji
      i obu stronom to pasuje, to czemu nie? I co innym do tego?

      Rozumiem, że kobiety po urodzeniu
      > dziecka przebywają z nim do wieku żłobkowego/przedszkolnego, bo to ma sens -
      > ale dłużej? Znam kobiety, które mając jedno jedyne dziecko zostają w
      > domu "wychowując je", aż do osiągnięcia pełnoletności dziecka... A kobiety
      > bezdzietne, które dobrowolnie nie chcą pracować? Jakie one mają cele w życiu?

      Tu znowu nasuwa sie pytanie, co innym do tego? Nie jestes zbyt "judgemental"? A
      niepracujace bezdzietne kobiety sa wg ciebie pozbawione celu w zyciu? W czy w
      takim razie bezwartosciowe?


      >absolutnie nie mogę
      > zrozumieć, że ktoś _nie chce_, chociaż jest zdrowy na ciele i umyśle i jest w
      > stanie pracować choćby na pół etatu bądź na zlecenia (np. przez internet).

      A ja absolutnie moge! I dopoki ja takiej osobie nie place za rachunki i czynsz
      to nic a nic mi to nie przeszkadza ani mnie to nie obchodzi.

      >Może jestem nietolerancyja, ale jak długo żyję spotkałam sie z
      > takimi kobietami (gdyż w większości przypadków sa to kobiety), i przykro mi,
      > ale nie potrafię zrozumieć ich motywacji do... braku motywacji...

      Jestes nietolerancyjna. I czlowiek nie sama praca zyje.
      • ulinha Re: Praca to gwarancja... 08.12.06, 19:28
        Zgadzam sie z tym co napisala Samo. Gryzlam sie z tym tematem przez dwa
        ostatnie wieczory.
        I zastanawia mnie jedna sprawa. Skad tyle negatywnych mysli i zarzutow??? Padly
        tu wielkie slowa: "brak motywacji", "pasozytnictwo", "egoizm"...
        Oczywiscie mozemy miec inne zdanie na rozne tematy, zyc innym zyciem, ale
        dlaczego stawiamy az tak wielkie zarzuty. Nikogo nie zmuszam do zycia moim
        zyciem, ale chcialabym zeby zamiast nazywania mnie pasozytem czy egoistka, ktos
        chcial zapytac jak ja sie czuje, dlaczego dokonalam takich a nie innych decyzji
        i i jezeli juz nie chciec ich zrozumiec, to choc postarac sie je zaakceptowac.
        Moje zycie nie jest ani lepsze, ani gorsze... Jest poprostu moje...
        • asia.sthm Re: Praca to gwarancja... 08.12.06, 19:49
          > Moje zycie nie jest ani lepsze, ani gorsze... Jest poprostu moje...

          Ulinho , daj niech cie usciskam smile)))
          Masz 100% racje i od samego serca ci to wyszlo.
          Daj nam Panie Boze wiecej zrozumienia dla Blizniego naszego.

          PS jak slowo honoru, religijna sie przy was zrobie.
          • samo Re: Praca to gwarancja... 08.12.06, 21:27
            asia.sthm napisała:

            > Daj nam Panie Boze wiecej zrozumienia dla Blizniego naszego.

            Ej-men! :o)
          • jan.kran Re: Praca to gwarancja... 08.12.06, 21:36
            Siostro Joanno ze Sztokholmusmile))
            Ino nam w dewocję nie popadnijtongue_outPPP
            Kran
            • asia.sthm Re: Praca to gwarancja... 08.12.06, 21:47
              Ulenka napisala:
              > Siostro Joanno ze Sztokholmusmile))

              - Odwal sie! - jak mawiala nasza kochana Hanka Bielicka smile)

              - Zabije, udusze paskiem od szlafroka w kwiatuszki - mawiam ja, siostra od
              siodmej bolesci :pppp

              psia jego mac ( w nawiasie )
              • asia.sthm Modlitwa w prezencie :))))))))))))) 09.12.06, 14:44
                Modlitwa sw. Tomasza z Akwinu (1225-1274)

                Panie, Ty wiesz lepiej anizeli ja sam, ze sie starzeje i pewnego dnia bede
                stary.
                Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, ze musze cos powiedziec na kazdy
                temat i przy kazdej okazji. Odbierz mi chec prostowania kazdemu jego sciezek.
                Uczyn mnie powaznym, lecz nie ponurym, czynnym, lecz nie narzucajacym sie.
                Szkoda mi nie spozytkowac wielkich zasobow madrosci, jakie posiadan, ale Ty
                Panie wiesz, ze chcialbym zachowac do konca paru przyjaciol.
                Wyzwol moj umysl od niekonczacego brniecia w szczegoly i daj mi skrzydeł, bym w
                lot przechodził do rzeczy.Zamknij mi usta w przedmiocie mych niedomagan i
                cierpien, w miare jak ich przybywa, a chec wyliczania ich staje sie z uplywem
                lat coraz slodsza.
                Nie prosze o laske rozkoszowania sie opowiesciami o cudzych cierpieniach, ale
                daj mi cierpliwosc wysluchania ich.
                Nie smiem Cie prosic o lepsza pamiec, ale prosze o wieksza pokore i mniej
                niezachwiana pewnosc, gdy moje wspomnienia wydaja sie sprzeczne z cudzymi.
                Uzycz mi chwalebnego poczucia, ze czasami moge sie mylic.
                Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choc z niektorymi z nich doprawdy trudno
                wytrzymac. Nie chce byc swietym, ale zgryzliwi starcy to jeden ze szczytow
                osiagniec szatana.
                Daj mi zdolnosc dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i
                niespodziewanych zalet w ludziach. Daj mi Panie łaske mowienia im o tym.(...)


                (modlitwa ta znajduje sie przy grobie sw. Tomasza w Tuluzie)
            • aka10 Re: Praca to gwarancja... 08.12.06, 23:03
              Ula...ze sie wtrace... W DE,uwazam,sytuacja zlobkowo-przedszkolna jest
              beznadziejna.Przedszkola maja byc "dopasowane" do pracujacych,a nie na odwrot.
              Mam duzo znajomych,przyjaciol i rodziny w DE i widze to,co widze : wyksztalcone
              kobiety po urodzeniu dziecka siedza po prostu w domu i to bardzo dlugo.Jak juz
              posiedza do czasu,kiedy dziecko idzie do szkoly,to znowu problem po szkole,bo
              opieka swietlicowa tez nie jest do czasu pracy rodzicow dopasowana.
              Kolejny problem,to znalezienie odpowiedniej pracy po np 6-ciu latach siedzenia w
              domu.Niestety, w wielu dziedzinach jest sie skazanym na odmowe za domowa,bo nie
              jest sie na czasie.
              • gherarddottir Re: Praca to gwarancja... 09.12.06, 04:13
                A ja tak od drugiej strony, ze tak powiem...
                Czasami kobiety,ktore wydawaloby sie siedza tylko w domu:
                - maja swietnie prosperujacy biznes tylko nikomu o tym nie mowia
                - zyja z pisania pod pseudonimem, dlatego nikt o tym nie wiem
                - maja jakas chorobe o ktorej nie mowia nikomu a z ktora nie moga pracowac..


                Tak mi sie jakos napisalo bo czesto nie wiemy dokladnie co jest czego przyczyna
                i latwo wyciagnac krzywdzace wnioski. Pozdrawiam
                • annie_laurie_starr Re: Praca to gwarancja... 09.12.06, 18:22
                  Gherarddottir - bardzo madra obserwacja.

                  Jest jeszcze taka opcja, ze opiekuja sie schorowana matka czy ojcem i tez sie
                  nie chwala. Ewentualnie prowadza dom, a czesto i kariere meza - tak, ze rodzina
                  sie bogaci i wszytskim zyje sie dobrze.

                  Zawsze denerwowalo mnie to, ze praca kobiety w domu jest niedocenianie. Gdy sie
                  wynajmuje sprzataczke do posprzatania mieszkania to sie jej placi, a gdy zrobi
                  to zona to nikt tego nie przelicza na pieniadze ani na czas.
                  • go.ga Re: Praca to gwarancja... 09.12.06, 19:11
                    annie_laurie_starr napisała:

                    > Gherarddottir - bardzo madra obserwacja.
                    >
                    > Jest jeszcze taka opcja, ze opiekuja sie schorowana matka czy ojcem i tez sie
                    > nie chwala. Ewentualnie prowadza dom, a czesto i kariere meza - tak, ze
                    rodzin
                    > a
                    > sie bogaci i wszytskim zyje sie dobrze.

                    Na dodatek moze po prostu nie chciec zyc z wywieszonym jezykiem, wszedzie sie
                    spieszyc, uzerac sie z szefem w pracy itd. A ze maja wystarczajaco pieniedzy
                    jak na swoje potrzeby, wiec i tego nie robi. W kazdym razie w kazdym z
                    wymienionych przypadkow nie ma obowiazku sie nikomu tlumaczyc.
    • mon101 Re: Praca to gwarancja... 09.12.06, 19:31
      Wtrace swoje trzy grosze , moze nie tak 100% na temat. Uwazam, ze nie powinno
      sie oceniac (czytaj krytykowac) wyboru innych ludzi dopoki sa to wybory
      dobrowolne. Wydaje mi si jednak, ze w praktyce kobieta, ktora ma swoje wlasne
      dochody, wie, ze nie musi sie desperacko trzymac zwiazku ze wzgledow
      finansowych, ma wieksza szanse na bycie w tym zwiazku partnerem. Jest
      traktowana jak partner i sama siebie tak traktuje. Nawet jesli jest to tylko
      w podswiadomosci. Ot,zycie...
      • elagrubabela Re: Praca to gwarancja... 10.12.06, 16:55
        Tak czytam o tym wyliczaniu ile kosztuja uslugi prowadzenia domu i ze gdyby
        zona meza podliczala to by miala niezly dochod. Jakos mi sie nie podoba taka
        postawa. Ja mieszkalam jakis czas sama i wszystko kolo siebie robilam,
        mieszkanie sprzatalam i sama sobie gotowalam. Teraz od kilku lat mamy pania do
        sprzatania, do prowadzenia domu i teraz jeszcze do opieki nad Henkiem. Placimy
        Jej chyba przyzwoicie. Ale gdybysmy musieli z Niej zrezygnowac i znowu robic
        wszystko sami to ja bym nie podliczala Szkota za mycie kibli ani On mnie za
        koszenie trawy i uprzatanie sniegu. Tak sie chyba nie da zyc w rodzinie. Jezeli
        ludzie sie umawiaja, ze On pracuje poza domem a Ona w domu to oboje uznaja, ze
        Ich wklady we wspolna rodzine sa rowne. Wysilkiem i kosztem. Tak przynajmniej
        powinno byc w teorii. W praktyce to dziala dopoki para jest w zgodzie, zaczyna
        sie psuc gdy para przestaje sie dogadywac. A takie rzeczy sa mniej lub bardziej
        do przewidzenia. I dlatego ja jestem zdania, ze kobieta powinna sie
        zabezpieczyc finansowo na okolicznosc nieporozumien z pracujacym poza domem
        partnerem. Jezeli koniecznie chce albo musi pracowac w domu, ten dom powinien
        na przyklad byc zapisany na nia. Albo powinni ustalic, ze jakis procent z Jego
        dochodow Ona wplaca na swoje konto lub na konto emerytalne dla siebie. Nie jako
        forma zaplaty za sprzatanie i gotowanie dla rodziny ale jako wspolne budowanie
        zabezpieczenia jej przyszlosci na wypadek przypadku smile Mnie bardzo martwi to,
        ze tyle kobiet nie dba o swoje sprawy finansowe. Wiekszosc potrafi byc bardzo
        rozwazna i madra w podejmowaniu decyzji dotyczacych calej rodziny i dzieci ale
        gdy chodzi o nie same, nie umieja sie o siebie zatroszczyc. Wydaje mi sie, ze
        to czesto wynika ze zle pojetej dumy i poczucia, ze one sobie zawsze poradza.
        Na pewno sobie poradza ale po co sobie utrudniac jesli mozna sobie ulatwic? Elka
        • aka10 Re: Praca to gwarancja... 11.12.06, 20:04
          A ja sie zastanawiam,jak by to bylo,gdyby sytuacje odwrocic,czyli maz zajmujacy
          sie domem ( z wlasnej woli),a zona pracujaca zawodowo i zarabiajaca na
          dom.Znacie takich? I co potem z takim mezem,jak zona sobie mlodszego
          znajdzie,hmm? Tak sobie teoretyzujewink
          • tamsin Re: Praca to gwarancja... 11.12.06, 20:07
            on sobie starsza wdowe znajdzie, ktora potrzebuje kogos kto umie mlotkiem
            stukac.
          • lola999 Re: Praca to gwarancja... 12.12.06, 00:56
            Ja akurat znam. Ale wszyscy sa szczesliwi i akceptuja te sytuacje bez zbednych
            emocji. Nikt nikogo nikim nie planuje zastepowac. Ale nie jest to powszechny
            model, to fakt.
          • abere8 aka10 - artykul dla Ciebie :-) 12.12.06, 02:23
            W ostatnich Wysokich Obcasach - o mezczyznach na tacierzynskm smile

            kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,3781157.html
          • go.ga Re: Praca to gwarancja... 18.12.06, 14:32
            aka10 napisała:

            > A ja sie zastanawiam,jak by to bylo,gdyby sytuacje odwrocic,czyli maz
            zajmujacy
            > sie domem ( z wlasnej woli),a zona pracujaca zawodowo i zarabiajaca na
            > dom.Znacie takich?

            Znam takich, ale niewielu. Mam do tego taki sam stosunek jak do sytuacji, gdzie
            to kobieta nie pracuje- ich wybor. Dodatkowo ciesza mnie takie pary o tyle, ze
            lamane sa pewne stereotypy (tradycyjny podzial rol) oraz ze coraz wiecej ludzi
            ma odwage zyc po swojemu, nie patrzac na opinie srodowiska. Ode mnie wiec duze
            brawa dla kogutow domowych wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka