Dodaj do ulubionych

Sukces eSądu.

23.04.12, 17:52
Ciekawy przypadek opisał jeden z blogerów, ktorych lubię czytywac: Maczetaockhama
maczetaockhama.blogspot.com/2012/04/lubelski-sad-elektryczny-czyli-wielki.html
Tematem: działanie eSądu od kuchni, potencjalne nieprawidłowości, czy to sukces na glinianych nogach?

>>>>>>>>>od tego miejsca w całości za Maczetą:


Lubelski Sąd Elektryczny- czyli wielki sukces Ministerstwa Statystyki

Czyli dokładniej Wydział VI Cywilny Sądu Rejonowego Lublin- Zachód, szumnie zwany e-sądem. Zaczynając od końcówki tytułu- Ministerstwo (oficjalnie) Sprawiedliwości rozlicza wszystkich i wszystko na podstawie statystyki- każda rzecz, którą można odnotować statystycznie jest sukcesem lub porażką- za to inne nie istnieją. Niestety, tak się nieszczęśliwie składa, że sprawy bywają bardzo różne, a nawet charakterystyka spraw w różnych sądach, a zwłaszcza ich wydziałach jest bardzo różna. W bardzo dużym skrócie- kult statystyki promuje załatwianie spraw „na odwał” oraz kompletne patologie typu hurtowe wysyłanie aktów oskarżenia przez prokuratury w prostych sprawach (typu „prowadzenie pod wpływem”, czy „posiadanie”wink oraz równie hurtowe umarzanie w sprawach skomplikowanych (typu przestępstwa gospodarcze).

Ale wracając do naszych owieczek. Rząd ogłasza wielkim sukcesem wprowadzenie e-sądu. Otóż ładnie odtrąbiono załatwienie 2 mln spraw. Wynik zaiste imponujący- zwłaszcza, że obsada tego sądu to jakieś 100 osób. Tylko jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. I te szczegóły są takie, że sąd ten można wręcz śmiało nazwać „diabelskim pomiotem”. Ani z sądem, ani z żadną podstawową sprawiedliwością nie ma on nic wspólnego- przynajmniej w realnej praktyce. Otóż- teoretycznie procedura wygląda tak, że powód przesyła do e-sądu elektroniczny pozew w którym przedstawia swoje żądanie i opisuje posiadane dowody. Dowodów tych nie załącza (bo nie ma jak) tylko obiecuje je przedstawić w razie przekazania sprawy do zwykłego postępowania. Oczywiście powód też wskazuje adres pozwanego.
I tu zaczyna się zabawa. Pierwszą rzeczą, o której należy pamiętać- to drobny fakt, że niezwykle istotnym uczestnikiem procesu w Polsce jest listonosz. A dokładniej to, że dwukrotnie awizowana i niepodjęta korespondencja jest uznawana za doręczoną. W praktyce oznacza to, że cyniczny wierzyciel podaje adres o którym wie, że jest nieaktualny licząc właśnie na zwykłe niepodjęcie korespondencji- w rzeczywistości sytuacja w której pismo wraca z adnotacją „adresat nie zamieszkuje” czy podobną jest raczej wyjątkiem niż regułą. Czyli nakaz zapłaty się uprawomocnia. Potem, wbrew pozorom wierzycielowi jest dość łatwo znaleźć dłużnika- komornik wysyła zapytanie do ZUS, paru banków, zajmie wynagrodzenie czy rachunek bankowy i nawet nie musi znać adresu- choć przy okazji też go dostaje. Sprawa załatwiona- a że dokumenty na które się powód powoływał w skrajnych wypadkach nawet w ogóle nie istnieją? Kogo to obchodzi- przecież jest 2 mln załatwionych spraw.
Ale idźmy dalej. Otóż nakaz zapłaty jest skutecznie doręczony. Załóżmy nawet, że domniemany dłużnik poradził sobie z kretyńskim formalizmem sprzeciwu od nakazu zapłaty- w takiej sytuacji nakaz traci moc (automatycznie) i sprawa jest przekazywana na drogę procesową- gdzie już względnie sensownie się można bronić. Ale- nie tak szybko.... W takim wypadku- „wierzyciel” ma jeszcze jedną piękną możliwość- przed pierwszą rozprawą powód może wycofać powództwo bez zrzeczenia się roszczenia (nie wchodzę w dalsze szczegóły- nie mają one tu żadnego znaczenia)- to w tłumaczeniu na ludzki język oznacza, że sprawy nie ma i tak jakby nigdy nie było. Nic nie zostało prawomocnie rozstrzygnięte, powód może sobie wnosić sprawę ponownie. I w skrajnie cynicznych (choć już należy je chyba nazwać kryminalnymi) przypadkach- a jakże wnosi. Z innym adresem pozwanego oczywiście.
Kto z tego korzysta- przede wszystkim wielkie firmy windykacyjne oraz nawet bardziej fundusze skrutyzacyjne- to drugie coś to fundusze kupujące hurtowo należności do windykacji, najczęściej drobne, od firm telekomunikacyjnych, pożyczkowych, czasem banków. Papierowe pozwy w takich sprawach są zwyczajnie nieopłacalne- zwłaszcza, że często fundusz nie jest w stanie wiarygodnie udowodnić swojego żądania, za to e-sąd wspaniale zmienił opłacalność takiego biznesu.


W trakcie pisania tego posta sobie akurat przypomniałem o sprawie idealnie się do tego nadającej. I nawet mogę ją spokojnie opisywać, bo akurat mojej własnej. Otóż dawno temu, chyba jeszcze w latach 90-tych (choć naprawdę nie pamiętam) pewna wielka firma telekomunikacyjna wymyśliła sobie, że jestem jej winny jakieś 1000 zł. Dokładnie tak- wymyślili sobie. Sprawa więc trafiła do windykacji wewnętrznej, potem normalnej firmy windykacyjnej. Przy każdym kontakcie (a bynajmniej ich nie unikałem- choć potem musiałem wyłączać telefon na noc...) uparcie twierdziłem jedną rzecz- zapłacę co do grosza, ale po wyroku sądowym. Żaden komornik wam nie będzie potrzebny- tylko najpierw mnie pozwijcie, pokażcie papiery i porozmawiamy o nich na sali sądowej. Efekt był taki, że ta „zwyczajna” firma windykacyjna wierzytelność rzekomo należną ode mnie zwróciła do rzekomego wierzyciela. Następnie- hurtem tego typu „trudne i o znikomym stopniu prawdopodobieństwa odzyskania” wierzytelności sprzedano firmie zajmującej się właśnie wierzytelnościami trudnymi. Zapewne za śmieszny procent nominalnej wartości- bo to w większości oczywiście są śmieci, przy których trzeba się narobić, a efekt jest też niewielki. W końcu ci też się odczepili. Wierzytelność, nie dość, że co najmniej wątpliwa to jeszcze dawno przedawniona- ale co tam- teraz mają e-sąd. Jest całkiem prawdopodobnym, że został, lub zostanie przeciwko mnie złożony pozew i oczywiście wydany nakaz zapłaty- bo formalnie wszystko będzie w porządku. Zapewne gdzieś będzie awizowany i prawdopodobnie wróci z adnotacją „nie podjęto w terminie”, czyli się uprawomocni. W taki oto sposób każdy wykona swoją pracę, paru cynicznych cwaniaczków zarobi ładne pieniądze- a wyrok zasądzający ode mnie te pieniądze akurat będzie nieściągalny- ale- przypuszczam, że z tych 2 mln spraw oczywiście dziewięćdziesiąt kilka procent to są normalne, prawdziwe i niesporne wierzytelności- ale co zresztą???? To jest powiedzmy 50 albo i 100 tys wyłudzonych wyroków sądowych. Przestępstwo doskonałe- bo pojedynczej osoby, która by robiła coś niezgodnego z prawem, a nawet moralnie szczególnie nagannego- praktycznie nie ma.

Zastanawiam się tylko jak długo by trwał zmiana tej patologii, gdyby przez przypadek wyroki tego typu otrzymało parę osób które mogą coś z takimi rzeczami zrobić.... Oczywiście- powodem w tym wypadku powinna być raczej firma zagraniczna i kwoty powinny być relatywnie niewielkie, aby można je było w miarę szybko ściągnąć z pensji, powiedzmy ministerialnej? Ale tak to właśnie działa- i w miarę wzrostu ilości e-wyroków prawdopodobieństwo takiego zdarzenia rośnie. Zobaczymy.
Obserwuj wątek
    • przycinek.usa Re: Sukces eSądu. 24.04.12, 07:58
      Nie wiem jak ci to dyplomatycznie powiedziec? Co to jest?
      Czy da sie to strescic w 4 linijkach? Kto to w ogole napisal i czemu takim jezykiem?
      Tego sie nie da czytac.
      • njusacz Re: Sukces eSądu. 24.04.12, 12:33
        Jesteś NIESAMOWITY! Robi zabierając ostatnią swoją cząstkę czyli stare motto Forum miał rację w jednym, bez Ciebie byłoby to zupełnie inne miejsce!

        strescic w 4 linijkach? oczywiscie:

        Sukces eSądu może nie byc wcale takim sukcesem poneiwaz daje mozliwosc "przekrętów" dawno w tym kraju nie widzianych. Pozew kazdy moze złozyc i nei musi go "motywowac". Wyrok zapada i staje sie wykonalny nawet bez wiedzy pzowanego jesli 2x nie odebrał wezwania. oskrazajacy bez zadnych konsewencji wycofuje sie kiedy pozwany jednak oponuje.


        Napisał znajomy MAczeta takim jezykiem bo ma taki styl. Zwroca nim uwage na potencjalny problem wyłudzeń w mocy prawa. Nieuczciwa strona moze podniesc wydumane roszczenie wzgledem CIebie, podac adres na ktory nei bedziesz w stanie odebrac wezwania czyli nie bedziesz oponował. 2x "powiadomienie" skutkuje tym, ze przegrywasz w sadzie i puka komornik. jesli jednak dowiesz sie o sprawie i podniesiesz sprzeciw to strona oskarzajaca moze bez zadnych konsekwencji odstapic od dalszego psotepowania i...za jakis czas ponowic probe wpisujac inny adres.





        • bieda_inwestor Re: Sukces eSądu. 30.04.12, 18:06
          Nie jestem prawnikiem, wiec tak na prawde sie nie znam, ale czy cos takiego jak (podwojne) podanie niepoprawnego adresu nie daloby sie podciagnac pod dzialanie w zlej wierze i wytoczyc proces cywilny?
          Rozwiazaniem moglaby byc mozliwosc zglaszania w poczcie aktualnego adresu. W Niemczech przy przeprowadzce mozesz powiadomic poczte o zmianie adresu i oni juz zajmuja sie reszta.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka