.... pomadowac trupa swojej "prezydentury".
Podstawowy dla Amerykanow wskaznik bezrobocia/zatrudnienia od lat jest niezle giety.
Podstawowa rzecz: bezrobotnym nie jest, ktory chce pracowac ale nie moze ale zostal wyrzucony po za miary statystyk.
A statystyki podaja tylko tych zarejestrowanych bezrobotnych, czesto wcale niechcacych pracowac a chcacych pobierac zasilek dla bezrobotnych.
Do bezrobocia nie wlicza sie rowniez pracujacych z
koniecznosci w niepelnym wymiarze czasu, nie przysluguja im wtedy zreszta inne swiadczenia.
Z kolei podawane dane zatrudnienia sa ostatnio po "weryfikacji" drastycznie ciete w dol.
Statystki zapominaja rowniez o stanowiskach pracy, ktore nigdy by nie powstaly jezeli nie bylyby celowo pompowane bezsensownie tanim kredytem a wrecz rozdawnictwem pieniedzy jak to mialo miejsce przy covidowej mistyfikacji.
Co jest niezwykle wazne dane statystyczne nie rozrozniaja stanowisk rzadowych, ktorych drastycznie przyrasta.
Tak wiec faktycznie zatrudnieniowa euforia wyplywa wylacznie z radosnej kreacji nierobow, najczesciej z werbowanych wedlug klucza preferujacych kolor skory a nie przydatnosc zawodowa.
Najciekawsze jest jednak to, ze owe dane o zatrudnieniu nie uwzgledniaja wahan zatrudniania na pelny etat a te ostatnio leca na leb.
Jezeli jednak spojrzec na rzecz rozumnie to liczba zatrunionych nie ma
zadnego znaczenia.
Znaczenie ma ilosc dobr i uslug przez nich wytworzonych a tych rowniez ubywa w efekcie spadku wydajnosci pracy.
Z kolei wydajnosc pracy MUSI spadac poniewaz upada status pracy, moralnosc a przede wszystkich motywacja skoro REALNE zarobki oraz majatek nieustannie spada przez dlugie dekady