kmklim
02.12.04, 21:15
Ostatnio na moim uniwerku odbyl sie wyklad prof. Baumana powiazany z jego
ostatnimi ksiazkami poswieconymi krytyce spolecznestwa konsumpcyjnego w
swiecie zachodnim. Nie bede tutaj pisal o co tam chodzi. Jak ktos jest
zainteresowany to niech poczyta.
W efekcie lektury i rzeczonego wykladu nasunely mi sie na mysl wnioski co do
konsekwencji ekonomicznych tez Baumana. Oto dwa z nich:
1. Jaki jest sens/cel dalszego postępu gospodarczego?
Trzeba przyznać, że poziom zaspokojenia potrzeb wśród ogółu ludności świata
zachodniego nigdy nie był tak wysoki. Nawet bezrobotni i biedni mają się o
niebo lepiej niż przeciętny Chińczyk. Skoro dotarliśmy do punktu, gdzie więcej
sami sobie szkodzimy postępem konsumpcji, być może należy zmienić priorytety?
Bo po co jest nam teraz postęp gospodarczy? Być może po to żeby gospodarka się
nie rozłożyła totalnie, jednak zagrożenie to i tak istnieje ze względu na
ograniczoność zasobów (choć nad tym można się spierać). Na pewno nie
doprowadzi on do zniknięcia bezrobocia. Nie wiem czy jest ono w tej chwili
mniejsze niż w np. w USA sto lat temu, ale na pewno nikt się nie łudzi, że sam
postęp gospodarczy, w sensie długoterminowym, załatwi sprawę. Zwłaszcza że
tempo postępu technicznego, niezbędnego dla postępu gospodarczego,
przyspiesza. Tym samym zwięKszają się problemy dostosowawcze wśród siły
roboczej - ergo bezbrobocie.
Jakie jest wyjście? Po pierwsze nowy zespół wartości rządzących gospodarką.
Redystrybucja dochodów. Totalitaryzm. A może zamiast przejadać bez sensu
surowce zbudujemy coś dużego - statek kosmiczny? Piramidy? Przynajmniej coś
zostanie dla kolegów archeologów...
2. Gdzie się podziały oszczędności? Jeśli wszyscy mają coraz więcej
konsumować, to skąd się weźmie akumulacja kapitału?
O ile dobrze pamiętam z makroekonomii, postęp gospodarczy bierze się ze
wzrostu uzbrojenia technicznego pracy i kapitału w ogóle. Ten z kolei bierze
się z oszczędności gosopdarstw domowych. Jeśli jednak gospodarstwa domowe
zamiast per saldo oszczędzać zaczynają się zadłużać (w USA podobno średnio
8000 USD). To nie ma mowy o akumulacji.
Chyba że teraz oszczędzać będą przedsiębiorstwa - czyli zamiast zwracać zysk
do właścicieli (akcjonariuszy) będą one go zatrzymywały. Już dzisiaj wiele
przedsiębiorstw nie wypłaca dywidend, podczas gdy kiedyś było to powszechne.
Np. właściciele Microsoftu czy Cisco nie mają co liczyć na jakikolwiek CF ze
swojej inwestycji. A przecież inwestowali po to żeby w przyszłości mieć więcej
pieniędzy (stare Marxowskie M-C-M').
Tylko że za to trzeba zapłacić większą zmiennością rynków akcji - jeśli
wszyscy trzymają akcje tylko po to by je sprzedać, to jest duży potencjał
spadkowy. Muszą się zbierać górki i dołki znacznie większe niż gdyby zyski
firm były dystrybuowane.
A co wy myślicie?